Dodaj do ulubionych

Czas leczy rany ?

29.04.07, 01:44
> "Czas, czas pozwoli Ci dojsc do siebie...Czas leczy rany"

Mówią tak...:(

Czas ,może zamazywać obrazy ale nie zamazuje tego co czujemy.
Czas nie leczy ,czas pozwala nam się z tym oswajać ...
Obserwuj wątek
    • digirec Re: Czas leczy rany ? 29.04.07, 09:40
      witajcie
      jak ja słysze takie słowa to sie we mnie wszystko gotuje
      ludzie bywaja tak cholernie nietaktowni,
      zawsze pytam co ma czas uleczyc?
      moj ból?
      żal?
      niepewnosc jutra?
      czy moze moja tesknote za ukochanym mezczyzną
      za jego ciepłymi ramionami,za rozmowami...
      reszte zostawiam bez komentarza ....
      pozdrawiam wszystkich serdecznie
      Ela
      • dusia75 Re: Czas leczy rany ? 29.04.07, 10:33
        Ja również nie wierzę w te słowa.
        Mija dzisiaj 55 dni od śmierci mojego kochanego męża, a ja coraz bardziej
        tęsknię i coraz bardziej jest mi go brak. Coraz bardziej zdaję sobie sprawę że
        GO już nie ma. To jest okropny ból zwłaszcza wszystko wokół się pierdzieli (np.
        awaria hydrauliczna )i wtedy siedzę i wyję i pytam Boga : dlaczego ?
        To jest tak niesprawiedliwe, mam coraz mniej sił.
        To nieprawda że czas leczy rany. Właśnie z biegiem czasu bardziej dociera do
        mnie to co się stało. Tak mi GO brak,
        • blue_ice1 Re: Czas leczy rany ? 29.04.07, 10:36
          wkrotce minie 13 (!!!) lat od smierci pierwszego meza, a 9 od smierci
          narzeczonego....
          Nie- czas nie leczy ran- przyzwyczaja tylko do bolu.........:(
          Pozdrawiam was- Hania z NL .....
        • aniawdowa Re: Czas leczy rany ? 30.04.07, 11:36
          U mnie mija rok i nie cale dwa mies. od smierci meza i moge powiedziec tak czas
          leczy nasz ból w jakims stopniu. Napewno nigdy nie zapomnimy to zawsze bedzie w
          nas, ale dzis moge powiedziec ze zyje a nie egzystuje jak pierwsze miesiace. Na
          dworze ciepło codziennie miło spedzam czas z dziecmi smiejemy sie bawimy
          rozmawiamy o tacie one tego potrzebują. Trzeba być silnym, wiem kazdy to
          powtarza i mnie tez to denerwowało kiedy mi ktos tak mówił wczesniej ale to
          prawda gdybysmy nie byli slini to nie dało by sie zyc dalej. Staram sie zawsze
          zaplanowac sobie kolejny dzień lubie miec zajecie wtedy człowiek nie siedzi i
          nie rozmysla.Bywaja tez gorsze dni i tak juz pozostanie niestety kilka dni temu
          były urodziny mojego meza 28 była msza potem cała rodzina na cmentarzu płacz w
          takie dni to powraca, powraca złosc i straszny smutek. Ale te dni juz takie bedą
          i sa czescia mojego zycia. U Ciebie jest to jeszcze krótki okres i rozumiem
          Twój ból wiem ze to zadne pocieszenie ale moze byc lepiej potrzeba tylko czasu.
          To bardzo dobre ze jest takie forum jak to gdzie ludzie sie rozumieją i wspierają.
          Wszystkim życze na te słoneczne dni usmiechu.
          Pozdrawiam
          Ania
    • magdatysz Re: Czas leczy rany ? 29.04.07, 10:48
      Masz rację- nie leczy a jesli już to trochę zalecza - tak jak z niektórymi
      chorobami przewlekłymi - niby na zewnątrz ok ale w środku i tak to wszystko
      siedzi. Wiem po sobie - dla ludzi na zewnątrz wszystko jest ok, wygląda na to,
      że jestem silna, że się pozbierałam, umiem sobie poradzić, a tak na prawdę to
      wszystko nadal boli i srasznie tęsknię. I widze to po swoim dziecku - też
      tęskni pomimo że to już ponad 2 lata, a on miał wówczas tylko 3...
      • zeng Re: Czas leczy rany ? 29.04.07, 20:51
        Czas nie zmienia wiele.

        Większe amplitudy bólu, ale ta sama średnia...
    • hafal Re: Czas leczy rany ? 29.04.07, 21:29
      A ja powiem tak:
      czas pozwala dojść do siebie - prawda.
      kiedy przypomnę sobie, jak wielkie huśtawki nastrojów miałam po śmierci Czarka,
      w jak wielkim byłam dole...I teraz - mogę stwierdzić, ze stoję na nogach. Po 2,5
      roku. To między innymi zasługa czasu. Wiem, ze ryzyko "dołu" nadal istnieje,
      szczególnie w tak głupich przypadkach, jak np. ta hydraulika, ale to są (mam
      nadzieję) sytuacje przejściowe i z czasem(!) będzie ich coraz mniej.

      Czas zabliźni tę ranę. Jak każdą. Chyba ze celowo ją rozgrzebujemy.
      Czas to lata, a nie dni. Poważne rany bliźnią się długo a często też wymagają
      rehabilitacji. Po 55 dniach, czy po 100 dniach, wciąż będzie tego czasu za mało.
      To przychodzi pózniej.

      Ja mam nadzieję, ze czas będzie dla mnie łaskawy. Że pozwoli łagodnie wyjść z
      tego wewnętrznego odrętwienia. Ale chcę, żeby stało się to z moją pomocą. Bierne
      czekanie nie przyspieszy biegu czasu.
      • hania_2006 Re: Czas leczy rany ? 29.04.07, 22:50
        Podobno sam czas niewiele może zdziałać, mówi się o przepracowaniu żałoby i o
        tym, że jest to droga przez ból i że innej nie ma. "Uczucia są jak świece
        pomagają żyć, jeśli się spalają ... Wszelkie próby tłumienia i zagłuszania
        emocji prowadzą do wyniszczenia i spustoszenia w psychice." Oznacza to, że
        musimy pozwolić zaistnieć emocjom, które nami targają. Ja po prawie pięciu
        miesiącach czuję się inaczej niż po np. miesiącu co nie znaczy, że lepiej.
        Dopiero dociera do mnie to, co się naprawdę wydarzyło i to też nie do końca.
        Chyba nie jestem jeszcze gotowa na konfrontację z rzeczywistością a bez tego
        nie da się zrobić kroku do przodu. Czekam więc dalej, mam wciąż przepłakane dni
        i nadzieję, że nauczę się z tym żyć. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Hanka
    • inseg Re: Czas leczy rany ? 30.04.07, 23:42
      Nie ma jednak lekarstwa na to, ani balsamu ...wciaż dziura pozostanie
      niczym nie zalepiona
      Czas obrośnie ją niczym pajeczyna, kiedy ja zdmuchniesz wciąż tam
      będzie przestrzeń - niewypełniona , niezagojona,nieoswojona,dzika rozszarpana
      rana..W niej wciąż twić będzie odłamek minonego czasu, tkwiąca jak w piersi
      zołnierza ciężka kula ,jak ołów...i w gardle ciężej bedzie wciąż stało
      powietrze ,które miało wypełnić się, a się nie wypełniło.
      Czas tego nie przełknie
    • dryfujacabezcelu Re: Czas leczy rany ? 22.05.07, 13:06
      dziś mija 3 miesiące.... 90 długich szarych dni samotnej wegetacji..... boli tak
      samo jak wtedy, większa jest tylko tęsknota i rozpacz! Pustka........ brak
      ukochanej osoby u boku! Nie było dnia bez płaczu w poduszkę... tak bardzo mi Go
      brak! Tak wiele chciałabym Mu opowiedzieć! Cały czas nie dopuszczam do siebie
      tej myśli, że już nie wróci.. nie potrafię w to uwierzyć.... każdego dnia
      czekam... aż wejdzie do domu i jak zwykle z kochanym spojrzeniem i uśmiechem na
      twarzy powie "cześć żonko!" Błagam niech to wszystko wróci! niech ktoś cofnie czas!
      • digirec Re: Czas leczy rany ? 22.05.07, 15:57
        Witam
        u mnie za 4 dni minie 6 miesiecy..
        Ból.....,tęskonota...pustka.. te odczucia sa nadal bardzo silne.
        Najgorsze sa weekendy i wieczory wtedy tak bardzo mi go brakuje,
        Kiedys powiedziałam Hani ze my nie mamy tez marzen,bodjaze Edyta powiedziała ze
        to nie prawda ze mamy marzenia ...teraz po czasie przyznaje jej racje.
        Powoli zaczynam robic jakies plany, co prawda nie sa jakies wybiegajace mocno
        w przyszłosc, ale pare dni do przodu juz wybiegam...Nie wiem kiedy to sobie
        uswiadomiłam,ale juz nie robie pewnych rzeczy np nie wykrecam nr Pawła gdy z
        czyms chce sie podzielic.
        Musimy byc silne...MUSIMY>>>>
        Pozdrawiam
        Ela
        • edyta.g.25 Re: Czas leczy rany ? 23.05.07, 23:29
          JA choc juz bedzie niebawem rok- nadal jak glupia prawie codziennie dzwonie na
          nr Macka. Maciej tak samo zawsze jak wracal do domu - wital mnie pdobnymi
          slowami "jestem juz zonko"-:( Jego cudowny glos brzmi nadal w mych uszach
      • vesper.lynd Re: Czas leczy rany ? 22.05.07, 20:43
        Dziś mija miesiąc od dnia, w którym odszedł Łukasz. Na początku była czarna
        rozpacz, potem brutalny powrót do rzeczywistości i stawienie jej czoła (o dziwo
        udalo się!!), a teraz nadchodzą myśli, że On już nigdy nie wróci, nie dotknie
        i, że nic się nie powtórzy... tęsknię jak cholera, cierpię... jestem silna, bo
        wiem, że nie mam innego wyjścia, bo przecież nie zrzucę się z mostu, ale to
        wszystko tak boli. Czekam na ten czas, niech mnie uleczy, błagam!!!
        • turtureczka Re: Czas leczy rany ? 01.10.08, 23:40
          u mnie mija 2,5 miesiaca jak stracilam mojego Łukaszka... i sama siebie nie
          poznaje!Mam wrażenie , ze gdzies tu obok caly czas jest i dodaje mi sil aby to
          wszystko przetrwac!tak czuje bo wiem jaka bylam-zawsze bardzo płaczliwa i słaba,
          albo to tylko kwestia czasu zbym wybuchneła!Straciłam mojego męża po 5 tygodnich
          bycia małżeństwem w podróży poślubnej...
          wiem ze moje odejcie nic nie zmieni bo podobno samobojcy nigdy sie tam nie
          spotkaja z tymi ktorzy odeszli!
          nie wiem czy czas leczy rany, narazie wszytstko zalezy od danej chwili, od tego
          co sobie przypomne, od tego na co spojrze, któredy jade-jedno wiem że juz nigdy
          mnie przytuli ni powie "moja Madziunia..." tylko tyle chce!
      • hania_2006 Re: Czas leczy rany ? 22.05.07, 21:53
        U mnie za tydzień minie 6 miesięcy i podpisuję sie całkowicie pod tym, co
        napisałaś. Proszę go, aby przestał sie wygłupiać i wrócił bo ja nie daję rady.
        Chcialabym wejść do domu i powiedzieć jak dawniej "cześć misiu, już jestem".
        Podobno trzeba przepracować żałobę, mnie wydaje się, że pracuję bardzo ciężko.
        Prawie nie ma dnia, abym nie płakała. Budzę się rano i myślę, że muszę
        przetrwać następny beznadziejny dzień. Chciałabym po prostu "wyparować" i już
        się dłużej nie męczyć. Tak wygląda mój stan po 6-ciu miesiącach. Teraz jeszcze
        nie wiem, czy czas coś leczy. Pozdrawiam wszystkich. Hanka
        • lilianna32 Re: Czas leczy rany ? 29.05.07, 17:31
          U mnie minęły 3 miesiące i wygląda to tak jakby te rany czasem już się
          zaczynały goić. Ale przychodzi nagle taki moment, że coś rozdrapuje te rany i
          boli jak na początku. Najchętniej to rzuciłabym sie na jakiegoś faceta żeby
          mnie przytulił, sprawił żebym poczuła się bezpieczna i kochana ale to
          niemozliwe. Nikt nie będzie taki jak ten mój..............
          • hendik Re: Czas leczy rany ? 30.05.07, 13:13
            Lilianna na twoim etapie też miała niesamowitą potrzebę przytulenia się do
            jakiegoś faceta. Miałam już świadomość, że nie przytulę się do swojego męża,
            ale tak mi tego brakowało. Przeszło mi. Teraz jestem na takim etapie blokady,
            że nie potrzebuje by mnie ktoś przytulał - oczywiście to bzdura , ale nie
            odczuwam tego już tak mocno.
    • smutnykluseczek Re: Czas leczy rany ? 30.05.07, 18:45
      czas wcale nie uleczy ran jak juz ktos powwiedział na tym forum ze czas pozwoli
      przyzwyczaic sie o bólu.nie jestem wdową bo poprostu nie zdazylam zostac zona.2
      tygodnie temu zginał moj narzyczony mialo byc tak pieknie mielismy zaplanowane
      cale wakacje.....jedna krótka chwila....i nie ma juz nic
      dobrze ze sa takie miejsce gdzie mozan porozmawiac z osobami ktore naprawde
      rozumieja co czuje ,mysl ze czlowiek nie jest sam pomaga
      • blue_ice1 Re: Czas leczy rany ? 30.05.07, 19:31
        przykro mi..... wiem co czujesz- sama stracila nie tylko meza, ale tez -kika
        lat pozniej- narzeczonego......
      • vesper.lynd Re: Czas leczy rany ? 30.05.07, 19:54
        kochana,
        mój ukochany odszedł 5 tygodni temu... też nie zdążyłam zostać żoną, ale czuję
        sie jak wdowa i czuję jakby Jego rodzina była moją. Pisz jak tylko będziesz
        mieć ochcotę, jesteśmy tu po to by Cie wspierać. Możesz też pisać na priv.
        Bądź silna!
        • smutnykluseczek Re: Czas leczy rany ? 30.05.07, 20:18
          jego rodzina nie jest moja rodzina i nigdy nie byla wkurza mnie to ze w dniu
          pogrzebu kazdy mowil ze mozesz na niego liczyc,ze pomomo ze kuby juz nie ma to
          ja zawsze bede juz ich rodzina...od pogrzebu nikt sie nie zapytal sam z siebie
          co u mnie jak sie czuje, a ja tak bardzo bym chciala porozmawiac z kims o moim
          misiaczku z kims kto go znał powspominac tylko ze nikt ze mna nie chce na ten
          tema rozmawiac wiez jak juz tez nie próbuej radze sobie sama........
          • tomaszl35 Re: Czas leczy rany ? 30.05.07, 20:41
            To się tak tylko ładnie mówi "rodzina" ale każdy z nas musi sam przez to
            wszystko przejść i rodzina niestety chociaż chciałaby jak najlepiej to nie
            zawsze jest w stanie pomóc.
            • magdatysz Re: Czas leczy rany ? 30.05.07, 21:07
              ja od pocieszań rodziny wręcz uciekałam... a czasami musiałam przyjąć rolę
              pocieszyciela.. Tak się jakoś mi w życiu ułożyło że najczęściej to ja musiałam
              być tą silną i mieć stalowe nerwy... Jak bardzo potrzebowałam z kimś
              porozmawiać to wolałam z bardzo dobrymi przyjaciółmi. A póżniej - jak poznała
              Hanię to ją dręczyłam ... (DZIĘKI CI :))
              Prawda jest taka jak napisałes Tomku - przez to wszystko trzeba przejąć samemu.
              I każdy z nas potrzebuje innego czasu. Jednym starczy starczy rok, innym zajmie
              to kilka lat.
              Ja każdego dnia pamiętam i tęsknie ale mogę już chyba uznać że okres żałoby mam
              za sobą. I dla mnie granicą był fakt, że mogę wspominać bez bólu i łez co na
              początku, zaraz po śmierci Rafała wydawało mi sie wręcz niemożliwe. Teraz
              patrzę na jego zdjęcie na biurku i się do niego uśmiecham. A moje myśli wędrują
              do niego nie tylko wówczas gdy jest źle - równiez gdy się cieszę, bo jakoś
              wierzę że on cieszy się ze mną. Gdy mam problemy, troski i radości.
              Wiadomo czasami jest bardzo cieżko, trafiają sie złe dni kiedy wszysko wraca,
              ale na całe szczęscie tych dni nie jest zbyt dużo. W niedzielę byłaby nasza 7
              rocznica ślubu. Pójde na cmentarz, zaniosę kwiatki, zapalę światełko. Tylko ode
              mnie, od nikogo więcej. A po południu umówiłam się z koleżanką na grilla. Nie
              zamierzam siedzieć sama i się umartwiać. Wolę porozmawiać z kimś żywym o tym co
              się dzieje co u nas słychać, opowiedzieć o wyjeździe do Holandii, a być może
              powspominać też ten dzień sprzed 7 lat. Ale niekoniecznie. W zależności od
              nastroju i sytuacji.
              Czas jednak płynie nieubłaganie, rana na duszy zabliźnia sie wolno ale jednak,
              a my czy tego chcemy czy nie należymy do świata żywych i go nadal tworzymy.
          • zeng Re: Czas leczy rany ? 30.05.07, 21:00
            Przykro mi że Ciebie też to spotkało...

            Z własnego doświadczenia wiem, że nawet najbliżsi nie będą podejmować tematu
            wspominania Go... i powodem nie jest to, że nie chcą Ci pomóc czy ulżyć,
            powodem jest po pierwsze to, że boją się Ciebie ranić wspominając do a po
            drugie fakt, że im ciężko myśleć o nim. Może nie tak jak Tobie, ale też ciężko.
            I trzeci aspekt to po prostu brak zrozumienia, nikt nie zrozumie co znaczy
            stracić plany i nadzieje na całe życie kto ich nie stracił...

            Trzymaj się jakoś, pozdrawiam,
            Daniel
    • smutnykluseczek Re: Czas leczy rany ? 09.07.07, 19:05
      Dziś mija 54 dni i co do tego sie zgodze jest gorzej, bo z każdym dniem cierpi
      sie coraz bardziej, coraz bardziej teskni, coraz abrdziej brakuje nam tej
      osoby.....mi narazie nei poagają zadne slowa pocieszenia...a dzis dodoatkowo
      dostałąm kpniaka bo pewna osoba zaczeła mi wmawiac, że po śmierci nie ma juz
      nic, jest unicestwienie, ale ja w to nie wierze, wiem że Kuba czuwa nademna, i
      że sie spotkamy i tam bedziemy zyli długo i szcześliwie...a wracając do tematu
      to wiem, ze teraz jest taki czas, ze płacze cały dzien, potem bedzie taki
      okres, ze ebde płakałą tylko raz diznnie, a nstepnie bede płakać raz w tygodniu
      itd. wszystko małymi kroczkami i z pomocą czasu...własnie z pomocą czasu, to
      nei ejst tak , ze czas wszystko za nas zrobi i w koncu nie ebdzie bolało, to my
      musimy sie o to postarać, i gdy przyjdzie odpowiedni dla nas moment podnieść
      sie i powiedziec siebie dość, zaczynam od nowa silniejsza, starsza i bogatsza w
      nowe choc tak bolące doświadczenie...
      aby czas mogł cokolwiek zrobic z naszym bólem musimy mu zwyczajnie pomóc...to
      co pisze do mnie tak naprawde nei dociera, nie wierze w to , że kiedys bedzie
      lepiej, że bedzie mniej bolało, ale wierze w to , ze kiedys te słowa sie
      sprwadza w moim życiu....
      • violag Re: Czas leczy rany ? 19.07.07, 14:20
        dziś mija 49 dzień, i dokładnie 11 m-c od naszego ślubu.
        a ja NIE DAJE RADY !!!
        ...już nawet nie potrafię pisać, nie rozmawiam też z nikim, nie odbieram
        telefonów, unikam ludzi, nawet w pracy rozmawiam tylko wtedy kiedy to konieczne...
        i wiem, że wcale nie chce sobie pomóc, chce tylko do NIEGO!!! mam w n... takie życie


        Wioli
        • aniawdowa Re: Czas leczy rany ? 19.07.07, 15:36
          Wiolu wiem ze Ci trudno, ale nie mozesz sie zamknąc w sobie musisz rozmawiac o
          swoim smutku, bólu.
          Kiedyś juz pisalam tu na forum o tym ze akurat ja nie potrafiłam rozmawiac z
          rodzina o tym co sie stało ale znalazłam kilka osób przez neta w których
          znalazłam wsparcie zawsze kiedy było gorzej mogłam na nich liczyć, tak jest do dziś.
          Nie zamykaj sie na ludzi czasem to ze ktos Cie wysłucha bardzo pomaga, nie badz
          sama w tej załobie.
          Tu na forum zawsze mozesz pisac zawsze ktos Ci odpisze. ja zagladam tu
          codziennie choc nie zawsze cos napisze ale czytam wszystkie posty.
          Najwiecej mysle teraz o takich osobach jak Ty krótkich starzem dla ktorych
          załoba jest krótka i najbardziej bolesna.
          Ja teraz a mija 1 rok i 4,5 miesiaca od smierci Pawła daje juz sobie rade z tymi
          gorszymi dniami bo nadal takie bywaja ale nauczyłam sie juz z tym zyc.
          Zycze Tobie aby i u Ciebie nadeszły takie dni bardziej radosne.
          Jesli masz ochote to mozesz pisac na moje gg 7288813 ( mam status niedostepny )
          ale komputer jest właczony.
          Dzis przytulam Cie i chciałabym aby na Twojej twarzy pojawił sie choc mały usmiech.
          Pozdrawiam
          Ania
        • asal84 Re: Czas leczy rany ? 20.07.07, 17:41
          Wiolu, wiem co czujesz. ja rowniez oddala bym wszytsko tylko zebym mogla znowu
          byc przy NIM!! dzis mija 2 mc i 3 dni a czuje jakby byla to cala wiecznosc!!!
          Kazdego ranka otwieram oczy z nadzieja, ze to wszystko to tylko zly sen a moj
          ukochany maz spi przy mnie!!!!po sekundzie caly koszmar wraca...
          Czas leczy rany??? Jak dla mnie nie, z kazdym dniem jest mi ciezej, z kazdym
          dniem coraz bardziej pragne byc juz przy nim!
          Zostalam sama (z nienarodzonym dzieckiem), cala rodzina oczekuje ode mnie sily
          i wsparcia ... a mi jedynie co pomaga to wiara ze moj misiaczek nie opuscil
          mnie, ze caly ten czas jest przy mnie a kiedy Bog pozwoli znowu bedziemy razem
          szczesli i juz naprawde NA ZaWSZE...
          • dryfujacabezcelu Re: Czas leczy rany ? 20.07.07, 22:16
            Asal... musimy być silne.. dla naszych Aniołów, którzy nie odstepują nas na
            krok... i dla naszych maleństw... dla ich serc pod naszymi sercami! Damy radę..
            nie może być inaczej. Choć często ostatnio w to wątpię, ale po prostu musi
            być.... mnie zaczyna wszystko przerazać, bo zbliża się poród... i pytania jak
            to przetrwać, jak przetrwać to co będzie dalej.... ale muszę dać radę... dla
            naszej córeczki!
            Na kiedy masz termin...?
            • asal84 Re: Czas leczy rany ? 21.07.07, 13:48
              Dryfujacabezcelu....dzieki za slowa otuchy, probuje jakos sie trzymac choc
              czesto jakos mi to nie wychodzi.. nie ukrywam ze boje sie tego co bedzie po
              porodzie, co bedzie dalej!!??
              JA teramin mam na koniec listopoada, wiec jeszcze kawalek ...
              • dryfujacabezcelu Re: Czas leczy rany ? 21.07.07, 20:28
                żałuję ze mieszkamy tak daleko od siebie.... bardzo chętnie spotkałabym się z
                Tobą..... jakbyś chciała to zawsze możemy pogadac moje gg 4110610
    • dryfujacabezcelu Re: Czas leczy rany ? 22.07.07, 15:10
      Dziś równe 5 miesiecy.... cholernie długie 5 miesięcy... ile jeszcze będę
      odliczać każdy dzień... ile jeszcze dni będę przemnażać przez godziny, minuty,
      sekundy???????? To wszystko tak bardzo siedzi w sercu a czas.... jest marnym
      lekarstwem..........
      • vesper.lynd Re: Czas leczy rany ? 22.07.07, 15:57
        U mnie dziś 3 miesiące, 22gi i tak jak wtedy niedziela. Chcę jechać na
        cmentarz, ale boję się pokonywać tę samą trasę tak jak wtedy Łukasz(wracał
        wtedy tą trasą która prowadzi na cmentarz, w niedzielny słoneczny wieczór czyli
        tak jak dziś)
        Wszędzie o tragedii pielgrzymów, a ja nie potrafię się tym przejąć.

        "Take care my love, he said
        Don't think that God is dead
        Take care my love, he said
        YOU HAVE BEEN LOVED"
        • hafal Re: Czas leczy rany ? 22.07.07, 21:52
          ile by czasu nie upłynęło, żal pozostanie. Spróbuj jednak pokonać własny lęk,
          choć to bardzo trudne, pamiętając o tym co się stało. I oni będą pamiętać - ci
          którzy dzisiaj przeżyli i ci, którzy dzisiaj stracili...Nie mozesz się tym nie
          przejąć. Nie mozesz nie przejąc się tym, ze palili się żywcem, że tam były
          dzieci, które być mozę straciły rodzica...Bo jesli naprawdę się tym nie
          przejmujesz, to znaczy, ze w środku wciąż jesteś martwa, że nic jeszcze nie
          wykiełkowało nowego. Wykrzesaj z siebie choć trochę współczucia. I Tobie byłoby
          chyba lżej, gdybyś wiedziała, ze ktoś przejmuje się Twoją tragedią.
          Hania


          and heaven help the ones who wait for you
          • dryfujacabezcelu Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 00:31
            Haniu... ja w gruncie rzeczy też nie bardzo się tym przejęłam.. fakt, przykro
            mi jak sobie pomyślę w jaki sposób zginęli, co czują ich rodziny, bo ja mam ten
            sam ból... ale jest jedna rzecz, która w..rwia mnie cholernie - zapowiedzi
            prezydenta o pomocy rodzinom ludzi, którzy zginęli.... ja zostałam bez grosza
            przy duszy, z nienarodzonym niedzieckiem... i NIKT się tym nie przejąj, żadnej
            pomocy ze strony państwa... zostałam z NICZYM, bo ja nie pracowałam, utrzymywał
            nas Marek... gdyby nie serce okazane przez pracodawcę mojego brata, mogłabym
            iść siępowiesić, bo co innego by zostało.... mam jakąs perspektywę finansową do
            końca macierzyńskiego - a co dalej?????? Czy ja jestem gorsza od rodzin tamtych
            ludzi? Czy mój ból jest mniejszy niż ich?????? Mnie żaden z urzedników nie
            zapytał czy mam za co i co jeść, nie mówiąc o zapłaceniu rachunków! czy będę
            miała za co opiekować się dzieckiem! DLACZEGO? Bo jestem jednostką? Bo Marek
            nie zginął 'masowo'???????????????
            • nella77 Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 12:31
              mam te samo zdanie co ty , kochana... prócz przyjaciół i rodziny nikt się nie
              przejmuje. Bo to nie była masowa śmierć...Ja jestem ciut powyżej wszystkich
              kryteriów pomocy... rentę dostałam najniższą, zarabiam nie dużo, raczej mało na
              dzisiejsze czasy....Zostałyśmy same... ale musimy być dzielne i walczyć,
              walczyć dla naszych dzieci....Sciskam
            • asal84 Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 13:07
              dryfujacabezcelu...
              widze,ze bylysmy wpodobnej syttuacji, tylko ze na demna nikt sie nie zlitowal
              wiec nawet pewnie na macierzynski nie mam szans!!!!szukam u znajomych ze
              jeszcze moze ktos mnie zatrudni, ale jak na razie zostalam bez grosza a
              panstwo wogole sie tym nie przejelo...i gdzie tu sprawiedliwosc????????
              • dryfujacabezcelu Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 14:52
                i to jest właśnie w tym wszystkim najgorsze... nikogo nie obchodzimy. Jak ja
                słyszę słowa polityka prorodzinna to mi się nóż w kieszeni otwiera! Gdzie ta
                polityka???? Mnie się nie należy nic, ani renta (bo marek miał zaledwie 27 lat
                i niestety nie przepracował 10 lat!) nie mówiąc już że coś dla dziecka......
                jak sie dowiadywałam o pomoc z mopsu to w ogóle śmiech na sali - łacznie moze
                można liczyć na jakieś 200-300 zł (jeśli nie przesadziłam z kwotą)!
                PARANOJA!!!!!!!!
                • nella77 Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 20:27
                  Sławek tez nie miął 10 lat,tylko 8. Musi być 5 lat przepracowane. Jeśłi tyl
                  enie miał możesz pisac o rentę specjalną uzasadniając to swoją sytuacją. Zycze
                  powodzenia!
              • dryfujacabezcelu Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 14:56
                a nie próbowałaś pochodzić po jakiś instytucjach poszukujących pracy? albo
                jakiś firmach? Ja bym w prost mówiła jaka jest sytuacja.... może ktoś otworzy
                serce chociaż na te kilka miesięcy....
                • asal84 Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 15:15
                  bylam chodzilam i dalej nie rezygnuje!!Bylam w Urzedzie Pracy,pani wysuchala
                  mojej historii i stwierdzila "to nie zeby byla dyskryminajcja ale jako kobieta
                  w ciazy ma pani nikle szanse..."wiec gdzie tu mowa o polityce prorodzinnej??
      • binka19 Re: Czas leczy rany ? 22.07.07, 16:00
        dryfujacabezcelu napisała:

        > Dziś równe 5 miesiecy.... cholernie długie 5 miesięcy... ile jeszcze będę
        > odliczać każdy dzień... ile jeszcze dni będę przemnażać przez godziny, minuty,
        > sekundy???????? To wszystko tak bardzo siedzi w sercu a czas.... jest marnym
        > lekarstwem..........
        Witam!!!!na poczatku tez odliczałam miesiące teraz juz liczę lata...oj długo
        bedziesz liczyc tak ja ja pomimo ze upłynęło 2,5 roku...trzymaj cię cieplutko
        • aneri59 Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 17:37
          Czy starałyście sie o rente okresową?
          "Wdowa, która nie spełnia żadnego z wymienionych warunków wymaganych do przyznania renty rodzinnej a nie posiada niezbędnych źródeł utrzymania ma prawo do okresowej renty rodzinnej przez okres jednego roku od dnia śmierci męża.Taką rentę można pobierać przez rok, a jeśli uczestniczy się w szkoleniu w celu uzyskania kwalifikacji do wykonywania pracy zarobkowej – przez dwa lata od śmierci żony lub męża."
          www.mps.gov.pl/indextxt.php?gid=180
          "Renta rodzinna przysługuje również wdowie, która wychowuje co najmniej jedno z dzieci, wnuków lub rodzeństwa uprawnionych do renty rodzinnej po zmarłym, które nie ukończyły 16 roku"
          ww6.tvp.pl/6180,411897,2.view
          www.infor.pl/ubezpieczenia/aktualnosci/47255,Renta-po-zmarlym-malzonku.html
          ww2.tvp.pl/6180,380231,2.view
          Okresy składkowe i nieskładkowe wymagane do uzyskania renty
          www.zus.pl/default.asp?p=4&id=400

    • smutnykluseczek Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 21:34
      Zgadzam sie z wami dziewczyny, naszym losem nie przejeło sie państwo tylko
      dlatego, ze wszyscy nie zgineli w jednym miejscu, 26 osób...a ile jest teraz
      osób na forum które straciły najbliższą osobe chicby w 2007 roku, a jeszcze ile
      jest jeszcze dziewczyn w kraku w takiej samej sytuacji, ktore nie miały tego
      szczescia i nie trafiły tutaj(mam nadzieje ze uda im sie nas znaleść bo te
      forum to najlepsza grupa wsparcia jaka istnieje), maszym losem nie przejął sie
      nikt...i gdzie tu cholerna sprawiedliwość, jak słucham w radiu ze zorganiowana
      zostaął pomoc psychologów, samolot, który zawiezie rodziny do francji......i do
      tego żałoba narodowa...an polskich drogach dziennie ginie czasami wiecej osób
      niz w tym autobusie...i ajkośnie słyszaąłm o żałobie narodowej z tego powodu!!
      • edyta.g.25 Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 21:55
        Nie ma sprawiedliwosci. Wszedzie tylko o tym mowia o tej tragedi- w radiu, w
        tv, rozpisuja sie w gazetach a mnie choc nie powinno drazni juz ten temat.
        Zaloba narodowa w takim razie powinna byc kazdego dnia bo kazdego dnia ktos
        traci bliskie jemu osoby...
        • hafal Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 22:15
          Dziewczyny, o jakiej sprawiedliwości wy mówicie? O jakiej litości? Ja mówię o
          tym, że to co się stało we Francji jest strasznie smutne i poruszające. I to,
          co się stało w naszych rodzinach jest tak samo smutne i poruszające. Oni tak
          samo przeżywają tę tragedię, jak my. Wiadomo- śmierć medialna to nielada gratka
          dla tv, więc wykorzystują to bezlitośnie. Stąd moze wasz opór. Ale, kurcze, nie
          mozecie mówić, ze nie porusza to was. Przecież tam zginęli ludzie, których ktoś
          kochał, dla których byli rodziną. Ja nie chciałabym usłyszeć, że najbliższy mi
          człowiek spalił się żywcem. Więc proszę, nie mówcie, ze wami to nikt się nie
          zainteresował, że im to dadzą kasę. Co po kasie tym, których osierocili? Do
          jasnej, czy wam byłob dużo lżej, gdyby po waszej stracie ktoś powiedział,
          dobra, wypłacę Ci tyle a tyle?
          • hafal Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 22:18
            Jeszcze nie skończyłam
            Chciałam powiedezieć, ze ja nie mam do nikogo ani roszczeń, ani pretensji. A
            też mam rentę 700 zł na trzy osoby. Wiadomo, jakie mamy państwo i gdzie żyjemy.
            I w związku z tym zakasuję rękawy i biorę sama wszystko w swoje ręce. I żaden
            pie.... zus ani rząd nie będzie mówił ile mi się należy, bo należy mi się tyle
            ile sama wywalczę. Nie będę płakać z tego powodu!
            Łzy zostawię sobie na takie, jak wczorajsza sytuacje.
          • smutnykluseczek Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 22:25
            Ja nie mowie o tym ze mnie to nie poruszyło, ze nei przejmuje sie tymi którzy
            zostali bo dobrze wiem co to znaczy starsta najblizszej osoby jej smierć, ja
            mowie o panstwie mediach ludziach ktorzy rozdmuchuja ta sprawe, o tym ze nam
            nikt nie zaoferował pomocy nikt nie zapytał czy dam sobie rade...a to jest
            przykre...
            • edyta.g.25 Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 22:29
              Dokladnie chodzi mi o to samo o czym pisze smutnykluseczek
          • edyta.g.25 Re: Czas leczy rany ? 24.07.07, 07:57
            Mnie poruszyla ta tragedia i wiem co czuja rodziny ofiar i przez jakie pielko
            przechodza i beda przechodzic.
            Nie chodzi tutaj o pieniadze tylko o zasdade o rownouprawnienie a to czy osoba
            traci zycie w wyniku doznanych obrazen ciala, czy w taki sposob jak w wypaqku
            we Francji czy na skutek wyniszczajacej nieuleczalnej choroby to nie sposob
            tego porownywac, rozmiaru bolu i cierpienia osoby. Kazdy z tych przypadkow jest
            jak dla mnie przerazajacy, okrutny i prowadzi w jednym kierunku.
            Zgadzaaam sie z hafal ze - śmierć medialna to nielada gratka
            dla tv i wykorzystują to bezlitośnie.



            • violag Re: Czas leczy rany ? 24.07.07, 09:21
              Myślałam, że na tym forum, można wyrzucić z siebie coś co nas boli... bez
              osądzenia... Wystarczy spojrzeć tylko na czas jaki minął od każdej naszej
              tragedii do dnia tego wypadku i wszystko jasne... Mojego męża nie ma od 54 dni,
              i boli mnie to co się dzieje w mediach i co wyprawiają politycy. Osoby, które
              oswoiły troszeczkę ból, potrafią na tą tragedię spojrzeć z dystansu.

              Wiola
      • magdatysz Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 22:31
        Jednostką się nigdy nikt nie przejmuje chyba że to jednostka ogólnie znana -
        artysta, papież ... Tak jak napisała Hania - 26 soób w jednym miejscu to takie
        bardzo medialne - rozwalony samolot, autokar, wybuch gazu w kopalni, zawalony
        dach hali. Zobaczcie czy o tych rzeczach ktoś jeszcze pamięta? Nie - tez
        umykaja w natłoku innych informacji. Tydzień, 2 jest szum, może potem jak coś
        się dzieje - kończy sie roprawa, ogłaszją winnego to pojawi się wzmianka w
        prasie czy necie.
        Swego czasu tez mnie wkurzało że jak to - ich dzieciom nalezy się renta, pomoc,
        a mojemu nie?? Ale bardzo szybko przestałam tak myśleć. Każdy człowiek który
        ginie kogoś osieraca. Tak się dziwnie składa że ja przejmuję się nawet
        rozjechanym na drodze psem czy kotem więc tą tragedią jestem wstrząśnięta. Z
        czyjejś głupoty, chęci zysku czy zaoszczędzenia czasu zgineło tyle ludzi. A
        wczoraj też rozwaliła się awionetka nad zalewe Solińskim. Krótka wzmianka w
        internecie - nic poza tym. Założę się że rodziny ofiar z tego samolotu tez nie
        otrzymały żadnego wsparcia.
        Prawda jest taka że każdy musi sam zadbać o siebie. O los swoich bliskich.
        Wygryźć to co się należy za poniesione krzywdy, nikt nie powiedział że życie
        jest łatwe. Ja tam wcale nie zazdroszcze nikomu tych odszkodowań, rent bo wiem
        że wszyscy by chcieli żeby ich bliscy żyli. Dla każdego to jest własna
        tragedia.Postawcie się z tej drugiej strony.
    • dryfujacabezcelu Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 22:32
      Haniu, nie napisałam, że mnie to nie rusza... owszem współczuję rodzinom, bo
      wiem co to ból po stracie, wiem przez co teraz przechodzą i że już ich życie
      nie będzie wyglądało tak samo, że teraz będzie puste i bolesne... i pieprzę
      pieniądze które powinnam dostać po stracie Marka, bo nie da się tego pzeliczyć
      na ŻADNE! oddałabym wszystko co mam, nawet dziecko, żeby tylko był przy mnie!
      Po prostu wkurza mnie taki fakt, że śmierć grupy i cała ta cholerna medialność
      porusza wszystkich, a tak naprawdę tak jak napisały dziewczyny - codziennie
      więcej ludzi ginie na drogach... i tym rodzinom nikt nie proponuje pomocy, ba
      nawet nie zapyta czy jest ona potrzebna... nikt nie daje psychologa, a w
      urzędach jesteś traktowana jak zło konieczne.... ja tylko pytam, czy nasz ból
      jest inny? gorszy? czy nam się pomoc nie należy?
      • smutnykluseczek Re: Czas leczy rany ? 23.07.07, 23:34
        Zgadzams sie z dryfująca nam nikt nie oferuje pomocy jestesmy zdane same na
        siebie,nie zrozumcie mnie źle nie mowie ze rodziny ofiar choćby tych z Francji
        maja lepiej nie, ich ból jest taki sam, tak samo boli, liczy sie to że oni
        spłoneli zywcem tak brzmi to okrutnie, starsznie nie do wyobrażenia, ich
        rodziny nie moga nawet sie porzegnać tak jak my to zrobiłyśmy nie mkoga dotknąć
        ostatni raz nie moga złozyc ostatniego pocałunku(mi to bardzo pomogło), ale nas
        najbliżsi tez ciepeili Kuba 4 godziny czekał na pomoc lekarzy przytomny, gdy
        mysle o Jego cierpieniu o tym ajk abrdzo go bolało jak czekał az ktos mu w
        koncu pomoze to nie moge nie płakać nie krzyczec ze złości dlaczego jak miał
        umrzec nie zginął na miejscu, też cierpiał i nie on jeden...
        Zastanawiam sie tylko dlaczego tamte rodziny maja szczególe prawa my nie, i nie
        hcodzi mi o pieniadze, choc to tez sie liczy, ile z was pzooztało po smierci
        meza bez grosza przy duszy, musiałyscie zadbac o wszystko, zarobic na dom i
        pomomo ogromnego bólu poprostu tzreba było a pomyslcie ile dało by gdyby ktos
        wycignął dłoń, pomocną dłoń...
        • kajcia1 Re: Czas leczy rany ? 24.07.07, 13:18
          Ja również zgadzam się z tym, co pisze dryfującabezcelu i smutnykluseczek ...
          mnie też bardzo poruszyła ta tragedia i za każdym razem, gdy oglądałam
          wiadomości z nią związane to po prostu wyłam... to naprawdę okropne dla
          wszystkich bliskich tych ofiar-tym bardziej,że te osoby już następnego dnia
          miały być w domach... mój Piotrek też zginął w drodze powrotnej-kilka kilometrów
          od domu... tak blisko... i niestety też nie mogłam Go zobaczyć, przytulić i
          pożegnać... to naprawdę bardzo boli...
          Dziś słyszałam, że z rodzinami ofiar będą rozmawiali oprócz psychologów, także
          księża, którzy cytuję " będą mogli odpowiedzieć na pytanie "dlaczego tak się
          stało?" i jakie były okoliczności tego, że Oni musieli zginąć... ja rozmawiałam
          już z kilkoma i żaden nie był w stanie mi tego wytłumaczyć... a ciągle sama
          zadaję sobie pytanie "dlaczego?"... dlaczego takie rzeczy spotykają tak dobrych
          i szczęśliwych ludzi, którzy tyle życia mieli jeszcze przed sobą... i ja mam
          teraz za to cierpienie dziękować?

          Chodzi właśnie nie o pieniądze ale o pomoc w zrozumieniu... chociaż na tyle, na
          ile jest to możliwe. Czy na przykład zapewnienie jakiejś rozmowy z psychologiem
          na Policji czy w szpitalu to tak wiele?

          Ściskam Was mocno

          ----------
          www.kajcia1.blog.onet.pl
    • dryfujacabezcelu Re: Czas leczy rany ? 24.07.07, 10:25
      motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/bezpieczenstwo/news/za-tydzien-zginie-kolejnych-100-osob,948768
      • smutnykluseczek Re: Czas leczy rany ? 24.07.07, 15:50
        "Nie wiem, dlaczego Bóg pozwolił na taka tragedie
        W momencie odejścia bliskeij osoby ból jest ogromny. W tym bólu zdaza sie że
        złorzeczymy Panu Bogu.Ale tradycja pokazuje ze Bóg chce abyśmy okazywali
        emocje.Jeśli ktoś krzyczy oznacza to ze wierzy.Jesli dochodzi do targedi nie
        znaczy ze bóg nas opuścił, kiedy stykamy sie z cierpieniem mamy szanse dojrzeć
        Chrystusa.Jezus tez cierpiac na krzyzu krzyczał:Boże czemus mnie opuścił?!Sens
        bólu do cierpiacego dochodzi duzo poźniej."
        o. Cezary Binkiewicz, dominikanin
        gazeta DZiennik
        ja nie widze sensu i nie zobacze go nigdy... a teraz biegne na msze za mojego
        Skarba, Jutro miał by 25 urodziny, w dniu swieta kierowców...paradoks...boli
        • kajcia1 Re: Czas leczy rany ? 24.07.07, 17:09
          Ja też nigdy tego nie zrozumiem i na pewno nie odnajdę sensu w tym, co się
          stało... ja mam wrażenie, że właśnie oddaliłam się od Boga... a może jeszcze za
          wcześnie, żeby wysnuwać jakiekolwiek tezy...
          Mówiłam jednemu księdzu, że mam do Boga ogromny żal za to, że życie Piotrka było
          takie krótkie, że tak szybko mi Go zabrał... odpowiedział mi tylko, że nie
          powinnam tego traktować jak karę ale jak naukę - naukę pokazującą, że żyjemy dla
          drugiego człowieka...
          Tylko, że ja już to doskonale wiedziałam!!! Nie musiał zginąć mój Kochany, żeby
          zostało mi to uświadomione... poza tym sam ksiądz powiedział, że jest wiele
          pytań, na które nie znamy odpowiedzi... szczerze mówiąc liczyłam na coś
          więcej... ale nie będę oceniać bo to trudne.
          Znalazłam cytat z książki "Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam" Paulo Coelho:

          " A bogowie grają w kości i nie pytają wcale, czy chcesz przyłączyć się do gry.
          Jest im obojętne, że właśnie porzuciłeś kogoś, dom, pracę, karierę czy marzenia.
          Bogowie kpią sobie z twojego poukładanego życia, w którym każde pragnienie można
          osiągnąć wytężoną pracą i wytrwałością. Bogowie nie przejmują się zbytnio
          naszymi planami na przyszłość, ani oczekiwaniami. Gdzieś we wszechświecie
          rzucają kości, i przypadkiem wypada twoja kolej. I odtąd zwyciężyć lub przegrać-
          to tylko kwestia szczęścia."

          Na obecną chwilę widzę w tym dużo prawdy ...

          Teraz przed nami dużo trudnych dni, a między nimi właśnie urodziny, imieniny,
          rocznice i wszystkie inne ważne daty związane z Naszymi Najdroższymi...
          pielęgnujmy wspomnienia, bo one są najcenniejsze.

          -----------
          www.kajcia1.blog.onet.pl
        • hope13 Re: Czas leczy rany ? 24.07.07, 19:32
          Straciłam w ciągu roku męża i tatę. Obaj byli zbyt młodzi aby umierać, ale
          nigdy nie miałam pretensji do Boga, że ich zabrał. Owszem, zaczęłam watpić w
          istnienie Boga, ale to chyba na skutek uporczywego zastanawiania się nad życiem
          po śmierci, czytaniem książek na ten temat. Ja wierzę, że przyczyną śmierci są
          geny, tryb życia, nieuwaga, przypadek. Tak już jest ten świat skonstruowany.
          Mam oczywiście ogromny żal do losu, że w tak włodym wieku (miałam wtedy 31 lat)
          straciłam dwie najbliższe mi osoby. W dodatku nie mieliśmy dzieci. Kiedy
          pomyślę, że moje życie będzie już zawsze wyglądać tak jak przez ostatnie dwa
          lata, ogarnia mnie przerażenie.
          • hafal Re: Czas leczy rany ? 24.07.07, 23:10
            Po co zadawac pytania ""dlaczego?"... dlaczego takie rzeczy spotykają tak
            dobrych i szczęśliwych ludzi, którzy tyle życia mieli jeszcze przed sobą..." ?

            Dlaczego? Bo i ja i wy i nasze sprawy składają się na statystykę. Statystycznie
            wypadło na nas, ze zostałyśmy wdowami i nie ma się tu co doszukiwac podtekstów,
            sensu. Choroby, wypadki, geny... wszystko to nas zabija. Wszystko to jest
            efektem czegoś: błędu, nieuwagi, przypadku. Po co mieszać w to Boga, miec do
            niego pretensje? Dzięki Niemu mamy wolną wolę. Z drugiej - kim jesteśmy, zeby
            od NIego wymagać i pytać?

            Czy widzicie jakiś sens w utyskiwaniu, ze jedni znaleźli zrozumienie w swojej
            tragedii a inni nie? Może widzicie, ja nie.

            Myślę, ze intencją założycielki tego forum było stworzenie miejsca, które
            pomoże wyjść z tej trudnej sytuacji, w której się znaleźlismy. I kiedy weszłam
            ileś tam miesięcy temu na to forum, na chwilę wydało mi się, ze rzeczywiście
            tak będzie. A tymczasem z miesiąca na miesiąc to miejsce staje się coraz
            smutniejsze i bardziej przygnębiające. Nie znajduję tu już nadziei. Ja wiem, ze
            przybywa osób, które dopiero straciły bliską osobę, i nie ma co się wam dziwic,
            że płaczecie, ale z drugiej - "staży stażem" tez jakoś nie zabierają głosu w
            kwestiach bardziej zbliżonych do życia niż do śmierci. Wszystkie wątki nieco
            optymistyczne wloką się na szarym końcu. Nawet wątek o dzieciach - a przecież
            jest to wątek tytułowy - nie znalazł zbyt wielu sympatyków.
            Pytam was: JAK CHCECIE WRÓCIĆ DO ŻYCIA, PŁACZĄC WCIĄŻ NAD SWOIM LOSEM?
            Ludzie! Może mniej wątków łzawych, mniej użalania się nad sobą, mniej
            westchnień: ech, to już 3 miesiące, 5 miesięcy...Dlaczego nie piszecie, albo
            prawie nie piszecie o tym, co wam się udało? Dlaczego nie piszecie o tym, co
            was ucieszyło, choćby to był najmniejszy drobiazg? Popatrzcie na to forum. Jak
            długo będzie was podtrzymywac na duchu minorowy ton większości postów?
            Mnie już dawno przestał. I coraz rzadziej mam ochotę pisać, zebyście się wzięli
            w garść!

            Miałam dzisiaj okropnie ciężki dzień. Wróciłam bardzo późno z pracy. Dzieciaki
            na wakacjach u dziadków i dom strasznie pusty.

            I dla odmiany chciałabym przeczytać tu coś, co podniosłoby mnie na duchu. A tu
            znów figa.


            To tyle miałam.
            Teraz czekam na lincz.
            • tomaszl35 Re: Czas leczy rany ? 24.07.07, 23:21
              szczerze wątpię żebyś się go doczekała, ja podobnie jak ty jestem takiego samego
              zdania.
            • magdatysz Re: Czas leczy rany ? 24.07.07, 23:37
              moja osobistą opinię już znasz więc tu napisze publicznie tylko tyle: 100%
              racji
              I podziękowania dla tych wszystkich co piszą pozytywne rzeczy. O tym co się im
              udało, potrafią coś doradzć. Bo to mimo wszystko najbardziej podnosi na duchu.
              • smutnykluseczek Re: Czas leczy rany ? 25.07.07, 08:56
                Macie racje jesli chodzi o podnoszenie na duchu...tylko że ja nie potrafie
                napisać czegoś optymistycznego, nie potarfie tak mysleć...chyba za mało czasu
                mineło...ale czy to znaczy ze mam tu nie pisac tylko dlatego, ze w moim świecie
                nic dobrego jak narazie sie nie dzieje..i jak narazie potarfie pisać tylko
                tydzień, miesiąc dwa....a dzis są Jego urodziny..WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO
                SKARBIE...
                • magdatysz Re: Czas leczy rany ? 25.07.07, 10:57
                  smutnykluseczek napisała:

                  A teraz siądź i zastanów się czy na prawdę NIC dobrego się przez ten czas nie
                  zdarzyło w twoim życiu. I nie odnóś tego do faktu "tak, ale jego juz nie ma
                  więc mnie to tak nie cieszy..." Nikt ci w niczym nie pomógł? Nie obudziłas się
                  któregoś dnia i zaskoczeniem nie stwierdziłaś ze świeci słońce choć zapowiadali
                  że będzie lało? To czasami są pierdoły których nie dostrzegamy, a czasami
                  rzeczy których z premedytacja nie chcemy zobaczyć bo żal przysłania mam oczy.
                  Wiesz kiedy do mnie przyszło otrzeźwienie? Gdy jeden z bardzo dobrych znajomych
                  powiedział mi : "dostałaś 2 życie od swojego męża i na pewno nie życzy on sobie
                  żebyś go spieprzyła" Ostro i dosadnie. Mogłabym się wręcz obrazić. Ale tego nie
                  zrobiłam. Otrzeźwiałam i przestałam marudzić na swój los. postanowiłam że będę
                  jeszcze szczęśliwa co nie znaczy że jest mi łatwno, ze są chwile gdy odechciewa
                  się żyć, gdy nie radze sobie z różnymi rzeczami. Ale się nie poddaje i staram
                  się cieszyc nawet z drobiazgów. Czego ci też życzę.

                  > Macie racje jesli chodzi o podnoszenie na duchu...tylko że ja nie potrafie
                  > napisać czegoś optymistycznego, nie potarfie tak mysleć...chyba za mało czasu
                  > mineło...ale czy to znaczy ze mam tu nie pisac tylko dlatego, ze w moim
                  świecie
                  >
                  > nic dobrego jak narazie sie nie dzieje..i jak narazie potarfie pisać tylko
                  > tydzień, miesiąc dwa....a dzis są Jego urodziny..WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO
                  > SKARBIE...
    • violag do starszych stażem 25.07.07, 09:29
      ... dobrze że potraficie zdystansować się do swojego bólu,
      przechodziłyście/liście to samo co każdy nowy, który tu trafia, jeśli potraficie
      to wskrzeście odrobinę nadziei, a nie tylko potok słów krytyki...
      dużo słów a mało treści!
      • hafal Re: do starszych stażem 25.07.07, 10:00
        No ja już chyba dużo napisałam. Nie tylko krytyki. Mozesz przejrzeć
        wcześniejsze posty.
        Jasne że jest ciężko. Ale trzeba się podnosić od początku, nie mówić, ze za
        jakiś czas. Narzekanie nie pomoże. Trzeba robić plany, mieć nadzieję. Mimo żalu
        i bólu. I o tym piszcie.
        Będą przybywać nowe osoby i smutne posty będą tu zawsze. Ale nie da się tu
        wytrzymać, jeśli czas będzie mijał, a wy będziecie tkwić ciągle w tym samym
        nastroju.

        Niebawem minie rok od pierwszego postu na tym forum. Mam nadzieję, ze spora
        część z was, mimo wszystko, postawiła krok naprzód w tym roku. A tym, którzy to
        mają dopiero przed sobą, życzę, żeby zakończyli etap łez i wzdychań i przeszli
        do czynów, aby czynić swoje i swoich dzieci życie szczęśliwszym.
        Ja już kończę swoje pisanie tu. Bye
        Hania
        • violag Re: do starszych stażem 25.07.07, 10:10
          ...nie wiem skąd w Tobie tyle kąśliwości, życzę Ci powodzenia
      • magdatysz Re: do starszych stażem 25.07.07, 10:33
        iesz to nie głos krytyki ale głos rozsądku. Trzeba to umieć rozróżnić. Gdy nie
        masz z czego czerpać nadziei to możesz spisać się na straty. Bo nie będziesz
        miała się nigdy podnieść. A nadzieję możesz czerpać z różnch rzeczy i od różnch
        ludzi np. czytając te bardzej optymistyczne posty. Wiadomo każdemu zdarza się
        gorszy dzień ale nie można trwać w maraźmie cały czas.
        To forum miało mnie równiez podnieśc na duchu i niejednokrotnie tak robiło.
        Zobacz jak sympatycznie był przeczytać życzenia od zenga na Dzień Kobiet czy
        Dzień Mamy :). Cieszyłam się z postu Ani w którym pisała na co się odważyła -
        ze chodzi na kurs prawa jazdy, zaczęła pracować. Kiedy pisaliśmy o naszch
        dzieciach i tym jak spędziły Dzień Dziecka. O zwykłych sprawach którymi na
        codzień czasami nie mamy się z kim podzielić a bardzo byśmy chcieli. Tak jak
        Edyta która przeprowadziła się do nowego mieszkania :) To że ktoś sobie radzi,
        że umie sie podnieśc, wziąść za bary z tym życiem daje innym siłę - a
        przynajmniej mi. Czasami trzeba napisać ze jest źle usłyszeć od kogoś słowa
        pocieszenia ale tak jak pisała hafal utyskiwania i narzekania na swój los nie
        mogą zajmować 99% wszytkich postów bo zwarjujemy.
    • violag w odpowiedzi 25.07.07, 10:53
      ...napisałam, jeśli potraficie wykrzesać odrobinę nadziei to to róbcie nie
      oceniajcie! mnie od mojej tragedii dzielą dni, Was już lata albo m-ce... więc
      pozwólcie nam przeżyć żałobę i smutek godnie... Nie mam męża, dzieci, utraciłam
      marzenia. Pracuję cały czas, żyję... ale straciłam cel i sens, bycie tu i
      dzielenie się z Wami, to pierwszy krok do tego, żeby odnaleźć się w nowej
      rzeczywistości.
      Wielu z Was napisało, że to dla dzieci musiałyście być silne i że dzięki nim
      trwacie... Ja i Mój Mąż przeszliśmy ciężką drogę walki z rakiem, przegraliśmy.
      Sama mam guza... jak to w życiu umiesz liczyć, licz na siebie....

      Powodzenia Wszystkim.
      • hafal Re: w odpowiedzi 25.07.07, 12:01
        Nie jestem kąśliwa, a tak słowa te odnoszą się do wszystkich. Napisałam, ze
        rozumiem tych, którzy są dopiero co po...
        • aniawdowa Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 13:11
          Czytam dzisiejsze posty i chyba nadszedł czas abym napisała to z czym zbieram
          sie juz od dawna.
          Zaczne od tego:Pawła nie ma rok i prawie 5 miesiecy, żal ze nasze wspólne zycie
          sie skonczyło jest i pozostanie. Kocham i zawsze bede kochała bardzo mojego męza
          dał mi dwójke wspaniałych dzieci, dał mi 8 wspaniałych wspólnych lat.
          " Dziekuje Ci Kochanie za kazdy wspólnie spedzony dzień"
          zawsze bede miło wspominała ten czas były to wspaniałe chwile radosci.
          To co napisała Magda co powiedział do nie znajomy:
          "dostałaś 2 życie od swojego męża i na pewno nie życzy on sobie żebyś je/*
          spieprzyła"
          Zgadzam sie z tym jestesmy młode( zreszta wiek nie ma tu wielkiego znaczenia)
          wiec dlaczego mamy juz zawsze byc pograzone w smutku we łzach w tych złych
          wspomnieniach.
          Ja postanowiłam ze bede silna ze zrobie wszystko aby moje zycie całe zycie było
          warte wspomnień, było radosne, potrzebowalam na to czasu pamietam poczatki, łzy,
          ból, smutek, złosc itd... pierwszy rok był straszny ale potem powiedziałam dosc.
          Jak kiedys juz napisałam w którymś watku poznałam jakies pół raku po wypadku
          dwie wspaniałe osoby przez neta chlopaka i dziewczyne to oni byli zawsze gotowi
          mnie wysłuchac wtedy nie wiedziałam o tym forum. Mam z nimi do dzis kontakt, a
          teraz najwazniejsze i tu was zaskoczę "Zakochałam sie ponownie" własnie w tym
          poznanym wczesniej chłopaku wiem byc moze wyda wam sie ze jestem jakas inna ze
          nie szanuje moze mojego meza, ale ja tak nie mysle.
          "M" od poczatku był mi wsparciem, zawsze cierpliwie słuchał kiedy opowiadałam o
          Pawle znamy sie juz prawie rok ale to od jakis dwóch miesiecy zaczełam w nim
          widziec nie tylko przyjaciela ale i mezczyzne ( czekałam na jego telefon duzo
          myslałam o Nim ) wszystko pomału małymi kroczkami i dzis moge powiedziec ze
          jestem pewna zakochałam sie. Wszystko jest jeszcze nie oficjalne mysle ze
          przyjdzie odpowiedni czas aby powiedziec rodzinie.
          Co najwazniejsze dzieci go uwielbiaja ciagle pytaja kiedy przyjedzie.
          Boje sie zawsze jest jakis strach ale trzeba czasem ryzykować wiem ze zle bym
          zrobiła odrzucajac to uczucie.Pragne znów miec pełna rodzinę, chce miec z kim
          rozmawiac wieczorami, do kogo sie przytulić.
          Dodam ze to ze znalazłam wspaniałego mezczyzne nie zmienia nic w uczuciach do
          Pawła choc wiem ze to ciezko zrozumiec ale tak jest.Nadal jestem codziennie na
          cmentarzu razem z dziecmi nadal mysle.
          Ale mysle tez o kims kto jest teraz i kto mnie Kocha.
          Mam dzis marzenia plany i wiem ze moje zycie nie bedzie szare ze kazdy z w
          szczególnosci takie osoby jak my wdowy/wdowcy zasługujemy na szczescie.
          Zobaczcie blue_ice1 ona stracila meża, potem niedoszłego meza i sie nie poddała
          zaryzykowała jeszcze raz.
          I wiem ze niejedna z nas jeszcze zaryzykuje czego wam dziewczyny/chłopaki zycze
          z całego serca.
          Do dziewczyn które sa krótko same dobrze was rozumiem w waszym smutku i mysle ze
          to dobrze ze trafiłyscie tak szybko na to forum, i choc czasem ktos wam powie ze
          trzeba sie wziasc w garsc i zyc dalej to uwierzcie ze nitk tu nie chce dla was
          zle. Chciałabym abyście kazda odnalazły w przyszłosci szczescie.
          Dzis piszcie tu o waszych smutkach, rozterkach,po to jest to forum a przyjdzie
          tez taki czas kiedy któraś z was napisze od siebie watek bardziej radosny ale na
          wszystko potrzeba czasu.
          A do dziewczyn starszych stazem napisze " nie bójcie sie ryzykować jesli kiedys
          na waszej drodze stanie miłosc"
          Mam nadzieje ze zrozumiecie moj post i jak to kiedys Ania(manuscrypt) napisała w
          jednym poscie " nie nakrzyczy na mnie" :)
          Ania napisała tez takie słowa:
          """"I jeszcze jedno, jedna z obecnych tu osób powiedziała mi kilka dni temu, że
          nasze dzieci w przyszłości z tego okresu mogą przyjąć dwa spojrzenia:
          pierwsze, że tato umarł, a matka się załamała i nasze dzieciństwo było szare
          i ponure, a drugie spojrzenie: tato umarł, ale mama okazała się silna, dała
          sobie radę i okres dzieciństwa wspominamy jako okres szczęśliwy. Myślę, że
          każdy z Was chciałby by dzieci w przyszłości mówiły o spojrzeniu drugim. A
          zatem do tego powinniśmy dążyć.""""""
          P.S. Ania napisz czasem cos na forum dawno sie nie odzywałaś.

          No ale sie rozpisałam to chyba wszystko co mi teraz przychodzi do głowy, jesli
          na mnie nie nakrzyczycie to nadal bede tu zagladac ( to takie uzaleznienie) i
          czasem cos napisze.

          Pozdrawiam was gorąco.
          Ania
          • magdatysz Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 13:30
            BRAWO ANIA!!!!!!!!!!!!!!!!
            BRAWO, BRAWO, BRAWO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            Bardzo mi się spodobało to co napisałaś :) I tyle w tych słowach szczęścia:)
            Gratuluję tej odwagi i z całego serca życzę Wam powodzenia
            Magda
          • vesper.lynd Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 13:53
            Aniu Kochana!!!
            tak sie cieszę, że o tym napisałaś!! życzę wszystkim tu osobom i sobie samej
            dotarcia do takiego punktu w życiu! Łukasz nigdy nie wybaczyłby mi celibatu i
            samotności do końca życia i wierzę, że jeszcze kiedyś spotkam Tego faceta i że
            Łukasz da mi znak że to właśnie Ten:)
            Gratuluję siły, wytrwałości z całego serca!
          • edyta.g.25 Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 14:07
            Gratulacje i ode mnie:) NAwet tak dzis myslalam idac do pracy ze zycie jest
            zbyt krotkie i trzeba tak to zycie przezyc zeby na koncu drogi moc powiedziec
            ze sie go nie zmarnowalo bo tego co bylo nic juz nie wroci tak jak nikt i nic
            nie cofnie czasu, kazdego dnia blizej nam jak dalej, zyje sie tylko raz i
            konczy sie raz na zawsze! NA wszystko potrzeba czasu. JA wiem ze chcialabym byc
            i czuc sie szczesliwa cokolwiek to mialoby oznaczac.
          • manuskrypt Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 14:39
            Aniu!
            Czuję się wywołana przez Ciebie do tablicy :-) Zanim napiszę coś do wszystkich
            to przede wszystkim chciałabym Ci pogratulować. Bardzo ucieszyło mnie Twoje
            szczęście. Życzę Wam by Wasza miłość rozkwitała każdego dnia. Cieszę się, że
            napisałaś to tu na forum, bo to są te wiadomości, które dają nadzieję (mimo, że
            niektórzy tej nadziei tu nie widzą).
            A teraz kilka słów do wszystkich. Winna jestem wyjaśnienie niektórym z Was
            dlaczego nie piszę ostatnio na forum. Powodów jest kilka: praca zawodowa
            (przede wszystkim doktorat), moja córcia, która pragnie mamy w każdej
            sekundzie :-), zwykłe codzienne sprawy, planowanie wyjazdu wakacyjnego i wiele
            innych oraz jeden bardzo istotny. Otóż czytam Wasze posty i moje myśli czasami
            bywają straszne. W niektórych postach wychodzi Wasza małostkowość, która nie ma
            nic wspólnego z przeżywaniem żałoby, a jest po prostu cechą charakteru. Ludzie
            otrząśnijcie się, ponoć jesteśmy istotami rozumnymi, a zatem takie uczucia jak
            współodczuwanie są nam dane. Czasem mam wrażenie, że niestety niektórym nie.
            Powyższa dyskusja o katastrofie autobusowej wydała mi się wysoce niesmaczna.
            Życia moje drogie nie da się przeliczyć na pieniądze, a Wy właśnie próbujecie
            to robić. Rozumiem, ze jesteście rozżalone, że Państwo nie dało Wam ochrony
            materialnej po śmierci mężów. Ale przecież nie jesteście starymi, ciężko
            schorowanymi osobami. Możecie na siebie i swoje dzieci zarobić, tak jak czyni
            to wiele osób obecnych tu na forum.
            Zupełnie też nie podoba mi się przypiywanie Hani (hafal) kąśliwości i wmawianie
            dziewczynie, że jest złośliwa. Otóż ona jako jedna z nielicznych próbuje
            pokazać, że dalsze życie istnieje i to życie nie jest tylko zwykłą egzystencją
            i czekaniem na śmierć. Pokazuje, że to życie ma uroki. Gdy ja odnalazłam to
            forum mój mąż nie żył od 6 miesięcy. Na forum nie było wiele osób. A te co były
            tworzyły niesamowicie przyjazną atmosferę. Były to Magda (magdatysz), Hania
            (hafal), Agnieszka (agama), Hania (blue_ice) i wiele innych. Potem niektórzy
            przestali pisać, pojawili się nowi użytkownicy. Starzy stażem (jak ich tu
            nazywacie) zaś pokazywali nie tylko, że jest życie po, ale też potrafili
            wysłuchiwać i wczuwać się w nowe historie. Pozwolę sobie na osobiste
            przemyślenia i odniesienia co do niektórych. Miałam to szczęćie, że kilka osób
            z forum poznałam osobiście, z niektórymi czasem rozmawiam przez gg. I tak mam
            przyjemność znać: Jolę (hope13), osobę, która jako pierwsza wyciągnęła do mnie
            rękę na innym forum i która miała ogromne obiekcje czy może tu pisać skoro nie
            ma dzieci. Jola to wspaniała kobieta, straciła mężą, ale nie poddała się.
            Pracuje, dba o siebie, pomaga na forum innym skrzywdzonym przez los. Jest osobą
            otwartą na nowe znajomości. Pomogła mi już kilka razy. Następnie Hania (hafal),
            którą odsądzacie od czci i wiary, to dziewczyna o niesamowitej pogodzie ducha,
            osoba, która pokładami optymizmu mogłaby wybrukować pewnie cały Szczecin i
            okolicę :-). A jednocześnie doskonały słuchacz. Ostatnio do drugiej w nocy
            trułam jej o chorobie Jacka i ciężkim życiu. Kobieta, która utrzymuje siebie i
            dwie córeczki i ma czas na pasje, na marzenia (ale pracuje od ranan do nocy).
            Dalej Magda (magdatysz). Dla mnie osoba o stoickim spojrzeniu na świat. Bardzo
            dojrzałym i mądrym okiem spogląda na sprawy. Pasjonatka i marzycielka (ach te
            Bieszczady). Też kobieta pracująca od rana do nocy. Następnie dziewczyna, którą
            znam niestety tylko z gg, czyli Ania (aniawdowa). To osoba, która wie, że
            żałobę nosi się w sercu do końca życia, ale że życie nie kończy się wraz ze
            śmiercią najbliższych i żyć trzeba tak by być szczęśliwym. Ania daje dużo
            szczęścia sobie i dzieciakom. I jako nieliczna pisze tu o rzeczach dobrych, a
            to wyjście do cyrku, a to fotki dzieciaków, a teraz o miłości. Cudnie!
            Następnie osoba, którą znam tylko z wypowiedzi na forum, czyli Agnieszka, która
            osiągnęła wbrew losowi to czego chciała w sferze zawodowej, czyli upragniony
            doktorat. Podziwiam za hart ducha i niezłomność w dojściu do celu.
            Opisu tych osób dokonałam nie bez powodu. To właśnie jest nadzieja. Historie
            tych dziewczyn dają mi nadzieję.
            A teraz kilka słów do "nowych". Wiem jak to jest kilka dni po, kilka miesięcy,
            bo jestem jedną z Was. Ale zgodzę się z Magdą, która napisała, że każdego dnia
            może się wydarzyć coś dobrego, drobnostka na którą nie zwracacie uwagi. Może
            zatem czasem pomyślcie, że dziś to nie tylko jakiś tam 10, 20, 40, 60 dzień po
            śmierci, ale też np. pierwszy dzień lata, jesieni, pierwszy słoneczny czy też
            deszczowy (jak kto lubi). To nie łatwe, ale nie będzie Wam łatwiej jak
            będziecie tylko odliczać, bo Wasze życie trwa.
            Chciałam też powiedzieć coś Wioli. Mój mąż też zmarł na raka, też stoczył i
            przegrał nierówną walkę. Byłam przy nim non stop. Dałam mu siebie bez
            ograniczeń. Przeszłam tą drogę do końca. Wiem co czujesz. Ja do dziś pamiętam
            jak umierał. Do dziś śni mi się tylko umieranie Jacka, jego cierpienie. Ale to
            nie daje mi prawa by mówić, że ludzie tu na forum nie dają godnie przeżyć
            żałoby, że oceniają. Nikt tu nie ocenia, wręcz przeciwnie wszyscy chcemy pomóc.
            A post Hani (hafal) też Wam pomógł, wykrzesał z Was bowiem uczucia, nieważne,
            że niezbyt dobre, ale jednak uczucia.
            Na tym skończę.
            Proszę jednak o to by obok płaczu, żalu znalazło się też miejsce na dzielenie
            się radościami, a także zwykłymi kłopotami dnia codziennego. Ja proszę
            szczególnie wątki o dzieciach, bo ostatnio miewam kłopoty z jak dotąd grzeczną
            Zuzią :-)
            Pozdrawiam wszystkich.
            Anna
            PS. I jest mi wszystko jedno czy będziecie krzyczeć czy też nie:-)
            • violag do manuskrypt 25.07.07, 15:05
              dobrze że Wam się UDAŁO! i wszystkim NAM tego życzę,
              lecz nic na to nie poradzę, że na dziś nie potrafię się cieszyć radościami
              innych, dziś to dla mnie ból...
              każdego dnia stawiam czoło nowym wyzwaniom i żyję, tak jak na dziś potrafię...
              Może kiedyś jeszcze do WAS zajrzę tymczasem POWODZENIA.
              • manuskrypt Re: Do Wioli 25.07.07, 15:25
                Wiolu!
                Nikt nie mówi, że masz się cieszyć radościami innych, ale dzięki temu, że inni
                te radości będą opisywać może i Ty któregoś dnia zobaczysz światełko w tunelu
                dla siebie. Teraz jesteś rozgoryczona i my to rozumiemy. Wiem, że żyjesz teraz
                na tyle na ile pozwala Ci Twój stan ducha. Dla mnie np. przez długi czas
                heroizmem było po śmierci Jacka robienie zakupów, widok szczęśliwych rodzin
                rozstrajał mnie i by nie życzyć im niczego złego szybko uciekałam ze sklepu,
                stan ten trwał chyba przez pół roku. W zeszłym roku nie pojechałam z Zuzią na
                wakacje, bo nie wyobrażałam sobie mnie czyli zbolałej wdowy gdzieś na plaży,
                czy przy basenie. Dlatego wiem jak wygląda Twój stan. Co do tego, że się udało.
                Mi jak na razie nic się nie udało, ale próbuję przynajmniej zmierzyć się z
                życiem i czytanie, że udało się innym pomaga mi.
                Nie uciekaj z forum tylko dlatego, że i tu ludzie mogą przeżywać radość.
                Pozdrawiam.
                Anna
                • violag Do manuskrypt 25.07.07, 15:37
                  ...nie uciekam, będę... tyle że z boku, bez słów
                  i cieszę się głęboko że Ani, Tomkowi, Hani, Magdzie i wielu Innym jest już
                  ŁATWIEJ BYĆ i RADOŚNIEJ ŻYĆ naprawdę z całego serca, które dziś /jak sami
                  wiecie/ płacze, bo nie oswoiło jeszcze bólu...
                  UDAŁO Ci się ANIU, bo tu jesteś i wiesz już chociaż troszkę jak sobie radzić
              • hania_2006 Re: do Wioli 25.07.07, 17:43
                Cytat
                "Żałoba jest zazwyczaj reakcją na utratę ukochanej osoby lub pewnego abstraktu
                (ojczyzna, wolność, miłość itp.). Wiąże się z odejściem od normalnych postaw
                wobec życia. Zazwyczaj po pewnym czasie mija.
                / Zygmunt Freud/

                Żałoba jest naturalną reakcją na utratę obdarzonego uczuciem obiektu,
                nieodłącznie związaną z:
                - głębokim, bolesnym przygnębieniem,
                - utratą zainteresowania światem zewnętrznym,
                - utratą zdolności kochania i przywiązania,
                - niemożnością zastąpienia utraconego obiektu miłości innym,
                - pełną świadomością tego, co zostało utracone,
                - silnym kryzysem tożsamości,
                - częstym zaniedbywaniem własnej osoby,
                - wyobcowaniem i zagubieniem.

                Osoba osierocona odczuwa otaczający świat jako szary, biedny i pusty. Przestaje
                wykazywać jakąkolwiek aktywność, a cokolwiek uczyni, jest to nierozłącznie
                związane z utraconą osobą. "
                Wiola, wszystko, co czujesz teraz jest absolutnie normalne i nikt nie powinien
                wymagać od Ciebie, abyś czuła się lepiej, zapisywała na kursy czy zakochiwała.
                Fajnie, ze niektórym się to udaje ale każdy musi przezyć swoją żałobę po
                swojemu i ma do tego prawo!
                Dziewczyny, rozumiem wasze intencje (piszę głównie do Hań), wiele razy,
                czytając wasze posty, byłam wam wdzięczna za to, co piszecie. Za to, że mając
                najgorsze miesiące za sobą potraficie, i co najważniejsze chcecie, wspierać
                nas. Problem polega na tym, że jest mnóstwo miejsc na różnych forach dla
                szczęśliwych i zadowolonych ludzi a dla nas tak naprawdę niewiele. Każdy, kto
                się tu znalazł, wie ile nam dała możliwość pisania tutaj o swoich uczuciach, o
                których gdzie indziej nie było sensu mówić. Nie oceniajmy innych, nie mówmy im
                co jest słuszne a co nie, nie mówmy jak powinny przeżywać swoją żalobę.
                Poza tym każdy z nas jest inny i w innej sytuacji życiowej, co dla jednych jest
                oczywiste i proste dla innych może być niewykonalne. Zawsze sprzeciw budziły we
                mnie stwierdzenia, że jak ja mogłem/mogłam to zrobić to inni też mogą. To
                nonsens.
                Dla wielu z nas sukcesem jest to, że po ich śmierci jeszcze żyjemy, pamiętajcie
                o tym zanim coś napiszecie.
                Serdecznie pozdrawiam wszystkich, młodych i starych stażem. No i nie obrażjcie
                się wzajemnie, to bez sensu. Chyba wszyscy siebie tutaj potrzebujemy. Hanka
            • hope13 Do Ani "manuskrypt" i innych 25.07.07, 21:20
              Aniu, dziękuję za ciepłe słowa. Wiesz, że i Ty również bardzo mi pomogłaś.
              Czekam z niecierpliwością na Twój przyjazd do mnie 24 sierpnia.
              Ostatnio, byłam bardzo przygnębiona, ale staram się z tym walczyć. Przyczynia
              się do tego w dużym stopniu chyba charakter mojej pracy - mały kontakt z ludźmi
              oraz mieszkanie samej prawie na "odludziu".
              4 sierpnia wybieram się do Moniki "Hendik" - tak jak i ja nie ma dzieci - mamy
              plan spróbować się zabawić chociaż trochę, chyba pójdziemy gdzieś potańczyć.
              Do pozytywnych osiągnięć w ostatnim czasie zaliczyłabym zakończenie po przeszło
              2 latach sprawy spadkowej. Wykupiłam od rodziny męża ich udziały w naszym
              samochodzie i domu (kiedy nie ma dzieci rodzina małżonka też dziedziczy). A co
              bardzo ważne nasze kontakty są dobre, udało się załatwić wszystko w zgodzie,
              chociaż wcześniej na to się nie zanosiło.
              Gratuluję Ani-wdowie. Chciałabym tak jak i ona jeszcze się zakochać. Tęsknię za
              zwyczajnym rodzinnym życiem i mam nadzieję, że to marzenie się spełni.
          • tomaszl35 Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 14:59
            życzę ci wiele szczęścia w nowej miłości aniu, u mnie jest bardzo podobnie,
            poznałem świetną kobietę( także wdową ) i układa nam się poprostu świetnie,
            czekamy na wykończenie góry domu żeby zamieszkać razem z naszymi dziewczynkami.
            Wierzcie mi że można zakochać się jeszcze raz i ułożyć sobie i naszym dzieciom
            nowe cudowne życie.
            • aniawdowa Re: Dziękuje !!!!! 25.07.07, 16:00
              Dziekuje wam wszystkim na słowa zrozumienia, bo juz myslałam ze cos ze mna nie
              tak ze potrafiłam znów sie zakochać :-)
              Aniu(manuskrypt)za Twoja wypowiedz przy tablicy masz 6 jak nic. :-)
              Tomku i ja Tobie zycze aby poukładalo Ci sie jak najlepiej w nowym związku.
              Nie nakrzyczeliscie na mnie wiec bede nadal tu zagladac, dzis sciskam was
              wszystkich goraco.
              Dziekuje ze jest to forum i ludzie tacy jak Wy.
              Ania
            • kajcia1 Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 17:09
              Ja również gratuluję tym, którym zaczyna się układać i życzę dużo szczęścia i
              uśmiechu każdego dnia... Wam i Waszym małym pociechom;)

              Powiem, że trochę zabolało mnie to, że wymagane jest od nas - "młodych stażem"
              więcej radości i optymizmu... ale po przespaniu się z tymi myślami doszłam do
              wniosku, że rzeczywiście to dla naszego dobra. Zrozumiemy to całkowicie za jakiś
              czas... Wiecie sami, że czasami jednak emocje są silniejsze a te, które teraz
              najbardziej odczuwamy są rozpaczliwe...
              Po przeczytaniu postu, który napisała aniawdowa : "Pewnie was zaskoczę" naprawdę
              można dostrzec to światełko na przyszłość... ja wiem, że kiedyś będzie lepiej,
              ból będzie mniejszy i coraz bardziej będę cieszyć się kazdym dniem. Teraz
              owszem, odczuwamy jakieś krótkie, lepsze chwile ale jak na razie są one dla nas
              zbyt mało ważne... albo może nie czujemy potrzeby, żeby o nich pisać...
              wierze, że to się zmieni.
              Ja czytając wasze posty nabieram siły na kolejne dni... nawet jeśli są one
              smutne, to bardzo mi bliskie.

              Moim sukcesem jest niewątpliwie zaliczona sesja egzaminacyjna... z trudem i w
              ciężkim stanie ale jednak... i aby dodać sobie trochę radości kupuję
              szczeniaczka. Zawsze z Piotrkiem marzyliśmy o piesku ale nie było odpowiedniego
              momentu. A teraz nie znam bardziej chwili... wierzę, że ten mały przyjaciel
              będzie kochał mnie tak mocno, że doda mi wiary i siły na przyszłość. tak jak Wy
              mi ją dajecie...

              Ściskam wszystkich mocno!
            • asal84 Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 19:03
              Jestem tu "nowa" no i niestety moje posty nie bywaja pozytywne, wybaczcie ale
              nie mam zamiaru was za to przepraszac. Zaczynajac tu pisac mialam nadzieje ze
              jest to miejsce dla nas wszystkich, na te pozytywne i nie pozytywne posty!!
              Wiem, ze nie mylilam sie.
              Kazdy z Nas przechodzi inaczej zalobe, dluzej lub krocej.Jednak predzej czy
              pozniej musimy sie podniesc, wziasc w garsc, zyc dalej. Tak jak niektorym z
              tego forum "starszych stazem" udalo sie zobaczyc to nowe swiatelko w tunelu,
              czego im serdecznie gratuluje.
              Niestety moje zycie umarlo wraz z moim mezem!!! Z reka na sercu (nie uzalam sie
              nad soba) nie widze sensu, celu.Pytanie dlaczego, dlaczego wlasnie on nie
              opuszcza mnie.. . tak bardzo jest ciezko, zyc z dnia na dzien w tej sytuacji.
              nic nie dodaje mi sil (oprocz mojego nienarodzonego dziecka i wspomnien),
              No ale,nie myslcie, ze tylko siedze w domu i placze nad swoim losem choc to
              trudne chcialabym zeby moje dziecko widzialo usmiechnieta matke. Ostatnio
              wszystko przychodzi mi z trudem ale probuje znalesc prace, no ale kto ją da
              kobiecie w ciazy???Niestety nie podnosi to na duchu chodzenie i proszenie o nia
              z niklymi szansami ale jeszcze nie zrezygnowalam. Ciezko bylo mi o tym pisac
              jak za kazdym razem slysze odpowiedz nie, nie , nie...
              Szczerze moze moj maz odszedl z tego swiata, ale wierze ze jest zawsze przy
              mnie nie opuscil mnie!Ta mysl nie opuszcze mnie, w dzien prowokuje mnie chociaz
              do minimalnej pracy, proby ogarniecia tego wszystkiego tak na dobre a w nocy
              wynagradza mi pieknym snem w ktorym zawsze jestesmy razem!!!!I wlasnie dla
              tych snow zyje.... A moje zle dni, dolki pewnie zostana moimi, juz na zawsze
              wpisza mi sie w moj zyciorys i serce....
              pozdrawiam i zycze wszystkiego co dobre dla Was wszystkich
              • magdatysz Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 21:31
                Piszesz że życie straciło sens... każdy z nas tak kiedyś odczuwał lub odczuwa
                dalej. Ale pomyśl ty ten sens masz i to bardzo, bardzo ważny - rośnie on w
                tobie :) I jak się już urodzi to nieodwołalnie zmieni twoje życie. Gdzieś na
                pewno pozostanie żal że tatuś tego SENSU ŻYCIA nie może pomagać w jego
                wychowywaniu ale na pewno będzie nad wami czuwał i widział jak maleństwo
                rośnie. A to maleństwo da ci nieźle "popalić" - tak że będziesz zabiegana,
                zaganiana, niedospana, będziesz miała jedynie ochotę chwilę odpocząć i
                będziesz.... SZCZĘŚLIWA. Bo część twojego męża będzie z tobą :) Zawładnie ono
                prawie wszystkie twoje myśli.
                A co do pracy to czy szukałaś jej w internecie? Zastanawiałaś się nad tzw.
                telepracą? Nie wiem jakie masz wyksztacenie, co robisz ale może znalazłabyś coś
                dla siebie. Nie ruszając się z domu mogłabyś zarabiać pieniądze. Może to nie
                byłyby kokosy ale zawsze coś. Powiem ci tak: ja mieszkam w Koszalinie, któregoś
                razu siadłam do komputera i przeglądałam strony internetowe firm związanych z
                moim zawodem. Na jednej z nich znalazłam ogłoszenie że poszukują pracownika. A
                że duszę mam rogatą to stwierdziłam - co mi zależy zobaczymy co warte jest moje
                CV i list motywacyjny. Wysłałam przekonana że i tak nikt nie odpowie. Pracę
                miałam po 6 godzinach. Na moich warunkach. W Łodzi... :)
                Zachęcam do takiego grzebania w internecie i szukania oferty dla siebie lub
                zbliżonej do tego co chesz, i możesz robić. Nie bój się. A w CV nie musisz
                pisać stanu cywilnego i tego że jesteś w ciąży. Podajesz swoje kwalifikacje.
                Potem potrzebuesz tylko komputera, telefonu i internetu. A skoro tu piszesz to
                nimi już dysponujesz. Po urodzeniu dziecka musiałabyś przemyśleć tylko pomoc do
                niego - kogoś na choćby 3 godziny dziennie, podczas których mogłabyś spokojnie
                popracować lub odpocząć.
                Życze ci powodzenia.
                Magda
              • smutnykluseczek Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 21:32
                Gratuluje Aniu, niek na Ciebie nie bedzie krzyczał zapewne każdy cieszy sie z
                Toba Twoim szcześciem, Ciesze sie ze zarówno Tobie jak i Tomkowi udało sie, bo
                moim zadaniem to wielki krok na przód, pokazaliście jacy jesteście odważni i że
                życie sie nie kończy, nie nasze nie teraz...z całego serca zycze Wam zeby sie
                udało:)
            • magdatysz Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 21:35
              Gratulacje!!!
              I pytanie - jak dogadują się wasze dziewczynki?
              • tomaszl35 Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 21:48
                moja ola jest 2 lata starsza od natalki, czasem kłócą się ale ogólnie to bawią
                się i się lubią.
                • smutnykluseczek Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 25.07.07, 22:04
                  Ps.czas leczy rany? mamy an to odp chocby w histori Ani,tylko nie
                  interpretujcie tego zdania dosłownie bo tak sie nie da;)
                  • hafal Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 26.07.07, 01:00
                    no to trochę się opłacało;) optymistyczne wątki poszły w górę a postów posypało
                    się że hoho:)Chyba jeszcze nigdy nie napisaliście tyle w jeden dzien:)!
                    Piszcie, piszcie:)
                    Pozdrawiam wszystkich obrazonych (jesli na mnie, to przepraszam:)), z lekka
                    wkurzonych (było to trochę moim celem;)) a także "młodych" i "starych", a
                    najbardziej zaczynających coś nowego:)

                    Chociaż nie. Najbardziej pozdrawiam Anię i Magdę:) I moje córeczki na
                    wakacjach;)- mogę bo mam dzisiaj imieniny:)
                    A teraz zdejmuję czapkę klowna i idę spać
                    Hania
                    • dryfujacabezcelu Re: Pewnie was zaskoczę!!!!! 26.07.07, 10:35
                      Podsumowując: NA WSZYSTKO POTRZEBA CZASU! jednym więcej, drugim mniej.... ja
                      mam nadzieję że po takim długim czasie jak u was też będę mogła pisać
                      optymistycznie, radośnie... po prostu cieszyć się życiem... ale to chyba
                      jeszcze nie mój czas...tym bardziej że jest to najtrudniejszy okres w moim
                      życiu nie tylko ze względu na te wydarzenia, które zrujnowały nam zycie... ale
                      także na to co ma być w najbliższych dniach, tygodniach.... w niedzielę nasza
                      PIERWSZA rocznica ślubu... przepraszam ale nie wywołuje to u mnie żadnego
                      uśmiechu na twarzy... potem poród, zobaczenie naszej córeczki.. tak, to jest
                      radosne, tylko jakze przesycone bólem, bo muszę przejść przez to wszystko sama,
                      nie mam wsparcia w kochającym mężu... On jej nie zobaczy, nie przytuli... Ona
                      Go nie pozna, nigdy nie będzie wiedziała jakim był wspaniałym człowiekiem....
                      wasze dzieci i mężowie mieli okazję się poznać... moi nie.... więc proszę się
                      nie wkurzać że nie potrafię na razie napisać nic optymistycznego, bo po prostu
                      jest mi zbyt ciężko z tym wszystkim... mimo radosnego wydarzenia jakim będzie
                      przyjście na świat córeczki...
                      Mam nadzieję, że kiedyś się to zmini, że jeszcze dane mi będzie przeżywać
                      szczęście u boku kogoś.... choć nigdy nie będzie taj jak powinno być...
                      A wam GRATULUJĘ... tak trzymać...
    • camel_3d nie 20.05.08, 12:28
      tylko je zabliznia..ale czasem i tak krwawia..
      • kasik2222 Re: nie 20.05.08, 20:24
        nie, na razie jeszcze nie. W niedzielę mnie pół roku odkąd nie ma
        mojego męża. Były już na tej smutnej drodze jegi imieniny, urodziny
        i nasza szósta rocznica ślubu. Nasz córeczka ma już półtora roku. A
        ja dalej czuję to samo. Mam w nocy koszmary i budzę się tylko z
        jedną myślą, z tą samą z którą zasypiam - że go nie ma. Muszę już
        wziąć się w garść dla córeczki, ale jakie to trudne.
    • karnivora Re: Czas leczy rany ? 20.05.08, 20:34
      Nie.
      Ale z każdym dniem jesteśmy coraz bliżej tych, których utraciłyśmy.
      • inseg Re: Czas leczy rany ? 20.05.08, 21:40
        Od urodzenia zbliżamy się nieuchronnie do pewnego zderzenia jedynej
        sprawiedliwej chwili. Jedyna sprawieliwość jaka dotyczy nas wszystkich. Jednak
        nikt, ani nas nie uczy, ani my sami nie myślimy takimi kategoriami ... Żyjemy i
        próbujemy wykorzystać, to co nam dane jak najlepiej. Jednym dano więcej czasu,
        innym mniej.Widać "Siła Wyższa" miała taki cel. Dowiemy się zapewne kiedyś-
        dlaczego ....
        • karnivora Re: Czas leczy rany ? 20.05.08, 22:35
          No i pod tym względem jesteśmy równi jak blat.
          Każdemu dane będzie zaliczyć tę najintymniejszą chwilę zycia, jakim
          jest odejscie, to jasne, ale to chyba łatwiej niż być tu, w "tej"
          rzeczywistości po stracie części siebie, bo gościa nie ma a miłość
          pozostała. "Siła Wyższa" upomniała się o swoje (bo się na świat nie
          prosimy), zabrała mi Męża - zabierała przez pół roku i w końcu
          zabrała, a i tak było wiadomo, że zabierze...
          a moją bezproduktywną miłość mi pozostawiła....
          • inseg Czy łatwiej ? 22.05.08, 21:26
            Czy łatwiej?
            Ja nie wiem, czy łatwiej?
            Nie mam pewności czy "tam" jest łatwiej niż "tutaj" ....
            Nie będe się więc, aż tak skupiać na tym, co mnie dotyczy z detalami ,bo może
            im "tam" jest o wiele gorzej.
            • karnivora Re: Czy łatwiej ? 22.05.08, 21:51
              Ale gorzej niż nsm? Chyba już nie za bardzo może być gorzej - nawet
              w innym wymiarze.
      • jo39 Re: Czas leczy rany ? 20.05.08, 22:18
        pytanie tylko, czy wtedy, kiedy do nich dolaczymy, beda jeszcze
        chcieli miec z nami cos wspolnego.... a moze tam jest zupelnie
        inaczej, niz sobie wyobrazamy?
        • chainsmoker zazdroszcze 21.05.08, 01:06
          tak, zazdroszcze wam tych miłosci ktore przezylyscie, zazdroszcze
          wam, ze mialyscie u boku mezczyzn ktorrzy was kochali i z ktorymi
          bylyscie szczesliwe.
          Moj mąz zostawil mnie dla 18 latki, mnie i dziecko bo nie utrzymuje
          z nami kontaktu. Więc powiedzcie mi, co gorsze? swiadomosc ze kochal
          i go nie ma, czy ze nie kocha i jest, ale nie wiadomo gdzie..
          • kasik2222 Re: zazdroszcze 21.05.08, 06:24
            wolałabym żeby odszedł do innej, żeby był szczęśliwy beze mnie, a
            tak myślę tylko jak wiele stracił, i nie odzyska, nie myslę nawet o
            tym ile ja straciłam, ale właśnie o nim. Chciałabym żeby tam mu było
            lepiej niż tu, wtedy byłoby mi łatwiej, sama świadomść że nie cierpi
            i jest gdzieś w wieczności szczęliwy już by mi pomogła.
            Chainsmoker, nie da się porównać tych sytuacji, my zawsze będziemy
            marzyły żeby nasi mężowie żyli, nawet jeśli nie chcieli by być z
            nami. Bo życie jest cenniejsze od czegokolwiek.
            • chainsmoker Re: zazdroszcze 21.05.08, 21:13
              ja patrze z perspektywey moje dziecka, sama bym wolała żyć ze
              swiadomoscia ze moj ojciec mnie kochał ale odszedł do Boga, niż że
              zostawił i miec swiadomosc ze gdzies tam jest a mnie nie kocha

              niesprawiedliwe to zycie. cholernie niesprawiedliwe
              • dakota28 Re: zazdroszcze 21.05.08, 23:05
                ja bardzo bym chciala aby mój mąż mnie zostawił, wtedy miałabym
                nadzieje ze moje dziecko kiedys chociaz pozna swojego ojca. Moze
                mialabym nadzieje ze kiedys wroci, a tak wiem ze dziecko zobaczy
                ojca tylko na zdjeciu, ze bedzie o nim wiedzialo tyle co mu opowiem.
                teraz wiem ze nikogo tak nie pokocham, a gdyby mnie zostawil, moze
                bylabym na niego wsciekla, nie mialabym takich uczuc w sobie jak mam
                teraz i mialabym sznse na kolejny zwiazek i bycie szczesliwa,
                chociazby na złość jemu
              • karnivora Re: zazdroszcze 22.05.08, 02:44
                To prawda - do miłości nie można zmusić. Ale w pewnych
                okolicznosciach mając tę miłość nie ma nawet cienia szansy, żeby ją
                jakoś spożytkowac bo tzw. "Siła Wyższa"... jak słychać na forum.

                A Twojemu Gościowi może się odwrócić i co wtedy,
                i zapuka so Waszych drzwi z powrotem, ale czy Ty będziesz taka sama?
                Nie nastawiaj Dziecka "na nie" - bo Gościu tez dał Twojemu Dziecku
                życie i to co między Wami - Dziecka nie dotyczy.
                Też do niedawna uważałam, że ojcem nie ten co spłodził, ale ten co
                wychował,zaoferował miłość i opiekę. Niestety to nie jest do końca
                tak. Wszyscy błądzimy, ale Dzieciakowi nie zamykaj żadnej drogi,
                chociaż Tobie dopiekło.
            • maja_8 Re: zazdroszcze 21.05.08, 21:23
              Kasia jak czytam to co piszeszto tak jak bym czytala swoje mysli ja tez myśle bardziej o mężu niz o sobie mysle że nie poogląda tego filmu nie zobaczy nowych zmian w domu nie będzie widział swoich wnukow itp.ale do tego wszystkiego straciłam wiare zaczełam myśleć zupełnie inaczej bo wiem jedno ze gdyby było niewiadomo jak pięknia na tamtym swiecie to i tak moj mąż wolał być tu znami jego świadomość ze nie ma go znami już jest jego tragedią .gdyby mąż odszedł do innej zdecydowanie było by lepij zawsze była by jakaś nadzieja ,a my miałbysmy siłe walki ,chciałbyśmy dobrze wyglądac pokazać ze dajemy sobie swietnie rade atymczasem jestesmy wrakami żyjemy żeby zapłacić mieszkanie, dziecom dać jeść a co będą miały swoje rodziny? napiszcie prosze jak wyobrażacie sobie tamten świat
              • karnivora Re: zazdroszcze 21.05.08, 21:47
                Też tak myślę. Jak gościu, którego kocham odchodzi do innej to też
                jest utrata, zaryzykowałabym - żałoba, bo dla mnie też by umarł,
                ale rzecz by się miała w tym wymiarze, zawsze istniałaby opcja żeby
                rozprawić się z obojgiem na tym ziemskim padole, a tak to z kim się
                rozprawić...?
                • kasik2222 Re: zazdroszcze 22.05.08, 07:53
                  Maja ja nie wiem jak nie bardzo wyobrazam sobie tamten świat. Znam
                  tylko ten i chciałabym żeby Darek był tu. Bo chociaż podobno tam
                  jest lepiej, to jednak wszyscy trzymamy się tego świata rękoma i
                  nogami. Tam zawsze zdążymy pójść. Mam wrażenie jakby Darek gdzieś
                  siedział i patrzył na mnie, gdzieś w górze, ale nic więcej sobie nie
                  wyobrażam. A co do tego że bardziej nam szkoda ich niż nas - to
                  chyba właśnie jest miłość.
                • kasik2222 Re: zazdroszcze 22.05.08, 07:57
                  a i Karnivora masz świętą rację. Jak mężczyzna odchodzi do innej,
                  nienawidzisz go i możesz ułożyć sobie życie nawet za dwa dni, masz w
                  sobie złóść i nienawiść, robisz mu na złośc, możesz wszystko,
                  szukasz zemsty itd. A my? Jak żyć kiedy się kocha kogoś kogo nie ma
                  i nigdy nie będzie? Jak niby pokochać kogoś innego? Na kim się
                  mścić? na Bogu? na zmarłym? Jak? Nie ma nic cenniejszego niż życie i
                  niech nikt nie mówi że wolałby widzieć swojego męza na tamtym
                  świecie niż w ramionach inej. A co do dziecka, jeszcze wszystko może
                  się zmienić, może mąż się opamięta i przypomni sobie że ma dziecko?
                  Nie należy zamykać mu drogi. Bo póki człowiek żyje zawsze jest
                  nadzieja...
          • racu-cha Re: zazdroszcze 28.05.08, 22:42
            Ja bym wolała zeby odszedł do innej , wolałabym go nienawidziec niz czuc co teraz czuje.
            Domyslam,sie ze jest cięzka w Twojej sytuacji ale nasz wdów jest chyba cięższa...
          • enlightened Re: zazdroszcze 29.05.08, 20:45
            Tu nie ma czego zazdroscic. Rzucila mnie kiedys narzeczona. Bylem zrozpaczony,
            i nie raz do glowy przychodzilo mi samobojstwo. Ale, sam fakt ze mnie rzucila
            oznaczal ze mnie nie kochala tak bardzo jak ja kochalem ja.

            Moim zdaniem taka strata jest o wiele latwiejsza do przezycia, niz fakt ze ktos
            kto ciebie naprawde kochal, zginal tragicznie w wypadku. Nie wiem czy
            poradzilbym sobie z czyms takim. Najprawdopodobniej wzial bym najlatwiejsze
            wyjscie, oczywiscie jezeli nie bylo by dzieci. Fakt - mezczyzni sa slabsi
            psychicznie, ale i tak podziwiam sile czlonkow tego forum. Czytam te posty i
            plakac sie chce jaki ten swiat potrafi byc bezlitosny.
            • trelka10 Re: zazdroszcze 29.05.08, 21:22
              myślę ze pewnych rzeczy nie da sie zrozumieć tylko trzeba je przeżyć aczkolwiek
              Twoje przeżycia też są ciężkie myślę że jest to inny kaliber. Piszesz że świat
              jest okrutny nikt nie mówił że życie będzie proste i łatwe. Co nas nie zabije to
              nas wzmocni.
              Piszesz jak osoba, która mi kiedyś bardzo pomogła...
    • trelka10 Re: Czas leczy rany ? 22.05.08, 10:46
      Kasik masz rację gdy druga połówka odchodzi zawsze pozostaje wybór,nawet
      dzieciaki maja wybór spotkać się z tatą lub nie. Nam los nie zostawił takiego
      wyboru. I kogo za to winić?
      • nuxxx Re: Czas leczy rany ? 22.05.08, 18:37
        A powiedzcie czy też tak macie, że winicie siebie za to co się
        stało, że zrobiliście może coś w życiu za co trzeba teraz płacić
        taką karę, bo ja tak mam, bo mogłam Mu nie pozwolić wyjeżdżać,
        mogłam Go nie zachęcać i nie wspierać by zdawał na zawodowe prawo
        jazdy, mogłam Mu zabronić i mogłam wszystko, a jednak Mu pozwoliłam,
        jednak Go wspierałam w zdawaniu tych cholernych egzaminów, na
        dodatek cieszyłam się razem z NIm, jak przeżywał każdy wyjazd, robił
        zdjęcia i mi opowiadał, mogłam Mu po prostu tego wszystkiego
        zabronić, mógł siedzieć w domu ze mną a nie jeździć po świecie i
        najzabwaniejsze jest to że gdyby Michał miał wypadek samochodem to
        by przeżył a tak to gościu wjechał w Niego z prędkością ponad 100 na
        godzinę i mój Michaś po prostu nie miał żadnych szans na przeżycie,
        żadnych , a mógł cholera nie wyjeżdżać, nie wysiadać z tira, mógł
        siedzieć za tą głópią kierownicą, mógł - ale wyszedł na tą okropną
        ulicę.... mógł zostać w domu. Mógł - ale nie został i tylko ja
        zostałam, sama i owoc naszej miłości - Emilka. Mam dość tego
        głópiego życia :(((((
        • alex2377 Re: Czas leczy rany ? 22.05.08, 19:08
          Droga nuxxx! Mam dokładnie tak samo. Minęło już 15 miesięcy, a ja
          nadal wracam do tego- po pierwsze, że to moze jakaś kara za coś co
          zrobiłam nie tak w swoim zyciu? Wiem, że nie powinnam tak myśleć,
          znajomy ksiądz przekonywał mnie, że co złego w takim razie uczyniły
          moje corki, że musiały stracić ojca? Wiem , wiem , ale to wszystko
          nie jest takie proste.
          Po drugie- ciągle myślę otym, że może czegos nie zauważyłam, coś
          przeoczyłam, może czuł się źle ale nic mi nie mówił, a ja nie
          domysliłam się? Mogłam przecież ZMUSIC go , by poszedł do lekarza,
          by prowadził spokojniejszy tryb życia, ale też pamiętam Jego słowa,
          że lubi taką dawkę adrenaliny i życie na maxa..... No, i skończyło
          się. Pozostały cholerne pytania bez odpowiedzi- co by było
          gdyby.......
          Zastanawiam się też, czy mogłam mu jeszcze pomóc w tym strasznym
          momencie, gdy był już nieprzytomny? Może mogłam Go nie ruszać i
          czekać na karetkę (40 minut!)? Może nie tak Go reanimowaliśmy?
          Czy jeszcze kiedyś będę mogła na spokojnie to wszystko sobie
          poukładać i zrozumieć?
          NIE TAK MIAŁO WYGLĄDAĆ NASZE ŻYCIE!!!!!
          • elkap58 Re: Czas leczy rany ? 30.05.08, 11:25
            Ja też mimo że niedługo miną 3 lata,ciągle zadaję sobie to pytanie.Miałam
            świadomość że ciężko choruje,ale nie dopuszczałam do siebie myśli że może
            umrzeć,ze strachu który mnie paraliżował,a także dlatego że mój mąż starał się
            mnie utwierdzić w przekonaniu że wcale nie jest aż tak źle.Dzisiaj
            postępowałabym inaczej,dlaczego nie przemogłam w sobie tego lęku,wiele
            straciłam,wolałam udawać że się nic nie dzieje,nie zauważyłam że umiera,bardzo
            tego żałuję,mam wyrzuty,nie potrafię sobie tego wybaczyć,i może dlatego jest mi
            tak ciężko.Czy to poczucie winy kiedyś zniknie?
    • karnivora Re: Czas leczy rany ? 22.05.08, 19:42
      Nuxxx, zwróć uwagę sama zidentyfikowałaś już 1 cel swojej drogi
      krzyżowej, pozbyć się poczucia winy, które nam wszystkim towarzyszy
      w mniejszym lub większym stopniu w zależności od scenariusza.
      Dlatego tak czujemy – że Oni odeszli a my zostałyśmy – i to już
      wystarczy żeby się obwiniać. Ja się wymądrzam, ale mam to samo,
      tylko cały wysiłek skierowuję na to żeby to sobie właściwie
      uświadamiać i żadnej swojej emocji nie negować
      To jest strasznie mozolna i bolesna praca, ale wydaje się jedyną
      skuteczną metodą –
      AKCEPTOWAĆ SWOJE EMOCJE.
      Umierałam z moim Mężem pół roku, ratowałam „na odcinkach” wojując z
      personelem,
      Wygrywałam walki, chociaż nie było wojny, bo niestety nie miałam
      złudzeń co do rokowania
      W ostatecznej chwili zgodziłam się prawie bez wahania na
      niepodejmowanie reanimacji
      Po upływie jakiegoś czasu uświadomiłam sobie, że dostałam „nagrodę” –
      bo Bóg zabrał Męża
      z moich objęć, podczas jak mu ostatni raz wyznawałam miłość, a
      takiej łaski mało kto może dostąpić. Ale nie tym się kierowałam
      pozwalając Mu odejść – prawdziwy ziemski powód to było zaoszczędzić
      Mu cierpienia poprzez napastliwe, egoistyczne trzymanie przy życiu.
      I wszystko pięknie, tylko teraz muszę to zmetabolizować, a nie za
      bardzo to wychodzi,
      chociaż niedługo minie rok…

      Ja od początku wierzę, że Oni TAM są, w jakiś niepojęty sposób
      jestem o tym przekonana.
      Zresztą jak pamiętacie z fizyki – żadna energia się w przyrodzie nie
      marnuje, a czy ma ktoś
      odwagę poddać w wątpliwość, że dusza nie jest formą energii??
      • jo39 Re: Czas leczy rany ? 26.05.08, 23:12
        emocje nikogo nie obchodza - to pustka rzadzi...
      • nuxxx Re: Czas leczy rany ? 26.05.08, 23:29
        tylko widzisz, wszystko... ślub, narodziny małej, moje egzaminy,
        potem Michała, kupno mieszkania, wszystko nadawało jakiś cel w
        życiu, jakieś plany, marzenia - dąrzenia do czegoś i to po prostu
        nagle się urwało, jakby to wszystko o co myśmy razem się starali -
        nie miało sensu - to tak jakby dziecku zabrać ulubioną zabawkę i
        zostawić je same w pokoju- niech radzi sobie same.... takie to
        wszystko mało zrozumiane dla mnie jest... może nie potrzebnie staram
        się to zrozumieć, ale mam taki charakter że wszystko muszę wiedzieć
        co mnie dotyczy, co dotyczy małej i wogóle wszystkiego co się dzieje
        wokół mnie i nie potrafię zrozumieć i znaleźć odpowiedzi na
        najprostrze pytanie jakie zadają 3-4 - latki "dlaczego?"... napewno
        kiedyś się dowiem, tylko rodzi się kolejne pytanie "kiedy?"... i
        cały czas pogrążam się w tych swoich czarnych myślach i nie wiem
        sama O CO W TYM MOIM MARNYM ŻYCIU CHODZI?.... może o to bym Emilkę
        sama wychowała - tylko dlaczego sama?, ponoć dzieci chowane przez
        jednego z rodziców są silniejsze, trwardsze i nie poddają się tak
        szybko - tylko jak tu dziecku pokazać,że mama jest twarda,jak jest
        na odwrót, miękka jak gąbka, jak piasek na plaży, jak pluszowy miś :(
    • karnivora Re: Czas leczy rany ? 26.05.08, 23:22
      U mnie to tęsknota rzadzi
      • nuxxx Re: Czas leczy rany ? 26.05.08, 23:46
        a u mnie właśnie od jakiegoś tygodnia, rodzą się w głowie takie
        dziwne pytania, plączą się takie dziwne mysli, nie biorę żadnych
        leków na uspokojenie itp, tylko palę, nawet bardzo dużo palę
        papierosów - tylko tu na tym forum o tym piszę bo tylko Wy nie
        spojrzycie na mnie z dziwną miną i zakłopotaniem - dzięki wogóle że
        jesteście, że Was znalazłam i naprawdę WIELKIE dzięki.
        • karnivora Re: Czas leczy rany ? 27.05.08, 00:14
          Hej, Pluszowy Misiu, Ty chyba nie widzisz, albo nie chcesz
          dostrzegać, że jesteś silna, tylko najzwyklej wymiękasz, bo
          doświadczyłasz najgorszej jazdy jaką sobie można wyobrazić,
          i chyba trzeba być cyborgiem, albo być w przetrwałym szoku, żeby
          rzeczywiście nic nie ODCZUĆ. Ja jak zakładałam dwa różne buty udając
          na zewnatrz ze jest OK, poszłam do psychologa (czy jakoś tam) i
          dowiedziałam się że to jest "w normie". Oczywistą sprawą jest,że
          dziecko narzuca dużą dyscyplinę w żałobie z racji swojego
          ograniczonego pojmowania, a Tobie z odpowiedzialności nijak się
          zrzucić.
          Z drugiej strony - wychowanie samemu, nawet jeżeli, bo w przyszłości
          może nie - ile matek, żon alkoholików, zwyrodnialców, bestii modli
          się o szanse wychowania dziecka w pojedynkę, z nie wykonalnymi
          nakazami eksmisji, też mają niezłą jazdę i chyba większe
          ograniczenie.
          "O co w Twoim marnym życiu chodzi" - NASZYM marnym życiu.
          Też g...o wiem, ale wiem jedno - nie my sobie je dajemy, nie my
          wyznaczamy jego kres (chyba, że dysfunkcja, my je coś tak jakby
          wypełniamy na kształt scenariusza, czy ma znaczenie jak je
          wypełnimy, prawdopodobnie tak, ale nienerwowo - żałoba zwalnia
          z trzymania fasonu. Przed dzieckiem raczej się nie manifestować
          z porywczymi przeżyciami ale czemu np. nie płakać - niech pozna
          sedno miłości.
          Tylko to strasznie wszystko boli...po prostu.
          Ja to prochy biorę tylko pod kontrolą, a palę mniej bo 1,5 paczki a
          było 3
          • kasik2222 Re: Czas leczy rany ? 27.05.08, 08:37
            palę ogromnę ilości papierosów, trochę za dużo piję alkoholu (
            przedtem go nienawidzilam i unikałam ), i niestety, też winię siebie
            o Jego smierć. Myslę, że mogłam zrobić dla niego więcej niż
            zrobiłam, choć chyba i tak dużo zrobiłam zeby mu pomóc, ale zawsze
            zostaje pytanie, czy nie mogłam zrobić czegoś jeszcze zeby nie
            dopuscic do tego co się stało? Minęło w niedzielę pół roku.
            Zastanawiam się nad usunięciem Jego rzeczy, ale nie wiem czy dam
            radę, chyba jeszcze nie. Na razie kosmetyki i szczoteczka do zębów
            poszły naa górną półkę w łazience. Ale i tak zadzieram głowę. Nie
            wiem jak dam radę pozbyc się Jego rzeczy ubrań narzędzi? A wy jak,
            trzymacie jeszcze ich rzeczy?
    • karnivora Re: Czas leczy rany ? 27.05.08, 09:06
      Co do rzeczy Męża - minie rok za niecały miesiąc.
      Nie jestem wstanie nic ruszyć, nawet obojętnych emocjonalnie
      papierów służbowych. Jak próbuję coś porządkować, zaczyna mną targać
      i wymiękam. W ogóle nawet nie próbuję się zmusić, robię podejścia,
      testuję czy już mogę i sobie daruję, co to mi da w rzeczywistości -
      będzie porządniej ? Na 100% - nic na siłę.
      • nuxxx Re: Czas leczy rany ? 27.05.08, 14:00
        ja nawet ładuje raz w tygodniu Jego telefon komórkowy - może sie Mu
        przyda właczony :) a co do rzeczy to leża, stoją i wiszą tak jak
        przed 6 grudnia 2007 r. nic nie zmieniłam, wszystko tak jak było tak
        jest i będzie, tak jak kiedyś wróci i będzie miał pewność że cały
        czas dom i my czekamy na Niego i Go nigdy nie zapomnimy
        pozdrawiam
        • wk2 Re: Czas leczy rany ? 27.05.08, 14:19
          Ja niczego nie wyrzucam, w niektórych rzeczach nawet chodzę.
          Co prawda to dopiero 2 m-ce :((
    • kimmie_baby Re: Czas leczy rany ? 29.05.08, 09:32
      jeżeli jest Ci teraz b. ciężko to napewno będzie lepiej z czasem
      choć osobiście muszę przyznać, że i po ponad 20-ciu latach od
      śmierci bliskiej osoby czasami jest mi trudniej niż było w
      pierwszych dniach. napewno warto jest dać sobie czas na jakiekolwiek
      uczucia.
    • inka_sama a jednak leczy rany 29.05.08, 11:32
      nie będzie to miesiąc czy rok
      ale czas leczy rany
      zostają blizny, czasem przy złej "pogodzie" odzywają sie bolą
      ale można żyć

      pod warunkiem że tych ran sie ciągle sola nie posypuje, nie rozdrapuje

      gdybyście wy umarły chciałybyście by wasz mąż do końca życia był w żałobie?
      czy żeby ułożył sobie życie, i sam lub nie, ale żył szczęśliwy?

      nie czytałam wypowiedzi w tym wątku więc nie wiem czy ktoś inny też tak napisał
      - mam nadzieję, że tak

      trzeba sie nauczyć życia na nowo i nie czekać "kiedy znów będziemy razem" bo tak
      sie żyć nie da, też tak kiedyś czułam i myślałam, miałam jednak czas na
      przemyślenia i naukę, po ponad 6 latach, może nie co koślawo ale żyję szczęśliwa
      • wk2 Re: a jednak leczy rany 29.05.08, 13:13
        U mnie została teściowa , która nie daje zasklepić się ranom, jakaś ilość soli
        przypada każdego dnia, niestety. i jak z tym żyć, nawet pozbierać się nie da,
        nie mówiąc już o normalnym życiu (o ile w ogóle można takie mieć)
    • karnivora Re: Czas leczy rany ? 29.05.08, 12:01
      6 lat ? - E, to u mnie już tylko zostało 5. Idzie wytrzymac.
      • fiambala Re: Czas leczy rany ? 29.05.08, 21:41
        Nie. Sam czas nie leczy ran. Oczywiście, że trzeba dać mu szansę,
        ale trzeba też temu czasowi pomóc. Trzeba pomóc sobie. Trzeba CHCIEĆ
        przeżyć żałobę i chcieć wrócić do życia. U mnie nie minął jeszcze
        nawet rok i jest cholernie ciężko. Było jeszcze ciężej. Ale
        wypowiedzi kilku osób na tym forum dają mi wiarę, że będzie lepiej.
        Ja też w to wierzę, bo chcę wierzyć. Bo już i teraz bywa lepiej. ALe
        to ciężka praca.
        • trelka10 Re: Czas leczy rany ? 29.05.08, 21:49
          tak czas... wczoraj minęło 5 miesięcy od kiedy jestem sama z dzieciakami.
          Trzymam fason, wyznaczam sobie cele do których dążę, słyszę że jestem silna ale
          to nieprawda czasami mam takiego doła że potrafię przepłakać całą noc ale tak
          aby dzieciaki nie widziały. Dzisiaj po raz pierwszy od 5 miesięcy odważyłam
          spotkać sie z dawnymi znajomymi. teraz po 5 miesiącach wiem już ze jest ono
          mizerne. Niedawno straciłam bliska mi osobe, której zawsze się zwierzałam a
          okazało się że to tylko była gra z jej strony. Znów regres był krok w przód dziś
          dwa do tyłu. Może tak mam być?
          • fiambala Re: Czas leczy rany ? 29.05.08, 22:03
            Z tego co wiem, to zwykle tak wygląda - jeden krok do przodu i dwa
            do tyłu. Przez chwilę wydaje ci się, że sobie poradzisz, że przeceiż
            jeszcze jakoś to będzie, po to, żeby potem przez tydzień walczyć z
            przekonaniem, że teraz już nic nie będzie miało sensu. Z tym, że z
            czasem - przy silnej determinacji, żeby poradzić sobie z żałobą -
            kroki do przodu powinny stać się coraz większe, a te do tyłu coraz
            mniejsze.

            U mnie mija dziewiaty miesiąc. Bez dzieci. I na początku jedyną
            myślą, która mnie jakoś trzymała w pionie była ta, że nie można
            świadomie skazywać bliskich na coś takiego, co sama przeżywam.
            • trelka10 Re: Czas leczy rany ? 29.05.08, 22:22
              Masz rację w miarę upływu czasu te kroki się wydłużają. każda z nas szuka
              oparcia w kimś bliskim nie wiem czy na miejscu jest stwierdzenie ze z dziecmi
              łatwiej bo zawsze jest z nami cząstka osoby która odeszła a z drugiej strony jak
              patrzysz na zminiaturyzowaną postać osoby , która odeszła i odpowiadac na
              pytania na które nie ma odpowiedzi ...
              • fiambala Re: Czas leczy rany ? 29.05.08, 23:03
                Ale ja niegdzie nie napisałam, że z dziećmi jest łatwiej...
                Napisałam tylko, że nie było dzieci...
                • trelka10 Re: Czas leczy rany ? 29.05.08, 23:28
                  żle mnie zrozumiałas nie chodziło o Ciebie tylko o ogół czasem sama nad tym
                  myślałam kiedy moje dziecko zadawało mi pytanie a ja potrafiłam tylko milczec bo
                  łzy zalewały oczy
                  • fiambala Re: Czas leczy rany ? 29.05.08, 23:44
                    Tak naprawdę to nikt nie jest w stanie powiedzieć jak jest
                    łatwiej... Bo nikt z nas nie będzie wiedział jak to jest w sytuacji
                    tej drugiej osoby.
                    • wk2 Re: Czas leczy rany ? 30.05.08, 14:05
                      Dokładnie. U mnie jest ponad 2 m-ce, też bez dzieci i też trzyma mnie mysl, ze
                      nie mogę tego zrobić bliskim, zwłaszcza Mamie. (innym tez)
    • inseg 2007 /czas zamazał obrazy 03.06.09, 00:35
      Czas zamazał jedynie obrazy ;-(
      • czarna715 Re: Czas leczy rany? 03.06.09, 10:27
        A ile tego czasu ma upłynąć aby zaleczył rany?
        Minęło 13 miesięcy od śmierci mojego męża i wcale nie jest lepiej!
        Są chwile,że wyję jak małe dziecko z tęsnoty i tej ogromnej pustki.
        Wczoraj przyśnił mi się mąż i wieżcie mi,że cały dzień był jakimś
        koszmarem,nie dość,że lało to cały czas miałam ten sen w głowie...
        Nie wiem ile jeszcze mi będzie potrzeba czasu aby jakoś normalnie
        żyć???????????????

        • 0czarna74 Re: Czas leczy rany? 03.06.09, 12:44
          Dziękuję Ci Panie,że dla mnie czas okazał się zbawienny.Czas leczy rany? U mnie
          tak.Rana jest ale dzięki ciężkiemu procesowi żałoby jaki przeszłam pięknie się
          zagoiła. No i czas (pojęcie względne),czas bardzo pomógł.Jest zupełnie inaczej
          jak na początku,już tak nie boli.Czas pozwolił przyjąć do świadomości nową
          sytuację,pokazał ,że nie warto szarpać się i walczyć z tym na co nie mamy już
          wpływu....
          Przeraża tylko jeden fakt,wchodząc tu na forum widzę tyle"nowych" osób.Czy już
          zawsze ktoś musi cierpieć i przechodzić przez to co ja...?
          Wszystkim będącym na początku tej bolesnej drogi bardzo współczuję i życzę dużo
          siły,wytrwałości i wiary w lepszą przyszłość,bo tak będzie.Z czasem ta droga
          staje się łatwiejsza POTRZEBA CZASU CZAS.
          Wszystkich mocno przytulam i pozdrawiam Beata.
          • tilia7 Re: Czas leczy rany? 03.06.09, 19:45
            0czarna74 oby tak było, że leczy rany.Na początku drogi, w miejscu, w którym ja
            jestem i wiele z nas, trudno w to uwierzyć.Pojawia się strach, że się zapomni,
            choć to niemożliwe.I strach,że będzie wciąż gorzej i gorzej, bo na razie, po
            dwóch miesiącach tak właśnie jest.Dobrze, jeśli uda się znaleźć sens dalszego
            życia bez tej ukochanej osoby.Ja na razie ani sensu ani celu nie widzę i męczę
            się strasznie
            • fiambala Re: Czas leczy rany? 03.06.09, 22:32
              W czasie mojej żałoby często przychodziły mi na myśl słowa
              piosenki "Tylko dajcie czasowi czas...".

              U mnie podobnie jak u Czarnej czas zrobił swoje. Nie znaczy to, że
              zapomniałam. Przeciwnie, pamiętam, tęsknię czasami, czasami walczę
              ze łzami, czasami im się poddaję i płaczę, czasami czuję się bardzo
              nieszczęśliwa. Ale uczciwie mogę powiedzieć, że znowu żyję, a nie
              tylko wegetuję.

              Powoli, powoli zaczynam na nowo cieszyć się życiem, zaczyna mnie
              ciekawić, co ono jeszcze dla mnie ma. Od nowa nauczyłam się
              planować, myśleć w perspektywie dalszej niż dzień czy tydzień.

              Proces żałoby mnie zmienił. Zmiana jest procesem. Dużo się o sobie
              nauczyłam, wiem że jestem silna, wiem, że niełatwo mnie złamać.
              Jestem silna siłą, którą zdążył dać mi Grzesiek, ale i siłą zrodzoną
              przez to, że poradziłam sobie z tym, co się stało. I podoba mi się
              osoba, którą się stałam. Ale nie chcę na tym poprzestać, chcę się
              zmieniać dalej, ewoluować. Bo jeszcze są pewne rzeczy, z którymi
              sobie nie do końca radzę. Ale daję sobie czas. On nie jest dla mnie
              presją. Jest jednym z elementów tej specyficznej kuracji, jaką jest
              żałoba.

              Nie twierdzę, że sam czas wystarczy. Trzeba chcieć, trzeba przez
              cały czas gdzieś głęboko w sobie pielęgnować myśl, że to etap, że
              będzie lepiej. Trzeba chcieć tego, niezależnie od tego jak mało
              realne to się teraz wydaje. Żałoba nie jest prostą drogę, żałoba
              jest jak ścieżka przez góry - żeby wejść na szczyt trzeba pokonać
              wiele mniejszych wzniesień, nieraz będąc już wysoko trzeba zejść
              niżej, bo tylko tak można dostać się na górę. Ale kiedy jest się na
              dole trzeba pamiętać, że to tylko etap drogi na górę.

              Żałoba to często krok do przodu a potem dwa do tyłu... Ale z czasem
              proporcje się odwracają – kroki do przodu są bardziej pewne,
              regularne, te do tyłu mniejsze i rzadsze. I pewnego dnia człowiek
              łapie się na tym, że poczuł ukłucie szczęścia, że zauważył że widok
              na który patrzy jest piękny. Zanika ciągły ścisk w gardle, wraca
              zdolność odczuwania. Tęsknota nie znika, ale łagodnieje na tyle, że
              jest tylko czymś w rodzaju świadomości ciągłej obecności tych,
              którzy odeszli. Obecności, która wspiera.

              Tak jest u mnie. Nie mówię, że tak na pewno będzie u każdego, ale
              chciałabym dać nadzieję, że może tak być. Warto przetrwać.
              • xxxkarolinkax Re: Czas leczy rany? 03.06.09, 23:02
                ile musi trwać ten "czas"?

                boje się. bardzo sie boję dni które mają nadejść dopiero. wszystko wydaje mi się
                takie nieodpowiednie, mało ważne. nie potrafie patrzeć na szczęśliwych ludzi.
                nie umiem słuchać o czyiś błahych problemach bo mam ochote krzyczeć - jak śmiesz
                mi mówić o kłótni z chłopakiem, kiedy mój ukochany umarł!
                stałam się zakmniętym w sobie szarym, połamanym ludzikiem.

                Boje się, że zapomne jak brzmiał jego głos. Boje sie, że zapomne Jego uśmiech.
                Boje się, że już nie bede potrafila sobie przypomnieć jak pachniał.. A
                najbardziej przeraża mnie to, że już nigdy..nigdy nie poczuje jego dotyku.. że
                ten przeklęty czas zabierze mi go całkowicie. że już nawet we wspomnieniach
                będzie za mgłą... :((
                • irada Re: Czas leczy rany? 04.06.09, 09:05
                  każda z nas jest inna, każda na swój sposób przeżywa samotność, z perspektywy czasu mogę napisać że ja nadal odczuwam samotność, pustkę i bezradność jeszcze nie potrafię cieszyć się życiem a minęło już 20 miesięcy, głos i śmiech, jak bym słyszała go wczoraj
                  • wdowa120309 Re: Czas leczy rany? 04.06.09, 21:34
                    Nie wiem ile dla mnie musi minąć czasu....ale i tak rany się nie zagoją.....może
                    ból złagodnieje....(((( ae rana zostanie juz na zawsze...((((

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka