Dodaj do ulubionych

Co, jeśli nie chcę wspierać?

26.03.14, 21:27
Nie wiem, jak się czasami zachowywać w stosunku do męża.
Jest wybuchowy. Owszem, pracuje nad tym i jest znacznie lepiej niż kiedyś, jednak zdarza mu się nakrzyczeć na dzieci, a nawet je lekko poszarpać.
Dziś była taka sytuacja. I jak zwykle po czymś takim żałuje i potrzebuje mojego wsparcia i akceptacji. Ja się wycofuję, jestem zła i nie chcę mieć z nim do czynienia w takich momentach.
A on przychodzi i prosi, żebym go potrzymała za rękę, że to pomoże mu się uspokoić. Albo żebym go pocałowała w usta (kiedy juz jest spokojny i chce, żebym znowu było między nami dobrze). Nie potrafię tego robić w takich chwilach. Czuję się przyparta do muru, czuję że on żąda chce czegoś, czego nie powinien żądać.
Dziś po prośbie o pocałunek zapytałam, czy mam go pocałować nawet jeśli nie chcę. Mąż powiedział, że chciałby, żebym chciała. Powiedziałam, że nie wiem, jak to zrobić. Wtedy wyszedł zły, rzucając że jestem podła.

Co powinnam robić w takich chwilach?

Dodam jeszcze, że kiedy ja robię coś źle, mąż nie odtrąca mnie, daje mi właśnie takie wsparcie jakiego sam by potrzebował. Ja jednak tak nie potrafię.

Pani Agnieszko, może Pani widzi w tym układzie coś, czego ja nie dostrzegam?
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 26.03.14, 21:47
      Tak, Twój mąż ma 3 lata. W tym wieku dzieci jak nabroją i strzelą focha, to przychodzą za chwilę się przytulić.
    • elizabeth7 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 26.03.14, 21:56
      A nie zastanawiasz sie jak twoj maz radzi sobie w pracy i kto go tam trzyma za reke lub caluje w usta jak cos zrobi zle?
      Dlal mnie zachowanie twojego meza pasuje raczej do przedszkolaka. Gdy male dziecko cos zbroi, zrobi zle to mamusia musi mu pomoc w zrozumieniu co zrobil zle, jak powinien postapic prawidlowo i upewnic dziecko ze ona sie nie gniewa. Troche strasze dzeicko samo dochodzi do tego co zrobilo zle, jak powinno postepowac prawidlowo. Jeszcze starsze umie wyciagac wnioski z wlasnego postepowania i przewidywac nastepstwa. Bez pocieszania i trzymania za reke. mamusia nie musi mu 'recenzowac' jego zachowan.
      Twoj maz to niedojrzaly dzieciak i szantazysta emocjonalny. Jak nie zachowasz sie tak jak oczekuje /jego zdaniem wspierajaco/ to sie obrazi i powie ci ze jeste podla.
      Normalny gowniarz.
    • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 26.03.14, 21:57
      "a nawet je lekko poszarpać.
      Dziś była taka sytuacja. I jak zwykle po czymś takim żałuje i potrzebuje mojego wsparcia i akceptacji. Ja się wycofuję, jestem zła i nie chcę mieć z nim do czynienia w takich momentach. "

      A ja się dziwię, że Ty nie chcesz mieć z nim nic wspólnego w takich momentach, bo ja za "lekkie poszarpanie dzieci" bym zatłukła. Może Ciebie i jego tez szarpano w dzieciństwie, ale jak by nie było, to jesteście sprawcami przemocy wobec dzieci (on czynnym, a Ty biernym)? Chyba powinnieście razem/osobno się leczyć dla dobra dzieci.
      • verdana Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 26.03.14, 22:13
        Trochę poszarpał dziecko - i Ty się zastanawiasz, czy udzielić mu akceptacji, przytulić i pocałować, bo on biedny się zdenerwował?
        W takim przypadku należy powiedzieć mężowi, ze nie masz dla niego cienia współczucia i o wsparciu może zapomnieć. Że nie akceptujesz takiego zachowania, ze nie masz dla niego krzty współczucia, a przytulic możesz dziecko, które ucierpiało.
      • elizabeth7 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 26.03.14, 22:24
        Czyli brutal z niskim poczuciem wlasnej wartosci :) trzeba potrzymac za reke by go wesprzec .
        Tu autorka watku moglaby nim manipulowac i nagradzac zachowania tym wsparciem lub karac brakiem wsparcia. Oczywoscie, sama musialbym sie upodpornic na manipulacje i miec wlasne zasady postepowania i wychowywania dzieci.
        Nie wiem tylko czy takie 'dziecko-maz' do wychowywania to jest opcja do przyjecia.
    • edw-ina Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 26.03.14, 22:37
      Ja bym nie potrafiła wspierać za robienie czegoś, czego nie akceptuję. Rozumiem ludzką nerwowość, nawet wybuchowość, ale ma ona swoje granice. Szarpanie dzieci jest przekroczeniem tej granicy i nic by mnie nie zmusiło do przytulenia/pocałowania męża po czymś takim.
      Mam w domu worek treningowy. Jeśli jakaś sytuacja mnie przerasta i czuję, że muszę wywalić emocje, kilka minut przy worku naprawdę potrafi pomóc.
      • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 26.03.14, 23:15
        Surowe jesteście. Może niepotrzebnie napisałam o tym szarpaniu, bo przeważnie chodzi "tylko" o krzyczenie, które dla mnie też jest nie do zaakceptowania.
        Czyli mogę w takich sytuacjach odmówić wsparcia, choć wyraźnie widzę, jak go potrzebuje. Aha, dzięki.
        • edw-ina Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 26.03.14, 23:25
          Wiesz, bo kiedy patrzy się z boku, bez emocji wobec danej osoby, to widzi się inaczej. Ja wiem, że dzieci potrafią być męczące, nie jestem też zwolenniczką pozwalania dzieciom na wszystko bez ograniczeń, ale krzyk, szarpanie to próba pokazania swojej siły wobec kogoś, kto z definicji jest słabszy i jest pod naszą opieką.
          Powiedz mężowi otwarcie: nie akceptuję twojego zachowania wobec dzieci. Nie umiem cię po czymś takim pocieszyć, choćby dlatego, że dzieci poczują się po tym dodatkowo źle potraktowane - tata na nas nakrzyczał, a mama go za to całuje. Mogę wspierać cię w twojej własnej walce z wybuchowością, ale nie w ten sposób, że będę to akceptowała.
          • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 26.03.14, 23:31
            www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=213
            Wg mnie Twoje pytanie o wsparcie jest kuriozalne, bo Ty powinnaś w takiej sytuacji chronic dzieci, a nie wspierać sprawcę przemocy. Ostanio taki bardzo ciekawy artykuł czytałam o biernych sprawcach przemocy seksualnej - matkach, które nic nie robiły lub bardzo mało w przypadku przemocy seksualnej wobec dzieci. Myślę, że pewnie jakieś analogiczne przyczyny występują i u matek mających takie dylematy jak Ty w przypadku przemocy fizycznej czy werbalnej - w artykule ciekawie są opisane przyczyny postaw matek, w tym ich stosunek do psrawców przemocy/uzależnienie etc. Naprawde bardzo ciekawe.
            • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 07:49
              No nie, jeżeli jest taka potrzeba, oczywiście najpierw zajmuję się dziećmi, ale to też jest dylemat, bo nie chcę podważać autorytetu męża, który poza tymi sytuacjami jest naprawdę dobrym ojcem, kochającym, obecnym i zaangażowanym.
              Wolę, kiedy sam naprawia swoje błędy (przeważnie wtedy właśnie potrzebuje tego wsparcia, którego odmawiam) - i wiem, że tak jest lepiej niż kiedy do akcji wkracza Dobra Matka i chroni dziateczki przed Złym Ojcem.

              Inna strona medalu jest taka, że ja trochę zrzucam na niego trudniejsze sytuacje: kiedy dzieci źle się zachowują, często ogarnia mnie rezygnacja i zwątpienie, mąż to widzi, i sam stara się zażegnać konflikt. Czasem wychodzi źle, a co potem - już wiecie.
              • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 07:56
                I jeszcze jedno - tak, powiedziałam mu jasno, że nie akceptuje takich zachowań, nie raz.
                O wykonał bardzo dużą pracę nad sobą i jest znacznie lepiej niż kiedyś.
                Jednak jest cholerykiem - dlatego nie zawsze potrafi nad sobą zapanować, może kiedyś dojdzie do perfekcji, ale na razie nie doszedł.
                O tym w zasadzie wiem, co myśleć.

                Nie wiedziałam tylko, czy ja powinnam zmienić swoją postawę, postarać się robić coś wbrew sobie, ale piszecie, że nie.
                • giokonda.it Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 10:45
                  > Nie wiedziałam tylko, czy ja powinnam zmienić swoją postawę, postarać się robić
                  > coś wbrew sobie, ale piszecie, że nie.

                  A ja nie napiszę,że nie. Choć to takie proste. Mąż buch do szuflady pt. przemocowiec i sprawa załatwiona. Piszesz,że cyt. "poza tymi sytuacjami jest naprawdę dobrym ojcem, kochającym, obecnym i zaangażowanym".
                  Słowo klucz: obecny i zaangażowany. Myślisz,że lepszy dla dzieci jest ojciec wielki nie obecny, który nie nakrzyczy, bo zwyczajnie nie ma okazji? Piszesz,że mąż pracuje nad sobą a co Ty robisz? Cholerycy chodzą po świecie i można nauczyć się z nimi żyć. Ty musisz się tego nauczyć jeśli kochasz męża i dla dobra dzieci. Dostrzegać pozytywne aspekty takiej osobowości: szczerość, wielkie serce, zaangażowanie to często idzie w parze z wybuchowym charakterem. Chęć pojednania po wybuchu jest moim zdaniem bardziej zdrowa dla rodziny niż zamykanie się. Mąż powinien dalej starać się panować nad gniewem. Może jakieś książki warsztaty? Ty powinnaś raczej jego odganiać jak awantura wisi w powietrzu a jak dojdzie do spięcia to niech mąż przeprosi dzieci i Ciebie. Porozmawiajcie o tym. Wyściskajcie się i wycałujcie. Pamiętaj,że temperament się dziedziczy i jedno z Twoich dzieci może mieć taki. Im wcześniej nauczy się minimalizować negatywne strony takiej osobowości tym lepiej. Powodzenia:)
                  • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 17:40

                    > A ja nie napiszę,że nie. Choć to takie proste. Mąż buch do szuflady pt. przemoc
                    > owiec i sprawa załatwiona.
                    Tak to trochę rozmówczynie skwitowały i też wiem, że to nie jest prawda.

                    Piszesz,że m
                    > ąż pracuje nad sobą a co Ty robisz?
                    Też się staram zmieniać, rozumieć, modyfikować swoje zachowanie. Życie z dziećmi jest cholernie męczącą pracą.

                    Dostrzegać pozytywne aspekty takiej osobowości: szczerość, wielkie serce, z
                    > aangażowanie to często idzie w parze z wybuchowym charakterem.
                    Tak, taki właśnie jest mój mąż.

                    > Ty powinnaś raczej jego odganiać jak awantura wisi w powietrzu
                    Postanowiłam próbować tak robić.

                    a jak dojdzie do
                    > spięcia to niech mąż przeprosi dzieci i Ciebie.
                    Robi to. Dopiero jak się pojedna z dziećmi przychodzi do mnie po miłość.

                    Porozmawiajcie o tym. Wyściska
                    > jcie się i wycałujcie.
                    No właśnie dokładnie w tym jest problem. Mąż szybko wybucha i szybko gaśnie. Ja nie wybucham, ale gniewam się długo i niedobrze mi się robi na myśl o wyściskaniu i wycałowaniu.

                    Pamiętaj,że temperament się dziedziczy i jedno z Twoich
                    > dzieci może mieć taki. Im wcześniej nauczy się minimalizować negatywne strony t
                    > akiej osobowości tym lepiej.
                    Wiem, już mamy z tym problem. I chyba za to też winię męża, za te wzorce, które przekazuje, pogłębiając problem trudnego temperamentu.

                    Dziękuję Ci bardzo za zrozumienie!
              • giokonda.it Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 09:54
                > Inna strona medalu jest taka, że ja trochę zrzucam na niego trudniejsze sytuacj
                > e: kiedy dzieci źle się zachowują, często ogarnia mnie rezygnacja i zwątpienie,
                > mąż to widzi, i sam stara się zażegnać konflikt. Czasem wychodzi źle, a co pot
                > em - już wiecie.

                Brawo! Czyli mąż próbuje rozwiązać sytuację a Ty chowasz głowę w piasek. Podczas gdy jako osoba jak rozumiem bardziej opanowana powinnaś brać to na siebie. Choleryk powinien w tym momencie wyjść do przysłowiowego drugiego pokoju, aby przeczekać i nie dać się ponieść emocjom. Bardziej potrzebne jest Twoje wsparcie przed a nie buziaki na zgodę po.
                • allegra1002 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 10:34
                  Może nie zbyt adekwatne porównanie, ale kojarzy mi się z zachowaniem mojego psiaka, znowu zeżarł mi buty lub nadgryzł poduszkę i gdy podtykam mu to pod nos ze złym błyskiem w oku, on podaje mi łapę, liże mnie po rękach, nadstawia kark do głaskania. :-) a ja mam ochotę przywalić tym pogryzionym butem w łeb.No ale to zwierzę, na dodatek młode.
                  Też nie wyobrażam sobie by bezpośrednio w sytuacji konfliktowej tak się zachowywać i wymagać od partnera uścisków i całusów.
                • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 17:41

                  > Brawo! Czyli mąż próbuje rozwiązać sytuację a Ty chowasz głowę w piasek. Podcza
                  > s gdy jako osoba jak rozumiem bardziej opanowana powinnaś brać to na siebie.

                  Wiem, spróbuję, dziękuję.
              • edw-ina Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 11:25
                A nie robisz przypadkiem akcji w stylu: poczekaj jak tata wróci to mu wszystko powiem i on... Jeśli zdarza ci się, to postaraj się nad tym zapanować. To kiedyś była baaaardzo powszechna metoda. Sama to pamiętam z dzieciństwa i panikę, w jaką przez to wpadałam. Taka myśl o zbliżającej się karze i osobie bliskiej jako tym wymierzającym karę jest bardzo męcząca dla dziecka i często wywołuje tym większe ataki złości, furii spowodowane czystą bezradnością.
                I dobrze radzą ci dziewczyny, kiedy dostrzegasz, że mężowi sytuacja wymyka się spod kontroli, to postaraj się go odsunąć od dzieci. Porozmawiajcie o tym wcześniej, ustalcie to jakoś. To nie zadziała od razu i za każdym razem, ale po czasie powinno przynieść rezultaty jeśli twój mąż faktycznie chce zapanować nad swoimi atakami.
                Ja mam tak, że kiedy wpadam we wściekłość, to najlepiej jest przez jakiś czas się do mnie nie odzywać. Mój mąż ma odwrotnie i on wtedy musi powiedzieć wszystko. Kompromis w takim wypadku jest trudny. Po latach zazwyczaj już działa. On wie, że jeśli ja mówię, by przez jakiś czas się do mnie nie odzywał, to znaczy, że lepiej by powstrzymał się od mówienia i tyle. Poczekał tych kilkanaście minut, pół godziny z powiedzeniem tego, co mu wisi na języku. Ja też wiem, że do tego wrócimy, że on się wygada, ale potrzebuję chwili na wyciszenie się. Wypracowanie tego schematu zajęło nam kilka ładnych lat, ale w większości wypadków działa.
                • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 20:15

                  > A nie robisz przypadkiem akcji w stylu: poczekaj jak tata wróci to mu wszystko
                  > powiem i on...
                  hahahaha, jeszcze nie zwariowałam!

                  > I dobrze radzą ci dziewczyny, kiedy dostrzegasz, że mężowi sytuacja wymyka się
                  > spod kontroli, to postaraj się go odsunąć od dzieci. Porozmawiajcie o tym wcześ
                  > niej, ustalcie to jakoś. To nie zadziała od razu i za każdym razem, ale po czas
                  > ie powinno przynieść rezultaty jeśli twój mąż faktycznie chce zapanować nad swo
                  > imi atakami.
                  Rozmawialiśmy miliony razy, ale na ten prosty sposób nie wpadliśmy.


                  > Ja mam tak, że kiedy wpadam we wściekłość, to najlepiej jest przez jakiś czas s
                  > ię do mnie nie odzywać. Mój mąż ma odwrotnie i on wtedy musi powiedzieć wszystk
                  > o. Kompromis w takim wypadku jest trudny. Po latach zazwyczaj już działa. On wi
                  > e, że jeśli ja mówię, by przez jakiś czas się do mnie nie odzywał, to znaczy, ż
                  > e lepiej by powstrzymał się od mówienia i tyle. Poczekał tych kilkanaście minut
                  > , pół godziny z powiedzeniem tego, co mu wisi na języku. Ja też wiem, że do teg
                  > o wrócimy, że on się wygada, ale potrzebuję chwili na wyciszenie się. Wypracowa
                  > nie tego schematu zajęło nam kilka ładnych lat, ale w większości wypadków dział
                  > a.
                  Fajnie macie, może u nas też kiedyś coś zadziała.
    • foringee Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 11:07
      Przecież to klasyczny przemocowiec-manipulant-szantażysta emocjonalny.

      Jedyne w czym POWINNAŚ go wspierać, to w kategorycznym wygonieniu go na terapię by nauczył się sam nad sobą panować i ponosić skutki swoich zachowań.

      Jak go nauczysz, że on robi jazdy bez powodu, a potem robi tobie jazdy że nie chcesz wybaczac i go pocieszać i ciebie obarcza winą - to za kilka lat będziesz klasyczną ofiara przemocy domowej z poczuciem wlasnej wartości na poziomie podłogi i z limem pod okiem.
      • foringee Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 11:10
        No i jeszcze - Tobie terapia tez się przyda, bo związek uzależnieniowo-przemocowy tworzą OBIE OSOBY. Ty swoim zachowaniem, przyzwoleniem, godzeniem się na pewne rzeczy - wzmacniasz jego negatywne zachowania. Dlatego sobie pozwala, że ty tez wchodzisz z nim w taka a nie inną relację.
        • allegra1002 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 11:30
          Kurczę! Kobietki! Czy Wy czasem nie przesadzacie zbyt mocno? Przecież z opisanego problemu wcale nie wynika że pan-mąż jest psychopatą, brutalem, przemocowcem, perfidnym manipulantem egoistą.Dziewczyna nie skarży się na męża że ją i dzieci psychicznie i fizycznie maltretuje, tylko chodzi o jedną sytuację w której ona odczuwa dyskomfort i nie wie jak sobie z tą sytuacją radzić?! Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi a nie ideałami na dwóch nogach.Charaktery są różne, jeden jest spokojnym zrównoważonym człowiekiem inny impulsywnym. Po co zaraz dopatrywać się najgorszych cech i wynaturzeń? I tak z ręką na sercu.... nigdy żadnej z Was nie zdarzyło się zdenerwować na dziecko, krzyknąć na nie, czy nawet "potrząsnąć"?! napewno nie raz, ale przez to chyba nie jesteśmy wszystkie psychicznie niestabilnymi brutalami, które natychmiast trzeba objąć psychiatryczną opieką?
          • foringee Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 11:43
            Rozróżniasz psychiatre od psychologa?

            To, że w polsce jest od lat przyzwyczajenie i przyzwolenie na zachowania przemocowe wobec dzieci i wobec malozonkow w związku, to nie znaczy, że należy tę tradycje kultywować.
            To, co się dzieje u autorki w związku to sa zachowania agresywne, bierno-agresywne i mające korzenie w nieumiejętności porozumiewania się bez przemocy. Szantaże emocjonalne i manipulacje jakimi się oboje w związku porozumiewają jedyne do czego doprowadzą to do destrukcji- pal licho ich, ale dzieci i ich emocje!
            • allegra1002 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 12:22
              Wyobraź sobie że rozróżniam :-P , ale co to ma do rzeczy?! Wiesz foringee, gdybym zaczęła czytać cały temat od Twojego postu, nie znając wpisów założycielki tematu, to doszłabym od razu do wniosku że chodzi o jakieś mrożące krew w żyłach historie, maltretowana żona, katowane dzieci, długoletnie znęcanie się nad rodziną, mąż-ojciec absolutny dewiant, psychopata i sydysta.A tymczasem chodzi o dobrego męża, dobrego ojca w sumie normalnego mężczyznę, który niezbyt sobie radzi w konfliktowych sytuacjach.Chodzi o konkretne jedno jedyne zachowanie, i rbienie z niego potwora i potencjalnego mordercę rodziny jest po prostu śmieszne.
              • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 20:19
                to doszłabym od razu do wniosku że chodzi o jakieś mrożące krew w żyłach
                > historie, maltretowana żona, katowane dzieci, długoletnie znęcanie się nad rod
                > ziną, mąż-ojciec absolutny dewiant, psychopata i sydysta.
                Dziękuję. Też to zauważyłam. Na takie posty nawet nie odpowiadam, bo nie wiem co.
                Mąż nie jest przemocowcem, więc albo coś tu nieprecyzyjnie opisałam, albo osoby wysuwające takie wnioski mają doświadczenia, które doprowadzają je zbyt łatwo do takich wniosków.
          • baz12 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 12:24
            Zgadzam się całkowicie z Allegrą1002. Np do mojego dziecka czasami kilka razy musze mówić, ze ma coś zrobic i czasami już tracę cierpliwość i krzyknę. Oznacza to, że jestem niezrównoważona ? Mam tylko grzecznie mówić i tłumaczyć ? No nie przesadzajmy, dzieci testują często naszą wytrzymałość.
    • sorvina Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 11:25
      Wspierać można człowieka, ale nie złe zachowanie. Jeśli po nakrzyczeniu i szarpaniu dzieci, zobaczą one, że mama całuje i przytula tatę, to jaki komunikat dostaną? Że przemoc jest ok, jeszcze jest za nią nagroda, a one są takie złe, że nie dość, że tatuś musiał na nie nakrzyczeć, to jeszcze przez nie cierpiał...
      Dorosły człowiek powinien sobie poradzić z emocjami, małe dzieci potrzebują rodziców by je chroniły i by pomogły im uporać się z trudnymi przeżyciami. To one mają bezwzględne pierwszeństwo w takich sytuacjach. Męża można wspierać w próbach radzenia sobie z gniewem. Dzieci mogą dostać zdrowy komunikat, że rodzice nie są doskonali, że popełniają błędy, czasem nie radzą sobie z emocjami i to nie wina dzieci, ale przepraszają za np. krzyczenie i szarpanie, bo NIKOMU nie wolno tego robić. Przyznać, że tata czuje się... gdy one ..., ale nie chce znów na nie krzyczeć, więc może razem na spokojnie poszukają innego rozwiązania sprawy.

      Drugą stroną medalu jest to, że wygląda na to, że autorko przerzuciłaś na męża rolę złego policjanta. Ty reagujesz bezradnością, więc wypierasz własną złość, tym bardziej więc on przyjmuje rolę "tego złego". Wiesz, jak się kończy dyscyplinowanie przez niego, a jednak oddajesz mu pałeczkę. On może czuć się w jakiś sposób wrobiony w sytuacją, w której wiesz, że sobie nie poradzi, a potem go zostawiasz. Oczywiście jako dorosły człowiek odpowiada za swoje błędy i problemy z agresją i nie chodzi o usprawiedliwianie jego zachowania.
      Ale wymaganie od niego by się zmienił, bez dokonania zmiany w swoim zachowaniu i również uczeniu się lepszych metod wychowawczych, jest imho nie do końca w porządku.

      Polecam dla was obojga warsztaty dla rodziców. Np. www.facebook.com/events/1432350367005051/?ref_newsfeed_story_type=regular (są w różnych miastach)
      • zuzi.1 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 14:10
        W pełni zgadzam się z sorviną. Wydaje mi się, że sprawa jest do przepracowania ale oboje musicie nad sobą popracowac. I gdy czujesz, że nie masz ochoty po jego "wyskokach" go przytulac, co uważam za jak najbardziej zdrowy odruch, to mu to powiedz i powiedz, że w takim momencie miałabys go ochotę raczej udusic a nie przytulac i niech będzie tego świadom. Przytulac możesz go po tym, gdy w łagodny sposób poradzi sobie z wybuchową sytuacją. Niech facet nie wymaga od Ciebie zachowań niemożliwych.
        • sebalda Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 15:18
          Po pierwsze żądania męża zalatują jednak szantażem emocjonalnym, o czym świadczy obarczenie Cię winą i nazwanie podłą, gdy nie spełniasz jego oczekiwań. Dla mnie wymaganie przytulenia po tym, jak się przesadziło z krzykiem wobec dzieci, jest totalnie kuriozalne, zachodzę w głowę, skąd się ono wzięło. Czy nie było tak, że może w domu rodzinnym mąż jako dziecko był źle traktowany przez któreś z rodziców i drugie musiało go pocieszać? Albo taki wzorzec był u jego rodziców, mamusia musiała szybko przebaczać tatusiowi?
          Była tu dyskusja o przepraszaniu po przewinieniach i były głosy, że takie szybkie, bezrefleksyjne przepraszanie i szybkie przebaczenie niczego sprawcy nie uczy, a raczej daje sygnał, że może dalej się źle zachowywać, bo mu i tak szybko wybaczą. A tu historia idzie jeszcze dalej, nie dość, że wybaczenie ma nadejść natychmiast, to jeszcze winowajcy należy się porcja głasków. A jak nie, to druga strona jest niewyrozumiała i podła. Absurd. Zero konsekwencji złego zachowania, a na dodatek jeszcze przyjemności.
          Nie zgadzam się, że jak facet jest oddany, zaangażowany, czasami dobry, to można przymknąć oko na jego wybuchy. Moja rodzina jest tego żywym przykładem. Dziś wybuchowy mąż i tatuś nie ma już nikogo w domu, miarka się przebrała, dzieci dorosły i oceniły odpowiednio tatusia. Przemocowiec (Twój mąż nie musi nim być), zazwyczaj jest taki właśnie skupiony na rodzinie. Skupiony aż do duszenia tejże. Skupienie jest formą dominacji. Więc to nie zawsze jest argument za.
          No i spraw najważniejsza. W normalnej rodzinie ideałem jest jeden front i spójny przekaz obojga rodziców. Jeśli natomiast jedno z rodziców ewidentnie źle się zachowuje, jest niesprawiedliwe wobec dzieci, jakim cudem można oczekiwać od drugiego rodzica, że stanie z nim w jednym szeregu? Jaki to daje przekaz dzieciom? We wszystkich tragicznych opisach dzieciństwa często przewija się motyw poczucia wielkiej krzywdy wobec rodzica, który był bierny wobec przemocy drugiego rodzica. Wobec matki, która ze strachu, dla świętego spokoju, w myśl chorej zasady wspólnego frontu, zamiast bronić dziecko, nie robiła nic. To jedna z największych traum dzieciństwa, brak sojusznika w domu, samotność krzywdzonego dziecka.
          Krzykiem i szarpaniem nie wychowuje się dzieci. Ktoś pisał, że jak inaczej sobie poradzić, gdy dziecko się nie słucha. Zdziwienie, że trzeba dziecku tłumaczyć. Ano trzeba. Są na ten temat książki, są fachowcy, którzy mogą pomóc, gdy rodzic ma trudności wychowawcze, ale na pewno nie można na dzieci krzyczeć ani ich szarpać. Czy mąż chciałby być tak samo traktowany?
          I jeszcze pytanie, piszesz, że jak Ty zawinisz, to mąż daje Ci takie wsparcie, jakiego sam by chciał. A jakie to winy, jestem ciekawa? Równie kardynalne jak krzyczenie na małe dzieci? Przecież to też jest element szantażu emocjonalnego. Zobacz, ja jestem taki wyrozumialy i dobry, a ty?!?!
          • krokodil123 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 15:36
            Sorvina,

            o tym to wcześniej nie myślałam, ale masz racje.

            " Skupienie jest formą dominacji. Więc to nie zawsze jest argument za.
            No i spraw najważniejsza. W normalnej rodzinie ideałem jest jeden front i spójny przekaz obojga rodziców. Jeśli natomiast jedno z rodziców ewidentnie źle się zachowuje, jest niesprawiedliwe wobec dzieci, jakim cudem można oczekiwać od drugiego rodzica, że stanie z nim w jednym szeregu? Jaki to daje przekaz dzieciom? We wszystkich tragicznych opisach dzieciństwa często przewija się motyw poczucia wielkiej krzywdy wobec rodzica, który był bierny wobec przemocy drugiego rodzica. Wobec matki, która ze strachu, dla świętego spokoju, w myśl chorej zasady wspólnego frontu, zamiast bronić dziecko, nie robiła nic. To jedna z największych traum dzieciństwa, brak sojusznika w domu, samotność krzywdzonego dziecka. "
            • dydaki Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 15:52
              To, czyli biernosc wobec ewidentnej przemocy wobec dziecka jako wspołsprawczosć,
              i jeszcze inny aspekt- częste konflikty między rodzicami, teoretycznie jedno w obronie dzieci - i poza "ofiary" przybierana przez to z rodziców, oczekiwanie od dzieci współczucia dla siebie i doceniania "walki dla nich", a rownoczesna niechęć do opuszczenia skonfliktowanego układu -czyli zmuszanie dzieci do pozostawania w układzie gdzie najwazniejszy jest konflikt rodzicow.
              Samotnosć krzywdzonego dziecka
              i samotnosc dziecka opuszczonego emocjonalnie przez dorosłych skupionych na kłótniach z sobą i walce o wladzę w domu.
          • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 20:43

            > Po pierwsze żądania męża zalatują jednak szantażem emocjonalnym, o czym świadcz
            > y obarczenie Cię winą i nazwanie podłą, gdy nie spełniasz jego oczekiwań.
            Ja wiem, że to tak wygląda, ale on mnie nigdy nie szantażował. Nie chodzi o niespełnione oczekiwania, tylko o to, że on bardzo cierpi, kiedy go nie akceptuję. I tak "spontanicznie" to powiedział, nie żeby coś uzyskać.

            Czy nie było t
            > ak, że może w domu rodzinnym mąż jako dziecko był źle traktowany przez któreś z
            > rodziców i drugie musiało go pocieszać? Albo taki wzorzec był u jego rodziców,
            > mamusia musiała szybko przebaczać tatusiowi?
            Nie, nie było tak ;)

            nie dość, że wybaczenie ma nadejść n
            > atychmiast, to jeszcze winowajcy należy się porcja głasków. A jak nie, to druga
            > strona jest niewyrozumiała i podła. Absurd. Zero konsekwencji złego zachowania
            > , a na dodatek jeszcze przyjemności.
            To jest wyciąganie wniosków na wyrost. Pisałam już o tym wcześniej.

            > Nie zgadzam się, że jak facet jest oddany, zaangażowany, czasami dobry, to możn
            > a przymknąć oko na jego wybuchy.
            Dlatego nie przymykam.
            We wszystkich tragicznych opisach dzieciństwa często przewija się motyw pocz
            > ucia wielkiej krzywdy wobec rodzica, który był bierny wobec przemocy drugiego r
            > odzica.
            Nasze dzieci nie mają tragicznego dzieciństwa.

            To jedna z najwięk
            > szych traum dzieciństwa, brak sojusznika w domu, samotność krzywdzonego dziecka
            > .
            To straszne, co piszesz, ale przepraszam - trochę chce mi się jednak śmiać w kontekście naszej rodziny. Dzieci zawsze mogą do nas przyjść ze swoimi różnymi problemami. I przychodzą nie tylko do mnie, czasem wolą właśnie do męża.


            > Krzykiem i szarpaniem nie wychowuje się dzieci. Ktoś pisał, że jak inaczej sobi
            > e poradzić, gdy dziecko się nie słucha. Zdziwienie, że trzeba dziecku tłumaczyć
            > . Ano trzeba.
            Ano. Nie da się zaprzeczyć:)

            Są na ten temat książki, są fachowcy, którzy mogą pomóc, gdy rodz
            > ic ma trudności wychowawcze, ale na pewno nie można na dzieci krzyczeć ani ich
            > szarpać.
            Czytamy. Zmieniamy się. U psychologa dziecięcego też byliśmy.

            > I jeszcze pytanie, piszesz, że jak Ty zawinisz, to mąż daje Ci takie wsparcie,
            > jakiego sam by chciał. A jakie to winy, jestem ciekawa? Równie kardynalne jak k
            > rzyczenie na małe dzieci?
            Nie wiem, chyba nie chodziło mi o winy tylko o sytuacje, kiedy mi źle, kiedy czuję się byle jaka i takie tam. A ja nie zawsze robię to dla niego. On jest ciepły, ja chłodniejsza. On dąży do konfrontacji, ja się wycofuję.

            Przecież to też jest element szantażu emocjonalnego.
            > Zobacz, ja jestem taki wyrozumialy i dobry, a ty?!?!
            Pudło ;)

            Może powinnam na samym początku napisać, że mąż ma prostą konstrukcję psychiczną, nie jest zdolny do manipulacji, szantażu emocjonalnego itp.
        • krokodil123 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 15:23
          Jestem ciekawa co napisze Pani Agnieszka.

          Mi to delikatnie przypomina działania mojego eksa.
          Nigdy mi aż takie farmazony nie opowiadał (że mam go całować=wspierać).
          Ale po rozwodzie, ochłonięciu i popracowaniu na terapii dziwnie spostrzegłam że to on zawsze na mnie lub dzieci wymuszał i wymagał różne sprawy, a późnej o dziwo zawsze się kreował na ofiarę, że niby to ja mu jakieś wyimaginowane krzywdy zrobiłam.
          Dla przykładu: jak usnął na kanapę przed tv-dlaczego go obudziłam-to on się przestraszył i o mało zawału nie dostał, dąsał się pół dna.
          Jak za 3 dni identyczna sytuacja i go zostawiłam tam spać, to dlaczego go nie obudziłam i to on teraz przez mnie ma bolące plecy, bo kanapa to nie wygodny materac w sypialni.

          Wtedy na to nie zwracałam za bardzo uwagi i broń boże nie pryzmowałam to do siebie. Myślałam że facet ma problemy z sobą.
          Teraz to widzę jako celowe działanie. Mógł zrobić 3-10 rzeczy przemocowe aby się wyżyć, ale na koniec dnia i tak to ON będzie ofiarą i......baaaaardzo kochający mąż i ojciec.

          Polecam autorki żeby się zastanowiła nad tym tropem.
          • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 16:00
            W ogóle nie rozumiem Waszego rozumowania... Dla mnie zywczajnie, jeli kto krzyczy, albo szarpie dzieci, to jest przemocowcem i osobą NIEZRÓWNOWAŻONĄ psychicznie. Jeśli ktoś drugi w tym uczestniczy i temu nie przeciwstawia się - w końcu raz i skutecznie, to też jest takim sprawcą (stąd podział na czynnego i aktywnego sprawcę przemocy).
            To ja się zawsze uważałam za przemocowca, ale nie krzyczę na dzieci lub używam rękoczynów...
            Krzyczenie na dzieci nie ma sensu, krzyk jest formą agresji i upustu emocjom, a nie wychowaniem.
            Co zreszta ma do tego "wybaczenie" drugiego rodzica? Przecież krzywda dzieje się dzieciom, a nie drugiemu rodzicowi = bezwolnej masie.
            • sebalda Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 16:06
              > Co zreszta ma do tego "wybaczenie" drugiego rodzica? Przecież krzywda dzieje si
              > ę dzieciom, a nie drugiemu rodzicowi

              Bardzo słuszna uwaga, ja też miałam zapytać, jak ten facet załatwia sprawę z dziećmi. Czy je przeprasza, czy tłumaczy, że przesadził? Czy dzieci w tym wszystkim są najmniej ważne, to jemu stała się największa krzywda, że sobie znowu nie poradził ze złością i teraz tak mu przykro, że natychmiast potrzebuje pocieszenia?
            • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 20:50
              Dla mnie zywczajnie, jeli kto krzyc
              > zy, albo szarpie dzieci, to jest przemocowcem i osobą NIEZRÓWNOWAŻONĄ psychiczn
              > ie. Jeśli ktoś drugi w tym uczestniczy i temu nie przeciwstawia się - w końcu r
              > az i skutecznie, to też jest takim sprawcą (stąd podział na czynnego i aktywneg
              > o sprawcę przemocy).
              Właśnie uważam, że jest niezrównoważony.
              To jak Twoim zdaniem powinnam zareagować SKUTECZNIE? Tak, żeby dzieci nie cierpiały bardziej niż kiedy się na nie nakrzyczy?


              > To ja się zawsze uważałam za przemocowca, ale nie krzyczę na dzieci lub używam
              > rękoczynów...
              Przemoc psychiczna nie jest wcale lepsza.

              > Co zreszta ma do tego "wybaczenie" drugiego rodzica? Przecież krzywda dzieje si
              > ę dzieciom, a nie drugiemu rodzicowi
              No właśnie o to mi chodzi! To mnie chyba wkurza w tej sytuacji najbardziej!
          • sebalda Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 16:02
            Krokodil, ja mialam niemal identycznie:) Tylko jak go budziłam, to był zły, że przez to się rozbudził i jak się przeniósł do łóżka, to potem długo nie mógł zasnąć. A jak go nie budziłam, to ta sama pretensja, że plecy, że niewygodnie, że spał przeze mnie jak menel:P Pewnie że to my zawsze jesteśmy winne. On może nawrzeszczeć, wyzwać, ale jak my odpowiemy, to jesteśmy najgorsze. A ja nie odpowiemy, to pretensja: O, obraziła się! On może użyć najgorszych słów w gniewie, bo go SPROWOKOWAŁYŚMY. Ale jak my uniesiemy brew albo westchniemy, obraz majestatu! I trzeba nas natychmiast ukarać!
            A jak już naprawdę przekroczy wszelkie granice i sam się zorientuje (raz na kilka lat), że przesadził i przychodzi przeprosić, a my zranione, zgnębione, pogrążone nie chcemy ochoczo wybaczyć, znowu powód do awantury: To ja tu przepraszam, a Ty się boczysz?!?!?
            Tutaj podobnie: facet narozrabia, ale potem pretensja do żony, że od razu nie wybaczyła i nie utuliła. Jak to idealnie odwraca uwagę od jego winy.
            • giokonda.it Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 16:17
              Tak jak myślałam przemawiają przez Ciebie złe własne doświadczenia. Ja znam osoby o właśnie porywczej naturze, które na pewno przemocowcami nie są. Po prostu reagują bardziej impulsywnie. Takie osoby po ataku furii szybko uspokajają się i chcą zgody, co znowu tym spokojniejszym trudno pojąć. Na pewni osobom o tak różnych temperamentach trudno się dogadać, ale do patologii daleka droga jeszcze. No litości! Aż strach pisać na tym forum, bo zaraz trauma dzieciństwa, przemoc itd. Ja wiem,że większość osób po przejściach dopatruje się wszędzie zła, ale tak nie jest.I w tym wątku również nie widzę jakiejś patologii, ale oczywiście opieram się na tym co Autorka pisze. Chyba jednak ona sama chyba jest przerażona tymi opiniami.
              • edw-ina Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 16:26
                O jakimkolwiek alkoholu też nie można pisać, bo zaraz alkoholizm wychodzi, że hej ;)
              • sebalda Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 16:29
                >>Mąż powiedział, że chciałby, żebym chciała. Powiedziałam, że nie wiem, jak to zrobić. Wtedy wyszedł zły, rzucając że jestem podła.

                Gdyby nie ten fragment, nigdy bym nie napisała tego, co napisałam. Rozumiem, że bywają ludzie nerwowi (ale czy to usprawiedliwia wyżywanie się na dzieciach? facet sam przyznaje, że ma problem), rozumiem, że są tacy, którzy po ataku chcą zgody (sama nie lubię przedłużania dążenia do zgody), ale tu nie chodzi o zgodę, tylko rodzaj wynagrodzenia facetowi tego, że on zawinił. Przecież to absurd. Rozumiałabym, gdyby oczekiwał, że żona nie będzie się długo gniewać, ale ona ma go zaraz całować i przytulać???
                • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 17:03
                  Ja znam osoby o właśnie porywczej naturze, które na pewno przemocowcami nie są. Po prostu reagują bardziej impulsywnie. Takie osoby po ataku furii szybko uspokajają się i chcą zgody, co znowu tym spokojniejszym trudno pojąć.

                  Nooo, ciekawe. Ja rozumiem, że są cechy osobnicze, że jeden częściej sobie żartuje, a inny jest melancholikiem, ale jednak reagowanie krzykiem na sytuacje stresowe w sposób częsty lub tylko do wybranych osób, to nie tylko kwestia wysokiej reaktywności (znaczy - niezrównoważenia ;)), ale właśnie przemocowości, agresji i przekraczania czyichś granic, w tym wypadku najsłabszych osób. Czy te znane Ci osoby tak sobie reaguja krzykiem np. w czasie negocjacji z ważnym kontrahentem, kiedy coś im się nie sposoba albo w rozmowie z przełożonym, czy tylko nie umieją się KONTROLOWAĆ z bliską rodziną, a zwłaszca dziećmi? Ja rozumiem mieć taki styl z partnerem, jako osobą równorzędną i o tych samych możliwościach obrony i reakcji, ale z dziećmi sprawa jest chyba jasna, że to przemoc. Nie jest to jasne, Pani Giocondo???
                  • giokonda.it Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 17:47
                    No tak właśnie bywa, ze im wieksze emocje tym czasem trudniej zapanować. Z doroslymi jednak łatwiej się porozumieć. Nie na darmo jest to forum. Życie rodzinne czasem bywa bardziej frustrujace niż to zawodowe. W większości rodzin są niezłe kwasy. Chodzi o to aby właściwie ocenić z czym mamy do czynienia, ale to tylko Autorka może.
                  • pade Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 19:49
                    To nie do końca tak, Paris. Właśnie wróciłam z warsztatów na temat komunikacji, wcześniej uczestniczyłam w wykładzie i po zakończeniu jedna z osób zapytała jak to jest z tym podnoszeniem głosu, czy to jest przemoc, czy osoba, która krzyczy to toksyk. A odpowiedź, która padła, brzmiała m/w tak: nie, jeżeli osoba, która podnosi głos lub krzyczy, nie używa wyzwisk, nie wrzeszczy, to to nie jest przemoc. Im bardziej nam na kimś zależy, tym bardziej nas ponoszą emocje w spornych kwestiach. Jeden te emocje stłumi, będzie zrównoważony, spokojny, do czasu, a drugi będzie krzyczał, ale szybko mu emocje opadną.
                    Oczywiste jest, że nikt nie chce, by ktoś na niego krzyczał. Ale porównywanie konfliktu z osobami, z którymi nie łączą nas żadne więzi emocjonalne, do konfliktu osób zaangażowanych (partner, dzieci) jest bez sensu.
                    • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 20:04
                      Co do krzyku na dzieci mam odmienne zdanie:) W miedzyczasie poczytałam sobie jeszcze o tym w internecie i raczej opinie psychologów były dość zbieżne (choć nie wszyscy nazywają to przemocą), że ma to zły wpływ na dzieci. To zresztą Autorka wątku napisała w jednym z postów, że już jedno z dzieci ma "charakter" taty i sa problemy.
                      Jakby Autorka opisała sytuację, jak Tully ostatnio, to pewnie byłoby to jaśniejsze.

                      Jakby mi ktos podał przykład komunikacji z krzykiem wobec dzieci, która jest nie przemocowa, to byłabym uwierzyła:) Skoro jedni mogą sobie poradzić z krzykiem, to chyba można...
                      • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 20:11
                        jasne, że w obrębie rodziny są więzy innego typu niż poza, ale chodzi o sytuacje stresowe. Można je spotkać w obrębie domu - np. przedłużające się ubieranie dziecka, sprzeciw wobec pójścia do szkoły etc. etc. i można wtedy być zdenerwowanym i krzyczeć/nie krzyczeć. Tak samo można być jeszcze bardziej zdenerowanym na spotkaniu z dyrektorem, który daje nam projekt do zrobienia na jutro, a czasu mało i jest to znacznie bardziej stresujące, niż opóźnianie wyjścia przez dziecko, ale mało kto będzie się wydzierał na przełożonego, tylko przyjdzie zrypany do domu i wydrze na dzieci:)))

                        Pade, ale może po tych zajęciach jesteś obryta w temacie i podfasz mi przykład krzyku "nieprzemocowego" wobec dzieci, który nie jest krzykiem typu ostrzegawczego np. uwaga etc.
                        • pade Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 09:00
                          Mnie chodziło o to, że porównałaś relacje z obcymi do relacji z rodziną.
                          Kiedy kogoś wkurzy szef, a wyżywa się na dzieciach , to ma po prostu problem z samoregulacją emocji.
                          Mnie się zdarza krzyczeć na dzieci, a właściwie przekrzykiwać się z nimi. Niestety. Zresztą trudno mi je nazwać dziećmi, bo to są nastolatki. Nie jestem święta i nigdy nie będę, ale pamiętam, jak były małe i jak sobie wtedy obiecywałam, że u mnie w domu nikt nie będzie na nikogo krzyczał...tia...
                          Masz teraz pełen obraz pade-przemocowca:)
              • krokodil123 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 17:22
                Ja też jestem impulsywna, ale nigdy nie obwiniam innych o moje zachowania. Dlaczego nie zrobili to albo tamto.
                Impulsywny powie-przepraszam, poniosło mnie.
                A nie krzyczałam-musisz mi wybaczyć, to jest twój obowiązek i w dodatku masz mnie całować, tulić bo jak nie-to jesteś niedobra. (odwraca ról i o dziwo on jest ofiara, to jego krzywda)

                Jak ja coś robię źle-to sama noszę za to odpowiedzialność.
                Jak on zrobi coś źle-to inni są winny i oni go sprowokowali, albo jak nie to, to przynajmniej mają go błagać że by móc mu wybaczyć.
                Nie rozumiesz różnicy? Centrum problemu jest zawsze po za panem.
              • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 20:54
                Na pewni osobom o tak
                > różnych temperamentach trudno się dogadać, ale do patologii daleka droga jeszcz
                > e. No litości! Aż strach pisać na tym forum, bo zaraz trauma dzieciństwa, przem
                > oc itd. Ja wiem,że większość osób po przejściach dopatruje się wszędzie zła, al
                > e tak nie jest.I w tym wątku również nie widzę jakiejś patologii, ale oczywiści
                > e opieram się na tym co Autorka pisze. Chyba jednak ona sama chyba jest przeraż
                > ona tymi opiniami.
                Było mi nieprzyjemnie, to oczywiste. Ale przetrawiłam, a do przerażenia mi daleko.
                Cieszę się, że niektórzy mnie jednak rozumieją:)
              • basiastel Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 12:38
                Zapewniam Ciebie, że ataki furii, nawet nie skierowane na ciebie są nie do wytrzymania. Ja miałam w domu furiata. Nigdy mnie nie pobił, ani nie zwyzywał nawet, ale ciągle się awanturował i stosował przemoc fizyczną wobec sprzętów domowych. Siedzisz sobie spokojnie w domu, który ma być dla ciebie oazą, a tu nagle ktoś rzuca się z kopami na pralkę, bo nie potrafi jej włączyć. Nie może czegoś znaleźć w internecie, to bierze klawiaturę i nią ciska na podłogę. Demoluje wózek ( z dzieckiem w środku ), bo się pcha z wózkiem tam, gdzie się on nie mieści i zamiast obejść 2 metry, wyżywa się na wózku i go niszczy. O ciskaniu do śmieci 2 kg. świeżo upieczonej karkówki już nie wspomnę, czy kopaniu na oczach dziecka psa ( a bardzo kocha psy i nie może bez nich żyć ). Rzucanie talerzami to też norma.
                Dla mnie skończyło się to 2 tyg. pobytem w szpitalu psychiatrycznym i leczeniem. Więc jeśli dla Ciebie furiat to taka nieszkodliwa osoba, to obawiam się, że nie wiesz co mówisz.
                • basiastel Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 12:55
                  I jeszcze dodam, że ten furiat lekcje agresji dostał od rodziców. Patrzył, jak tatuś z mamusią ciskają w siebie rodową porcelaną ( teściowa chwaliła mi się, że w trakcie jednej "rozmowy" potrafili wytłuc cały komplet ). Mamusia jest znanym na pół miasta i bardzo szanowanym lekarzem, tatuś był wysokim urzędnikiem NIK - żadne towarzystwo spod budki z piwem.
                  • giokonda.it Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 13:45
                    Matko no współczuję Tobie i innym, którzy mieli do czynienia z prawdziwą przemocą i wariatami w rodzinie. Naprawdę dla mnie furiat, to osoba gwałtowna, która czasem przeklnie ch.. jasna ale nic nie demoluje w domu. Raz na ruski rok wymierzy klapsa dziecku w afekcie, ale potem wynagrodzi mu to tysiąckrotnie. Ma pomysły i energię do pracy i na "po pracy". Dziecko chce na basen to jedziemy. No czasem się wścieknie. Widzę takie osoby u siebie w rodzinie i zapewniam,że dzieci dobrze się mają a nawet lepiej niż dzieci tych słodko pierdzących mamuś co to nigdy. Te tylko ciągle mówią co by zrobiły/zmieniły tylko jakoś tej inicjatywy nie widać.
            • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 20:53

              > Krokodil, ja mialam niemal identycznie:) Tylko jak go budziłam, to był zły, że
              > przez to się rozbudził i jak się przeniósł do łóżka, to potem długo nie mógł za
              > snąć. A jak go nie budziłam, to ta sama pretensja, że plecy, że niewygodnie, że
              > spał przeze mnie jak menel:P Pewnie że to my zawsze jesteśmy winne. On może na
              > wrzeszczeć, wyzwać, ale jak my odpowiemy, to jesteśmy najgorsze. A ja nie odpow
              > iemy, to pretensja: O, obraziła się! On może użyć najgorszych słów w gniewie, b
              > o go SPROWOKOWAŁYŚMY. Ale jak my uniesiemy brew albo westchniemy, obraz majesta
              > tu! I trzeba nas natychmiast ukarać!
              > A jak już naprawdę przekroczy wszelkie granice i sam się zorientuje (raz na kil
              > ka lat), że przesadził i przychodzi przeprosić, a my zranione, zgnębione, pogrą
              > żone nie chcemy ochoczo wybaczyć, znowu powód do awantury: To ja tu przepraszam
              > , a Ty się boczysz?!?!?
              > Tutaj podobnie: facet narozrabia, ale potem pretensja do żony, że od razu nie w
              > ybaczyła i nie utuliła. Jak to idealnie odwraca uwagę od jego winy.

              Przepraszam, nie chce Wam sprawiać przykrości, ale takie właśnie doświadczenia nasuwają Wam interpretacje. Które w tym przypadku są mylne, bo ludzie kierują się tysiącami motywów.

              Ja nie jestem zraniona ani zgnębiona.
              Mąż mi nieraz dziękował, że mu nagadałam, że się opanował w porę.
              To ja czuję się w pewnym sensie górą. Tylko że wcale nie chcę nią być.
              • krokodil123 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 08:44
                nie jestem zraniona ani zgnębiona.
                > Mąż mi nieraz dziękował, że mu nagadałam, że się opanował w porę.
                > To ja czuję się w pewnym sensie górą. Tylko że wcale nie chcę nią być.


                W takim razie to dlaczego piszesz tutaj?
                Jaki masz problem jak wszystko jest nie tak jak my piszemy a rodzinka jest ok?

                Dlatego że ty musisz, jesteś zmuszana, sama się przymuszasz robić coś czego nie chcesz, nie podoba ci się, nie wydaje ci się normalnie/naturalnie.

                A dlaczego tak jest w takim razie według ciebie? (Bo my się nie znamy i nasze odpowiedzi są nie w dobrym kierunku).
              • basiastel Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 13:35
                Bardzo się dziwię, że czujesz się górą, bo tak naprawdę jesteś ofiarą manipulanta i agresora, który kiedyś Ciebie wykończy. To przepraszanie, branie na litość i okazywanie wdzięczności z powodu zrozumienia dla niego jest obliczone na niewypuszczanie ofiary z rąk.
                Ja byłam notorycznie przepraszana, odbyłam setki godzin na rozmowach o problemie, chciałam pomóc. Kiedy wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym, mój oprawca otoczył mnie czułą opieką, obiecywał, że będzie grzeczny, że zapewni mi 2 lata spokoju, bo nie dociera do niego, że spokój jest człowiekowi potrzebny cały czas, a nie potrafił zapewnić mi go nawet przez tydzień. Kiedy tydzień po moim wyjściu ze szpitala wszczął znów awanturę, napisałam do "niebieskiej linii" gdzie mi poradzono, bym zbierała dowody, nagrywała, co uczyniłam.
                Uprzedzałam go, że zgłoszę sprawę do prokuratury, ale się ze mnie śmiał. Twierdził, że nikt i nie uwierzy, że nie mam dowodów, że jestem chora psychicznie. To wyjaśniłam mu, że jednak mam dowody i zażądałam, by się wyprowadził, w przeciwnym wypadku zgłoszę wniosek o jego ściganie. Wyniósł się, nie miał wyboru, wiedział, że to zrobię.
                Jeśli zależy Ci na mężu, to zmuś go, by poszedł na terapię, która nauczy go radzenia sobie z agresją. . Wybaczanie i rozmowy nic nie dadzą, to robota dla profesjonalistów.
                • basiastel Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 13:56
                  I jeszcze coś do Paris. Dziwisz się , że reaguję bardzo emocjonalnie pisząc o moim bracie. To ja Ci wyjaśnię dlaczego. Wizyta mojego brata i ta awantura miały miejsce tydzień po wyprowadzeniu się z domu mojego ex. Brat wiedział, że dopiero co wyszłam ze szpitala, wiedział, że biorę leki i miał to gdzieś, nawet nie zapytał jak się czuję, bezwzględnie realizował swoją chorą idee-fixe.
                  Mój ex zostawił dziecko i latami nie interesował się jaką jestem matką ( choć kiedyś przyznał mi, że bardzo dobrą i dobrze dziecko wychowałam ), ale gdy wrócił, na każdym kroku robił mi awantury, że jestem złą matką, bo dziecko stresuję ( gdy w sobotę przypomniałam o lekturze na poniedziałek ), że jest malutka i muszę nosić za nią plecak do szkoły, bo jej ciężko i prowadzać do tej szkoły w wieku 12 lat. Awantury były codziennie rano i wieczorem.
                  Po wyrzuceniu ex-a z domu wparował mój brat i kilkanaście godzin awanturował się, że moje dziecko jest duże i wszystko musi samo, nie mogę jej pilnować, ani pomagać. Najwyraźniej stracił wszelką kontrolę nad kontrolowaniem mnie.
                  Wiesz, w takiej sytuacji człowiek ma ochotę wziąć nóż i zrobić z towarzystwem porządek.
          • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 20:47

            > Teraz to widzę jako celowe działanie. Mógł zrobić 3-10 rzeczy przemocowe aby si
            > ę wyżyć, ale na koniec dnia i tak to ON będzie ofiarą i......baaaaardzo kochają
            > cy mąż i ojciec.
            >
            > Polecam autorki żeby się zastanowiła nad tym tropem.
            Nie muszę, bo to fałszywy trop.
            Ale cieszę się, że udało Ci się uwolnić, właśnie sobie wyobraziłam, w jakim napięciu musiałaś żyć.
      • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 27.03.14, 20:26

        > Wspierać można człowieka, ale nie złe zachowanie. Jeśli po nakrzyczeniu i szarp
        > aniu dzieci, zobaczą one, że mama całuje i przytula tatę, to jaki komunikat dos
        > taną? Że przemoc jest ok, jeszcze jest za nią nagroda, a one są takie złe, że n
        > ie dość, że tatuś musiał na nie nakrzyczeć, to jeszcze przez nie cierpiał...
        Nie. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale on po wsparcie przychodzi, kiedy naprawił wyrządzone zło (wg siebie, bo moim zdaniem nie da się do końca tego naprawić), albo kiedy właśnie to robi.
        Pisałam już zresztą, że dość często wtrącam się i każę mu przestać, ale to nie jest rola, którą chcę przyjąć i nie chcą dać mu roli tego złego rodzica.

        Dzieci mogą dostać zdrowy komunikat, że rodzice ni
        > e są doskonali, że popełniają błędy, czasem nie radzą sobie z emocjami i to nie
        > wina dzieci, ale przepraszają za np. krzyczenie i szarpanie, bo NIKOMU nie wol
        > no tego robić.
        No właśnie mąż tak uważa i tak robi. I uważa, że potem znowu wszystko jest ok, tylko mnie jakoś trudno wejść w to ok, skoro przed chwilą było źle.


        > Drugą stroną medalu jest to, że wygląda na to, że autorko przerzuciłaś na męża
        > rolę złego policjanta. Ty reagujesz bezradnością, więc wypierasz własną złość,
        > tym bardziej więc on przyjmuje rolę "tego złego".
        Ten wątek mi to przypomniał. Już kiedyś się na tym przyłapałam, a potem nie wiem - zapomniałam.
        • pibelle Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 02:24
          Dziś po prośbie o pocałunek zapytałam, czy mam go pocałować nawet jeśli nie chcę. Mąż powiedział, że chciałby, żebym chciała. Powiedziałam, że nie wiem, jak to zrobić. Wtedy wyszedł zły, rzucając że jestem podła.

          Całuj go zanim się rozjuszy, a nie po akcji i może się uda :P

          To mi przypomina książkę dla dzieci "Zły Pan" Gro Dahle ze świetnymi ilustracjami jej męża oraz film na jej podstawie, który zawiera kilka dodatkowych szczegółów spoza tekstu.
          W skrócie chodzi o to, że gdy tatuś zamienia się w złego pana, wpieprzy mamusi, a dziecko w tym czasie siedzi pod stołem, mamusia skacze wokół tatusia głaszcząc go po głowie i opatrując jego rany. Dziecko oczywiście dostaje przeprosinowy prezent, ale nie cieszy się nim tak naprawdę i trzyma się od ojca z daleka, a na tę reakcję tatuś zaciska pięść. I takie tam..

          Oczywiście w ogóle nie sugeruję nawet, że Twój mąż ma cokolwiek wspólnego z przemocą. Po prostu skojarzenie miałam.
        • krokodil123 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 08:54
          "Nie. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale on po wsparcie przychodzi, kiedy naprawił wyrządzone zło (wg siebie, bo moim zdaniem nie da się do końca tego naprawić), albo kiedy właśnie to robi.
          Pisałam już zresztą, że dość często wtrącam się i każę mu przestać, ale to nie jest rola, którą chcę przyjąć i nie chcą dać mu roli tego złego rodzica."


          Przecież to jest śmiesznie wręcz manipulacja.
          , ale on po wsparcie przychodzi, kiedy naprawił wyrządzone zło
          Chwileczkę
          1. Jakie "zło" cały czas piszesz że on jest ok, i nić złego nie robi. To jednak on robi coś złego i co dokładnie?
          2. Jak to jest-dla niego to coś jest zło a dla ciebie nie.
          3.To jak dokładnie naprawił tego zła przed przytulaniem się -czym? Z opisu u góry się nie rozumie tego.
          Zło się nie naprawia przytulaniem się, dorosły człowiek wie bardzo dobrze o tym.
          4.Aleksandra wytłumacz mi w takim razie jak to jest-jeżeli on wie że zrobił coś złego i wie że to tak nie działa a jeżeli nie wie-to ty mu to mówisz, dlaczego nadal się domaga "wsparcia".



          • krokodil123 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 09:10
            I jeszcze jedna sprawa z innej bajki co mi przyszła do głowy?

            Jak jest u was za seksem? Czy od razu wieczorem się kochacie po tych "przeprosinach".
            Albo jeszcze lepiej-seks jest tylko po przeprosinach, a całowanie i głaskanie go to tylko preludium.

            Może on po prostu byleby co nie zrobił i byleby jak się w domu nie działo, w sensie-dzieciak postraszony, poszturchany że dostał dwóję, albo w pracy ciężko-nakrzyczałem w domu żeby się wyżyć a oni mają takie skwaszone miny....Co mi tam, poudawam niewiniątko, powiem im że chce wszystko naprawić i że musimy się przeprosić......takie duperele..........Ale ważne jest żeby wieczorem i tak dostać swoją dawkę bara-bary, nie będę głupy przez jakie zapłakane dziecko i naburmuszoną żonę z przyjemności sobie rezygnował, a w życiu!!!
            • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 09:42
              To już jest kompletnie wymyślone. Nie jest tak jak piszesz, w najmniejszym stopniu.

              > Może on po prostu byleby co nie zrobił i byleby jak się w domu nie działo, w se
              > nsie-dzieciak postraszony, poszturchany że dostał dwóję, albo w pracy ciężko-na
              > krzyczałem w domu żeby się wyżyć a oni mają takie skwaszone miny....Co mi tam,
              > poudawam niewiniątko, powiem im że chce wszystko naprawić i że musimy się przep
              > rosić......takie duperele..........Ale ważne jest żeby wieczorem i tak dostać s
              > woją dawkę bara-bary, nie będę głupy przez jakie zapłakane dziecko i naburmuszo
              > ną żonę z przyjemności sobie rezygnował, a w życiu!!!
          • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 09:41
            Chyba coś bardzo nie w porządku jest z moją zdolnością do przedstawienia sytuacji, skoro pytasz:

            > 1. Jakie "zło" cały czas piszesz że on jest ok, i nić złego nie robi. To jednak
            > on robi coś złego i co dokładnie?
            Traci cierpliwość i krzyczy na dzieci. To jest złe.
            NIGDZIE nie napisałam, że nie robi nic złego.

            > 2. Jak to jest-dla niego to coś jest zło a dla ciebie nie.
            To jest dla mnie zło. Dla niego też, choć przywiązuje do tego mniejszą wagę niż ja.

            > 3.To jak dokładnie naprawił tego zła przed przytulaniem się -czym? Z opisu u g
            > óry się nie rozumie tego.
            Idzie do dzieci, rozmawia, mówi, że niepotrzebnie się wkurzył, godzi się z nimi.

            > 4.Aleksandra wytłumacz mi w takim razie jak to jest-jeżeli on wie że zrobił coś
            > złego i wie że to tak nie działa a jeżeli nie wie-to ty mu to mówisz, dlacz
            > ego nadal się domaga "wsparcia".

            Domaga się wsparcia, bo chce, żeby znowu było dobrze między nami (a wie, że jestem na niego zła). Czasami po to, że jak dzieci zachowują się okropnie (a potrafią, to nie są już małe dzieci), żeby potrafił mimo wszystko zachować spokój.

            A ja uważam, że powinien sobie radzić sam, skoro sam nabroił.
            Mam nadzieję, że teraz wszystko jest jasne.
            • pade Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 09:52
              Po przeczytaniu Twoich wpisów autorko, ogarnęło mnie lekkie współczucie dla męża:)
              Bo z boku wygląda to tak, że jak dzieci się skonfliktują, czy nabroją, wysyłasz męża na pierwszy ogień, a sama się przypatrujesz i go oceniasz.
              Może lepiej byłoby najpierw porozmawiać z mężem o danej sytuacji, co można zrobić, jak zareagować. A dopiero potem działać. Impulsywna reakcja zazwyczaj nie jest właściwa, wiem coś o tym:)
              • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 10:17
                Może napisz Alex, kiedy mąż krzyczy. Bo:
                np. bałagan, bo dzieci za długo odrabiają lekcje, bo mają złe stopnie, bo mu coś zabierają (PS), ...
                I wtedy by można się zastanowić, co robić w takich sytuacjach. Mąż wiedziałby, że takie na niego źle działają, i wtedy miał szerszy ogląd, i umiał spojrzeć z dystansem? To tylko chwila, kiedy trzeba się opanopwać i nie krzyczeć?
                • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 10:37
                  No tak, miło że pytasz ;)

                  Sytuacje na przykład:
                  starsze robi coś, co denerwuje młodsze, np podchodzi i kląska mu w ucho. Młodsze piszczy, starsze odskakuje, że niby ono nic nie robiło, potem znowu robi złośliwie to samo, w końcu któreś z nas przychodzi i każde starszemu przestać. Starsze obiecuje, wychodzimy, a po kilku sekundach znowu słyszymy piszczenie i wrzaski młodszego. Idziemy znowu interweniować, niby teraz już ok, ale po chwili sytuacja się powtarza.

                  Albo: mąż czyta dzieciom wieczorem, nagle zaczynają się rzucać poduszkami i wrzeszczeć i zganiać na siebie winę, kto zaczął.

                  Albo: trzeba rano wychodzić z domu. Przygotowałam dzieciom ubrania, mąż przychodzi, przypomina młodszemu, że musi się ubierać. Raz, drugi, trzeci, młodsze zaczyna się wreszcie ubierać. Mąż wraca do pokoju po 10 minutach, a tam młodsze w majtkach i rajstopach do kolan czyta sobie komiks.

                  Jednak najtrudniejszy do zniesienia z tego wszystkiego, dla nas obojga zresztą, jest koszmarny hałas, jaki niekiedy robią dzieci...
                  • sweetsimplicity Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 10:53
                    To są normalne, życiowe sytuacja, jakie ma 99,99% posiadających dzieci.
                    Mnie tez takie się zdarzają. Czasem podniosę głos, czasem mój mąż mąż tez go podniesie. Jednak nikt nie krzyczy. Najwyższą formą jest słowo, gdy jestem doprowadzona do granicy/ściany jest "Jazda!".
                    Jednak żadne z nas w takiej sytuacji absolutnie nie szarpałoby dziecka, ani go nie obrażało. I właśnie owo szarpanie uważam za przejaw agresji w zachowaniu Twojego męża. I przekroczenie granic. Dobry ojciec nie przekracza granic.
                  • giokonda.it Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 11:04
                    > Albo: mąż czyta dzieciom wieczorem, nagle zaczynają się rzucać poduszkami i wrz
                    > eszczeć i zganiać na siebie winę, kto zaczął.

                    Niech mąż uprzedzi dzieci,że będzie czytał jak będą słuchać. Jak zaczynają się wygłupy, to kończymy, gasimy światło i dobranoc. Po co krzyczeć?

                    > Albo: trzeba rano wychodzić z domu. Przygotowałam dzieciom ubrania, mąż przycho
                    > dzi, przypomina młodszemu, że musi się ubierać. Raz, drugi, trzeci, młodsze zac
                    > zyna się wreszcie ubierać. Mąż wraca do pokoju po 10 minutach, a tam młodsze w
                    > majtkach i rajstopach do kolan czyta sobie komiks.

                    Niech mąż robi śniadanie, a Ty pilnuj aby dzieci się ubrały.

                    > Jednak najtrudniejszy do zniesienia z tego wszystkiego, dla nas obojga zresztą,
                    > jest koszmarny hałas, jaki niekiedy robią dzieci...

                    U nas w sytuacjach krytycznych włączam bajkę dla uspokojenia. Słuchowisko albo coś z Youtube. Nie jest to idealne rozwiązanie, ale nie mam innego sposobu aby rozbawione towarzystwo nakłonić do uspokojenia się. Nic nie działa. Jak jest dzień, to wychodzę na dwór.
              • sebalda Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 10:27
                W jakim wieku są dzieci? Czy mąż tylko krzyczy, czy też używa słów, które mogą być krzywdzące? W jakich sytuacjach szarpał dzieci?
                I jeszcze szczegół. Piszesz, że dzieci mają dobry kontakt z ojcem. To niczego nie dowodzi, dziecko zawsze dąży do tego, by się przypodobać rodzicom, bardzo długo nie radzi sobie z negatywnymi odczuciami, wypiera je, bo rodzic jest najważniejszą osobą na świecie. Ale to się w dziecku kumuluje.
                Moim zdaniem musisz zrobić wszystko, by mąż nie krzyczał na dzieci. I uważam, że brak konsekwencji tych zdarzeń i to, że po wszystkim Ty jednak pewnie na ogół ulegasz jego prośbom o pocieszenie, sprawia, że on to nadal robi. Gdy wychowujemy dzieci staramy się być konsekwentni, tutaj wobec dorosłego tym bardziej powinno się tak działać, a tego nie ma. Jak odmówisz mężowi pocieszenia, to on może sobie rzucić, że jesteś podła. I Ty się wtedy łamiesz (stąd Twój wątek tutaj), a jedocześnie bagatelizujesz to, pisząc, że on tak sobie tylko rzucił. Ale to jest bardzo nie w porządku i nie rozumiem, dlaczego tego nie dostrzegasz.
                Mnie się bardzo długo wydawało, że moje dzieci mają świetne dzieciństwo, tylko trochę się dziwiłam, dlaczego córka pisze w wieku 12 lat takie poważne, egzystencjalne, smutne wiersze. Zawsze była poważna i dojrzała jak na swój wiek, dopiero gdy dorosła, powiedziała, że słyszała w nocy nasze kłótnie i je przeżywała. Często nie wiemy, co siedzi w głowach naszych dzieci, często nam się wydaje, że one nie rozumieją. A rozumieją i czują znacznie więcej. Nie bagatelizuj sprawy, skupiasz się na mężu, a powinnaś na dzieciach, bo to nie on tu jest pokrzywdzony, tylko dzieci, o czym zdajesz sie jednak zapominać, bo prawie wcale o tym nie piszesz.
                • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 10:48

                  > W jakim wieku są dzieci?
                  W podstawówce.

                  Czy mąż tylko krzyczy, czy też używa słów, które mogą
                  > być krzywdzące?
                  Zdarza się, że pyta np. czy ma dobrze w głowie.

                  W jakich sytuacjach szarpał dzieci?
                  Nie było mnie przy tym, chodziło o jakieś denerwujące zachowania młodszego dziecka, powtarzające się. Młodsze nie reagowało na prośby i polecenia.

                  > I jeszcze szczegół. Piszesz, że dzieci mają dobry kontakt z ojcem. To niczego n
                  > ie dowodzi, dziecko zawsze dąży do tego, by się przypodobać rodzicom, bardzo dł
                  > ugo nie radzi sobie z negatywnymi odczuciami, wypiera je, bo rodzic jest najważ
                  > niejszą osobą na świecie. Ale to się w dziecku kumuluje.
                  Wydaje mi się, że w takim wypadku dzieci raczej lgną do tego "lepszego" rodzica. Co z kolei może świadczyć o tym, że dzieci nie postrzegają mnie jak lepszego rodzica. Jednak wobec mnie nie pyskują tak jak wobec męża. W jego obecności pozwalają sobie na więcej.

                  > Moim zdaniem musisz zrobić wszystko, by mąż nie krzyczał na dzieci.
                  Próbuję. Może jakieś podpowiedzi?

                  I uważam, ż
                  > e brak konsekwencji tych zdarzeń i to, że po wszystkim Ty jednak pewnie na ogół
                  > ulegasz jego prośbom o pocieszenie,
                  Nie ulegam.

                  sprawia, że on to nadal robi.
                  Robi rzadziej niż kiedyś. Już o tym pisałam.

                  Jak odmówisz mężowi pocieszenia, to on mo
                  > że sobie rzucić, że jesteś podła. I Ty się wtedy łamiesz (stąd Twój wątek tutaj
                  > ),
                  Nie łamię się, jednak wiem, że taka moja zaciętość nie ma zbyt dobrych skutków (bo dzieci i mąż już są pogodzeni, a ja nadal się boczę, i atmosfera przez to nie jest najlepsza). Więc zastanawiałam się, czy dobrze robię. Ok, czułam się trochę winna.

                  > trochę się dziwiłam, dlaczego córka pisze w wieku 12 lat takie poważne, egzyste
                  > ncjalne, smutne wiersze. Zawsze była poważna i dojrzała jak na swój wiek, dopi
                  > ero gdy dorosła, powiedziała, że słyszała w nocy nasze kłótnie i je przeżywała.
                  > Często nie wiemy, co siedzi w głowach naszych dzieci, często nam się wydaje, ż
                  > e one nie rozumieją. A rozumieją i czują znacznie więcej.
                  To jest prawda... Pamiętam o własnym dzieciństwie. I ciągle staram się sobie o tym przypominać...

                  Nie bagatelizuj spraw
                  > y, skupiasz się na mężu, a powinnaś na dzieciach, bo to nie on tu jest pokrzywd
                  > zony, tylko dzieci, o czym zdajesz sie jednak zapominać, bo prawie wcale o tym
                  > nie piszesz.
                  Nie piszę o tym, ponieważ to jest dla mnie jasne. Niejasne jest dla mnie tylko to, jak powinnam się zachowywać wobec męża, żeby cała nasza rodzina na tym zyskała.
                  Wierz mi, bardzo dużo myślę o dzieciach, i to głównie ze względu na nie, nie robię mężowi karczemnej awantury, kiedy zrobi coś, co mi się nie podoba. Ok, kiedyś zrobiłam awanturę, dzieci od razu zrobiły się grzeczne i miłe i nas rozśmieszały. Może być tak, że zgoda rodziców jest dla nich ważniejsza niż inne rzeczy.
                  • dydaki Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 11:09
                    > Wierz mi, bardzo dużo myślę o dzieciach, i to głównie ze względu na nie, nie ro
                    > bię mężowi karczemnej awantury, kiedy zrobi coś, co mi się nie podoba. Ok, kied
                    > yś zrobiłam awanturę, dzieci od razu zrobiły się grzeczne i miłe i nas rozśmies
                    > zały.
                    Może być tak, że zgoda rodziców jest dla nich ważniejsza niż inne rzeczy.


                    Może być tak, że dzieci czują między wami konflikt i się za niego obwiniają,
                    może już mają zryte emocje "musimy być grzeczne by znowu się rodzice nie kłócili/fochowali między sobą". Powtarzanie sytuacji : dzieci są niegrzeczne=więc rodzice przez nie mają konflikt odbija się na emocjach dzieci bardziej niż myślisz.
                    Oboje z mężem uprawiacie jakąś dziwną grę, która na celu ma obarczyc dzieci odpowiedzialnością za to że między wami jest kiepsko i wy nie umiecie się dogadac.



                    • sebalda Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 11:55
                      Dylaki może za ostro, ale poniekąd słusznie zauważyła niebezpieczeństwo obarczania dzieci (w moim przekonaniu kompletnie nieintencjonalnego) i na to bym zwróciła szczególną uwagę.
                      Jeśli najgorszą rzeczą, jaką mąż powiedział dzieciom, było: masz nie po kolei w głowie, jeśli przeprasza dzieci, że się uniósł, jeśli stara się ograniczać wybuchy, czyta o dzieciach, był na konsultacji (jak pisałaś), ogólnie się stara, to jednak chyba nie jest tak źle:) I w tę stronę trzeba zmierzać.
                      Wasze dzieci zachowują się zupełnie normalnie i to też trzeba mężowi za wszelką cenę wytłumaczyć. Ogromna większość dzieci tak właśnie się zachowuje.
                      O tym, że mąż nie jest taki zły świadczy fakt, że one sobie na więcej pozwalają przy nim. W moje rodzinie to było absolutnie nie do pomyślenia, mąż nigdy nie pozwalał dzieciom zachowywać się swobodnie przy nim. A może nie pozwalają sobie na dużo przy Tobie, bo potrafisz i dzieci potraktować chłodno, gdy zbroją? Czasami dla dziecka to jest jeszcze gorsze niż podniesiony głos ojca.
                      Jak długo odmawiasz mężowi bliskości po takiej awanturze? Po jakim czasie on się upomina o pieszczoty i pocałunki? Ja zrozumiałam, że on chce niemal natychmiast być pocieszony po tym, jak sam zawini, ale teraz patrzę na to inaczej. Może Ty przedłużasz okres niechęci do niego, czyli kary?
                      Ogólnie dzieciom trzeba więcej odpuszczać i jak najmniej wtrącać się w ich konflikty. Dopóki nie zagrażają swojemu bezpieczeństwu, nie należy ingerować, lepiej niech same się godzą, co bez naszej interwencji na ogół następuje bardzo szybko.
                      Dzieci robią hałas i oczekiwanie od nich, że nie będą, jest absurdem. Trzeba sie uodpornić;)
                      Gdy widać zbliżający się wybuch, trzeba znaleźć sposób na powstrzymanie go i najlepiej zalecić mężowi, by wyszedł z pomieszczenia. Nie wolno Ci kategorycznie wyręczać się nim w takich sytuacjach, mam nadzieję, że to już wiesz i nie robisz tego. Można też pomyśleć o warsztatach radzenia sobie ze złością dla Was obojga. Bo fochowanie się i chłód też nie są dobrym sposobem na uczucie złości. Może jakieś techniki relaksacyjne?
                      • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 12:56
                        Sebalda, dziękuję za miłe słowa, jednak wątek zmierzył w stronę, której się w ogóle nie spodziewałam.
                        Moje wątpliwości dotyczyły czego innego.
                        Przy okazji gratis dostałam kilka rad, jak postępować w trudnych sytuacjach z dziećmi i za nie jestem szczerze wdzięczna. Na pewno postaram się je wprowadzić w życie.
                        Nie pytam jednak, czy mój mąż jest złym czy dobrym człowiekiem, czy jest przemocowcem i czy jest dla niego albo dla nas nadzieja.
                        • sebalda Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 13:33
                          jednak wątek zmierzył w stronę, której się w o
                          > góle nie spodziewałam.
                          > Moje wątpliwości dotyczyły czego innego.

                          Widzisz, ja trafiłam na to forum kilka lat temu też z zupełnie inną sprawą. I od słowa do słowa zostałam uświadomiona o prawdziwym charakterze mojego związku. Poskładałam sobie wszystko do kupy, przeczytałam kilka książek, ze zdumieniem stwierdziłam, że wszystko się zgadza, że wreszcie wiem, czemu jest w moim domu tak, jak jest. Zaczęłam stawiać granice, co doprowadziło do wielkiej eskalacji przemocy ze strony męża.
                          Absolutnie nie twierdzę, że tak jest w Twoim domu, ale zmierzam do tego, że pewne rzeczy są tylko czubkiem góry lodowej i że w trakcie dyskusji czasami człowiek dochodzi do wniosków, do których sam by albo nigdy nie doszedł, albo dochodziłby długo i z mozołem.
                          Jeszcze raz ponowie pytanie: na jak długo odsuwasz się od męża i jak sama reagujesz, gdy dzieci Cię wkurzą, a na przykład męża nie ma w domu? Dlaczego one pozwalają sobie na więcej przy nim niż przy Tobie?
                    • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 12:51

                      > Może być tak, że dzieci czują między wami konflikt i się za niego obwiniają,
                      > może już mają zryte emocje "musimy być grzeczne by znowu się rodzice nie kłócil
                      > i/fochowali między sobą". Powtarzanie sytuacji : dzieci są niegrzeczne=więc ro
                      > dzice przez nie mają konflikt odbija się na emocjach dzieci bardziej niż myślis
                      > z.
                      No nie, chyba zwariuję czytając te komentarze! PRZECIEŻ WŁAŚNIE DLATEGO staram się nie wchodzić w otwarty konflikt z mężem przy dzieciach, żeby nie czuły się obciążone, żeby nie martwiły się i nie denerwowały. I dokładnie dlatego one robią co chcą i czuję się swobodne i kochane.
                      My się na co dzień nie kłócimy, jesteśmy zgodny małżeństwem, są w naszym domu rozmowy, jest śmiech, jest dotyk. Litości.

                      > Oboje z mężem uprawiacie jakąś dziwną grę, która na celu ma obarczyc dzieci odp
                      > owiedzialnością za to że między wami jest kiepsko i wy nie umiecie się dogadac.
                      ????? Naprawdę nie rozumiem, skąd takie wnioski!
                      • aqua48 Wspieraj, ale inaczej 28.03.14, 14:44
                        Wspieraj męża, nie pocieszając go po nieodpowiednim zachowaniu, tylko uprzedzając sytuacje w których wiesz, że się zdenerwuje, nie zapanuje nad sobą i wybuchnie. Odsuwaj od konfliktów. W ogóle z Twego opisu wydaje mi się, że dość bezradni jesteście oboje w normalnych sytuacjach wychowawczych. Wymieniajcie się w sytuacjach kiedy dzieciom potrzebna jest konsekwencja, a któreś z Was nie daje rady wytrzymać bez wybuchnięcia, krzyku, czy innego rodzaju agresji.
                        Dzieciom można SPOKOJNIE zabronić pewnych zachowań, izolować je od siebie gdy sobie nawzajem dokuczają, pomagać w ubieraniu, lub po prostu siedzieć obok i pilnować przy tej ( i innych) nudnych dla dzieci czynnościach, żeby nie zajmowały się czym innym. No i konsekwentnie wprowadzić umowę, że NIKT w domu nie podnosi głosu. Jeśli Wy krzyczycie, to nic dziwnego, że dzieci hałasują i robi się okropnie męcząca atmosfera, ale na prawdę można to ograniczyć.
                      • pibelle Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 22:28
                        Schemat, który próbuje stosować Twój mąż, przy szerszej skali wygląda tak jak wyżej opisałam na podstawie książki. To nie jest dobry schemat, widać na pierwszy rzut oka.
                        I Ty go nie chcesz dopełniać. I dobrze.
                        Ale nadal coś się nie zgadza.
                        Dlaczego Twój mąż redukuje się do 3-latka po takich sytuacjach? To bardzo silna reakcja u niego, jakby stało się coś poważnego.
                        Dlaczego Ty, mimo że przychodzi do Ciebie PO załatwieniu sprawy z bezpośrednio zainteresowanymi, czujesz żal i niechęć jakby bardzo skrzywdził dzieci?
                        To się nie klei.
                        Każdemu się zdarza, a nawet, gdy sytuacja wymaga powinno zdarzyć pokrzyczeć na kogoś, byle z sensem, pokłócić się, wejść na wysokie tony. Gdy relacje są zdrowe, takie rzeczy nikomu nie szkodzą, różne układy mają różną dynamikę, kłótnie mogą być zdrowe i oczyszczające. A u Was to nie działa.
                        Jako przykłady męża wystąpień podajesz codzienne sytuacje mające miejsce o każdej porze dnia. Czy to znaczy, że tak jest zawsze? Że krzyk jest środkiem wychowawczym, który stosuje ojciec wobec dzieci? Coś się nie zgadza w Twojej relacji. Nie wiem co. Ty pewne wiesz.

                        A tak na marginesie - to że dzieci łatwiej narażają się na silną reakcję ojca, w ogóle nie musi znaczyć, że sobie z nią radzą i czują się swobodniej. Bywa przeciwnie - lepiej taką reakcję przyspieszyć, a jednocześnie pozbyć się napięcia związanego z oczekiwaniem na nią, gdy jest nieuchronna. Jest nieuchronna?
                        Nie wiem czy to jest bardziej po stronie męża, czy Twojej, bo jakby się uzupełniacie, tylko pytanie w czym. Może do własnych rodziców pytanie.
                        • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 23:01
                          "Dodam jeszcze, że kiedy ja robię coś źle, mąż nie odtrąca mnie, daje mi właśnie takie wsparcie jakiego sam by potrzebował. Ja jednak tak nie potrafię."

                          A mnie dziś jeszcze zastanowiło, co Ty takiego robisz ZŁEGO i po co Ci takie wsparcie męża (sama o nie prosisz czy mąż Ci daje, np. byś miała potem u niego "dług")?

                          Faktycznie, to ta przemoc czy tam krzyczenie męża są takie "banalne", ale to Twoje pytanie, czy masz udzielać "wsparcia" jest bardzo ciekawe. Czy się boisz, co się stanie, jak go nie udzielisz?

                          Fajnie, że Pibelle cos napisała:) W sumie podsumowała to jak Triss, która jest fajnym analitykiem-redukcjonistą;)

                          Pomyślałam sobie jeszcze, że może jesteście przykładem osób pozostających w koluzji symetrycznej (wg mnie taka nie jest często spotykana; taki kiedyś wątek z Zuzi sobie robiłyśmy, bardzo fajny, tylko że zarzuciłyśmy badania;)))), którzy przeciągają sie w tych "wsparciach", a dzieciaki już u psychologów etc., ale to nie jest jak widać clue problemów dla pary.
                          • pibelle Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 23:45
                            Bo Triss dobrze wytknęła to co razi w tym opisie. W każdym razie ja się z tym zgadzam. Ludzie reagują mniej lub bardziej niedojrzale - to wiemy. Ale tak przerysowane, intensywne skasowanie się do małego dziecka, wskazuje na silny strzał neuroprzekaźników :D Jakąś powódź, w której się tonie. Aż się wzdrygnęłam :)
                            To co Ty piszesz, też mi chodzi po głowie, czyli to ZŁO.
                            A przykłady i opis naprawdę takie tam zwyklaki, nic specjalnego.
                            Jest zło, reakcje są faktycznie jak na zło, a nic takiego się nie dzieje.
                            Coś nie styka.
                            Może być proste wytłumaczenie - troll. :P
                            • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 29.03.14, 09:15
                              Czy fakt, że matka męża przez całe życie pomiatała ojcem, coś wyjaśnia?
                              Że są nadal razem, a jego ojciec na wszystko jej pozwala, pozwala się poniżać?
                              Że boję się, aby nie wejść z buty teściowej, i mam ponurą pewność, że mąż by mi na to pozwolił, pomaga zrozumieć?
                              Że nasze starsze dziecko jest chłopcem o podobnych zapędach i boję się, żeby nie dostał takiego wzorca jak mój mąż?
                              Że to ja muszę pilnować granic, bo czuję, że mąż swoich nie obroni, że sama to dźwigam, pomoże?
                              Nie chcę pisać zbyt wiele szczegółów, pewnie to rozumiecie, ale ok, macie rację, że kryją się w tym temacie inne warstwy, tylko nie wiedziałam, że będziecie się do nich dobierać, myślałam, że wystarczy mi prosta odpowiedź na proste pytanie.
                              Do reszty jeszcze się odniosę, teraz nie mogę.
                      • morekac Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 29.03.14, 09:22
                        My się na co dzień nie kłócimy, jesteśmy zgodny małżeństwem, są w naszym domu rozmowy, jest śmiech, jest dotyk. Litości.

                        Ale luzu w dupie nie ma...
                        Co w tym strasznego, że dzieciaki rzucają się poduszkami? Albo się czasem kuksają? Od razu robić z tego awanturę? I jakieś podchody z przeprosinami?
                        W co wy gracie?
                        • sorvina Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 29.03.14, 09:39
                          Coś w tym jest. Jakiś problem u wszystkich z asertywnym bronieniem granic, normalnymi u dzieci zachowaniami, które interpretowane są od razu jako coś złego, z wybuchami złości, z którymi mąż tak sobie nie radzi, że jak słusznie zauważyłyście, regresjuje się do małego dziecka. Ja myślę, że regresjuje się wcześniej, a raczej pewnych lekcji rozwojowych nigdy nie przerobił, więc sobie ze złością swoją i cudzą nie radzi. I w sumie autorka ma coś podobnego. Nie da się oderwać pojedynczego zachowania od reszty, bo wszystkie elementy na to wpływają.
                          Czasem nawet najlepsze kursy wychowawcze nie pomogą, jeśli ktoś wyszedł z dysfunkcyjnej rodziny i sam emocjonalnie nie dojrzał do tego, by reagować jak dorosły. Wtedy wpierw trzeba skorzystać z terapii.

                          Osoby, które doświadczały w domu przemocy - czynnej - bicia lub poniżania, mają wyobrażenia, że złość się albo tłumi, albo wyraża jako coś krzywdzącego i jest zawsze zła. Nie mają doświadczeń z np. zabawą poduszkami, asertywną konsekwencją. I przez to zupełnie nie radzą sobie ze złością swoją i cudzą. Natomiast osoby, u których złość była tematem tabu z etykietką ZŁO, będą ją tłumić, piętnować u innych, za to sami będą reagować bezradnością lub czasem bierną agresją jak już tłumić nie da rady. Zgadzam się, że z tymi koluzjami. Z tego co pamiętam coś na temat par, łączących się przez wspólne tabu złości pisał Skinner i Cleese w "Żyć w rodzinie i przetrwać".

                          Cały czas mam wrażenie, że nie do końca rozumiem o co naprawdę chodzi. Pytanie czy autorka i jej mąż rozumieją. Czy na rzeczywistość nakłada im się tyle interpretacji czasem nieświadomych związanych z własnymi wyobrażeniami, że tak naprawdę mają niewielki kontakt z rzeczywistością. Np. w tle tego co autorka pisała o matce męża, ten dziwny foch "jesteś podła" mógł oznaczać, że mąż widzi w niej swoją mamę gdy on coś przeskrobał, z całym bagażem emocjonalnym tych wspomnień i wtedy nie reaguje adekwatnie do zwykłego postawienia granicy przez żonę, która jeszcze dochodzi do siebie po wybuchu męża, ale jak na odtrącającą mamę w zupełnie innych sytuacjach. Jeśli takich nakładek jest wiele, to konflikty i niezrozumienie mogą narastać. Bez terapii się ich nie przerobi, często nawet nie namierzy.
                          • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 29.03.14, 13:55
                            Alex, przyszło mi jeszcze do głowy jako luźne skojarzenie a propos ZŁA, że używasz miejscami wyrażeń kojarzących się z moralnością/religijnością i być może jakieś też jej wykrzywione rozumienie lub rygoryzm moralny jest problemem. Używałaś o ile pamiętam kilka razy takich określen jak "przebaczenie", a raz w potocznym języku rzadko używane chyba poza środowiskami religijnymi "pojednanie" - w odniesieniu do rodzica i dzieci. Przyznam, że chyba nie spotkałam się z takim użyciem tego czasownika w mowie potocznej.
                            • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 30.03.14, 09:44
                              Używał
                              > aś o ile pamiętam kilka razy takich określen jak "przebaczenie", a raz w potocz
                              > nym języku rzadko używane chyba poza środowiskami religijnymi "pojednanie" - w
                              > odniesieniu do rodzica i dzieci. Przyznam, że chyba nie spotkałam się z takim u
                              > życiem tego czasownika w mowie potocznej.

                              Chyba coś źle zapamiętałaś. Pojednanie? Nie wyobrażam sobie, jakbym mogła użyć tego słowa.
                              • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 30.03.14, 09:49
                                Chciałam podziękować wszystkim, którzy chcieli mi pomóc w tym wątku.
                                Dostałam mnóstwo sprzecznych sygnałów (począwszy od "Twój mąż jest furiatem i przmocowcem" skończywszy na "to normalne sytuacje, z czego robisz problem"), myślę, że wiem, dlaczego i jak się do tego ustosunkować.
                                Czegoś się też nauczyłam.

                                Ale wątek rozwinął się tak, że musiałabym podać różne szczegóły z naszego życia, a tego nie chcę robić. Już czuję, że napisałam za dużo.
                                Gdyby to było możliwe - byłabym ogromnie wdzięczna za wykasowanie wątku.

                                Co do terapii - widzę, że to by było dobre rozwiązanie, jednak szczerze mówiąc, nie wiem, kogo na nie stać czasowo. Oboje pracujemy. Nie mamy babci, którą moglibyśmy wykorzystać wieczorem czy w weekend. Wspólne regularne wyjścia są poza naszym zasięgiem.
                              • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 30.03.14, 10:15
                                Nie będę dalej rozbiła analizy językowej, ale skoro nie pamiętasz, to Ci wkleję:)

                                "Robi to. Dopiero jak się pojedna z dziećmi przychodzi do mnie po miłość."

                                Szkoda, że nie chcesz już pisać, bo bardzo ciekawy przypadek. Myślę, że nikt nie pozna Was po dotychczas opisanych szczegółach i na podstawie nawet używanego języka:)
                                • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 30.03.14, 10:36
                                  O cholipka. Zwracam honor:)
                                  W takim razie odpowiem na pytanie: nie jestem szczególnie religijna. O dziwo.

                                  Bycie ciekawym przypadkiem oczywiście mi schlebia;) No nie wiem, zobaczę.
                                  Kogo tu można prosić o takie rzeczy jak kasowanie wątków?

                                  Na razie mogę odpowiedzieć tyle, że Wasz wniosek, że nie pozwalano mi okazywać gniewu, kiedy byłam dzieckiem, jest słuszny. Nie wolno mi było tupnąć nogą, krzyknąć, nic. Na mnie też nie krzyczano. Na mnie się obrażano.
                                  I uprzedzając - będąc bardzo świadoma, jaka to jest krzywda dla dziecka, nie robię tego własnym dzieciom, nigdy. I nawet nie było to dla mnie trudne, nie musiałam nad tym pracować. Jednak wychodzi, że robię to mężowi...
                                  A myślałam, że ja będę inna.
                                  • sebalda Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 30.03.14, 19:41
                                    Dla mnie ten wątek jest najciekawszym wątkiem od dawna. Najciekawszym, bo niejednoznacznym. Sama szłam początkowo złym tropem. Chyba.
                                    Bardzo ważna jest informacja o Twoim dzieciństwie. Rozumiem Twoje unikanie ranienia dzieci w podobny sposób, jak sama byłaś raniona, miałam podobnie, bo moja mama często mnie krytykowała i przez to miałam i mam dużo kompleksów, swoje dzieci za to od zawsze chwaliłam i podobnie jak Tobie nie przychodziło mi to z trudem. To takie oczywiste, że nie ranimy własnych dzieci, pamiętając co nas raniło. Choć lektura tego forum i całego mnóstwa historii, jakie w życiu poznałam, przeczy temu. Powszechne jest odgrywanie się na dzieciach za swoje nieudane dzieciństwo. Dla mnie to niepojęte zjawisko.
                                    Ja bym jeszcze chciała wiedzieć, jak długo trwa i jak dokładnie wygląda Twoje odsunięcie się od męża po jego "ekscesach"? Czy to polega tylko na tym, że nie chcesz go przytulić, czy demonstracyjnie jesteś chłodna, milcząca, nieprzystępna? Obrażasz się tak, jak to robili wobec Ciebie rodzice? Ile to trwa?
                                    Kilka razy przewinął się tutaj taki problem, jestem głęboko przekonana, że czasem lepiej jest na dziecko nawet huknąć niż się na nie obrazić. Dla dziecka, które nie ma dystansu i doświadczenia, takie odsunięcie się rodziców musi być wyjątkowo bolesne i niezrozumiałe. Dodatkowo bardzo wtrąca w poczucie winy. Współczuję. Z drugiej strony dorosły człowiek powinien sobie lepiej radzić z takim czasowym odrzuceniem, rzeczywiście to dziwny rys charakteru Twojego męża. To wszystko faktycznie robi wrażenie jakieś gry, w którą nieświadomie gracie. Szkoda, że nie macie czasu ani możliwości pójść choć na kilka spotkań z terapeutą, myślę, że to mogłoby być dla Was bardzo pomocne.
                                    • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 30.03.14, 20:33
                                      Powszechne jest odgrywanie się na dzieciach za swoje nieudane dzie
                                      > ciństwo. Dla mnie to niepojęte zjawisko.
                                      Tak, dla mnie też. Absolutnie niezrozumiałe.

                                      > Ja bym jeszcze chciała wiedzieć, jak długo trwa i jak dokładnie wygląda Twoje o
                                      > dsunięcie się od męża po jego "ekscesach"? Czy to polega tylko na tym, że nie c
                                      > hcesz go przytulić, czy demonstracyjnie jesteś chłodna, milcząca, nieprzystępna
                                      > ?
                                      Przepraszam, dopiero zauważyłam posta, którego napisałaś jakiś czas temu, z pytaniami.
                                      No więc ja potrzebuję pobyć sama, żeby odtajeć. Ile... nie wiem, z godzinę, może dwie? Jeśli w tym czasie nie doprasza się mojej obecności i między nim a dziećmi wszystko jest załatwione, najczęściej po prostu zapominam. Ale jeśli się doprasza, wtedy to trwa długo. Potrafi się przeciągnąć do wieczora, swoje wytchnienie dostaję dopiero podczas snu ;)

                                      Obrażasz się tak, jak to robili wobec Ciebie rodzice?
                                      Trudno mi to porównać. Chyba nie, bo to nie forma kary (chyba), raczej po prostu chce się odciąć.

                                      Z drugiej strony dorosły człowiek powinien sobie lepiej radzić z takim cza
                                      > sowym odrzuceniem, rzeczywiście to dziwny rys charakteru Twojego męża. To wszys
                                      > tko faktycznie robi wrażenie jakieś gry, w którą nieświadomie gracie.
                                      A zawsze mi się wydawało, że u nas jest wyjątkowo szczerze i bez gier:)

                                      Szkoda, ż
                                      > e nie macie czasu ani możliwości pójść choć na kilka spotkań z terapeutą, myślę
                                      > , że to mogłoby być dla Was bardzo pomocne.
                                      Skłaniam się ku wysłaniu chociaż męża... jeśli się zgodzi.

                                      W tamtym poście pytałaś też o to, jak reaguję, kiedy męża nie ma, a zdenerwują mnie dzieci (robią to permanentnie;) Zwykle panuję nad sobą, zabieram pojedynczo na rozmowy wychowawcze, proszę i tłumaczę. Czasami je rozdzielam. Albo zapowiadam karę (zwykle zapowiedź odebrania jakiejś przyjemności). Zdarza się powiedzieć coś podniesionym głosem, ale hmmm moim zdaniem to jest ok, bo świadome i przemyślane. I skuteczne, bo rzadko stosowane.
                                      Dlaczego dzieci pozwalają sobie na więcej wobec męża? Moja interpretacja jest taka, że odnoszą się do niego, jak on do nich, a do mnie tak, jak ja do nich. Myślę, że mogą też czuć, że jestem bardziej sprawiedliwa, bo nie wybucham przy głupotach.

                                      Dzięki za zainteresowanie i rozmowę.
                                      • sebalda Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 31.03.14, 10:58
                                        Alexandro, jeśli Twoje "gniewanie się" na męża trwa kilka godzin, to chyba w ogóle nie ma o czym mówić. Prawdziwie toksyczne i złe są tzw. ciche dni. Tutaj tego nie ma, ogólnie mam wrażenie, że jesteście aż nadto "uważni". Dajecie sobie za mało luzu. Mąż jest strasznie skupiony na Tobie, ale i Ty w jakimś sensie na nim. Koniecznie skorzystaj z ostatniej rady Pani Agnieszki, wytłumacz mężowi, jak ma to obierać. Ja myślę, że Wasze małżeństwo jest bardzo dobre, tylko pewne problemy wyniesione z Waszych domów za bardzo na Was rzutują i wystarczyłoby bardzo niewiele, żeby to przepracować i odrzucić. Moim zdaniem jesteście o krok od powodzenia w związku. Naprawdę:)
                                        I jeszcze o powielaniu/bronieniu się przed powielaniem wzorców z domu. Pisałam o tym wiele razy, ale powtórzę jako przykład, a właściwie jako antyprzykład. Mój ojciec zdradzał mamę, wielokrotnie, w końcu ją opuścił dla młodszej żony (miałam 15 lat), którą potem też zdradzał, bo przychodziła do nas go szukać na przykład w sylwestra. Uważałam zdradę za najgorszą rzecz na świecie, dlatego wyszłam za mąż za faceta, który na punkcie zdrady miał istnego fioła, dawał mi największą szansę na to, że nie będzie mnie zdradzał, to był dla mnie priorytet przy wyborze. Nie zawiodłam się, mąż mnie nie zdradzał (najprawdopodobniej), ale za to ma sto razy gorsze, bardziej dotkliwe i niszczące wady. Nie powinniśmy się nigdy skupiać wyłącznie na unikaniu pewnych rzeczy, nie patrząc na inne.
                                        • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 31.03.14, 15:39
                                          "Gniewanie" nie ma w ogóle sensu, bo chodzi o to, że facet ma się nie wyżywać na dzieciach. Gniewanie nic tu nie zmienia, taka "kara" dla ojca nic dzieciom nie daje, jest tylko jakimś zachowaniem dajacym coś Alex (może lepsza się czuje? może lubi te błagania "o miłość", o "wybaczenie"?).

                                          Tak na marginesie... Ta żona chodząca w Sylwestra do eksżony w poszukiwaniach to tez niezła desperatka musiała być...
    • marcinraszka1 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 28.03.14, 14:47
      Odpowiedzialność emocjonalna powinna być domeną dorosłego. Jeśli mówisz, ze jest coraz lepiej to może nie długo będzie już na tyle dobrze, że nie będzie ci z tym źle.
      www.wykop.pl/link/1909824/czy-placz-dziecka-oznacza-jego-krzywde/
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 30.03.14, 18:56
      W istocie w opisanym wypadku mąż zachowuje się regresywnie i żąda od Pani zachowań rodzicielskich. I o ile dziecko ma prawo do wsparcia rodziców w sytuacji gdy jest podrażnione czy rozłoszczone. Dorosły człowiek powinien mieć już rozwiniętą umiejętność samokojenia w takich momentach i swobodnie się nią posługiwać. Oczywiście wsparcie partnera w takich okolicznościach jest miła i przydatna, ale zależy od jego woli.To zresztą jest element bycia w związku.
      Do swoich przeżyć takie jak Pani opisała ma Pani prawo i może Pani spokojnie iść za ich głosem. Proszę , broń Boże, nie dać sobie wmówić, że jest Pani podła.
      To co wnoszę z opisu na temat Waszego związku to tendencja dążenia do symbiozy. Symbiozy przeżyć. Gotowości do synchronizacji emocjonalnej. Bardziej istniejąca po stronie męża, ale może Pani na to chętniej odpowiada ni z potrzeba. Ale po tak krótkim opisie mój wniosek nie musi być trafny. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • alexandra.leaving Pani Agnieszko 30.03.14, 20:22
        Pani Agnieszko, serdecznie dziękuję za odpowiedź, liczyłam na nią.

        To, co pisze Pani o symbiozie - chyba jest prawdziwe (o ile dobrze Panią zrozumiałam). Mąż dość często przychodzi do mnie i - w moim odczuciu - żebra o uczucia, dotyk, przytula mnie, nawet jak mówię, że nie mam ochoty. Nienawidzę go odtrącać, ale zaczęłam to robić. Czasami mam ochotę powiedzieć brzydkie słowo (żeby spier...), mimo że normalnie ich nie używam nigdy. Mówię mu, że nie jestem jego lalką. No dobrze, jakiś czas temu zaczęło docierać, robi to rzadziej, szybciej się wycofuje. Ale kiedyś uważał, że nasze potrzeby (jego do przytulania, moja do bycia nieprzytulaną) są równoważne i byłam wobec takiego przekonania bezsilna i wściekła.
        Mam też poczucie, że jest bardzo zależny od moich uczuć, ode mnie.
        A ma pracę, którą lubi, zainteresowania, które pielęgnuje, znajomych (jest bardzo lubiany), jest ciekawym, wartościowym człowiekiem, i nie jestem jedyną dobrą rzeczą w jego życiu, jak czasami sugeruje.
        Na przykład taka rozmowa z wczoraj:
        on - Wiem, że jestem nerwusem, czasami bez sensu wybucham i się złoszczę. Ale będziesz mnie kochała mimo to?
        ja - Dziwne pytanie. A jakbym postanowiła cię zdradzać od czasu do czasu, i zapytałabym czy nadal będziesz mnie kochał, co byś powiedział?
        on - Pewnie nadal bym cię kochał.
        Najgorsze jest to, że wiem, że tak by właśnie było. Przeraża mnie to i nie rozumiem.

        Pani Agnieszko, jak ja mam reagować na tę jego potrzebę symbiozy? Czy mogę zrobić cokolwiek? Czy mogę mu jakoś pomóc?

        Dodam, bo może to nie jest jasne, że kocham go i nie wyobrażam sobie życia z nikim innym.
        • lena575 Re: Pani Agnieszko 30.03.14, 21:51
          Moim zdaniem twój mąż powinien zastanowić się (może z terapeutą) skąd wynika jego strach przed brakiem akceptacji, przed odrzuceniem. Być może tak był wychowywany, że na wszystko (np. uczucia, zainteresowanie, pomoc) zasługiwał lub nie, każde jego zachowania rodzice lub jeden z rodziców odbierał w osobistym kontekście (oj, są tacy rodzice, którym, zawsze dzieci coś robią albo nie robią "na złość", "by coś pokazać" ,"lekceważą"). Taki rodzic-słońce jest chyba święcie przekonany, że dziecko ma obowiązek nieustannie mysleć o tymże rodzicu i każdą czynność przemyśleć po kątem "co na to mój rodzic". I niektórzy osiągają mistrzostwo wychowując takie dzieci, które panicznie boją się braku akceptacji i na każdą czynność życiową oczekują akceptacji od partnera. Swoim oczekiwaniem akceptacji potrafią terroryzować.
          Niby, właściwie są dobrzy ale ... męczący do niestrawności.
          • fituq Coż 30.03.14, 22:19
            Kobieta którą rodzice tresowali na baczność emocjonalnymi szantażami i obrażaniem się na nią - w związku z facetem który ma despotyczną mamuśkę i wkodowany wzór ojca jako żoninego pijawkowatego służącego który bez rozkazu żony sam z siebie nie wie,nie umie, nie potrafi, boisie.

            Wydaje się, że nie powielacie problemów z rodzinnych domów. A może jednak?
            Facet zakłada ojca buty i dostaje histerii jak żona mu nie powie, że dobrze coś zrobił i nie da akceptacji. Emocjonalnie chce się przyssać do żony bo nie chce być samodzielnym w sensie przeżywania czegoś lub wykonywania czegoś w domu bez nadzoru . Czy on żył kiedyś samodzielnie poza domem rodziców? czy może od rodziców od razu poszedł w małżeństwo?
            Autorka zaciska szczęki by nie wybuchnąć choć coraz częściej ma powyżej uszu niedojrzałych zachowań męża, ale nauczono ją że nie wolno mówić takich rzeczy wprost, należy odczucia stłumić, należy się wysławiać spokojnie i poprawnie, więc tłumi narastający wqurw i zapewnia siebie samą że nie ma problemu z niczym.

            Teoretycznie oboje nad sobą "pracują".
            Pytanie czy własny charakter na pewno da się zmienić.
            Mąż wywiera męczącą presję by być w związku uzależnionym, przyssanym, autorka zaczyna dostrzegać że jest uprzedmiotowiana- do narzędzie które ma uspokoić męża na jego życzenia, a nie umie się upomnieć o swoje uczucia,pragnienia,granice i o równowagę. Mąż rasowo po rodzinie strzeli focha, podświadomie czuje, że najlepiej na autorkę działa szantaż emocjonalny.

            Co do starania się "by nie być jak teściowa".
            Jest takie niezbyt ładne powiedzenie "Nie bądź taka hej do przodu bo ci z tyłu braknie".
            Z ludzi którzy "starają się bardzo nie powielić błędów rodziców" - wychodzą ludzie którzy nie powielają jakichś tam pojedynczych błędów ale robią masę swoich- w efekcie nie mniej toksycznych dla swoich dzieci. .

            • paris-texas-warsaw Re: Coż 30.03.14, 22:35
              To jest chyba piękny przypadek wspaniałych marzeń i założeń, na których realizację brakuje psychicznych mozliwości.

              Ja tu ciągle w temacie Mellody i Bradshawa, i chyba gdzieś u nich fajnie to jest napisane, że nawet jeżeli człowiek z dysfunkcyjnego domu bardzo chce/bardzo się stara by nie powielić błędów rodziców, to i tak nie wie, jaki jest prawidłowy wzorzec. Prawidłowy wzorzec ma tu być antytezą zachowań rodziców, a choroba obrócona o 180 stopni nadal jest chorobą. A druga sprawa - to już ja sobie myślę - że nawet jakby się znało prawidłowy wzorzec, to właśnie brak psychicznych możliwości - redukcja w stresie do trzylatka nie może być do końca wyabstrahowana - inne zachowania też pewnie w tej grupie wiekowej muszą być.

              Ja nie twierdzę, tylko się zastanawiam. Prosze o feedback. Może jest inna możliwość?

              Jak kiedyś będziecie słyszeć, że przyjeżdża na wykłady Mellody, to plis dajcie znać, ona czasem jeździ po świecie, bardzo bym chciała pójść.
              • paris-texas-warsaw Re: Coż 30.03.14, 22:44
                Tak od siebie napiszę... Często mówię i mówiłam, że mąż coś nie tak robi przy dzieciach, i kupowałam masę książek (taraz nawet nie zaglądam), jak trzeba coś tam robić i mówiłam, żeby przeczytał. I kiedyś ona jakąś wziął na tapetę i mi mówi, że przecież tam jest dokładnie tak napisane, jak on robi i czemu ja tak nie robię:))) Taki dysfunkcjonalny (czemu nie "dysfunkcyjny"?) dom to jest przekleństwo. To jest zrypany mózg, to jak sekta, to jest długi proces "stanięcia obok siebie". W ogóle to mi się wydaje, że tak źle jak ze mną to nie jest z nikim, a zwłaszca jak czytam tą Mellody...
              • zuzi.1 Re: Coż 30.03.14, 23:31
                Paris napisała: "To jest chyba piękny przypadek wspaniałych marzeń i założeń, na których realizację brakuje psychicznych mozliwości."

                Wydaje mi się, że autorka oraz mąż powinni podjąc wspólne działania w celu odkrycia swoich dysfunkcyjnych schematów z domu rodzinnego. Tylko trzeba by to zrobic systemowo, tj. najpierw książki do przeczytania dla OBOJGA: "Toksyczni rodzice" Susan Forward , "Powrót do swego wew. domu" John Bradshaw, Toksyczne związki" Pia Mellody, "Zdrowy egoizm" Rachael Richard Heller,"Mechanizmy przemocy w rodzinie z pokolenia na pokolenie" Agnieszka Widera Wysoczańska; "Życie w związku partnerskim po trudnym dzieciństwie" Albert M. Geelman; "Toksyczne słowa" Patricia Evans, "Życ w rodzinie i przetrwac" John Cleese; "Twoje kompetentne dziecko" Jesper Juul. Po przeczytaniu wszystkich udac się na kilka spotkań wspólnych do dobrego polecanego psychologa a następnie psycholog podejmie decyzję co dalej, czy indyw. terapia dla męża etc. Zanim się wybierzecie do psychologa dobrze, żebyscie mieli szerszą wiedzę, wówczas łatwiej Wam będzie opisac to co się między Wami dzieje. Koniecznie musicie opowiedziec w detalach jak to zycie rodzinne w Waszych rodzinach pochodzenia wyglądało. Gdy odkryjecie już te błędne schematy, uświadomicie je sobie i odnajdziecie nowe zdrowe na ich miejsce, przy pomocy psychologa, wówczas macie szansę na poukładanie sobie wspólnych relacji, tak, abyście OBOJE byli z tego zadowoleni.
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko 31.03.14, 01:09
          > Pani Agnieszko, jak ja mam reagować na tę jego potrzebę symbiozy? Czy mogę zrob
          > ić cokolwiek? Czy mogę mu jakoś pomóc?

          Myślę, że to co Pani robi instynktownie jest słuszne. Należy się oddzielać, nie dawać się wciągać w taką zależność przy jednak okazywaniu zrozumienia dla uczuć męża.
          Rozumiem to w ten sposób, że nie ma potrzeby przeżywać tych samych potrzeb w tym samym czasie co mąż. Czyli odmawiać żądanych przez niego zachowań, przy jednoczesnym zapewnieniu, że rozumie Pani jego potrzeby bez ich zaspokojenia. Chodzi o to, aby mąż czuł się zrozumiany przez Panią, ale jednocześnie umiał się obyć bez wspólnych zachowań.
          No i musi Pani uważać na swoje już poczucie winy. Ważne, aby mu nie podlegać w relacji z mężem. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • paris-texas-warsaw Re: Pani Agnieszko 31.03.14, 15:09
            Ja bardzo uważnie czytam opinie Pani Agnieszki, bo Jej profesja daje jakąś rękojmię wartości opinii. Ale szkoda, że Pani Agnieszka nie pisze, czy Ciotki-Klotki z Forum pisza głupoty, czy nie:) Nie wiem też, jak rozumieć np. ostatnią radę Pani Agnieszki. Faktycznie jest ona dobra, w tym sensie, że jest to w sumie jedyne, co można zrobić, ale w odniesieniu do męża Alex "syneczka-mamusi" z zachowaniami żenującymi i wkurzającymi samą Alex, jest raczej jasne, że albo się obrazi, albo rozpłacze i spyta, czy nadal go kocha, a potem pójdzie jeszcze bardziej nakrzyczy na synów. No, ja nie wierzę, że taki człowiek "dostosuje" swoje zachowanie do przekazu Alex - w znaczeniu "dorośnie" od jej przekazu. Rozumiem to tak, że problem Alex zdejmie ze swojej głowy, ale czy on nie pozostanie w całym rodzinnym układzie przerzucony jeszcze bardziej na synów? Bo na razie tata włącza się w kłótnie dzieci, sam w nich bierze udział, a potem idzie przytulić się do mamusi. A gdzie pójdzie jak mamusia już nie będzie przytulać? A może?
            Te rady nie zawieraja zazwyczaj jakiegoś spojrzenia na możliwe konsekwencje. Nie wiem, czy bardziej ufać Zuzi, która radzi czytać 100 książek i iść do psychologów, czy Pani Agnieszcze, której rady są tak proste... Jakby zaradzenie takim problemom było takie proste, to chyba w ogóle nie byłoby tego forum...
            Nie wiem, jak Sebalda widzi, że to świetne małżeństwo, wg mnie ten układ jest dość prezerażający.
            Może ta Mellody spowodowała, że wszędzie widzę teraz niedojrzałe, współuzależnione jednostki, ale taki facet-żebrak wydaje mi się żałosny. Już wolałabym chyba zwykłego awanturnika, bo z takim mężem chyba ciężko w jakiś równorzędny dialog wejść, bo jest się dla niego matką-utulaczką.
            • paris-texas-warsaw Re: Pani Agnieszko 31.03.14, 15:30
              To taka rady w stylu:
              Powiedz mężowi, żeby już nie krzyczał. I niech mu nie będzie smutno, jak go Alex nie przytuli. Wystarczy powiedzieć, że się go rozumie, że nie do końca z nim ok, i on to zrozumie i wszystko będzie juz świetnie.
            • sebalda Re: Pani Agnieszko 31.03.14, 15:39
              No widzisz, Paris, bo jak masz proste włosy, to chcesz mieć kręcone, a jak masz kręcone, to chcesz mieć proste. Ja marzę o mężczyźnie misiowatym, spokojnym, ciepłym, a już tekst, że będzie kochał nawet, jak ona zdradzi, zawsze mnie w filmach i książkach bardzo wzruszał;) Taki uczuciowy i ciepły mężczyzna jest przeciwieństwem mojego przemocowca, którego największą pasją w życiu jest dokuczanie najbliższym. Ja wiem, że to wszystko jest u tego faceta nieco niedojrzałe, ja wiem, że może być żenujące, ale świadczy jednak o uczuciu. Do tego autorka pisze, że go kocha i nie wyobraża sobie życia bez niego. Bardzo się jednak przejmuje jego uczuciami, podobnie on, kiedy udziela jej wsparcia, gdy ta tego potrzebuje. Dużo jest w tym dobrego, mimo wszystko. Ja mam wrażenie, że tu jest potrzebna tylko mała korekta. Albo przy pomocy terapii, albo szczerych, ciepłych rozmów w dobrych momentach. Ja teraz mam wrażenie, że ten facet nie jest jakimś wybuchowym furiatem wyżywającym się na dzieciach. Ot, czasami nerwy puszczą i podniesie głos, ale nie ma mowy o poniżaniu czy krzywdzeniu dzieci. Ja tam ich oboje lubię:)
              • paris-texas-warsaw Re: Pani Agnieszko 31.03.14, 15:59
                Ale co innego ciepły, kochający całym sercem, poświecajacy się, a co innego zapadający się w otchłań przy zagrożeniu utraty jej uczucia ("jesteś podła"). To żadna miłość, to strach. Czy gdyby ona odeszła, on nadal by ją kochał, ale układał sobie życie nie zmuszając jej do "symbiozy", czy "kochał" - błagał o litość na zmianę z nienawidzeniem jej? Myślę, że to drugie.
                • paris-texas-warsaw Re: Pani Agnieszko 31.03.14, 16:13
                  Ty chyba z Sebaldo z antytezy "meża zdradzającego", wpadasz teraz w pułapkę gloryfikacji "mężów nie-awanturników". A to są poniekąd poboczne cechy:)
                  • paris-texas-warsaw Re: Pani Agnieszko 31.03.14, 16:33
                    Sebaldo, to jest chore myślenie, bo jak mogłaś jako panna sprawdzić, że ten facet nie będzie nigdy zdradzał? Bo tak twierdził? A czemu takie dziwne rozmowy ktoś miałby prowadzić, zarzekać się czy cos się stanie czy nie, pokazywać się w jak najlepszym świetle lub potępiać innych zdradzających? To już powinno wskazywać, że z takim gościem coś nie do końca w porządku;)
                    • sebalda Re: Pani Agnieszko 01.04.14, 10:31
                      paris-texas-warsaw napisała:

                      > Sebaldo, to jest chore myślenie, bo jak mogłaś jako panna sprawdzić, że ten fac
                      > et nie będzie nigdy zdradzał? Bo tak twierdził? A czemu takie dziwne rozmowy kt
                      > oś miałby prowadzić, zarzekać się czy cos się stanie czy nie, pokazywać się w j
                      > ak najlepszym świetle lub potępiać innych zdradzających? To już powinno wskazyw
                      > ać, że z takim gościem coś nie do końca w porządku;)

                      Pełna zgoda co do ostatniego. Jasne, że to wskazywało, że coś jest nie tak, ale jak ma się 20 lat, wcześniej nie było się w związku, ojca i wzorca związku też się nie miało, to wielu rzeczy się nie widzi. U niego chodziło o takie właśnie potępienie zdrady jako czegoś najgorszego w związku, nieodwracalnego (co poniekąd jest prawdą). I to się wpisywało w moje ówczesne potrzeby. On był chorobliwie zazdrosny, co poczytałam za wielką miłość, a oczywiście było wielkim zawładnięciem i próbą izolacji mnie od innych (typowe dla przemocowca) oraz wyrazem własnych kompleksów. Ja wiem, że żadna żona nie powinna się zarzekać, ale ja naprawdę mam wiele danych, by sądzić, że mąż mnie nie zdradził. I to jest dowód na to, że nie można się koncentrować na jednym aspekcie, bo na codzienne życie z kimś składa się tak wiele różnych czynników. Często uczulam na to córkę i widzę, że ona mimo zakochania umie pewne sprawy analizować i w razie potrzeby stawiać granice. Ja tego kompletnie nie umiałam, byłam naiwna i ślepa. Wszystkie niepokojące cechy tłumaczyłam sobie wielkim zakochaniem męża we mnie. A to imponowało, szczególnie dziewczynie, która nie znała swojej wartości:( Eh, stare dzieje:(
            • giokonda.it Re: Pani Agnieszko 31.03.14, 15:58
              Ja tylko dlatego czytam to forum, bo widzę,że Pani Agnieszka ma duże rozeznanie w sytuacjach rodzinnych i takie praktyczne życiowe podejście. Jedną z podstawowych umiejętności w rodzinie jest dbanie o własne granice przy jednoczesnym zachowaniu dobrej atmosfery i udzielaniu życzliwego wsparcia wszystkim jej członkom. Nie tylko dzieciom, bo w dobrze funkcjonującym układzie dzieci mają najlepsze warunki. Problem z pewną niedojrzałością męża należy rozwiązać, ale nie doszukiwać się dziesiątego dna, bo można już zwariować od tych Waszych dywagacji.
          • alexandra.leaving Re: Pani Agnieszko 31.03.14, 22:10
            Bardzo dziękuję za odpowiedź, jest pomocna :)
            • alexandra.leaving Re: Pani Agnieszko 31.03.14, 22:11
              To było do pani Agnieszki.

              Do pozostałych postów jeszcze wrócę, obiecuję.
              • pibelle Re: Pani Agnieszko 06.04.14, 00:04
                Jednak napisałaś kilka zdań więcej i od razu zrobiło się jaśniej :)
                Fajnie, że jesteś na tyle stabilna, że stać Cię na odbiór, bo to forum nie oszczędza :)
                Akurat przeczytałam jakiś wątek pełen zaprzeczeń, a ten to prawdziwy relaks.
                Dorzucę od siebie odnośnie:
                Że nasze starsze dziecko jest chłopcem o podobnych zapędach i boję się, żeby nie dostał takiego wzorca jak mój mąż?

                To nie są zapędy, tylko rzeczywisty wzorzec - syn przejmuje od ojca jego system regulowania napięcia. To chłopiec i oparł się na tacie, to logiczne.
                Są możliwości, żebyś to hamowała przerywając ten schemat, ale faktycznie może to być, przynajmniej na początkowym etapie, obciążające dla Ciebie, bo w tej chwili tylko Ty rozumiesz co się odbywa. Mąż nie jest mężczyzną tylko chłopczykiem, podobnie jak jego tata, o którym pisałaś.
                Fajnie jakbyś dostrzegła jednak, że to nie nad mężem masz pracować, ale nad sobą w tym wszystkim. Czyli nad zdobyciem umiejętności stawiania wszystkich ważnych granic tak, żebyś nie czuła się właśnie obciążona i winna czegokolwiek. I tutaj trzeba przyjrzeć się sobie, a jest czemu, bo gdzieś coś masz niezałatwione na przykład z własną złością - zamrażasz się, a wspomniałaś, że w stosunku do Ciebie też się zamrażano.
                Dlatego nie ma aż tak prostej odpowiedzi na Twoje pytanie, bo ono proste nie było :)
    • mamasiasiulki Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 07.04.14, 11:35
      A w jakiej on się wychował rodzinie? Może tam nie był niczego pewien, a za każde "złe zachowanie" był jakoś przesadnie karany? Może rodzicom nic się nigdy nie podobało? I tak się utarło - że tak bardzo boi się "własnego kręgosłupa" - że go odrzucisz? Gadaliście na ten temat - tak po ludzku, na zasadzie: wydaje mi się, że masz problem?
      • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 08.04.14, 13:07
        Przepraszam za przerwę, trochę nie miałam jak pisać, a trochę nie mogłam się zebrać, bo jakiś trudniejszy czas teraz przeżywam.
        Ale pamiętałam o Was i czekałam na dobrą chwilę, żeby Wam odpisać.
        Trochę mam tych postów, na które chcę odpowiedzieć, więc może po kolei:
        Paris i Fituq uważają, że nie ma dla nas szans, że po prostu źle się dobraliśmy, popełniliśmy błąd wiążąc się i mając dzieci. Są chwile, kiedy i ja tak myślę, szczególnie że ostatnio mamy duże problemy z synem, który praktycznie codziennie robi nam awantury z bezsensownych powodów (trzeba iść kupić mu spodnie albo nie może grać na komputerze albo ktoś mu zjadł ostatnią bułkę itd.). I pisząc awantury mam na myśli dzikie wrzaski, wycie, ewentualnie rzucanie się na młodsze dziecko. Nie mam na to sił. Opada mnie zwątpienie: czy takiego życia chciałam, czy potrafię żyć tak na co dzień, czy chcę? Mąż jakoś nawet spokojnie reaguje, ostatnio znowu rozmawialiśmy. Najśmieszniejsze jest to, że mąż należy do ludzi, którzy nie robią problemów z niczego, raczej zadowolonych z życia i z tego, co mają. To ja mam skłonność do szukania dziury w całym jak syn, tylko ja nie jestem głośna. Syn dostał po nas obojgu najlepsze cechy ;)
        No więc właśnie: zastanawiam się, czy to ma sens. Ale co ja mogę zrobić z refleksją, że nie ma? To się stało. Jesteśmy razem i mamy dzieci. Dlatego muszę wierzyć, że zmiany są możliwe, że praca przynosi owoce, że warto tego sensu ciągle szukać.
        Z tego powodu jestem szczególnie wdzięczna Sebaldzie. Często czuję to, co napisałaś. Częściej mam takie nastawienie niż to negatywne. Takie słowa podtrzymują mnie na duchu, cieszę się, że nie tylko ja widzę nadzieję dla nas.
        Sebalda, ze smutkiem czytałam o Twoim wyborze i Twoim życiu. Mam szczerą nadzieję, że teraz jesteś szczęśliwa.
        Ktoś pytał, czy mąż jest dzieckiem w innych dziedzinach. Zastanawiałam się nad tym. To chyba zabawne, bo w innych często ja jestem dzieckiem. To mąż robi zakupy i gotuje (trochę wcześniej wraca z pracy), to on załatwia różne płatności, organizuje nam wycieczki i wakacje, on sprawdza dzieciom lekcje i on im czyta wieczorami, żebym mogła odpocząć.
        Bardzo troszczy się o mnie. Poza tym musicie pamiętać, że opisuję tylko jakiś wycinek z naszego życia. Nie napisałam np. o naszych rozmowach, które nawet teraz, po latach, są dla mnie ciekawe i inspirujące, a wiem, jakie to cenne, bo widzę, ile moich koleżanek po prostu nudzi się w małżeństwie. No to my się przynajmniej nie nudzimy
        Pibelle, ja chcę pracować nad sobą, w sumie tylko na to mam wpływ. Może dlatego wolę, jak krytykuje się mnie a nie męża. Tylko co można zrobić z tą zamrożoną złością? Wiem, że mam z tym problem, ale nie wiem, jak go rozwiązać.
        I na koniec Zuzi. Dziękuję Ci za zaangażowanie, ale nie chcę czytać tych książek. Z wątku pewnie wynika, że mam słaby wgląd w siebie (skoro nie widziałam rzeczy, które dla Was widoczne były na pierwszy rzut oka), jednak wiele tematów już przerobiłam. Ten z rodzicami też i nie widzę sensu na nowo rozdrapywania ran. Poza wszystkim: moi rodzice mają swoje ograniczenia i popełniali swoje błędy, jednak nie są toksyczni. Zawsze mnie kochali, dbali o mnie, pocieszali, gdy coś się nie udało, wspierali, byli blisko. Stworzyli dla mnie lepszą rodzinę niż sami mieli jako dzieci.

        Pozdrawiam Was i jeszcze raz dziękuję za zainteresowanie i pomoc.
        • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 08.04.14, 13:16
          Nie, no Alex, to jakaś meganadinterpretacja moich słów:) W życiu bym nie powiedziała, że dla kogoś nie ma szans:) Czasem coś przekornie napiszę, albo w jakiejś innej konwencji, ale w tym wątku chyba tak nie szlałam;) Pozdro:)))
          • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 08.04.14, 13:36
            Paris, to pocieszające;)
            Miałam na myśli głównie ten fragment:
            To jest chyba piękny przypadek wspaniałych marzeń i założeń, na których realizację brakuje psychicznych mozliwości.

            Trochę szalałaś, oj taktak, a piszesz tak inteligentnie i przekonująco, że nie da się Twoich postów zignorować. Ciekawa jestem, czym się zajmujesz zawodowo :)
            • paris-texas-warsaw Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 08.04.14, 13:48
              W tym fragmencie mi chodziło o to, że człowiek chce np. spokojnie rozmawiać z dziećmi, takie robi założenia, a jak przyjdzie co do czego, to jest ciężko to zrealizować, bo jest zbyt "reaktywny". To w zasadzie norma, że założenia wyprzedzają często umiejętności, nie myślałam, że to jakoś źle odbierzesz:)
              • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 08.04.14, 14:16
                A ja zrozumiałam to jako podsumowanie mojego małżeństwa ;)
        • fituq Re: 08.04.14, 13:31
          Autorko, ale o jakim "braku szans" Ty mówisz?
          Wokoło mnóstwo związków co najmniej dziwnych, w których ludzie traktuja się byle jak.
          Niedawno zmarł sąsiad- awanturnik i alkoholik, tlukli się i kłócili z żoną dlugie lata, własnej córce po pijaku rękę złamał jak była mała. 50lat tak przeżyli. Da się? No da. Jak się CHCE to się żyje w związku. Właśnie takim jakiego się CHCE. Bo jeśli 50 lat w takim związku żona była, to znaczy, że dla niej był wystarczająco dobry i wcale nie chciala innego.

          Ty pytasz "Co, jeśli nie chcę wspierać?".
          Odpowiedź jest prosta: NIE WSPIERAJ.
          Sytuacja, że czujesz się przymuszana szantażami męża do robienia czegoś, czego NIE CHCESZ jest chora. Robienie czegoś wbrew sobie jest chore. Masz prawo ODMÓWIĆ z tego względu, że NIE CHCESZ.
          Tak zwyczajnie.

          Dlaczego więc robisz coś, czego NIE CHCESZ?
          Czy dobrze rozeznałaś siebie samą - i wiesz, czego właściwie chcesz?
          Jesli cokolwiek w życiu CHCESZ zmienić, to najprościej w świecie ZACZNIJ ROBIĆ TO, CO CHCESZ. Nie to, co ktoś Ci każe, co wypada, co inni oczekują..
          Więcej odwagi w życiu.
          • alexandra.leaving Re: 08.04.14, 13:41
            fituq napisała:

            > Autorko, ale o jakim "braku szans" Ty mówisz?
            Szans na idealny związek, taki jak sobie wymarzyłam.

            Bo jeśli 50 lat w takim związku żona była, to znaczy, że dla niej b
            > ył wystarczająco dobry i wcale nie chciala innego.
            Dobrze wiesz, że przyczyna mogła być inna. Kobieta mogła chociażby nie mieć odwagi, żeby odejść. Albo być przekonana, że nie ma dokąd.


            > Dlaczego więc robisz coś, czego NIE CHCESZ?
            > Czy dobrze rozeznałaś siebie samą - i wiesz, czego właściwie chcesz?
            > Jesli cokolwiek w życiu CHCESZ zmienić, to najprościej w świecie ZACZNIJ ROB
            > IĆ TO, CO CHCESZ.
            Nie to, co ktoś Ci każe, co wypada, co inni oczekują..
            > Więcej odwagi w życiu.

            No proszę trafiłaś. Faktycznie często robię to, czego się ode mnie oczekuje. W pracy to procentuje, w życiu często też. Ale nie zawsze:)

            • fituq Re: 08.04.14, 14:53
              Chce w tym trwać, bo zabezpiecza tym swoje inne lęki z którymi sie nie chce zmierzyć , niechęc do brania na siebie wyłącznej odpowiedzialności, stabilny status majątkowy, nie chce "piętna" rozwódki, itd itp. Na ogół to kalkulacja co się bardziej opłaci choć często nie uświadomiona.

              Pracodawca ma prawo wymagać tego na co umowę podpisalaś i za co płaci.
              Trochę dziwne, że porównujesz relacje w pracy i życiu osobistym w tym zakresie..
              Ale i w pracy i w malżeństwie masz prawo odmowić, jeśli przekraczane są Twoje granice. A fochy u męża przeczekać, niech się nauczy, że ta granica tam naprawdę stoi. O ile CHCESZ ją tam postawić. Jak nie stawiasz granic to towarzystwo będzie ci "w szkodę" wchodzić i Cię wykańczać... czy to mąż, czy dzieciaki...

            • aqua48 Re: 08.04.14, 15:32
              alexandra.leaving napisała:

              >Faktycznie często robię to, czego się ode mnie oczekuje. W
              > pracy to procentuje

              Robisz w pracy coś nawet wtedy kiedy tego nie chcesz? Kiedy wszystko się w Tobie buntuje przeciwko wyrażanym wobec Ciebie oczekiwaniom? I uważasz, że taka zgoda procentuje?
              Ja sądzę, że to nieumiejętność spokojnego stawiania granic.
              • alexandra.leaving Re: 08.04.14, 15:47
                Nie o to mi chodziło, tylko o to, że aprobata innych jest dla mnie tak ważna, że nawet różne drobne, pozornie mało ważne rzeczy, wykonuję bardzo starannie, często lepiej niż inni i jest to dostrzegane.
                Zadań za innych nie wykonuję.
              • sebalda Re: Ustępstwa i kompromisy 08.04.14, 16:02
                Ani w pracy, ani w związku nie jest nigdy tak, że robimy wyłącznie to, na co my mamy ochotę. W końcu nie płacą nam za naszą przyjemność (choć są nieliczne zawody, gdzie tak się może dziać), ale za pewien wysiłek, jaki musimy włożyć w pracę, czasami robić rzeczy, których nie lubimy. Ja na przykład cierpię katusze, gdy muszę rano wstać, cały mój organizm się buntuje, czy mam powiedzieć pracodawcy, że nie mam ochoty przyjeżdżać do pracy na 9, że będę przyjeżdżać dopiero, jak się wyśpię? Podczas, gdy takie mamy godziny pracy i wszyscy się do tego stosują? Podobnie w związku, w wychowywaniu dzieci. Nigdy nie przepadałam za grami planszowymi, ale wiedziałam, że dla dzieci to wielka frajda i wiele razy się ZMUSZAŁAM do tego, by z nimi zagrać. To takie straszne? ZMUSZAM się ponadto do wycierania kurzy, odkurzania, mycia okien, bo nie stać mnie na pomoc domową, a nie mogę się we wszystkim wysługiwać dziećmi. Podejrzewam, że niektóre kobiety mogą czasami nie mieć ochoty przez jakiś czas na seks, ale wiedząc, jak bardzo tego pragnie mąż, nie powinny czasami tego zrobić dla niego? Tyle razy był tu poruszany problem spełniania oczekiwań faceta w tym względzie. Nie każda kobieta jest wiecznie chętna i gorąca.
                Nie piszę tutaj o przekraczaniu naszych granic, sama jestem orędowniczką i często to podkreślam, by je stawiać i ich strzec, ale nie można przeginać w drugą stronę i naskakiwać na kogoś, kto się przyznaje, że czasami robi w życiu rzeczy, na które nie ma ochoty.
                • aqua48 Re: Ustępstwa i kompromisy 08.04.14, 17:15
                  sebalda napisała:

                  > Ja na przykład cierpię katusze, g
                  > dy muszę rano wstać, cały mój organizm się buntuje, czy mam powiedzieć pracodaw
                  > cy, że nie mam ochoty przyjeżdżać do pracy na 9

                  Wiesz, ja bym w takie sytuacji po prostu za wszelką cenę szukała możliwości zmiany pracy na zaczynającą się później, ewentualnie zaproponowała pracodawcy, że będę zostawać dłużej, czy wykonywała część pracy w domu, opcje są rozmaite..
                  Znosić KATUSZE, nie to nie dla mnie :)

                  >wiele razy się ZMUSZAŁAM do tego, by z nimi zagrać. To takie straszne? ZMUSZAM się ponadto do wycierania kurzy, odkurzania, mycia okien, bo nie stać mnie na pomoc domową, a nie mogę się we wszystkim wysługiwać dziećmi.

                  Tak, dla mnie to co piszesz jest straszne. Nigdy nie zmuszałam się do zabawy z dziećmi, jeśli coś mi zdecydowanie nie leżało. Proponowałam inną zabawę, mówiąc wprost, że np jeżdżenie autkami po dywanie jest dla mnie piekielnie nudne i że wolę aby to robili sami, jeśli lubią, natomiast chętnie pogram z nimi w chińczyka, czy będę budować z klocków.. Sądzę, że dzieci wiedzą, kiedy ktoś się zmusza do zabawy, dla mnie to strata czasu i hodowanie w sobie jednocześnie z niezadowoleniem poczucia poświęcenia. Takie cierpiętnictwo.

                  Podejrzewam, że niektóre kobiety mogą czasami nie mieć ochoty przez jakiś czas na seks, ale wiedząc, jak bardzo tego pragnie mąż, nie powinny czasami tego zrobić dla niego?

                  Zdecydowanie nie. Nie wyobrażam sobie seksu w którym jedna strona jest kompletnie nieaktywna, niezainteresowana i nic nie czuje. To jakiś absurd kompletny.
                  • sebalda Re: Ustępstwa i kompromisy 09.04.14, 12:16
                    Aqua, rozumiem, że nigdy nie wycierasz kurzu? Naprawdę nigdy?
                    Rozumiem, że mam rzucić pracę, którą wyjątkowo lubię i w której się spełniam, bo muszę rano wstawać (mieszkam daleko, musiałabym przychodzić na 12 do pracy, by móc się dobrze wyspać)? Zmuszałam się do gier planszowych z dziećmi, bo wiedziałam, jak one to uwielbiają i jakie to jest dla nich rozwijające, ale z reguły w trakcie też się rozkręcałam i dobrze bawiłam. Uważam, że dla dzieci wiele razy musimy robić rzeczy, których nie lubimy. Skoro gry planszowe to zły przykład, to może wstawanie w nocy na karmienie. Ktoś to lubił robić i robił z chęcią?
                    Co do seksu, może jestem dziwna, ale czy innym kobietom się nie zdarzyło, by nie miały ochoty, ale wiedziały, że mężowi zależy, więc to robiły i w trakcie się rozgrzewały? Nie piszę tu o pierwszych latach związku, młodości, temperamencie, ale o prawdziwym życiu.
                    Kurcze, zawsze mnie dziwi podejście niektórych kobiet do sprzątania. Że przecież można tego nie robić, jak się nie ma ochoty. U mnie w domu naprawdę nie jest idealnie czysto, wiele razy odpuszczam, najbardziej chyba nienawidzę wycierania tego cholernego kurzu, więc robię to rzadko, ale kiedyś, raz na jakiś czas trzeba to zrobić, bo inaczej można się udusić. Nie uwierzę, że jak tego nie lubicie, to nigdy nie robicie, to nierealne.
                    A ze wszystkich prac domowych najbardziej lubię prasowanie, taka jestem nienormalna:) To mnie wycisza, najlepiej mi się myśli nad deską do prasowania:) Zaznaczam, że od lat nie prasuję mężowi, a prasowanie koszul faktycznie było mnie fajne. Ale te wszystkie bawełniane koszulki, tuniki, spodnie - przecież to nie jest takie straszne:)
                    • aqua48 Re: Ustępstwa i kompromisy 09.04.14, 14:34
                      sebalda napisała:

                      > Aqua, rozumiem, że nigdy nie wycierasz kurzu? Naprawdę nigdy?

                      Ależ owszem, że wycieram, nigdy się jednak do tej czynności nie zmuszam i nie robię tego regularnie dlatego że powinnam. Czasami też mówię wychodząc z domu - przejedźcie odkurzaczem i wytrzyjcie kurze, bo dawno nie było sprzątane :) I wiesz, działa!

                      > Uważam, że dla dzieci wiele razy musimy robić rzeczy, których nie lubimy.

                      Ja uważam wręcz przeciwnie, wszystko co robimy z niechęcią, wbrew sobie to i tak psu na buty.

                      > wstawanie w nocy na karmienie. Ktoś to lubił robić i robił z chęcią?

                      Nie wstawałam, niemowlak leżał koło mnie i karmiłam go na wpół śpiąco.

                      > Co do seksu, może jestem dziwna, ale czy innym kobietom się nie zdarzyło, by ni
                      > e miały ochoty, ale wiedziały, że mężowi zależy, więc to robiły

                      Jesteś dziwna. Co szkodzi mężowi poczekać? W normalnym życiu jutro też jest dzień. A zmuszanie się do seksu to dla mnie coś na kształt gwałtu na samej sobie. I jestem pewna, że mój mąż nie chciałby takiej wymuszonej zgody, bo to uwłaczające dla faceta również.

                      > Kurcze, zawsze mnie dziwi podejście niektórych kobiet do sprzątania.

                      Wiesz, ja uważam, że jest mnóstwo ciekawszych i fajniejszych zajęć. Oczywiście, że sprzątam i szoruje i czyszczę i omiatam, co więcej tony kurzu u mnie nie zalegają, ale nie traktuję tego jako musu. Jak mam wenę to sprzątam z przyjemnością i satysfakcją, cieszy mnie to wręcz, jak nie mam - to nie sprzątam, lub proszę domowników żeby to zrobili i NIC ZŁEGO z tego powodu się nie dzieje. W moim życiu jest sporo czynności o dużo większym znaczeniu i wadze.
                      • sebalda Re: Ustępstwa i kompromisy 09.04.14, 14:54
                        > Ja uważam wręcz przeciwnie, wszystko co robimy z niechęcią, wbrew sobie to i ta
                        > k psu na buty.

                        Powiedz z ręką na sercu, nigdy przenigdy nie zrobiłaś dla dzieci czegoś, na co nie miałaś ochoty? Nie chodziłaś z nimi do kina na filmy dla dzieci, choć wolałabyś iść na zupełnie inny film? Zresztą może bez przykładów, bo najwyraźniej zawsze masz odpowiedź.

                        > Jesteś dziwna. Co szkodzi mężowi poczekać? W normalnym życiu jutro też jest dzi
                        > eń. A zmuszanie się do seksu to dla mnie coś na kształt gwałtu na samej sobie.
                        > I jestem pewna, że mój mąż nie chciałby takiej wymuszonej zgody, bo to uwłaczaj
                        > ące dla faceta również.
                        Ale jeśli to nie chodziło o jeden dzień, ale wiele dni z rzędu? Tyle tu kobiet piszących o tym, jakie to frustrujące dla mężczyzny, jak żona go odtrąca. Jak to robi, mimo że nie ma specjalnie ochoty, też źle, bo to dla niego uwłaczające. Czy kochałaś się z mężem zawsze i wyłącznie wtedy, gdy miałaś na to szaloną ochotę? Tak się dzieje, moim zdaniem, tylko na początku związku lub gdy kobieta ma bardzo silne potrzeby w tym względzie i spotyka się w tym z mężem. Normalnie różnie to bywa. Jak facet musi dłużej poczekać, bo żona jest z jakiegoś względu (także psychicznego) niedysponowana, to nie wydaje mi się, żeby to mu tak bardzo uwłaczało, jeśli ona w końcu zrobi ukłon w jego stronę, nawet jeśli nadal nie pała wielką żądzą. Chętnie poczytałabym opinie nie tylko Twoje, bo już się trochę gubię.

                        Jak mam wenę to sprzątam z przyjemnośc
                        > ią i satysfakcją, cieszy mnie to wręcz, jak nie mam - to nie sprzątam, lub pros
                        > zę domowników żeby to zrobili i NIC ZŁEGO z tego powodu się nie dzieje.

                        No widzisz, Ty miewasz wenę do sprzątania, a ja nie miewam. Nigdy. Jazda na mopie nigdy mnie nie kręci. A jak dzieciaków nie ma w domu przez dwa tygodnie, a koty po psie fruwają tak, że aż się niedobrze robi, to co wtedy? Biorę odkurzacz i się zmuszam.
                        Nie dam sobie wmówić, że są na świecie ludzie, którzy nigdy do niczego się nie zmuszają. Mówię o zwykłych ludziach, jakiś tyran dyktator może faktycznie się nie zmusza.
                        • aqua48 Re: Ustępstwa i kompromisy 09.04.14, 15:34
                          sebalda napisała:

                          > Powiedz z ręką na sercu, nigdy przenigdy nie zrobiłaś dla dzieci czegoś, na co
                          > nie miałaś ochoty? Nie chodziłaś z nimi do kina na filmy dla dzieci, choć wolał
                          > abyś iść na zupełnie inny film?

                          Z ręką na sercu nie przypominam sobie. Jak nie miałam ochoty to tego po prostu nie robiłam. Świetnie się bawię (do tej pory je oglądamy z mężem, teraz już sami) na filmach dla dzieci i cieszyło mnie, że mogę sobie bezkarnie na takie filmy chodzić, ku utrapieniu koleżanki, której jako bezdzietnej w jej opinii nie bardzo wypadało :)

                          > > I jestem pewna, że mój mąż nie chciałby takiej wymuszonej zgody, bo to uw
                          > łaczające dla faceta również.
                          > Ale jeśli to nie chodziło o jeden dzień, ale wiele dni z rzędu?

                          No, ale tak w życiu też bywa, i kobiety i mężczyźni chorują, gorzej się czują, przechodzą operacje, leczenie mają jakieś problemy, nawet trwające miesiącami. Ta druga strona musi wtedy przeczekać.

                          > Czy kochałaś się z mężem zawsze i wyłącznie wtedy, gdy miałaś na to szaloną oc
                          > hotę?

                          Nie zawsze, bo czasami on nie ma ochoty...

                          >Jak facet musi dłużej poczekać, bo żona jest z jakiegoś względu
                          > (także psychicznego) niedysponowana, to nie wydaje mi się, żeby to mu tak bard
                          > zo uwłaczało, jeśli ona w końcu zrobi ukłon w jego stronę

                          Ukłon to może zrobić parząc mu kawę, a nie idąc z nim do łóżka, no nie przesadzajmy. Seks wymaga zaangażowania obu stron, a nie robienia sobie "ukłonów".

                          > A jak dzieciaków nie ma w domu przez dwa tygodnie, a
                          > koty po psie fruwają tak, że aż się niedobrze robi, to co wtedy? Biorę odkurzac
                          > z i się zmuszam.

                          Współczuję, ja się nie zmuszam.
                • aqua48 Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 17:24
                  sebalda napisała:

                  > ZMUSZAM się ponadto do w
                  > ycierania kurzy, odkurzania, mycia okien, bo nie stać mnie na pomoc domową, a n
                  > ie mogę się we wszystkim wysługiwać dziećmi.

                  A co by się stało strasznego gdybyś miała je po prostu trochę bardziej brudne? Albo gdybyś ustaliła z dziećmi, że każdy wykonuje w domu to co najbardziej lubi i co mu sprawia najmniej kłopotu i idzie najszybciej? Jeden szoruje wannę inny odkurza, a inny myje okna?
                  Wysługiwanie się dziećmi w pracach domowych? Przedziwne pojęcie. Wszak dom jest wspólny, to nie hotel, w którym jesteś pokojową, a dzieci nie są gośćmi płacącymi za obsługę. Każdy powinien uczestniczyć w pracach domowych na miarę swego wieku i umiejętności oraz czasu.
                  Jak kiedykolwiek w przyszłości Twoje dzieci będą umiały regularnie dbać o swoje domy i sprzęty jeśli ich tego teraz nie nauczysz? Myślałaś o tym?
                  • alexandra.leaving Re: Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 17:34
                    > Jak kiedykolwiek w przyszłości Twoje dzieci będą umiały regularnie dbać o swoje
                    > domy i sprzęty jeśli ich tego teraz nie nauczysz? Myślałaś o tym?

                    Ja nie byłam tego uczona a teraz umiem ;) No dobra, może nie robię tego REGULARNIE, ale nic strasznego z tego nie wynika. Wtedy mi się nie chciało, a teraz nawet mi się chce. Czasami. A czasami robię to tylko i wyłącznie z poczucia obowiązku.
                    Na rower też zabieram dzieci, chociaż mi się nie chce, a one przepadają akurat za tą formą spędzania czasu poza domem.
                    Generalnie zgadzam się z Sebaldą (nie tylko dlatego, że mnie lubi;)
                    Nierealistyczne jest oczekiwanie, że obowiązek zawsze można zastąpić przyjemnością.
                    • aqua48 Re: Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 17:51
                      alexandra.leaving napisała:

                      > Nierealistyczne jest oczekiwanie, że obowiązek zawsze można zastąpić przyjemnoś
                      > cią.

                      Oczywiście, że nie zawsze, ale ZMUSZAĆ SIĘ do wykonywania obowiązków? Ja wolę zrobić sobie z tego dobrą zabawę, albo rozdzielić pracę, albo odpuścić..
                      Właściwie jedyną czynnością do której się zmuszam to prasowanie. Niestety robię to w domu najlepiej i najszybciej. Ale i tak staram się je sobie umilić i prasuję tylko przy telewizji i w trakcie przyznaję sobie nagrody, a po, domagam się pożałowania. A jak mam dość to odpuszczam :)
                      • alexandra.leaving Re: Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 18:14

                        > Właściwie jedyną czynnością do której się zmuszam to prasowanie. Niestety robię
                        > to w domu najlepiej i najszybciej. Ale i tak staram się je sobie umilić i pras
                        > uję tylko przy telewizji i w trakcie przyznaję sobie nagrody, a po, domagam się
                        > pożałowania. A jak mam dość to odpuszczam :)
                        To jesteśmy dwie:) Ludzie jednak są do siebie podobni :)

                        • aqua48 Re: Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 18:28
                          alexandra.leaving napisała:

                          > To jesteśmy dwie:) Ludzie jednak są do siebie podobni :)

                          :):)

                          A co do tematu głównego, to moja Mama była bardzo obowiązkowa. Do każdej czynności podchodziła bardzo poważnie i starannie. Na szczęście mi tego nie zaszczepiła:) Dzięki takiej wizji powinności moim zdaniem miała zdecydowanie za mało radości z życia. Ja wolę moje podejście. Odpuszczam starannie to co niekonieczne i mniej ważne. Wolę zamiast kompulsywnego wycierania kurzy i mycia okien, czując się na dodatek zmęczoną i niedocenioną (na prawdę mało kto zauważa efekt takich prac) spędzić czas na spacerze z mężem, czy rozmowie z dziećmi. Kurze nie zając, na starość też będę miała co wycierać, a dzieci własnie wychodzą mi z domu na swoje :)
                          • alexandra.leaving Re: Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 18:41
                            Aqua!
                            Ja też mam kurz na półkach i brudne okna. To po prostu fantastyczne, że są ludzie, którzy niesprzątanie (przy braku ochoty) uważają za wartość!! :)
                      • pade Re: Przedziwne pojęcia.. 09.04.14, 09:16
                        Całkowicie zgadzam się z Aqua48.
                        Zmuszanie się, poświęcanie to najlepsza droga do zrobienia z siebie męczennicy czyli ofiary.
                        • alexandra.leaving Re: Przedziwne pojęcia.. 09.04.14, 10:52

                          > Zmuszanie się, poświęcanie to najlepsza droga do zrobienia z siebie męczennicy
                          > czyli ofiary.

                          A ja się zgadzam i z Aqua i z Sebaldą i z Tobą. Spór jest typowo semantyczny, wszystkie wiemy, że są w życiu rzeczy, które trzeba zrobić i tyle. Są też takie, które chcemy zrobić, mimo że nam się nie chce:) Ktoś nazwie to, pewnie trochę z przekory, zmuszaniem się, ktoś inny powie, że nigdy do niczego się nie zmusza, ale tak samo zadanie domowe odrobi, być może kwestią kluczową jest tu nastawienie. Sama po sobie widzę, że czasami wyjście na ten rower z dziećmi traktuję jak poświęcenie (bo jestem zmęczona, mam gorszy dzień, jest zimno itd), na które się decyduję, bo je kocham i wiem, że mają wielką ochotę wyjść, czasami uśmiecham się i zastanawiam, o czym sobie przy okazji pogadamy. Tak czy inaczej - to mój wybór, więc jakże mogę wejść w rolę ofiary?
                          • pade Re: Przedziwne pojęcia.. 09.04.14, 13:11
                            Niekoniecznie semantyczny. Inaczej wypowiadałaś się na początku wątku, w innym tonie teraz.
                            Mam wrażenie, ale oczywiscie jest to moja subiektywna opinia, że bardzo tłumisz negatywne emocje. Wszystko ma być takie cacy, poukładane, ma być miło i przyjemnie. A jeśli już złość, to jedynie jako kąsliwa uwaga, skrzywienie ust czy odsunięcie się. Oboje z mężem możecie nauczyć się konstruktywnie wyrażać złość. Gdy to zrobicie, dzieci nauczą się od Was, przez nasladowanie. Póki co, znają dwa sposoby: tłumienie i odsuwanie się, oraz wybuch. Oba niedobre.
                            • pade Re: Przedziwne pojęcia.. 09.04.14, 13:13
                              i bardzo polecam:
                              www.swierszczyk.pl/dla-rodzicow/index.php?option=com_content&view=category&id=32
                              • sebalda Re: Trudne słowo konsekwencja OT 09.04.14, 13:49
                                Pade, fajny ten Świerszczyk. Zajrzałam do tematu o karach, bo od dawna mnie on nurtuje. No i mam problem. W punkcie: Czego unikać przy ustalaniu konsekwencji? jest ostatni punkt: Przywiązania nadmiernej wagi do konsekwencji. Kłopot w tym, że słowo "konsekwencja" ma dwa znaczenia: następstwo i, w największym skrócie, upór. Czy w tym ostatnim punkcie chodzi o pierwsze znaczenie, czy drugie? Chyba drugie, a jeśli tak, to bardzo mi się podoba. Jestem wielką przeciwniczką żelaznej konsekwencji (upartego dążenia do realizacji jakiegoś postępowania za wszelką cenę) w wychowaniu dzieci. Konsekwencja - tak, żelazna - nie.
                                • pade Re: Trudne słowo konsekwencja OT 09.04.14, 13:54
                                  Mnie również wydaje się, że chodzi o trzymanie się ustalonych zasad za wszelką cenę, "po trupach". Czasem trzeba po prostu odpuścić.
                              • alexandra.leaving Re: Przedziwne pojęcia.. 09.04.14, 15:34
                                Dzięki za link, zajrzałam, na pewno skorzystam!
                            • alexandra.leaving Re: Przedziwne pojęcia.. 09.04.14, 15:37
                              Inaczej wypowiadałaś się na początku wątku, w innym
                              > tonie teraz.
                              No pewnie, że tak. Wtedy byłam zła i rozżalona, teraz jest dobrze i zapomniałam o tamtej sytuacji (tzn całkiem bym zapomniała, gdyby nie ten wątek).


                              > Mam wrażenie, ale oczywiscie jest to moja subiektywna opinia, że bardzo tłumisz
                              > negatywne emocje. Wszystko ma być takie cacy, poukładane, ma być miło i przyje
                              > mnie. A jeśli już złość, to jedynie jako kąsliwa uwaga, skrzywienie ust czy ods
                              > unięcie się.
                              Masz dobre wrażenie. Może nie kąśliwa uwaga ale czasami chodzenie i marudzenie, gadanie głupot i wyolbrzymianie problemu.

                              Oboje z mężem możecie nauczyć się konstruktywnie wyrażać złość. Gd
                              > y to zrobicie, dzieci nauczą się od Was, przez nasladowanie. Póki co, znają dwa
                              > sposoby: tłumienie i odsuwanie się, oraz wybuch. Oba niedobre.

                              A jaki jest dobry? Pytam poważnie.
                              My jeszcze czasami zaczynamy dyskutować, ale to też wcale nie jest takie dobre, bo jak się złościmy, nikt nikogo nie słucha.
                    • fituq Re: Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 17:56
                      > Nierealistyczne jest oczekiwanie, że obowiązek zawsze można zastąpić przyjemnoś
                      > cią.

                      Pytanie co uznajesz za swój obowiązek.
                      Wobec pracodawcy -to co masz w umowie o pracę czy wszystko co Ci każe.
                      Czy przyjemnie jest Ci w mieszkaniu czystym czy brudnym. Więc sprzątasz tylko z powodu obowiązku, czy dlatego że chcesz mieć przyjemnie i czysto.
                      Czy z obowiązku urodziłaś dzieci? Bo tak wypadało jak już zostałas żoną?
                      Z obowiązku uprawiasz seks z mężem - rzadko kiedy chcąc i mając przyjemność ale poświęcając się dla idei? Zamiast stworzyć sytuację, że i Ty zechcesz?
                      Z obowiązku pocieszasz męża - bo wystarczy że on chce to Ty musisz?
                      Zastanów się jakie masz priorytety w życiu i czym się kierujesz.
                      Bycie "obowiązkową" i "wypelnianie obowiązków które INNI ode mnie wymagają" to za mało by być szczęśliwą.
                      Trzeba jeszcze wiedzieć kim się jest i czego się chce.

                      Pytanie z tematu jest bardzo uderzające. Bo jak dorosła kobieta, matka dzieciom, żona męzowi, obracająca się od lat w świecie doroslym - może zadać pytanie "a co jak nie chcę?"
                      Kto Ci to zrobił, że nie masz w sobie wkodowanego prawa do odmowy, tylko wkodowany przymus wypelniania cudzych życzeń.
                      Co się dzieje w waszym związku, że o tak podstawowych sprawach nie umiecie porozmaiwać jak dorośli. Czy agresywne zachowania dziecka nie są aby skutkiem tego jaka jest u was atmosfera w domu? może warto się zastanowić glębiej nad tym i coś jednak zmienić.

                      A Sebalda chyba pamięta, że jej poglądy na "małżeńskie obowiązki i powinności" przesiąknięte "tak ma być w małżeństwie, nieważne, że mi w tym źle" nic dobrego jej rodzinie nie przyniosly.
                      • alexandra.leaving Re: Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 18:27
                        Fituq, nawet chciałam odpowiedzieć na Twoje pytania, ale w sumie nie czuję, żeby były adresowane do mnie. Chyba mocno nadinterpretowałaś to, co piszę. A pewnym rzeczy nie zauważyłaś. Na przykład tego, że owszem, odmawiam mężowi. Zastanawianie się "kto ma rację" jest chyba rzeczą ludzką...
                        • fituq Re: Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 18:48
                          Napisalaś, że odmawiasz. Dokładnie napisalaś tak:

                          "Dziś po prośbie o pocałunek zapytałam, czy mam go pocałować nawet jeśli nie chcę. Mąż powiedział, że chciałby, żebym chciała. Powiedziałam, że nie wiem, jak to zrobić. Wtedy wyszedł zły, rzucając że jestem podła."

                          Fajnie, że Twoja odmowa spotkała się ze zrozumieniem u czułego męża i bez dylematów odmówisz mu jeszcze kiedyś...
                          • alexandra.leaving Re: Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 18:55

                            > Fajnie, że Twoja odmowa spotkała się ze zrozumieniem u czułego męża i bez dylem
                            > atów odmówisz mu jeszcze kiedyś...
                            ZAWSZE mu odmawiam. Tak zareagował tylko raz. Nie doszukuj się za bardzo, nie ma tam tego;)
                            • fituq Re: Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 19:06
                              ok, zinterpretowałam to trochę inaczej, że odmawiasz mu wyjątkowo jak masz już dośc jego nękania o to. A porozmawiałas z nim dlaczego mimo że wie, że nie lubisz tego, wywiera presję? No i dlaczego sama od niego takie pocieszanie bierzesz(bierzesz, czy on ci je narzuca?) , ale w odwrotnej sytuacji nie oddajesz? (coś takiego pisalaś)

                              • alexandra.leaving Re: Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 19:29
                                Nie wiem, czy jest sens jeszcze to drążyć...
                                Jeśli czuję, że zawiodłam, nie przyjmuję żadnego pocieszenia, czuję, że muszę sama się z tym uporać. Jeśli po prostu coś mi nie wyjdzie, albo zdarzy mi się coś przykrego, przyjmuję.
                                I nauczyłam się i jego w takich sytuacjach pocieszać.
                                Jak byłam młoda, uważałam, że każdy musi sam lizać swoje rany;)

                                Powiedzcie mi, proszę, kto kasuje te wątki, bo jestem pewna, że jak przeczyta to ktoś, kto mnie zna, pozna od razu. Stresująca świadomość. Moja wina, że się tak odkryłam, ale też wiele mi to dało...
                                • fituq Re: Przedziwne pojęcia.. 08.04.14, 21:36
                                  W sumie mnie też się już nie chce drążyć, a myślę, że co potrzebowałaś, to z wątku wzięłaś i przemyślałaś:)

                                  a tak poza tym.......yyyyyy.... miałam napisać wcześniej, że mam wrażenie,iż ostatnimi opisami zalet męża chcesz gorączkowo zakryć fakt, że wcześniej o nim i sytuacji domowej coś niekorzystnego publicznie napisałaś . :P

                                  mozesz spróbować tutaj napisać forum@agora.pl , może uwzględnią prośbę.

                                  • alexandra.leaving Re: Przedziwne pojęcia.. 09.04.14, 10:37
                                    fituq napisała:

                                    > W sumie mnie też się już nie chce drążyć, a myślę, że co potrzebowałaś, to z w
                                    > ątku wzięłaś i przemyślałaś:)
                                    Taaak:)

                                    >
                                    > a tak poza tym.......yyyyyy.... miałam napisać wcześniej, że mam wrażenie,iż os
                                    > tatnimi opisami zalet męża chcesz gorączkowo zakryć fakt, że wcześniej o nim i
                                    > sytuacji domowej coś niekorzystnego publicznie napisałaś . :P
                                    Nie krępuj się:) Przedstawiłam go jako trzyletniego gó...arza, więc oczywiście teraz trochę naprawiam wizerunek;)

                                    > mozesz spróbować tutaj napisać forum@agora.pl , może uwzględnią prośbę.
                                    >
                  • sebalda Re: Przedziwne pojęcia.. 09.04.14, 11:58
                    Aqua, zwróć, proszę, uwagę na jedno słówko: "we wszystkim". Chodziło mi o to, że wszyscy w domu coś robimy, ale że nie zawsze i nie we wszystkim mogę posługiwać się dziećmi. One mają swój zakres obowiązków, ale bywają też sytuacje, gdy na przykład wybywają albo mają natłok innych obowiązków, a przy psie naprawdę się brudzi i choć nie jestem pedantką, pewne rzeczy muszą być co jakiś czas zrobione. I to nie jest tak, że tylko ja sprzątam, pisałam o pewnych sytuacjach, w ktorych muszę to zrobić ja, bo inni nie mogą na przykład. Każdy czasami musi się do czegoś zmusić.
                    • aqua48 Re: Przedziwne pojęcia.. 09.04.14, 14:42
                      sebalda napisała:

                      > I to nie jest tak, że tylko ja sprzątam, pisałam o pewnych sytuacjach, w k
                      > torych muszę to zrobić ja, bo inni nie mogą na przykład. Każdy czasami musi się
                      > do czegoś zmusić.

                      Eee, tam, ja tak rzadko zmuszam się do czegoś, że w ogóle tego nie zauważam...I tak, psa też miałam.
                      Sądzę, że różnica miedzy nami polega na podejściu. Dla mnie decyzja o posiadaniu psa, to automatyczna zgoda na większe brudzenie i rozmaite dodatkowe czynności, które są w pakiecie. Nie są obowiązkiem, a już na pewno nie niechcianym, czy wykonywanym wbrew sobie. Gdyby tak było, to po prostu nie zdecydowałabym się na psa.
        • zuzi.1 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 08.04.14, 22:55
          alexandra napisała:"I na koniec Zuzi. Dziękuję Ci za zaangażowanie, ale nie chcę czytać tych książek. Z wątku pewnie wynika, że mam słaby wgląd w siebie (skoro nie widziałam rzeczy, które dla Was widoczne były na pierwszy rzut oka), jednak wiele tematów już przerobiłam. Ten z rodzicami też i nie widzę sensu na nowo rozdrapywania ran. Poza wszystkim: moi rodzice mają swoje ograniczenia i popełniali swoje błędy, jednak nie są toksyczni. Zawsze mnie kochali, dbali o mnie, pocieszali, gdy coś się nie udało, wspierali, byli blisko. Stworzyli dla mnie lepszą rodzinę niż sami mieli jako dzieci."

          Rozumiem, ja Cię nie zmuszam do przeczytania tych książek, to była tylko sugestia ;) I nie napisałam nigdzie o tym, że Twoi rodzice są toksyczni. Poleciłam Ci te książki, bo po tym co napisałaś wydaje mi się, że aktualne Twoje problemy z mężem i to co sama oczuwasz mogą miec swoje źródło w dzieciństwie. Są różne dysfunkcje rodzinne które rzutują negatywnie na rozwój dziecka w rodzinie (a nie są toksycznoscią). Dlatego w polecanych książkach znalazła się m.in. książka "Powrót do swego wew. domu", ona w bardzo jasny i przystępny sposób, opisuje możliwe schematy rodzinne i ich późniejszy wpływ na emocje i zachowania dorosłego człowieka. Co do kwestii przerobienia pewnych tematów, to to może nie byc taka prosta sprawa jak Ci się wydaje, aby pewne tematy przerobic należy wrócic do źródła, czyli odszukac te zamrożone emocje i nad nimi popracowac i je przerobic z psychologiem. Inaczej temat będzie powracał wciąż i wciąż w różnych, często b. niespodziewanych sytuacjach. Pisała o tym wielokrotnie, również ostatnio sorvina, chyba do danaide w którymś z wątków. Z tego co piszesz o sobie, wynika, że możesz miec problemy z wytyczaniem swoich granic, z byciem zbyt grzeczną i pilną kobietą, która robi to co do niej nalezy i to o co jest proszona, na 300 % perfekcyjnie, tak, że zostaje zapamiętana i pochwalona. Te książki dotykają tego typu problemów, tj. tego, że ktoś w dobrej wierze wychował taką nadmiernie grzeczną dziewczynę, która ma problemy z odmawianiem innym, która robi rzeczy, które nie do końca jej pasują, która zmusza się do pewnych spraw, która pyta, czy może nie wspierac męża, gdy nie ma na to ochoty itp. sprawy. Ja nie neguję tego co napisałaś odnośnie swoich rodziców, chcę Ci tylko powiedziec, że ten temat może byc dużo bardziej skomplikowany niż Ci się wydaje i że Twoje obecne zachowania, wątpliwosci i problemy mogą dac się rozwiązac, ale do tego potrzebna jest wiedza m.in. z tego typu książek, najpierw Twoja wiedza, wspomagana wiedzą dobrego terapeuty. Dlatego napiszę Ci na koniec nie zrażaj się terminami typu toksycznosc itp. nie odrzucaj tego do razu z uwagi na te terminy, potraktuj tą wiedzę jako poszerzenie swojej dotychczasowej wiedzy. Wtedy spojrzysz na swoje problemy z szerszej perspektywy i szybciej znajdziesz ich rozwiązanie. Polecam Ci zajrzenie do watku nt. polecanej literatury, może kiedyś stwierdzisz, że warto do którejs z tych książek jednak zajrzec.
          • alexandra.leaving Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 09.04.14, 10:45
            Polecam Ci zaj
            > rzenie do watku nt. polecanej literatury, może kiedyś stwierdzisz, że warto do
            > którejs z tych książek jednak zajrzec.
            Może kiedyś zajrzę, tytuły sobie zapisałam.

            Bycie grzeczną dziewczynką w moim przypadku nie sprawia, że jestem nieautentyczna, nudna czy uciemiężona (umiem odmawiać, tyle że z wdziękiem;)

            Więc pewnie się zdziwisz, ale: lubię być grzeczną dziewczynką i mam z tego mnóstwo korzyści, w moim przekonaniu jest ich znacznie więcej niż strat.
            • zuzi.1 Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 09.04.14, 10:56
              Ważne jest, abyś w tym co robisz, kierowała się szczerze tym co czujesz, a nie tym co ktoś sobie życzy bądź nie... (nawet gdyby tym ktosiem był i sam papież lub inny autorytet lub bliska dla Ciebie osoba), wtedy znikną wątpliwosci typu: "co, jeśli nie chcę wspierac"... itp. ;)

              Wiadomo, że w życiu się kalkuluje, co się bardziej opłaca, ale czasem jest tak, że wybiera się to co się niby z rozumowego punktu widzenia bardziej opłaca, a za jakiś czas wychodzą po takim wyborze skumulowane negatywne emocje, bo uczucia nie zgadzają się z wyborem rozumu... ;)
            • sebalda Re: Co, jeśli nie chcę wspierać? 09.04.14, 12:30
              > Więc pewnie się zdziwisz, ale: lubię być grzeczną dziewczynką i mam z tego mnós
              > two korzyści, w moim przekonaniu jest ich znacznie więcej niż strat.

              Ale jest pewne ryzyko. Wiesz, ja też długo byłam grzeczną dziewczynką. Potem dobrą ciocią S. Zawsze byłam bardzo lubiana i chwalona. Umiem rozmawiać z ludźmi, umiem wysłuchać, pocieszyć. Chętnie pomagam, prawie zawsze byłam uśmiechnięta. I bycie lubianą jest miłe, rozumiem to aż za dobrze. Daje też profity, bo jak Ty jesteś miła, to z reguły i inni są dla Ciebie mili. Jest tylko jedno ale. Jak już wyrobisz sobie taką markę, to musisz trzymać fason, choćby nie wiem co. A przecież jesteśmy tylko ludźmi. Zdarza się mieć gorszy humor, zdarza się nieprzespana noc, PMS i możesz nieopacznie na kogoś burknąć, odmówić kolejnej przysługi. Ooooo, wtedy jest szok. Jak to, ta kochana S. się zdenerwowała???? Co z nią??? Co ona sobie myśli?!? Jak zołza na kogoś huknie, nikt na to nie zwroci już nawet uwagi, jak ta kochana kobietka nagle straci cierpliwość, jest afera i ogólne oburzenie.
              Uważaj na to, ja jestem od Ciebie dużo starsza i chyba bardziej doświadczona, czasami się na tym przejechałam. Nawet straciłam pseudoprzyjaciółkę (którą uważałam, i ona to deklarowała, za prawdziwą wspaniałą przyjaciółkę), bo raz podrążyłam temat jej reakcji, która mi się nie spodobała.
              • aqua48 Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 14:51
                sebalda napisała:

                Wiesz, ja też długo byłam grzeczną dziewczynką. Potem do
                > brą ciocią S. Zawsze byłam bardzo lubiana i chwalona.

                Ooo, ja nigdy nie byłam grzeczną dziewczynką, ani nie marzyłam o tym, wydawało mi się to strasznie uciążliwe i nudne. Zawsze byłam odrębna. I często pod prąd, albo obok. Nie dążyłam też nigdy do bycia lubianą, czy chwaloną, dążyłam natomiast zawsze do bycia w zgodzie ze sobą i prawa do braku zgody na coś co mi nie odpowiadało.

                >Umiem rozmawiać z ludźmi, umiem wysłuchać, pocieszyć.

                Ja też umiem, bycie obok nauczyło mnie uważnego słuchania i obserwacji. Tyle, że ja nie pocieszam na siłę i umiem również wyrazić swoje zdanie, jeśli uważam, że ktoś robi źle, czy odmówić jeśli ktoś narusza moje granice, albo oczekuje ode mnie czegoś, czego nie mam ochoty mu dać.

                • alexandra.leaving Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 15:33

                  > Ooo, ja nigdy nie byłam grzeczną dziewczynką, ani nie marzyłam o tym, wydawało
                  > mi się to strasznie uciążliwe i nudne.
                  Bo bycie zadowoloną grzeczną dziewczynką to sztuka ;)

                  > Ja też umiem, bycie obok nauczyło mnie uważnego słuchania i obserwacji. Tyle, ż
                  > e ja nie pocieszam na siłę i umiem również wyrazić swoje zdanie, jeśli uważam,
                  > że ktoś robi źle, czy odmówić jeśli ktoś narusza moje granice, albo oczekuje od
                  > e mnie czegoś, czego nie mam ochoty mu dać.
                  To wszystko, co piszesz, również może dotyczyć grzecznej dziewczynki.
                  Chodzi tylko o to, żeby wyrażać swoje zdanie w taki sposób, który nie obraża i nie rani innych, żeby odmawiać tak, że ktoś inny nie czuje się odrzucony, nie rzucać bezmyślnie głupich komentarzy itd itp. Generalnie chodzi o ciągłe liczenie się z uczuciami innych i uwagę na nich skierowaną, co wymaga pewnego wysiłku i czujności, ale NIE STOI W SPRZECZNOŚCI z życiem w zgodzie ze sobą.
                  Co jest dla mnie w tym trudne - nie daję sobie prawa, żeby zawieść. Jeśli czuję, że zawiodłam, przeżywam to bardzo. Za bardzo.
                  • pibelle Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 15:50
                    Co jest dla mnie w tym trudne - nie daję sobie prawa, żeby zawieść. Jeśli czuję, że zawiodłam, przeżywam to bardzo. Za bardzo.

                    Odbieram ten komentarz tak:
                    jestem i chcę być grzeczną dziewczynką za wszelką cenę.

                    A to już nie jest życie w zgodzie ze sobą.


                    Zresztą najprościej:

                    Grzeczne dziewczynki idą do nieba.
                    Niegrzeczne dziewczynki idą tam, gdzie chcą.
                  • sebalda Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 15:54
                    > Chodzi tylko o to, żeby wyrażać swoje zdanie w taki sposób, który nie obraża i
                    > nie rani innych, żeby odmawiać tak, że ktoś inny nie czuje się odrzucony, nie r
                    > zucać bezmyślnie głupich komentarzy itd itp.

                    To jest opis bycia asertywnym. Też jestem wielką zwolenniczką takiej postawy, pracuję nad nią od lat i coraz lepiej mi idzie:)
                    • alexandra.leaving Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 16:11

                      > To jest opis bycia asertywnym. Też jestem wielką zwolenniczką takiej postawy, p
                      > racuję nad nią od lat i coraz lepiej mi idzie:)

                      Aha:)

                      Ale myślę o tym właśnie i problem jednak jest, bo kiedy ktoś, z kim się liczę, krytykuje bezpośrednio MNIE (krytykę np pracy znoszę bez problemu) automatycznie wybucham nieopanowanym płaczem. A potem do końca dnia zwijam się z zażenowania.
                      I co zrobić z czymś takim?
                      Ja oczywiście wiem, że to z dzieciństwa, że to odmowa miłości, odrzucenie itd, ale co z tego? I tak nie mogę tego znieść.
                      • pade Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 16:42
                        Ojej! Współczuję...
                        Ktoś krytykuje Ciebie, czy Twoje zachowanie? Bo jeśli Twoje zachowanie, a Ty np. uważasz, że było ono w porządku, to możesz po prostu powiedzieć, że masz inne zdanie na ten temat. I nie przejmować się, bo ile ludzi, tyle opinii. Jeśli Twoje zachowanie nie było w porządku, możesz się przyznać do błędu, a potem samej sobie powiedzieć, że jesteś po prostu człowiekiem i popełniasz błędy. To jest ludzkie, normalne, nie ma takich osób, które zawsze są ok. Po prostu nie ma. Ty też nie jesteś idealna i nigdy nie będziesz, choćbyś nie wiem jak się starała.
                        Jeśli z kolei ktoś krytykuje Twoją osobę, powiedz, że sobie tego nie życzysz, że owszem twoje ZACHOWANIE może mu się nie podobać, ale Twoja osoba nadal jest ok.
                        Tak samo postępuj wobec dzieci.
                        Co do wyrażania złości...Są różne sposoby. Najważniejsze to uznać, że ma się prawo być złym, wkurzonym, po prostu to poczuć, powiedzieć. I zastanowić się, dlaczego jest się złym. Czy na pewno ktoś jest za to odpowiedzialny, czy to taki sposób myślenia.
                        Coś czuję, że najczęściej jesteś zła na siebie. I, że spalasz się trochę tym staraniem, by zawsze być dobrą i spokojną. Nie chcę Cię straszyć, ale jeśli nie przestaniesz blokować emocji, Twoje ciało może się w końcu zbuntować.
                        W tym linku ze świerszczyka masz taką lekcję: jak pomóc dziecku radzić sobie z emocjami.
                        Kiedy przeczytałam to po raz pierwszy, myślałam o tym, żeby zastosować te rady w stosunku do dzieci. A wyszło na to, że wzięłam je najpierw do siebie, a jak się już nauczyłam, co i jak, naturalnie stosowałam je wobec dzieci.
                        Jeszcze jedna sprawa. Napisałaś, że nie chcesz grzebać w ranach z dzieciństwa. Rozumiem to. Tylko, im więcej piszesz, tym większe mam wrażenie, że te rany są wciąż żywe i bolesne. I nic dziwnego, bo emocje zablokowane w dzieciństwie dalej są w Twoim ciele i im mocniej je lekceważysz, tym bardziej dają znać o sobie. Zwłaszcza w sytuacjach podobnych do tych, w których doświadczyłaś urazu jako dziecko. Może jednak znajdź trochę czasu i przejdź się do psychoterapeuty. Zadbaj o siebie.
                        • alexandra.leaving Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 19:26

                          > Ojej! Współczuję...
                          Dzięki:)

                          > Ktoś krytykuje Ciebie, czy Twoje zachowanie? Bo jeśli Twoje zachowanie, a Ty np
                          > . uważasz, że było ono w porządku, to możesz po prostu powiedzieć, że masz inne
                          > zdanie na ten temat. I nie przejmować się, bo ile ludzi, tyle opinii. Jeśli Tw
                          > oje zachowanie nie było w porządku, możesz się przyznać do błędu, a potem samej
                          > sobie powiedzieć, że jesteś po prostu człowiekiem i popełniasz błędy.
                          Wiesz co, tylko że ja to wiem. Trochę trudno mi opisać te sytuacje, bo jak ktoś normalnie powie "to i to trzeba poprawić, zrobić inaczej" to jest okej, ale jak słyszę "co ty sobie myślałaś, tak trudno coś tam coś tam?" od szefa w formie strasznej pretensji, to właśnie wtedy coś takiego się dzieje. I ja nawet WIEM, co odpowiedzieć, tylko że w gardle robi mi się takie coś, że nie mogę wydobyć głosu i jak to czyjeś gadanie trwa dłużej, po prostu pękam. Na szczęście dzieje się to bardzo rzadko, tak raz na rok czy dwa. Inaczej chyba musiałabym się zwolnić ze wstydu.
                          Najśmieszniejsze jest to, że ja takich pretensji nawet nie biorę sobie do serca, czuję, że nie są ważne i o niczym ważnym nie mówią, może szef ma gorszy dzień, a może jest zmęczony. Ale i tak reaguję w taki straszny sposób. Jak dziecko.

                          To jest
                          > ludzkie, normalne, nie ma takich osób, które zawsze są ok. Po prostu nie ma. Ty
                          > też nie jesteś idealna i nigdy nie będziesz, choćbyś nie wiem jak się starała.
                          No, staram się;)

                          > Jeśli z kolei ktoś krytykuje Twoją osobę, powiedz, że sobie tego nie życzysz, ż
                          > e owszem twoje ZACHOWANIE może mu się nie podobać, ale Twoja osoba nadal jest o
                          > k.
                          To też wiem... tylko... znowu patrz wyżej:)
                          Kilka minut PO mam odpowiedzi i ciętych ripost na pęczki;)


                          > Tak samo postępuj wobec dzieci.
                          > Co do wyrażania złości...Są różne sposoby. Najważniejsze to uznać, że ma się pr
                          > awo być złym, wkurzonym, po prostu to poczuć, powiedzieć. I zastanowić się, dla
                          > czego jest się złym. Czy na pewno ktoś jest za to odpowiedzialny, czy to taki s
                          > posób myślenia.
                          > Coś czuję, że najczęściej jesteś zła na siebie. I, że spalasz się trochę tym st
                          > araniem, by zawsze być dobrą i spokojną. Nie chcę Cię straszyć, ale jeśli nie p
                          > rzestaniesz blokować emocji, Twoje ciało może się w końcu zbuntować.
                          > W tym linku ze świerszczyka masz taką lekcję: jak pomóc dziecku radzić sobie z
                          > emocjami.
                          > Kiedy przeczytałam to po raz pierwszy, myślałam o tym, żeby zastosować te rady
                          > w stosunku do dzieci. A wyszło na to, że wzięłam je najpierw do siebie, a jak s
                          > ię już nauczyłam, co i jak, naturalnie stosowałam je wobec dzieci.
                          To jest super. Na pewno skorzystam.

                          > Jeszcze jedna sprawa. Napisałaś, że nie chcesz grzebać w ranach z dzieciństwa.
                          > Rozumiem to. Tylko, im więcej piszesz, tym większe mam wrażenie, że te rany są
                          > wciąż żywe i bolesne. I nic dziwnego, bo emocje zablokowane w dzieciństwie dale
                          > j są w Twoim ciele i im mocniej je lekceważysz, tym bardziej dają znać o sobie.
                          > Zwłaszcza w sytuacjach podobnych do tych, w których doświadczyłaś urazu jako d
                          > ziecko. Może jednak znajdź trochę czasu i przejdź się do psychoterapeuty. Zadba
                          > j o siebie.
                          Nawet kiedyś o tym myślałam, tylko czuję... że moje problemy są zbyt małe, zbyt nieważne, czułabym się jak bezprawny petent zabierający komuś czas;) Ja naprawdę bardzo dobrze funkcjonuję w społeczeństwie, w rodzinie i w samotności:)
                          Na początek może sobie jednak coś poczytam...
                          • pade Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 19:57
                            Trochę trudno mi opisać te sytuacje, bo jak ktoś
                            > normalnie powie "to i to trzeba poprawić, zrobić inaczej" to jest okej, ale ja
                            > k słyszę "co ty sobie myślałaś, tak trudno coś tam coś tam?" od szefa w formie
                            > strasznej pretensji, to właśnie wtedy coś takiego się dzieje. I ja nawet WIEM,
                            > co odpowiedzieć, tylko że w gardle robi mi się takie coś, że nie mogę wydobyć g
                            > łosu i jak to czyjeś gadanie trwa dłużej, po prostu pękam.

                            Pamiętasz czy przeżywałaś coś podobnego w dzieciństwie?
                            Wierzę, że normalnie funkcjonujesz w społeczeństwie:) Jak większość z nas tutaj:) Co nie zmienia faktu, że ktoś Cię kiedyś głęboko zranił. Uświadomienie sobie tego, przepłakanie i zrozumienie, pozwoli Ci pozbyć się napięć emocjonalnych z przeszłości. Będzie Ci po prostu lżej. Czasem samo opowiedzenie o swoim bólu, komuś empatycznemu i umiejącemu słuchać daje taką ulgę, że nie trzeba nic robić dalej.
                            Moim zdaniem ważne jest dla Ciebie, byś nie tylko wiedziała, że nie musisz być idealna, ale byś tak czuła
                          • sebalda Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 19:58
                            Ja myślę, że w pierwszej kolejności powinnaś przeczytać Dramat udanego dziecka Alice Miller. Koniecznie: lubimyczytac.pl/ksiazka/53285/dramat-udanego-dziecka
                            Ja kiedyś też miałam negatywny stosunek do poradników i w sumie do wielu nadal mam, ale niektóre książki naprawdę doskonale porządkują nam pewne rzeczy w głowie. Ja się bardzo wzmocniłam dzięki kilku pozycjom (tutaj polecanym), uświadomiłam sobie, że to, co się dzieje w moim domu, to z jednej strony nie jest norma, nie jest burzliwy związek, z drugiej pokazało, że nie tylko mnie to spotyka, że są schematy rządzące tego rodzaju układami, a przede wszystkim, że nie przesadzam, że mam prawo się sprzeciwić, że mam prawo czuć to, co czuję.
                            Tak, zacznij koniecznie od tej książki, autorka jest naprawdę uznanym autorytetem.
                • sebalda Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 15:34
                  Aqua, trochę tendencyjnie pocięłaś moją wypowiedź;) Przecież ja właśnie przestrzegam autorkę przed taką postawą. Ja z niej wyrosłam i się na niej przejechałam, a Ty wzięłaś z niej tylko tę część, którą pisałam w czasie przeszłym.
                  Inna sprawa, że nie każda miła osoba jest miła wbrew sobie, w niezgodzie ze sobą. Są ludzie autentycznie dobrzy, ciepli, niosący pomoc, nigdy się nie skarżący, pozwalający się czasem wykorzystywać, ale nie robią tego dla chęci bycia lubianym, tylko z prawdziwej potrzeby serca, taka jest ich natura. Niemniej ja taka nie jestem, bo nie podoba mi się, gdy ktoś mnie chce wykorzystać czy przekraczać moje granice, nauczyłam się już je stawiać i ich bronić. I fakt, wolę siebie taką. Silniejszą i przynajmniej próbującą być asertywną. W dużej mierze nauczył mnie tego syn, który jest mistrzem asertywności:)
                  • aqua48 Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 15:38
                    sebalda napisała:

                    > Aqua, trochę tendencyjnie pocięłaś moją wypowiedź;)

                    Po to tylko żeby opisać inną postawę. I zaznaczam - inną wcale nie znaczy lepszą ogólnie, lepszą dla mnie.

                    > Są ludzie autentycznie dobrzy, ciepli, niosący pomoc, nigdy się nie skarżący
                    > , pozwalający się czasem wykorzystywać, ale nie robią tego dla chęci bycia lubi
                    > anym, tylko z prawdziwej potrzeby serca, taka jest ich natura.

                    To prawda, podziwiam takich ludzi. Mam taką kuzynkę. Nie ma w niej cienia złych uczuć. Nawet jeśli ktoś ją ocenia niesprawiedliwie.
                • krokodil123 Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 15:41
                  Jest i inne dosyć realne ryzyko.
                  Będąc grzeczna i miła to nie zawsze możesz zadowolić wszystkich, sama wpadłam w takiej pułapki i dlatego już nie jestem grzeczna i miła, a....jak wydać po nicku...........

                  W pracy jak jesteś za miła dla szefa-to koleżanki mogą uważać że jesteś lizuska.
                  Będąc dobra dla Zosi i pomagając i w pracy dla Joasi możesz być frajerka, bo Zosia ludzi wykorzystuję albo jest jej największym wrogiem od zawsze.
                  Miła dla przystojnego sąsiada=zazdrosny mąż powiedzmy.
                  Pomagam mojej siostry (temat o niezaradnym mężu) to znaczy że mój mąż i teściowe są niezadowoleni, bo ja i będę dawać 150 euro co miesiąc a mąż będzie miał raty do spłacenia.
                  Jeżeli za bardzo się staram zadowolić teściowej, to moja matka może się czuć odtrącona i podobne przykłady.
                  Nie możesz być słońcem i wszystkich naokoło ogrzać.

                  Nie zamykajcie wątku-jest ciekawy i mi się przydaje.
                  • paris-texas-warsaw Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 16:22
                    Tradycyjnie na forum, nikt się nie przejmuje sprzątaniem, każdy ponad to, ale dyskusja o kurzu czwartą godzinę trwa;)))
                    • aqua48 Re: Grzeczne dziewczynki? 09.04.14, 17:17
                      paris-texas-warsaw napisała:

                      > Tradycyjnie na forum, nikt się nie przejmuje sprzątaniem, każdy ponad to, ale d
                      > yskusja o kurzu czwartą godzinę trwa;)))

                      Dlatego nieposprzątane - bo tak siedzimy i gadamy :) :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka