kobietanazakrecie
13.09.21, 19:11
Mój mąż jest dla mnie niedobry. Mam gębę pełną frazesów. Od prawie 30 lat. Kocha mnie, tak mówi, całuje moje stopy, kiedy przechodzi obok. Gada, że jestem najważniejsza, melduje że dojechał na nocny dyżur do pracy. Często zmywa, wynosi śmieci, robi zakupy. Więcej nie robi nic. Siedzi przed komputerem, słucha muzyki, ogląda filmy, mecze, coś czyta. Nigdzie nie wychodzi. Ani sam, ani ze mną. Na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy był ze mną na spacerze, w lesie raz, w kinie cztery razy, raz w teatrze, raz na koncercie, na paru rodzinnych imprezach. Z dzieckiem lata temu chodził na spacery też niechętnie, może trzy razy chętnie. Czasem ma taki polot, chce. Potem latami ten zryw wypomina. Jest zmęczony. Wiecznie. Tak samo był zmęczony po dwudziestce, trzydziestce, czterdziestce i pięćdziesiątce. On pracuje. Na trzy zmiany, głową. Ja od paru lat nie pracuję, mam problemy ze zdrowiem. Miałam je już kiedy poznałam męża, ile mogłam to ciągnęłam wózek praca-dom-dziecko. Zdrowie na tyle się pogorszyło, że z czegoś trzeba było zrezygnować. Pracuję czasem dorywczo. Do małżeństwa wniosłam pieniądze, korzystamy z nich razem. Mamy wspólny budżet. W domu robię prawie wszystko ja. Sprzątam, piorę, gotuję, robię zakupy, zajmuję się konserwacją i zakupem wszystkich sprzętów, organizuję naprawy. Sama dużo potrafię zrobić, pomalować, coś przykręcić, wymienić. Mąż nigdy nie kupuje sobie ubrań, maszynki do golenia, dezodorantu, kremu, ręcznika, ani mydła. Nawet buty kupuję mu przez internet. Tak mu wygodnie. Dbam o nasz samochód, jak nie wyślę męża na myjnie, nie pojedzie. Na każdą prośbę, propozycję pojechania gdzieś, do jakiegoś większego sklepu, który nie jest spożywczy reaguje złością. On jest zmeczony, po nockach, on nie wiedział że dziś, dlaczego dziś. Robię to raz na rok, on odmawia, a kiedy jak mówię wtedy, co o tym myśle mówi, że chcę go wykończyć. Że się nudzę, bo siedzę w domu. Ja w domu nie siedzę. Wychodzę sama. Gdybym tak nie robiła przesiedzialabym całe życie dorosłe w bloku. Jest miło kiedy niczego nie chcę, podstawiam jedzenie i smakołyki pod nos, nie mam o nic pretensji. Spacerów nie lubi, to chodzenie bez celu, wyjść też, wszystko jest w domu. Dwie krótkie wycieczki zorganizował, takie które jego interesowały. Potrafi wysiedzieć na krześle przed komuterem od rana do późnej nocy. Z nim nie wypiję kawy na dworze, kiedy pojadę do rodzinnego domu i tam można posiedzieć przed domem. On siedzi też tam w domu. A jak mówi wychował się u dziadków na wsi. Najbardziej boli mnie jego zachowanie, kiedy proszę o ten wyjazd, dziś do sklepu ogrodniczego. Był po trzech nockach fakt, ale odespał je. Dostał obiad, niczego nie musiał w domu robić, tylko miło spędzić ze mną czas w sklepie wśród roślin. Ma mnie gdzieś, choć twierdzi, że jestem okrutna tak mówiąc.