heniek.8
10.04.16, 07:37
Verdana masz dobre (tzn. zgodne w większości przypadków z moim ;-D ) podejście do różnych sytuacji, coś mi tylko nie pasuje w kwestii żywienia,
czy możemy rozkminić ten temat?
moim zdaniem są tu mieszane role zapraszającego i kucharza
kucharzowi może być przykro że się napracował na darmo, a gospodarzowi chodzi o spędzenie czasu z gościem a nie że konkretnie trzeba zjeść to czy tamto.
wyobraź sobie że zapraszasz potencjalną synową na obiad do restauracji, gdzie jest wszystko, tak że nie musisz się zastanawiać, co ona je a czego ona nie je.
propozycja jest taka - zapraszasz ją (jako rodzina syna) na obiad ale nie do domu tylko do restauracji
teraz, przychodzi kelner i pyta co podać, ona mówi "dwa listki sałaty i plasterek pomidora"
i co? - w restauracji jest 50 rzeczy które mogła zamówić, ale ona chce sałatę, WTF??!!
czy jest w takiej sytuacji różnica pomiędzy
> Problem z niejedzeniem jest taki, że jest różnica pomiędzy "nie
> lubię-nie zjem" (fanaberia) , a nie zjem, bo nie mogę(nie fanaberia).
moim zdaniem nie ma - nie ma w ogóle jak to określiłaś "problemu"
problem może być wtedy i tylko wtedy jeżeli któraś ze stron zrobi z tego focha:
1. zapraszająca ("jak ona mogła mnie tak obrazić, zamiast schabowego sałata")
2. zaproszona ("jak ona mogła mnie tak obrazić, tam nic się nie dało wybrać")