Dodaj do ulubionych

problem z rodzicami... prosze o pomoc

06.02.08, 16:43
Witam, mam 19 lat i pewien problem z rodzicami juz od jakiegos czasu i wszystko bardzo mnie to gnebi i przybija. Dwa lata temu poznalam chlopaka - sympatyczny, grzeczny, studiujacy. Jednakze majacy "wade", ktora od poczatku nie pasowala moim rodzicom: pochodzi z dosc biednego domu, prostej rodziny, gdzie nikt nie ma wyzszego wyksztalcenia, a on jedyny sie wybil. Oprocz tego ma problem z jedna reka, ktora nie jest do konca sprawna. Mi nie przeszkadza jego rodzina ani reka, gdyz jest po prostu wspanialym czlowiekiem, ale moim rodzicom niestety tak... Nie zadali sobie nawet trudu, aby go dobrze poznac. Po tych kilku faktach stwierdzili, ze on sie nie nadaje, a tak w ogole to jestem jeszcze za mloda na jakiekolwiek zwiazki... Rodzice oboje sami sa dobrze wyksztalceni, sytuowani no i do takich rzeczy przywiazuja wielka wage... Dodam, ze jestem jedynaczka. W domu rozpetala sie straszna wojna, mama grozila, ze jesli sie z nim jednak zwiaze, to ona tego nie przezyje. Panikowali, ze od razu zajde w ciaze, zabronili sie spotykac, wychodzic z domu, kontorlowali na kazdym kroku itd. Tak wiec dla swietego spokoju zaczelam spotykac sie z nim w tajemnicy, jednak juz dobija mnie ta sytuacja... Caly czas mam wyrzuty sumienia, snia mi sie koszmary po nocach, ze rodzice mnie przylapuja na spotkaniach z NIM, tak jakby w moim wieku najwiekszym przestepstwem bylo spotkac sie z chlopakiem... Wykancza mnie to juz psychicznie, lecz z drugiej strony nie mam odwagi tak po prostu im o tym powiedziec, bo wiem, ze byloby to samo, a ja z tego calego gadania mamy jeszcze bym z nim zerwala, byleby tylko miec swiety spokoj. Jemu tez jest ciezko, bo nie moze przyjsc do mnie do domu i odwiedzic np. wtedy, kiedy jestem chora. Jestesmy juz ze soba ponad 1,5 roku i nigdy sie jeszcze na nim nie zawiodlam, a troche juz sie znamy...
Nie wiem, gdzie szukac porady, myslalam juz o jakichs wizytach u psychologa, bo czuje, ze dostane nerwicy od tej calej sytuacji. Myslalam tez moze o jakims mediatorze (albo ewentualnie kims z rodziny, tylko nie mam pewnosci, czy trzymalby strone moja, czy rodzicow) miedzy mna a moimi rodzicami - kims, kto by im wytlumaczyl sprawe, bo ja po prostu nie czuje sie na silach... Nie potrafie.
Mysle, ze oni nie rozumieja, ze na razie nie wiaze z nim zyciowych planow, bo moj pierwszy plan to najpierw dostac sie i skonczyc studia. To jest po prostu bliska mi osoba, z ktora lubie spedzac czas i rozmawiac... Kiedys probowalam im to wytlumaczyc, ale nie potrafia zrozumiec. Mam z NIEGO zrezygnowac?

Bylabym wdzieczna za jakakolwiek porade.

i przepraszam, ze list taki dlugi, ale inaczej nie potrafie tego wytlumaczyc... chora sytuacja...:(
Obserwuj wątek
    • irgaa Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 06.02.08, 20:26
      Witam, rozumiem Twoją sytuację i Twoich rodziców też.
      Niedawno byłam w podobnej sytuacji jak Twoi rodzice.
      Syn poznał dziewczynę lekko niepełnosprawną, miałam podobne zastrzeżenia, ale rozpamiętywałam je sama, nic nie mówiąc synowi,
      zdaję sobie sprawę, że może mieć trudniejze życie.
      Ale w pewnym momencie postawiłam sobie pytanie, a gdyby ta niepełnosprawna dziewczyna była moją córką, czyż nie chciałabym żeby miała kogoś bliskiego, przecież też chciałabym jej szczęścia. Są ze sobą już 4 lata i poznaję ją coraz bardziej, jest naprawdę wartościową dziewczyną.
      Porozmawiaj z rodzicami, przedstaw im odwrotną sytuację, gdybyś to Ty była na jego miejscu, czyż nie chcieliby Twojego szczęśćia.
      Życzę Ci wiele cierpliwości i szczęścia i zrozumienia rodziców dla Twoich uczuć.
      Pozdrawiam
    • anusia29 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 07.02.08, 09:02
      podpisuję się pod wypowiedzią wyżej. ja bym jeszcze dodała rodzicom
      i podkresliła, że Twoje plany życiowe zakładają najpierw studia, a
      potem ewentualne zmiany w życiu osobistym. Może to ich uspokoi?
      • anatema1 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 07.02.08, 22:16
        dziekuje za rady...
        tylko problem wlasnie w tym, ze ja NIE WIEM, jak im to powiedziec... zakrzyczą
        mnie, ja sie rozplacze i nie bede w stanie wydusic z siebie slowa, a nastepnie
        wystraszona potulnie skoncze ten temat... byc moze ktos by mnie posądzil o
        niedojrzalosc, ale naprawde jak nie wiem, jak z nimi o tym rozmawiac. i przede
        wszystkim od czego zaczac ta rozmowe. wszyscy wiecznie zajeci, gdzies gonia,
        maja wazniejsze sprawy na glowie. poza tym powiedza, ze lepiej mam zajac sie
        matura, ktora niedlugo mnie czeka. tylko ze ja sie naprawde nią zajmuje i mam
        calkowita tego swiadomosc! u mnie w domu nie rozmawia sie na tematy zwiazkow i
        milosci, to tabu, tak samo jak seks, jesli nie wieksze:( i nie wyobrazam sobie,
        abym kiedykolwiek z nimi na te tematy rozmawiala. moze sie to komus wydac
        dziwne, ale... milosc to dla nich powod do drwin. sami miedzy soba tez nigdy nie
        okazuja sobie uczuc.czuję po prostu WSTYD przed ta rozmowa. ze najpierw mnie
        wysmieja, a pozniej zaczna krytykowac. dlatego pisalam, ze zastanawiam sie, czy
        ktos moglby mi pomoc w tej rozmowie, ktos, kto znalby sytuacje "z boku" i nie
        dalby sie poniesc emocjom, tak jak ja... KTOS, kogo przynajmniej by wysluchali...
    • jackulus Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 08.02.08, 16:14
      Jeśli sytuacja jest taka, jak ją opisujesz /zawsze są dwie strony
      medalu ;-)/, to wątpliwości nie pozostaje ani odrobinę. Twoi rodzice
      mają dość istotny problem. Ze sobą oczywiście. Najprawdopodobniej
      będą cierpieć, jeśli nie uda im się zrealizować zaplanowanej ze
      szczegółami koncepcji Twojego życia. Z "odpowiednim" partnerem,
      z "odpowiednim", zapewne, scenariuszem. To niestety zabójcze
      podejście, im prędzej to zrozumieją, tym lepiej dla nich...

      Masz prawo do swojego życia, do swoich decyzji, do swoich błędów, do
      swoich kłopotów, do swojego (wreszcie) cierpienia. Nie oznacza to,
      że nie powinnaś zwracać uwagi na jakiekolwiek sugestie, czy rady
      rodziców (lub innych ludzi wartych wysłuchania). Ale masz prawo do
      własnych wyborów. Oznacza to, oczywiście, że oprócz tak wielkich
      praw, będziesz za swoje postępowanie ponosić odpowiedzialność. Im
      więcej wolności - tym większa odpowiedzialność. To uniwersalna
      reguła. Zatem jeśli popełnisz błąd, będziesz zapewne ponosić jego
      konsekwencje. Na tym jednak, m.in. polega życie... :-).

      Z tego co piszesz, planujesz swoją przyszłość dość rozsądnie - nauka
      i poznawanie świata, to oczywiście najlepszy wybór, jakiego w Twoim
      wieku możesz dokonać. Jeśli spotkałaś na swojej drodze
      dobrego/mądrego człowieka, możesz się z tego tylko cieszyć, bez
      względu na to, jak potoczą się Wasze losy. A one mogą jeszcze pójść
      w wielu kierunkach...

      Spróbuj zawstydzić rodziców i zaproś ich do psychologa. To NIE TY
      potrzebujesz jego pomocy, tylko oni. Jeśli pójdziesz do fachowca, z
      pewnością krytycznie odniesie się do postępowania Twoich rodziców.
      Możesz umówić się z nim, że zaprosisz ich na wspólną wizytę. Być
      może zewnętrzny autorytet, pozwoli im zastanowić się nad własnym
      postępowaniem...

      Pewnym problemem jest, że jesteś jeszcze (zapewne) zależna (?)
      materialnie od swoich rodziców. Niemniej jednak, to ich postępowanie
      jest przyczyną kłopotów i dopiero usunięcie przyczyny może Ci pomóc,
      a nie zachowawcze leczenie objawów Twojego złego samopoczucia. W
      ostateczności lepiej rozważać samodzielne życie, gdyby relacje z
      rodzicami miały przybierać na stałe toksyczną formę...

      Nie przejmuj się za bardzo i... powodzenia !!! :-))
      • anatema1 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 09.02.08, 11:58
        bardzo dziekuje za rade i slowa otuchy:) trafiles w sedno: ich argumentem wlasnie zawsze jest to, ze mnie utrzymuja i z nimi mieszkam. powaznie sie zastanowie nad Twoim pomyslem ze wspolna rozmowa u psychologa. jeszcze raz dziekuje:))))
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 10.02.08, 23:04
      Problem stary jak świat. Połowa literatury pięknej i tej mniej
      poważnej oraz część kinematografii oparta jest na tym motywie. A
      tak poważne, to wydaje mi się, że teraz mierzy się Pani i Pani
      rodzice, każde na swój sposób, z problemem separacji. Rodzice myślą,
      że mogą jeszcze mieć wpływ na Pani życie. Co więcej, uważają pewnie,
      że mogą go jeszcze zachować długo lub myślą, że będą go mieli
      zawsze. Pani natomiast potrzebuje samodzielności, własnego świata
      niedostępnego dla rodziców, zakwestionowania ich wartości a
      stworzenia swoich. Wszystko to jest naturalne, choć trudne. Daletgo
      nie polecam wizyty u psychologa. Z powodu jak wyżej ale i z tego, że
      aby skorzystać z takiej pomocy trzeba mieć do tego motywację. Pani
      może ją mieć, ale co do rodziców to wątpię. Czemu zresztą miałaby
      taka wizyta służyć ? Wymianie poglądów, przekonaniu drugiej strony o
      swojej racji czy usłyszeniu rady fachowca ,z której potem będzie
      trudno skorzystać?
      Proponuję mimo trudnych sytuacji teraz i w przyszłości wyjść z
      podziemia, spotykać się z chłopakiem jawnie. Przynajmniej w ten
      sposób,że rodzice będą o tym wiedzieć nawet jak nie będzie Pani
      odwiedzał. Najprawdopodobniej rodzice go nie zaakceptują, ale Pani
      będzie dzięki temu budować swoją niezależność. To nie jest
      bezbolesna czynność. Musi to Pani wziąć pod uwagę. Dorosłość to
      także zmaganie się z sytuacją, że nie każdemu podobają się życiowe
      wybory oraz, że rodzice nie zawsze muszą być z Pani zadowoleni.
      Domyślam się , że do tej pory spełełniała Pani ich oczekiwania. A
      na koniec może warto spojrzeć na całą sprawę oczami rodziców. Nie po
      to aby podjąć decyzję zgodną z ich oczekiwaniami, ale dlatego, aby
      wziąć pod uwagę i ten punkt widzenia. Młodzieńczy idealizm to jedno,
      a doświadczenie życiowe to drugie. Pozdrawiam serdecznie. Agnieszka
      Iwaszkiewicz
      • anatema1 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 11.02.08, 10:05
        Bardzo dziękuję za wszystkie wypowiedzi, Pani Agnieszce również. No cóż, będę musiała podjąć jakąś decyzję. Jakakolwiek by ona nie była, będzie trudna dla jednej stron – czyli albo rodziców, albo chłopaka. A to dlatego, że Wasze posty zmusiły mnie również do zastanowienia się nad samym związkiem. Doskonale zdaję sobie sprawę, że rodzice również mają część racji, martwiąc się o mnie – czy na pewno jest mi potrzebny związek z takim chłopakiem, który nie jest do końca sprawny itd. Bo ta jego ręka nie ogranicza go bardzo, ale trochę jednak… Aby zrobić prawo jazdy, musiałby mieć specjalny samochód, a takich w szkołach jazdy nie ma, bo w Polsce nie ma na to pieniędzy. Tłumaczył mi to wszystko. W tym momencie myślę już tak przyszłościowo – co by było, gdybyśmy jednak oboje mieli jakieś wspólne życiowe plany. No i problem w tym, że on ma, a ja nie. Zresztą mu to mówiłam. Uważam, że jestem jeszcze młoda. Przede mną całe studia i jeszcze wiele pięknych i trudnych chwil młodości, które przeżyję, zanim zacznę podejmować te najważniejsze decyzje. On natomiast jest już starszy i pewnie więcej myśli o przyszłości. Dla mnie jest ważne „tu i teraz”. Cieszę się, że mam taką bliską mi osobę, z którą mogę spędzić czas, wyżalić się, poważnie porozmawiać. Na pewno coś do niego czuję, ale nie wiem, czy to jest ta prawdziwa Miłość, pisana przez wielkie M, osławiona w książkach i filmach. Być może to dlatego, że trochę już ze sobą jesteśmy i tego typu uniesienia przeradzają się w coś mniej gwałtownego, ale głębszego? Sama tego nie wiem, stąd wszystkie moje wątpliwości.
        Tak sobie też pomyślałam, że pewnie strach przed opowiedzeniem o tej sytuacji rodzicom wynika właśnie z tego, że ja do końca nie jestem pewna swoich uczuć. Dlatego w pierwszym poście napisałam, że nie marzy mi się na razie ślub, tylko przede wszystkim studia i własny rozwój. Być może kiedyś poznam kogoś takiego, że będę pewna na 1000000000%, że to TEN JEDYNY I WŁAŚCIWY, i nie będzie dla mnie problemem sprzeciw rodziców. Tylko czy w ogóle jest możliwe poznać kogoś takiego idealnego? Jestem i zawsze byłam realistką, moje decyzje opierają się głównie na analizie „plusów i minusów”, mam to pewnie po mojej mamie. Rzadko kiedy podejmuję jakąś decyzję „pod wpływem serca”, no i nie wiem, czy to jest do końca dobre. Pewnie kiedyś zgubi mnie to rozpatrywanie wszystkiego „na zimno”.
        Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie rozstania z nim, bo już kiedyś mieliśmy taką sytuację: ja stwierdziłam, że to jednak nie ma sensu, ale co się okazało? Że brakuje mi go strasznie, rozmów z nim… Tak więc po tygodniu samo po prostu wyszło, że do siebie wróciliśmy.
        No ale jak już napisałam, nie wiążę na razie z nim mojego planu życiowego. I tu moje pytanie, które tak naprawdę jest chyba sednem mojego problemu: czy w ten sposób go nie oszukuję?? (dodam, że nie robię mu na razie żadnych nadziei, sytuacja jest jasna) Czy kiedy nie jest się do końca pewnym, co się czuje, to czy taki związek ma sens? Czy zawsze ma się to wszechogarniające poczucie, że to TEN? A może ja to wszystko idealizuję, bo wydaję mi się, że kiedy spotkam tego jedynego, będę czuła nie wiadomo co?
        Pytam, bo nie chciałabym nikogo skrzywdzić. Tym bardziej JEGO. Ja jestem młoda i uważam, że na te decyzje mam jeszcze sporo czasu. Dla mnie jest dobrze tak, jak jest, ale po prostu nie wiem, co będzie dalej. Czy będę z nim, czy może z kimś innym, a może wyjadę za granicę? On czasu ma trochę mniej, bo jest 5 lat starszy, czyli ma 24. No ale skoro na razie mu to odpowiada, pomimo braku jakichkolwiek moich deklaracji? Co o tym sądzić… Czy powinnam się jakoś zdeklarować?
        • moreno68 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 11.02.08, 14:28
          A w jaki sposób możesz się zadeklarowac skoro z Twojego postu
          wynika,że sama tak naprawdę nie wiesz czego chcesz.Jeśli rozważasz
          rozstanie ze względu na Twoich rodziców, to chyba o miłości w tym
          związku wogóle nie ma co mówic.Może jest dla Ciebie dobrym
          przyjacielem a przy okazji zaspokaja Twoją próżnośc tak Cię
          adorując.Ludzie cierpią na większe nieszczęścia niż niedowład ręki,
          a jeżeli Tobie tak on przeszkadza to może daj chłopakowi spokój i
          znajdż kogoś w 100 % sprawnego fizycznie.
          • anusia29 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 11.02.08, 15:31
            Moreno, masz 100% racji - miłości - przynajmniej ze strony Anatemy -
            chyba nie ma. Bo jak jest, to takie sprawy jak niedowład reki nie
            mają znaczenia.
          • anatema1 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 11.02.08, 21:58
            hej, zaraz, zaraz:) skąd tyle złości?? pisząc na tym forum, nie spodziewalam sie takiego tonu. chyba troszke zle mnie zrozumialas... mi jego reka nie przeszkadza, naprawde, tylko czasami zastanawiam sie, czy rodzice nie maja troche racji - tak tez jak radzila Pani Agnieszka, aby ich zdanie takze wziac pod uwage:) "daj chlopakowi spokoj" - no chyba troche przesadzilas. dotknelo mnie to. byc moze kazdy ma inna definicje "milosci" i tego, co powinno byc w zwiazku. i niech tak juz zostanie. mi sie jednak wydaje, ze nie wszystko to jest takie proste jak budowa cepa. mimo wszytsko dzieki za glosy w dyskusji i pozdrawiam:) no i zycze nastepnym razem troche wiecej dystansu;)
            • bglodek Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 12.02.08, 05:27
              racja
            • anusia29 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 12.02.08, 09:31
              Myślę, że Morenie chodzi o to, że jesli zaczynasz zastanawiać się,
              czy rodzice nie mają racji kwestionując Twój związek, to znaczy, że
              nie jesteś go pewna i raczej chłopaka nie kochasz. Gdyby faktycznie
              był nr 1 i byłabyś zdecydowana - negocjowałabyś z rodzicami. Może w
              tej sytuacji faktycznie warto dac sobie spokój, choćby po to, żeby
              nie robic mu nadziei. I nie ma tu złości/ złośliwości - a raczej
              stwierdzenie faktu. To nic złego, że go nie kochasz.
            • anusia29 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 12.02.08, 09:34
              aha, i dysatns przyda się i Tobie - reagujesz bardzo emocjonalnie
              (może i w sprawie chłopaka też). Jak się prosi o radę na forum, to
              należy się liczyć z opiniami, które nie będą tym , co chcemy
              usłyszeć. W przeciwnym razie nalezy się po prostu wypłakać
              przyjaciólce.
              • anatema1 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 12.02.08, 10:04
                oczywiscie, ze licze sie z roznymi opiniami. w przeciwnym razie, tak jak mowisz, nie zakladalabym tematu na forum. tylko po prostu zrobilo sie przykro na ten kategoryczny ton. ok, to prawda, rzeczywiscie nie jestem do konca pewna swoich uczuc (a moze to wlasnie z powodu rodzicow, ktorzy nagadali mi jeszcze wtedy tyle zlych rzeczy), no ale napisalam, ze juz jedna taka sytuacja byla, ze probowalam dac sobie z tym spokoj. nie moglam przestac o nim myslec i tesknilam. po tygodniu wrocilismy do siebie. no wiec jak to jest... chodzi o to, ze nie chce postepowac pochopnie, aby znowu nie bylo czegos takiego... zerwe z nim, a pozniej jednak zmienie zdanie... nie chce czegos takiego.
                • moreno68 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 12.02.08, 11:18
                  To nie chodziło o kategoryczny ton tylko stwierdzenie faktu.Jeśli
                  się kogoś kocha , jest się zafascynowanym tą osobą itp to nie
                  kalkuluje się tak jak Ty.Wiele rzeczy może wydarzyc się również
                  zdrowej i wpełni sprawnej osobie.Myślałaś o tym kiedyś?
                  I o to mi chodziło, jeśli już na początku masz tyle wątpliwości i
                  brak odwagi wobec Rodziców, dla mnie też poniżające wobec partnera
                  byłoby takie poptajemne spotkania.Chyba ,że uwielbiasz Szekspirowską
                  Julię...;)
                  • anatema1 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 12.02.08, 11:57
                    widzsz... zostałam tak wychowana przez rodziców, aby wszystko kalkulować i podejmować decyzje "racjonalnie". u mnie w domu zawsze tak było: nie wiem, czy rodzice się kochają tak naprawdę i w tym sensie, jak Ty tutaj piszesz. myślę, że także jest to wynik jakiejś kalkulacji. nie wiem, czy w ogóle jestem zdolna do takiego bezwarunkowego uczucia, ktore ma wszystko inne za nic, właśnie jak z "Romea i Julii".
                    a co do Twojego pytania: owszem, myślałam. widzisz, ja mam wątpliwości co do naszego związku w przyszłości, bo nie wiem, czy będziemy razem już na ZAWSZE. ale wydawało mi się, że jeszcze mam czas na takie przemyślenia i decyzje, gdyż wszystko jeszcze się może zdarzyć. i takie było moje pytanie, CZY może POWINNAM mieć takie plany i o tym myśleć i czy jest to jedyny warunek tego związku?
                    a co do rodziców: tak, brakuje mi odwagi. bo nie chcę znowu mieć w domu grobowej atmosfery: ciągła kłótnia albo, co gorsza, nie odzywanie się do mnie i słowa matki: "rób co chcesz, ale na mnie już nie licz, najlepiej się do niego wyprowadź i zamieszkaj z nim, skoro jesteś taka mądra". chyba nikt nie chciałby usłyszeć takich słów od rodzonej matki... czy Cię to dziwi?
                    sama w pierwszym poście napisałam, że jest to dyskomfort dla nas obojga, poniżające dla niego i dla mnie również. właśnie dlatego zwróciłam się po jakieś rady na tym forum. nie pisałam przecież, że odpowiada mi ta sytuacja.
                    • anusia29 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 12.02.08, 12:29
                      Widzisz, więc jest chyba tak, że (zbyt) jesteś uzalezniona od
                      rodziców i od komfortu, jaki Ci oferują. Ja na hasło ' wyprowadź
                      się' bym to zrobiła, o ile chłopaka bym kochała. Nie mozna zjeśc
                      ciastka i go mieć. Albo ciepełko i komfort albo dorosłość i
                      samodzielność.
                      • anatema1 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 12.02.08, 14:05
                        "wyprowadz sie"?... no i co dalej? nie przypuszczalam, ze (dorosle zapewne i doswiadczone) forumowiczki dadza mi taka rade. a za co bede zyc? gdzie bede mieszkac? pod mostem? czy u niego w domu w 2 pokojach z rodzicami i siostra? co bede jesc? powietrze? po skonczeniu samego liceum raczej nie mam szans na zadna godziwa prace, za ktora moglabym sie utrzymac i zarobic na mieszkanie (!!), a ani chlopak, ani jego rodzice nie beda mnie utrzymywac, bo sami ledwo wiaza koniec z koncem. no prosze Was...
                        coz, jednak nasze pomysly na zycie wiele sie roznia. ja jestem realistka, a nie idealistka. nie oczekuje gotowej rady, bo takiej po prostu nie ma. myslalam tylko, ze da sie to zalatwic jakos dyplomatycznie, bez potrzeby wyprowadzania sie z domu... no ale i tak tyle rad, co otrzymalam, wystarczy. na pewno cos z ta sprawa zrobie.
                    • moreno68 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 12.02.08, 13:08
                      Tyle,że na tym forum nikt nie poda Tobie gotowej recepty,, co
                      zrobic, żeby zadowolic wszystkich,,.Mam przyjaciół ,którzy są parą
                      od 16 roku życia, teraz mają 35 lat.Jego rodzice od początku byli
                      przeciwni, szczególnie mama , żale pozostały do tej pory.Pobrali się
                      jak mieli po 21 lat ,wbrew woli jego rodziny.Są razem szczęśliwi, za
                      to jego matka z tego powodu bardzo nieszczęśliwa.Nie mam sensu
                      streszczac całej historii ich związku ale nie było z jego rodzicami
                      ani łatwo ani przyjemnie.
                      Tylko sytuacja była inna od Twojej, bo się kochali i kochają...
                    • notting_hill Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 14.02.08, 16:39
                      > a co do rodziców: tak, brakuje mi odwagi. bo nie chcę znowu mieć w
                      domu grobowe
                      > j atmosfery: ciągła kłótnia albo, co gorsza, nie odzywanie się do
                      mnie i słowa
                      > matki: "rób co chcesz, ale na mnie już nie licz, najlepiej się do
                      niego wyprowa
                      > dź i zamieszkaj z nim, skoro jesteś taka mądra". chyba nikt nie
                      chciałby usłysz
                      > eć takich słów od rodzonej matki... czy Cię to dziwi?

                      Anatemo, przede wszystkim zdaj sobie sprawę z tego, że przytoczone
                      tu zachowanie Twojej mamy to szantaż emocjonalny pierwszej wody! I
                      nie, to mnie nie dziwi, ale to nie jest zdrowa relacja.

                      Tak Cię wychowano, żeby spełniać oczekiwania Twoich rodziców,
                      zapewne w dobrej wierze, bo przecież "oni wiedzą lepiej" co jest dla
                      Ciebie dobre. Jesteś mądrą, rozsądną osobą, zapewne dobrze się
                      uczysz, ale dla Twoich rodziców to jakby zbyt mało, oni wręcz
                      warunkują swoją miłość tym, czy spełniasz ich oczekiwania. Tym Cię
                      trzymają w szachu, bo nie ma w tym nic nienaturalnego, że chcesz ich
                      miłości. Wiem, że to się może wydać okrutne co piszę, bo mit miłości
                      rodzicielskiej, która nie pozwala skrzywdzić dziecka jest w naszym
                      kraju wielki i ma się dobrze, ale gabinety psychoterapeutów pełne są
                      ludzi którzy mają w dorosłym życiu problemy z powodów takich, a nie
                      innych dośwaidczeń z dzieciństwa. Często tak się dzieje, że rodzice
                      chcąc dobrze dla dziecka "produkują" niepewną swojej wartości osobę,
                      która prędzej się podda niż zawalczy o swoje, tak się boi sprzeciwić
                      rodzicom, bo wie że czeka ją za to sroga kara- w postaci "cichych
                      dni", ignorowania i wycofania swojej miłości.
                      Na razie nie musiałaś zapewne się im jakoś znacząco przeciwstawiać,
                      widocznie nie miało to dla Ciebie aż takiego znaczenia,zawsze pewnie
                      byłaś grzeczna i spełniałaś oczekiwania, dopiero w obliczu uczucia
                      do jakiegoś chłopaka (które było silnym impulsem do zawalczenia o
                      swoje) ten konflikt się ujawnił.

                      Ja sama jestem już baaaardzo dorosła, a dopiero niedawno po długiej
                      pracy nad sobą odważyłam się odciąć od moich rodziców. Mówi się, że
                      człowiek staje się naprawdę dorosły kiedy nie przejmuje się jak
                      poczują się jego rodzice, dowiadując się o jego decyzjach.

                      Nie zachęcam Cię, broń boże do buntu przeciw rodzicom, bo słusznie
                      napisałaś, że jesteś od nich zależna materialnie, ale nie musisz
                      brać na siebie odpowiedzialności za ich uczucia, a to jest to co
                      robisz w tej chwili. Są niezadowoleni z Ciebie, ok, mają prawo do
                      tego i mają prawo Ci to powiedzieć, ale nie powinni oczekiwać, że
                      zrobisz wszystko (czyli to czego oni chcą), żeby poczuli się lepiej.
                      Znam wielu, całkiem dorosłych ludzi,którzy latami ukrywają swoje
                      sprawy przed rodzicami, bo to by ich zraniło... Sprawy takie jak
                      palenie papierosów (moj 36- letnia koleżanka chowa się przed ojcem,
                      bo "by ją zabił chyba"), nieudane małżeństwa, wydawanie pieniędzy
                      według swoich upodobań, a nie pod dyktando teściowej, przykładów
                      jest zresztą bez liku. Ci ludzie robią to żeby "nie sprawiać
                      przykrości", a tak naprawdę wszyscy żyją w zakłamaniu i fałszu.

                      To, co napisałaś, że w Twoim domu rozmowy o uczuciach są wstydliwe,
                      to też jakoś wpisuje się w ten schemat komunikacji, czy raczej jej
                      braku.
                      Wypowiedzenie tego niepisanego układu, że nie mówi się o uczuciach,
                      może spowodować ich gwałtowne reakcje. Będą Cię byc może oskarżać,
                      że jesteś "niewdzięczna", "nie tak Cię wychowali", w końcu że "do
                      grobu ich wpędzisz", to są wszystko próby przywoływania do porządku
                      niesfornego dziecka.
                      Może rzeczywiście ktoś z zewnątrz, ale bliski byłby Ci pomocny w tej
                      kwestii, jakaś ciotka albo któryś z przyjaciół rodziny? Trzymaj się.
                      • anatema1 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 14.02.08, 17:17
                        notting_hill, bardzo dziekuje Ci za ten post. odnosze wrazenie, ze chyba najbardziej wczulas sie w ta sytuacje, bo sama mialas podobna, jesli chodzi o rodzicow... bardzo madrze to wszystko ujelas. niestety rady przytoczone wyzej, abym sie wyprowadzila, sa nie do zrealizowania i tego chyba nie trzeba juz nikomu tlumaczyc.
                        pod wplywem WSZYSTKICH postow, tych zyczliwych i tych troche mniej, uswiadomilam sobie, ze ta sytuacja nie odnosi sie tylko do chlopaka, ale do wszystkich moich dziedzin zycia. oni ciagle mnie chca mnie kontrolowac i mna kierowac, abym robila to, co jest po ich mysli. oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze to wszytsko z troski, bo jakzeby inaczej. szkoda tylko, ze zle pojetej troski. tak jak napisalas, "wiedza lepiej, co jest dla mnie dobre". i choc jestem osoba dosc rozsadna (tak mi sie wydaje) i sama wiem, co jest dla mnie dobre, to niestety czasem pod wplywem tego calego gadania, lamentu i szantazu trace to przekonanie i mam watpliwosci... skojarzylo mi sie to z Gombrowiczowskim "upupianiem". i takie mialam wlasnie watpliwosci, jesli chodzi o mojego chlopaka. jednak przemyslalam wszystko i wiem, ze nie warto z tego rezygnowac, bo to tak, jakbym jednak przyznala racje rodzicom. a niezaleznie od tego, co bedzie w przyszlosci (tego nie wiem, bo nie wie nikt) chce z nim teraz byc.
                        postanowilam, ze przeprowadze rozmowe z rodzicami, bo innego wyjscia nie ma. czuje narastajace poczucie winy i ze to wszystko juz mnie przygniata. tylko ze ta rozmowa nastapi po mojej maturze, bo chyba przyzna kazdy, ze teraz nie jest najlepszy moment na burze i gromy w domu... jeszcze nie wiem, ale pewnie zwroce sie do babci o pomoc. mam nadzieje, ze bedzie po mojej stronie, a nie matki, czyli jej corki... one jednak sa zupelnie inne - inne charaktery, a takze wyznawane wartosci... wiec miejmy nadzieje.
                        jeszcze raz dziekuje za wszytskie glosy w dyskusji i slowa otuchy:)
                        • notting_hill Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 14.02.08, 20:23
                          Bardzo to rozsądne co piszesz, naprawdę na jak tak młodą osobę
                          jesteś wyjątkowo dobrze "poukładana" :)

                          Możesz sięgnąć po książę Susan Forward "Toksyczni rodzice", chociaż
                          trochę się waham polecając Ci ją. Bo w swoim czasie różne były na
                          jej temat opinie, także i takie, że zrobiła dużo szkody.
                          Tu nie chodzi o to, żeby obwiniać rodziców za to jakimi nas
                          ukształtowali, bo oni nie są temu w żaden sposób "winni", ale żeby
                          uwolnić się od emocjonalnej zalezności od nich.
                          To dobrze, że postrzegasz swoją babcię jako zupełnie inną od mamy,
                          ale może być tak, że jej perspektywa życiowa pozwala jej na większy
                          dystans do pewnych spraw. Pamiętaj jednak, że chłód emocjonalny i
                          nieumiejętność wyrażania swoich uczuć w sposób jednoznaczny i
                          szczery nie przenosi się "przez powietrze", ani nie bierze się z
                          nikąd. To rodziny od pokoleń tak właśnie fukcjonują, a ludzie z
                          podobnym schematem reagowania dobierają się w pary. Więc całkiem
                          prawdopodobne jest, że Twoja mama nauczyła się tego w swoim domu
                          rodzinnym.
                          Ale oczywiście może być i tak, że babcia da Ci to wsparcie i
                          bezwarunkową miłość jakiej nie dostajesz od rodziców, czego Ci życzę
                          (wiem z doświadczenia, że taki dziadek lub babcia mogą
                          człowiekowi "życie uratować"). Pozdrawiam.
                        • anusia29 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 15.02.08, 10:12
                          Anatemo, czytaj uważnie!!!Nie pisałam- wyprowadź się,tylko
                          okresliłam dwie alternatywy, dwa bieguny - a to różnica - przeczytaj
                          jeszcze uważnie mój post.
                          Zadajesz pytania - za co będę żyła, jak skończę studia? Widzisz, to
                          świadczy niestety o Twojej niedojrzałości. ja wyprowadziłam się z
                          domu jak miałam 19 lat - po maturze. Skończyłam studia dzienne z
                          nagrodą rektora i zyłam normalnie,a było to nie tak dawno - lata 90.
                          Jak się naprawdę czegoś chce - to da się zrobić.
                          • anatema1 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 15.02.08, 11:45
                            droga anusiu_29 - czytam uwaznie wszystkie Wasze wypowiedzi. wyraznie napisalas, ze "nie mozna miec ciasteczka i go zjesc". co to znaczy? albo wyprowadze sie (nie wiem, do kogo?:) bo nawet moj chlopak sie usmial, gdy powiedzialam mu to pol zartem jako jedna z mozliwosci) i bede niezalezna i "wolna", albo zostane z rodzicami. bede miec ciepelko i komfort, ale na samodzielnosc nie mam co liczyc. gratuluje Ci, ze jestes taka zaradna, tak to wszystko zorganizowalas, aby jednoczenie studiowac, pracowac, no i zarobic na mieszkanie, domyslam sie. czy moze mieszkalas u swojego chlopaka? jednak nie wszyscy sa tak przedsiebiorczy i byc moze nie maja tyle szczescia. albo raczej ich przyszly, wybrany kierunek studiow nie pozwoli na jednoczesna nauke i prace, a w przypadku medycyny, na ktora naprawde chcialabym sie dostac, dlugo nie bede mogla calkowicie sie usamodzielnic w tym sensie, aby za wlasnie pieniadze utrzymac sie i kupic mieszkanie. to jest 6 lat studiow plus drugie tyle specjalizacji. ciesze sie, ze moge liczyc na pomoc rodzicow w tym przypadku, bo nie wszyscy mlodzi ludzie maja taka mozliwosc, aby spelnic swoje marzenia. i byc moze nielicznym nawet udaje sie to bez jakiejkolwiek pomocy, jak udalo sie Tobie, ale doprawdy NIELICZNYM.
                            a tak w ogole czy moglabym spytac, dlaczego wyprowadzilas sie tak wczesnie z domu? tez Ci sie z rodzicami nie ukladalo? czy moze juz tak bardzo pragnelas byc samodzielna? a moze tak kochalas swojego chlopaka?
                            notting_hill: co do mojej babci, to wiele razy rozmawialam z nia o mamie. babcia tez nie wie, dlaczego ona zrobila sie taka zgorzkniala i zasadnicza, kiedys taka nie byla podobno. ale byc moze to wynik doswiadczen zyciowych, w koncu nie wszystko sie udaje tak, jak to kiedys sobie wymarzylismy, bedac mlodymi i majac "caly swiat u stop". staram sie mame zrozumiec, choc czasem przychodzi to ciezko...
                            • anusia29 Re: problem z rodzicami... prosze o pomoc 16.02.08, 10:33
                              mieszkałam sama, wyprowadziłam się gdyż chciałam być niezależna a z
                              rodzicami było ok. Wyprowadziłam się do innego miasta mimo, że w
                              rodzinnym też mogłam studiować. I nie chodziło tu o chłopaka.
                              "zjeść ciastko i je mieć" znaczy to tyle, że czasem trzeba dokonywać
                              wyborów, ponieważ nie można mieć wszystkiego co się by chciało (jak
                              nie można zjeść ciastka i jednocześnie trzymac je w dłoni '-
                              takie 'albo - albo'

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka