paulini86
19.10.16, 19:36
Witam,
Troche mi glupio pisac o tym na forum, ale chcialam po prostu poznac Wasze opinie. Z gory dziekuje!
Mamy 30 lat. Bylismy w zwiazku rok. troche na odleglosc, wiec widywalismy sie glownie w w weekendy.
Poznalam jego rodzine, mielismy plany na przyszlosc. Mielismy w grudniu wyjechac na dluzej (urlop). Ale on z dnia na dzien mnie poinformowal (mailowo), ze nie moze ze mna jechac, bo jego dwojka znajomych ma obrony pracy doktorskiej... Ja rozumiem wszystko, ale on o takich sprawach musial wiedziec wczesniej...(moze nie myslal o tym...ma ciezki okres i obrone swojej pracy w listopadzie)..mysle ze sama obrona nie jest tak istotna, widzi sie ze znajomymi na codzien...
do tego, po tym jak to oznajmil, przestal sie odzywac..a akurat w weekend odwiedzala mnie moja rodzina (ktorej nigdy nie poznal). Nie przyjechal... Ja proaktywna moze tez nie bylam, ale nie chcialam go na sile prosic... i tak... od ponad m-ca zadne z nas sie nie odzywa... ja nie chce, bo juz nie raz i nie dwa walczylam o ten zwiazek, wyciagajac reke pierwsza.. Nie chce byc ta, ktora usilnie walczy o uczucia, bo chyba to nie tak ma sie odbywac. Nie wiem, cholernie mi przykro ze to po prostu koniec... i nic ten rok nie znaczyl...latwo przyszlo, latwo poszlo... ale przeciez o milosc nie da rady walczyc.... czy sie myle?