dalidka
17.06.07, 19:00
Zwracam się o pomoc do pani Agnieszki i do forumowiczów bo dalej już nie mogę.
Po wczorajszej awanturze spowodowanej patologiczną wręcz zazdrością mojego M
mogę chyba powiedzić, że przelała się czara goryczy. Uświadomiłam sobie co on
robi z naszym życiem i jak oboje się męczymy. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam
bo z dnia na dzień jest coraz gorzej.
Zacznę od początku, żeby nakreślić sytuację.
Jesteśmy razem od 7 lat. Oboje po przejściach, mamy dzieci z poprzednich
związków. Mój 15 letni syn mieszka z nami.
M od 3 lat pracuje za granicą w systemie 8 tygodni pracy - 2 tygodnie urlopu.
Jego wyjazd nie zmienił wiele w naszym życiu bo wcześniej pracował jako
kierowca i w domu też rzadko bywał (nie częściej niż raz w tygodniu).
M zazdrosny był od zawsze. O wszystko. O koleżanki, które kolejno skreślał z
listy tylko dlatego, że np zaproponowały mi spotkanie w kawiarni. O moją pracę
ponieważ "zbyt się angażuje i to mnie wykańcza". Z powodów różnych, m inn
zdrowotnych od 3 lat nie pracuję. Chwilowo sytuacja się poprawiła ale nie na
długo. W tej chwili nawet moje wyjście do supermarketu jest problemem.
Powinien jechać ze mną Młody, niby żeby pchać ciężki wózek.
Moim zadaniem jest tylko leżeć i pachnieć. I to dosłownie. Kupuje mi np
perfumy ale po powrcie do domu sprawdza ile ubyło, mówiąc, że miałam pachnieć
tylko dla niego....
Jeżeli coś jest nie po jego myśli robi mi awantury, wyrzuty. Nawet po 6 latach
(!) potrafi mi wypomnieć, że raz pojechałam w delegacje a on uważa, że żona,
matka wyjeżdżać sama nie powinna. Mogłabym tu pisać cały dzień o tym czego mi
nie wypada robić, czego nie powinnam i czego mi nie wolno. Nawet mój syn, dla
którego ojczym jest wzorem i autorytetem, wiele razy zwracał mi uwagę na
dziwne zachowania M. Często "krył" mnie przed ojczymem nie mówiąc mu o wizycie
czy telefonie mojej przyjaciółki.
Kocham go strasznie. Jestem pewna, że on jest TYM facetem. Nie wyobrażam sobie
bez niego życia i jestem skłonna iść na daleko idące kompromisy. Jednak
dopiero wczoraj uświadomiłam sobie, że właściwie to on jest chory. I że takie
życie jest męczarnią. Dla niego i dla mnie. Bardzo chciałabym mu pomóc.
Chciałabym żebyśmy oboje mogli być szczęśliwi. Razem.
W tej chwili porozumiewamy się za pomocą sms-ów, sporadycznie internetu i
telefonów, co oczywiście jeszcze bardziej zaognia sytuacje. Na rozmowę
przyjdzie czas dopiero jak M przyjedzie do domu.
I tu moja prośba o radę: jak z nim rozmawiać?
Żadne rozsądne argumenty do niego nie trafiają. Nie widzi głupoty swoich
zachowań, nie widzi jak mnie rani. To ja jestem ta zła.
Wydaje mi się, że terapia też jest niemożliwa. Chociażby z powodu charakteru
jego pracy, no i najpierw musiałby zrozumieć, że coś jest nie tak.
Za wszelkie porady i sugestie już teraz dziękuję.