pinusilvestris
25.09.07, 07:54
Wizyty tesciow mieszkajacych dosc daleko w zwiazku z tym zostajacych
u nas kilka dni gdy juz przyjada mecza mnie. Przyjezdzaja pod
haslem "pomocy", pomimo ze mamy opiekunke do dziecko. Maja swoje
przyzwyczajenia - tv i glosne ogladanie seriali, bardzo narzucajacy
sie charakter. Ciagle "doradzaja" - dla samego faktu doradzania, nie
dlatego ze taka rada jest potrzebna. Brak zastosowania sie do rady
do niewdziecznosc. Brak wdziecznosci za "pomoc", ktora nia nie jest
tez. Wiadomo, ze ich wizyta to koniecznosc uslugiwania i zabawiania
rozmowa. Po wizycie narzekaja jak to sa "zmeczeni". Przyjezdzaja z
wityta sami nie poproszeni o pomoc. Sugestie, ze pomocy nie
potrzebujemy to "traktowanie ich jak piate kolo u wozu".....