Dodaj do ulubionych

Miłość choleryka

27.09.17, 13:50
Małżeństwom jesteśmy od niespełna 5 lat, mamy dwoje dzieci 4 i 1 rok. Mąż jest dobrym prawym człowiekiem. Wychowywał się bez ojca, głównie z dziadkami, którzy rekompensowali mu brak taty, matka dużo pracowała żeby zapewnić mu wszystko naj. Ja ma 2 braci, tata nie żyje, mama po latach "młodzieńczych walk"jest po mężu moją największą podporą (przyjaciółki maja swoje rodziny i dzieci... ), z moim mężem się lubią, choć nie bezkrytycznie. Z mężem się bardzo kochamy, wspieramy, pokazujemy sobie też gorsze strony. Razem rozwijamy swoje pasje, które częściowo (kiedyś może całkowicie) pozwolą nam finansować życie. Z seksem, czułością, bliskością nie mamy problemów i chyba nigdy nie mieliśmy, mimo iż dalej karmię córeczkę. Gdzie leży problem? Mąż ma jakby dwie twarze, ale nie w stylu manii, tylko bardziej borderline chyba :/ Ma ogromnie stresującą pracę, ja pracuję od lat zdalnie, teraz staramy się o żłobek, żebym mogła "ruszyć z domu". Na mężu więc spoczywa w dużej, ale nie wyłącznej mierze utrzymanie naszej 4. I tak, kiedy w pracy dopadają go nerwy, tak jak teraz przychodzi dobra zmiana, zmieniają się szefowie, ustawy, dofinansowania on obraża się na mnie za byle co. Obrażanie to raz, niestety przejął to 4 letni synek. Też jest taki mega obrażalski :( Gorzej, ze zaczyna na mnie krzyczeć. Wulgaryzmów nie używa, ale wrzeszczy. I najgorsze: pokłócimy się, bo na podłodze są okruchy, a on będzie wrzeszczał, że życie ze mną to koszmar. Ja go zapytam dlaczego tak mówi, on: nie chce z tobą rozmawiać. 3 dni milczenia max i wszystko jest ok. On przeprasza. Niestety od mniej więcej roku,1,5 te ataki ma coraz częściej, nawet raz na 2 mce. Wiem, że sam jest b. dobrym szefem,ale niestety odbija to się w domu, bo nerwy muszą gdzieś ujść. I na koniec teściowa. Gdy zaszła w ciąże zrezygnowała z doktoratu, planów naukowych, w przeciwieństwie do mojej mamy, która jest full aktywna (obie 65 +). Niestety mąż odziedziczył pewne cechy po matce i dziadku, m. in. niską empatię, czy ową wybuchowość... Co robić drogie Bravo? Kochamy się, ale mąż nie chce rozmawiać o tym co się dzieje.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Miłość choleryka 27.09.17, 14:19
      Mąż nie jest człowiekiem dobrym. Mąż Cię nie wspiera, tylko traktuje jako kogoś, na kim może się wyładować. Czułość męża też jest wątpliwa, bo jest czuły, gdy czuje taką potrzebę, natomiast poniża Cię, gdy mu jest z tym dobrze. To raczej cechy przemocowca, niż prawego człowieka.
      Z jedną uwagą - trochę zależy o co się pokłóciliście - jeśli maż przyszedł do domu i zaczął narzekać na okruchy, a potem zwymyślał Cię i obraził, to pora zastanowić się nad przyszłością związku. Jeżeli jednak Ty na przykład zaczęłaś narzekać, ze sprzątasz na okrągło, a maż znowu nie uważa przy jedzeniu, że ma jeść przy stole, a nie chodzić z kanapką, ze nie po to zasuwasz cały dzień, aby on jak tylko wraca z pracy wszystko psuł - no to sytuacja wyglądanie nieco inaczej.
    • enith Re: Miłość choleryka 27.09.17, 15:06
      Klasyka przemocy psychicznej i kolejna żona, która jest święcie przekonana, że ma dobrego, prawego męża, co to tylko raz na dwa miesiące przypeirdala się o okruchy na podłodze albo inną życiowo ważną pierdę i odwala trzydniowego focha.
      Każ mężowi iść się leczyć, a sama, gdy zaczyna awanturę, nie podnoś tematu, nie tłumacz się, tylko wychodź z pokoju. Focha pana olewaj. Rób swoje, nie dopraszaj się uwagi, zajmij się sobą i dziećmi.
      • kotokotot Re: Miłość choleryka 27.09.17, 15:44
        Oj, mocno dałyście mi po głowie, chciałoby się napisać, że za mocno, ale ugryzę się w palec.
        Verdano , pytałaś o te przykładowe okruchy. To jest tak. a w młodości byłam jak szekspirowska złośnica, teraz mam 37 lat i szkoda mi życia na złości. Jeśli mąż nakruszy, nie odłoży skarpet, zostawi puste opakowanie w lodówce, to nie robię afery. Najwyżej westchnę sobie w duchu i zaraz zapomnę. Pokłócić to się mogę np. wtedy kiedy coś dotyczy wychowania dzieci, albo naszych wspólnych projektów itp. Myślałam żeby zaproponować mu jakąś terapię, bo z czasem to się u niego nasila i upodobnia się do swojego dziadka, który słynął w rodzinie z wybuchowości. Ja bym wolała działać prewencyjnie, kiedy to wszystko jeszcze takie do zniesienia.
        • enith Re: Miłość choleryka 27.09.17, 15:54
          To proponuj i namawiaj na terapię, bo masz rację, tego typu agresywne zachowania zazwyczaj eskalują i będzie tylko gorzej pod wzgledem tak intensywności ataków, jak i ich częstotliwości. A wy macie przecież dzieci, które się tej patologii ojca przyglądają i zaczynają naśladować. Choćby dla nich powinnaś uciąć te akcje, ZANIM narobią poważniejszych szkód. Sama widzisz, na jakiego człowieka wyrósł twój mąż będąc wychowywanym przez niepanującego nad sobą dziadka. Ktoś tą spiralę przemocy musi zatrzymać, zanim powieli ją kolejne pokolenie (wasze dzieci).
          • kotokotot Re: Miłość choleryka 27.09.17, 16:02
            Ok, to jaka terapia?Małżeńska, czy osobista? I najważniejsze, jak to powiedzieć? W złości chyba nie, w dobrym, spokojnym momencie? Wyobraźcie sobie, że on się z matką przerzuca" abo ty jesteś jak dziadek", "nie to ty...". U nich w domu to jak jedna z gorszych obelg, choć obydwoje mają tylko jego zarys, bo ten kulturalny starszy pan potrafił ponoć i uderzyć, a tego córka i wnuk nie mają, na szczęście.
            • verdana Re: Miłość choleryka 27.09.17, 17:00
              Jak jest spokój. Przy czym ja bym postawiła sprawę jasno - musisz iść na terapię, bo na razie wyzywasz sie na mnie, ale jak dzieci będą starsze, to i im pewnie sie dostanie. Już teraz syn cię naśladuje, a to jest demoralizujące. Nie mogę do tego dopuścić. To, że masz atak złości niczego nie zmienia - nie mam ochoty być kimś, kto jest dla ciebie przedmiotem na którym możesz rozładować frustrację.
              Nie widzę powodów do terapii małżeńskiej, bo nie chodzi o to, że sie nie dogadujecie, tylko o to, ze maż jest agresywny.
            • enith Re: Miłość choleryka 27.09.17, 17:03
              Zaczęłabym od małżeńskiej, choćby po to, żebyś miała szanse przedstawić, jak te destrukcyjne zachowania męża wyglądają od twojej strony i jak wpływają na ciebie i wasze dzieci. Terapeuta z kolei może uznać, że terapie należy rozdzielić. Ale najważniejsze, żeby mąż się zgodził. Jak z nim o tym rozmawiać? Zdecydowanie nie w nerwach, nie w momencie awantury czy focha męża. Raczej usiąść spokojnie, w dzień wolny od pracy, żeby mieć pełne skupienie męża. I wyłożyć bez pretensji i żali swoje argumenty. Opowiedz mężowi, jak niszczące dla was, jako małżeństwa i rodziny są jego zachowania, jak wpływają na ciebie i dzieci. Mów o swoich uczuciach i obawach, nie próbuj oceniać czy krytykować męża. Proste przekazy: " gdy milczysz przez trzy dni, ja czuję się...", "gdy krzyczysz na mnie, ja czuję, że..." itd. I może warto spytać męża, czy pamięta, jak to było wychowywać się w domu z wybuchowym dziadkiem, czy pamięta, jak czuł się jako dziecko dorastające w takich warunkach. Nikt nie lubi opowiadać o dorastaniu w patologicznym domu, więc to normalne, że mąż unika tematu jak ognia. Natomiast ty musisz mu uświadomić, że jego zachowanie jest dokładnie tak samo niszczące dla waszych dzieci, jak zachowanie dziadka było dla niego. I jeśli świadomość, że krzywdzi własne dzieci, nie skłoni go do podjęcia terapii, będziesz musiała pomyśleć o innych, drastyczniejszych rozwiązaniach. Jesteście małżeństwem od pięciu raptem lat. A co z kolejnymi trzydziestoma, czterdziestoma? Wyobrażasz sobie dalej funkcjonować na takich zasadach?
          • konsta-is-me Re: Miłość choleryka 27.09.17, 22:15
            Przestań wmawiać, że przemocowiec sie "wyleczy".
            Nie istnieje zadna terapia.
            Przemocowiec jest przemocowcem, bo CHCE.
            Co najwyzej sie przyczai lub bedzie manipulowal otoczeniem/psychologiem.
            • enith Re: Miłość choleryka 28.09.17, 04:12
              To, że terapia twojego męża się nie udała, nie oznacza, że przemocowców nie da się terapeutyzować z sukcesem. Da się, znam kilka takich przypadków. Owszem, trwa to długo. Owszem, trzeba trzymać rękę na pulsie, żeby złe nawyki nie wróciły. Owszem, nie każda żona i nie każdy mąż uważają, że gra jest warta świeczki. Ale autorka wątku póki co nawet nie rozważa rozstania i dlatego uważam, że w tym konkretnym przypadku warto terapii spróbować. Nie ma co od razu skreślać faceta za to, że dorastał w patologicznym domu i wyniósł w tego domu patologiczne zachowania.
              • konsta-is-me Re: Miłość choleryka 28.09.17, 06:23
                Aha, no ty wierzysz w "patologiczna rodzine" - czyz to jego wina?...
                Nie, biedactwo mial zle dziecinstwo...
                SWIADOME krzywdzenie drugiej osoby - rozumiesz to slowo?
                Tobie sie wydaje, ze ktos taki "nie zdaje sobie sprawy" albo moze "nie umie inaczej".
                Otoz-doskonale sobie zdaje sprawe i absolutnie umie inaczej.
                Swiadome, z calkowitym rozumieniem konsekwencji, nie jest kwestia rodziny ani dziecinstwa.
                I ja widzialam takich "zterapeutyzowanych"...
                Albo przyczajali sie na jakis czas, albo ich zonom i... terapeutom wydawalo sie, ze wszystko jest ok.
                Ludzisz autorke.
              • fusun1804 Re: Miłość choleryka 28.09.17, 08:19
                Serio to mówisz? Znasz kilka przypadków terapii przemocowca zakończonej sukcesem?
              • fusun1804 Re: Miłość choleryka 28.09.17, 08:38
                Enith, w wątku Aliny piszesz tak:

                "Jeśli do swojego szefa twój mąż mówi "ty debilu", a swojej dentystce mówi, że czyta kretyńskie książki, to tak, złośliwość jest wpisana w charakter męża i nic z tym nie zrobisz, pozostaje ci nieść ten krzyż w pokorze. Ale założę się o stówkę, że twój mąż odnosi się w taki sposób WYŁĄCZNIE w stosunku do ciebie. Wiesz dlaczego? Bo może. Bo czuje się pewnie. Bo wie, że nic z tym nie zrobisz. Twój mąż traktuje cię jak szmatę, bo chce, może i lubi cię tak traktować. To jest jego wybór, a nie cecha charakteru. Zastanów się nad tym. Lata temu zagroziłaś mu, że odejdziesz. Przestał cię wyzywać? Przestał. Przestał niszczyć przedmioty w domu? Przestał. To nie pisz głupot, że mąż teraz krzywdzi cię nieświadomie, że nie wie, co robi, że "ma taki charakter". Bo to nie jest prawda. Twój mąż doskonale wie, co robi. I doskonale też wie, że to jest zachowanie naganne, bo wobec innych osób sobie na takie akcje nie pozwala. "

            • eliksir_czarodziejski Re: Miłość choleryka 28.09.17, 10:31
              Naprawdę uważasz, że każdy przypadek zachowań przemocowych jest absolutnie i totalnie nieuleczalny?
              A może jednak ten mąż owszem, wie, że robi źle, natomiast "leci" skryptem wyniesionym z domu, bo to jest najłatwiejsze w silnych emocjach? Kotokotot rozstać się z mężem jeszcze zdąży, dlaczego najpierw nie miałaby spróbować dostępnych środków aby męża "naprostować"?
              • fusun1804 Re: Miłość choleryka 28.09.17, 10:37
                Słyszałeś o takim naprostowanyn przypadku?
                • eliksir_czarodziejski Re: Miłość choleryka 28.09.17, 10:58
                  A Ty znasz wszystkie przypadki przemocowców i wiesz jak potoczyły się ich terapie?
                  Czytałam o Twoim mężu i wydaje mi się, że mąż autorki nie jest takim "hardkorem". W czasie jak dziewczyna będzie myślała co z tym wszystkim zrobić, może chyba próbować z mężem rozmawiać i wysłać go na terapię, prawda?
                  Nawet jeśli jest on rzeczywiście przypadkiem nieuleczalnym to nie wystawi mu walizek ani jutro ani za 3 tygodnie, bo do takich dużych decyzji trzeba dojrzeć psychicznie o nowym zorganizowaniu życia nie wspominając.
                  • fusun1804 Re: Miłość choleryka 28.09.17, 12:25
                    "A Ty znasz wszystkie przypadki przemocowców i wiesz jak potoczyły się ich terapie?"
                    Nie, nie znam ani jednego przemocowca ktory zrozumiał ze jest przemocowcem, poszedł na terapie i sie zmienił.
                    A Ty znasz choć jednego? Odpowiedz na moje pytanie a nie pitol o moim hardcorowym mężu i o moim pechu do terapeutów.
              • konsta-is-me Re: Miłość choleryka 28.09.17, 11:10
                Blad.
                Nie chodzi o "silne emocje".
                Nie mowimy o cholerycznym charakterze, wbrew tytulowi watku, tylko o znecaniu sie psychicznym/fizycznym nad kims.
                Ktos taki doskonale wie co robi.
                Napisalam juz powyzej.
                Nie znasz z autopsji takiego zachowania, wzgledem ciebie, wiec mozesz wierzyc w usprawieiwienia pt. "mialem zly dzien" itp.
                To sa 2 rozne rzeczy.
                To typowe usprawiedliwienia przemocowcow.

                Ja mam choleryczny czasem charakter.
                Niemniej gdy widze ze kogos to autentycznie rani, ktos placze, skanalizowalabym to na inne tory.
                Obrazowo-walnelabym czyms nietlukliwym o podloge, wyszla z domu, posluchala muzyki itp.
                Druga osoba wiedzialaby dlaczego jestem w zlym humorze i wiedzialaby, ze to nie jej wina.
                Nie dokneloby jej to.
                Wtedy moze terapia pomoze.

                Przemocowiec walnalby cie garnkiem w leb, po czym dowiedzialabys sie, ze to twoja wina.
                A bo tak.
                Bo wszystko jest twoja wina.
                Po czym balabys sie oddychac przy mnie, bo "sie zdenerwuje".
                Chodzilabys na paluszkach, zgadujac moje zyczenia i chowajac sie po katach.
                Bo jak nie...
                Moj zly dzien bylby twoim zlym dniem.
                I prowokowalabym to specjalnie, napawajac sie swoja przewaga.
                I twoim strachem.
                Powod ZAWSZE by sie znalazl.

                Wiedzialabym "ze to zle" ale twoje cierpienie by mnie cieszylo-rozumiesz roznice???
                ("Oj, ja nie umiem, mam takie wzorce, ojoj".)







                • basiastel Re: Miłość choleryka 28.09.17, 12:08
                  Obrazowo-walnelabym czyms nietlukliwym o podloge, wyszla z domu, posluchala muzyki itp.
                  Druga osoba wiedzialaby dlaczego jestem w zlym humorze i wiedzialaby, ze to nie jej wina.
                  Nie dokneloby jej to.
                  ----------------------
                  Bardzo się mylisz, twierdząc, że takie akty agresji nie dotykają otoczenia i życie z cholerykiem, który nagle czymś ciska jest do zniesienia.
                  Ja to przeżyłam jako strona, którą takie nieskierowane na mnie akty agresji miałoby nie dotykać i wierz mi, to koszmar, którego nie wytrzymałam i choleryka pogoniłam.
                  Siedzisz sobie w domu, który ma ci być ostoją, a tu nagle, niespodziewanie ktoś się rzuca i kopie pralkę, albo ciska klawiaturą kompa itd. To nie jest nic takiego, to pozbawia ciebie spokoju i na dłuższa metę jest nie do wytrzymania.
                  • konsta-is-me Re: Miłość choleryka 28.09.17, 12:24
                    To zalezy, jesli mam gwarancje, ze nie cisnie niczym we mnie, to mnie by tak mocno nie obeszlo.
                    Ale ja jestem wychowana w cholerycznym domu, gdzie bez przerwy ktos sie zloscil, pokrzyczal itd.
                    Jednak go nie mialo na celu nikomu zrobic krzywdy, nie chodzilo by kogos zastraszyc, przestraszyc itd.
                    Raczej ekspresja emocji, ja tak to nazywam.
                    Po sekundzie wszystko wracalo do normy i nikt nie zywil urazy, bo nikt sie nie bal.
                    Takie oczyszczenie atmosfery.
                    Krotko mowiac-bylo glosno ale nie bylo w tym agresji.
                    I to mam na mysli mowiac "choleryczne".

                    Jesli ktokolwiek sie boi, lub jest upokarzany to zupelnie inna sytuacja.
                    Wlasnie przemocowa.
                    O wszystko jedno, czy sa to wrzaski czy jadowity szept.
                    • basiastel Re: Miłość choleryka 28.09.17, 12:43
                      Ależ ja rozumiem, że to forma wyrażenia emocji, nie obliczona na zastraszenie kogoś i może do przyjęcia dla kogoś, kto w tym tkwił od dziecka. Ale "choleryczny dom" to żadna dobra norma i dla osoby "nieprzystosowanej" to istny koszmar i nie ma co usprawiedliwiać osób nie radzących sobie z emocjami, że bo to odbywa się kosztem innych. Zapytaj, jak w tym czuja się dzieci, czy mąż. I żeby nie było, że ja taka wychuchana i wydmuchana - jestem najmłodszą z 4 rodzeństwa, wychowywaliśmy się bez opieki osoby dorosłej i różnie się działo.
                      • konsta-is-me Re: Miłość choleryka 28.09.17, 13:12
                        No dobra, ja co innego przez to rozumiem
                        Dla mnie atmosfera pelna niedopowiedzen, niejasnych intencji, ciche dni, kasliwe uwagi, bylyby znacznie gorsze.
                        To dopiero koszmar.

                        Podkreslam-mowie raczej o zywej ekspresji - NIE AGRESJI.
                        Ja czulam sie z tym bezpiecznie, jako dziecko, bo wiedzialam ze nikt nie ma zamiaru mnie krzywdzic ani zastraszac.
                        Tez moglam "odkrzyczec" i juz ;)
                        Pozytywne emocje tez byly glosne i entuzjastyczne i takie... wylewne.
                        Nie bylo w tym pogrozek ani wyzwisk.
                        A wiedzialam, ze intencje sa dobre, wszyscy sa szczerzy, nie ukrywaja niczego i dla mnie to byla ostoja.

                        Nie wiem co w tym koszmarnego-moze uciazliwe, w sensie, bywa glosno.
                        Caly czas mysle, ze mowimy jednak o czyms innym.
                        Ty o atmosferze terroru, a ja o bezposrednim i natychmiastowym wyrazaniu emocji i nie tylko zlych, bo dobrych tez.

                        • basiastel Re: Miłość choleryka 28.09.17, 13:27
                          Mówimy o tym samym. Dla mnie, niespodziewane akty agresji były nie do przeskoczenia, choć nie byłam celem tej agresji. Mój ex wyniósł to też z domu i w ogóle nie rozumiał o co chodzi. Jeszcze raz proponuję, zapytaj dzieci i męża, czy takie pyrganie czym popadnie i wrzaski im pasują.
            • fusun1804 Re: Miłość choleryka 28.09.17, 12:37
              "Przestań wmawiać, że przemocowiec sie "wyleczy".
              Nie istnieje zadna terapia.
              Przemocowiec jest przemocowcem, bo CHCE. "

              Zgadzam sie. Bo CHCE, bo LUBI, bo mu tak PASUJE, bo to jedyny schemat jaki zna. I bo MOZE. A moze bo żona ma dwoje malutkich dzieci i nie moze po prostu odwrócić sie na pięcie i wyjsc.
    • wagonetka Re: Miłość choleryka 28.09.17, 12:29
      myślę, że twój mąż ma poważny problem i sobie z nim nie radzi (jaki to problem, napisałaś sama: "Ma ogromnie stresującą pracę, [...] Na mężu więc spoczywa w dużej, ale nie wyłącznej mierze utrzymanie naszej 4. I tak, kiedy w pracy dopadają go nerwy, tak jak teraz przychodzi dobra zmiana, zmieniają się szefowie, ustawy, dofinansowania"

      może pomyśleć o zmianie pracy na mniej stresującą?

      • fusun1804 Re: Miłość choleryka 28.09.17, 12:57
        Odnoście Waszych propozycji terapeutyzowania małżonka Autorki, to zauważcie ze ona sama pisze ze on w ogóle nie chce o tym rozmawiać. To jak Wy chcecie go na ta terapie wysłać? Poza tym ma niska empatię i wysoka wybuchowość ( to odziedziczył czyli biedaczek nie jest niczemu winny).
        Zauważcie tez kiedy to sie zaczęło. 1,5 roku temu czyli w momencie kiedy Autorka była w drugiej ciąży. Czyli wtedy gdy stanowiła najłatwiejszy cel ataków.
        Moja rada jest taka : nagrywaj te wrzaski źebys miała dowód. I poczytaj o żonie radnego Piaseckiego.
        • wagonetka Re: Miłość choleryka 28.09.17, 13:02
          fusun1804 napisała:

          > Odnoście Waszych propozycji terapeutyzowania małżonka Autorki

          a gdzie ja piszę o jakimś "terapeutyzowaniu"?
        • enith Re: Miłość choleryka 28.09.17, 15:08
          Nad wszystkim da się popracować. I nad tą "niską empatią", i nad "wybuchowością". Czy mąż autorki wątku zechce? To się dopiero okaże, gdy w końcu z nim o tym porozmawia (bo, jak rozumiem, taka rozmowa się jeszcze nie odbyła, stąd jej pytanie, jak się za to zabrać).
      • fusun1804 Re: Miłość choleryka 28.09.17, 12:59
        "może pomyśleć o zmianie pracy na mniej stresującą?"

        To sie biedaczyna bedzie stresował szukaniem pracy, potem bedzie stresował adaptacja w nowym miejscu pracy.
        I jak myslisz, na kim sie wyżyje?
        • wagonetka Re: Miłość choleryka 28.09.17, 13:04
          fusun1804 napisała:

          > "może pomyśleć o zmianie pracy na mniej stresującą?"
          >
          > To sie biedaczyna

          to jest mąż, najbliższa osoba, nie "biedaczyna", od tego ma się żonę, aby potrafiła ona człowieka wspomóc w potrzebie - a tu taka potrzeba jest

          a ty nie przypisuj innym swoich własnych traum, ok?



          • fusun1804 Re: Miłość choleryka 28.09.17, 14:12
            "to jest mąż, najbliższa osoba, nie "biedaczyna", od tego ma się żonę, aby potrafiła ona człowieka wspomóc w potrzebie - a tu taka potrzeba jest"

            OJP ...... Liczyłam sie z radami " porozmawiaj z nim" i " idz na terapie". Ale z tym ze przemocowiec potrzebuje wsparcia to przyznaje, nie liczyłam sie.

            "a ty nie przypisuj innym swoich własnych traum, ok?"

            Widze ze nie umiesz czytać ze zrozumieniem wiec kończę dyskusje z Toba.

            • marsylvik Re: Miłość choleryka 01.10.17, 11:46
              Potrzebuje. Też człowiek, do tego przemocowiec jest zawsze człowiekiem słabym.

              Ale tego wsparcia potrzebuje nie od żony, a od specjalisty. Do tego fakt, że pomocy potrzebuje, nie znaczy wcale, że jej chce, że potrafi ją przyjąć ani że będzie ona skuteczna. Ani że ktokolwiek może, potrafi, czy ma prawo pomagać tylko dlatego, że ktoś tego potrzebuje.
    • enith Re: Miłość choleryka 28.09.17, 14:57
      Odpowiadając osobom pytającym o to, czy osobę z takim charakterem można "naprostować": tak, można. Przykładem jest mój mąż i nawet bez terapii się obeszło, wystarczyło kilka poważnych rozmów z zastrzeżeniem, że jeszcze jedna taka akcja i się rozstajemy. Mój mąż swoją "wybuchowość" czy "choleryczność" wyniósł nie z domu, ale z pierwszego, zawartego w młodym wieku i trwającego osiemnaście lat, niezbyt udanego małżeństwa. Państwo byli przykładem, jak to się mówi, "włoskiego małżeństwa", krzyki, rzucanie przedmiotami na przemian z cichymi dniami, taki małżeński rollercoaster. Z mojej strony wystarczyło: nie podejmowanie dyskusji, gdy partner był wzburzony, wychodziłam z pokoju lub z mieszkania. Ignorowanie szkód materialnych wyrządzonych przez partnera. Zastrzegłam, że niszczyć może wyłącznie swoje rzeczy, moich nie ma prawa dotykać. Oczywiście wszelkie koszty napraw ponosi on. I w końcu kilka rozmów, w których wyłożyłam panu, jak kawę na ławę, że nie mamy ślubu, dzieci i kredytu i jeśli myśli, że ja będę takie jazdy z jego strony regularnie znosić w imię niewiadomoczego, to się myli. To wszystko miało miejsce w pierwszym roku naszej znajomości. Jesteśmy raz od 15 lat, małżeństwem od dekady. Nigdy więcej po tym pierwszym roku akcje męża się nie powtórzyły w takim natężeniu. Teraz, jak mąż ma muchy w nosie, wyżywa się na rajdach rowerowych, a nie na przedmiotach w domu. Mąż wyjaśnił mi, że trudno mu było zmienić scenariusz, według którego funkcjonował przez prawie dwie dekady, a którego w gruncie rzeczy nienawidził. I cieszy się, że ktoś w końcu postawił temu weto na tyle skutecznie, że udało się na nowo ustalić sposób komunikacji w związku. Ale piszę to z zastrzeżeniem: mój mąż CHCIAŁ się zmienić, mój mąż mnie kocha, a wtedy to w ogóle były początki związku, więc wiadomo, euforia, różowe okulary itp., z kolei ja mogłam w każdej chwili odejść i absolutnie się z tym nie kryłam. Tak wygląda moja historia z partnerem z wybuchowym charakterem. Więc potwierdzam, że tak, możliwa jest skuteczna korekta pewnych przemocowych zachowań (pod pewnymi warunkami). Dlatego ja nie będę autorce wątku radzić, by już składała papiery rozwodowe, bo uważam, że jeśli istnieje szansa, że partner zmieni zachowanie dzięki terapii, to warto z tej szansy skorzystać. I dopiero, gdy albo tej terapii odmówi albo okaże się ona nieskuteczna, można myśleć o dalszych krokach.
      • konsta-is-me Re: Miłość choleryka 28.09.17, 15:10
        Zapewniam cie ze z prawdziwym przemocowcem "ignorowanie" by nie przeszlo.
        Dlatego ze twoja reakcja ma byc strach i poddanczosc.
        Bedzie dopoty probowal, dopoki nie osiagnie celu.
        Powoli, krok po kroku, naprzemiennie z byciem idealem (zebys nie uciekla).
        "Zastrzeganie" moglabys sobie wlozyc... tu i owdzie.
        Rozmowy skonczylyby sie albo chwilowa poprawa, albo... zerwaniem.
        Bylaby ciagla powtorka z rozrywki.
        I wiesz jaka jest roznica?
        Przemocowiec POTRAFI byc taki jak chcesz!
        Jak drJekyll i mr Hide.
        UMIE byc mily, empatyczny, partnerski, kochajacy, czuly, uczynny i co tam jeszcze chcesz.
        On to wszystko UMIE!
        Na tym polega haczyk.

        Twoj maz nie byl przemocowcem.
        Nie myl kazdego nie-idealnego zachowania z dzialaniami przemocowymi.
        Co najwyzej autentycznym cholerykiem.
        I takie osoby mozesz sobie kierowac na terapie.
        O przemocowcach nie masz pojecia-i dobrze dla ciebie.
        • enith Re: Miłość choleryka 28.09.17, 15:16
          Uważasz, że awantury, niszczenie przedmiotów w domu czy ciche dni, to nie jest przemoc? To są, twoim zdaniem, "nieidealne zachowania"? OJP.
          • konsta-is-me Re: Miłość choleryka 28.09.17, 15:31
            Do prawdziwie przemocowych zachowan, owszem daleko.
            Nikt nie twierdzi ze sa w porzadku i "nic takiego".
            Niewatpliwie jest to uciążliwe i przykre.
            Irytujace.
            Meczace.

            Twierdze, ze nie masz pojecia jakim PIEKLEM jest zycie z przemocowcem.
            PIEKLEM.
            I wobec tego bredzisz o "terapiach" i "trzeba chciec" sie zmienic".
            • enith Re: Miłość choleryka 28.09.17, 15:45
              Acha, czyli według ciebie tylko bicie to jest "prawdziwa przemoc", a ty jako bita żona jesteś specjalistką od takowej i wiesz NA PEWNO, że mąż autorki wątku jest niereformowalny, jest manipulatorem i nie ma szans na poprawę.
              Przykro mi, że przeszłaś przez piekło ze swoim mężem, ale twoje przeżycia nie są uniwersalne i nie każde zachowanie przemocowe kończy się tak, jak u ciebie. Sama zresztą dokonałaś ich gradacji na "nieidealne zachowania" i "prawdziwą przemoc". Po prostu patrzysz na wszystko przez pryzmat swojej osobistej traumy i nie widzisz, że każde małżeństwo jest inne i nie każdy przemocowiec, to gnój lejący żonę i dzieci. Mąż autorki wątku na przykład NIDGY jej nie uderzył, ale ty oczywiście wiesz, że on się tylko tak świetnie kryje i kiedyś NA PEWNO będzie ją bił. Bo tylko taki scenariusz znasz z własnego podwórka i nie przyjmujesz do wiadomości, że może być inaczej.
              • konsta-is-me Re: Miłość choleryka 28.09.17, 16:31
                Wez gleboki oddech.
                I tak kilka razy.
                Wmawiasz mi rzeczy których nie napisałam!
                Nie klam.

                Ja i kilka osob w tym watku, wedlug ciebie, tkwimy a "mylnym bledzie" poniewaz tylko TY masz racje, prawda?
                W dodatku nie jestes w stanie tej "racji" niczym poprzec.
                Zarzucasz innym "traumy", a prawda jest taka, ze to ty nie umiesz spojrzec z innego, niz TWOJ wlasny punkt widzenia.
                Twoja racja jest "najtwojsza".
                Nie zobaczysz innego punktu widzenia niz twoj, chocby byl wielkości wiezy Eiffela.
                Gdy ktos usiluje ci przedstawic rzeczowo, jak to wyglada, reagujesz krzykiem i "traumami".
                To tyle.
                • enith Re: Miłość choleryka 28.09.17, 16:49
                  Sama weź głęboki oddech. Reagujesz emocjonalnie. Krzyczysz. Zarzucasz brednie rozmówcom. Nie przyjmujesz innego punktu widzenia. Uważasz, że tylko ty masz rację.
                  I jeszcze raz przeczytaj post autorki wątku. I porównaj ze swoją historią. Widzisz różnice? Nie? No, to już wiemy, dlaczego nie potrafimy się dogadać.
                  • konsta-is-me Re: Miłość choleryka 28.09.17, 18:52
                    Skad wiesz jaka jest moja historia?
                    Nie opisywalam jej tutaj w szczegolach.
                    Znow piszesz nieprawde.
                    • fusun1804 Re: Miłość choleryka 28.09.17, 19:37
                      Enith, a ja mam prosbe do Ciebie o wskazanie jakiegos ośrodka ktory prowadzi skuteczna terapie dlaprzemocowcow.
                      • enith Re: Miłość choleryka 28.09.17, 20:01
                        A jest tu ktoś zainteresowany, kto mieszka pod czeską granicą? Ty jesteś zainteresowana? Ktoś inny jest tu zainteresowany? To proszę na mój adres gazetowy, podeślę adres konkretnej kliniki.
                    • enith Re: Miłość choleryka 28.09.17, 20:03
                      Opisałaś twoją osobistą sytuację w wątku obok. Wczoraj, o 22:44. Mogę wkleić linka, jeśli zapomniałaś.
                      • konsta-is-me Re: Miłość choleryka 28.09.17, 20:37
                        Nie.
                        To tylko drobna czesc mojej historii.
                        • wagonetka Re: Miłość choleryka 28.09.17, 20:49
                          rzecz w tym, że twoje doświadczenie nie jest doświadczeniem kotokotot - to są dwa całkiem inne doświadczenia
                          • konsta-is-me Re: Miłość choleryka 28.09.17, 21:08
                            Ale ja nie porownuje tych doswiadczen jako takich.
                            Chcialam wytlumaczyc roznice miedzy zwyklym cholerykiem z ktorym da sie dogadac a przemocowcem-psychopata.
                            • wagonetka Re: Miłość choleryka 28.09.17, 21:13
                              ale co ma wspólnego psychopata z mężem kotokotot ?
                            • zuzi.1 Re: Miłość choleryka 28.09.17, 21:17
                              Nie każdy przemocowiec to psychopata. Czesc przemocowcow to narcyzi, nie będący psychopatami. Psychopacie zadna terapia nie pomoże. Narcyzem po wzmocnieniu się można nawet manipulować, gdy ktos potrafi.
                            • enith Re: Miłość choleryka 29.09.17, 02:50
                              W swoim pierwszym poście, konsta, odpowiadając na mój post popierający autorkę wątku w namawianiu męża na terapię, napisałaś:
                              "Przestań wmawiać, że przemocowiec sie "wyleczy".
                              Nie istnieje zadna terapia.
                              Przemocowiec jest przemocowcem, bo CHCE.
                              Co najwyzej sie przyczai lub bedzie manipulowal otoczeniem/psychologiem."
                              Więc co konkretnie chciałaś napisać? Nie przypadkiem to, że jej mąż jest przemocowcem i jego terapia nie ma sensu? Że się przyczai i będzie manipulował otoczeniem? Na jakiej podstawie tak autorytarnie i krytycznie wypowiadasz się na temat męża autorki wątku, robiąc z niego nieuleczalnego patola? Nie masz żadnych podstaw, żeby stawiać jakąkolwiek diagnozę, a już w szczególności taką. Przeczytałaś jednego posta, jeden krótki opis małżeństwa i na jego podstawie wyciągnęłaś bardzo daleko idące wnioski, że mąż autorki wątku to przypadek beznadziejny. Masz jaja, przyznam ci. Ja nie miałabym odwagi ocenić jednoznacznie negatywnie czyjegoś małżeństwa na podstawie jednego lakonicznego wpisu na forum.
        • zuzi.1 Re: Miłość choleryka 28.09.17, 20:45
          Konsta ty piszesz bardziej juz o zachowaniach psychopaty niż typowego przemocowca, moze dlatego nie możecie sie z enith zrozumieć w tym wątku.
          • enith Re: Miłość choleryka 29.09.17, 02:38
            No kurka, dokładnie o to chodzi, dzięki, Zuzi :)
            I Fusun i Konsta pisały o swoich związkach z psychopatami/socjopatami. Takich ludzi się nie leczy, od takich ludzi się spierdziela, zabiera ze sobą dzieci i nie zostawia adresu zwrotnego. Ale to przecież nie jest przypadek autorki wątku! Przeczytajcie jej opis małżeństwa, tu nie ma mowy o najgorszego sortu znęcaniu się nad rodziną, o którym pisałyście wy. To jest ta zasadnicza różnica, o której pisze, możesz niezbyt jasno. Mąż, który gwałci żonę, nadaje się do natychmiastowego odstrzału. Mąż, który komunikuje się z pomocą awantur albo cichych dni, nadaje się na terapię. Zwłaszcza, jeśli taki sposób komunikacji wyniósł z domu rodzinnego. Nie ma co robić z człowieka z obciążeniami rodzinnymi jakiegoś skończonego patola, dla którego nie ma nadziei i z którym natychmiast trzeba się rozwieść.
            • kotokotot Re: Miłość choleryka 30.09.17, 16:38
              Długo nie odpisywałam, ale pochłonęła mnie pozaforumowa proza życia. Bardzo dziękuję po pierwsze enith, za duuuużo mądrych iw gruncie rzeczy ciepłych słów, po drugie verdanie, za trzeźwe spojrzenie.

              Co u mnie. Przemieliłam w sobie wszystko naście razy. Pogadałam z przyjaciółka. I na koniec, dzisiaj rozmawiałam z mężem. Poszło źle. Powiedziałam co mi leży na sercu, on zrekapitulował to następująco: ty jesteś super ekstra, a ja do niczego... Mówię, że mogę wszystko powtórzyć i nagramy to na dyktafon, bo mówiłam coś innego (że wiem, że mu ciężko, ale przykro że przenosi stresy do domu, że nie podoba mi się jak obarcza mnie za wszystko winą, że uważa, że nic nie robię itd. i , że ja wciąż go kocham, zależy mi na nim, na nas, ale jeśli on już nie kocha, to zrozumiem... ). Kiedy prosiłam, żeby nie zwracał się do mnie podniesionym tonem, powiedział, że nie chce delikatnych rozmów co czujemy, że ogólnie odechciewa mu się wszystkiego... Ja powiedziałam na koniec, że to podchodzi pod przemoc psychiczną, że nie pozwolę sobie na takie traktowanie i że jeżeli mamy być jeszcze razem, to on musi porozmawiać ze specjalistą. Wyszłam z domu na spacer. Tyle. (pewnie nie zbyt składnie, bo wciąż jestem w nerwach). Aha. na mój zarzut, że przeprasza wszystkich ( w pracy, nasze dzieci, jak na nie nakrzyczy, swoją matkę po sprzeczce), odpowiedział, że przeprasza bo zależy mu na tej pracy, na resztę nie odpowiedział.
              • po-trafie To teraz szczerze 30.09.17, 17:31
                Zastanow sie, co dobrego konkretnie wnioslo to zdanie w waszej komunikacji:
                "że ja wciąż go kocham, zależy mi na nim, na nas, ale jeśli on już nie kocha, to zrozumiem... "

                Nie wyrazilas nigdzie wczesniej watpliwosci, co do tego czy maz cie kocha. Upieralas sie wrecz, ze napewno kocha, tylko wyladowuj sie w domu, zle gospodauje negatywnymi emocjami, obraza sie, rzuca slowa zbyt wielkiego kalibru. To sa konkretne sprawy. Dlaczego, zamiast rozmawiac o tych konkretnych sprawach, zaczelas podwazac jego milosc?

                Wg mnie sa mozliwe 2 odpowiedzi:
                1) faktycznie masz szczere watpliwosci co do mezowskiej milosci, myslisz w srodku, ze cie nie kocha; uwazasz to za realna mozliwosci;
                2) wiesz ze maz cie kocha. Zdania uzylas jako brzydkiej brzydkiej manipulacji.

                Co o tym myslisz?
                • kotokotot Re: To teraz szczerze 30.09.17, 17:59
                  po-trafie napisała:

                  > 2) wiesz ze maz cie kocha. Zdania uzylas jako brzydkiej brzydkiej manipulacji.
                  >
                  > Co o tym myslisz?


                  Wiem i nie wiem. Na co dzień jesteśmy kochającą się parą, ale kiedy coś idzie źle, on uderza z grubej rury. Jakby strzelać do wróbla z armaty, jakbyśmy nagle przestali się kochać. I mówi też, że ja się z nim nie liczę. Więc tak, chyba nie czuję, że zagrałam nie fair.
                  • enith Re: To teraz szczerze 01.10.17, 02:27
                    > Wiem i nie wiem. Na co dzień jesteśmy kochającą się parą, ale kiedy coś idzie źle, on uderza z grubej rury. Jakby strzelać do wróbla z armaty, jakbyśmy nagle przestali się kochać.

                    Wiem, o czym piszesz. Znam tę sytuację z opowieści męża, którego pierwsza żona miała bardzo podobne zachowania. Na codzień fajna, kochająca kobieta. W chwili kłótni czy konfliktu czy nawet drobnej różnicy zdań (np. o nazwisko aktora(!)) nagła zmiana o 180 stopni, obraza na śmierć, "ty mnie nie kochasz, nie szanujesz, nie liczysz się ze mną, nie chcę z tobą być" itp. Dokładnie tak, jak piszesz, reakcja kompletnie nieadekwatna do sytuacji, przesadzona, histeryczna. Mąż przyznał, że to jeden z głównych powodów, dla których rozwódł się pierwszą żoną. Lata takich akcji i odmowa żony leczenia się zrobiły swoje.
                    Nie wiem, co ci poradzić. Jeśli mąż definitywnie odmówi konsultacji z terapeutą, będziesz musiała zastanowić się na przyszłością związku. Czy pozostać w nim i ryzykować eskalację męża zachowań czy rozważyć tymczasową separację, by dać obojgu czas na przemyślenie pewnych spraw, czy wnieść o rozwód. Ale jest możliwe, że ta dzisiejsza rozmowa z mężem, choć poszła źle, trafiła na podatny grunt i być może zapoczątkuje zmiany w jego zachowaniu, a przynajmniej dialog między wami. Czego życzę z całego serca.
              • pade Re: Miłość choleryka 07.10.17, 11:31
                Ty jesteś super extra a ja do niczego...
                To jest wbrew pozorom ważne zdanie. Być może Twój mąż ma problem z wzięciem odpowiedzialności za własne zachowanie. Nie ma wewnętrznej kontroli. Wydaje mu się, że to inni go prowokują, inni są winni temu, że się denerwuje, wścieka. Nie radzi sobie z własnymi emocjami, nie wie nawet skąd się biorą. Jest skupiony na zadaniach, samoświadomość jest mu obca. No i być może czuje, że jest pod presją. Daje z siebie wszystko zawodowo, daje duży wkład w rodzinę, a tu nikt tego NIE DOCENIA tylko jeszcze się go czepia. Nie rozumie, że wyżywanie się na kimś za zły nastrój, za to, że coś poszło nie po jego myśli jest naganne. Przecież w jego domu tego typu zachowanie było na porządku dziennym.
                Być może mąż zareagował na Twoje zarzuty w taki a nie inny sposób, bo czuje się w pewien sposób winny, ale nie umie sobie poradzić z tym uczuciem i automatycznie przerzuca je na Ciebie, jak gorący kartofel, którego trzeba się pozbyć bo parzy. Brakuje mu wglądu w siebie i spojrzenia na sytuację oczami drugiej strony. To jest częsty deficyt u facetów. Mało kto rozmawia z nimi o tym co czują, o lustrze (wkurza nas u innych niemiłosiernie to, czego sami u siebie nie akceptujemy), o projekcji, o odpowiedzialności za własne słowa i reakcje.
                Kolejna sprawa to dorastanie w domu pełnym agresji. Bardzo często skutkuje uzależnieniem od chaosu. Jak jest spokój, to budzi się niepokój. Nic się nie dzieje? Czekanie jest nie do wytrzymania. To już lepiej samemu sprowokować awanturę. I już jest znajomo.
                Podsumowując, Twój mąż "radzi" sobie z emocjami jak umie, a że nie umie, to jest jak jest. Pytanie czy chce się nauczyć i pytanie czy Ty chcesz mu w tym pomóc. Czyli terapia dla Was dwojga, bo mąż nie bez powodu wybrał Ciebie na żonę.
                ps. przeprasza bo mu zależy na pracy - czyli niekoniecznie czuje, że ponosi odpowiedzialność za swoje zachowanie i, ze mogło ono kogoś skrzywdzić, tylko "trzeba ludzi ugłaskać jak się przeholuje".
    • marsylvik Re: Miłość choleryka 01.10.17, 09:41
      Przeczytałam cały wątek.
      I nie jestem w stanie nie odpowiedzieć.
      Sytuacje jak u mnie.
      Mętlik w głowie jak u mnie.
      Dynamika rozwoju sytuacji jak u mnie.
      Możliwość skorzystania z porad osób dotyczących tego, jak postępować z toksykiem - jak u mnie, bo coś mi tu strasznie nie pasuje. Nawiasem mówiąc miałam rację, że mi nie pasowało, choć ostatecznie, wobec rozwoju sytuacji, zdecydowałam się (myślę, że słusznie) postępować tak, jakbym miała do czynienia z tzw toksykiem i przemocowcem.

      Jaka terapia?
      U nas nie zadziałała. I dobrze już wiem czemu.

      Pani ekspert na tym forum miała rację, choć niewiele to w moim przypadku pomogło. Nie udało się w ogóle namówić na konsultację psychiatryczną.

      Przechodzę do sedna.
      Pół roku po naszym rozstaniu zdiagnozowano u niego "chorobę nienawiści". Dwubiegunówkę. Jak już całkiem odjechał. Piszesz, że to nie mania, a mnie to wygląda na manię dysforyczną.
      Dobry człowiek zaczyna nienawidzić, okresowo, a okresowo szczerze i bez udawania kochać.
      Nie działają wtedy forumowe rady, miłosć się czuje... Nienawiść też.
      Nie jesteśmy razem, mamy wspólne dziecko, jesteśmy w kontakcie, on nadal, pomimo dwóch przymusowych hospitalizacji inicjowanych przez policję się nie leczy. Współczuję mu, ale uznałam swoją bezsilność, chronię siebie i dziecko.

      Nie wiem jakie decyzje podejmiesz, jak się potoczy, ale po pierwsze chroń dzieci. Ta jego choroba wyjaśniła mi, czemu miał tak straszne dzieciństwo i czemu jego matka pamięta, że jego ojciec początkowo był dobrym, troskliwym człowiekiem. A teraz od lat ma dożywotni sądowy zakaz zbliżania się do rodziny.

      Jeśli mam rację to samo nie minie. A ponieważ negowanie choroby jest podstawowym jej objawem, to przyszłość nie wygląda różowo, zwłaszcza jeśli nie jest to klasyczna postać choroby z podziałem na krótkie okresy manii i długie depresji. Ta dysforia (forma manii, tak! ale nieprzyjemna dla chorego, w przeciwieństwie do klasycznej manii) jest przekleństwem dla wszystkich. Nie wiem czy to udźwigniesz, Wasze dzieci nie udźwigną na pewno jeśli on nie zechce sie leczyć. Wtedy po pierwsze chroń dzieci.

      Przeczytaj ten wpis na blogu, może być tak, że rozproszy wiele Twoich wątpliwości.
      uciekamydoprzodu.blog.pl/2013/02/11/mia/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka