iwk2
17.08.06, 12:31
Witam serdecznie. Mam 31 lat i od ponad 10 miesięcy jestem wdową. Mój mąż
zginął tragicznie we wrześniu ubiegłego roku. Tego dnia cały mój dobry,
poukladany swiat runął. Przy życiu trzyma mnie mój 3 letni synek, moja
iskierka i nadzieja. Dla niego sie jakoś podnioslam i chcę żyć dalej, on
jest chyba jeszcze bardziej nieszczęśliwy niż ja, bo nic z tego wszystkiego
nie rozumie. Chociaz niedługo minie rok odkąd zostaliśmy sami, każdego
wieczoru wydaje mi się że nie przeżyję kolejnego dnia, ale rano wstaje i żyję
dalej bo wiem że dla mojego synka musze dac z siebie wszystko. Mam wspaniałą
rodzine , wielu cudownych przyjaciol na których moge liczyć, prace, staram
się wypelnić kazda wolna chwile żeby sie nie nakręcać. Jednak w tym
wszystkim jestem bardzo samotna, bo tak na prawdę nikt kto nie przeżył takiej
tragedi nie rozumie mojej rozpaczy, tęsknoty, braku poczucia bezpieczeństwa,
strachu o nasze życie i o przyszłość. Nie moge już słuchać dobrych rad w
stylu "czas leczy rany", bo z wielką łatwością przychodzi wypowiadanie tego
typu sloganów tym którzy są szczęśliwi.
Zupełnei przypadkowo trafiłam na to forum i będę tu zaglądać. Przytulam Was
drogie "mamy wdowy", trzymajcie sie , chociaz wiem że często nie ma się
czego trzymać. Iwona, mama Konrada