Brak bliskości.

01.02.15, 20:38
Jestem mężatką od 5 lat, oboje po 30-tce, mamy dwoje dzieci. Niedługo cieszyliśmy się życiem we dwoje, szybko po ślubie pojawiło się dziecko, potem drugie. Po drodze kupiliśmy dom do remontu i przeprowadziliśmy się. I chyba to całe tempo przytłoczyło nas. Od długiego czasu, ok. 1,5 roku mamy kryzys, raz mniejszy, raz większy ale odczuwalny. Praca, dzieci, rutyna, to wszystko nas męczy. Obecnie nie ma nas jako pary są rodzice, roboty, współlokatorzy. Seks jest rzadziej (za rzadko) i taki sobie. A poza tym żadnej bliskości, czułości. Mąż mnie nie przytula, nie całuje, my się wogóle nie całujemy, nie dotykamy,wręcz odpędza się ode mnie, bo "jest między nami źle i póki się nie poprawi on nie potrafi na siłę okazywać uczuć". Dla mnie bliskość to inna płaszczyzna, którą lubię okazywać bez względu na problemy, po prostu, gdy kocham. Mam dość życia w tej emocjonalnej pustce, usycham bez dotyku, pogłaskania. Mam dość gadania, że mnie przytuli jak się między nami poprawi. Czuję się nieszczęśliwa, zaczynają mi przychodzić do głowy głupie myśli. Nie dam rady tak żyć!
    • pade Re: Brak bliskości. 01.02.15, 20:43
      A co ma się poprawić? Wiesz o co mężowi chodzi? Czego oczekuje?
      • beauty_agadir Re: Brak bliskości. 01.02.15, 20:58
        Ja nie jestem pewna, czy on sam wie o co mu chodzi. Kłócimy się o codzienność: wkurza go bałagan, pierdoły w domu, ciuchy na kanapie, ścinamy się nt. dzieci gdy mamy różne zdania na ich wychowanie. Wkurzam go JA. Czepia się mnie bez przerwy o pierdoły, tylko mnie, dla innych jest do rany przyłóż. Czasem mam wrażenie, że kocha tylko dzieci. Ojcem jest bardzo dobrym.
    • zuzi.1 Re: Brak bliskości. 01.02.15, 21:00
      Ale o co chodzi? Za co on Cie tak kaze? Czy Ty jestes glowna winna tego kryzysu, czy co? O co temu czlowiekowi chodzi? Jego zachowanie ma znamiona przemocy. Jestes czemus winna? Czy ma facet po prostu focha, ze jest kryzys i odpowiedzialnosc za niego przerzuca na Ciebie. W czym jest konkretnie glowny problem? Nie radzi sobie z rodzicielstwem i zyciem w rodzinie, co mu dolega?
      • beauty_agadir Re: Brak bliskości. 01.02.15, 21:09
        Jeśli pytasz o zdrady, to nie było żadnych. On pracuje i chciałby wracać do czystego domu z obiadem, zapominając, że ja też pracuję i ogarniam dzieci. Myślę że przerasta go odpowiedzialność, kredyt, wychowanie dzieci, słowem dojrzała dorosłość pełną gębą. Nie umie radzić sobie ze stresem, jak ma trudne sytuacje, np. w pracy to robi się bardziej czepliwy. Kocham go, ale nie wiem, co ma się niby poprawić i kiedy - dla mnie to jest właśnie życie. I tracę grunt, przeraża mnie obecna wizja mojego życia, nie wiem, co robić.
        • edw-ina Re: Brak bliskości. 01.02.15, 21:15
          Na stres najlepszy jest sport. Rower, basen, worek treningowy - ogólnie zmęczenie fizyczne. Jeśli twój mąż sam na to nie wpadł, to spróbuj mu to zaproponować. Inaczej będzie kisił w sobie złość, a później wylewał ją na ciebie.
          • zuzi.1 Re: Brak bliskości. 01.02.15, 21:27
            B. dobra porada- sport w ramach odstresowania plus sa takie kursy radzenia sobie ze zloscia i stresem, zaproponuj mu i idzcie na to razem.
    • edw-ina Re: Brak bliskości. 01.02.15, 21:14
      bo "jest między nami źle i póki się nie poprawi on nie potrafi na sił
      > ę okazywać uczuć".
      - zadaj mu proste pytanie: co i jak ma się poprawić. Ale to mają być konkrety, np. musimy mniej krzyczeć na siebie, być mniej zawzięci, a bardziej otwarci, współpracować itp. Wówczas powinniście się wspólnie zastanowić, jak tę operację przeprowadzić. Bo oczywiście ja z jednej strony rozumiem, że w chwili zdenerwowania, silnych negatywnych emocji partner może nie mieć chęci na bliskość - osobiście nie jestem w stanie pojąć tak częstego procederu, jak seks na zgodę, ale z drugiej strony potrzebne są jakieś konkrety, bo bez nich to wygląda na czyste opędzanie się od ciebie.
      Tym bardziej, że to koło się samo napędza - jest źle, więc odrzucamy bliskość, a nie ma bliskości, więc jest źle. Ten ciąg trzeba przerwać.
      Czy w ogóle macie lub możecie wygospodarować jakiś czas tylko dla siebie?
      • beauty_agadir Re: Brak bliskości. 01.02.15, 21:17
        Tak, możemy. W piątek zaproponowałam kino: nie może, bo już kogoś do nas zaprosił (ok, mogłam zaproponować dzień wcześniej). Wczoraj była impreza - z wyboru został pilnować dzieci, poszłam sama. Dziś jest wolny wieczór, mogliśmy pogadać. Wyszedł z kumplem.
        • edw-ina Re: Brak bliskości. 01.02.15, 21:21
          To może zaproponuj coś z nieco dłuższym wyprzedzeniem, np. na piątek nie umawiaj się z nikim, bo chciałabym spędzić z tobą wieczór.
        • zuzi.1 Re: Brak bliskości. 01.02.15, 21:32
          A jak wygladalo Wasze zycie przed kryzysem, jak sie zachowywal? Byla bliskosc, czuloscc itd. czulas, ze mu na Tobie zalezy?
        • zuzi.1 Re: Brak bliskości. 01.02.15, 21:35
          Czy on Cie uprzedza wczesniej, ze kogos zaprosil, czy ze z kims wychodzi, czy stawia Cie przed faktem dokonanym?
          • beauty_agadir Re: Brak bliskości. 01.02.15, 21:41
            Przed kryzysem było ok, wszystko jak trzeba, nie miał z tym problemu. On nie lubi imprez, ostatnio dowalił, że nie lubi się bawić ze mną (WTF?). Ja czasem chodzę sama, bo z nim bym się nie doczekała a jestem towarzyską osobą, uwielbiam się bawić, a mam mało okazji. Mam dość dopraszania się o wyjścia.
            • pade Re: Brak bliskości. 01.02.15, 22:02
              Z tego co piszesz wynika, że oboje się unikacie. Tzn. unikacie rozmów. Spróbuj umówić się z mężem, że tego i tego dnia wychodzicie do knajpki i tam omawiacie sprawy. Możecie tez przygotować sobie listy, za co się cenicie, co Wam się podoba u drugiej strony i czego nie lubicie, co wam przeszkadza.
              Im szybciej weźmiecie byka za rogi, tym będzie Wam łatwiej. Gdy wzajemne pretensje i żale narosną, ciężko będzie przezwyciężyć kryzys.
              • 3-mamuska Re: Brak bliskości. 01.02.15, 22:25
                Jesteście po prostu nie dobrani, sama piszesz ze jestes osoba towarzyska mize on nie lubi isc na imprezę i byc w centrum zainteresowania, woli usiąść wypić piwo i pogadac z jedna osoba.

                Moim zdanie ty przekładasz cześciej małżeńskie nad wyjścia.

                Jesli brakuje ci bliskości to powinnas o nia zadbać w domu miedzy toba a mężem , a nie wyciągać go na imprezy.

                Moim zdanie najlepiej zacząć od małych kroczków.
                Podejść dać buziaka i wrocic do tego co robiłaś bez komentarzy.

                Oglądając film przytulić sie do meza.

                Czasem poprosić "proszę przytul mnie"

                Moja siostra mowi ze człowiek uzależnia sie od bliskości (głaskanie przytulanie) i to umacnia zwiazek.

                Podań ci przykład, mon syn ma autyzm dzieci z autyzmem sie nie przytulają nue lubią dotyku, sam lekarz podczas diagnozy o tym mowil.
                Gdy młody miał miesiąc zauwazylam ze nie lubi dotyku, wiec zapisałam sie na masaż niemowlaków i pol roku malowałam go codziennie.

                Jesli chcesz odbudować bliskość to zaplanuj w domowy zaciszu lub w jakimś cichym spokojnym miejscu, nie na imprezie.
              • edw-ina Re: Brak bliskości. 01.02.15, 22:29
                Tez odniosłam wrażenie, że się unikają. Jakby zasklepili się w swoim gniewie, uporze i to drugie ma wszystko naprawić. A pewnie już dawno nie wiedzą, co tak naprawdę wywołało ten stan.
                • szpil1 Re: Brak bliskości. 01.02.15, 23:02
                  A ja mam wrażenie, ze to głównie mąż autorki prezentuje taką postawę. Autorka próbuje, jak nie to to może tamto, a spotyka się z odrzuceniem i złością męża.
                  "jest między nami źle i póki się nie poprawi on nie potrafi na siłę okazywać uczuć" - nasuwa mi się myśl, że może mąż jest albo "fochmistrz", który sam nie wie za co i dlaczego się obraża, albo jest psychicznym terrorystą. Bo skoro tak mówi, a nie tłumaczy o co chodzi to, mam wrażenie, chce wpędzić żonę w poczucie winy.
                  • pade Re: Brak bliskości. 01.02.15, 23:07
                    Albo po prostu nie potrafi powiedzieć. Czuje, że jest mu źle, ale nie wie dlaczego. Wcale mnie to nie dziwi. Nie jest łatwo zapytać samego siebie: o co mi właściwie chodzi? Jakie moje potrzeby nie są zaspokajane? Jakie mam oczekiwania? Czy są one realistyczne?
                    • enith Re: Brak bliskości. 02.02.15, 00:24
                      pade napisała:

                      > Albo po prostu nie potrafi powiedzieć. Czuje, że jest mu źle, ale nie wie dlacz
                      > ego. Wcale mnie to nie dziwi.

                      I z tej niewiedzy najlepiej odepchnąć chcącą przytulić się żonę i przykazać, że dopóki "coś" się między nimi nie poprawi, bliskości nie będzie. Oczywiście bez mówienia, co jest nie tak. Trochę sadystyczne jest takie rzucenie w stronę żony hasłem "zrób coś", bez minimalnego choć sprecyzowania, co jest problemem. To stawia żonę w pozycji jedynej osoby winnej zaistniałej sytuacji i zrzuca wyłącznie na jej barki odpowiedzialność za jej naprawienie.
                      Mam wrażenie, że ani nie rozrzucone ciuchy, ani nieprzygotowany obiad są tu problemem. Serio, facet nie chce się z żoną pokochać, bo dom nie jest na błysk po jego powrocie z pracy? Brzydko mi tu pachnie przesunięciem zainteresowań męża z życia rodzinnego/domowego/żony na coś/kogoś na zewnątrz. Nie sugeruję bynajmniej zdrady fizycznej, ale też bym od razu nie eliminowała tej możliwości. Właśnie dlatego, że autorka wątku w zasadzie NIC nie wie o motywach postępowania męża. A to otwiera wiele potencjalnych możliwości.
                      • pade Re: Brak bliskości. 02.02.15, 00:27
                        Żona też zbyt dociekliwa nie jest:)
                        • enith Re: Brak bliskości. 02.02.15, 03:22
                          > Żona też zbyt dociekliwa nie jest:)

                          Ależ jest. Ja jej posta zrozumiałam tak, że ona wyciąga rękę w kierunku męża, a on ją non stop odtrąca. Ona chce się przytulić, mąż nie może się nawet zdobyć na taki mały gest wobec własnej żony. Ona proponuje wspólne wyjście raz czy drugi, a mąż ma już inne plany. Dodatkowo oświadcza żonie, że NIE LUBI bawić się w jej towarzystwie. A więc tak: wspólnych wyjść - nie, bliskości, seksu - nie, spędzania z NIĄ czasu - nie. W tym samym czasie wyjścia z innymi są ok, dla innych jest do rany przyłóż, z innymi woli przebywać. Zwróć uwagę, jak wyraził się w stosunku do niej: nie lubi się Z NIĄ bawić. A więc zabawa ogólnie jest ok, co przekreśla sugestie o domatorstwie i niechęci do zabawy. Zabawa jest ok, ale BEZ żony. Żona go wkurza, bałagan w domu go wkurza, wychowanie dzieci go wkurza. Ale w tym samym czasie nie robi NIC, żeby przestało go wkurzać. Serio, co ma zrobić autorka wątku, gdy nie otrzymuje żadnej kompletnie informacji zwrotnej, nic, poza zarzutami i fochami? Jak osobę, która nie umie bądź nie chce rozmawiać o problemie, za to na drugą stronę zrzuca obowiązek domyślenia się i naprawienia, zmusić do rozmowy na temat problemów? Tyle razy radziłyśmy tu porozmawiać, że od tego trzeba zacząć, no, ale jak, gdy druga strona nie wyraża chęci?
                          • pade Re: Brak bliskości. 02.02.15, 09:17
                            Chodziło mi o dociekliwość w sensie dopytania: Co jest nie tak ?
    • kol.3 Re: Brak bliskości. 02.02.15, 07:03
      Obstawiam złe planowanie życia. Wydaje mi się, że postawiliście sobie w życiu tzw. targety i chcieliście je szybko zrealizować, zapominając o tym, że trzeba żyć na co dzień i że życie nie musi być zapieprzem. Pary, organizując sobie życie planują: będziemy mieć dwójkę dzieci, a jak dwójkę to najlepiej jedno po drugim, bo na co czekać, dom, bo jak dzieci, to dom najlepszy, jak dom to kredyt, a jak kredyt to trzeba się mocno sprężać zawodowo. Z tym wszystkim wiąże się codzienny kierat.Wygląda na to, że oboje nie panujecie nad sytuacją. Mąż ma pretensję o bałagan, czy ktoś zarządza domem ( nie mówię że ma wszystko robić, tylko zarządzać).
      Trzeba usiąść i porozmawiać, przeanalizować sytuację, gdzie popełniacie błędy, jeśli nie będzie woli porozumienia, to będziecie się mordować dalej, aż się rozpadniecie.
      • beauty_agadir Re: Brak bliskości. 02.02.15, 09:13
        Dziękuję za wpisy.Rozmawialiśmy pierdylion razy,pomaga na krótko.Tak wzięliśmy za dużo na siebie,ale dzieci,kredyt i dom już są i właśnie teraz można złapać oddech i żyć. Ja jestem świadoma swoich wad,pracuję nad tym ale nie zmienię się jako człowiek. Zawsze byłam radosna,miałam powodzenie,ludzie chwalą moją organizację,bycie mamą wiec chyba nie jestem beznadziejna.Tylko własny mąż punktuje wady i niedociągnięcia.Zdradę na razie mogę wykluczyć. Zaczynam myśleć o terapii jako rozwiązaniu ostatecznym.Boje się ze juz nigdy nie będę szczęśliwa ze nic dobrego mnie nie czeka.Albo rzeczywiście jesteśmy niedobrani.
        • kol.3 Re: Brak bliskości. 02.02.15, 09:40
          Nie wiem, czy Ty to trzeźwo oceniasz. Ludzie chwalą twoją organizację a mąż narzeka na bałagan w domu? Jesteście po ślubie 5 lat, dzieci już macie na tyle odchowane, że nie ma z nimi żadnego zachodu? Mam wrażenie że odgryźliście na duży kawał tortu i właśnie się nim dławicie. Ciekawa byłaby wersja męża.
          • oksytocyna1 Re: Brak bliskości. 02.02.15, 09:57
            Czyli co, za bałagan emocjonalna pustka, a za perfekcyjną panią domu "emocjonalna pełnia"? A może pan mąż to pedant, a z tą cechą wiążą się też inne, równie nieprzyjemne. Istnieje porządek i PORZĄDEK. A w przypadku 2 małych dzieci w domu to i PoRzĄdEk;-). A może "bałagan" jest tylko wymówką, by się nie wysilać, bo panu tak wygodnie i ten typ już tak ma? Że jest mu BEZPIECZNIEJ na odległość.
            • verdana Re: Brak bliskości. 02.02.15, 10:14
              Ja stawiam na a. stres, b. kompletny brak porozumienia.
              W ciągu pięciu lat z beztroskiej pary przekształciliście się w ludzi z dwójką małych dzieci i kredytem na dom. Jeśli na to wszystko zarabia jedna osoba, to jest w permanentnym stresie. Oczekuje, ze pracując, płacąc, utrzymując itd nie będzie musiała troszczyć sie juz o funkcjonowanie domu. Nie mówiąc już o życiu w stałym strachu, ze sie nie podoła takiemu zobowiązaniu, a każde potkniecie oznacza krach finansowy całej rodziny.
              Brak porozumienia jest widoczny nawet tutaj. Żona, która twierdzi, zę jest świetnie zorganizowana, dzieci już duże - powinna naprawdę z palcem w nosie dać sobie radę z ogarnięciem domu. Prawda jest taka, ze facet - jeśli tak żona sama siebie przedstawia - nie ma pojęcia, co oznacza praca w domu i z czym się wiąże. Ma wiec, w tej sytuacji, dosyć zasadne pretensje do żony, która "może a nie chce". Trzeba przestać grać, szczerze powiedzieć, zę sie nie ogarnia, ze idealna organizacja jest dobra, jak dzieci nie ma.
              Ja bym radziła przede wszystkim iść do pracy. To postawi Was w jednakowej sytuacji, odciąży męża od jednoosobowej troski o utrzymanie , a dociąży jeśli chodzi o sprzątanie i zarządzanie domem. Ty, jako osoba towarzyska, przestaniesz oczekiwać od męża tego, czego on nie lubi - czyli szerszego życia towarzyskiego.
              • beauty_agadir Re: Brak bliskości. 02.02.15, 10:28
                Ależ pisałam,że pracuję!zarabiam nieźle,finansowo stoimy ok,bez mojej pensji mąż poszedłby z torbami.Dzieci nie są duże,młodsze ma 1,5 roku.Więc to nie mąż nas utrzymuje,jestem niezależna finansowo i mam jak żyć na własną rękę.
                • pade Re: Brak bliskości. 02.02.15, 10:34
                  A z jakiej rodziny jest mąż?
                  Może ma jakieś patrialchalne naleciałości i mu się wydaje, że od prowadzenia domu jest tylko kobieta?
                  • adorra0 Re: Brak bliskości. 02.02.15, 11:44
                    Chcialam zadać to samo pytanie:-)
                    Jeżeli odpowiedź na to pytanie jest twierdząca to ten fakt + to, o czym pisze kol.3 prowadzi do wniosku, który sama wysnułaś, że sytuacja (życie rodzinne, zobowiązania finansowe, dodatkowe obowiązki) męża przerosła. Najprawdopodobniej czuje złośc, że jego życie nie jest lekkie, łatwe i przyjemne i Ciebie obarcza odpowiedzialnością za ten stan, a stąd już blisko do chęci ukarania Ciebie poprzez krytykę i sabotowanie Twoich propozycji.
                  • beauty_agadir Re: Brak bliskości. 02.02.15, 11:54
                    No właśnie nie!sam lata ze szmatą, sprząta lepiej ode mnie,jak trzeba to ugotuje, zrobi pranie,umie naprawiać,majsterkować,ogarnia bez gadania.Nie żyjemy w syfie ale jego zdaniem wszyscy znajomi maja lepiej czyściej i wogóle. Nie mogę powiedzieć że olewa dom,bo włącza się we wszystko.Tym bardziej jest mi smutno że jest jak jest.
                    • pade Re: Brak bliskości. 02.02.15, 12:45
                      Aaaa, czyli on się czepia o sprzątanie, ale tak naprawdę chodzi mu o coś innego. Na bank. Sama tak miałam (wstyd):)
                      Wiem, że to niczego nie usprawiedliwia, ale obawiam się autorko, że Twój mąż jest sfrustrowany, bo jakies jego potrzeby nie są zaspokojone, i to od dawna, a, że nie umie sobie z tym radzić, to wyżywa się na Tobie.
                      Nie umie radzić, w tym sensie, że pewnie sam nie wie, czego mu tak naprawdę brak.
                      I podkreślam, nie usprawiedliwiam męża. Absolutnie! Po prostu tłumaczę mechanizm.

                      Zadaj mu te pytania, które napisałam wyżej. W dobrej atmosferze, z chęcia zrozumienia i bez oskarżania.
                    • vilez Re: Brak bliskości. 02.02.15, 14:28
                      Tutaj wskazywałaś inny trop: ".On pracuje i chciałby wracać do czystego domu z obiadem, zapominając, że ja też pracuję i ogarniam dzieci."
              • lifecolor Re: Brak bliskości. 02.02.15, 10:33
                Autorka pracuje
            • kol.3 Re: Brak bliskości. 02.02.15, 11:30
              Czy ktoś każe Autorce być PPD? Można by coś zarządzić w sprawie porządku w domu, niekoniecznie jednoosobowo biegać ze ścierką. I nie twierdzę, że chodzi tylko o bałagan w domu.
        • szpil1 Re: Brak bliskości. 02.02.15, 17:23
          beauty_agadir napisała:

          > Tylko własny mąż punktuje w
          > ady i niedociągnięcia.

          Może jest zazdrosny o jakieś Twoje osiągnięcia np. w pracy? W innym poście napisałaś, ze bez Ciebie poszedłby z torbami. Czyli zarabiasz więcej od niego, tak? Może stąd jego zachowanie, ta jego chęć powrotu do "czystego domu z obiadem". Może on, nawet nieświadomie, wolałby być tym, który zarabia na rodzine, a żonę wolałby mieć skupioną na sprzątaniu, gotowaniu i czekaniu na niego. To, ze lepiej sprzata czy gotuje nie znaczy, że nie uważa, że to powinien być obowiązek kobiety. Z drugiej strony, to że uważa, ze wszyscy inni mają lepiej, czysciej itd. może wskazywać na jakieś kompleksy. Tu znowu - patrz Twoja praca, Twoje sukcesy, pieniądze jakie zarabiasz.

          "Zdradę na razie mogę wykluczyć. "

          Zapytam brutalnie - skąd ta pewność? Poza tym, nie musi być to od razu zdrada fizyczna, ale jakieś bardzo silne zauroczenie. Na to wskazuje jego wyraźna niechęc do Ciebie - bo wygląda na to, ze go zwyczajnie denerwujesz, nie lubi Cię. Może jest ktoś kto w jego oczach jest naj, naj, naj, nie to co ta nudna żona.


          • zuzi.1 Re: Brak bliskości. 02.02.15, 19:14
            To co napisala Szpil o kompleksach tego faceta na tle osoby zony, to moze byc jakis trop. Jesli facet jest zakompleksiony i sfrustrowany zyciem,to taka rozrywkowa i dobrze zarabiajaca zona , ktora ludzie lubia, moze wkurzac, faceta, ktory za ludzmi nie przepada i ktoremu biznesy i praca zbytnio nie wychodza. A wtedy to jemu samemu by sie przydala terapia, aby sie psych. podbudowal i przestal siac zyciowy zamet. Triss go powinna wziac na przeszkolenie na mc, wtedy by mu szybko muchy z nosa wyfrunely i docenilby zone -)
            • szpil1 Re: Brak bliskości. 02.02.15, 21:15
              zuzi.1 napisała:

              > To co napisala Szpil o kompleksach tego faceta na tle osoby zony, to moze byc j
              > akis trop.

              Tak mi przyszło na myśl, bo gość nie tylko żone dołuje, ale i wszystkiego innym zazdrości. To moim zdaniem wskazuje na kompleks niższości/zazdrość/poczucie niespełnienia. A że zona chyba sobie nieźle radzi, to pan mąż strzela fochy, ale nie raczy nawet wytłumaczyć o co chodzi. Bo co powie? "Denerwujesz mnie, bo zarabiasz więcej"?
              • zuzi.1 Re: Brak bliskości. 02.02.15, 21:26
                To on zarabia wiecej, ale byc moze jest z jego strony jakas niezdrowa rywalizacja z zona, tak maja bardzo zakompleksieni faceci. Zamiast sie cieszyc, ze dobrze wybral i zona sie podoba innym, to on to widzi jako wade. Jesli tak rzeczywiscie jest, to wspolczuje autorce. Taki typ o wszystko moze miec problem.A autorka jest postrzegana przez niego jak w krzywym zwierciadle wszystko zle, a pod spodem tego mala zawisc i zazdrosc. Oby tak nie bylo.
    • kluwa Re: Brak bliskości. 02.02.15, 10:24
      To samo mowi moj. Że nie edzie sie kochal, dotykal, przytulak, gdy jest zle. Nie wiem nawet dlaczego jest zle. Ja postawilam na szali naszą relację w ten sposob, ze wyprowadzam sie od niego z dzieckiem lat 11, do swojego mieszkania. Jego zostawiam tu, gdzie jest.
      O tym, ze mu sie zmieni, gdy miedzy nami bedzie lepiej slysze od 2008. Dobrze bylo przez 5 lat, potem zjazd totalny. Seks nie istnieje, on nie chce.
      Ostatnio wydawalo mi sie, ze jestem w ciązy i to nawet nie wywolalo bliskosci!!!!!! Moim zdaniem nie ma niczego mocniejszego niż taka informacja. Przyjal z zadowoleniem, masla radością i zobojętnial jak zawsze.

      To co moge ci polecić, to niestety (wiem ,ze boli), ale przeznaczenie roku na zajecie sie swoimi sprawami. Czyli nie interesujesz się związkiem, tylko sobą. Nie chodzi mi o jakies fitnesy czy inne, ale o kompletne przerzucenie uwagi na cos innego, nawet na male rzeczy. Np. dziecko, balet, sprzątanie domu, gotowanie jedzenia. No cokolwiek. Jesli nie zareaguje-odejście. U mnie jest tak, że trudno mi zwrocic uwage i dac sie czemus pochłonąć. Bo gdy zaczynam to robic to on sie na minutę zmienia i ja znow mam nadzieje:( I wszystko od nowa

      Wytrzymalosci!
    • vilez Re: Brak bliskości. 02.02.15, 11:53
      1. Braki w komunikacji,
      2. Brak dbałości o związek.
      3. Nie radzenie sobie z tzw. trudnościami dnia codziennego.
      4. Kryzys- wypalanie się związku.

      Ad 1. Można nadrobić.
      Ad 2. Wina obopólna (?) Można nadrobić, pod warunkiem, że nie doszło do całkowitego wygaśniecia bliskości (pkt 4).
      Ad. 3. Na to nie ma rady, Na trudności dnia codziennego. Trzeba zmienić podejście, tj. zacząć je akceptować i lepiej się organizować.
      Ad 4. Trzeba reagować. Jeśli się kochacie.

      Słowem: pobudka. Pocieszenie: wiele związków przechodzi kryzys wynikający ze zderzenia się z codziennością i wychodzi z tego zwycięsko.
    • tully.makker Re: Brak bliskości. 02.02.15, 15:50
      IMHO, nosisz poroże.
      Niekoniecznie zdradzil, ale jak ktos inny sie zaczyzna podobac, to nikt tak nie wkurza, jak "stara" zona, ktora stoi na drodze do szczescia.
      • sebalda Re: Brak bliskości. 02.02.15, 16:10
        Ja też miałam taką myśl, że jeśli żona jest ok, a mąż czepia się o rzeczy na kanapie, to jak nic ona go może denerwować, bo stoi na drodze do jego szczęścia z inną panią. Zmęczyła go codzienność, a w pracy jest pani, która go podziwia, adoruje, więc on się na to łapie.
        Oczywiście tak wcale nie musi być, ale często bywa.
        Co do przytulania się, jak jest źle, doskonale rozumiem. Ale musi być naprawdę źle, to znaczy jedno z małżonków wyzywa od najgorszych drugie, wrzeszczy, ubliża, poniża, stoi fochy itp. Po chwili udaje, że nic się przecież nie stało i żąda bliskości. Dla zranionej i cierpiącej strony taka bliskość jest ostatnią rzeczą, na jaką ma ochotę. Ale podkreślam - chodzi o prawdziwe i realne wyrządzanie krzywdy. Jeśli pretekstem do odsuwania bliskiej osoby jest brak idealnego porządku w domu, to cała konstrukcja leci na łeb, na szyję. Bo co to za powód do urazy???
        Też uważam, że pan ma jakieś głęboko schowane (także być może przed samym sobą) niezaspokojone potrzeby i dlatego tak się zachowuje. Należałoby dojść do sedna problemu.
        Te afery z powodu nie dość dobrze posprzątanego domu i jednoczesne samodzielne latanie z odkurzaczem może też świadczyć o jakimś zaburzeniu z perfekcjonizmem w tle.
        Ogólnie terapia to naprawdę niezły pomysł.
        • pade Re: Brak bliskości. 02.02.15, 16:49
          Mnie nikt nie musi wyzywać, żebym nie miała ochoty na bliskość. "Tak mam", że sama muszę się uporać z tym, co mi dolega. W tym celu udaję się do swojej jaskini:) Jak wyjdę, to się zbliżę.
          • vilez Re: Brak bliskości. 02.02.15, 18:05
            Ja też. Gdy miałam żal, byłam zraniona, nie bardzo mi było do czułości... Z tym, że ja wtedy gadam.
            • pade Re: Brak bliskości. 02.02.15, 18:10
              Też czasem gadam, różnie bywa, czasem w forum wsiąkam:)
          • enith Re: Brak bliskości. 02.02.15, 18:25
            No, kurcze, każdy ma lepsze i gorsze dni, że bez kija nie podchodź, ale u nich te gorsze dni trwają od półtora roku. Półtora roku! Nie ma żony, męża, kochanków, są rodzice i roboty. Nie ma bliskości, czułości, są fochy i pretensje o to, że u innych w domach jest czyściej. Im więcej zresztą autorka pisze, tym bardziej pachnie mi tu albo tym, że komuś znudziło się zwyczajnie życie rodzinne albo jednak jest ktoś trzeci, ciekawszy na horyzoncie.
            Terapia obowiązkowo, zanim małżeństwo się totalnie posypie.
        • uziczek2003 Re: Brak bliskości. 02.02.15, 17:16
          Też bym ci radziła terapię, dobrze jest ustawić swoje problemy z perspektywy kogos z zewnątrz, szczególnie profesjonalisty. Jednak nie liczyłabym specjalnie na współpracę męża, żaden chłop chętnie nie pójdzie na terapię małżeńską. Powie, że robisz z niego wariata i sama idź do psychiatry. Przynajmniej mój tak powiedział. Dobrym choć ryzykownym wyjściem jest odejście na pewien czas, np do rodziców. Może ochłonie, ale może też być to moment, który wykorzysta robiąca do niego maślane oczy koleżanka z pracy. Zawsze ktoś przygarnie i pocieszy faceta z domkiem. No ja bym zajęła się sobą, może sama pójdź na terapię w celu odbudowania własnej siły wewnętrznej, ustaw swoje wektory i określ cele i priorytety. Jeśli najważniejsze są dzieci a on jest dobrym ojcem... to nie możesz myśleć o odejściu. Powiem ci, że bez seksu daje się żyć, nawet długo, skoro facet teraz nie chce to może kiedyś zachce. Można też zawsze znaleźć wyjście "alternatywne", tym bardziej dopóki jesteś młoda, ładna i towarzysko atrakcyjna. Kiedyś ten aspekt straci na ważności, zaczną się liczyć inne rzeczy, wlaśnie umiejętność życia razem, nawet jeśli obok siebie. Na pewno olej jego marudzenie, spróbuj nabrać do tego dystansu, facet jest frustratem i powinnaś się znieczulić na jego krytyki. Dopóki nie ma to cech przemocy, oczywiście słownej, psychicznej. Poza tym może on tak ma że nie potrzebuje czułości, może by wychowany przez zimną matkę. Takich ludzi rożne przytulanki i migdalaski zwyczajnie wkurzają i tego nie zmienisz. Lepiej się dostosować
      • pade Re: Brak bliskości. 02.02.15, 16:51
        Mój mąż nie nosi żadnego poroża, a momentami tak mnie wkurza, że aż zębami zgrzytam:)
        Różne są przyczyny.
        Czasami po prostu, najzwyczajniej w świecie człowiek nie wie, dlaczego jest wkurzony. Ciężko jest się zatrzymać, pobyć samemu ze sobą, pogrzebać w emocjach i zrozumieć.
        • ola_dom Re: Brak bliskości. 02.02.15, 17:08
          pade napisała:

          > Czasami po prostu, najzwyczajniej w świecie człowiek nie wie, dlaczego jest wkurzony. Ciężko
          > jest się zatrzymać, pobyć samemu ze sobą, pogrzebać w emocjach i zrozumieć.

          Pade, ale to jednak trochę inna sytuacja:
          - mąż autorki jest na nią STALE wkurzony - nie tylko "czasem";
          - ją obwinia o to, że MIĘDZY NIMI jest źle i to jej każe "naprawić sytuację";
          - nie daje jej ŻADNYCH informacji (jak zrozumiałam), CO konkretnie uważa, że jest źle. No chyba, że to jest ten bałagan, o którym wspominała agadir. Ale jeśli to faktycznie jest problem, no to.... jest problem. Chociaż mi to bardziej wygląda albo na łatwą do znalezienia wymówkę, albo na racjonalizowanie swojej złości i niechęci do żony, która źródło ma jednak gdzie indziej.

          Każdy miewa chwile, że chce gryźć, a nie przytulać się. Ale to raczej nie jest taki przypadek.
          Ogromnie współczuję autorce wątku, bo takie komentarze "popraw się!" niepoparte informacją, CO należy poprawić i w którym kierunku, w pracy zawodowej są uznawane (bardzo słusznie!) za mobbing. A pan mąż sobie go stosuje, "bo tak!"... Nie za bardzo wiem, czy można coś zrobić ze związkiem, gdzie jedna strona jest nieskalana i czysta, a tylko druga jest "tą złą" i tylko ona ma się poprawiać.
          • pade Re: Brak bliskości. 02.02.15, 18:00
            Mąż powiedział: póki się między nami nie poprawi, a nie: popraw się.
            Jak dla mnie to autorka podała za mało szczegółów, a niektóre informacje są sprzeczne, jak słusznie zauważyłą Vilez, tak więc, póki się więcej nie wyjaśni wstrzymuję się od głosu:)
        • vilez Re: Brak bliskości. 02.02.15, 18:08
          I tu się z Tobą zgodzę. Nie trzeba iść w kierunku "inny obiekt", by zaistniał kryzys.
    • beauty_agadir Re: Brak bliskości. 02.02.15, 19:47
      Po kolei: on zarabia więcej, ja mniej. Tyle, że bez mojej pensji nie żylibyśmy na takim poziomie. Moja praca jest nudna, nie ma co zazdrościć. On spełnia się w swojej, jest dla niego idealna ale też specyficzna, tzn. trudno nawiązać w niej romans. W każdej chwili mogę sprawdzić, czy z kimś kręci, to nie problem. Musiałby się mocno nastarać, by to ukryć. W nowym domu podział obowiązków jest ok robi zakupy, bawi się z dziećmi. Jest pomocny i w 100% wywiązuje się ze swoich obowiązków. Jak ktoś napisał, ten bałagan to raczej wymówka. Chodzi O NAS. Czasem, w nocy przez sen super się przytula do mnie. Albo gdy jest mega wyluzowany, bez trosk, odzyskuję męża. Ale to są chwile. Na co dzień jest słabo. Wasze posty zwróciły mi uwagę na parę spraw, których nie widziałam lub nie umiałam nazwać. Muszę to przemyśleć.
      • beauty_agadir Re: Brak bliskości. 02.02.15, 19:49
        Ale chyba rzeczywiście jest coś w tej popularności: mam 2 dzieci a wyglądam jakbym nie rodziła, bardzo dbam o siebie, jestem przebojowa. Teraz sobie przypominam, nie raz mi mówił, że wkurza go jak jego koledzy na mnie patrzą... ale to było dość dawno.
        • twojabogini Re: Brak bliskości. 02.02.15, 20:16
          Jak na osobę pewną, że mąż nie ma romansu, sporo piszesz o tym, że on na pewno nie ma romansu. Więc być może jednak tego się bardziej lub mniej świadomie obawiasz i zapewniasz sama siebie na wszystkie sposoby, że to nie możliwe - bo pracę ma taką w której trudno itp.

          W wielu przypadkach mężczyzna nie radzący sobie ze swoją seksualnością i mający wyidealizowana wizją związku (takiego w którym cała seksualność jest związana z jedna partnerką/jednym partnerem) obwinia za swoje reakcje seksualne żonę. Już wyjaśniam:

          Mężczyzna zakłada, że chce być wierny swojej żonie, że tak powinno być i jest to właściwe. Wierność jednak utożsamia z odczuwaniem pociągu seksualnego tylko i wyłącznie do jednej kobiety - żony.
          Oczywiście taka wizja jest bardzo naiwna, gdy mija stan szału hormonalnego, zarówno mężczyzn jak i kobieta zaczynają dostrzegać także inne osoby. Wierność polega wtedy na czymś bardziej dojrzałym - na nie uleganiu impulsom seksualnym, także tym silnym.

          Wiele osób nie wie o tym i sądzi, że skoro inne osoby wywołują reakcje seksualne - to najwyraźniej coś jest nie tak z osobą współmałżonka/współmałżonki. Za stara/stary jest, inaczej się zachowuje, jest za mało/za dużo, nie tak...Oczywiście patrzenie w ten sposób prowadzi do sytuacji w której współmałżonek/ka faktycznie przestaje być widziany jako osoba bliska, atrakcyjna, warta uwagi -stale irytuje. Dla niektórych jest to przepustka do tego, żeby dać sobie zgodę na romans - skoro seksualność w związku wygasła (a właściwie została zabita).

          Co do romansów - jeśli obawiasz się zdrady, zanim cokolwiek sprawdzisz najpierw przemyśl co z ewentualną wiedzą zrobisz. Zdrada niejedno ma imię - nie zawsze jest to stały romans - czasem chodzi o korzystanie z płatnych usług seksualnych (na to wystarczy przerwa na lunch, wjazd do urzędu, klienta itp.).

          To co ja bym zrobiła na twoim miejscu - nie pozwoliłabym na krzywdzące i raniące komentarze wobec siebie. I jednak dążyłabym do rozmowy - masz prawo wiedzieć o co chodzi.



          • vilez Re: Brak bliskości. 02.02.15, 21:57
            Z relacji autorki nie wyczułam niczego, co by wskazywało na kierunek "zdrada".
            • twojabogini Re: Brak bliskości. 03.02.15, 16:47
              Odpowiadasz na:
              vilez napisała:

              > Z relacji autorki nie wyczułam niczego, co by wskazywało na kierunek "zdrada".

              Za to wiele wskazuje na lęk przed tym, że przyczyną sytuacji jest zdrada. Temat zdrady wywołuje do tablicy sama autorka, po czym ustawicznie zapewnia, że zdrada nie wchodzi w grę. Zapewnia samą siebie.
              nie twierdzę, że mąż zdradza. twierdzę, że autorka postu bardzo obawia się, że mąż ją zdradza i stąd takie jego zachowanie.
              • vilez Re: Brak bliskości. 03.02.15, 17:39
                Gdzie? Autorka w żadnym miejscu nie zakładała nawet zdrady. Dopiero, gdy padło pytanie o to, to się odniosła.
                Zobacz, co robisz- odniosła się do pytania, więc coś jest na rzeczy. Miała się nie odnosić? Gdyby się nie odniosła, też pewnie byłoby coś na rzeczy, bo się nie odniosła, więc ukrywa.
                Stara metoda. A wiesz, o kim ta metoda naprawdę mówi? ... właśnie :-)

                Znamy to w wersji" Czy potwierdza pan, że bije pan żonę"...

                • vilez Re: Brak bliskości. 03.02.15, 17:42
                  Tfu... spaliłam... miało być: ""Czy dalej bije pan swoją żonę?"
              • enith Re: Brak bliskości. 03.02.15, 17:45
                Zgadzam się z Villez. Zdradę sugerowało parę osób, w tym ja i chyba do tych sugestii odniosła się autorka. Zresztą po ostatnim poście autorki też skłaniam się ku opcji, że nie o zdradę, ale o jakieś głęboko ukryte kompleksy męża chodzi. A żona i w efekcie małżeństwo pada ofiarą tych kompleksów. Teraz pozostaje dojść do przyczyn, ale ponownie pytam: jak dojść, gdy druga strona albo odmawia rozmów, albo snuje zasłonę dymną (jak z tymi obiadami czy rzekomym bałaganem)?
                • vilez Re: Brak bliskości. 03.02.15, 18:04
                  Nie ma niczego złego w pytaniu :-) Jako i odpowiadaniu na nie. Nadużyciem jest tylko wyciąganie takich wniosków, jak to robi Bogini.

                  Ade rem- no, mają problem z komunikacją i chyba, jak słusznie zauważasz, wolą porozumienia. Klasyczny kryzys.
                  • twojabogini Re: Brak bliskości. 03.02.15, 21:23
                    Jedyny wniosek jaki wyciągnęłam, to ten, że autorka postu tytułowego obawia się, że nieprzychylny stosunek męża do niej wynika z jego zdrady. Co nie jest tożsame z tym, że mąż autorki faktycznie zdradza.
                    Wniosku nie wyciągnęłam z kapelusza, tylko czytając uważnie posty autorki. Przytoczę, żeby rozwiać wątpliwości.
                    Post tytułowy - autorka nie wyraża żadnych obaw, pisze o nich jako o "głupich myślach":
                    "Czuję się nieszczęśliwa, zaczynają mi przychodzić do głowy głupie myśli"

                    Jednak temat zdrady wypływa szybko i porusza go autorka. Bez sugestii ze strony kogokolwiek z forum:

                    zuzi.1 01.02.15, 21:00
                    Ale o co chodzi? Za co on Cie tak kaze? Czy Ty jestes glowna winna tego kryzysu, czy co? O co temu czlowiekowi chodzi? Jego zachowanie ma znamiona przemocy. Jestes czemus winna? Czy ma facet po prostu focha, ze jest kryzys i odpowiedzialnosc za niego przerzuca na Ciebie. W czym jest konkretnie glowny problem? Nie radzi sobie z rodzicielstwem i zyciem w rodzinie, co mu dolega?

                    beauty_agadir 01.02.15, 21:09
                    Jeśli pytasz o zdrady, to nie było żadnych. (...)

                    Dalej jest tłumaczenie męża - wraca i chciałby, zapomina, przerasta go, nie umie - gdyby to była istota problemu to tytułowy post brzmiałby - mam niedojrzałego męża, którego przerosła rzeczywistość rodzinno-kredytowa. Sama autorka jednak sądzi, że nie to jest przyczyną jego zachowania, nie wie jednak co.

                    Dalej znów bez wyraźnej sugestii:

                    enith 02.02.15, 00:24

                    Brzydko mi tu pachnie przesunięciem zainteresowań męża z życia rodzinnego/domowego/żony na coś/kogoś na zewnątrz. Nie sugeruję bynajmniej zdrady fizycznej, ale też bym od razu nie eliminowała tej możliwości. Właśnie dlatego, że autorka wątku w zasadzie NIC nie wie o motywach postępowania męża. A to otwiera wiele potencjalnych możliwości.

                    ...autorka wyklucza zdradę"

                    "Tylko własny mąż punktuje wady i niedociągnięcia.Zdradę na razie mogę wykluczyć."

                    Dalej: "Moja praca jest nudna, nie ma co zazdrościć. On spełnia się w swojej, jest dla niego idealna ale też specyficzna, tzn. trudno nawiązać w niej romans. W każdej chwili mogę sprawdzić, czy z kimś kręci, to nie problem. Musiałby się mocno nastarać, by to ukryć."

                    Nie wiem w jakiej pracy trudno nawiązać romans...To raczej właśnie typowe zagadywanie lęku. "Mogę sprawdzić w każdej chwili czy z kimś kręci" - czyli jednak da się kręcić, skoro można to sprawdzać. "Mogę sprawdzić" - ale nie sprawdzam. Czemu nie sprawdzam? Skoro szukam rozwiązania problemu?

                    Gdzieś tam autorka krąży myślami wokół tego romansu, ale boi się powiedzieć "sprawdzam". Biorąc pod uwagę, że nie pytana wskazuje jako miejsce potencjalnego romansu pracę męża - obawia się że jego romans kwitnie w pracy.

                    Na pewno problemem dla samej autorki jest obawa przed zdradą - niezależnie od tego, czy sama zdrada ma miejsce. Przy takich obawach warto przemyśleć, co oznaczałaby ujawniona zdrada, jakie niosła ze sobą konsekwencje.

                    Wiele z opisanych zachowań męża wskazuje nie tyle na zdradę fizyczną - tego na podstawie postów stwierdzić się nie da, co na pewną zdradę psychiczną. żona jest oceniana przez męża bardzo krytycznie, odsuwana, traktowana jak ktoś gorszy. Autorka desperacko wskazuje, że nie jest tak zła jak widzi ją mąż, że jest atrakcyjna, że radzi sobie całkiem dobrze, że jest dobrą mamą. Niemniej jednak stały atak ze strony bliskiej osoby podkopuje pewność siebie.

                    Mechanizm powstawania krytycznego stosunku do żony opisałam, jest to także mechanizm z czasem mogący prowadzić do zdrady - którą zdradzający uważa za uzasadnioną - bo moja żona to zła kobieta była.

                    Dlatego na miejscu autorki stanęłabym twarzą w twarz - nie z domniemaną zdradą męża ale ze swoimi obawami. Potem przemyślałabym co zrobię w razie wykrycia zdrady - wyłączając emocjonalne bajki w stylu wyrzucę go z domu i poradzę sobie ze wszystkim sama. I dopiero naprawdę wiedząc co zrobię i wiedząc co zrobię gdy mąż podejmie określone kroki: po wykryciu zdrady niektórzy mężowie natychmiast się pakują, inni błagają o wybaczenie i...pozwolenie na utrzymanie romansu jeszcze przez miesiąc (bo ona taka biedna, nie da rady,, gdy teraz to skończę).
                    Sprawdzam można powiedzieć, gdy jest się pewnym swojej pozycji. Jeśli nie chce się kończyć związku, lepiej nie sprawdzać (lub przy bardzo mocnych nerwach i stalowym charakterze - sprawdzić i zamilknąć na zawsze), za to zadziałać tak, żeby uniemożliwić spędzanie czasu mężowi z inna kobietą i doprowadzić do sytuacji, gdy znów zacznie uważać za atrakcyjna swoją własną żonę. Miernikiem skuteczności podejmowanych działań jest wtedy stosunek do żony słowa, bliskość.



                    • paris-texas-warsaw Re: Brak bliskości. 03.02.15, 21:56
                      Wspaniały post, takie poważne potraktowanie tematu, cała analiza tekstu - jestem pod wrażeniem:)))

                      "Sprawdzam można powiedzieć, gdy jest się pewnym swojej pozycji. Jeśli nie chce się kończyć związku, lepiej nie sprawdzać (lub przy bardzo mocnych nerwach i stalowym charakterze - sprawdzić i zamilknąć na zawsze), za to zadziałać tak, żeby uniemożliwić spędzanie czasu mężowi z inna kobietą i doprowadzić do sytuacji, gdy znów zacznie uważać za atrakcyjna swoją własną żonę. Miernikiem skuteczności podejmowanych działań jest wtedy stosunek do żony słowa, bliskość."

                      Ale myślę, że żeby nie sprawdzać zdrady partnera podejrzewając go o to, to naprawdę trzeba mieć mocne nerwy. Podejrzewając zdradę, działać w celu "uatrakcyjnienia" siebie w oczach partnera, to dopiero trzeba być strategiem. Myślę, że więcej osób zareagowałaoby jakaś złością, bo cieżko by sobie w skrytości ducha z czymś takim poradzić. Ale to tylko moje gdybanie.
                      • vilez Re: Brak bliskości. 03.02.15, 22:20
                        Dyskutujesz z "wnioskami" Bogini (patrz niżej), które ona wywiodła... ze swoich założeń.
                        • paris-texas-warsaw Re: Brak bliskości. 03.02.15, 22:25
                          Ja w ogóle nie dyskutuję:) Spodobało mi się tylko, że ktoś tak ładnie przykłada się do tematu:)
                          Wg mnie w ogóle nie ma sensu zastanawiać się nad przyczynami niezidentyfikowanych problemów w związku, gdy to relacjonuje jedna ze stron, bo przyczyn może być coś ok. 50 (znudzenie, ktoś na boku, kryptogej, kryptobis, problemy w pracy, choroba, złość, no i jeszcze wiele wiele...).
                          A zainteresowała mnie tylko ta teza, abstrakcyjna poniekąd od tego wątku, że słaba osoba zdoła przeprowadzić całą strategię odzyskiwania partnera w przypadku podejrzewania go o zdradę.
                          • twojabogini Re: Brak bliskości. 04.02.15, 16:27
                            paris-texas-warsaw napisała:

                            > A zainteresowała mnie tylko ta teza, abstrakcyjna poniekąd od tego wątku, że sł
                            > aba osoba zdoła przeprowadzić całą strategię odzyskiwania partnera w przypadku
                            > podejrzewania go o zdradę.

                            Są różne słabości. Część kobiet nie wyobraża sobie samotnego życia i wychowania dzieci, część być może słusznie twierdzi, że nie udźwignęłyby rodziny finansowo... wiele jest takich obaw. Z ich powodu niektóre kobiety nie odchodzą nie tylko w razie przemocy, ale także w razie zdrady. Niejako wbrew sobie.
                            Niektóre z kolei zostają pomimo zdrady, bo uważają to za słuszne - z uwagi na dzieci, trwałość małżeństwa. Chęć utrzymania związku daje tym kobietom siłę. Niektóre walczą o partnera dla siebie - jako męża, kochanka, inne przymykają oko i pozostają w związku w którym mąż nie ma z nimi bliskiej relacji.

                            W mojej ocenie znacznie więcej siły życiowej wymaga od kobiety odejście, zwłaszcza, gdy są dzieci, współzależności finansowe, kredyty.
                            Nie oceniam żadnej decyzji kobiety - każda postępuje tak jak uważa za najlepsze dla siebie, dla rodziny, dzieci.
                            • paris-texas-warsaw Re: Brak bliskości. 04.02.15, 16:31
                              Tak, rozumiem, tylko zastanawiam się, czy faktycznie osoba, która zdecyduje się zostać jest w stanie robić poker face, czy raczej jest to swoiste piekiełko. Chociaż jakaś kobieta pisała tu kiedyś, że nawet po zdradzie seks był z mężem ciekawszy, co potwierdziła Pani Agnieszka, że tak faktycznie może być.
                              • twojabogini Re: Brak bliskości. 04.02.15, 16:47
                                Wiesz ja myślę, że sporo zależy od podejścia do seksualności. Jak również z samej postawy zdradzającego. Jeśli zdradzał, ale wywiązywał/a się z obowiązków, docniał/a pratnera.kę, nie sprzeniewierzał/a wspólnych funduszy - to chyba łatwiej wybaczyć.
                                Gorzej jeśli zdrada pociąga za sobą nie tylko zdradę fizyczną, ale naruszenie podstawowych reguł, kłamstwa, obwinianie partera.ki umniejszanie jej/jego wartości
                    • vilez Re: Brak bliskości. 03.02.15, 22:18
                      Naddajesz. Naciągasz pod swoją tezę. Co tymi cytatami poświadczasz. Dyskutujesz ze swoim założeniem (zdrady).
                      • twojabogini Re: Brak bliskości. 04.02.15, 16:18
                        vilez napisała:

                        > Naddajesz. Naciągasz pod swoją tezę. Co tymi cytatami poświadczasz. Dyskutujesz
                        > ze swoim założeniem (zdrady).

                        Nie twierdzę, że mąż zdradza. Nie wiem tego i nie jestem w stanie stwierdzić. Twierdzę, że autorka postu obawia się, że przyczyną zachowania męża może być zdrada. Naprawdę tak trudno dostrzec różnicę?
                        Jeśli wypieramy swoje obawy oddalamy się od rozwiązania problemu.
                    • kocia_noga Re: Brak bliskości. 04.02.15, 09:23
                      twojabogini napisała:

                      > Sprawdzam można powiedzieć, gdy jest się pewnym swojej pozycji. Jeśli nie chce
                      > się kończyć związku, lepiej nie sprawdzać (lub przy bardzo mocnych nerwach i st
                      > alowym charakterze - sprawdzić i zamilknąć na zawsze), za to zadziałać tak, żeb
                      > y uniemożliwić spędzanie czasu mężowi z inna kobietą i doprowadzić do sytuacji,
                      > gdy znów zacznie uważać za atrakcyjna swoją własną żonę. Miernikiem skutecznoś
                      > ci podejmowanych działań jest wtedy stosunek do żony słowa, bliskość.
                      >

                      Z inną kobietą? Ja bym sprawdziła tego kolegę z którym poszedł na piwo.
                      >
                      >
                      • kocia_noga Re: Brak bliskości. 04.02.15, 13:38

                        > Z inną kobietą? Ja bym sprawdziła tego kolegę z którym poszedł na piwo.
                        > >


                        Zdaję sobie sprawę z tego, że heteromatrix działa i z automatu zakłada się związek z płcią przeciwną. W rzeczywistości dzieje się bardzo różnie i sama znam kobiety czujące że coś nie gra i poszukujące rywalki podczas gdy mąż dzieciom romansował z kolegą albo nawet z męską połową miasteczka.
    • przeciez.wiem Re: Brak bliskości. 02.02.15, 23:57
      beauty_agadir napisała:

      > Seks jest rzadziej (za rzadko) i taki sobie.

      Zapytam wprost - jak często ten seks Wam wypada?


    • enith Re: Brak bliskości. 03.02.15, 17:29
      "Teraz sobie przypominam, nie raz mi mówił, że wkurza go jak jego koledzy na mnie patrzą..."

      Przepraszam, ale w tym momencie włączyła mi się w głowie syrena alarmowa. Toż to jest klasyka przemocy, mieć pretensje DO ŻONY, że podoba się mężczyznom. O ile nie flirtujesz, nie zachowujesz się wobec tych mężczyzn prowokująco, zwłaszcza w obecności męża, to masz chyba jednak dość poważny problem z mężem, który najwyraźniej postawił sobie za cel zdołować cię, obniżyć twoje poczucie wartości, winić za zaistniałą sytuację. Bałagan w domu to jednak tylko przykrywka dla realnego problemu, a tym problemem jest mąż z kompleksami jak stąd do Nowego Jorku. A jak najlepiej leczyć swoje kompleksy? Czepiając się, gnojąc i wytykając obiektowi zazdrości (tobie) najmniejsze nawet uchybienia (dom w miarę czysty, ale u innych jest jeszcze czyściej!). Wątpię, czy obejdzie się bez terapii i wątpię, czy mąż by się na nią zgodził, ale gdyby po raz kolejny powiedział, że ma się wami poprawić, wyszłabym z inicjatywą i powiedziała, że jesteście umówieni na terapię. I zaobserwuj, jak twój mąż na to zareaguje. Bo może on wcale nie chce, by między wami było lepiej, tylko zrzuca odpowiedzialność na ciebie i umywa ręce.
      I jeszcze jedno pytanie. Gdy mąż cię odpycha albo gdy mówi, że nie ludzi się bawić w twoim towarzystwie, to ty tak zostawiasz, czy dociekasz, co mąż miał na myśli? Indagujesz, co rozumie przez "jak się między nami poprawi"? Jak mąż reaguje na te próby rozmowy?
      • kol.3 Re: Brak bliskości. 04.02.15, 21:31
        "O ile nie flirtujesz, nie zachowujesz się wobec tych mężczyzn prowokująco, zwłaszcza w obecności męża.... "
        Tego właśnie nie wiemy.
        • kol.3 Re: Brak bliskości. 04.02.15, 21:35
          "On nie lubi imprez, ostatnio dowalił, że nie lubi się bawić ze mną (WTF?). "

          To też daje do myślenia. Co takiego na tych imprezach się dzieje, że mąż nie lubi chodzić z żoną.
          Autorka na niektóre imprezy chodzi sama, czyli bycie z mężem nie jest jej priorytetem.
          • kol.3 Re: Brak bliskości. 04.02.15, 21:39
            W sumie jednak sytuacja jest tak przedstawiona, że można wyciągać bardzo rożne wnioski i wszystkie będą mylne. Bo tak naprawdę nie wiadomo, o co konkretnie mąż ma pretensje do żony.
    • z_pokladu_idy Re: Brak bliskości. 03.02.15, 23:16
      Jakbym czytała o sobie trzy lata temu, tyle że u nas nie było dzieci. Były zaręczyny, wspólny kredyt na wykończenie mieszkania, zmiany w jego pracy i potężny kryzys. Gdy do niego podchodziłam, by się przytulić, odsuwał się, nie chciał nigdzie wychodzić, a seks był nudny. Chciałam ustalić datę ślubu, on się wymigiwał (zaręczyny nie były wymuszone). W końcu przyznał, że coś nie gra między nami, ale nie wie dokładnie, co. Były próby naprawiania naszego związku, ale tylko z mojej strony, a im bardziej się starałam, tym bardziej on się odsuwał. W końcu po pół roku takich prób, które zbyt wiele mnie kosztowały i dzięki mojej terapii udało nam się zakończyć ten związek. Na koniec usłyszałam, że mnie nie kocha, nie chce małżeństwa i dzieci, że się pomylił.
      Kredyt, mieszkanie i do tego pewna porażka w jego pracy (porażka wg niego) zaowocowały u niego konkretnym kryzysem, który także rozlał się i na nasz związek. Wszystkie zobowiązania, jakie na siebie wziął plus jego ambicje dały paskudny efekt - uwierzył, że jest do niczego, zamknął się w sobie, ale na zewnątrz nie dał znać po sobie, że coś jest nie tak. Ja mu nie byłam w stanie pomóc, bo tej pomocy nie chciał, a i sama nieźle oberwałam. Dopiero po czterech miesiącach od naszego rozstania i po swego rodzaju terapii wrócił do dawnego stanu.

      Ja bym obstawiała podobny scenariusz. Jak sama pisałaś, narzuciliście sobie niezłe tempo. Tobie ono odpowiadało, a Twój mąż może je nadal odchorowywać, mimo że macie stabilną sytuację i odchowane dzieci. Mogło tego być za dużo na raz i się wypalił. Ma jeszcze siły na zakupy i zabawy z dziećmi, a dla Ciebie już ich nie starcza.
      Mogło być też tak, że przy tak szybkim przeskoczeniu z motylków w brzuchu w pieluchy zwyczajnie nie udało Wam się zbudować podstaw do trwałego związku i teraz się to mści.
      Tak czy inaczej warto przeprowadzić kilka poważnych rozmów i wybrać się na terapię, we dwoje lub w pojedynkę.
      • vilez Re: Brak bliskości. 04.02.15, 13:57
        > Mogło być też tak, że przy tak szybkim przeskoczeniu z motylków w brzuchu w pieluchy zwyczajnie nie
        > udało Wam się zbudować podstaw do trwałego związku i teraz się to mści.

        To mi się wydaje bardzo trafne, i to bym właśnie obstawiała.
        Zmęczenie tempem też zresztą jest wysoce prawdopodobne.
      • beauty_agadir Re: Brak bliskości. 04.02.15, 14:46
        Dziękuję za Twoją wypowiedź, sama bym tego lepiej nie napisała. Intuicyjnie czuję że tu jest pies pogrzebany. Wczoraj znów rozmawialiśmy.Powiedział, że on mnie nie zna, nie wie, kim jestem. Ma wrażenie, że nasze spojrzenia na różne sprawy są zupełnie inne.I że od dawna, mentalnie żyjemy osobno. Najgorsze ze postrzega mnie jak w krzywym zwierciadle - zaklada ze wie co myślę i powiem na dany temat a ja naprawde mysle zupełnie inaczej. Ale nie mówił tego wszystkiego w złości tylko spokojnie i z szacunkiem.Cóż, spróbować się dogadać to w tej sytuacji jedyne sensowne wyjście.Mam mętlik w głowie.
        • pade Re: Brak bliskości. 04.02.15, 17:28
          Żeby się dogadać, trzeba przede wszystkim uważnie słuchać. Większość problemów wynika właśnie z niedosłyszenia, dopowiedzenia sobie albo z własnej interpretacji. Jeśli nie ma możliwości swobodnego wypowiadania się, tylko są wtrącenia,komentarze, ocena, okazuje się, że żyjemy z naszym wyobrażeniem partnera a nie z realną osobą. Że tak naprawdę nie znamy drugiej osoby, nie wiemy co myśli, co czuje i czego potrzebuje. Ale wydaje nam się, że znamy go jak własną kieszeń. Znamy motywy postępowania, przekonania, oczekiwania...
          Jeśli oboje jesteście gotowi popracować nad zmianą, możecie albo skorzystać z terapii (która nie musi leczyć, może nauczyć rozmawiać, słuchać, bez oceny), albo samodzielnie popracujcie nad komunikacją (ale to jest trudniejsze). Trudniejsze dlatego, że najpierw trzeba się nauczyć słuchać, a to wbrew pozorom nie jest łatwe. Potem trzeba znać siebie, swoje oczekiwania, emocje i umieć je wyrazić we właściwy sposób. No i jest trzeci element, wzorce z domu rodzinnego, zazwyczaj nieuświadomione. Nie muszą być to toksyczne wzorce, wystarczą jakieś niewielkie braki, z których często wyrastają oczekiwania. Te ciężko rozpoznać samodzielnie.
          Powodzenia życzę:)
        • olopolip Re: Brak bliskości. 05.02.15, 13:31
          A wogóle rozmawiacie ze sobą? Tak normalnie, o pracy, dzieciach, głupotach czy tylko o problemach?
          U mnie sytuacja jest odwrotna, to mąż potrzebuje bliskości, ja niekoniecznie. Zawsze tak było. To on zawsze zaczynał rozmowę, ja tłumię emocje w sobie. Ostatnio tak się to wszystko kumuluje ze zaczynam zastanawiać się nad wizytą u psychologa. Na męża caly czas jestem zła, o wszystko, o głupoty... kocham go, ale tak mam, a on to wszystko znosi. Też od roku mamy problem. Budowalismy dom przez co strasznie się
          od siebie oddalilismy, bo on ciągle na budowie a ja sama z dwójką maluchów. Teoretycznie wiem w czym lezy problem- we mnie, to ja jestem sfrustrowana, tłumię emocje, nie potrafię rozmawiać o problemach, wkurzam się zamiast wprost powiedzieć o co mi chodzi, a poźniej całymi dniami mogę mieć na niego focha
          itp. Twój mąż ma to samo.
    • taylor_me Re: Brak bliskości. 04.02.15, 21:33
      do autorki wątku:

      Jestem w prawie takiej samej sytuacji jak ty.. Mąż jest, ale tak jakby nie obecny.
      Jest dobrym ojcem, ale nie czuje się przy nim szczęśliwa. Też mamy dzieci, do czegoś doszliśmy, ale emocjonalnie to czuje się strasznie samotna.
      Dotyka mnie tylko wtedy kiedy jest sex, a że tego jest mało to czuje się jakbym mieszkała z kumplem z którym raz na miesiąc się prześpię.
      Nie wiem co będzie dalej, bo jestem już tym zmęczona. Nie ma w nim inicjatywy, nie ma żadnej chęci żeby było lepiej, a ja zastanawiam się czy chcę tak dalej żyć.

      Kiedyś pierwsza wyciągałam rękę, mówiłam, wprowadzałam miłą atmosferę, ale dzisiaj już nie mam na to siły. Nie chce być wiecznie tą stroną która się stara.

      Najgorsza jest ta samotność w związku, która powstała w skutek tego, że zawiodłam się wielokrotnie na mężu; kiedyś mu opowiadałam o swoich problemach, nic nie dostawałam w zamian, ani dobrego słowa, po prostu lekceważenie, mijał czas a ja przyzwyczaiłam się do tego że jestem sama ze sobą, że nie ma sensu mu się zwierzać skoro i tak mi nie pomorze.
      I tym sposobem,między nami jest pustka i czasami jest mi bardzo smutno, bo wygląda to tak jakby mój mąż w ogóle mnie nie kochał.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja