synowa2
06.12.04, 19:37
Moje stosunki z teściową są nienajlepsze. Chociaż wiele nam pomogła to czasem
mam wrażenie, że teraz mamy jej za to odpłacić swoim czasem. Do niedawna
przychodziła kilka razy w tygodniu i niemal codziennie dzwoniła. Pozatym ja
do niej chodzę raz w tygodniu na obiad.
Kiedyś było gorzej, ale zaczęłam bronić swego terenu. Pozatym jej stosunek do
dzieci mnie wkurza. Jest wspaniałą babcią. Dzieciaki ją kochają. Jednak
czasem mam wrażenie, że jakby mogła to by na moje miejsce wskoczyła.
Kiedyś mój starszy synek leżał w szpitalu. Po wyleczeniu i jego wyjściu ze
szpitala teściowa stwierdziła: "Wy to nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego
co jemu groziło". Kiedy byłam w ciąży z drugim dzieckiem i istniało duże
ryzyko, że mautki urodzi się upośledzony ona powiedziała do mnie "ty się tym
nie martw, wystarczy, że ja się martwię" - Czy to nie jest bezczelne?
Gdybym była złą matką, ale zawsze pragnęłam mieć moje dzieci i kocham je
najbardziej na świecie.
Mogłabym wiele jeszcze napisać na ten temat...
synowa2