anatema1
06.02.08, 16:43
Witam, mam 19 lat i pewien problem z rodzicami juz od jakiegos czasu i wszystko bardzo mnie to gnebi i przybija. Dwa lata temu poznalam chlopaka - sympatyczny, grzeczny, studiujacy. Jednakze majacy "wade", ktora od poczatku nie pasowala moim rodzicom: pochodzi z dosc biednego domu, prostej rodziny, gdzie nikt nie ma wyzszego wyksztalcenia, a on jedyny sie wybil. Oprocz tego ma problem z jedna reka, ktora nie jest do konca sprawna. Mi nie przeszkadza jego rodzina ani reka, gdyz jest po prostu wspanialym czlowiekiem, ale moim rodzicom niestety tak... Nie zadali sobie nawet trudu, aby go dobrze poznac. Po tych kilku faktach stwierdzili, ze on sie nie nadaje, a tak w ogole to jestem jeszcze za mloda na jakiekolwiek zwiazki... Rodzice oboje sami sa dobrze wyksztalceni, sytuowani no i do takich rzeczy przywiazuja wielka wage... Dodam, ze jestem jedynaczka. W domu rozpetala sie straszna wojna, mama grozila, ze jesli sie z nim jednak zwiaze, to ona tego nie przezyje. Panikowali, ze od razu zajde w ciaze, zabronili sie spotykac, wychodzic z domu, kontorlowali na kazdym kroku itd. Tak wiec dla swietego spokoju zaczelam spotykac sie z nim w tajemnicy, jednak juz dobija mnie ta sytuacja... Caly czas mam wyrzuty sumienia, snia mi sie koszmary po nocach, ze rodzice mnie przylapuja na spotkaniach z NIM, tak jakby w moim wieku najwiekszym przestepstwem bylo spotkac sie z chlopakiem... Wykancza mnie to juz psychicznie, lecz z drugiej strony nie mam odwagi tak po prostu im o tym powiedziec, bo wiem, ze byloby to samo, a ja z tego calego gadania mamy jeszcze bym z nim zerwala, byleby tylko miec swiety spokoj. Jemu tez jest ciezko, bo nie moze przyjsc do mnie do domu i odwiedzic np. wtedy, kiedy jestem chora. Jestesmy juz ze soba ponad 1,5 roku i nigdy sie jeszcze na nim nie zawiodlam, a troche juz sie znamy...
Nie wiem, gdzie szukac porady, myslalam juz o jakichs wizytach u psychologa, bo czuje, ze dostane nerwicy od tej calej sytuacji. Myslalam tez moze o jakims mediatorze (albo ewentualnie kims z rodziny, tylko nie mam pewnosci, czy trzymalby strone moja, czy rodzicow) miedzy mna a moimi rodzicami - kims, kto by im wytlumaczyl sprawe, bo ja po prostu nie czuje sie na silach... Nie potrafie.
Mysle, ze oni nie rozumieja, ze na razie nie wiaze z nim zyciowych planow, bo moj pierwszy plan to najpierw dostac sie i skonczyc studia. To jest po prostu bliska mi osoba, z ktora lubie spedzac czas i rozmawiac... Kiedys probowalam im to wytlumaczyc, ale nie potrafia zrozumiec. Mam z NIEGO zrezygnowac?
Bylabym wdzieczna za jakakolwiek porade.
i przepraszam, ze list taki dlugi, ale inaczej nie potrafie tego wytlumaczyc... chora sytuacja...:(