blond.sweter
16.09.14, 14:46
Mam, jeszcze przez 2 tygodnie, pracę. Administracja biurem holenderskiej spółki - pracuję tu ponad 9 lat. Firmę zamykają (co zapewne potrwa), a nam zaproponowali przejście do firmy, która nas przejmuje jako dystrybucję. Ponieważ dobrze zarabiam, nowi przełożeni sugerowali kilkakrotnie samozatrudnienie, zmniejszenie etatu itp. Przekaz, moim subiektywnym zdaniem, jest jasny: nie potrzebujemy do tej pracy tak drogiego pracownika.
Szukam pracy, bardzo. Jedną, pracę bardzo ambitną, prawie dostałam, odpadłam jako jedna z 3 osób - finalistów rekrutacji. Niby plus, bo dostałam się tak daleko. Chodzę na spotkania, ale jest cisza....
Jak wiadomo, w takich sytuacjach pojawia się stres. Mnie on wręcz paraliżuje. Nie mogę spać, boję się, jestem zagubiona, wylękniona. To wszystko przekłada się na życie rodzinne, męża i dziecko. Jestem wiecznie nieobecna myślami, straciłam poczucie własnej wartości. Wszyscy dookoła liczą, że raz dwa znajdę podobną dobrą pracę, a ja patrząc na realia rynku wiem, że będzie bardzo ciężko. I znowu tracę wiarę w siebie.
Cała ta sytuacja powoduje, że jak idę na spotkanie, jestem zestresowana, sparaliżowana. Biorę już jakieś ziołowe tabletki uspokajające, ale niewiele to pomaga.
Wcześniej myślałam, że przejdę do tej nowej firmy i zajdę w ciążę, bo to idealny moment na utrzymanie dobrych świadczeń. Tylko co potem....z czego utrzymamy 2 dzieci? Z jednej pensji się to nie uda...
Poradźcie jak sobie poradzić z tą sytuacją, jak się wziąć w garść? Skąd brać pozytywne myślenie?
Wszelkie rady mile widziane.