ta.latwopalna
25.05.15, 22:11
Podczytuję to forum od dawna, piszę pierwszy raz. Nawet nie wiem, od czego zacząć. Ostatnio bardzo dużo myślę o mężczyźnie, z którym byłam kilka lat temu. To był chyba jedyny raz w życiu, gdy byłam zakochana. Związek był bardzo dobry, ale on musiał wrócić do siebie (był obcokrajowcem). Związek "na miejscu" trwał pół roku, na odległość - dwa lata. Zakończył się z mojej inicjatywy. Bardzo za nim tęskniłam, a po jakimś czasie jakby przestałam tęsknić - mam wrażenie, że zdusiłam w sobie to uczucie, by nie czuć bólu rozłąki (mam spore problemy z emocjami), nie było też widocznych perspektyw na zamieszkanie niedaleko siebie, widywaliśmy się rzadko, bo oboje mieliśmy dużo obowiązków i za mało pieniędzy, by się często odwiedzać. Szwankowała też komunikacja - byłam wtedy zbyt dumna, żeby pytać go o niektóre rzeczy, co powodowało u mnie błędne wrażenie, że nie jest on zaangażowany w ten związek. Koniec końców się okazało, że był dużo bardziej entuzjastyczny i wytrwały ode mnie. Kiedy z nim zrywałam, miałam duże wątpliwości, ale uznawałam, że nie możemy tak dłużej żyć - czasami traktowałam go w zimny sposób, bo gdy odwiedzał, nie potrafiłam przestawić się z trybu "sama" na tryb "razem", czasem nie odpowiadałam na kontakt, bo nie umiałam się skłonić do odpisania na maila. Cały związek rozgrywał się, gdy się leczyłam psychiatrycznie z powodu zaburzeń dystymicznych i epizodów depresyjnych i miałam sporo problemów psychologicznych, których nie rozumiałam, a części - w ogóle nie widziałam. Wszystko to bardzo odbijało się na moim zachowaniu w tym związku i na moich decyzjach. Myślę, że formuła związku na odległość uderzała w wiele moich lęków i problemów (również np. brak elastyczności). Po rozstaniu podtrzymywaliśmy incydentalny kontakt przez ok. rok, później i to się skończyło.
Niedawno dostałam od niego maila - mail był przypadkowy, kierowany zapewne do wszystkich odbiorców w skrzynce. Ale uruchomiło to lawinę emocji. Wcześniej, gdy myślałam o tym związku, zawsze czułam żal i miałam poczucie winy (że czasem tak źle go traktowałam). Miałam poczucie, że ten związek się do końca nie rozegrał - przez odległość, ale też i przez to, że właściwie nie dałam nam szansy. Może trochę też nie doceniałam tej znajomości - wiedziałam, że to coś wyjątkowego, ale teraz - po kilku latach - widzę, jak bardzo wyjątkowego. Jestem raczej emocjonalnie zimna, nigdy wcześniej ani później nie byłam zakochana, z nikim nigdy tak dobrze się nie rozumiałam, jak z nim. Byłam z nim szczęśliwa. Wcześniej i później byłam w kilku związkach. W sumie mam sporo szczęścia w życiu uczuciowym - mężczyźni, z którymi byłam, są bardzo fajni, rozstawaliśmy się zawsze z mojej inicjatywy, bo uznawałam, że coś w związku szwankuje. I w żadnym przypadku później tego rozstania nie żałowałam, a myśl o byłym partnerze, powodowała sentyment i nic więcej - raczej bez silnych uczuć.
A teraz od trzech tygodni intensywnie myślę o tamtym związku. Zastanawiam się, czy przegapiłam miłość mojego życia. Gdy się z nim rozstałam, koleżanka powiedziała mi, że nie ma jednej osoby, z którą możemy stworzyć dobry związek, że jest ich więcej. Ja też w to wierzę. Z drugiej strony - niewątpliwie, ten związek na tle tych kilku innych, które miałam, był wyjątkowy - już od samego początku. Z drugiej strony myślę sobie, że zakochanie to stan chemiczny i że tak czy inaczej mija po ok. 2 latach. Czy zatem jest to takie ważne? W innych mężczyznach, z którymi się wiązałam, nie byłam zakochana - ale podobali mi się i po dłuższej znajomości, wykształcała się więź i pewnie miłość. Czy warto zatem wyróżniać te relacje, w których pojawia się ten nieracjonalny pierwiastek uczuciowy? Choć ten mężczyzna był też obiektywnie świetny - nie tylko z mojej perspektywy, uwielbiali go na przykład moi znajomi i rodzice.
Zastanawiam się również, skąd ten nagły napływ emocji. Od naszego rozstania minęły niecałe trzy lata. W tym czasie chodziłam na terapię i pracowałam nad tym, by uwolnić moje uczucia - czy to mogło wpłynąć na to, że teraz - przy bodźcu, którym był mail - dawniej tłumione uczucia co do tego związku się ujawniły? Czy może chodzić jednak o coś innego? Ostatnio mam bardzo trudny czas w pracy, jestem po sporym niepowodzeniu zawodowym, które we mnie uderzyło i spowodowało obniżenie nastroju. Od kilku miesięcy jestem też w związku z mężczyzną, który świata poza mną nie widzi, a ja go bardzo lubię, ale raczej nie widzę wspólnej przyszłości - brak właśnie tego dopasowania, tej iskry. Niby jest idealny, ale czegoś między nami mi brakuje. Wcześniej byłam w 1,5-rocznym związku z innym mężczyzną, z którym niby wszystko dobrze grało, na papierze świetnie do siebie pasowaliśmy, ale też zawsze czegoś mi brakowało między nami.
Jak to jest z miłością? Proszę, pomóżcie. Chętnie bym się skontaktowała z moją terapeutką, ale musiałam na jakiś czas zawiesić terapię i przez dłuższy czas nie będę miała takiej możliwości.