Dodaj do ulubionych

sam z tatą?!

26.08.14, 11:24
Mam wątpliwości odnośnie puszczenie 21 miesięcznego dziecka samego z tatą na parę dni do babci która mieszka 400 km od nas. Mąż niby dzieckiem się potrafi zając ale nigdy nie zostawał sam na dłużej niż parę godzin. Jak to mężczyzna zapomni dać pić, tu nie dopilnuje, tu zostawi śpiące dziecko "na chwile" w samochodzie na stacji benzynowej. Jestem przerażona puszczeniem ich samych i mam masę wątpliwości. Syn tez różnie znosi taką drogę, trochę prześpi, trochę posiedzi ale będzie na pewno marudził. Z drugiej strony wiem że nie zdaje sobie do końca sprawy z czym się to wiąże i może to jest jedyny sposób żeby końcu docenił moje wysiłki jak jest w tych swoich delegacjach. Trochę nie wiem gdzie jest granica miedzy nadopiekuńczością a rozsądkiem. Proszę o opinie.
Obserwuj wątek
    • moja_niespodzianka Re: sam z tatą?! 26.08.14, 12:02
      Jeśli tata nie jest skrajnie nieodpowiedzialnym "dzieckiem" oczywiście puścić. Mężczyźni swietnie opiekują sie maluchami, maluchy potrzebują sam na sam z tata, a i mama odpocznie:) sama jestem mama 3,5 latka i prawie 1,5 rocznego malucha. I chyba szczerze powiedzieć tacie dziecka, ze ufasz itd.. ale trochę sie stresujesz i prosisz o to, zeby miał oczy dookoła głowy. Życzę miłego odpoczynku przede wszystkim mamie:)
    • edw-ina Re: sam z tatą?! 26.08.14, 12:03
      Mój mąż zajmuje się dzieckiem dużo, a mimo to miewam takie wątpliwości. Ale tłumaczę sobie, że to jedyny sposób, aby się nauczył. Z moich metod:
      - ustawienie przypomnienia w telefonie o konkretnych godzinach: dać pić, jeść, sprawdzić pieluchę. Zwykle sam pamięta, ale ja jestem spokojniejsza.
      - niech ustali sobie trasę tak, by mieć po drodze kilka miejsc, w których może się zatrzymać i będzie wiedział, że ma tam co zrobić z dzieckiem: duże stacje benzynowe z placami zabaw, zajazdy itp.
      - przygotuj przekąski dla dziecka na drogę

      Dadzą radę, nie panikuj.
    • mruwa9 Re: sam z tatą?! 26.08.14, 12:04
      nie wiem, dlaczego podjelas decyzje o prokreacji z kims tak skrajnie nieodpowiedzialnym, kto nie jest w stanie zatroszczyc sie o wlasne potomstwo i zapewnic mu bezpieczenstwa oraz przezycia..
      • edw-ina Re: sam z tatą?! 26.08.14, 12:19
        Nie przesadzasz? To zwykły lęk matki, a nie powiedzenie, że ma męża debila, który karmi dziecko hamburgerami, a do popicia daje piwo.
        • allegra1002 Re: sam z tatą?! 26.08.14, 12:35
          Dziecko ma prawie dwa lata a tata dziecka to dorosły człowiek.400km to nie wyprawa na Alaskę.Przygotować chłopom wszystko co w drodze potrzebne, napisać listę i wypunktować na co tata ma zwracać uwagę i życzyć szerokiej drogi.
    • panizalewska Re: sam z tatą?! 26.08.14, 12:38
      u zostawi śpiące dziecko "na chwile" w samochodzie na stacji benzynowej.

      Jak ja bym miała budzić moją błogo śpiącą 2-latkę za każdym razem, kiedy tankuję, a przede mną jeszcze długa droga, to chyba bym się własną pięścią ... :P

      Wyluzuj, poradzi sobie. Podróże kształcą, ojców też ;)
      • anula36 Re: sam z tatą?! 26.08.14, 16:51
        rany, w ciagu jakichs 5- 6 godzin drogi dziecie jak nawet nie doje, czy nie dopije i tak przezyje,nie ma juz przeciez takich upalow. nadrobi u babci.
        W pierwszej chwili myslalam ze chodzi o weekendowego ojca mieszkajacego osobno, dla ktorgo kilka godzin z wlasnym dzieckiem bedzie ostrym szokiem:)
    • b.i.tumika Re: sam z tatą?! 27.08.14, 06:45
      Sama piszesz ze "mąż niby dzieckiem potrafi się zająć" wiec o co chodzi. To nie noworodek, całkiem juz pokaźny klops i nie tak łatwo zrobić mu krzywdę przez kogoś kto się w miarę umie zająć nawet jak zapomni o obiedzie. Przecież dziecko da znać, że czegoś potrzebuje a jak będzie bardzo głodne to tez zasygnalizuje chociaż płaczem.
      Mój mąż też sam na dłużej nigdy nie był z dzieckiem (1,5 roku) a teraz musiałam iść do szpitala i został. I przygotowałam im stosy ubrań i pytam czy ogarnął, bo posegregowałam tematycznie, to powiedział ze nie wie bo jeszcze tam nie zaglądał bo ubranko jest jeszcze czyste, bo tylko trochę kupy wyciekło na body ale wytarł , sprawdził ze nie śmierdzi i przecież całkiem czyste wiec może chodzić w tym samym - od tygodnia :) wiec tylko się uśmiecha liści powiedziałam ze dziecko nie będzie miało szans u koleżanek na placu zabaw i ze ma go czasem przebrać i tyle. Od brudnego body dziecku nic nie będzie.
      szczerze szkoda takich mężów, którzy jak sama mówisz niby się potrafią zająć, czyli skrajnie nieodpowiedzialny nie jest, a ciągle jest na cenzurowanym, ciągle coś źle, nie tak. Ja wyszłam z założenia że mój mąż jest takim samym opiekunem jak ja, wybrałam go na ojca swojego dziecka i poradzi sobie inaczej ale równie dobrze jak ja. Wyluzuj. zresztą które dziecko było głodne u dziadków? ;) istnieją w ogóle takie? ;)
      • edw-ina Re: sam z tatą?! 27.08.14, 10:27
        Odnośnie ubrań: pierwszy raz zostawiłam córę z tatą na nieco ponad 2 dni, kiedy miała jakieś 7 miesięcy. Wszystko było dobrze, bawili się fajnie, ale padłam, kiedy zobaczyłam ją, gdy przyjechali po mnie na dworzec: piękny, nowiutki i elegancki sweterek z angory, bojówki do czołgania się po podłodze w domu oraz za małe body pod spodem. Uśmiałam się tylko. Stwierdziłam, że lepiej nie wnikać, w końcu to tylko ubranie :)
      • fin-dus Re: sam z tatą?! 28.08.14, 20:22
        powiedział ze nie wie bo jeszcze tam nie zag
        > lądał bo ubranko jest jeszcze czyste, bo tylko trochę kupy wyciekło na body ale
        > wytarł , sprawdził ze nie śmierdzi i przecież całkiem czyste wiec może chodz
        > ić w tym samym - od tygodnia :)

        Rzyg. Rozumiem, że samego siebie też tak traktuje? Jak popuści w gacie, to wyciera papierem, a potem, hihihi, chodzi w tym samym przez kolejny tydzień? Już wiem, skąd czasem taki smród w tramwajach i autobusach...
    • murwa.kac Re: sam z tatą?! 27.08.14, 07:43
      albo bym sie zastanowila na Twoim miejscu z kim sie zwiazalam, skoro nie mam odwagi pozostawic z nim dziecka.

      albo na miejscu Twojego meza bym sie zastanowila, z kim sie zwiazalam, ze nie ufam, RODZICOWI tez, zeby zostawic z nim dziecka.
      • verdana Re: sam z tatą?! 27.08.14, 10:49
        Całkowicie podpisuję się pod mruwą. Ojciec jest tu potraktowany jako kolejne dziecko, idiota, który nie poradzi sobie z niemal dwulatkiem. Jak musi wyglądać sytuacją w domu, jeśli matka nie wie czy ojciec potrafi zająć się dzieckiem? Za kogo musi go uważać, jeśli boi mu się powierzyć jego własne dziecko na parę dni? Za parę lat będziemy tu mieli post o facecie, który nie zajmuje się ani dzieckiem, ani domem , wszystko jest na głowie biednej, pracującej kobiety, a misio nawet nie wie, gdzie jest przedszkole. I będziemy psioczyć na faceta, a on naprawdę chciał sie dzieckiem zająć, ale był odsuwany przez troskliwą mamusię.
      • sanciasancia Re: sam z tatą?! 27.08.14, 19:34
        Dokładnie.
      • ashraf Re: sam z tatą?! 28.08.14, 08:16
        Zgadzam sie. I jeszcze to "jak to mezczyzna, nie potrafi..." :D :D I podsmiewanie sie, ze tatus nie umie ubrac wlasnego dziecko. Ha, ha ha :/ Niektore dziewczyny chyba naprawde uwazaja, ze ogarniecie dziecka to zadanie przerastajace mozliwosci myslacego czlowieka...
    • mamapodziomka Re: sam z tatą?! 27.08.14, 20:59
      Cudne. Wyslanie dziecka z tatusiem za kare, zeby docenil twoje wysilki.

      Poza tym prawie-dwulatek, o ile jest zdrowy komunikuje chyba glod i pragnienie?

      Nie, no, nie rozumiem zupelnie. Przeciez ojciec to tez rodzic, oprocz karmienia piersia nic mu nie brakuje???
    • illegal.alien Re: sam z tatą?! 28.08.14, 11:43
      Puscilabym moje dziecko z jej ojcem.
      Owszem, pare rzeczy byłoby inaczej niz ze mną. No i co? Ano nic. Oboje jesteśmy rodzicami, każde z nas robi po swojemu.
      Najważniejsze, ze zgadzamy sie w sprawach fundamentalnych.
    • twojabogini Re: sam z tatą?! 29.08.14, 02:36
      Po pierwsze - nie rozumiem ataków na autorkę postu tytułowego: a to związała się z kimś nieodpowiednim, a to traktuje męża jak dziecko i upupia dorosłego mężczyznę, szczegółów się czepia. Nic takiego z jej postu nie wynika. Czasem takie nieuzasadnione krytyki mówią więcej o krytykującym niż o krytykowanym.

      Mąż nie ma wprawy w stałej opiece nad dzieckiem, nigdy nie zajmował się nim sam więcej niż parę godzin. Siłą rzeczy, kiedy się nim zajmuje różne rzeczy robi czasem nie tak, zapomina, może czegoś zwyczajnie nie wie. Nie dlatego, że jest złym ojcem, niedojrzałym człowiekiem, złym partnerem - wiedzy o prawidłowej opiece nad dzieckiem nabywa się podczas przebywania z dzieckiem i opiekowania się nim. Dzieci mają swoje przyzwyczajenia, gusta kulinarne, specyficzne cechy i potrzeby, a małe dzieci nie zawsze potrafią je sygnalizować.

      Obawy w takiej sytuacji są zupełnie uzasadnione. Nie da się przekazać całej wiedzy o dziecku tuż przed wyjazdem. Mój starszy syn nie mógł pić ze szklanek, bo je gryzł, miał silne uczulenie na banany, bolał go brzuch po coli, wymiotował gdy odstęp między posiłkami wynosił więcej niż 4 godziny, mocno się pocił, więc każde wyjście wymagało zabierania dodatkowych zmian ubrania, miał skłonność do wybiegania przed siebie, jeśli widział dużego czarnego psa, lub słyszał basowe szczekanie, bo taki go kiedyś wystraszył, był przyzwyczajony że ściana łózka jest po jego prawej stronie, na łóżkach po lewej po prostu spadał, wspinał się na ogrodzenia, więc musiałam go pilnować, gdy były zakończone niezagiętymi drutami (mogę tak jeszcze długo o każdym dziecku). Każda osoba przebywająca dużo z dzieckiem wie takie rzeczy i umie rozpoznać sytuację zagrożenia, wie co może dziecku zaszkodzić, jak reagować w określonych sytuacjach.
      Niektóre drobnostki mogą zagrażać dziecku, bo gdyby opiekun mojego szkraba nie wiedział, że należy złapać mojego malca za rękę gdy pojawia się "ten" pies bo mały zaraz zacznie biec przed siebie na oślep, wprost na ulicę, mimo, że normalnie tego nie robi?

      Jest taka książka, "Drań na kanapie". Panowie zdają różne relacje ze swojego życia związkowego, jeden z nich opisuje swój dzień z dziećmi pod nieobecność żony. Upraszczał wszystko i doszedł do wniosku, że w zasadzie zajmowanie się dziećmi bez przesadzającej i zawracającej zbytnio uwagę na szczegóły żony jest łatwiejsze. Do momentu kiedy nie wylądował z córką na pogotowiu...Pielęgniarka otaksowała wszystko wzrokiem i skwitowała to komentarzem: "Dzień taty". Czy ten człowiek nie kochał swoich dzieci, był źle dobranym partnerem, fatalnym ojcem?

      Kiedy autorka pisze, że może mąż wreszcie ją doceni - możliwe że często spotyka się z opinią męża, że przesadza, komplikuje, nadmiernie się troszczy. Teraz pytanie, czy ojciec sam na sam z dzieckiem uzna swoją niekompetencję i zachowa szczególną ostrożność, czy niefrasobliwie uzna, że może się zając dzieckiem "po swojemu", czyli olewając nieważne jego zdaniem szczegóły, wynikające z nadmiernej matczynej i przesadnej troski.

      I jeszcze jedno - absolutnie nie uważam, że kobiety są jedynymi ekspertami od dzieci, a mężczyźni nie mogą sami z nimi przebywać. Najmłodsza pociecha sporo czasu spędza z dziadkiem na spacerach w lesie, wyjazdach na ryby. Jest to obszar mojej totalnej niekompetencji, nie wiem czy muszę pilnować przed nim wędek i haczyków i scyzoryka, zwracać uwagę czy nie je grzybów - w tych sytuacjach, dla mnie nowych muszę mieć oczy dookoła głowy, bo nie wiem czego się spodziewać, jakie umiejętności malec opanował.

      Oczywiście nie ma innej możliwości nabrania kompetencji przez ojca, niż spędzanie czasu z dzieckiem. Nie zgodziłabym się na dłuższy wyjazd malca z osobą, która tych kompetencji nie ma. Za to dałoby mi to do myślenia, że może czas włączyć ojca na tyle, żeby stał się kompetentny. Zwłaszcza, że wydaje się chętny i nie boi się dziecka (tylko pytanie, czy wynika to z zaufania do siebie czy bagatelizowania odpowiedzialności). To temat na dłuższą i na pewno niełatwą rozmowę rodziców.

      Istnieje też możliwość, że autorka przesadza, a ojciec posiada wystarczające kompetencje, wystarczające do zapewnienie dziecku bezpieczeństwa, nawet jeśli wiele rzeczy robi inaczej, w jej opinii "nie tak". To rozstrzygnąć może tylko ona sama - czy mąż przez nieuwagę lub bagatelizowanie stworzył kiedyś zagrożenie dla dziecka, na ile jest uważny kiedy jest z dzieckiem sam, czy zna jego podstawowe potrzeby, czy będzie wiedział co zrobić, gdy dziecko zachoruje, odmówi posiłku, czy na frustrację reaguje agresją w stosunku do dziecka?

      A ogólnie co do wypowiedzi w wątku - z wielu z nich wynika, że zajmowanie się dzieckiem przez ojca trzeba wcześniej naszykować, przygotować, zorganizować. To jest właśnie traktowanie dorosłego mężczyzny jak dziecka. Moment przygotowania do wyjazdu to dobry test - jeśli mężczyzna będzie w stanie samodzielnie (oczywiście mając możliwość zwrócenia się z pytaniami do żony, która sporo wie, bo więcej czasu spędza z dzieckiem) przygotować wyjazd z dzieckiem - zapakować potrzebne mu ubrania, akcesoria, zabawki, przygotować prowiant, podręczny zestaw awaryjnych leków, niezbędne dokumenty - jest gotowy do samodzielnego wyjazdu z dzieckiem, traktuje odpowiedzialność poważnie i ogarnia temat.
      • ashraf Re: sam z tatą?! 29.08.14, 08:12
        Sorry, ale takie tekst tylko utwierdzaja mnie w przekonaniu, ze moja ocena byla trafna... biedne misie, ktore "nie mialy okazji" nauczyc sie jak zajmowac sie wlasnym dzieckiem. Taki ojciec to zaden ojciec - bo ten prawdziwy stanie na glowie, zeby znalezc czas i okazje, bedzie zajmowal sie dzieckiem w kazdej wolnej chwili i nie bedzie mial potem problemow z przejeciem opieki przez dluzszy czas. No, chyba ze jest wygodnicki, niedojrzaly i pasuje mu, ze "on nie umie, a ja wszystko zrobie szybciej/lepiej". A juz tatus, ktory nie wie jakie specyficzne wymagania czy przypadlosci ma jego dziecko, jak czesto musi jesc lub jak reaguje na duze psy, tatus ktory laduje na pogotowiu przez wlasna niewiedze/glupote to po prostu porazka i nie ma tu co komentowac! Jezeli ktoras z pan nie wziela sobie za meza pana z opoznieniem umyslowym, to raczej ogarniecie opieki nad dzieckiem i domyslenie sie, ze np. w lesie trzeba pilnowac dziecka, zeby nie jadlo grzybow, nie przerosnie ich mozliwosci. Troche wiecej wiary we wlasnych mezow.
        Moj maz od poczatku zajmowal sie dzieckiem, a kiedy mlody mial 5 mcy, wyjechali sami na kilkudniowy urlop. Nie musialam mu nic tlumaczyc, nic pakowac, nic przygotowywac - bo to taki sam rodzic jak i ja. Nie zwiazalabym sie z czlowiekiem, co do ktorego mialabym watpliwosci, czy umie zajac sie wlasnym dzieckiem. Jak widac nie dla kazdego jest to oczywiste - vide tekst o "reagowaniu agresja na frustracje"...
        • edw-ina Re: sam z tatą?! 29.08.14, 11:15
          Bzdury. Można spędzać dużo czasu z dzieckiem, ale to normalne, że osoba, która spędza go jeszcze więcej będzie wiedziała o pewnych kwestiach więcej. Np. ja wiem, że bodziaki w prawym rogu szuflady są już za małe i czekają na spakowanie, mój mąż nie wie; Wiem, że mam strasznego niejadka, który jeśli mu się nie przypomni, to nie upomni się sam o jedzenie. I tata niby też wie, ale wciąż czeka aż dziecko samo to zakomunikuje, bo ma jednak zakodowane, że jak dziecko jest głodne, to płacze lub daje inaczej o tym znać. Itp. itd. I mówię o ojcu, który spędza z dzieckiem bardzo dużo czasu, wychodzi z nim, zabiera w różne miejsca, opiekuje się od pierwszych dni życia.
          Dam porównanie: ktoś np. codziennie piecze chleb. Ktoś inny też umie piec chleb, ale piecze go co drugi czy co trzeci dzień. A jeszcze ktoś inny raz w tygodniu. Chociaż wszyscy potrafią,to jednak ten piekarz, który robi go codziennie będzie miał największą wprawę.
          • ashraf Re: sam z tatą?! 29.08.14, 11:33
            Tylko ze dziecko to nie chleb. Gorzej to mozna ugotowac zupe, a nie zajmowac sie wlasnym dzieckiem. I nie za bardzo rozumiem co maja za male ubranka do umiejetnosci ubrania dziecka w zaleznosci od pogody czy wiedzy na temat tego jaki rozmiar nosi dziecko. I nie wiem co ma zakodowane twoj maz, ale normalny ojciec powinien wiedziec kiedy i jak nakarmic dziecko, jakie ma przyzwyczajenia i w jaki sposob z nim postepowac, nawet jesli nie spedza z nim 24 h na dobe. Ciekawe, czy dla matki, ktora nie wiedzialaby jak zajmowac sie wlasnym dzieckiem i usprawiedliwiala sie, ze kiedy jest w pracy, zajmuje sie nim niania, bylabys tak samo wyrozumiala...
            • edw-ina Re: sam z tatą?! 29.08.14, 11:37
              Tak i nie rozumiem agresji. Przykład z bodziakami wskazywał po prostu na pewne przyzwyczajenia, które się tworzą, kiedy wykonuje się daną czynność bardzo długo. I tak, dla matki, której dziecko wychowują dziadkowie/opiekunka czy żłobek miałabym takie samo usprawiedliwienie.
              I proszę nie syczeć na mojego męża, bo jest świetnym ojcem.
              • ashraf Re: sam z tatą?! 29.08.14, 11:44
                To nie agresja, tylko zdziwienie, ze mozna tak latwo usprawiedliwic czyjas niefrasobliwosc i niewiedze. Nie wiem jakim ojcem jest w rzeczywistosci twoj maz i nie wnikam w to - komentuje tylko te informacje, ktore podajesz. Dzieci wychowuja rodzice - nie dziadkowie, nianie czy opiekunki w zlobku. Te osoby moga tylko pomagac rodzicom - ale ojciec i matka maja obowiazek wiedziec wszystko o dziecku i umiec zrobic wszystko przy dziecku, niezaleznie od tego, czy siedza z nim caly dzien w domu, czy chodza tez do pracy. Nie ma od tego wymowek. Z facetem, ktoremu trzeba ustawiac przypominajki w telefonie, bo zapomina, ze dziecko trzeba nakarmic albo zmienic mu pieluche, ktory nie potrafi sam przygotowac przekasek na droge ani ubrac dziecka wolalabym nie miec nic wspolnego. To tata, czy drugie dziecko?
                • edw-ina Re: sam z tatą?! 29.08.14, 11:48
                  Ja nie napisałam, że to jest dla niego, tylko dla mnie, żebym nie musiała się zastanawiać, bo matczyne przewrażliwienie potrafi odebrać możliwość relaksu. I jednak wykazujesz się agresją i brakiem chęci zrozumienia. Jeśli rodzice mieliby wiedzieć wszystko o swoich dzieciach, to szczególnie w wypadku tych maleńkich, musieliby być z nimi niemal non stop, bo dziecko zmienia się czasami z dnia na dzień. A to jest zwyczajnie niemożliwe. Więcej - to się nie zdarza, szczególnie jeśli oboje pracują. I tak, wówczas wiedzą o nim więcej opiekunki, dziadkowie itp.
                  • ashraf Re: sam z tatą?! 29.08.14, 11:57
                    Matczyne przewrazliwienie, bo ojciec dziecka ma sie nim zajac? A jak bral go jako noworodka na rece, to podkladalas mu poduszke na podloge, zeby mu dziecko nie wylecialo? Nie przesadzaj. Tu nie ma nic do rozumienia i nie wciskaj mi glupot, ze jak nie bede jeden dzien z dzieckiem, to juz nie umiem sie nim zajac. Oboje z mezem pracujemy, syn wczesnie zostawal z niania i nie wyobrazam sobie, ze ktorekolwiek z nas nie umialoby sie nim zajac lub nie wiedzialo czegos waznego, co go dotyczy! Po powrocie do domu nie odpadaja nam ani rece, ani usta - zawsze mozna zapytac, jesli nie jest sie czegos pewnym, a niania informowala, jezeli cos sie zmienilo. Ja i maz mamy pelny obowiazek byc kompetentnymi, decyzyzjnymi i doinformowanymi rodzicami, ktorym nie trzeba przypominac o podstawowych rzeczach.
                    • edw-ina Re: sam z tatą?! 29.08.14, 12:18
                      W którym miejscu napisałam, że nie umie? Proszę zacytuj.
                      I tak, twoja opiekunka wiedziała o dziecku więcej, bo była z nim pewnie 5 dni w tygodniu i jakieś 9 godzin dziennie z jego 12 godzinnego dnia funkcjonowania.
                      • ashraf Re: sam z tatą?! 29.08.14, 12:31
                        Skoro musisz mu ustawiac przypominajki i obawiasz sie, to sa dwie mozliwosci: albo nie umie, albo nie masz do niego za grosz zaufania, sama nie wiem co jest gorsze...
                        A opiekunka mojego dziecka nie wiedziala o nim wiecej ode mnie i od meza, bo to nasze dziecko. Chyba ze uwazasz, ze jak dziecko pojdzie do szkoly, to najwiecej wiedziec bedzie o nim wychowawczyni :D :D
                        • edw-ina Re: sam z tatą?! 29.08.14, 15:07
                          Nie, ale koledzy z klasy będą o nim wiedzieć więcej niż ty. A odnośnie braku zaufania itp. Naprawdę twoja umiejętności analizowania jest w stanie wyłowić tylko te dwie opcje?
                          • ashraf Re: sam z tatą?! 29.08.14, 15:17
                            Watpie, ale ja mam troche wiecej wiary w swoje umiejetnosci jako rodzica i zdolnosc budowania wiezi z dzieckiem, jak rowniez doswiadczenia rodzinne, z ktorych wynika jednak cos innego niz to, ze pani przedszkolanka zna dzieci lepiej od ich rodzicow.
                            Co do zaufania, to nie widze tutaj wielu opcji: albo komus ufam, albo nie. Nie wyszlabym za czlowieka ktoremu ufam troche, w stopniu ograniczonym, albo ktorego musze na wszelki wypadek sprawdzac, nie zdecydowalabym sie tez na dziecko z taka osoba.
                            • edw-ina Re: sam z tatą?! 29.08.14, 15:29
                              Dziękuję za dyskusję, jest bezprzedmiotowa. Nie chcesz słychać innych i pojąć, że w relacjach nie ma matematyki. I na koniec życzę ci, byś nie przyjechała się na swej pewności jedynego właściwego zdania, w dodatku wyrazanego w sposób bezpardonowy.
                              • ashraf Re: sam z tatą?! 29.08.14, 15:36
                                Masz racje, nie ma o czym rozmawiac - albo sie ojcu dziecka ufa, albo nie. Nie mozna byc troche w ciazy. Ale jak kto woli. Posiadanie dzieci z okreslonymi osobami jest dobrowolne.
                              • murwa.kac edw-ina 30.08.14, 06:32
                                podsumowujac - masz dwojke dzieci w domu.
                                i sama do tego doprowadzilas i na to pozwolilas.

                                wspolczuje.
                                • murwa.kac Re: edw-ina 30.08.14, 06:32
                                  ale najbardziej to Twojemu mezowi chyba.
                                  • edw-ina Głuchy telefon 30.08.14, 12:42
                                    Prawdę powiedziawszy to dawno się tak nie ubawiłam. Doprowadziłyście dziewczyny dyskusję do absurdu dodając sobie rzeczy, których nie napisałam, wyciągając tak daleko posunięte wnioski, że włos się jeży na głowie. To wygląda ja głuchy telefon i bardzo żałuję, że brakuje mi narzędzi socjologiczno - psychologicznych, by to dodawanie treści i brak chęci dyskusji, za to szybkie i bardzo ostre ocenianie zanalizować.
                                    A teraz chętnie wam odpowiem:
                                    - nie, nie obawiam się, że mojemu dziecku coś się stanie przy ojcu. Teksty w stylu: mam kolejne dziecko w domu i współczucie dla męża są wręcz śmieszne. Mąż opiekuje się dzieckiem od urodzenia. Spędza z nią 4 pełne dni w tygodniu plus trzy popołudnia. Przypuszczam, że to znacznie więcej niż niejedna wypowiadająca się w tym wątku mama. Potrafi ubrać, nakarmić, przewinąć. Zabiera dziecko na place zabaw, jeździ z nim na rowerze i robi masę innych rzeczy.
                                    - ja wyjeżdżam raz na jakiś czas sama, bez dziecka i męża. Przypuszczam, że gdybym nie ufała mężowi, to nigdy bym tego nie zrobiła. Co za tym idzie teksty o braku zaufania są tu również dużo na wyrost.
                                    - mąż był na niemal wszystkich wizytach dziecka u lekarza, szczepieniach itp. A kiedy dziecko było hospitalizowane to był jedynym mężczyzną w całym skrzydle, który zostawał z maluchem na noc.

                                    Ale:
                                    - uważam za normalny lęk o dziecko. Rozumiem, że matka, szczególnie ta, która spędza z dzieckiem czas 24/7, mimo większego braku podstaw do tego może odczuwać lęk przy separacji z dzieckiem. Lęk separacyjny w pewnym sensie działa w obie strony.
                                    - nie widzę nic dziwnego w pewnej drobnej niewiedzy osoby, która spędza mniej czasu z dzieckiem. Rozumiem, że np. tata może mieć wątpliwości. Wiem, że czym innym jest kiedy tata zajmuje się dzieckiem i ma mnie gdzieś blisko, przez co może zapytać szybko: np. ten bodziak, czy ten? Co teraz mała je? itp. Bo np. przez trzy dni z owoców jadła wyłącznie gruszki, ale już teraz chce wyłącznie brzoskwinie. I jest to dla mnie zrozumiałe, że może tego w danej chwili nie wiedzieć.

                                    Reasumując:
                                    Autorka pierwotnego postu odczuwa zwykły ludzki, matczyny lęk. Napisała chcąc uzyskać wsparcie/pocieszenie, móc niejako zwerbalizować go, a co za tym idzie zwalczyć ten lęk. I ja ją naprawdę rozumiem. Za to usłyszała, ja zresztą podobnie, że zrobiła sobie dziecko z nieudacznikiem, jest przewrażliwiona itp. itd. Myślę, że kobiety, matki -powinnyście się dwa razy zastanowić zanim coś napiszecie. Naprawdę zwykłe ludzkie wsparcie, nieco empatii to nic skomplikowanego.
                                    • ashraf Re: Głuchy telefon 30.08.14, 13:37
                                      I ten geniusz intelektu o ojcowstwa potrzebuje alarmow w telefonie, zeby przewinac dziecko i instrukcji co aktualnie je? Podobno spedza z nim tyyyle czasu, to chyba nie powinien miec z tym problemu. To naprawde zadna filozofia: nie chce gruszki, to dam mu jablko. Naprawde ktos ma problem z ogarnieciem takich rzeczy? Niestety przychylam sie do zdania murwy: to nie faceci sa idiotami, tylko niektore kobiety ze swoimi lekami, potrzeba ciaglej kontroli i "tylko ja potrafie to zrobic" odpychaja ich od dziecka i traktuja jak uposledzonych, ktorym trzeba naszykowac kanapeczke na droge i body w dobrym rozmiarze, bo sam nie wpadnie na to jak ubrac dziecko. Podsumowujac: nie, lek przed zostawieniem dziecka z ojcem nie jest normalny, naturalny ani typowy dla kobiet. Swiadczy albo o tym, ze ojcem jest niewlasciwy czlowiek, albo ze matka ma problem ze soba.
                                    • verdana Re: Głuchy telefon 30.08.14, 16:03
                                      Rozumiem zatem, że gdy dziecko zostaje z Tobą mąż sie o nie obawia - to jest bowiem "normalny lęk o dziecko". Czy aby się bać o dziecko trzeba z nim być - no własnie nie wiem ile, bo podobno wyjeżdżasz? Jak czułabyś się, jako matka, gdyby mąz powiedział, ze obawia sie o dziecko, gdy Ty sie nim zajmujesz? Przecież jeśli dziecko sie zna, to naprawdę jest wszystko jedno, czy jest sie z nim nieco więcej, czy nieco mniej. Wynikałoby z tego, że matki, których dzieci sa w żłobku powinny byc bezustannie wylęknione. Mam wrażenie, że lęk separacyjny da się wytłumaczyć w odniesieniu do noworodka, potem jest już problemem, nie normą.
                                      Reasumując - matka dwulatka odczuwając lęk przed powierzeniem dziecka ojcu robi krzywdę i dziecku i ojcu i sobie.
                                      • edw-ina Re: Głuchy telefon 30.08.14, 16:09
                                        Tak, wyrządza mu krzywdę, jeśli z tym lękiem nie walczy. Ale jak widać autorka z nim walczy, ja również. A dyskutujemy (przynajmniej ja dyskutuje) o tym, czy normalnym jest odczuwać taki lęk, mimo braku racjonalnych przesłanek.
                                        • verdana Re: Głuchy telefon 30.08.14, 16:37
                                          A jak maż czuje się z tym, ze matka boi się o dziecko, gdy on się nim opiekuje? Że musi walczyć ze sobą, by dziecko mu powierzyć na parę dni? Że zastanawia sie, czy to w ogóle możliwe?
                                          Wyobraź sobie, ze facet ma takie wątpliwości i zastanów się, jak to wpływa na całą rodzinę.
                                          • edw-ina Re: Głuchy telefon 30.08.14, 16:53
                                            Ale ja nie wiem jak to się stało, że lęk, o którym piszę, został odebrany jako paraliżujacy, obezwladniający i deprecjonujący umiejętności np. taty. Nie jest taki.
                                            A mąż nie widzi w nim problemu. Rozumie, że kiedy mnie nie ma, to chcę wiedzieć, czy wszystko jest ok, czy nie mają jakiś kłopotów. Sam również o to dopytuje, podpowiada mi rozwiązania itp.
                                            Ten lęk byłby czymś fatalnym, gdyby nie zezwalał na działanie, niejako upupiał. Ale skoro jest do okiełznania, to dla mnie jest po prostu częścią macierzyństwa.
                                            • verdana Re: Głuchy telefon 30.08.14, 21:54
                                              Jakikolwiek lęk o dwulatka pozostawionego z własnym ojcem sugeruje, ze coś jest nie w porządku - dlatego że jest kompletnie irracjonalny i wypływa wyłącznie z przekonania, że nikt dzieckiem sie nie zajmie tak, jak matka.
                                              Mąż nie widzi problemu, bo nauczyłaś go, że jest rodzicem drugiej kategorii i ze musi byc nadzorowany.

                                              I nie, stały lęk o zdrowe dziecko, którym zajmuje sie jego ojciec nie jest częścią macierzyństwa, naprawdę.
                                              • edw-ina Re: Głuchy telefon 30.08.14, 22:40
                                              • edw-ina Re: Głuchy telefon 30.08.14, 22:47
                                                Nadinterpretujesz. Po pierwsze ja mam roczne dziecko, a autorka wątku 2-letnie. Po drugie- gdybym uznawała ojca tego dziecka za rodzica drugiej kategorii, to oponowałabym przed ich wspólnymi eskapadami, nie zostawiałabym dziecka z nim wychodząc gdzieś czy tym bardziej wyjeżdżając na kilka dni.
                                                Ja po prostu rozumiem myśl: czy wszystko będzie ok? I fakt, że się ona zwyczajnie pojawia i to nawet wtedy, gdy cała wiedza i logika podpowiadają, że nie ma powodu do obaw.
                                                • murwa.kac Re: Głuchy telefon 31.08.14, 05:28
                                                  niewazne w jakim wieku jest dziecko.
                                                  w kazdym wieku powinnas bez zadnego leku zostawic z ojcem.
                                                  nie tylko na 2 godziny, ale tez na 2 tyg jezeli istnieje taka potrzeba.
                                                  • pogodoodporna Re: Głuchy telefon 31.08.14, 13:08
                                                    murwa.kac napisała:

                                                    > niewazne w jakim wieku jest dziecko.
                                                    > w kazdym wieku powinnas bez zadnego leku zostawic z ojcem.
                                                    > nie tylko na 2 godziny, ale tez na 2 tyg jezeli istnieje taka potrzeba.

                                                    Nie, no chwila. Z ojcem czy bez, moje dziecko jest moim dzieckiem i zawsze bede sie o nie martwic, to jest naturalne i bedzie trwalo tak dlugo jak bede zyla :-) Nie jest to oczywiscie lek patologiczny, nie zakloca mojego codziennego funkcjonowania, ale ta troska jest obecna w moim zyciu, mimo, ze moje corki sa dorosle. Jedna z nich mieszka sama, wraca wieczorem, po ciemku z uczelni, druga mieszka na koncu swiata i do domu po wykladach musi dojechac najpierw pociagiem, a potem jeszcze rowerem. I to nie sa zadne maluchy, a jednak drze o nie i martwie sie tak jak zalozycielka watku o swojego dwulatka. Ja te matke rozumiem, bo jej strach nie wynika z obawy, ze ojciec sobie nie poradzi, ale jest normalna ludzka troska o swoje dziecko. Gdyby maluch byl z wykwalifikowana opiekunka, znajaca go od pierwszych chwil zycia, troska matki tez by pewnie byla nie mniejsza. Ja ja rozumiem.
                                                  • edw-ina Re: Głuchy telefon 01.09.14, 11:21
                                                    Dziękuję. Dokładnie tak to widzę, że jest to lęk wynikający z troski i miłości o dziecko, a nie braku zaufania do kogokolwiek.
                                                  • edw-ina Re: Głuchy telefon 01.09.14, 12:55
                                                    Tak, masz rację, ale ja się odnoszę do początków ich zostawania razem, a nie do sytuacji obecnej, bo trudno jest mi - kiedy temat dotyczy pierwszych takich dłuższych wspólnych (bez mamy) wyjazdów itp. mówić o tym, że teraz jest super, świetnie dają sobie razem radę. Mówię o początkach, bo rozumiem, że troska o dziecko i zwykły ludzki lęk potrafią naprawdę zmęczyć. A że jedni te początki przechodzą, kiedy dziecko ma kilka tygodni (ja tak miałam), a inni kiedy ma kilka lat, to już kwestia tego, jak toczy się życie.
                                                    Tak, bałam się kiedy zostawiałam miesięczne dziecko. Bo każdy dzień był dla mnie stresem, kiedy dziecko nie chciało pić mleka, nie przybierało na wadze itp. Bałam się, czy zje, czy wystarczy mleka, zastanawiałam się ileś razy, czy na pewno napisałam na butelce, które mleko było odciągane wcześniej, a które później, czy nie podgrzeje go za mocno, bo dziecko nie wypije ciepłego mleka i w ogóle wtedy nie chce już pić. Itp. itd. Po pobycie w szpitalu z bardzo poważnym zapaleniem dróg moczowych codziennie i za każdym razem bałam się, że może nie zostać wystarczająco szybko przewinięta i znowu wylądujemy w szpitalu. Itp. itd. Ale mimo tego lęku nie powiedziałam mężowi, że on nie wie, nie potrafi, nie da sobie rady. A on rozumiał i rozumie moje obawy, bo do tej pory, jeśli go nie ma w domu, to dzwoni przynajmniej dwa razy z pytaniem, czy wszystko dobrze.
                                                    Dlatego jeszcze raz powtórzę - uważam lęk za rzecz normalną. Jeśli nie paraliżuje naszych działań, nie doprowadza np. do odsunięcia ojca czy innych opiekunów, to jest on dla mnie zwyczajną częścią troski o dziecko oraz faktu posiadania rozwiniętej wyobraźni i doświadczenia życiowego.
                                                  • illegal.alien Re: Głuchy telefon 01.09.14, 13:12
                                                    Moj W tez pisze smsy albo dzwoni z pracy, zeby sie dowiedzieć jak dzieci. Codziennie. Nie dlatego, ze ja jestem głupia, ale z takiej zwykłej troski. O mnie tez pyta, jak tam sie miewam, to zwyczajnie miłe i sympatyczne 'martwić' sie o siebie :)
                                            • murwa.kac Re: Głuchy telefon 31.08.14, 05:26
                                              nie, taki lek nie jest normalnym lekiem i czescia macierzynstwa.
                                              lek o dziecko kiedy jest zwlasny ojcem??!
                                              mowy nie ma.
                • ola_dom ashraf - 29.08.14, 11:57
                  - gratuluję wyboru męża i ojca Waszych dzieci.
                  Jednak Twoje niepomierne zdziwienie nie zmieni faktu, że ludzie są różni, matki i ojcowie także - oczywiście, możesz się temu dziwić całe życie, ale to wciąż nie będzie znaczyć, że ci "inni" od Waszego modelu rodzice są źli.
                  • ashraf Re: ashraf - 29.08.14, 12:00
                    Nie no, oczywiscie jak komus odpowiada bycie ojcem i matka dla dziecka, to jego sprawa. Jednak wiekszosc mezczyzn radzi sobie intelektualnie z opieka nad wlasnym dzieckiem i komentowanie, ze pan czegos nie umie "jak to mezczyzna" jest obrazliwe dla innych...
          • kk345 Re: sam z tatą?! 29.08.14, 20:58

            > bodziaki w prawym rogu szuflady są już za małe i czekają na spakowanie,
            > mój mąż nie wie;

            I nie zauwazy, ze ubrał dziecko w za małe rzeczy, w które dziecko sie nie mieści?

            > Wiem, że mam strasznego niejadka, który jeśli mu się nie przyp
            > omni, to nie upomni się sam o jedzenie. I tata niby też wie, ale wciąż czeka aż
            > dziecko samo to zakomunikuje, bo ma jednak zakodowane, że jak dziecko jest gło
            > dne, to płacze lub daje inaczej o tym znać

            Czyli wie, ale nie wie? I sam nie wpadnie na to, ze minęło 5-6 godzin od ostatniego posiłku i powinien dziecku zaproponowac przekąskę?
            Biedny miś...
            Sama krecisz na siebie bat- wszystko robisz lepiej, więcej wiesz o dziecku, więc mąż nie musi się wysilac, to takie urocze, kiedy nie wie, jak zając się dziubdziusiem. Na szczęscie bohaterska matka czuwa! Stereotyp niezastąpionej matki-polki wciąż zywy w narodzie.
            • edw-ina Re: sam z tatą?! 29.08.14, 21:40
              Czytanie ze zrozumieniem staje się umiejętnością rzadszą niż znajomość łaciny. jak mi wskazesz fragment, w którym padło 6 godzin, to ci prawdziwego szampana dam w prezencie.
              • kk345 Re: sam z tatą?! 29.08.14, 21:44
                To miło, ze jedyny fragment, ktorego mozesz się przyczepic, to czas między posiłkami- znaczy, ze z całą resztą mam rację
                I tytułem uściślenia- nawet obcy dla dziecka człowiek zauwazy, ze minęło to przykładowe 5-6 godzin a dziecko nie prosi o jedzenie, więc wpadnie na to, zeby dziecku cos przygotować. Ojca więc tez nie powinno to przerastac, szczegolnie, ze sam pewnie w takich odstępach czasu się posila, jak większośc ludzi...
                • edw-ina Re: sam z tatą?! 30.08.14, 12:44
                  Nie, po prostu pisałam z telefonu i nie chciało mi się dłużej klepać. Na wszelkie wasze zarzuty odpowiedziałam w poście powyżej.
                  pozdrawiam
          • murwa.kac Re: sam z tatą?! 30.08.14, 06:29
            edw-ina napisała:

            Bzdury. Można spędzać dużo czasu z dzieckiem, ale to normalne, że osoba, która spędza go jeszcze więcej będzie wiedziała o pewnych kwestiach więcej.

            czyli nagle wyladujesz w szpitalu, nagle MUSISZ wyjechac na drugi koniec PL to to z automatu oznacza smierc Twojego dziecka, dobrze rozumiem?
            wszak tylko Ty umiesz sie wlasciwie nim zajac.

            Np. ja wiem, że bodziaki w prawym rogu szuflady są już za małe i czekają na spakowanie, mój mąż nie wie;

            łojezu, katastrofa, bo dziecko w za malym bodziaku bedzie!
            juz nie mowiac o robieniu z ojca debila, ktory NA PEWNO nie zauwazy, ze bodziak za maly. matka zauwazywszy, ze bodziak za maly - po prostu go zdejmie i zalozy wiekszy. ale nie nie, Twoj maz jest imbecylem przeciez, i na sile bedzie naciagal i zapinal. na pewno.

            ehhhhh :/



            I tata niby też wie, ale wciąż czeka aż dziecko samo to zakomunikuje, bo ma jednak zakodowane,

            i bardzo madry tata.
            dziecko glodne samo jesc zawola. i tu dziecko wyszlo by lepiej zostajac tydzien z tata niz tydzien z mama. zonk?
      • verdana Re: sam z tatą?! 29.08.14, 09:59
        Wybacz, ale jeśli przez niemal dwa lata ojciec nie nauczył sie opieki nad dzieckiem, nie ma wprawy, czegoś nie wie - to albo jest facetem, którego dziecko niespecjalnie interesuje i uważa, że zajmowanie sie nim to "babska sprawa", albo jest odsuwany od opieki. Tak czy inaczej jedno z małżonków dało plamę. "Całą wiedzę o dziecku przed wyjazdem" to można przekazywać babci, która wnuka bierze na wakacje, alb stryjecznej ciotce szwagra, która zostaje z nim na dwa dni. Nie ojcu, który z dzieckiem mieszka i wiedzę powinien mieć w małym palcu - jak nie ma, to ktoś jest jednak temu winny. Albo ojciec, niedostatecznie odpowiedzialny, albo nadopiekuńcza matka.
      • sanciasancia Re: sam z tatą?! 29.08.14, 13:49
        > Obawy w takiej sytuacji są zupełnie uzasadnione. Nie da się przekazać całej wie
        > dzy o dziecku tuż przed wyjazdem. Mój starszy syn nie mógł pić ze szklanek, bo
        > je gryzł, miał silne uczulenie na banany, bolał go brzuch po coli, wymiotował g
        > dy odstęp między posiłkami wynosił więcej niż 4 godziny, mocno się pocił, więc
        > każde wyjście wymagało zabierania dodatkowych zmian ubrania, miał skłonność do
        > wybiegania przed siebie, jeśli widział dużego czarnego psa, lub słyszał basowe
        > szczekanie, bo taki go kiedyś wystraszył, był przyzwyczajony że ściana łózka je
        > st po jego prawej stronie, na łóżkach po lewej po prostu spadał, wspinał się na
        > ogrodzenia, więc musiałam go pilnować, gdy były zakończone niezagiętymi drutam
        > i (mogę tak jeszcze długo o każdym dziecku). Każda osoba przebywająca dużo z dz
        > ieckiem wie takie rzeczy i umie rozpoznać sytuację zagrożenia, wie co może dzie
        > cku zaszkodzić, jak reagować w określonych sytuacjach.
        > Niektóre drobnostki mogą zagrażać dziecku, bo gdyby opiekun mojego szkraba nie
        > wiedział, że należy złapać mojego malca za rękę gdy pojawia się "ten" pies bo m
        > ały zaraz zacznie biec przed siebie na oślep, wprost na ulicę, mimo, że normaln
        > ie tego nie robi?
        Zakładasz, że nie dość, że ojciec nie ogląda swojego syna nawet w weekendy i nie wie o szklankach/regularnym jedzeniu itp, to rodzice ze sobą o dziecku nie rozmawiają -
        • mamapodziomka Re: sam z tatą?! 29.08.14, 15:37
          Na dodatek, jesli tata zajmowal sie dzieckiem po kilka godzin, to mu chyba w koncu wyszedl komplet? W ciagu kilku godzin dziecko zazwyczaj chce zjesc i cos wypic, nawet pozno wracajacy tata kiedys tam napatoczy sie na kladzenie spac, kwestia gdzie leza odpowiednie ubranka odpada, bo skoro podroz zaplanowana, to mama moze przeciez pomoc w pakowaniu i wybrac te pasujace rzeczy, a gdyby pojawily sie jakies arcywazne informacje, o ktorych tata nie ma pojecia, to chyba mozna je omowic przed wyjazdem?? A nawet jak dwulatek nie komunikuje wszystkich potrzeb, a tatusiowi brak nawyku, to mozna sobie ustawic komorke na co 3h z przypomnieniem "zmien pieluche". Na dodatek nawet jak sie czegos zapomni, to mozna to po prostu dokupic. Gdyby policzyc ile razy zdarzylo mnie (matce dzieciom, nie ojcu) zapomniec paczki z pieluchami, ciuchow na przebranie, jedzenia, etc. to pewnie by mi powinni te dzieci odebrac. Na szczescie mozna dokupic, wykorzystac rzeczy mlodszego dla starszej, a w ostatecznosci ubrac dziecko latem w bawelniana torbe na zakupy z dziurami wycietymi na nogi (zanim zeszlismy z gory, to przeplukane ciuchy wyschly i egzemplarz znow wygladal ludzko). Chorob, wizyt w szpitalu ani traumy wczesnodzieciecej nie zanotowano ;)

          Na dodatek argument o tym, ze opiekunka wie wiecej o dziecku i dlatego mozna z nia zostawic jest dziwny, bo przeciez kiedys zostala z tym dzieckiem pierwszy raz i nawet jesli byla dokladnie wprowadzona w obowiazki, to i tak tego pierwszego dnia nie wiedziala wszystkiego. A zlobek jeszcze mniej w sumie.

          • murwa.kac Re: sam z tatą?! 30.08.14, 06:35
            mamapodziomka napisała:

            Gdyby policzyc ile razy zdarzylo mnie (matce dzieciom, nie ojcu) zapomniec paczki z pieluchami, ciuchow na przebranie, jedzenia, etc. to pewnie by mi powinni te dzieci odebrac.

            ot to to!
      • murwa.kac Re: sam z tatą?! 30.08.14, 06:03
        twojabogini napisała:

        Po pierwsze - nie rozumiem ataków na autorkę postu tytułowego

        zaden atak.
        raczej szczere zdziwienie, ze mozna tak meza traktowac.
        jak Ty bys sie czula, gdzyby maz Ci powiedzial, ze nie zostaniesz sama z dzieckiem, bo jego zdaniem sobie nie poradzisz?
        no ja sobie NIE WYOBRAZAM.
        podobnie jak sobie nie wyobrazam tego, ze boje sie zostawic moje dziecko z ojcem jego wlasnym. na godzine, na tydzien, na miesiac.
        pewnie, ze faceci przy dziecku wiele rzeczy robia inaczej i chwala im za to!
        i gwarantuje, ze ich tez zastanawia badz irytuje to jak my, kobiety, z dzieckiem postepujemy i jak robimy.
        ale to nie znaczy, ze ktokolwiek, komukolwiek powinien odmawiac czasu dzieckiem na litosc boska!

        co by zrobila autorka, gdzyby trafila do szpitala? nagle, na dwa tygodnie na przyklad? dziecko byloby samo z tata - katastrofa normalnie :>


        ja tu w sumie dwie opcje widze.
        ale rzeczywiscie facet jest straszna lebiega i rzeczywiscie nie mozna mu zaufac. nie chce, miga sie od obowiazkow, jest panem dwie lewe raczki i ja nie umiem, boje sie - a to znaczy, ze autorka ciala dala, bo takiego sobie wybrala. brzydko mowiac widzialy gały co brały

        ale czytajac post zalozycielski - sklaniam sie ku drugiej opcji, tzn - kobieta z tych matek - kwok, ktore za nic nikomu nie pozwola przy dziecko cokolwiek zrobic, ktore odpychaja ojca od dziecka, uniemozliwiaja mu kontakt, bo one zrobia lepiej.
        bo ojciec lebiega, ktoremu nic sie kolo dziecka nie chce zrobic na pewno by nie myslal o wyjezdzie sam na sam z dzieckiem, tak daleko.

      • murwa.kac Re: sam z tatą?! 30.08.14, 06:22
        twojabogini napisała:

        Mąż nie ma wprawy w stałej opiece nad dzieckiem, nigdy nie zajmował się nim sam więcej niż parę godzin.

        wystarczylo meza do tej opieki dopuscic, umozliwic mu ja, a nie rejtanem bronic tego terytorium dla siebie.


        Siłą rzeczy, kiedy się nim zajmuje różne rzeczy robi czasem nie tak, zapomina, może czegoś zwyczajnie nie wie.

        nie robi nie tak, tylko po prostu inaczej.
        mysle, ze smialo mozemy zalozyc, iz maz autorki psychopata nie jest i nie dazy do krzywdy, tudziesz smierci dziecka. wiec nie bedzie raczej dazyl swoimi dzialaniami do jego krzywdy i spokojnie mozna zalozyc ze po prostu PEWNIE RZECZY ZROBI INACZEJ. nie oznacza to, ze ŹLE.



        wiedzy o prawidłowej opiece nad dzieckiem nabywa się podczas przebywania z dzieckiem i opiekowania się nim. Dzieci mają swoje przyzwyczajenia, gusta kulinarne, specyficzne cechy i potrzeby, a małe dzieci nie zawsze potrafią je sygnalizować.



        jak wyzej. wystarczy dopuscic ojca do dziecka.

        zapytam ponownie - co bys zrobila, jakbys trafila nagle do szpitala?
        rozumiem, ze to z automatu oznacza smierc 21 miesiecznego dziecka?



        Mój starszy syn nie mógł pić ze szklanek, bo je gryzł, miał silne uczulenie na banany, bolał go brzuch po coli, wymiotował gdy odstęp między posiłkami wynosił więcej niż 4 godziny, mocno się pocił, więc każde wyjście wymagało zabierania dodatkowych zmian ubrania, miał skłonność do wybiegania przed siebie, jeśli widział dużego czarnego psa, lub słyszał basowe szczekanie, bo taki go kiedyś wystraszył, był przyzwyczajony że ściana łózka jest po jego prawej stronie, na łóżkach po lewej po prostu spadał, wspinał się na ogrodzenia, więc musiałam go pilnować, gdy były zakończone niezagiętymi drutami (mogę tak jeszcze długo o każdym dziecku).

        i chcesz mi powiedziec, ze takich PODSTAWOWYCH rzeczy o swoim dziecku ojciec nie wie?
        dopusc ojca do dziecka. zobaczysz jak nagle szybko sie dowie.


        Czy ten człowiek nie kochał swoich dzieci,


        pewnie kochal.

        był źle dobranym partnerem, fatalnym ojcem?

        zalezy co to bylo, o co chodzilo.
        bo jezeli dziecko skaleczylo sie w palec - bez przesady.

        ale jezeli na przyklad dziecku alergicznemu podal alergen i doprowadzil do wstrzasu - juz raczej tak.
        i tez zalezy czy matka byla normalna kobieta, ktora ojca do dziecka dopuszczala, czy Twojego pokroju, ktora ojca i dziecko trzyma na dystans, bo ona wie najlepiej.



        możliwe że często spotyka się z opinią męża, że przesadza, komplikuje, nadmiernie się troszczy.

        bardzo mozliwe.
        i bardzo czesto w tym twierdzeniu jest duzo prawdy.



        Teraz pytanie, czy ojciec sam na sam z dzieckiem uzna swoją niekompetencję i zachowa szczególną ostrożność, czy niefrasobliwie uzna, że może się zając dzieckiem "po swojemu", czyli olewając nieważne jego zdaniem szczegóły, wynikające z nadmiernej matczynej i przesadnej troski.


        ojciec MA PRAWO zajac sie dzieckiem po swojemu i inaczej, naprawde tego nie rozumiesz??
        nie musi tego robic identycznie jak matka.



        I jeszcze jedno - absolutnie nie uważam, że kobiety są jedynymi ekspertami od dzieci, a mężczyźni nie mogą sami z nimi przebywać.



        a to ciekawe, bo z Twojego postu wynika ZUPEŁNIE co innego.
    • agrypina6 Re: sam z tatą?! 29.08.14, 12:49
      Jak czytam takie wypowiedzi, to dopiero sobie uświadamiam, jakim wspaniałym ojcem jest mój mąż. Nie wyobrażam sobie, że można mieć wątpliwości, czy ojciec dobrze zajmie się własnym dzieckiem.
    • erba Re: sam z tatą?! 30.08.14, 21:35
      Wątek utwierdził mnie w przekonaniu, że niektóre kobiety robią przy dzieciach dużo więcej niż mężczyzna na swoje własne życzenie. W związku partnerskim powinno być naturalne, że obie strony potrafią zająć się dzieckiem, może nie w równym stopniu, ale z zachowaniem podstaw bezpieczeństwa. Kobiety przesadzają z nadmierną troską, zupełnie nieuzasadnioną i przez to robią z facetów niedorajdy.
      Wypisywanie kiedy dziecko ma zjeść? Dwulatek? Przecież to nie niemowlę 3-miesięczne! Przypominanie o zmianie pieluszki? Przecież to są sprawy fundamentalne, które powinny być LOGICZNE dla zdrowego człowieka, który nawet nie ma do czynienia z małym dzieckiem.
      Takie zachowanie to tak, jakby facet planował podróż kobiecie wybierającej się autem przez przez pół Polski, zaznaczał na mapie, gdzie może zatankować z obsługą i przypominał co godzinę, żeby nie odjechała z rurą od dystrybutora w baku, no bo przecież to kobieta jest hahah i ona wiadomo, nie potrafi odpowiednio poruszać się autem.
    • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 31.08.14, 13:37
      Po 10 komentarzach zdecydowałam ze ich puszcze na 3 dni. 2 dnia okazało się ze babcia postanowiła zrobić imieniny i zaprosiła tabun koleżanek. Mąż postanowił zabrać dziecko na imprezę oficjalnie 4 osobowego grila i tam go położyć. Pomijam fakt ze ma w tym samym mieście ma pradziadków brata i narzeczona i ojca. Narzekal ze tak mało czasu spędza z rodzina. Ręce mi opadły.
      • erba Re: sam z tatą?! 31.08.14, 13:41
        No ale stało się coś? Dziecko zachorowało? Było bez opieki?
        • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 31.08.14, 13:50
          Jak chcial imprezować i stęsknił sie za kumplami mogl jechac sam a nie ciągnąc dziecko tym bardziej ze rodzina nie miała czasu
          • murwa.kac Re: sam z tatą?! 31.08.14, 14:01

            a z dzieckiem nie mozna sie spotkac ze znajomymi?
            dzieci od tego umieraja tak?

      • murwa.kac Re: sam z tatą?! 31.08.14, 14:00
        bartuszkowo napisał(a):

        2 dnia okazało się ze babcia postanowiła zrobić imieniny i zaprosiła tabun koleżanek.

        no i?


        Mąż postanowił zabrać dziecko na imprezę oficjalnie 4 osobowego grila i tam go położyć.


        no i??
      • yoma Re: sam z tatą?! 31.08.14, 16:51
        Jak to: zdecydowałam, że ich puszczę? Dorosłego faceta?

        Pradziadkowie brata chyba trochę ciut wiekowi, żeby się dzieckiem dobrze zająć, narzeczonej własnego męża też nie wiadomo, czy ufać. Dobrze, że zajął się sam.
    • twojabogini Re: sam z tatą?! 01.09.14, 01:17
      Widzę, że jest moda na pełnoprawne partnerstwo w związku i monolityczny podział obowiązków, (każdy umie wszystko). Widzę sprzeczność w opinii, że mężczyzna nie musi się zajmować dzieckiem jak matka i ma prawo do własnego stylu, ale z drugiej strony - musi jednak robić wszystko to co matka, a jeśli tego nie robi - to jest złamasem (żadnych przypominaczy w telefonie, posiłków podawanych nie tak, albo dopiero gdy dziecko zacznie sie tego domagać, czy wpadek z za małym body).
      Po pierwsze są małżeństwa, które dzielą się opieką nad dzieckiem inaczej - kobieta wykonuje obsługę ubraniowo, jedzeniowo pieluchową, a ojciec bawi się, kąpie, spaceruje, tuli i usypia. Lub na odwrót. I co?
      Po drugie - wiele osób wypowiadając się w wątku zaprzecza oczywistym faktom - ta osoba, która spędza z dzieckiem najwięcej czasu, wie o nim więcej i najlepiej zna jego potrzeby. Inne osoby wiedzą mniej.

      Co do upominania, napominania przez "matki" - to nie matki napominają ojców, to osoby stale zajmujące się dziećmi napominają osoby zajmujące się nimi mniej. Ale oczywiście ponieważ w pozornie równouprawnionych głowach patriarchat ma się dobrze, to upominająca kobieta jest zła, upadla męża, separuje go od dziecka. Bardzo trudno przyjąć, że po prostu wie lepiej, a od napomnienia nikomu korona z głowy nie spadła.

      Od niedawna młodszego syna widuję głównie w weekendy. Dotąd spędzałam z nim więcej czasu niż mąż. Role bardzo szybko się odwróciły - to ja teraz jestem napominana - a to, żebym założyła bluzę, kaszkę dostudziła, uważała na spacerze nad skarpą, bo teraz mały szaleje na rowerze i jeździ szybciej. Co trzecia uwaga ma dla mnie sens i niesie ze sobą przydatną mi informację, reszta to troska, lęk separacyjny czy jak tam chcecie to nazwać. Nie jestem złą matka ani mąż nie uważa mnie za taką, wszystkie dzieci nad którymi sprawowałam dotąd opiekę żyją i mają się dobrze. Tak - gdybym teraz miała jechać gdzieś z małym mój mąż pewnie odczułby lęk, tęsknotę i martwił się że tego czy tamtego nie dopilnuję a ja pewnie rzeczywiście czegoś tam bym nie dopilnowała. Bywało odwrotnie.
      • erba Re: sam z tatą?! 01.09.14, 08:17
        Chodzi o coś innego. W tym wątku kobieta wymaga, żeby dziecko było wychowane i zaopiekowane wg JEJ reguł. A dziecko jest wspólne i ojciec też ma prawo zajmować się nim na swój sposób (z zachowaniem bezpieczeństwa). Naprawdę nie sądzę, że dla przeciętnie inteligentnej osoby trzeba wyszukiwać stacji benzynowych z przewijakami i dzwonić w porach karmienia (u 2 latka!!!). A potem foch, że podczas pobytu u babci zostały zorganizowane imieniny i mąż poszedł z dzieckiem na grill, rzeczywiście tragedia i koniec świata, dziecko na pewno przestanie mówić. Tu widzę problem taki, że matka chce mieć WYŁĄCZNOŚĆ na wychowanie dziecka, a ojciec jest tylko przystawką.
        Mój mąż zabierał córkę na ogniska w październiku i siedzieli do późnej nocy. Ja sama bym jej nie zabrała, bo dla mnie to męka z takim małym dzieckiem o tej porze roku. A on pojechał i dziecko przeżyło, szok!
      • ashraf Re: sam z tatą?! 01.09.14, 08:31
        Oczywiscie, ze mezczyzna mu umiec zrobic wszystko przy dziecku, natomiast ma prawo to robic we wlasny sposob. Jezeli ja w deszczowa pogode mam ochote ogladac z dzieckiem ksiazeczki w domu, a maz szalec w parku, to zadne z nas nie powinno komentowac i narzucac swojej woli drugiemu rodzicowi - bo to taki sam jak my pelnoprawny opiekun i inteligentny czlowiek, ktory zna swoje dziecko.
        Co do modelu rodziny, to niestety, ale podzial typu: mama od karmienia, przebierania i podcierania tylka, a tara od kapania i zabaw nie jest ani normalny, ani korzystny dla relacji ojca z dzieckiem (o relacji miedzy rodzicami nie wspominam, bo sa kobiety, ktore uwielbiaja byc na pozycji sluzacej). Ojciec nie robi dziecku laski zmieniajac mu pieluche ani karmiac, to jest jego obowiazek i odpowiedzialnosc. Jak mozna w ogole w kwestii opieki nad dziecmi wydzielac sobie obszary robocze? To niepowazne.
        No i radze zauwazyc, ze uwaga "mlody ostatnio szybciej jezdzi na rowerze" to informacja, a ustawianie alarmow w telefonie i szykowanie przekasek to traktowanie meza jak idiote. Czy moze uwazasz, ze jesli ktos nie siedzi 24 h na dobe z dzieckiem, to wylacza mu sie myslenie? Naprawde trzeba ci przypominac, zebys zalozyla dziecku bluze czy sprawdzila temperature kaszki? Nie wpadlabys na to bez meza?
        • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 01.09.14, 09:27
          Dlaczego nie uzgadnia takich rzeczy ze mną. Jakby zadecydował że weźmie go na balety to też mam siedzieć cicho bo to ich czas. Dziecko z nikim nie zostaje poza nami nawet na chwile, cały czas jest uwiązany do nogi. W związku z powyższym domniemam że poczucia stabilności i bezpieczeństwa w obcym domu nie miał tym bardziej że przez 3 noce od piątku do niedzieli spał w "obcych" miejscach. Dodatkowo od poniedziałku po raz kolejny rozpoczyna adaptacje do przedszkola która idzie źle. Bardzo ją przeżywa, wielokrotnie budzi się w nocy z płaczem. Jak dla mnie to jest za dużo dla takiego małego dziecka. Mój mąż nie jest tego świadomy traktuje go jak dorosłego, przedszkole to przedszkole trzeba chodzić i tyle koniec kropka nie umie sobie wyobrazić że dziecko odczuwa inaczej i jeżeli nie odpowiednio jest zaadoptowane może się to na nim odbić.
          • illegal.alien Re: sam z tatą?! 01.09.14, 09:38
            Ale nie wziął na balety, wiec w czym problem?
          • murwa.kac Re: sam z tatą?! 01.09.14, 09:44
            przesadzasz.
            i robisz z dziecka sierotke. o mezu nie wspomne.
          • ashraf Re: sam z tatą?! 01.09.14, 09:46
            Nie uzgodnil, bo zabranie dwulatka na przyjecie rodzinne czy grilla jest tak samo normalne, jak po bulki do sklepu. Dziecko wychowuje sie wsrod ludzi. Skoro piszesz, ze dziecko jest uwiazane do nogi, to czas cos z tym zrobic - to nie noworodek, takie dziecko nie powinno miec problemow z przebywaniem z rodzicami na imprezie w ciagu dnia.
            Adaptacja przedszkolna jest osobna sprawa, choc zapewne az tak silna reakcja wynika wlasnie z faktu "uwiazania" i izolowania dziecka od ludzi. Natomiast to, ze ojciec traktuje dziecko jak doroslego raczej dobrze o nim nie swiadczy i potwierdza to, o czym tyle osob pisalo juz wyzej - ze problemem nie jest zostawienie dziecka z ojcem, tylko to, ze nie kazdy sie na niego nadaje.
      • illegal.alien Re: sam z tatą?! 01.09.14, 09:36
        Ja sie zgadzam i z Ashraf i z edwina.
        Pamietam jak moja córka była malutka, to jej tata zabierał ja na spacery, a ja ciagle sie bałam, ze bedzie płakać za mną (a raczej za piersią) i dzwoniłam do nich, dowiedzieć sie, czy wszystko ok. W końcu jej tata sie wkurzył i przestał odbierać :P
        Z drugiej strony - ja zabieram dzieci sama do Polski i jakby mi ich ojciec przez telefon mówił co i jak mam robić, to by mnie szlag trafił :) i tak, zabieram swoje dzieci na imprezy rodzinne - bo moje dzieci są częścią tej rodziny i uczą sie w ten sposób zachowań społecznych :) i zdarzyło mi sie córkę u kogos w domu położyć spać, albo nosić 'zasnieta' w chuscie na plecach. Nikomu sie krzywda nie stała.
        • ola_dom swoje zdanie vs. obrażanie 01.09.14, 09:57
          Jasne, że można się nie zgadzać - w końcu chyba każdy ma swoje własne sposoby na wychowywanie dzieci (nawet ci, którzy sami dzieci nie mają ;)), ale tutaj zamiast zwyczajnej niezgody zapanowało gremialne udowadnianie matce, że jest jakąś niezrównoważoną kretynką, która odsuwa męża od dziecka, a potem ma do niego histeryczne pretensje, że zrobił coś inaczej, niż sama by zrobiła.

          Wychowanie dziecka to nadzwyczajnie ważna sprawa, pewnie najważniejsza w życiu - czy więc to takie dziwne, że ktoś ma obawy co do tego, co się będzie działo z jego naprawdę małym dzieckiem przez kilka dni???

          A przecież można było normalnie, po ludzku USPOKOIĆ zaniepokojoną matkę - "słuchaj, nic nie będzie, to w końcu jego ojciec, nawet jak coś będzie inaczej niż dzieciak przywykł - to nawet dobrze, w końcu od tego jest ojciec, żeby uczył małego "samodzielności" - choćby już na takim etapie, itd.". Było ledwie kilka głosów w takim duchu. Szkoda.
        • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 01.09.14, 09:58
          sama dzwoniłaś a teraz krytykujesz pamiętasz jeszcze jak się wtedy czułaś?! nie odchowałam 3 dzieci żeby się wyluzować.
          • illegal.alien Re: sam z tatą?! 01.09.14, 10:07
            Ale moje dziecko miało kilka miesiecy i było tylko na piersi - jest chyba różnica? Poza tym dzwoniłam zapytać, czy wszystko ok, a nie mowić mu co i jak ma robić.
            Moim zdaniem normalny jest LEKKI niepokój jak dziecko znika z pola widzenia na jakiś czas - ale po pierwsze to zniknięcie powinno było juz dawno temu nastąpić, a po drugie jest jeszcze kwestia jak sie na ten niepokój zareaguje.
            • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 01.09.14, 10:40
              a co by się miało stać na spacerze w okolicy. No chyba że uważałaś że masz męża debila i będzie jeździł po osiedlu z drącym się wniebogłosy dzieckiem
              Ja nie wydzwaniałam wcale. Dostawałam kilka MMSów i jedna ramowa w ciągu dnia była.
              • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 01.09.14, 10:49
                a babcia zrobiła imprezę po czym mąż stwierdził że nie ma tam dla nich miejsca i warunków więc się wyniósł a to średnio normalne
                • murwa.kac Re: sam z tatą?! 01.09.14, 10:51
                  ibardzo dobrze zrobil.
                  widac ocenil, ze i dla dziecka i dla niego lepiej bedzie gdzie indziej.
                  • illegal.alien Re: sam z tatą?! 01.09.14, 10:53
                    Ja juz tego w ogole nie rozumiem - poszedł na imprezę to niedobrze, wyszedł z niej to tez zle.
                    To co miał zrobic? Biedny ten facet - jak nie zrobi, to bedzie zle.
                    • murwa.kac Re: sam z tatą?! 01.09.14, 11:08
                      tez nie bardzo wiem.
                      najpeiej chyba nie ruszac sie z domu i bawic pluszakami pod okiem mamy?

                      naprawde nie ogarniam takiego podejscia.
                • murwa.kac Re: sam z tatą?! 01.09.14, 11:07
                  Bartuszkowo - niestety, uwiazalas dziecko za bardzo do siebie i stad moga wynikac problemy z adaptacja w przedszkolu.

                  mazTwoj natomiast idzie bardzo dobrym tropem,chcac traktowac dziecko jak dwuletnie dziecko (badz doroslego) a nie kilkumiesiecznego niemowlaka.

                  ogolnie to Ty masz problem calosciowy, to Ty masz pretensje, ze nie jest robione dokladnie jak Ty sobie wymyslisz.
                  strach o dziecko - strachem. ale Ty tu przesadzasz. To jest DWULATEK. naprawde nie potrzeba do niego dokladnej instrukcji obslugi i rozpiski. i naprawde SUPER, ze tata chce spedzic czas z dzieckiem, chce go zabrac miedzy ludzi, chce zeby dziecko UCZESTNICZYLO w zyciu Waszym i Waszej rodziny.

                  skupianie calej uwagi i ustawianie calego swiata pod dziecko jest zrozumiale w wieku niemowlecym i jak najbardziej wskazane. dwulatek natomiast powinien byc czescia rodziny, a nie jego centrum.

                  moj partner naszego niespelna dwulatka zabral na caly dzien do lasu. piesza wycieczka po Kaszubach. mnie sie wtedy isc nie chcialo, poszli sami (plus okolo 10 osobowa ekipa roznych znajomych). czy sie denerwowalam? nie.
                  przygotowalam im walowke na caly dzien (bez oznaczania, o ktorej godzine syn ma jesc, co mu wolno z tej walowy jesc), o 7 rano wypchnelam z domu i cieszylam sie dniemTYLKO DLA SIEBIE. ojciec jedynie spytal czy moim zdaniem ma mu zabrac bluze cieplejsza czy lzejsza.
                  do glowy mi nie przyszlo wydzwaniac i komentowac co z nim robil, co Maly jadl, kiedy, jak ubieral.
                  zadzwonili tylko, ze sa w polowie trasy i maly zasnal w nosidlei drugi raz, ze juz wracaja do domu i mam szykowac kolacje, bo walowy bylo za mało i głodni jak psy ;)

                  2,5 latka ojciec zabral na mecz.podobnie jak wyzej. spakowali sie, pojechali, ja sie cieszylam wolnym popoludniem.

                  partner regularnie spotyka sie ze swoimi znajomymi na piwie w plenerze, czesto przy grilu. nie raz nie dwa, nie piec dziecko zabieral ze soba beze mnie (bo ja nie zawsze mialam ochote isc).

                  i syn zyje, naprawde. ma kapitalne relacje z ojcem, ojciec sie cieszy, ze sie nie wtracam w kazdą pie... i jest git.

                  wyluzuj, ciesz sie wolnym czasem dla siebie, jak ojciec gdzies pedzi z dzieckiem.
                  ksiazka, kosmetyczka, psiapsiola, kawa, kapiel - tysiace rzeczy mozesz zrobic!


                  takie pytanie - co zrobisz jak nagle trafisz do szpitala? na tydzien, dwa? oczywiscie nie zycze, ale hipotetycznie - co zrobisz?
                  z dzieckiem w tym szpitalu nie bedziesz. ono na te 2 tyg zostanie z ojcem. przeciez Ty umrzesz z nerwow i na zawal 5 razy!
                  wyluzuj, uwierz w męża i odpusc. naprawde.
                  • illegal.alien Re: sam z tatą?! 01.09.14, 11:12
                    O. Lepiej bym tego nie ujęła i o to mi chodziło :)
                • kkokos Re: sam z tatą?! 01.09.14, 20:27
                  bartuszkowo napisał(a):

                  > a babcia zrobiła imprezę po czym mąż stwierdził że nie ma tam dla nich miejsca
                  > i warunków więc się wyniósł a to średnio normalne

                  ale co jest średnio normalne? że wyprowadził dziecko tam, gdzie - jak uznał - będzie mu lepiej?

                  czy też że babcia śmiała zrobić imprezę, zamiast zatrzymać swój świat i przez te parę dni kazać mu się kręcić wokół twojego dziecka?
              • illegal.alien Re: sam z tatą?! 01.09.14, 10:50
                No i co z tego, ze nie wydzwanialas? Masz pretensje, ze nie jest zrobione dokładnie tak, jak TY chcesz.
                Z doświadczenia tylko Ci poradzę, żebyś jednak popuscila smyczy i dziecku i mężowi - dwulatek juz naprawde moze spokojnie zostawać sam z innymi, gdyby tak było, to byłby przyzwyczajony, ze mama czasem znika, ale ZAWSZE wraca - byłoby Wam łatwiej z adaptacja w przedszkolu.
                Gdyby dziecko było przyzwyczajone do rożnych stylów opieki, to tez by mu było łatwiej. Nie wspominając o tym, ze ojciec dwulatka powinien od dawna miec możliwość opiekowania sie nim normalnie. A jak czegos nie bedzie wiedział, to wymyśli, albo sie dowie.
                • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 01.09.14, 11:11
                  przecież się opiekował normalnie. Nie wyjeżdżałam nigdy bo nie musiałam. Odkąd skończył 6 miesięcy poszłam do pracy. Po pracy czasem musiałam coś załatwić, czasem chciałam się z kimś spotkać po prostu. Wracałam jak już spać. A jak mąż odebrał Małego od niani to do wieczora właśnie mijało kilka godzin!!! od 16 do 20 jest kilka godzin i nie rozumiem ja go niby nie dopuszczałam
                  • ashraf Re: sam z tatą?! 01.09.14, 11:16
                    Pare postow wyzej pisalas, ze nigdy nie zostawal z nikim poza wami, a teraz piszesz o niani... wez sie zdecyduja na jedna opcje.
                    • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 01.09.14, 11:48
                      czytanie ze zrozumieniem się kłania
                      teraz nie zostaje z nikim innym
                      wcześniej nie miało to dla niego znaczenia niani nie mamy 2 ponad miesiąca
                      • ashraf Re: sam z tatą?! 01.09.14, 11:57
                        Wczesniej nie mialo znaczenia, nagle ma, z ojcem strach puscic, przedszkole wiaze sie z placzem przez wiele nocy... ty to masz skomplikowane zycie.
                        • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 01.09.14, 12:11
                          dzięki że mi określiłaś na czym stoję Twojej wiedzy i doświadczenia tylko pozazdrościć.
                          • ashraf Re: sam z tatą?! 01.09.14, 12:14
                            Sama okreslilas - lek przed zostawieniem dwuletniego dziecka z ojcem to wyraz nadmiernego poczucia kontroli i braku zaufania do meza. Wiec albo masz problem ze soba, albo ojciec dziecka jest idiota, nie ma innej opcji...
                            • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 01.09.14, 12:25
                              gdzie napisałam że nie mam zaufania do męża?
                              albo że mam potrzebę poczucia kontroli?
                              bo to chyba nadinterpretacja
                              dobrze że ojciec Twojego dziecka nie jest idiotą
                              • ashraf Re: sam z tatą?! 01.09.14, 12:35
                                I to przypadkiem nie ty pisalas o tym, ze "jestes przerazona puszczeniem ich samych"? :D
                                • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 01.09.14, 12:40
                                  czyli nadinterpretacja
                                  gratuluje wspaniałego podejścia do macierzyństwa i wspaniałego męża jak i pewnie wspaniałego życia po Twoich opisach domniemam że jesteście ludźmi sukcesu
                                  i życzę owocnych dni na forum:) obyś miała wiele okazji do wyrażania swojej mądrości
                                  • ashraf Re: sam z tatą?! 01.09.14, 12:46
                                    Nie no, oczywiscie wypisywanie, ze jest sie przerazonym, ma sie mase watpliwosci, ze ojciec "jak to mezczyzna" nie dopilnuje, ze moze zapomniec dac dziecku pic itd. to tylko takie typowe leki kazdej matki, prawda? I nie, moj maz nie jest idealny, ale nie jest tez idiota, ktorego trzeba pilnowac na kazdym kroku i ktorego trzeba gdzies z dzieckiem "puszczac", ew. ktorego trzeba wyslac z dzieckiem 400 km dalej, zeby zajarzyl na czym polega odpowiedzialnosc.
                  • illegal.alien Re: sam z tatą?! 01.09.14, 11:16
                    No to ja nie rozumiem tym bardziej, w czym problem? Maz dziecko zna, umie sie zając. Ty mogłas je zostawić z niania na cały dzien, wiec tez nie masz problemu z separacja. To o co właściwie chodziło?
                    • murwa.kac Re: sam z tatą?! 01.09.14, 11:27
                      tez juz sie zaczynam gubic o co wlasciwie chodzi.
                      chyba o to wlasnie, ze tata ma robic tak jak mama dokladnie chce opiekujac sie dzieckiem?
                      • ola_dom Re: sam z tatą?! 01.09.14, 12:57
                        murwa.kac napisała:

                        > tez juz sie zaczynam gubic o co wlasciwie chodzi.

                        E tam. Jak zwykle o to, żeby udowodnić, kto ma rację, i tyle.
                  • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 01.09.14, 11:45
                    kilka wpisów wartościowych za nie wielkie dzięki
                    ale reszta.....jak ktoś nie ma oglądu sytuacji to dopowie sobie
                    co to za maniera pouczania innych?! Życiowa rola to pouczanie innych matek i idealizowanie swojego macierzyństwa zero błędów, zero porażek, zero wątpliwość, idealni mężowie. Gratuluje zaradności życiowej.
    • twojabogini Re: sam z tatą?! 01.09.14, 23:08
      Są dzieci i dzieci. Jedno dobrze zniesie wyjazd, imprezę babci i grilla, drugie nie, wystarczającym stresem może być nocleg poza domem. Większość osób bardzo surowo ocenia autorkę. Bo albo jest nadopiekuńcza i chce po swojemu, albo alternatywnie - ma nieodpowiedzialnego męża.

      Bardzo prawdopodobne, że nie tyle chce po swojemu - tylko zgodnie z potrzebami dziecka. Mąż bardzo wyraźnie jest zwolennikiem uproszczeń i wiele z tych rzeczy uważa za zbytnie cackania się. Ewidentnie jest problem z komunikacją w związku. Być może reakcje męża są czasem dziecinne i na przekór. Czym innym jest robienie po swojemu, czym innym w ramach sprzeciwu, czy źle pojętej męskości.

      Przykład. Mąż wybierał się z chłopcami na piknik. Zasugerowałam żeby spakował krem od słońca i od komarów, przy wspólnych wyjściach to zazwyczaj moja działka. Grzecznie dał mi do zrozumienia, ze jest pełnoletni i sobie poradzi z pakowaniem.
      Wbrew pozorom mogło to oznaczać dwie rzeczy - jestem facetem, nie będę się bawił w jakieś paćkanie małolatów, nic im się nie stanie jak zaznają trochę słońca i paru ugryzień. Albo - wiem, że trzeba zabrać kremy.

      Z mężem, który przyjmuje informacje czuję się bezpiecznie. Z takim, który by je negował i olewał - czułabym się niepewnie. Okej, nawet w przypadku mężczyzny, który uznałby, że nie chce paćkać - można przyjąć że w sumie nic by się małolatom nie stało. Nie o to chodzi. Chodzi o wzajemne respektowanie się przez rodziców - WZAJEMNE. Absolutnie nie zgadzam się z większością wypowiadających się, że autorka powinna bezwarunkowo zgodzić się na wszystkie propozycje męża związane z ich wspólnym dzieckiem - bo inaczej oznacza to ze go izoluje lub xle traktuje. Ma prawo domagać się od męża, aby pewne rzeczy robił w sposób, który ona uważa za dobry dla dziecka i powstrzymywał się od tego, co dziecku szkodzi. Związek to nie rywalizacja, tylko współpraca.

      Na polu namiotowym rozłożył się kiedyś ojciec z dwiema córeczkami. Generalnie karmił dzieci, mył, pilnował na plaży, ale wieczorem wychodził z nimi na imprezki do baru, nie upijał się, jedno dwa piwka. Niby okej? Nieprawda, dziewczynki wyglądały na zaniepokojone i wystraszone. Były tam inne dzieci, które czuły się okej z rodzicami w barze. Czy mama dziewczynek miałaby prawo w tej sytuacji domagać się nie zabierania dzieci do baru (grilla, imprezę z duża ilością osób u babci)?
      • murwa.kac Re: sam z tatą?! 02.09.14, 05:58
        twojabogini napisała:

        Absolutnie nie zgadzam się z większością wypowiadających się, że autorka powinna bezwarunkowo zgodzić się na wszystkie propozycje męża związane z ich wspólnym dzieckiem -


        nikt tego nie napisal, ani nawet nie zasugerowal.
        poki co autorka bezwzglednie wymaga, aby maz ABSOLUTNIE wszystko robil jak ona sobie wymysli i traktuje meza jak kolejne dziecko.
        nie ma tu wzajemnego szacunku o ktorym piszesz.
        • twojabogini Re: sam z tatą?! 02.09.14, 17:12
          > poki co autorka bezwzglednie wymaga, aby maz ABSOLUTNIE wszystko robil jak ona
          > sobie wymysli i traktuje meza jak kolejne dziecko.
          > nie ma tu wzajemnego szacunku o ktorym piszesz.
          >
          Czysta nadinterpretacja. Kobieta wymaga aby mąż dostosował się do potrzeb dziecka i zwracał na nie uwagę. Wie, że z jednej strony ma mniej wprawy od niej, z drugiej - ma skłonność do bagatelizowania jej stanowiska i nie respektowania jej próśb, czy obserwacji. Siła rzeczy miała prawo odczuwać lęk - nie czy ojciec nie zabije dziecka, czy zaniedba - tylko czy należycie zadba o komfort dziecka, czy dziecko będzie się czuło bezpiecznie. Jednej kobiecie nie przeszkadzało, że mąż zajął się "po męsku" i dziecko chodziło w ubranku obtartym z kupy - dla innej taka sytuacja będzie nie do wytrzymania. Ja uznałabym, że jest to przejaw nieodpowiedzialności - ale to ja.

          W mojej ocenie istnieje konflikt między autorką a mężem, ten sam, który toczy większość współczesnych małżeństw, o role i podział obowiązków - czego skutkiem jest, że on się uparł robić "po męsku" (w kontekście: mniej uważnie nie zwracając uwagi na detale i szczegóły - bo to babskie, a on jest facetem).
          Sądzę też, że kobiety, które naskoczyły na autorkę - oba "obozy" (i ten od udziecinniania męża i ten od oceniania męża jako palanta, co się nie umie zając dzieckiem), także mają podobne problemy z podziałem obowiązków. Patrzcie, u mnie to jest po równo i modelowo... :))))
          • ashraf Re: sam z tatą?! 03.09.14, 08:48
            Wiem, ze pocieszanie sie, ze inni mezowie tez robia pewne rzeczy "po mesku" wydaje sie kuszace, ale musze cie zmartwic - wielu mezczyzn naprawde potrafi sobie poradzic z opieka nad dzieckiem, gotowaniem i sprzataniem. I owszem, kazdy z nas robi pewne rzeczy inaczej - ja kroje ogorki na mizerie nozem, a maz sciera, kazde z nas uzywa innych przypraw, ale maz nie potrzebuje pisemnej instrukcji wlewania smietany do miski i nie tlumaczy sie, ze wrzucil do niej niepokrojonego ogorka, bo dbanie o detale jest takie meskie :D :D
            Szczerze mowiac nie bardzo rozumiem co masz na mysli piszac o "bojach o podzial obowiazkow" - mezow i zon nie wydaja z przydzialu i zawsze mi sie wydawalo, ze podejscie do spraw dziecieco-domowych, poziom samodzielnosci i umiejetnosc logicznego myslenia to jedne z wazniejszych kwestii, ktore nalezaloby omowic/ocenic/zaobserwowac przed podjeciem decyzji o slubie czy dziecku. Wtedy nie bedzie niespodzianek...
      • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 02.09.14, 10:33
        nikt nie zapytał jak się czuło moje dziecko podczas tego weekendu? Ważniejsze było żeby mi wmówić że nie mam racji. Mogę jej nie mieć ważne żeby dziecko było szczęśliwe. Gdybym chciała robić po swojemu zawsze to bym tutaj nie wypisywała bo niby po co.
    • tender-love Re: sam z tatą?! 02.09.14, 11:10
      a co to znaczy: "jak to mężczyzna"??? mozesz to wyjasnić?

      traktujesz swojego mężczyznę jak kogoś drugiej kategorii? jak przygłupa? To dlaczego z tym przygłupem wzięłaś ślub i jeszcze dziecko z nim masz?

      • tender-love Re: sam z tatą?! 02.09.14, 11:15
        poza tym ten brak szacunku do męża: ot, taki przygłup, tego nie zrobi, tamtego nie zrobi, dwie lewe ręcę, "jak to mężczyzna", no bo przecież to taki biedny misio bez rozumu

        poza tym dlaczego ojciec dziecka nie zostaje z dzieckiem na dłużej? przecież to JEGO dziesko i jego zasrany obowiązek zajmować się nim. Ograniczasz własnemu ddziecku kontakty z ojcem? To jest nieodpowiedzialne działanie na niekorzyść dziecka.
        • bartuszkowo Re: sam z tatą?! 02.09.14, 11:49
          chyba Cię poniosło albo znasz mojego męża lepiej
          przeczytaj cały wątek ze zrozumieniem albo wracaj do swojego zasranego obowiązku

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka