Dodaj do ulubionych

Niska samoocena partnera

17.07.08, 12:01
a wlasciwie to o moj z nia problem bardziej chodzi.

Od poltora roku jestem w zwiazku z partnerem, z ktorym przyjaznilismy sie od
kilku lat. Obydwoje jestesmy rozwiedzeni i dla obydwojga z nas byla to trauma.
Moj byly okazal sie byc przestepca, jego byla lesbijka. Uklada nam sie miedzy
soba swietnie, uwielbiamy spedzac czas ze soba, zawsze nam go malo, nie
klocimy sie specjalnie, on jest super ojcem dla mojej coreczki i ogolnie
wszedzie jest swietnie.

Jest tylko jeden jedyny problem, i to on zaczyna urastac do rangi powaznego
problemu. Wolalabym potrafic go rozwiazac zanim zacznie sie psuc cos wiecej.

Bardzo, bardzo niska samoocena. Zrodlo jak zwykle w dziecinstwie, jego mame
nazwalabym osoba toksyczna, scielam sie z nia juz bardzo wczesnie,
nawrzeszczalysmy na siebie i po okresie ciszy traktujemy sie z ostrozna
rezerwa. Jesli o mnie chodzi jest OK, nie ciesze sie specjalnie na wizyty (i
tak nieczeste, bo dzieli nas 800 km), ale i ich specjalnie nie unikam. Moj
partner nie ustalil z rodzicami takich relacji (jego ojciec jest w sumie ok,
ale jest totalnie wycofany) i juz chociazby cotygodniowe telefony to jest
horror. Do tego dochodzi fakt, ze nadal nie skonczyl studiow (juz niewiele mu
brakuje, pracuje w zawodzie od wielu lat), co jest hanba na honorze rodzicow,
ktora wypominaja przy kazdej, doslownie kazdej rozmowie.

Ten brak poczucia wlasnej wartosci przenosi sie oczywiscie na inne dziedziny.
Ostatnio na pierwszym planie jest potworne poczucie winy w stosunku do dzieci
(mieszkaja kilkaset km od nas od zeszlego roku, wczesniej w przewazajacej
wiekszosci mieszkaly u mojego partnera dopoki matka nie zdecydowala sie na
jedna partnerke i przeprowadzila do niej). To juz nawet nie jest tylko
tesknota, ktora jest oczywista, tylko usprawiedliwianie przed nimi
najmniejszej chocby rzeczy, ktora zrobil dla siebie (a jest tego naprawde
niewiele). Podobnie jest w stosunku do innych osob, choc nie tak drastycznie.

TZ uczeszcza na terapie do psychologa od dwoch lat (jak dla mnie jesli w ogole
cos sie zmienilo to tylko pogorszylo) i bardzo chce to zmienic, bo sam uwaza,
ze przez te ceche wiele rzeczy mu sie nie udaje.

Od poczatku staralam sie mowic mu o tym co mi sie u niego podoba, pokazywac
jaki jest fajny (bo jest ;) ), ale to jakos niewiele przynosi. A ja mam
powolutku problemy z przetrawieniem kolejnej osoby, ktora jezdzi po nim jak po
lysej kobyle. Zaczynam miec agresywne mysli i w ogole najchetniej bym
wszystkie takie jednostki po prostu wykopala ;) tyle ze mam swiadomosc, ze on
sie pozwala tak traktowac i dlatego jest tak traktowany.

Moze ktos potrafi cos doradzic??
Obserwuj wątek
    • womania Re: Niska samoocena partnera 17.07.08, 12:09
      czy on zdaje sobie sprawe z tych rzeczy czy chodzi na terapie na
      odczepnego? sama terapia to jeszcze nikogo nie wyleczyla. albo:
      a. on nie robi tej terapii szczerze i zwodzi
      b. zle dobrany terapeuta - po dwoch latach to naprawde powinno sie
      cos ruszyc

      wyjscie - porozmawiac o zmianie terapeuty, moze wszedl z t. w jakas
      relacje quasi-toksyczna, i nie potrafi z niej wyjsc (ani terapeuta).
      albno chodzi na terapie 'zeby sie nawywalo'.
      pozdr
      • mamapodziomka Re: Niska samoocena partnera 17.07.08, 13:45
        Trudno mi oczywiscie ocenic na ile powaznie traktuje te terapie, jednak w sumie
        wydaje mi sie, ze chyba tak. Nigdy nie odwoluje, zawsze przeklada, jezeli cos
        wypadnie, pamieta.

        Chyba ostatni rok poswiecil glownie na sprawe wyjazdu dzieci (wyjechaly
        dokladnie rok temu) i wydaje mi sie, ze tutaj terapeuta pomogl. Oczekiwalam
        gorszej zaloby, a okazalo sie latwiejsze niz myslalam. Problemem na poczatku
        byla troche moja corka, bo partner bal sie nawiazania z nia bardziej ojcowskiego
        stosunku, bo wydawalo mu sie, ze to tak jakby "zastepowal" nia swoje dzieci.
        Tutaj tez terapeuta pomogl i wszystko sie unormowalo.

        Tylko to jego wieczne poczucie winy i niska samoocena... Oczywiscie nie wiem
        dokladnie co sie dzieje u terapeuty, wiem tyle o ile TZ sam mi opowiada (czasem
        tak, czasem nie), ale wiem, ze bylo to tematyzowane, np. mial za zadanie zaczac
        robic male cosie dla siebie. Tak srednio to widze niestety, tzn. jakos cos tam
        robi, ale potem i tak sie czuje winny ;)

        Nie bardzo chcialabym namawiac go na zmiane terapeuty, bo najwidoczniej nie
        najgorzej tam sie czuje, ale mam bardzo mieszane uczucia, jesli chodzi o
        skutecznosc.
        • womania Re: Niska samoocena partnera 17.07.08, 14:20
          strasznie pogmatwana, i jego dzieci i twoje dziecko, sama bym sie
          pogubila w tym wszystkim. tylko terapeuta jest na zawsze :-D
          trudno ma facet. nie wiem, a moze Ty tez jakis blad popelniasz. nie
          ma ludzi omni. i tak sie stara.
    • monia76 Re: Niska samoocena partnera 17.07.08, 16:50
      myślę, że niska samoocena może też wynikać z doświadczeń z byłą
      żoną. czy od początku było jasne, że jest homo czy to był dla niego
      szok? być może pod świadomie wini się i biczuje jako mężczyzna?

      z własnego doświadczenia powiem Ci, że nad poczuciem własnej
      wartości STRASZNIE ciężko jest pracować. terapia, namacalne dowody
      od innych, wzmacniające sygnały ze wielu stron nie zmienią
      radykalnie tego jak Twój facet siebie widzi. mogą dać mu TROCHĘ
      wzmocnienia, ale nie licz na wielką zmianę, to siedzi w człowieku
      zbyt głęboko.
      czy on jest świadomy, że ludzie na nim jeżdzą jak na łysej? czy
      widzi w tym problem?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Niska samoocena partnera 20.07.08, 18:48
      Jeśli Pani partner ma zaniżone poczucie wartości i jest to jego
      osobisty powód do niezadowolenia, niech nadal nad tym pracuje z
      terapeutą, do którego ma zaufanie. Jak już tu ktoś napisał, praca
      nad tym problemem nie jest ani krótka ani łatwa.
      Czym innym jednak jest to, na ile poniżający stosunek innych do
      Pani partnera narusza Pani własne poczucie wartości. Proszę
      pamiętać, że czym innym jest to jak Pani odbiera swojego partnera i
      jak bardzo go w wielu sprawach docenia, a czym innym jak Pani
      przeżywa niedocenianie go przez innych. Zdarza się bowiem tak, że to
      jaki jest partner i jak jest postrzegany przez innych, jaką pozycję
      zajmuje w świecie, wpływa na samoocenę drugiego z partnerów. Dlatego
      to może być problem nie tylko partnera, ale i Pani indywidualny, jak
      Pani sama czuje się z takim partnerem. I jest to niezależne od jego
      problemu i zmagań z nim. Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • mamapodziomka Re: Niska samoocena partnera 23.07.08, 11:08
        Dla mnie jest jasne jak bardzo zwiazek z byla zona, z ktora byl bardzo dlugo i
        nie ukladalo im sie praktycznie od poczatku (teraz wiadomo dlaczego) wplynal na
        jego samoocene. I chyba wiem, ze tego wszystkiego nie da sie naprawic szybko.

        I zgadzam sie, ze w tej chwili to rowniez ja mam problem niezaleznie od jego
        problemu. Bo mnie faktycznie bardzo denerwuje takie zachowanie innych
        (niektorych osob - wlasciwie tylko rodziny, bo poza nia partner jest lubiany i
        ceniony), sama zaczynam miec problem z tymi osobami (a to niestety jest wazne,
        bo praktycznie chodzi tylko o jego rodzicow i dzieci), trudno mi je lubic w
        systuacji kiedy traktuja kogos kogo kocham w taki sposob. Ostatnio sie nawet
        scielismy o to (co nam sie generalnie prawie nie zdarza) i chyba oboje troche
        lepiej sie zrozumielismy. Poszlo o urodziny partnera, wyjechalismy na weekend w
        gory (to byl moj prezent), jego starszy syn zadzwonil z zyczeniami i partner
        powiedzial, ze wyjechalismy tylko na pol dnia i tylko pod miasto. Powiedzial
        tak, zeby synowi nie bylo przykro (alimenty sa oczywiscie placone, etc.) Nie
        chodzi mi o to co mowi dzieciom, bo to nie moja sprawa, ale o to wieczne
        poczucie winy, ze robi cos dla siebie, ze osmielamy sie miec wlasne zycie, o to
        wieczne tlumaczenie sie w stosunku do dzieci i rodzicow. Jego rodzice usilowali
        mnie nawet na poczatku wciagnac w te zabawe, "zjednoczyc sie" przeciwko mojemu
        partnerowi, co im na szczescie nie wyszlo, ale ladnych pare nocy przez nich
        przeplakalam, zanim zrozumialam, ze oni potrzebuja powyzywac sie na kims, zeby
        poczuc sie lepszymi i ten sposob traktowania przeniosl sie na dzieci partnera.
        Najchetniej wzielabym miotle i przepedzila ten sabat czarownic, tym bardziej, ze
        nawet terepeuta partnera doradza zerwanie kontaktow na jakis czas.

        Uff, chyba mi lepiej troche.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka