Dodaj do ulubionych

Mąż zamienił mnie na córkę?

22.11.08, 18:28
Mój mąż swój cały wolnyczas poświęca córce 5 letniej. Przychodzi z
pracy , robi to co ma do zrobienia, przegląda informacje itp ... i
poza tym cały czas zajmuje sie córka. Powiecie, że super. Ale martwi
mnie to trochę, bo zaniedbuje mnie. Potrafi nawet 1-2-3 godziny
leżeć z nią na dywanie i oglądać bajki. Zabiera ją do pieska itd,
kąpie, ubiera. Jak ma do wyboru usiąść ze mną i chwilę pobyć ze mną -
bo np. w innym pomieszczeniu prasuję, to on powie do mnie 2 słowa i
idzie do córki. Nie zabierze jej np. by byc w trójkę razem. Często
ja kładzie do łóżka - ja często jestem jeszcze nie odrobiona - on
juz wolny - też umyty =, idzie z córką i juz zostaje, zasypia. Nie
zejdzie na dół po przeczytaniu bajki, zeby pobyć ze mną.
Prawdę mówiąc czuje się niezręcznie w tej sytuacji. Co jakiś czas
dopominam sie o swoje - np. wkraczam żeby zająć się córką, pobawić,
on wtedy odchodzi, ale potem opisany stan wraca.
Jak przyjdę do łóżka i zainicjuje sex, to i owszem, ale on sam nic
by nie zadziałał, tylko zasypia i ok.
Nie wiem, czy to jest jakis powód zebym mogła czuc się zazdrosna,
czy moze coś innego sie dzieje.
Proszę o opinie.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 22.11.08, 18:37
      A powiedziałaś męzowi o swoich obiekcjach, wątpliwościach? może od tego w ogóle warto zacząć.
      • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 22.11.08, 18:48
        Nie mówiłam wprost - głupio mi. Czasami przejawiam zachowania
        zazdrosnej - i wtedy mąz zarzuca mi właśnie zazdrość o swoje
        dziecko.
        Z drugiej strony jestem zadowolona, że sie nią zajmuje, bo jakby nie
        bylo wtedy ja jestem "wolna".
        Różnimy się też w kwestii wychowania - on uważa, że z dzieckiem
        trzeba się cały czas bawić, razem oglądać bajki itd. Ja owszem tez
        wiem, ze trzeba poświęcać czas i razem oglądać bajki, ale nie cały
        czas! Uważam też, że dziecko musi się czasami samo czymś zająć. No i
        kwestia kładzenia spać. On usypia ją nawe godzinę - nauczył ja
        dalszej zabawy przy usypianiu. Ja nie byłam w stanie przeforsować,
        że dziecko idzie do łóżka najpóźniej o 21 i bajeczka, jub dwie i za
        rączkę i dziecko zostaje w łóżku, a dorosły wraca i zajmuje się
        innymi sprawami - chocby razem obejrzeć film. Juz nie pamietam kiedy
        razem obejrzelismy film. Zdarzało się, że mąż powiedział dziecku ,
        że bedzie oglądac film dla dorosłych - i rzeczywiście brał ja na
        kolana do oglądania filmu o 21. Zrobiłam raban, ale filmów my dalej
        nie oglądamy, bo zasypianie dziecka trwa min do 22.
        Moze pisze chaotycznie o problemie, może nie potrafię jeszcze nazwać
        w czym problem - przepraszam.
        • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 22.11.08, 19:11
          Przeżywamy kryzys. Mąż w kółtniach mówi, że tylko na córce mu zależy
          i tylko dla niej przychodzi do domu.
          Leża tak wtuleni, w łóżku tez wtuleni. Ja czuję sie jak zbędny
          mebel. Jak intruz, który zakłóca ich szczęście i harmonię.
          Rozmawia z córką cały czas, o tym co oglądają, o innych rzeczach.
          Kiedy ja próbuje z nim porozmawiać o naszych problemach, on
          odpowiada, że jest zmeczony, ze głowa go boli itp. Sam nigdy nie
          zacznie rozmowy. Napięcie trwa.
          Mogłoby mnie nie byc. Córeczka uwielbia się bawic - ze mn,ą też. Ale
          ja nie zawsze mam czas. Xle czuję się w całej tej sytuacji.
          • marzeka1 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 22.11.08, 19:21
            Skoro widzisz,że macie kryzys, tym bardziej powinniście o tym porozmawiać, bo np. gdyby (jeśli sprawy zajdą za daleko, nie dogadacie się) doszło do rozwodu, dziecko będzie dla was powodem nieporozumień (np z kim ma zostać).Dla mnie opisana sytuacja, gdy ty się nie liczysz dla męża (tak to odczuwasz), a dziecko traktowane jest jak mała księżniczka- nie jest zupełnie normalna.
            • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 22.11.08, 22:41
              Problem w tym, ze z mężem nie daje się porozmawiać - szczególnie o
              problemach. On zachowujw się jakby ich nie było. I tego wymaga ode
              mnie - jakby nic się nie stał.
              Dziecko to wykorzystuje - często jest nieposłuszna - kiedy ja chcę
              coś od niej wyegzekwować (np. sprzatniecie zabawek), to podnosi
              krzyk i później nie chce zebym ja ją np. myła - wszystko ma zrobic
              tata - i przy nim najczęściej jest grzeczna.
              • irenka26 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 23.11.08, 00:33
                Moim zdaniem to poczatek gory lodowej i jak nic nie zrobisz z tym
                teraz to pograzysz sie jeszcze bardziej.
                Znam podobna historie. Ojciec powoli lagodnie zaczal ignorowac matke
                i cala swoja uwage i energie poswiecac synowi. Lata mijaly, chlopiec
                rosl i matka zaczynala sie liczyc dla niego coraz mniej. Chlopiec
                widzial jak tata traktuje mame (zupelnie jej nie zauwaza) i dziecko
                przyjmowalo, ze tak ma byc. Ignorowanie mamy i sluchanie taty stalo
                sie czyms normalnym. A to nie jest normalna sytulacja.
                To ty i maz jestescie najwazniejsi a z was jest dziecko ktore wy
                jako rodzice macie wspolnie wychowac. To od was przeciez corka uczy
                sie zachowan miedzyludzkich.
                Moze sprobuj gdzies na kilka dni wyslac corke (np.do dziadkow).
                Porozmawiaj wtedy z mezem. Uswiadom mu, ze jestescie rodzina a ty
                czujesz sie odrzucona i pominieta.
                Moj maz jak bawi sie z dziecmi zawsze chce zebym byla z nimi. Ja sie
                denerwuje, bo po calym dniu z maluchami tez chce miec chwile dla
                siebie. Ale on mi potem tlumaczy, ze chociaz kilka minut chce bysmy
                pobyli wszyscy razem, cala rodzina. I wiesz co, tak chyba powinno
                byc.
                Trzymam kciuki

                • alicjamiodek Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 02:56
                  oprocz tego, ze ma cie kompletnie w nosie toojciec kapie, spi w lozku z 5 letnia
                  dziewczynka?
                  no kochana... juz dawno bym miala podjerzenia o pedofilie i molestoawnia -
                  szkoda ze ty tego nie wiedzisz.
    • kicia031 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 09:46
      Mi to zajezdza jesli nie faktyczna, to taka "psychiczna" pedofilia,
      kiedy to mezczyzna niezdolny do nawaiazania wiezi z dorosla kobieta
      nawiazuje zastapcza relacje z dzieckiem.

      Ja bym to starannie obserwowala, wydaje mi sie to niezdrowym...
      • kag73 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 10:38
        Ja nie podejrzewalabym o pedofilie ani molestowanie. Cala milosc
        przelewa na corke. Rzecz w tym, ze macie kryzys i nie ma ochoty na
        Ciebie.
        Mialam takiego kolege w pracy. Raz mi opowiedzial, ze zona mu dziala
        na nerwy. Przychodzi z pracy, usmiecha sie i cieszy sie swoimi
        dziecmi a zonie najchetniej powiedzialby "prosze z daleka ode mnie".
        Psuje Wam sie zwiazek.
        • wysoki.brunet Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 10:50
          > Mialam takiego kolege w pracy. Raz mi opowiedzial, ze zona mu dziala
          > na nerwy.

          Większość kobiet zachwycających sie dziećmi na gazecie tak właśnie pisze o
          swoich mężach :)
          Ojciec na córkę czy matka na syna, przelewanie uczuć na dziecko to przejaw
          rodzinnej dysfunkcji i niedojrzałości psychicznej i raczej jest źródłem kryzysu
          niż jego objawem.
      • wysoki.brunet Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 10:43
        > Mi to zajezdza jesli nie faktyczna, to taka "psychiczna" pedofilia,
        > kiedy to mezczyzna niezdolny do nawaiazania wiezi z dorosla kobieta
        > nawiazuje zastapcza relacje z dzieckiem.

        Sama prawda. Tylko żeby to przyznać, trzeba by też uczciwie przyjąć że z połowa kobitek na tym forum też jest przejawia "psychiczną" pedofilie nie umiejąc nawiązać wiezi z dorosłym partnerem i skupiając sie na synu którego można kontolować w 100% :)
        • kicia031 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 11:11
          z połowa
          > kobitek na tym forum też jest przejawia "psychiczną" pedofilie nie
          umiejąc na
          > wiązać wiezi z dorosłym partnerem i skupiając sie na synu którego
          można kontolo
          > wać w 100% :)



          Nie wiem, skad nmasz takie statystyki, ale za to wiem kim jestes -
          niedojrzalym gowniarzem, ktorego mamusia przyzwyczaila do tego, ze
          swiat kreci sie wokol niegoi teraz ma powazny problem ze
          zrozumieniem, ze na tym pierwszym miejscu juz u nikogo nigdy w zyciu
          nie bedzie, bo skonczyly sie czasy, gdy byl bezradnym dzieckiem, a
          zaczely te, w ktorym to on powinien podac dalej milosc ktora
          otrzymal w dziecinstwie.

          Milo? nam tez nie jest milo, jak przychodzisz tu kurowac swoje
          kompleksy kosztem uzytkownikow forum.

          jest powazna roznica miedzy sytuacja, w ktorej dziecko stoi na
          pierwszym miejscu - ale sa inne miejsca dostepne wspolmalzonkowi, a
          sytuacja w ktorej dziecko zastepuje rodzicowi wspolmalzonka w 100%,
          a z taka sytuacja mamy tu doczynienia.
          • krzysztof-lis Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 11:23
            > jest powazna roznica miedzy sytuacja, w ktorej dziecko stoi na
            > pierwszym miejscu - ale sa inne miejsca dostepne wspolmalzonkowi, a
            > sytuacja w ktorej dziecko zastepuje rodzicowi wspolmalzonka w 100%,

            Jest różnica czy jej nie ma
            • kicia031 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 11:43
              A to niby czemu? Moje dzieci sa dla mnie duzo wazniejsze od mojego
              partnera. I wybralam go na ojca swoich dzieci dlatego, bo wiem ze i
              dla neigo dzieci sa najwazniejsze na swiecie.

              Co nie znaczy, ze nie ma miejsca dla nas jako pary. ale nie
              znioslabym przy swoim boku rozpieszczonego gowniarza, ktory
              zachowuje sie jak primadonna.
              • eve.mendes Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 12:16
                kicia031 napisała:

                > A to niby czemu? Moje dzieci sa dla mnie duzo wazniejsze od mojego
                > partnera.

                to źle wiesz, wiadomo że inną miłością kocha się partnera a inną
                dzieci ale wszyscy powinni być dla Ciebie równie ważni

                a twierdzenie że dzieci są dużo! ważniejsze to traktowanie swojego
                męża jak samca rozpłodowego

                potem dziwić się że mężowie odchodzą skoro we własnym domu są
                traktowani trochę z boku...
                • krzysztof-lis Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 12:42
                  Zgadzam się w zupełności!
                • kicia031 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 14:23
                  to źle wiesz, wiadomo że inną miłością kocha się partnera a inną
                  > dzieci ale wszyscy powinni być dla Ciebie równie ważni

                  dzieki za pouczenie, co powinno byc dla mnie wazne.

                  Niech zgadne - nie masz dzieci?
                  • marzeka1 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 14:37
                    Kiciu,a jak dzieci mam (2) i wiem,że one to są "dla świata", dlatego, kochając je bardzo, uważam, że mąż jest dla mnie ważniejszy, na pierwszym miejscu, nie potraktowałam go jako "ojca moich dzieci", bo one z domu odejdą, a z nim- chcę się zestarzeć.
                    • kicia031 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 15:40
                      kochając
                      > je bardzo, uważam, że mąż jest dla mnie ważniejszy, na pierwszym
                      miejscu, nie p
                      > otraktowałam go jako "ojca moich dzieci", bo one z domu odejdą, a
                      z nim- chcę s
                      > ię zestarzeć.


                      tez mi sie tak wydawalo przy pierwszym mezu. sek w tym ze dzieci
                      odchodzac z domu, nie przestaja byc moimi dziecmi, zas maz z
                      latwoscia moze tym mezem przestac byc. jak juz pisalam gdzie
                      indziej, przypisywanie wiekszej wagi czlowiekowii, ktory jest moja
                      rodzina na podstawie papierka, niz dzieciom, ktore urodzilami
                      wykarmilam wlasna piersia wydaje mi sie co najmniej pomylka.
                      • wysoki.brunet Twój związek jest na tyle wart na ile go oceniasz 24.11.08, 17:08
                        > tez mi sie tak wydawalo przy pierwszym mezu. sek w tym ze dzieci
                        > odchodzac z domu, nie przestaja byc moimi dziecmi, zas maz z
                        > latwoscia moze tym mezem przestac byc. jak juz pisalam gdzie
                        > indziej, przypisywanie wiekszej wagi czlowiekowii, ktory jest moja
                        > rodzina na podstawie papierka, niz dzieciom

                        Zatem oboje jesteśmy w drugim, widać szczęśliwszym związku.
                        Tyle że moja ex doznała podobnego oświecenia o jakim mówisz co do roli mężczyzny
                        w jej życiu i wycofała całkowicie uczucia i zaangażowanie po urodzeniu dziecka.
                        Czekałem pare lat w depresji aż się jej odmieni. Kobiecie która na nowo
                        przywróciła mi wiarę w miłość długo wyjaśniałem ze jeżeli chce mojego pełnego
                        zaangażowania i postawienia na pierwszym miejscu w życiu oczekuję tego samego,
                        także kiedy będzie dziecko. I okazało się że jedna można. Życie to
                        samookreślenie. Mój związek z moja ukochana żoną jest tyle wart na ile sam go
                        oceniam ile w niego zainwestuje. Nawet jeśli nie był w kościele nigdy bym go
                        nie nazwał jak ty byle papierkiem. I mój syn choć ważny przegrywa natychmiast
                        jeśli tylko nabuntowany przez pełną jadu i zazdrości ex obraża moją małżonkę.

                        Dawno zauważyłem że niektórzy faceci mają masochistyczną potrzebę byś z
                        kobietami które wyznaczają im gdzie jest ich miejsce daleko w hierarchii po
                        dziecku, pracy, podobne jak niektóre kobiety przyklejają się do mężczyzn którzy
                        nimi poniewierają i jakoś się w tej roli spełniają. Inni szukają w życiu
                        prawdziwego partnera który wart jest pełnego zainwestowania i zaangażowania i
                        odpłaci tym samym.
                        • ajmj Re: Twój związek jest na tyle wart na ile go ocen 24.11.08, 18:44
                          Inna miłościa ja darzę Partenra, inna dzieci. Miejsca mają DLA MNIE
                          równorzędne. Nie wyobrażam sobie inaczej.


                          "W życiu nie trzeba się niczego bać; trzeba to tylko zrozumieć."
                        • dorula114 Re: Twój związek jest na tyle wart na ile go ocen 24.11.08, 21:14
                          wysoki.brunet napisał:
                          > I mój syn choć ważny przegrywa natychmiast
                          > jeśli tylko nabuntowany przez pełną jadu i zazdrości ex obraża
                          moją małżonkę.

                          Jaka szkoda, że w moim związku jest odwrotnie. I przez ten malutki
                          drobiazg wszystko sypie się jak domek z kart. Gratuluję postawy,
                          coraz rzadziej spotykanej, niestety...
                  • wysoki.brunet Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 15:14
                    > dzieki za pouczenie, co powinno byc dla mnie wazne.
                    >
                    > Niech zgadne - nie masz dzieci?

                    Zatem zdaniem Kici, kobieta po urodzeniu dzieci uzyskuje oświecenie jakie podrzędne miejsce powinien w jej życiu zajmować partner.
                    • kicia031 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 15:44
                      Zatem zdaniem Kici, kobieta po urodzeniu dzieci uzyskuje oświecenie
                      jakie podrz
                      > ędne miejsce powinien w jej życiu zajmować partner.

                      Dziecinne jest przekonanie, ze nie bycia na pierwszym miejscu
                      oznacza miejsce podrzedne. Kierujac sie mentalnoscia wszystko albo
                      nic, skazujesz sie na zycie z mnatury nieszczesliwe. niewiele kobiet
                      jest obecnie gotowych postawic partnera na postumentcie i modlic sie
                      do niego.

                      Powiem ci w zaufaniu, ze o zgrozo jeszcze moja praca jest dla mnie
                      co najmniej rownie wazna jak moj partner, niewiarygodne, prawda?

                      I dodam jeszcze, ze jakos korona mi z glowy nie spadla z tego
                      powodu, ze dla mojego partnera dzieci sa wazniejsze ode mnie, wrecz
                      przeciwnie, ciesze sie z tego i szanuje go za to.
                      • wysoki.brunet Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 18:56
                        > I dodam jeszcze, ze jakos korona mi z glowy nie spadla z tego
                        > powodu, ze dla mojego partnera dzieci sa wazniejsze ode mnie, wrecz
                        > przeciwnie, ciesze sie z tego i szanuje go za to.

                        Wiesz znam i taką kobietę która jest zadowolona że maż ma kochankę, bo pieniądze do domu przynosi, o dzieci dba, depresji nie ma, i wreszcie nie meczy ją "o te sprawy". Ludzie oczekują zaspokojenia różnych potrzeb od siebie nic mi do tego jeśli im z tym dobrze.
                        Ale trochę symetrii w tym czego się wymaga od mężczyzn i od kobiet. Kobieta przenosi uczucia na syna - dobrze, wręcz normalne. Mężczyzna na córkę - a to źle.



                        • kag73 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 20:11
                          Ja mysle, ze on sie po prostu odkochal w zonie, albo ze
                          oboje "rozwineli" sie w innym kierunku. Albo cos sie miedzy nimi
                          zepsulo.
                          Z jakiegos powodu facet nie chce z nia byc, ale tym powodem nie jest
                          corka. On ma niechec do zony, nie chce spedzac z nia czasu i
                          automatycznie, poniewaz wraca do domu, jest w domu, poswieca czas
                          tylko corce, zeby nie musiec spedzac go z zona, bo ona go nie
                          interesuje. Kiedys ten czas sie rozkladal na nie obie.

                          Sama zawsze mowie i to moje slowa, ze faceta moge miec na kazdym
                          rogu a dziecko to wielka sprawa. Oczywiscie tylko pod warunkiem, ze
                          facet sie nie nadaje, jest wredny dla mnie, zneca sie nad dzieckiem
                          itp. W zyciu codziennym przepadam za jednym i za drugim i zawsze
                          staram sie, zebysmy byli para tak jak przed dzieckiem, chociaz nie
                          zawsze to proste. Ta waznosc dziecka pokazalaby sie w sytuacjach
                          ekstremalnych(typu wlasnie facet zneca sie psychicznie czy fizycznie
                          nad dzieckiem), ale nie ma jej w zyciu codziennym. Nie ma takiej
                          koniecznosci.
                          Poza tym wiadomo, ze czesto potrzeby dziecka sa wazniejsze, bo jest
                          male, facet jest dorosly, zawsze sobie poradzi.
                          • wysoki.brunet Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 25.11.08, 01:14
                            > Ja mysle, ze on sie po prostu odkochal w zonie

                            Tak właśnie można określić opisywane odstawienie na boczny tor życiowego partnera. Niezależnie od płci. I niezależnie czy powodem odstawienia jest dziecko czy atrakcyjniejsza jakaś inna osoba, nałóg czy praca.

                            > Poza tym wiadomo, ze czesto potrzeby dziecka sa wazniejsze, bo jest
                            > male, facet jest dorosly, zawsze sobie poradzi.

                            Ano faceci sobie radzą, tylko skąd tyle jadu potem od tych ex?
                        • kicia031 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 24.11.08, 20:18

                          > e sprawy". Ludzie oczekują zaspokojenia różnych potrzeb od siebie nic mi do teg
                          > o jeśli im z tym dobrze.

                          Oczywiscie. dla mnie jednak sytuacja, w ktorej dorosly czlowiek nie wyprtacowal
                          poczucia wlasnej wartosci, tylko musi je czerpac z zainteresania partnera, bo
                          inaczej ma depresje, jedzie patologia.

                          Nie jest tez normalne przenoszenie uczuc naleznych partnerowi na dziecko.
                          Normalne jest stawianie dziecka na pierwszym miejscu gdy jest male i tego
                          potrzebuje. nie jest normalne natomiast gdy dziecko wypelnia 100% zycia i nie
                          starcza juz miejsca na nic innego. U dowolnej plci.
                          >
                          • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 25.11.08, 10:59
                            Duzo mądrych słów piszecie, dzieki. O tym, że mąż odkochał się, o
                            tym, ze szykanie własnej wartości w zainteresowaniu partnera jest
                            objawem braku dojrzałości, o tym, ze zaniedbujemy się, odsuwamy od
                            siebie, przenosimy uczucie na kogoś innego.
                            Mój mąż ma wiele pretensji do mnie - przenosi uczucie na dziecko.
                            Mówi, że zniszczyłam mu zycie, że tylko dla niej zyje. Chce
                            być "uczciwy" i dlatego jest ze mną. Ja chcę rozmawiac, bo mam swoje
                            racje i mnustwo pretensji do niego, nie chcę aby dziecko rosło w
                            chorej atmosferze. On niby chce rozmawiac ale zamiast tego, są
                            histeryczne wybuchy złosci.
                            • eve.mendes Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 25.11.08, 11:20
                              Sabinko przed Tobą trudne zadanie, musisz wszelkimi sposobami
                              skłonić swojego męża do rozmowy, spokojnej rozmowy
                              jeśli się odkochał - niech Ci to powie, musicie podjąć decyzję czy
                              być razem dalej czy nie

                              podejmując tę decyzję nie możecie patrzeć na waszą córeczkę, musicie
                              zdecydować czy to Wy chcecie być ze sobą ale nie dla dobra dziecka,
                              bo dla dziecka nie ma nic gorszego niż widok smutnej, nieszczęśliwej
                              mamy i rodziców żyjących obok siebie

                              to będzie trudne ale czasem lepsze jest rozstanie, niż życie niby
                              razem dla źle rozumianego dobra dziecka

                            • kag73 pytanie do sabin.a 25.11.08, 12:13
                              A co takiego zlego zrobilas, ze zniszczylas mu zycie? Widocznie cos
                              musialo sie wydarzyc w Waszym zwiazku co spowodowalo taka reakcje.
                              • sabin.a Re: pytanie do sabin.a 25.11.08, 15:50
                                Byłam zazdrosna i ciągle pytałam męża co myśli, co czuje, a szczególnie o innych
                                kobietach - w pracy, w rodzinie, w telewizji ... A on nie odpowiadał - albo
                                odpowiedzi typu: nic nie myślę, nic nie uważam, nie patrzę itp.
                                Ten stan trwał przez kilka lat - przerodził się w kłótnie i walkę.
                                Im bardziej domagałam się szczerości, otwartości tym bardziej mąż "rezygnował" z
                                różnych form, byle mi nic nie mówić. Aż zaczął kłamać. Za moimi plecami zbliżał
                                się z koleżankami. Teraz jest piekiełko i on mnie o wszystko obwinia, a córka
                                stała się dla niego wszystkim.
                                • kicia031 Re: pytanie do sabin.a 25.11.08, 16:24
                                  Byłam zazdrosna i ciągle pytałam męża co myśli, co czuje, a
                                  szczególnie o innyc
                                  > h
                                  > kobietach - w pracy, w rodzinie, w telewizji ... A on nie
                                  odpowiadał - albo
                                  > odpowiedzi typu: nic nie myślę, nic nie uważam, nie patrzę itp.
                                  > Ten stan trwał przez kilka lat - przerodził się w kłótnie i walkę.
                                  > Im bardziej domagałam się szczerości, otwartości tym bardziej
                                  mąż "rezygnował"
                                  > z
                                  > różnych form, byle mi nic nie mówić. Aż zaczął kłamać. Za moimi
                                  plecami zbliżał
                                  > się z koleżankami.

                                  Widzisz, to troche zmienia sytuacje - czegos takiego to i swiety by
                                  nie wytrzymal. chyba problem nie jest jednak w relacji meza z corka,
                                  tylko w twojej zazdrosci i w widzeniu nawet wlasnej corki jako
                                  rywalki.
                                  • sabin.a Re: pytanie do sabin.a 25.11.08, 19:02
                                    Kicia? to zmienia sytuacje? Nikt by tego nie wytrzymał?
                                    Powiem ci, ze ja nie wytrzymywałam i nie wytrzymuję tej obcosci,
                                    tego braku porozumienia.
                                    Wyszłam za mąż. Miał byc mąż, ktoś nalblizszy na swiecie. Dałam mu
                                    siebie, oczekiwałam, ze on tez to zrobi. Ale nie - niedomówienia,
                                    tajemnice, nieszczerośc.
                                    Wiesz jak czuje się ktoś wygłodzony, spragniony i nie majacy
                                    mozliwości otrzymania posiłku - za to co jakiś czas ochłapy
                                    podtrzymujace przy zyciu????????
                                    • rumpa Re: pytanie do sabin.a 25.11.08, 19:16
                                      Ja Ci wierzę że nie wytrzymywałas, ale to co opisujesz to czysta
                                      patologia emocjonalna,z twojej strony niestety.
                                      Zamiast wymagac od męża jego życia - odzyskaj własne.
                                      bo szczerze mówiąc ten wyrób życiopodobny którym uszczęsliwiłaś tego
                                      nieszczęsnego faceta, nie jest wart ceny, jakiej od niego żądasz.

                                      I jeszcze jedno - jak sie daje, to sie nie oczekuje zapłaty. Wiec
                                      ustal sama ze soba, czy to był szlachetny dar, czy lichwiarski
                                      handel, o czym drugiej osoby nie poinformowałas, a wręcz
                                      zdezinformowałaś.

                                      W dokładnie ten sam sposób moja matka zrujnowala sobie życie - nie
                                      wytrzymywała faktu że ojciec był soba i osmielał sie mies własne
                                      xycie, bo ona kurka wodna, dała mu swoje i to on jej miał dac swoje
                                      Ojciec zwiał, rozwiodł sie, a ja mu zazdrościłam xe mógl sie od tej
                                      wszędzie węszącej spiski paranoiczki, wiecznie czepiającej sie baby
                                      uwolnić, a ja musiałam ją znosić.
                                      Teraz mieszkam 1000km od niej i po latach terapii jestem w stanie
                                      patrzec na nią bez obrzydzenia, ale nie dam się dotknac za chiny
                                      ludowe.
                                      A moja matka uważa że była bardzo dobrą matka i żona i nie rozumie
                                      za co ja takie nieszczęście spotkało.

                                    • kicia031 Re: pytanie do sabin.a 25.11.08, 21:03
                                      Wiesz, dawno mi sie nie zdarzylo tlumaczyc nikomu spraw zupelnie podstawowych.
                                      ale podejme to wyzwanie. rzecz na 2 aspekty - etyczny i pragmatyczny. zaczne od
                                      tego wazniejszego - otoz drugi czlowiek, nawet wspolmalzonek, przez akt
                                      malzenstwa nie staje sie twoja wlasnosci. ma prawo do intymnosci, zachowywania
                                      swoih uczuc i pogladow dla siebie. ma prawo nie byc przesluchiwany w sprawach
                                      ktore chce zachowac dla siebie i nie byc zadraczany podejrzliwoscia i zazdroscia.
                                      ma tez prawo, by partner nie obarczal go swoim 100% oddaniem i
                                      odpowiedzialnoscia za swoje szczescie i dobrostan psychiczny. Tego by nawet
                                      Herkules nie uniosl!

                                      Z punktu widzenia pragmatycznego: oddaanie sie w 100% partnerowi sprawia, ze
                                      kobieta przestaje byc interesujaca. Zazdrosc i wieczne przesluchania
                                      doprowadzaja kazdego, zarowno mezczyzn jak i kobiety do szalu i rozbily niejeden
                                      zwiazek.

                                      jak dla mnie, potrzebujesz terapii i wyjjscia poza krag spraw zwiazanych z mezem
                                      i dzieckiem. oby to pomoglo, bo jak nie, to czrno to widze...
                                • rumpa Re: pytanie do sabin.a 25.11.08, 19:04
                                  A teraz weź to kobieto i przeczytaj, co napisałas, spokojnie i
                                  uważnie.

                                  I czemu sie dziwisz?
                                  Czy ty masz jakikolwiek kontakt z realem?
                                  Szczerze wątpię.
                                  Bardzo współczuje i dziecku i mężowi.
                                  Zreszta tobie też, bo sama sobie z życia piekło zrobiłaś...
                                  Może, jesli pójdziesz na terapie, to przynajmniej nie skrzywisz
                                  dziecka, bo w uratowanie małżeństwa to nie wierzę...

                                  Koszmar, na własne życzenie.

                                  • sabin.a Re: pytanie do sabin.a 25.11.08, 19:44
                                    rumpa, dziwi mnie to co piszesz. Patrzysz przez pryzmat swoich
                                    doświadczeń.
                                    Nic, co napisałam nie wskazuje, że sobie jakieś piekło stworzyłam.
                                    Małżeństwo, to nie tylko dawanie, lecz głównie wzajemność. Cóż w tym
                                    dziwnego, że pragnęłam wzajemności, bliskości, tego by mi okazywał
                                    uczucie, bym czuła się kochana?
                                    On zbyt często wykazywał zbyt osobiste zainteresowanie innymi
                                    kobietami. Lubił z nimi sie zbliżać, przegadywać, dogadywać, być
                                    przez nie podziwiany itd itp
                                    Czułam sie tą rezerwową, gorszą. .. Z innymi swietnie mu sie godało,
                                    ze mna coraz bardziej niechętnie. Nigdy nie udawałam innej niż
                                    jestem, znał mnie jaka jestem zanim ozenił się ze mną.
                                    Kto komu niszczył swiat?
                                    • rumpa Re: pytanie do sabin.a 25.11.08, 21:02
                                      NIEEE absolutnie, raj masz na ziemi, opisłas go dosc dokładnie

                                      ak ma do wyboru usiąść ze mną i chwilę pobyć ze mną -
                                      bo np. w innym pomieszczeniu prasuję, to on powie do mnie 2 słowa i
                                      idzie do córki.

                                      Mąż w kółtniach mówi, że tylko na córce mu zależy
                                      i tylko dla niej przychodzi do domu.
                                      Leża tak wtuleni, w łóżku tez wtuleni. Ja czuję sie jak zbędny
                                      mebel. Jak intruz, który zakłóca ich szczęście i harmonię.

                                      Sam nigdy nie
                                      zacznie rozmowy.

                                      Mój mąż ma wiele pretensji do mnie - przenosi uczucie na dziecko.
                                      Mówi, że zniszczyłam mu zycie, że tylko dla niej zyje. Chce
                                      być "uczciwy" i dlatego jest ze mną.

                                      Ja chcę rozmawiac, bo mam swoje
                                      racje i mnustwo pretensji do niego,

                                      no tak - szokujace jest że on nie chce rozmawiać, jak by mój mąź
                                      zaczał z pretensjami do mnie, to bym chyba drzwiam trzasnęła - albo
                                      rozmowa albo pretensje- zasadnicze pytanie - umiesz rozmawiać?

                                      yłam zazdrosna i ciągle pytałam męża co myśli, co czuje, a
                                      szczególnie o innych
                                      kobietach - w pracy, w rodzinie, w telewizji ... A on nie odpowiadał
                                      - albo
                                      odpowiedzi typu: nic nie myślę, nic nie uważam, nie patrzę itp.

                                      a co miał gadac do licha? takiej babce jak ty?
                                      wiesz jak się żyja i rozmwia z zadrosnym człowiekiem, z marna
                                      samooceną, w pretensjach, jęczącym?
                                      no sorry sama taki obraz dajesz
                                      , ja tego nie wymysliłam


                                      Ten stan trwał przez kilka lat - przerodził się w kłótnie i walkę.
                                      Im bardziej domagałam się szczerości, otwartości ( JA BYM TO NAZWAŁA
                                      CHORĄ KONTROLĄ ) tym bardziej mąż "rezygnował" z
                                      różnych form, byle mi nic nie mówić. DZIWISZ SIĘ? Aż zaczął kłamać.
                                      DZIWISZ SIĘ? Za moimi plecami zbliżał
                                      się z koleżankami. Teraz jest piekiełko i on mnie o wszystko obwinia
                                      (NO BEZ PRZESADY, PRZECIEŻ MÓGL SIE ROZWIESĆ), a córka
                                      stała się dla niego wszystkim.

                                      wiesz aż pomyslałam że mam może omamy, no i racja, raj opisujesz po
                                      prostu :)))

                                      Małżeństwo, to nie tylko dawanie, lecz głównie wzajemność.

                                      ale wzajemnosc ustalona, - ja tobie to, ty mi to, a nie szantaż - ja
                                      ci TYLEEEEEEEE, to ty mi też TYYYYYYYYLLLLLLLEEEEEEEEEEEE.

                                      Cóż w tym
                                      > dziwnego, że pragnęłam wzajemności, bliskości, tego by mi okazywał
                                      > uczucie, bym czuła się kochana?

                                      wiesz, tak z założenia to nic złego, ale często jak sie w to
                                      człowiek wgryzie, to sie okazuje że osoba rzucająca takimi hasłami
                                      rozumie pod nimi rzeczy baardzo dalekie od normy - zamiast bliskości
                                      - stopienie, zamiast wzajemności - niewolę, zamiast okzywania uczuć
                                      - ciagla manifestacja i to koniecznie tak, jak jej sie podoba, zero
                                      zrozumienia dla przestrzeni partnera, jego odmienności, inności,
                                      WŁASNEGO życia.
                                      co do czucia się kochaną - z doswiadcznie wiem , że sa panie i
                                      panowie też, którzy nigdy kochani sie nie poczują, dopóki obiekt
                                      uczuc wykazuje jakakolwiek niezależność i przebłyski własnej
                                      osobowości.

                                      On zbyt często wykazywał zbyt osobiste zainteresowanie innymi
                                      > kobietami. Lubił z nimi sie zbliżać, przegadywać, dogadywać, być
                                      > przez nie podziwiany itd itp

                                      mój mąx też to lubi, i uwaga - ja też!!!
                                      jak dla mnie to normalne zachowanie zdrowgo człowieka

                                      Czułam sie tą rezerwową, gorszą. ..

                                      być może byłas a byc może tylko wyobraźnia - jak już wspominałam są
                                      kobiety które z racji deficytów emocjonalnych ciagle sie tak czuja

                                      Z innymi swietnie mu sie godało,
                                      > ze mna coraz bardziej niechętnie.

                                      po przesłuchaniach , które byłas łaskawa mu fundowac jak wspomniałaś
                                      pare postów wyżej? szczerze mówiąc nigdy by mi nie przyszlo do glowy
                                      przesłuchiwać męża na okolicznosć co mysli o jakiejś pani - raczej
                                      czasem sama rzucam tekstem - ale laska, bo ja lubie piekne kobiety

                                      Nigdy nie udawałam innej niż
                                      > jestem, znał mnie jaka jestem zanim ozenił się ze mną.
                                      > Kto komu niszczył swiat?

                                      no wiesz, mógł popełnic błąd, a mogłaś się że tak powiem - rozwinać
                                      :(((
                                      POZA TYM, TO SIE ODNOSI TEŻ DO CIEBIE!!!
                                      • sabin.a Re: pytanie do sabin.a 26.11.08, 17:04
                                        Muszę nieco sprostować.
                                        To co napisałam o swojej zazdrości - zostało napisane przeze mnie ale słowami
                                        męża. Mąż opisując naszą sytuację używał mniej więcej podobnych określeń jak Ty
                                        rumpa. Właściwie popełniłam błąd gdyż z mojej perspektywy wygląda to inaczej i z
                                        pewnoscia nie ma mowy o przesłuchiwaniu, ograniczaniu itp. Widać musiał to tak
                                        odbierać skoro takich określeń używa, ale powinien był porozmawiać kiedy
                                        wychodziły niezgodności jego odczuć i moich intencji.

                                        Pretensje - są obustronne. Właściwie to on na moja propozycję porozmawiania o
                                        naszych problemach zasypuje mnie pretensjami. Ja mam pretensje - ale staram się
                                        o tym powiedzieć subtelnie. Nie moge jednak udawać, ze ich nie mam.

                                        Kwestia pytania go o inne kobiety - gdyby odpowiedział mi kilka razy jak
                                        postrzega inne, to pytania by sie skończyły. Ale on nigdy nie odpowiadał. No i
                                        pytania te pojawiały się w sytuacjach gdy on np. przejawiał zainteresowanie
                                        jakąś kobietą, zabawiał ją. Więc to, że napisałam ciągle nie znaczy dosłownie
                                        cały czas.

                                        Powtórzę - pragnęłam i czasami wręcz domagałam się o bliskość, otwartość,
                                        szczerość. To nie była żadna kontrola - na pewno. Taką niechęć z jego strony do
                                        szczerości odbierałam jako chęć ukrycia czegoś. A widziałam równocześnie, ze on
                                        bardzo lubi towarzystwo innych kobiet - świetna komunikacja, żarciki,
                                        przegadywanie ...

                                        Małżeństwo to wzajemność, bliskość, szczerość, niesienie pomocy, wyrozumiałość,
                                        ufność, troska .... - a nie umowa ile ja tobie daję o ile ty mnie. Dajemy sobie
                                        przysłowiowe wszystko - czyli tyle ile możemy, na ile nas stać. A mój mąż nie
                                        dawał mi choćby rozmów, bliskości nie dlatego, że tego nie miał, ale chyba nie
                                        był gotów oddać się. Chciał zachować sobie jeszcze furtkę - stąd te ciągłe
                                        zaznajamianie sie z innymi na płaszczyźnie damsko-męskiej - "lubię cię", "jesteś
                                        przystojny".

                                        Chciałam szanowałam odmienność - swoją i jego. Lecz uważam, ze można tę inność
                                        akceptować dopiero wtedy gdy się ją pozna. Mąż nie chciał dać się poznać. Lubił
                                        być tajemniczym.

                                        Rumpa, chyba Ty jesteś wyjątkiem - bo żadna kobieta nie chce by jej ukochany
                                        mężczyzna zachwycał się innymi albo swoim zachowaniem wzbudzał niezdrową
                                        zazdrość. A mój mąż swoimi tajemnicami (również w kwestii odczuć) wzbudzał we
                                        mnie nie tyle zazdrość co smutek i niepewność jego uczuć.
                                    • krzysztof-lis Re: pytanie do sabin.a 26.11.08, 15:29
                                      > Nigdy nie udawałam innej niż jestem, znał mnie jaka jestem zanim
                                      > ozenił się ze mną.

                                      A on udawał kogoś innego?

                                      To raczej zdawało Ci się, że mąż po ślubie da Ci tyle, ile byś chciała. A czy on
                                      powiedział, że tak będzie?

                                      > Kto komu niszczył swiat?

                                      Ty
                                      • sabin.a Re: pytanie do sabin.a 26.11.08, 16:44
                                        Zanim się pobraliśmy oboje mieliśmy wyobrażenia jak będzie wyglądało nasze
                                        życie. Trudno było wcześniej wszystko przewidzieć.
                                        Spodziewałam się wzajemności, oddania, bliskości - i tak odczuwałam na początku.
                                        Czy obiecał? - tak - przecież tak brzmi obietnica przysięgi miłości i w ogóle to
                                        znaczy słowo kocham - że razem, że otwartość, ze szczerość ...
                                        Krzysztofie-lis - nie masz racji - ani ty ani mój mąż (on to wykrzykuje tylko i
                                        pewnie tak na prawdę nie myśli tego) - nie niszczę i nie niszczyłam zycia ani
                                        swojego, ani dziecka, ani męża.
                                        To on nie chce/nie umie rozmawiać o problemach. Dla niego wszystko musi być ok.
                                        Nigdy żadnego problemu nie rozwiązał (choćby rozmawiając o tym), zawsze omijał
                                        problemy - rezygnujac np. ze spotkań ze znajomymi. Ja czułam się jak trędowata,
                                        bo nie chciałam aby tak postępował. Chciałam zamienić z nim kilka słów, a on
                                        zachowywał sie jakby miał coś do ukrycia.
                                        • krzysztof-lis Re: pytanie do sabin.a 27.11.08, 12:52
                                          > Zanim się pobraliśmy oboje mieliśmy wyobrażenia jak będzie wyglądało
                                          > nasze życie. Trudno było wcześniej wszystko przewidzieć.

                                          Jasne, ale stawiasz sprawę w sposób "no przecież wiedział, jaka jestem, mam
                                          prawo teraz tak się zachowywać" jednocześnie nie dając jemu prawa do takiego
                                          samego podejścia z jego strony.

                                          > Czy obiecał? - tak - przecież tak brzmi obietnica przysięgi miłości
                                          > i w ogóle to znaczy słowo kocham - że razem, że otwartość, ze
                                          > szczerość ...

                                          To znaczy słowo "kocham" i przysięga miłości oznacza, że mąż ma się teraz
                                          zmienić, bo Tobie jego zachowanie nie pasuje.
                                          Ale nie oznacza to, że Ty masz się zmienić, bo Twoje zachowanie nie pasuje jemu?

                                          Ciekawa logika...

                                          > To on nie chce/nie umie rozmawiać o problemach. Dla niego wszystko
                                          > musi być ok.

                                          Albo on po prostu wielu z tych problemów nie widzi.
                            • kicia031 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 25.11.08, 14:25
                              Ja chcę rozmawiac, bo mam swoje
                              > racje i mnustwo pretensji do niego, nie chcę aby dziecko rosło w
                              > chorej atmosferze. On niby chce rozmawiac ale zamiast tego, są
                              > histeryczne wybuchy złosci.

                              no coz, jesli zglaszasz pretensje, to nie nie dziw sie, ze maz sie
                              zlosci. Nikt tego nie lubi. Kochasz go jeszcze? Widzisz w nim cos
                              pozytywnego?widzisz wasza wspolna szczesliwa przyszlosc? tego
                              powinnas sie chwytac, a nie pretensji z przeszlosci.
                • bj32 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 25.11.08, 17:18
                  "to źle wiesz, wiadomo że inną miłością kocha się partnera a inną
                  dzieci ale wszyscy powinni być dla Ciebie równie ważni"
                  Owszem, inną. Ale co do ważności... Ja juz kupę lat jestem z tym
                  samym mężczyzną i wszystko wskazuje, że tak nam zostanie do śmierci.
                  Ale odkąd jest córka, jest dla nas jasne, ze i dla mnie i dla niego
                  *dziecko jest ważniejsze*.
                  Kochamy się, nie mamy kryzysu, żadne z nas nie poświeca całej uwagi
                  dziecku, żeyjemy wspólnie pod każdym względem. Ale oboje gdybyśmy
                  stanęli przed wyborem: albo/albo [komu oddać nerkę - tak dla
                  przykładu] to zawsze pierwsza byłaby córka.
                  Sądzę, że rozumiem Kicię i różnica w sposobie odczuwania emocji:
                  inaczej męża - inaczej dziecko - nie jest jednoznaczne z taką samą
                  ich ważnoscią.
                  Jeszcze inna sytuacja: jeśli mąż i dziecko mają jakiś... nazwijmy
                  to: konflikt - nie stoję z boku, bo "poradzą sobie sami. I nie
                  oznacza to, że jak mąż ma racje to niech spierze dziecko, a jak
                  dziecko ma rację, to niech spierze tatusia. Jeżeli do tego sytuacja
                  byłaby taka, że dzieci są z poprzedniego zwiazku to mąż nie miałby
                  prawa nawet dać klapsa, bo rozniosłabym w droobiazgi chyba. A zdaje
                  się, że Kicia jest właśnie w nowym związku, a dzieci ma [też?] z
                  poprzedniego.
                  Jeśli coś pochrzaniłam to przepraszam.
                  • wysoki.brunet Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 25.11.08, 18:44
                    bj32 napisała:
                    > *dziecko jest ważniejsze*.
                    > (..)Ale oboje gdybyśmy
                    > stanęli przed wyborem: albo/albo [komu oddać nerkę - tak dla
                    > przykładu] to zawsze pierwsza byłaby córka.

                    To co opisujesz determinuje przyroda instynktem macierzyńskim i jest oczywiste.
                    Nawet najgłupsza kura nie zawaha się poświecić własnego życia w obronie
                    zagrożonych kurczaków. Relacja macierzyńska poza przypadkami wyjałowienia mózgu
                    alkoholem lub wielkich problemów z hormonami jest dla samic zdeterminowana. Zaś
                    miłość do partnera poza okresem zakochania to jedynie właściwy ludziom i
                    uczuciom wyższym wybór. Zaangażowanie na które trzeba się świadomie zdobyć lub
                    można się wycofać je bo tu hormony nie pomagają. I w tym kontekście w rożnych
                    poradnikach piszą że żeby związek był udany partner musi świadomie wybrany na
                    pierwszym miejscu przed dziećmi. Ale codziennym w dzieleniu uczuć, czasu,
                    zainteresowania. Bo to wybór wcale nie łatwy.
      • pinkdot do kici i alicji... 29.11.08, 20:52
        Ciekawe, że gdy sytuacja jest odwrotna (matka odsuwająca męża na drugi plan dla
        dziecka) nikomu nawet na myśl nie przychodzi pedofilia...
        Za dużo filmów!
        • abasia471 Re: do kici i alicji... 01.12.08, 00:35
          Sabina, jak to się stało, że ty taka subtelna, cud, miód, malina,
          jesteś taka niestrawna dla męża? Przeczytałam cały wątek uważnie i
          mam podobne spostrzeżenia jak Rumpa. Za bardzo się idealizujesz a z
          męża robisz nieczułego dupka. Jeżeli tak go oceniasz, to po cholerę
          chcesz z nim bić? Piszesz, że poświęciłaś mu życie i czujesz się
          rozczarowana a pomyślałaś o jego rozczarowaniu? Może on też jest
          rozczarowany babą, która ciągle ma coś za złe, stara się mieć go
          pod kontrolą i nawet we własnej córce widzi rywalkę. Na twoim
          miejscu zastanowiłabym się nad sobą i poszłabym na psychoterapię.
          Jak się już dowiesz, co robisz nie tak, to będziesz miała szansę na
          odbudowanie związku, albo na poszukanie innego partnera. Masz też
          drugie wyjście, powiedzieć "tak ale". Uznać:, że forumowicze źle
          cię ocenili, nie znają twojego męża, więc go bronią, jesteś w
          porządku tylko trafił ci się beznadziejny facet, itp. Wybór zależy
          od twojej mądrości. Jako szczęśliwa mężatka z 29 letnim stażem
          doradzam ci pierwszą opcję.
          --
          Poczucie humoru i cierpliwość to wielbłądy, na których przebędę
          wszystkie pustynie.
          • sabin.a Re: do kici i alicji... 01.12.08, 13:48
            Czy ja piszę że jestem cud? Czy ja oczerniam swojego męża?

            Staram się byc obiektywna, bo co mi z tego, ze ktoś mnie pocieszy lub zgani.

            Wszędzie sie pisze i mówi jak w związku ważne są rozmowy - związane ze sprawami
            życia codziennego i głębokimi.

            abasia471 piszesz "Może on też jest
            > rozczarowany babą, która ciągle ma coś za złe, stara się mieć go
            > pod kontrolą i nawet we własnej córce widzi rywalkę."

            Mój mąż tak mniej więcej mnie postrzega. A ja uważam, że nie ma racji, że jest
            to osąd niesprawiedliwy i wynikający z jego chęci zachowania tzw wolności,
            niezależności, z chęci bycia w związku ale równocześnie bycia nieskrępowanym (w
            specyficznym znaczeniu nieskrępowania swiata wewnetrznego).
            Może i wszystko nie nabrałoby takiej formy wzajemnego niespełnienia, ale w
            naszym związku brakło rozmów na każdym etapie.
            Kiedy ja miałam jakieś "pretensje" (to określenie męża - zaś mnie np bolało, ze
            on np. swietnie komunikuje się z inną kobietą, wręcz promieniuje, a ze mna
            wiadomo - niespecjalnie porozumienie kwitło), to on nie podjął rozmowy. Nie
            przesadzę jeśli powiem, ze przez wiele lat potęgowało się rozdarcie, przepaść
            między nami. Jakaś chora zależność. Ja potrzebowałam rozmów, bliskości, on swoim
            zachowaniem i niechęcią do otwartości i szczerości pozostawiał mnie w
            niepewności co do swoich uczuć.
            Mówił, ze kocha ale był nieobecny mentalnie, brakowało porozumienia i bliskości.

            Dlaczego z nim chcę być?

            Przez 15 lat żyłam na granicy - kocha ale coś sprawia, ze nie możemy byc blisko,
            czuc się. Było mi źle ale wierzyłam w nierozerwalność małżeństwa i kwestia
            rozstania nie wchodziła w grę. Z resztą z jego strony też. Ale nie chciał ze mną
            rozmawiać o żadnych problemach, o moich odczuciach, o tym co ja myślę, co on
            myśli, co ja czuje, co on czuje. Dochodziło do kłótni.
            Jak zyć bez powietrza? Więc wciąż domagałam się tego porozumienia - przez
            rozmowę. Mąż jeszcze dziś mówi, że nie przez rozmowę możemy sie porozumieć ale
            przez czucie i ew. samemu sobie odpowiadać na różne pytania na podstawie
            obserwacji zachowania drugiej osoby, tego co robi i jak postepuje.
            Ok - ale to wg mnie jest dodatek, zaś podstawą komunikacji, bliskości jest wg
            mnie rozmowa (choć oczywiście nie przeceniam innych form).

            Reasumujac - mój smutek jest ogromny. Nie wiem tak naprawdę jakim człowiekiem
            jest mój mąż, co mysli, co czuje jakie ma zasady. Nigdy nie chciał jednoznacznie
            okręslic się gdy pytałam go o różne sprawy ...
            • kicia031 Re: do kici i alicji... 01.12.08, 14:15
              Pozwol, ze podziele sie z toba swoim doswiadczeniem.
              Zawsze wydawalo mi sie, ze jestem osoba potrzebujaca bardzo duzo
              bliskosci, rozmowy, wymiany mysli. I cierpialam, bo najwyrazniej moi
              partnerzy nie byli w stanie zaspokoic tej potrzeby.

              Ostatnio dotarlo do mnie, ze jesli rzeczywiscie tak potrzebuje
              bliskosci i glebokich rozmow, zwierzen, itp, to dlaczego zawsze
              wybieralam mezczyzn zamknietych w sobie, malomownych? a jak juz
              spotkalam jednego, co to caly czas chcial rozmawiac o swoich i moich
              uczuciach i o naszym zwiazku, to wialam, gdzie pieprz rosnie?

              Dlaczego? Dlatego, bo sama sie tej bliskosci boje!

              odkad przestalam miec pretensje do swego partnera, ze nie rozmawiamy
              i ciagle drazyc sprawy dotyczace nas, zaczelam rozmawiac o sprawach
              wykraczajacych poza nsza codzienne sprawy - o polityce, ksiazkach,
              wyzwaniach zawodowych. nie dopytywac chlopa o to, co mysli i czuje.
              I okazuje sie, ze nagle wrocily nasze rozmowy sprzed lat, o
              wszystkim i o niczym, i nagle on, nie czujac presji, otwiera sie
              przede mna tak, jak dawno sie nie otwieral...

              Im bardziej sie czegos domagasz, im wiecej masz pretensji, tym
              wieksza szansa, ze tego nie dostaniesz. Stan sie dla meza
              interesujaca rozmowczynia, niech on zabiega o poznanie twojego
              zdania, nie odwrotnie.
            • abasia471 Re: do kici i alicji... 02.12.08, 16:19
              sabin.a napisała:
              > Czy ja piszę że jestem cud? Czy ja oczerniam swojego męża?

              Nie piszesz tego wprost, ale czytając to co napisałaś takie
              odniosłam wrażenie.

              > Staram się byc obiektywna, bo co mi z tego, ze ktoś mnie pocieszy
              lub zgani.

              Nie neguję że się starasz. Wydaje mi się jednak, że kiepsko ci to
              wychodzi. Uważasz ciągle, że jesteś bardziej w porządku aniżeli
              twój mąż. Nie dopuszczasz myśli, że może wcale tak nie jest. Może
              twój mąż też ma powody do rozczarowania tobą w niemniejszym stopniu
              niż ty nim. Pomyśl o tym.

              > Wszędzie sie pisze i mówi jak w związku ważne są rozmowy -
              związane ze sprawami życia codziennego i głębokimi.

              Są bardzo ważne, ale nie można na drugim człowieku wymuszać nawet
              słusznych rzeczy. Twój mąż ma inny pogląd na tę sprawę, ale ty
              wiesz lepiej co należy i nie licząc się z nim kontynuujesz
              przesłuchania. Napisałam przesłuchania, nie rozmowy, bo takie
              odniosłam wrażenie czytając twoje relacje z rozmów z mężem.

              > abasia471 piszesz "Może on też jest
              > > rozczarowany babą, która ciągle ma coś za złe, stara się mieć go
              > > pod kontrolą i nawet we własnej córce widzi rywalkę."

              > Mój mąż tak mniej więcej mnie postrzega.

              Jak widzisz nie tylko twój mąż tak cię postrzega. Co by się stało,
              gdybyś dopuściła myśl, że może mieć rację? Spadłabyś z piedestału
              czy może przejrzała na oczy, że inni też mają prawo do własnych
              odczuć i ocen?

              >A ja uważam, że nie ma racji, że jest to osąd niesprawiedliwy i
              >wynikający z jego chęci zachowania tzw wolności,niezależności, z
              chęci bycia w związku ale równocześnie bycia nieskrępowanym (w
              > specyficznym znaczeniu nieskrępowania swiata wewnetrznego).
              > Może i wszystko nie nabrałoby takiej formy wzajemnego
              niespełnienia, ale wnaszym związku brakło rozmów na każdym etapie.

              No i dochodzimy do sedna sprawy.
              Kompletnie nie chcesz uznać, że twój mąż jest autonomiczną osobą a
              nie tylko twoim mężem. Nie dziwię się, że twój mąż odgradza się od
              ciebie murem. Każdy człowiek ma prawo do własnego świata a ty
              chcesz nad wszystkim mieć kontrolę. Włazisz z butami w intymny
              świat drugiego człowieka i jeszcze masz petensje, że ten się broni.
              Robisz wszystko w kierunku podporządkowania sobie męża i dziwisz
              się że on wybiera osoby, które dają mu trochę swobody.

              > Kiedy ja miałam jakieś "pretensje" (to określenie męża - zaś mnie
              np bolało, ze on np. swietnie komunikuje się z inną kobietą, wręcz
              promieniuje, a ze mna wiadomo - niespecjalnie porozumienie kwitło),
              to on nie podjął rozmowy.

              A może zamiast mieć pretensje do niego zastanów się nad sobą. Cał
              y czas obwiniasz męża, że nie spełnia twoich oczekiwań a
              jednocześnie nie liczysz się z jego potrzebami. Skoro fajnie
              prozumiewa się z innymi kobietami, to może zamiast po raz kolejny
              międlić swoje pretensje do niego, pogadaj z nim tak, jak inne
              kobiety. Postaraj się, żeby chciał z tobą porozmawiać, pośmiać się.
              Żrób coś, żebyś była miła, atrakcyjna, ciekawa a nie ciekawska.

              >Nieprzesadzę jeśli powiem, ze przez wiele lat potęgowało się
              rozdarcie, przepaść między nami.

              Facet wydaje się być porządny, więc broni się przed tobą biernym
              oporem i dlatego trwa to latami. Gdybyś trafiła na gorszy
              egzemplarz, to już dawno by cię zostawił.

              > Jakaś chora zależność. Ja potrzebowałam rozmów, bliskości, on swoi
              > m zachowaniem i niechęcią do otwartości i szczerości pozostawiał
              >mnie w niepewności co do swoich uczuć.

              Owszem, masz rację, co do chorobliwych zachowań, ale widzę je
              raczej z twojej strony. Ciągle mówisz ja, ja i jeszcze raz ja.
              Robisz za taką babę wielojajeczną, której się wydaje, że ma prawo
              do wszystkiego a jak nie dostaje tego co chce, to jest święcie
              oburzona. Ty szczerość i bliskość mylisz z inwigilacją.

              > Mówił, ze kocha ale był nieobecny mentalnie, brakowało
              porozumienia i bliskości

              Czy ci się to podoba czy nie masz w tym udział. Relacje między
              ludźmi są wynikiem reakcji na wzajemne zachowania. Zamiast mnożyć
              pretensje do męża zastanów się nad sobą.

              Nie twierdzę, że twój mąż jest aniołem i być może do siebie nie
              pasujecie, ale jeżeli już zdecydowałaś się z nim być, to naucz się
              szanować jego odrębność jako człowieka. Jeżeli ja po kilku twoich
              wpisach zobaczyłam w tobie zaborczą, jęczącą "żonusię", to
              wyobrażam sobie jak trudno jest twojemu mężowi.

              > Było mi źle ale wierzyłam w nierozerwalność małżeństwa i kwestia
              > rozstania nie wchodziła w grę.

              A co z kwestią bycia spełnionym szczęśliwym człowiekiem? Wydaje mi
              się, że jesteście oboje nieszczęśliwi w tym małżeństwie, ale ty
              widzisz jedynie siebie. Ani razu nie napisałaś, że twój mąż może
              czuć się z tobą źle. Naprawdę tak nic sobie nie możesz zarzucić?

              >Więc wciąż domagałam się tego porozumienia - przez
              > rozmowę.
              A mnie się wydaje, że ty nie domagasz się porozumienia, ale
              zaakceptowania twoich warunków. Masz ustaloną wizję wzajemnych
              stosunków a twój mąż ma się na nią zgodzić. Ty lubisz rozmawiać o
              wszystkim, on ma się nauczyć rozmawiać. Ty chcesz znać jego myśli,
              on ma się odkrywać w 100%. Ty jesteś w porządku, on się ma
              dostosować. A gdzie kompromis? Staranie się o drugiego człowieka?
              Akceptacja inności?

              >Mąż jeszcze dziś mówi, że nie przez rozmowę możemy sie porozumieć
              ale przez czucie i ew. samemu sobie odpowiadać na różne pytania na
              podstawie
              > obserwacji zachowania drugiej osoby, tego co robi i jak postepuje.

              Ma chłop rację. Można to widzieć i tak.

              > Ok - ale to wg mnie jest dodatek, zaś podstawą komunikacji,
              bliskości jest wg mnie rozmowa (choć oczywiście nie przeceniam
              innych form).

              No i w porządku. Uważaj sobie tak, ale nie zmuszaj męża, żeby
              uważał tak samo. Idź na kompromis, szukaj porozumienia na wspólnych
              zasadach a nie tylo na tych ustalonych przez ciebie.

              > Reasumujac - mój smutek jest ogromny. Nie wiem tak naprawdę jakim
              człowiekiem jest mój mąż, co mysli, co czuje jakie ma zasady. Nigdy
              nie chciał jednoznacznie okręslic się gdy pytałam go o różne
              sprawy ...

              Ty się lepiej zastanów, jakim sama jesteś człowiekiem. Czego
              chcesz, co jest dla ciebie ważne, z kim chcesz być a kogo nie
              zaakceptujesz. Pogódź się z tym, że twój mąż ma prawo nie mówić ci
              o wszystkim a ty nie masz prawa wymuszać na nim otwartości, której
              on nie akceptuje.
              Żal mi ciebie, bo strasznie się zamotałaś w tych pretensjach i
              żalach i zupełnie nie widzisz, że przyczyniasz się do swoich
              kłopotów.
              Ponieważ bardzo ostro cię oceniłam, teraz słowo wytłumaczenia.
              Na początku swojego małżeństwa zachowywałam się podobnie jak ty. Co
              prawda nie miałam pretensji o czas spędzany z dzieckiem, ale cała
              reszta wyglądała podobnie. Nie wiem jakby wyglądało nasze
              małżeństwo czy dalej bylibyśmy parą, ale wiem na pewno, że nie
              bylibyśmy tak szczęśliwi, jak jesteśmy, gdybym nie zmieniła swojego
              postępowania. Zamiast płakać i robić za męczennicę postawiłam na
              wiedzę i działanie. Sporo czytałam różnych książek z dziedziny
              psychologii i dotarło do mnie, że największy problem mam nie z
              mężem, ale ze sobą. Zobaczyłam swoje ograniczenia i psychiczne
              supły i wzięłam się za siebie. Przestałam się czepiać męża i mnożyć
              pretensje, bo byłam skupiona na tym, co mogę zrobić sama, co mogę
              sama zmienić. Po jakimś czasie mój mąż zauważył, że staram się być
              miła i wyrozumiała, więc odpłacał mi tym samym. Rozmawialiśmy o
              różnych sprawach, ale rozmowy były rozmowami a nie przesłuchaniem,
              listą pretensji czy krytyką. Namawiam cię, żebyś skorzystała z
              mojego doświadczenia i poszła po rozum do głowy póki czas. Mnie się
              udało, więc i tobie może się udać. Powodzenia.
              • sabin.a Re: do kici i alicji... 02.12.08, 16:39
                Abasia - chyba zapominasz po co i dlaczego ludzie sie pobierają - ano dlatego,
                że tego chcą i po to by być szczęśliwymi. Żona i mąż przyjmuja na siebie pewne
                role, obowiazki - bo tego pragną. Nastawieni są ku sobie i dla siebie. Mąż dba o
                żonę, pragnie z niz przebywać, dzielić się troskami i radościami - kocha ją. I
                wzajemnie.

                Zaś mój mąż chciał tylko mieć sprzątaczkę, kucharkę i kogoś kto go nie zostawi i
                nie zdradzi. Sam zaś chciał latac dalej i z innymi kobietami przeżywać
                akceptację, czy dreszczyk swieżego powietrza. Jego mało interesowały sprawy
                doczesne - dom, obowiązki i całe to dbanie - stworzony do wyższych celó. Ja ta
                która brała na siebie ciężar codziennych trosk i obowiązków - bo zbyt byłam
                obowiązkowa.
                Nie mów mi, że po to wyszłam za mąż zeby w samotności iść przez codziennośći
                troski, a on po to by mieć zapewniony dom, ale mentalnie mnie zaniedbywać.

                Tylko z Twoja końcówką wypowiedzi jakoś się mogę utożsamić. Zaś pozostałe
                przesłanie to jakieś bzdety o autonomii, odrębności, wolności ... - jakbyś nie
                znała podstaw jedności w związku.
                • kicia031 Re: do kici i alicji... 02.12.08, 17:07
                  . Zaś pozostałe
                  > przesłanie to jakieś bzdety o autonomii, odrębności, wolności ... - jakbyś nie
                  > znała podstaw jedności w związku.

                  Wiesz, jak czytam co napisalas, to mam wrazenie, ze sie dusze pod ciezarem
                  twoich oczekiwan, zalow, presji, by bylo tak jak ty chcesz. Podziwiam twojego
                  meza, ze tak dlugo jest w stanie to wytrzymywac. A najgorsze jest to, ze jestes
                  zaimpregnowana na opinie inne od wlasnej - ma byc po twojemu. Nie wyciagasz
                  zadnych wnioskow ani z rzeczywistosci, ktora cie otacza, ani z rad osob, ktore
                  chca sie z toba podzielic doswiadczeniem zyciowym.

                  Smutne was czeka zycie, wlacznie z wasza corka. naprawde, warto sie chociazby
                  dla niej zmon=bilizowac i wyjsc poza utarte schematy widzenia malzenstwa.
                  • krzysztof-lis Re: do kici i alicji... 03.12.08, 15:29
                    > Smutne was czeka zycie, wlacznie z wasza corka.

                    Nie tylko...

                    Stąd się biorą upierdliwe teściowe i wredne babcie.
                    • abasia471 Re: do kici i alicji... 05.12.08, 22:47
                      krzysztof-lis napisał:

                      > > Smutne was czeka zycie, wlacznie z wasza corka

                      Niestety, diagnoza Kszysztofa ma szansę na urzeczywistnienie.
                      Sabina się nie odzywa, bo pewnie już sobie wytłumaczyła nasze
                      krytyczne uwagi. Ma wprawę w tłumaczeniu siebie i oskarżaniu
                      innych. Smutne że ludzie tak sobie niszczą życie. Żal mi dziecka i
                      tego męża, który w oczach Sabiny robi za nieczułego dupka, ale
                      Sabinie też współczuję. Będzie samotną, zgorzkniałą kobietą
                      za "słusznymi" pretensjami do świata.
                • glamourous Sabina... 02.12.08, 17:40
                  Przedmowczynie napadly troche na Ciebie i osadzily, przyznajac racje
                  Twojemu mezowi, Ciebie zas etykietujac jako upierdliwa, zaborcza
                  zonusie, ktora powinna zamknac gebe tudziez swoje potrzeby i
                  oczekiwania na klodke i zaakceptowac modus vivendi meza jako
                  ten "jedynie sluszny". Wydaje mi sie jednak, ze to nie do konca tak
                  wyglada, nie jestes do konca taka straszliwa hetera duszaca
                  biednego, "normalnego" faceta.

                  Z mojego punktu widzenia wyglada to tak, ze Wy sie po prostu zle
                  dobraliscie, jestescie fatalnie dopasowani osobowosciowo i
                  emocjonalnie. Ty wygladasz na osobe o ogromnych potrzebach
                  emocjonalnych, ktora - byc moze z powodu deficytow z dziecinstwa, a
                  moze z powodu takiej a nie innej psychologicznej konstrukcji -
                  cierpi na duzy i wiecznie nie zaspokojony glod milosci, a zwiazek
                  dla Ciebie to fuzja, oddanie i "bycie razem". I byloby pewnie OK,
                  gdybys trafila na takiego jak Ty, troche egzaltowanego romantyka ze
                  wszystkimi emocjami na wierzchu. Jednak zwiazalas sie z dobrym
                  chlopem ktory nie potrafi okazywac uczuc na taka skale jakbys sobie
                  tego zyczyla, do tego lubi towarzystwo kobiet i chyba ludzi w ogole.
                  Rzeczywiscie istnieja faceci, ktorzy inne kobiety traktuja z uwaga i
                  zainteresowaniem, a na zone ledwie spojrza. Moze i Twoj maz do
                  takich nalezy, ale wydaje sie, ze mial zupelne normalne podejscie do
                  kobiet, tylko Twoja reakcja byla najgorsza z mozliwych : zale,
                  pretensje i blaganie o odrobine zainteresowania dolaly tylko oliwy
                  do ognia utwierdzajac meza w przekonaniu ze rzeczywiscie jestes
                  mniej atrakcyjna jako czlowiek od tych innych. Potem juz polecialo -
                  maz szukal oddechu na zewnatrz zwiazku, zas Twoje upominanie sie o
                  bliskosc i narastajaca frustracja zapetlily Was tylko w spirali
                  wzajemnych pretensji.

                  Nie wiem czy kompromis jest mozliwy, bo wydaje mi sie ze od poczatku
                  mieliscie zupelnie inne wizje zwiazku, inne wyobrazenia o wspolnym
                  zyciu, po prostu inne potrzeby emocjonalne. Maz chyba nigdy nie byl
                  zbyt wylewny i fuzyjnie nastawiony, a Ty przed slubem myslalas
                  zyczeniowo, "przysiega milosci", "oddanie" itp, itd. W sumie zeby
                  wyjsc sobie naprzeciw na tym etapie chyba nie obedzie sie bez pomocy
                  psychologa. A nawet i on czasmi okazuje sie bzsilny, bo bywa tak, ze
                  ludzie sa jak ogien i woda i nie potrafia sie nijak dograc do
                  wspolnego, satysfakcjonujacego obie strony zycia.
                  • kiecha3 pytanie..... 02.12.08, 20:28
                    a możesz odpowiedzieć... może nie tyle mnie, co samej sobie.. po co tkwisz w tym
                    chorym związku?
                    Męczysz się ty... meczy się twój mąż... dziecko patrzy na to wszystko i uczy się
                    chorych relacji międzyludzkich...
                    W imię czego tkwicie w tym bagnie...??
                    Co daje ci mąż? - Co ty dajesz mężowi? - bez czego nie moglibyście żyć oddzielnie?

                    Dajcie szansę chociaż własnemu dziecku na bardziej normalne życie...
                • abasia471 Re: do kici i alicji... 02.12.08, 23:38
                  sabin.a napisała:

                  > Abasia - chyba zapominasz po co i dlaczego ludzie sie pobierają -
                  >ano dlatego,że tego chcą i po to by być szczęśliwymi. Żona i mąż
                  >przyjmuja na siebie pewne role, obowiazki - bo tego pragną.

                  Słuchaj, może jestem stara, ale nie na tyle, żeby nie pamiętać tak
                  istotnych rzeczy. Moim zdaniem ty nie do końca pamiętasz o
                  istotnych sprawach. Np o tym, że ślub nie jest aktem własności
                  drugiego człowieka. Dlaczego więc zachowujesz się tak jakby twój
                  mąż był twoją własnością i musiał spełniać wszystkie twoje
                  oczekiwania? Dlaczego patrzysz na niego jedynie poprzez pryzmat
                  własnych pretensji? Dlaczego uważasz się za lepszą?

                  > Nastawieni są ku sobie i dla siebie.

                  Bardzo słuszna zasada, ale ty jej nie realizujesz. Prosty przykład.
                  Zero refleksji z twojej strony, że postępowanie twojego męża może
                  mieć jakieś uzasadnienie, jakieś powody, może być reakcją na twoje
                  działanie. Żadnego zastanowienia czy przypadkiem nie jesteś za coś
                  odpowiedzialna. Całą odpowiedzialność za nieudane małżeństwo
                  zwaliłaś na męża a swoją rolę ograniczyłaś do jedynie słusznych
                  poglądow i pretensji.

                  >Mąż dba o żonę, pragnie z niz przebywać, dzielić się troskami i
                  >radościami - kocha ją.

                  Rozumiem, że twój mąż nie robi tego wszystkiego. A pomyślałaś
                  dlaczego? Być może tak musi się bronić przed twoją zaborczością, że
                  jedyne na co starcza mu potem siły to na izolowanie się i zabawy z
                  córeczką. A może jesteś nudna a on nie ma świadomości, że ma
                  obowiązek się tobą interesować, bo jesteś jego żoną?

                  >I wzajemnie.

                  I jeszcze to. Sposób w jaki piszesz o tym, co kto powinien,
                  świadczy o tym, że trafnie cię oceniłam jako babę wielojajeczną.
                  Doskonale wiesz, co źle robi twój mąż i to on jest pierwszy na
                  liście do powinności małżeńskich. Ty co najwyżej cyt. "I wzajemnie"

                  > Zaś mój mąż chciał tylko mieć sprzątaczkę, kucharkę i kogoś kto
                  >go nie zostawi i nie zdradzi. Sam zaś chciał latac dalej i z
                  >innymi kobietami przeżywać akceptację, czy dreszczyk swieżego
                  >powietrza.

                  A jesteś pewna, że wiesz czego chciał twój mąż? Jak dla mnie, to ty
                  jesteś zbyt pewna, że wiesz lepiej. Coraz bardziej współczuję
                  twojemu mężowi.

                  >Jego mało interesowały sprawy
                  > doczesne - dom, obowiązki i całe to dbanie - stworzony do
                  >wyższych celó. Ja taktóra brała na siebie ciężar codziennych trosk
                  i obowiązków - bo zbyt byłam obowiązkowa.

                  No proszę i już mamy męczennicę jak malowaną. A kto ci kazał być
                  zbyt obowiązkową? Jeżeli wzięłaś na swoje barki całość obowiązków,
                  to nie pochlebiaj sobie, nie jesteś wspaniała, jesteś głupia a za
                  głupotę się płaci. Nie pasuje ci rola bezpłatnej gosposi, to ją
                  zmień, ale nie rób sobie z tego alibi.

                  > Nie mów mi, że po to wyszłam za mąż zeby w samotności iść przez
                  >codziennośći troski, a on po to by mieć zapewniony dom, ale
                  >mentalnie mnie zaniedbywać.


                  Nie mówię, że mąż ma prawo cię zaniedbywać, ale raz jeszcze
                  powtórzę, nie masz prawa traktować meża jak swojej własności.
                  Przestań się tak zachowywać, jakby wyłączną winę za wszystko zło w
                  waszym małżeństwie ponosił twój mąż. Masz w tym swój udział, ale
                  całą winę zrzucasz na niego. Zleź kobito z tego piedestału,
                  przejrzyj na oczy. Twój mąż też może czuje się samotny,
                  rozgoryczony i spragniony akceptacji.

                  > Tylko z Twoja końcówką wypowiedzi jakoś się mogę utożsamić. Zaś
                  >pozostałe przesłanie to jakieś bzdety o autonomii, odrębności,
                  >wolności ... - jakbyś nie znała podstaw jedności w związku.

                  Moja droga, chyba jednak lepiej niż ty znam "podstawy jedności
                  związku" a dowodem na to jest moje udane małżeństwo. Ty zaś masz
                  wiele pychy, mało refleksji i jesteś strasznie zasklepiona w swoich
                  poglądach. Napisałam ten długi post, bo chciałam ci pomóc swoim
                  doświadczeniem, ale ty wybrałaś z niego tylko to, co pasowało do
                  twoich teorii. Myślę, że czeka cię smutne życie. Będziesz miała
                  pretensje, wymagania i coraz więcej goryczy. Jeżeli twój mąż będzie
                  miał odrobinę odwagi i szczęścia, to w końcu cię zosawi i ułoży
                  sobie życie z inną kobietą. Z kobietą, która nie będzie za niego
                  sprzątała, ale też nie będzie robiła na nim wiwisekcji. Z kobietą,
                  która zrozumie, że jego szczęście, zdanie, opinia, jest równie
                  ważne co jej.
                  Koniecznie powinnaś pójść do psychologa i zająć się prostowaniem
                  siebie. Jestem pewna że będziesz miała co robić, bo znam to z
                  autopsji. Różnica między nami jest taka - ja zrozumiałam, że
                  wszystko trzeba zaczynać od siebie a ty odrzucasz tę zasadę.
                  • kicia031 abasia 03.12.08, 13:56
                    Bardzo madre rzeczy piszesz, ja teraz tez dochodze do podobnych
                    wbnioskow do jakich ty doszlas...

                    Czytam posty autorki watku i sie zastanawiam, czy ona aby na pewno
                    jest prawdziwa. Tak jakby zyla w jakims innym swiecie, nie miala
                    dostepu nie tylko do ksiazek czy porad starszych, madrzejszych osob,
                    ale nawet do pism kobiecych, ktore czesto omawiaja taka tematyke, w
                    sposob popularny, to prawda, ale zawsze to jakis punkt wyjscia do
                    refleksji... Niezaleznie od opcji swiatopogladowej, jaka sie
                    reprezentuje, jej oczekiwania sa tak nierealistyczne, podejscie do
                    meza tak kontrproduktywne, ze sie zAastanawiam, czy to w ogole
                    mozliwe... Zwlaszcza ze posty sa pisane w tonie kobiety dojrzalej, a
                    nie nastolatki...
                  • alice734 Re: do kici i alicji... 03.12.08, 15:16
                    Sabin.o, kiedy przeczytałam Twoje posty, nasunęły mi się następujące
                    wnioski, moje subiektywne:
                    Masz bardzo niskie poczucie własnej wartości, przez to jesteś
                    chorobliwie zazdrosna i tą zazdrością zadręczasz męża.
                    Nie masz kontroli nad własnym życiem i emocjami dlatego w chory i
                    zaborczy sposób chcesz kontrolować życie męża, kontrolować jego
                    mysli i uczucia. Mąż nie ma prawa mieć nic swojego.
                    Masz bardzo silny, niezaspokojony głód uczuć i przekonanie, że mąż
                    ma go zaspokoić, ma Ci dać to, czego nie dali rodzice, ani Ty sama
                    sobie nie dałaś i nie umiesz dać. Nikt takiego ciężaru nie udźwignie.
                    Chcesz z mężem rozmawiać, bo ,,masz swoje racje i dużo pretensji do
                    niego" Jeżeli to jest Twoja motywacja do rozmowy, to nie dziw się,
                    że mąż przed Tobą ucieka. Ty chcesz go przesłuchiwać i atakować a on
                    ma się pokajać i zrobić tak, jak Ty chcesz. Wylewasz na niego swoje
                    żale i pretensje, których masz coraz więcej i więcej, bo on na nie
                    nie reaguje. Nawet jeżeli pewne Twoje pretensje są uzasadnione, to
                    wyrażając je w takiej formie jak Ty to robisz NIE MASZ SZANS na
                    porozumienie. Jeśli tego nie zrozumiesz i nie zaczniesz zmiany od
                    samej siebie Twoje małżeństwo się rozleci. Twoje dotychczasowe
                    postępowanie doprowadziło tylko do tego, że mąż od Ciebie uciekł
                    emocjonalnie i fizycznie. Emocjonalnie zamknął się na Ciebie i nawet
                    fizycznie woli przebywać w innym pokoju niż z Tobą. Jeżeli chcesz
                    ratować to małżeństwo, to musisz otworzyć oczy i zobaczyć to, czego
                    nie widzisz, a co widzą postronne osoby w tym wątku. Tylko, że sama
                    sobie bez pomocy psychologa nie poradzisz, dlatego moja rada jest
                    taka, żebyś udała się tam jak najszybciej.
                    Przeczytaj jakąś książkę o sztuce porozumiewania się w związku, o
                    psychice mężczyzny. Choćby ,,Mężczyżni są z Marsa a kobiety z
                    Wenus". Wbrew tytułowi to mądra i życiowa książka.
                    Mężczyźni nie szukają w związku ,,jedności", a raczej uciekną przed
                    taką wizją związku. Mężczyzna potrzebuje swobody i niezależności,
                    ale nie rozum tego w sensie nielojalności. Oczekiwanie, że stopisz
                    się z mężem w jedność jest nierealne i przynosi Ci tylko frustrację
                    i rozgoryczenie, pogłębia przepaść między wami i powoduje ucieczkę
                    męża od Ciebie. On nie może udźwignąć Twoich oczekiwań, pretensji i
                    Twojej zazdrości. Ma prawo podobać mu się pani w telewizji albo na
                    ulicy, ma prawo uśmiechać się do koleżanek, to nie jest nic złego a
                    Ty przesłuchujesz go na taką okoliczność? Co on ma Ci powiedzieć?
                    Może tylko kłamać, bo prostej zwyczajnej prawdy nie zniesiesz.
                    Osaczyłaś go jak wampir energetyczny i sama wykopałaś grób na wasze
                    małżeństwo.
                    Oczywiście, że nie wszystko jest Twoja winą, za związek
                    odpowiedzialne są dwie osoby. Lecz przyjmij do siebie swoja część
                    tej odpowiedzialności.
                    • sabin.a Re: do kici i alicji... 07.12.08, 12:52
                      Witam serdecznie po okresie nieodzywania się!
                      Dobrze mi się tu z Wami rozmawia, choć zasypujecie mnie raczej negatywnymi
                      opiniami (choc nie wszyscy).
                      Dziwi mnie skąd taka determinacja - mój mąż zyskał sympatię - ja antypatię. I w
                      życiu też tak jest - biedny mąż, ktróy na każdym kroku pokazuje przed swoimi
                      koleżankami w pracy jaki to nieszczęśliwy - szybciutko jest pocieszany przez
                      nie. Jakież kobietki (a zwłaszcza te młodziutkie) sa głupie, ślepe i bezkrytyczne.

                      Może kilka faktów i przykładów poddam Waszej analizie:
                      1. Ad. dbania o dom, brania na siebie obowiązków - że nikt mi nie kazał.
                      Np kwestia mycia samochodu. Myłam swój samochód co tydzień. kiedy poprosiłam
                      męża to zdarzało się, ze mi umył ale tylko po wierzchu z zamknietymi drzwiami.
                      Swój samochód mył raz na pół roku - nie trudno sobie wyobrazić że strach było
                      wsiadać do srodka. Miał swoja teorię - że np. karoseria sie psuje jak się zbyt
                      często myje.
                      Od czasu zaś jak dostał samochód służbowy myje go co tydzień i nie trzeba mu
                      przypominać.

                      Podobnie z ubieraniem - nigdy nic sobie nie kupił, jak ja chciałam mu kupić to
                      nic nigdy nie potrzebował, w ogóle nie dbał o wygląd i strój. Dopiero kiedy w
                      nowej pracy koleżanki zaczęły go "oglądać" zaczął "ubierać się".

                      Kwestia zazdrości. Mój mąż powiedział mi, ze inne kobiety stroją się, ubierają
                      miniówki lub dekolty po to by faceci patrzyli się na to. Kiedy stwierdziłam, ze
                      w takim razie ja też będę się stroić dla innych - to nie spodobał mu się ten pomysł.
                      Powiedzcie Panie, które mnie tu strofujecie - czy chciałybyście aby Wasz facet
                      tak patrzył na kobiety? A gdzie Wasze miejsce w tym wszystkim?
                      Ja idę z mężem gdziekolwiek, a on zachowuje się jakby mnie nie było - patrzy na
                      inne jak na obiekty seksualne. Nie wiem do końca, bo on nie jest konsekwentny w
                      swoim działaniu czy może poglądach. Z jednej strony patrzy na te kobiety
                      (wiadomo - te które chcą coś pokazać facetom), bo one tego oczekują (tak mi to
                      przedstawił) i chyba nie chce ich zawieść. A z drugiej strony "odwraca" wzrok
                      (tak mi tez mówi) i sprawdza (patrząc na mnie) jak ja reaguję.

                      A wiecie co? Ja bym z kolei (jako też kobieta i jego żona) oczekiwała żeby on
                      patrzył na mnie "normalnie", specjalnie nie mówią z miłością. I żeby tez
                      normalnie patrzył na inne kobiety.

                      Nie wiem czy jasno napisałam o co mi chodzi w całej tej sytuacji związanej z
                      zazdrością i patrzeniem przez mojego męża na inne kobiety. W razie czego proszę
                      dopytac.

                      Jeśli chodzi o dziecko.
                      Ta cała afera z dzieckiem, z tym ze woli z nią przebywać i że jest całym jego
                      swiatem.
                      Dla mnie są to zachowania psychopatyczne.
                      Dzisiaj ona nie jest już całym jego swiatem.
                      Owszem bawi się z nią, myje, kładzie spać.
                      Ale ja równiez to robię i mężowi zupełnie jest na rękę, kiedy przez 2 godziny ja
                      się wieczorem nią zajmuję a on może w tym czasie zająć się komputerem.

                      Zarówno w miłości do dziecka jak i w miłości do bliźniego należy zachować
                      równowagę. A mój mąż ma skłonność do bronienia jak wilk niewinności np.
                      kasjerki, która specjalnie pochyla się bez powodu w celu pełniejszego
                      wyeksponiowania swojego wydekoltowanego biustu. On zachowuje się jak nastolatek,
                      który peszy się i dowartościowuje jak spojrzy na niego 15-20 lat młodsza
                      dziewuszka. Nawiasem mówiąc może być tez starsza - byle by miała w sobie to coś
                      co na niego działa.

                      W kwestii "wrednej" teściowej czy babci.
                      Wychowano mnie w tonacji nie wtrącania się w sprawy młodych, którzy się pobrali,
                      a i babcia nie wtrąca się w życie mojej rodziny.
                      Każdy wie jak przykład i nabyte zasady z dzieciństwa mają wpływ na dorosłe
                      życie. Więc spokojna głowa.

                      Obawiam się raczej o los mojej córki. Bo nie wiem jakie ona wpoi zasady, jeśli
                      słyszy od swojego ojca, że kobiety - czyjeś córki, matki, żony stroją sie po
                      to aby robić wrażenie i aby je oglądali inni faceci - czyiś tatusie, mężowie.
                      Nie chciałabym żeby ona kiedyś podwalała się do czyjegoś męża i nie chciałabym
                      aby będąc czyjąś kiedyś zoną uważała, że ma się stroić i flirtować z innymi
                      facetami, a nie ze swoim mężem.

                      Jeśli chodzi o posiadanie własnych zainteresowań, własnego świata
                      - niewieszanie się na mężu.
                      Otórz po dosć długim czasie takiej walki z mężem o jego zaangażowanie w moją
                      osobę zmieniłam "taktykę". Zaczęłam wychodzić z koleżankami na ciastko, pogadać,
                      pośmiać się. Zaczęłam oglądać filmy, by wypełnić swoje pragnienia fabułą - by
                      radzić sobie depresją samotności. Podjęłam studia - okazało się bardzo
                      wyczerpujące - ale pracowałam wzbogacając tym samym swoje wnętrze ciekawymi
                      informacjami - a i z mężem można było zamienić kilka słów na pasjonujące tematy
                      (też go interesujące).
                      I tak rosłam w budowaniu własnego świata, gdzie mój mąż "odzyskiwał" przestrzeń
                      (bo wcześniej moja miłość dusiła go), w pewnym sensie uniezależniałam się i
                      równocześnie starałam sie by on "czuł się dobrze" tzn zachęcałam go do wyjść i
                      wyjazdów integracyjnych, nie wypytywałam o nic (nie tolerował tego), namówiłam
                      do pójścia na angielski, zachęcałam do "lepszego" ubierania się. I wierzyłam, że
                      jest tak jak mówił, wierzyłam w każde jego słowo, bo przeciez wmawiał mi że
                      kocha, że mówi prawdę.
                      No i co się okazało?
                      Nie doczekałam się aby on zaczął ze mną rozmawiać tak z własnej chęci i woli
                      niewypytywany.
                      Oddalił się ode mnie a zbliżył z inną.
                      Okłamywał mnie - kiedy szłam na zajęcia uśmiechnięty dawał mi buzi, a ja
                      wierzyłam, ze zostaje w domu i zajmuje się czymś wartościowym. Pisał do niej
                      smsy - oczywiście nie przyznał się do tego (dowiedziałaam się od niej). Nie
                      przyznaje się do niczego, choć wyjeżdżał w soboty pod jej blok i zabierał ją do
                      pracy - bo dziwnym zbiegiem okoliczności akurat mieli potrzebę popracowac w
                      sobotę (kiedy ja akurat miałam zajęcia.
                      Wersja dla mnie była taka - żadne kobiety nie interesuje go w ogóle i z zadnymi
                      nie ma zadnych kontaktów..

                      Powiedział mi, ze moje studia zniszczyły nasz związek, że go nie kochałam, że
                      nie miałam dla niego czasu, że miał problemy a mnie nie było.
                      O zadnych problemach mi nigdy nie wspomniał. Za to nie mógł wytrzymac nawet
                      jednej godziny w sklepie ze mna na zakupach, tak go to nużyło, niecierpliwiło ...
                      Potem dowiedziałam się jeszcze, ze jej pomagał, że "uganiał się za tymi
                      małpami", "że nie miał doświadczenia z kobietami", że "łączyło ich wiele", że
                      "są podobni nie mogliby razem żyć", .....
                      Mąż nie przyznaje sie do romansu, do zdrady ale jest zbyt wiele pytań,
                      niedokończonych zdań, zbyt wiele sprzeczności w faktach i wypowiedziach z jego i
                      jej strony.

                      Straciłam do niego zupełnie zaufanie. świat mi sie usunął spod nóg. A on nie
                      robi nic żeby zmienić poprawic ten stan. zrobi wszystko żeby prawda nie wyszła
                      na jaw.
                      Kiedy się do niej przybliżam atakuje mnie, poniża, obrzuca błotem.

                      Po co ja tu w ogóle piszę?

                      Ano przez dziecko.
                      Jesteście bardzo mądrzy, macie doświadczenie - prosze doradźcie mi.
                      Dziecko prawie 5letnie jest z nami od dwóch lat. Właśnie w tym czasie - rok temu
                      dowiedziałam się o tym że mąż mnie okłamywał, oszukiwał.
                      Dla dobra dziecka trzeba zyć w zgodzie i miłości. Zaś kłótnie są przeciętnie co
                      kilka dni u nas. Więc należało by się rozejść. Ale jak to zrobić - wspólny dom,
                      który nagle stał się domem tego dziecka. Ona kocha, potrzebuje spokoju i
                      bezpieczeństwa na różnych płaszczyznach.
                      Dla niej jest jeszcze zawcześnie żeby się to wszystko rozleciało - ten dom, ta
                      rodzina. A może się mylę.
                      Załatwiłam terapię od połowy stycznia (mój mąż nie pofatygował się żeby cos
                      załatwić - za to usłyszałam od niego jeszcze przed moimi studiami, że nie będzie
                      nad niczym pracował, zastanawiał się).
                      Ale nie wierzę w powodzenie tej terapii.
                      Każdy kto zna założenia powodzenia terapii i naszą sytuację poglądowo-uczuciową
                      zgodziłby się ze mną.

                      Boje się, ze nie ma wyjscia z tej sytuacji.
                      Pocieszam się, bo czasem ludzie piszą że w sutuacji beznadziejnej znalazło się
                      wyjście.

                      Życie prze te 15 lat z mężem nie było dla mnie łatwe. Nie rozwiodłam się bo tego
                      nigdy nie brałam pod uw
                      • sabin.a Re: do kici i alicji... 07.12.08, 13:33
                        Życie prze te 15 lat z mężem nie było dla mnie łatwe. Nie rozwiodłam się bo tego
                        nigdy nie brałam pod uwagę ze względu na wiarę w nierozerwalność małżeństwa.
                        może dla niektórych śmieszne poglądy, a dla mnie to świętość.
                        Z resztą mąż tez wierzy/ł w nierozerwalność ale w tych ostatnich latach często
                        mówił o rozstaniu (dopiero później po roku przeczytałam jak pisał do tamtej
                        kobiety "nie moglibyśmy razem żyć" - tzn pisał do niej rok po tym jak do mnie
                        mówił, ze nad niczym nie będzie pracował i jak mi się nie podoba to się
                        rozwiedźmy, rok po tym jak zaczęło się jego "bajerowanie" koleżanek - bo tak też
                        wypowiedział się jego kolega).

                        Teraz sytuacja jest jeszcze trudniejsza, bo:
                        - jest dziecko
                        - nie mogę się pozbierać po tym jak mój mąż mnie oszukał
                        - walczę ze sobą i z nim o godne życie - on szantażuje mnie, że to ja jestem
                        winna temu co on zrobił; często poniża ...
                        - jest wspólny dom, kredyt
                        - chciałabym zwyciężyć, wygrać rodzinę ale z nim się nie daje - jest obłudny,
                        chamski, prowokuje, dręczy np. właśnie w tej chwili mówi do mnie, ze ja
                        chodziłam na studia z chłopakiem (3 razy jechałam z nim w tramwaju, może 5 i
                        kilka razy rozmawiałam na zajeciach - byliśmy w innych grupach - z reszta
                        choćbym nawet jeździła z nim za każdym razem, to co? - opowiadałam swojemu
                        mężowi o tym koledze aż odpowiadał, ze go to nie interesuje). Mówi mi to jako
                        zarzut, ze ja nie chciałam aby on woził samochodem koleżankę z pracy i do pracy
                        (i spowodowałam że przestał ją wozić). A dlaczego o to zadbałam? Bo mnie
                        oklamywał - mówił, że ją zbywa, zniechęca do jeżdżenia z sobą, że sie prawie w
                        ogóle w czasie jazdy do niej nie odzywa - zaś na prawdę świetnie mu się z nią
                        gadało, cały czas żarciki, śmiechy, opowiadał jej o pracy - buzia mu się prawie
                        że nie zamykała, również zaczął się do niej użalać jak mu to się nie chce żyć. A
                        teraz, od pół roku płacze, ze mu "nie pozwoliłam" ją wozić. A zanim zaczął ją
                        wozić powiedział, że nie ma takiej możliwości aby jeździła z nim.
                        Jednym słowem obłuda i zakłamanie.

                        - mam przypiętą łatkę zazdrośnicy - i sami widzicie jak dyskwalifikuje się od
                        razu takie osoby, które są zazdrosna. nie chce się poznać faktów, każdemu wydaje
                        sie ze jak ktoś jest zazdrosny, to już rujnuje tej drugiej osobie świat. a ja
                        bym powiedziała, ze jak ktoś w ogóle nie jest zazdrosny to dopiero rujnuje.
                        Ja pragnęłam żeby mój mąż okazywał mi uczucie również przed innymi, żeby
                        opowiadał mi o wszystkim (bardzo oględnie się wyrażając),a on odpowiadał, że
                        jego nie interesuje co ja w pracy robię, że jego nie interesuje o czym, z kim
                        rozmawiam, jakie mam koleżanki i kolego=ów i ze tego samego oczekuje ode mnie.
                        Powiedzcie co to za związek w którym ludzie mają sie nie interesować prawie
                        niczym co dotyczy drugiej osoby.
                        Ja myslę, ze on po prostu czuł się pewnie, ze ja go nie zdradzę, że jestem taka
                        wierna jak pies zapatrzona w niego i mówił że go nie interesują moje relacje z
                        innymi mężczyznami po to, aby on miał wolną rękę.
                        Z resztą co to w ogóle za zasada narzucona dla własnej wygody...

                        - noszę w sobie ból kobiety, która nie urodziła, której zabrano tę możliwość, bo
                        mam 42 lata i juz nie zdążę - mąż nie wspierał mnie w kilkuletnich leczeniach
                        choć on ma potężny wkład w ten brak rodzonego ....
                        Ten ból paraliżuje mnie, jeszcze bym chciała spróbować, nie mam wsparcia żadnego
                        - on juz naście lat temu lekko wypowiedził "dziecko kupi się w sklepie"
                        Przepraszam za długość wpisu... może ktoś przeczyta, zrozumie, coś dostrzeże ....

                        Dziękuję za wszelkie opinie, nawet te najostrzejsze, które w pierwszym momencie
                        napełniają mnie gniewem niesprawiedliwości
                        • abasia471 Re: do kici i alicji... 07.12.08, 15:39
                          Sabino, przeczytałam bardzo uważnie Twoją wypowiedź i jeżeli
                          pozwolisz podzielę się swoimi refleksjami. Mam świadomość, że
                          oceniłam Cię krytycznie, ale uwierz mi, że nie powodowała mną chęć
                          dokuczenia Ci. Wprost przeciwnie, bardzo chciałam Ci pomóc.
                          Pamiętam jeszcze swoje rozgoryczenie i to jak bardzo się nad sobą
                          litowałam, więc rozumiem Twoje emocje. Jednak mam pewność, że
                          użalanie się nad sobą, mnożenie pretensji i idealistyczne wizje
                          małżeństwa prowadzą donikąd.
                          A teraz kilka moich uwag.
                          Odniosłam wrażenie, że jesteś małostkowa w swoich ocenach.
                          Naprawdę nie masz świadomości, że 90% facetów miga się od domowej
                          roboty? Co Ci przeszkadza, że Twój mąż jeździ brudnym samochodem?
                          Nad wszystkim musisz mieć kontrolę, wszysko musisz organizować,
                          oceniać? Dlaczego dziwisz się, że Twój mąż chce się podobać?
                          Większość facetów puszy się przed obcymi kobietami, ale mądre żony
                          umieją to zaakceptować. A nie pomyślałaś, że Twój mąż może bardzo
                          potrzebować uznania, akceptacji, podziwu i dlatego tak namolnie
                          przywiązuje się do opinni koleżanek? Ma świadomość, jak Ty go
                          oceniasz, więc tego czego mu brakuje szuka u innych. Naprawdę masz
                          niczym nie zachwianą pewność, że jest wyrachowany i nieczuły? Skąd
                          wiesz lepiej jakie są jego motywacje? Jeżeli oceniasz go tylko
                          negatywnie, to nawet bezwiednie, ale dajesz mu to odczuć. Jeżeli
                          chcesz coś naprawiać w waszym małżeństwie, to spróbuj inaczej
                          spojrzeć na męża. Poszukaj tego co w nim dobre. Z takim
                          nastawieniem jak obecnie nie masz szans na korzystne dla was obojga
                          zmiany. Nie projektuj zdrady, bo nie masz pewności a swoim
                          zachowaniem możesz ją wykrakać.
                          Nie dziel włosa na czworo, nie analzuj każdej sytuacji pod kontem
                          wystawienia mężowi oceny. Wymusiłaś na nim rezygnację z podwożenia
                          koleżanki, ale nawet jeżeli to było uzasadnione, to dlaczego się
                          dziwisz, że on czuje się jakoś ograniczany? Miał miłe towrzystwo, z
                          którego na Twoje żądanie zrezygnował, więc może doceń to. Powiedz
                          mu, że szanujesz fakt, że dla Twojego spokoju zrobił to o co go
                          prosiłaś. Czy to takie trudne? Zamiast kolejnego wyrzutu poszukaj
                          czegoś za co mogłabyś męzowi podziękować. Może to być drobiazg, to
                          co do tej pory uważałaś za oczywiste. Co szkodzi powiedzieć:
                          Dziękuję kochanie, że wykąpałeś małą, bo mnie się już nic nie
                          chciało. Dziękuję, że uprzedziłeś o spóźnieniu, bo martwiłabym się
                          o ciebie. ITD, ITP..................
                          Nie oczekuj, że pretensjami wymusisz zainteresowanie i miłość. To
                          że jesteście małżeństwem nie oznacza, że mąż z obowiązku będzie Cię
                          kochał i podziwiał. Na wszystko trzeba sobie w życiu jakoś
                          zapracować, bo tylko miłość rodzicielska jest bezwarunkowa,
                          uwarunkowana instynktowanie. Gdyby Twojemu mężowi było z Tobą
                          naprawdę dobrze, to mniej ekscytowałby się koleżankami i bardziej
                          interesowałoby go co robisz i co myślisz. Jednak ty zamiast to
                          zrozumieć zasklepiasz się w słusznych pretensjach i masz żal. A
                          może zamiast zarzutów powiesz mu sama coś miłego. Możesz przecież
                          pochwalić jego wygląd. Zachwycić się jakimś drobiazgiem. Zachować
                          się w stosunku do niego tak, jak jego koleżanki, które się
                          zachwycają z założenia a niekoniecznie z uzasadnionego powodu.
                          Zastanów się może czy naprawdę zależy Ci na mężu do tego stopnia,
                          żeby zmienić swoje nastawienie i zawalczyć o to małżeństwo.
                          Tak czy inaczej powinnaś skorzystać z terapii. Nawet jeżeli mąż się
                          nie zdecyduje, Ty powinnaś pójść i przyjrzeć się sobie. Męża na
                          siłę nie zmienisz, ale siebie możesz. Ta wiedza bardzo Ci się
                          przyda a gdybyś zdecydowała się szukać innego partnera, to pozwoli
                          Ci uniknąć błędów popełnionych w tym małżeństwie. Nie wykluczam, że
                          nie za bardzo do siebie z mężem pasujecie. Nie uważam też, że Twój
                          mąż jest ideałem i nie ponosi żadnej winy za to, co się między wami
                          dzieje, ale jeżeli chcesz z nim być, to zrezygnuj z wypominania mu
                          wszystkiego. Faceci mają trochę kłopotu z emocjami, ciężko
                          dorośleją, ale taka ich uroda, więc trzeba się z tym liczyć.
                          Moim zdaniem, to co masz do zrobienia na dzisiaj, to zaprzestanie
                          wypominków i zajęcie się sobą. I koniecznie powinnaś zrozumieć, że
                          małżeństwo to związek dwóch osób a nie monolit, więc jak coś jest
                          nie tak, to wina jest wspólna. Czy chcesz, czy nie, to jesteś
                          częściowo winna temu co się dzieje. Stopień winy, Twój i Twojego
                          męża, może być różny, ale odpowiedzialność za niepowodzenie jest
                          wspólna. Nie mierz aptekarską wagą, co kto komu dał albo nie dał.
                          Chcesz ratować małżeństwo sama dawaj. Dawaj uśmiech, akceptację,
                          stawiaj mądre granice i udowadniaj, że jesteś fajną kobietą, z
                          którą warto być. Na ocet głupiej muchy nie złapiesz a co dopiero
                          człowieka. Chcesz być szczęsliwa dawaj miód. Nawet jeżeli to nie
                          jest łatwe a poczucie skrzywdzenia dopomina się o swoje, warto
                          przekraczać siebie i robić to co daje szczęście. Ja tak robię i
                          jestem szczęśliwa. Teraz mój mąż okazuje mi dużo serca, zabiega o
                          mnie a przecież kiedyś było tak, że starał się mnie ominąć, jak
                          najszerszym łukiem. Życzę Ci takiej odmiany losu i mam nadzieję, że
                          to szczere życzenie się spełni. Jednak warunkiem koniecznym do
                          zmiany jest Twoja postawa, Twoje mądre działanie. Powodzenia.
                      • kicia031 Re: do kici i alicji... 12.12.08, 10:24
                        Kwestia zazdrości. Mój mąż powiedział mi, ze inne kobiety stroją
                        się, ubierają
                        miniówki lub dekolty po to by faceci patrzyli się na to. Kiedy
                        stwierdziłam, ze
                        w takim razie ja też będę się stroić dla innych - to nie spodobał mu
                        się ten pomysł.
                        Powiedzcie Panie, które mnie tu strofujecie - czy chciałybyście aby
                        Wasz facet
                        tak patrzył na kobiety? A gdzie Wasze miejsce w tym wszystkim?
                        Ja idę z mężem gdziekolwiek, a on zachowuje się jakby mnie nie było -
                        patrzy na
                        inne jak na obiekty seksualne. Nie wiem do końca, bo on nie jest
                        konsekwentny w
                        swoim działaniu czy może poglądach. Z jednej strony patrzy na te
                        kobiety
                        (wiadomo - te które chcą coś pokazać facetom), bo one tego oczekują
                        (tak mi to
                        przedstawił) i chyba nie chce ich zawieść. A z drugiej
                        strony "odwraca" wzrok
                        (tak mi tez mówi) i sprawdza (patrząc na mnie) jak ja reaguję.

                        A wiecie co? Ja bym z kolei (jako też kobieta i jego żona)
                        oczekiwała żeby on
                        patrzył na mnie "normalnie", specjalnie nie mówią z miłością. I żeby
                        tez
                        normalnie patrzył na inne kobiety.

                        Nie wiem czy jasno napisałam o co mi chodzi w całej tej sytuacji
                        związanej z
                        zazdrością i patrzeniem przez mojego męża na inne kobiety. W razie
                        czego proszę
                        dopytac.

                        A mój mąż ma skłonność do bronienia jak wilk niewinności np.
                        kasjerki, która specjalnie pochyla się bez powodu w celu pełniejszego
                        wyeksponiowania swojego wydekoltowanego biustu. On zachowuje się jak
                        nastolatek,
                        który peszy się i dowartościowuje jak spojrzy na niego 15-20 lat
                        młodsza
                        dziewuszka. Nawiasem mówiąc może być tez starsza - byle by miała w
                        sobie to coś
                        co na niego działa.


                        Obawiam się raczej o los mojej córki. Bo nie wiem jakie ona wpoi
                        zasady, jeśli
                        słyszy od swojego ojca, że kobiety - czyjeś córki, matki, żony
                        stroją sie po
                        to aby robić wrażenie i aby je oglądali inni faceci - czyiś tatusie,
                        mężowie.
                        Nie chciałabym żeby ona kiedyś podwalała się do czyjegoś męża i nie
                        chciałabym
                        aby będąc czyjąś kiedyś zoną uważała, że ma się stroić i flirtować z
                        innymi
                        facetami, a nie ze swoim mężem.

                        Wieszco, pisze to bez zloscliwosci - ale szukaj jak najszybciej
                        profesjonalnej pomocy. Zamienilas juz w pieklo wlasne zycie i to juz
                        jest dobry powod, zeby udac sie do kompetentnego psychologa.

                        Ale jak czytam o twojej zazdrosci o corke - dziecko jak piszesz - i
                        o twoich znartwieniach dotyczacych przypominam 5-latki, ze bedzie
                        sie zbyt wyzywalajaco ubierac, to jeza mi sie wlosy na glowie ze
                        strachu. Prezed tym, co ty mozesz zrobic temu dziecku, ktore i tak
                        jest przez los skrzywdzone.
                        • sabin.a Re: do kici i alicji... 12.12.08, 14:16
                          kicia031 napisała:
                          >
                          > Wieszco, pisze to bez zloscliwosci - ale szukaj jak najszybciej
                          > profesjonalnej pomocy. Zamienilas juz w pieklo wlasne zycie i to juz
                          > jest dobry powod, zeby udac sie do kompetentnego psychologa.
                          >
                          > Ale jak czytam o twojej zazdrosci o corke - dziecko jak piszesz - i
                          > o twoich znartwieniach dotyczacych przypominam 5-latki, ze bedzie
                          > sie zbyt wyzywalajaco ubierac, to jeza mi sie wlosy na glowie ze
                          > strachu. Prezed tym, co ty mozesz zrobic temu dziecku, ktore i tak
                          > jest przez los skrzywdzone.
                          >
                          >

                          Nie wiem, czy złośliwie to piszesz czy może bezmyślnie. Nie wiem po co w ogóle
                          zabierasz głos kicia31 skoro nie masz nic rozsądnego do napisania. Jak
                          zauważyłam napadasz w swoich wypowiedziach na kolejne osoby. Twoje poglądy są z
                          pogranicza wolności obyczajowej. Wyglądasz na zgorzkniałą osobę lub bez zasad.

                          Martwię się o wychowanie córki. I to jest normalne zachowanie. I tak zamierzam
                          ją uczyć - subtelności, skromności, szacunku do innych. Również w kwestii ubioru
                          - chcę jej wpoić pewne zasady - stosowny ubiór odpowiedni do okazji i sytuacji.
                          Wiesz - różnie się ludzie ubierają - niektórzy wyzywająco, ordynarnie, inni ze
                          smakiem, schludnie i po prostu ładnie. Różnie ludzie się zachowują - niektórzy
                          umieszczają swoje nagie fotki w internecie inni tego nie robią. Niektórzy ludzie
                          zdradzają swoich partnerów inni nie.

                          I ja bym chciała tak wychować swoje dziecko żeby należało do tych drugich. I ta
                          decyzja należy do mnie - na szczęście ty nie masz na to wpływu.

                          Mój mąż nie podziela moich poglądów w wielu kwestiach i tu widzę problem, bo
                          trzeba wychowywać dziecko jednym frontem, a z nim trudno jest cokolwiek
                          ustalić, bo nie lubi się do niczego zobowiązywać, za niczym opowiadać jednoznacznie.

                          Moje dziecko nie jest skrzywdzone przez los. Jest cudowną dziewczynką z
                          uśmiechniętą buzią, z przeogromnym poczuciem humoru i pragnieniem dawania i
                          otrzymywania miłości.
                          I może ci włos się jeżyć na głowie - ale nie ze strachu lecz z zachwytu nad
                          zawiłością życia i paradoksalności wyroków losu, że tyle szczęścia może
                          zakwitnąć na tzw. bezmyślnie krzywdzie.

                          Nie o zazdrość moją o dziecko tu chodzi w opisanym w pierwszym poście zachowaniu
                          męża, lecz o jego brak dojrzałości jako męża i ojca i człowieka. To on stosuje
                          różne prymitywne metody - choćby ucieczka pod skrzydła bezkrytycznej miłości
                          dziecięcej. Jak ślepiec nie widzi jaką krzywdę można wyrządzić dziecku promując
                          niewłaściwe wzorce.
                          Boi się prawdy, boi się sam siebie i mnie. Za dużo jest we mnie nieprzejednanej
                          prawości i nie dam się nagiąć ani tobie kicia031 ani mojemu mężowi ani nikomu na
                          tzw. większościowe normy społeczne.

                          Moje życie toczy się i na nic je nie zamienię, bo jest jedno i niepowtarzalne.
                          Piekło czasami, nieraz częściej towarzyszy mi za dnia i w nocy, zwłaszcza kiedy
                          nie idzie się w żaden sposób porozumieć z mężem, kiedy zachowuje się jak furiat,
                          zupełnie niezrównoważony emocjonalnie. Omotana bólem samotności osoby będącej w
                          związku nieraz przezywałam piekło, a jeszcze większe będąc dręczoną i posądzaną
                          o urojenia przez osobę najbliższą.
                          Ale oczy mam szeroko otwarte i dostrzegam jeszcze błękit nieba.
                          I mam tez nadzieję na ucywilizowanie męża, choć wymaga to ode mnie niesamowitej
                          samodyscypliny, bo jak tu się nie wkurzać, kiedy ten drugi człowiek każdy
                          poważniejszy problem rozwiązuje stwierdzeniem "jak mnie tu nie będzie, to wtedy
                          oczy ci się otworzą" albo "ty i tak tego nie zrozumiesz".

                          dziękuje za uwagę
                          • kicia031 Re: do kici i alicji... 12.12.08, 14:45
                            Twoje poglądy są z
                            > pogranicza wolności obyczajowej. Wyglądasz na zgorzkniałą osobę
                            lub bez zasad.

                            Taka wypowiedz z twoich ust to komplement, dziekuje. Tak, jestem za
                            wolnoscia, bo wolnosc wyboru jest warunkiem moralnosci.

                            I ja bym chciała tak wychować swoje dziecko żeby należało do tych
                            drugich. I ta
                            > decyzja należy do mnie - na szczęście ty nie masz na to wpływu.

                            Od razu widac, ze nie jestes zbyt doswiadczona matka, bo bys
                            wiedziala, ze takim podejsciem mozesz wygenerowac co najwyzej
                            odwrotna reakcje ze strony swojej corki. ale jak slusznie piszesz,
                            to nie moj problem. Moje 16 letnie dziecko jest swietnie wychowane,
                            bo nie musi sie buntowac przeciw matce w postaci control freaka. a
                            tobie zycze dobrej zabawy.

                            Za dużo jest we mnie nieprzejednanej
                            > prawości i nie dam się nagiąć ani tobie kicia031 ani mojemu mężowi
                            ani nikomu n
                            > a
                            > tzw. większościowe normy społeczne.

                            Alez ja cie nie zamierzam do niczego naginac. Zglaszasz na forum
                            swoj problem, wiec slyszysz porady, ktore sa motywowane
                            bezinteresowna checia pomocy. To sie obrazasz, bo ty masz zawsze
                            racje i postepujesz zawsze slusznie i z niezachwiana prawoscia,
                            hihihi?
    • mam_na_nia_alergie Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 11.12.08, 16:46
      Witam :)
      Sabina nie przejmuj się tym co gadają te wszystkie stare baby, które
      przyzwyczaiły się już do tego że są mało ważne i nikt nie poświęca im choćby
      krzty uwagi. Twój problem jest aspektem nad którym się czesto zastanawiałam,
      myśląc co by było gdyby....mój mąż kochał bardziej dzieci odemnie...i
      wymyśliłam...nie chce mieć dzieci i po problemie. W Twoim przypadku na taką
      decyzję juz za późno, ale całkowicie Cię rozumiem. Bo tak samo mąż jak i żona
      powinni być dla siebie najważniejsi. A zaraz potem dzieci. Możnaby to np,
      sprawdzić co sie stanie gdy matka rodzaca dziecko, albo je urodzi i umrze albo
      nie urodzi i bedzie żyć. Ciekawe kogo wybierze mąż. Ja ze swoim rozmwiałam
      wielokrotnie na ten temat. Że gdyby jakimś ciężkim lichem zdarzyło się nam
      dziecko i taka sytuacja to on zawsze wybierze mnie. Zona to żona a dzieci to
      dzieci. W Twojej jednak sytuacji gdy takiego zagrożenia niema, twój mąż jest
      poprostu egoistą bo robi to specjalnie. Wiem bo np. mój ojciec robi coś
      podobnego ze swoim wnukiem i mną. Znaczy próbuje ustawić tak sytuacje bym się
      sprzeciwiła lub raczej wyraziła swoja dezaprobate po to by potem powiedzieć że
      jestem o niego zazdrosna i mnie tak poniżyć. To samo robił w stosunku do mojego
      mężczyzny. To są żałosne machlojki i zupełnie niepotrzebne. On chce się poczuć
      lepiej poniżając Ciebie i wmawiając Ci najgorsze(jego zdaniem) uczucia takie jak
      zazdrość o dziecko.
      • abasia471 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 12.12.08, 02:17
        mam_na_nia_alergie napisała:

        > Sabina nie przejmuj się tym co gadają te wszystkie stare baby,
        które przyzwyczaiły się już do tego że są mało ważne i nikt nie
        poświęca im choćby krzty uwagi.

        Witam, to ja stara baba. Rozczaruję cię, bo mimo tego, że jestem
        stara, mam dzieci i nie uważam się za pempek świata, mój mąż bardzo
        się mną interesuje. Tak więc masz dowód, że twoja teza jest
        fałszywa.

        >Twój problem jest aspektem nad którym się czesto zastanawiałam,
        > myśląc co by było gdyby....mój mąż kochał bardziej dzieci
        odemnie...i wymyśliłam...nie chce mieć dzieci i po problemie.

        I chwała Bogu, że tak wymyśliłaś. Naprawdę nie wszyscy muszą mieć
        dzieci. Są tacy którzy się nie nadają na rodziców i ty chyba do
        nich należysz. Piszę "chyba", bo mogę cię ocenić jedynie na
        podstawie tego niezbyt mądrego postu.

        > W Twoim przypadku na taką decyzję juz za późno, ale całkowicie
        Cię rozumiem.

        A ja się przyznam, że nie wiem, jak mam to rozumieć.

        >Bo tak samo mąż jak i żona powinni być dla siebie najważniejsi. A
        zaraz potem dzieci. Możnaby to np,> sprawdzić co sie stanie gdy
        matka rodzaca dziecko, albo je urodzi i umrze albo
        > nie urodzi i bedzie żyć. Ciekawe kogo wybierze mąż. Ja ze swoim
        rozmwiałam> wielokrotnie na ten temat. Że gdyby jakimś ciężkim
        lichem zdarzyło się nam
        > dziecko i taka sytuacja to on zawsze wybierze mnie. Zona to żona
        a dzieci to> dzieci.

        Raz jeszcze powtórzę. Chwała Bogu, że postanowiłaś nie mieć dzieci.
        Trzymaj się tego postanowienia, bo nieszczęśliwych dzieci, których
        unieszczęśliwiają głupi rodzice i tak jest na świecie za wiele.

        > W Twojej jednak sytuacji gdy takiego zagrożenia niema, twój mąż
        jest> poprostu egoistą bo robi to specjalnie.

        Znowu nie rozymiem. Co robi specjalnie? Z premedytacją kocha
        dziecko? Skoro jest egoistą, to chyba nie powinien kochać nikogo
        poza sobą. Chyba nie zgadnę o co autorce chodziło.

        >Wiem bo np. mój ojciec robi coś
        > podobnego ze swoim wnukiem i mną. Znaczy próbuje ustawić tak
        sytuacje bym się> sprzeciwiła lub raczej wyraziła swoja dezaprobate
        po to by potem powiedzieć że> jestem o niego zazdrosna i mnie tak
        poniżyć. To samo robił w stosunku do mojego
        > mężczyzny. To są żałosne machlojki i zupełnie niepotrzebne. On
        chce się poczuć> lepiej poniżając Ciebie i wmawiając Ci najgorsze
        (jego zdaniem) uczucia takie jak
        > zazdrość o dziecko.

        A z tego pseudopsychologicznego wywodu nic nie rozumiem, więc na
        tym kończę polemikę.
        • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 12.12.08, 14:41
          abasia471 dziękuję za wcześniejszy wpis. Dobrze mi zrobiło takie trzeźwe i
          rzeczowe podejście do sprawy.
          Jasne - to nie łatwe być ciągle miłą i uśmiechniętą, zwłaszcza, że mój mąż jakby
          sobie nie uświadamia że on też musi się starać.
          I rzeczywiście kiedy ja jestem "inna" on jest zadowolony, zasypuje mnie miłymi
          smsami. Znacznie gorzej wychodzą nam spotkania twarzą w twarz - trudność
          komunikacji. Ale masz rację - drobne pochwały, akceptacja - on uwielbia.
          Ale jak długo tak można? Są sprawy o których musimy porozmawiać, coś ustalić -
          choćby ujawniające się różnice dotyczące wychowania.

          Jedno wiem - ja sama muszę się nie denerwować, muszę wykazywać baaaaardzo dużo
          tzw. klasy, bo mojemu mężowi dużo nie trzeba żeby się "roooozdarł" i zaczął
          zachowywać jak furiat nie szczędząc epitetów i zagrywek niegodnych - typu
          straszenie, dręczenie, histeria, wyśmiewanie, prowokowanie, napadanie ...

          Widzę, że skończył się pewien etap w moim życiu. Etap w którym marzyłam że mąż
          będzie kochał bo tego pragnie, a nie dlatego, że ja go jakoś obrobię. Ale
          trudno, nie mogę wiecznie tkwić w oczekiwaniu na coś co nigdy nie nadejdzie.

          mam_na_nia_alergie napisała:

          > >Wiem bo np. mój ojciec robi coś
          > > podobnego ze swoim wnukiem i mną. Znaczy próbuje ustawić tak
          > sytuacje bym się> sprzeciwiła lub raczej wyraziła swoja dezaprobate
          > po to by potem powiedzieć że> jestem o niego zazdrosna i mnie tak
          > poniżyć. To samo robił w stosunku do mojego
          > > mężczyzny. To są żałosne machlojki i zupełnie niepotrzebne. On
          > chce się poczuć> lepiej poniżając Ciebie i wmawiając Ci najgorsze
          > (jego zdaniem) uczucia takie jak
          > > zazdrość o dziecko.

          Ja zaś doskonale rozumiem co mam_na_nia_alergie miała na myśli.
          Chodzi o dręczenie psychiczne drugiej osoby. Może ono być spowodowane np. chęcią
          zwrócenia na siebie uwagi. Niektórzy czuj a się tak niedowartościowani, że ta
          zgryzota przeistacza się w skrajna wredność. Po prostu chcą ulżyć sobie
          dokuczając innym. Prowokują sytuacje konfliktowe wyprowadzając tym kogoś z
          równowagi (najczęściej osobę najbliższą) by później napaść na nią i mieć
          argument jaka ta osoba jest niesprawiedliwa, nieuczciwa.
          Ja np. boje się swojemu mężowi powiedzieć o jakichś niepowodzeniach w pracy, bo
          on później w kłótniach wyciąga to jako argument mojej np. nieudolności itp.
          • kag73 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 12.12.08, 16:08
            A moze czas sie rozstac?
            Zastanow sie co daje Ci zwiazek z mezem? Moze sama bylabys
            szczesliwsza?
            Zawsze bylam zdania, ze po to jestesmy razem, bo razem jestesmy
            silni. Maz/partner powinien byc podpora a nie furiatem, ktory sie
            zneca psychicznie nad najblizsza mu osoba.

            • abasia471 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 12.12.08, 20:30
              Wiecie co, przeczytałam kolejne wypowiedzi Sabiny i ręce mi opadły.
              Ta kobita powinna jak najszybciej zdobyć dokładny adres do Sewr i
              kazać się tam odlać jako wzór matki-żony. Poraża mnie jej
              jednostronne patrzenie na sprawę problemów w małżeństwie. Im więcej
              mam informacji, tym mniej się dziwię mężowi Sabiny i coraz bardziej
              mu współczuję. Sabina zachowuje się jak energetyczny wampir i
              jeszcze protestuje, że facet nie daje się pozbawić resztek prawa do
              samostanowienia. Napisałam na początku, że byłam taka jak Sabina,
              więc teraz muszę to sprostować. Zachowywałam się podobnie, ale nie
              byłam jednak aż tak bezkrytyczna względem siebie. Sabina ma pełne
              usta szczytnych ideałów i zasad, tylko z ich realizacją zatrzymała
              się w miejscu, bo widzi wyłącznie koniec własnego nosa. Na początku
              jej współczułam i chciałam pomóc a teraz odczuwam jedynie irytację.
              Szkoda czasu na przekonywanie jej, że reakcje jej męża na pewno w
              jakiejś części są spowodowane jej postawą. Ona już podzieliła role -
              mężowi przydzieliła rolę nieczułego łobuza. Dla siebie
              zarezerwowała rolę czułej, troskliwej żony, która dzielnie znosi
              piekło.
              Sabina. Mam ostatnią radę dla Ciebie. Jesteś za święta, za dobra,
              za mądra, za etyczna, za porządna dla takiego faceta. WYŚWIADCZ
              MĘŻOWI ŁASKĘ I NIE MARNUJ MU ŻYCIA, ZOSTAW GO. Nie poświęcaj się
              dłużej, bo nie zasłużysz na kanonizację, chociażby z powodu
              gigantycznej pychy, którą nieustannie grzeszysz.
    • mam_na_nia_alergie Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 13.12.08, 19:13
      Sabina olewaj takie głupie wypowiedzi, które wpajają Ci że to w Tobie jest wina.
      Nie! bo ty sie starasz, chcesz rozmawiać, ratować małżeństwo a mąż to olewa i
      dreczy Ciebie. Olewaj to tak samo jak ja olewam głupie wypowiedzi na mój temat
      osób które są mało świadome. Żeby wiedzieć o co chodzi to trzba tego
      doświadczać, u mnie to dzieje się tak np. źe choćbym niewiem ile zrobiła dobrego
      to ojciec i tak tego nie zauważy a powie że nic nie robie, olewa moje urodziny
      np. a sam wymaga by o jego pamietać, wola mnie tylko jak czegoś odemnie chce i
      jak mu jestem potrzebna by się nademna popastwić swoimi bezcelowymi awanturami.
      A to o czym mówiłam to wygląda np. tak Ja kupie sobie coś np. gitare elektryczna
      (podkreslam ze to tylko przykł) co jak wiadomo sporo kosztuje i prosze by nikt z
      gości jej nie dotykał gdy mnie niema, a ojciec wiedzac o tym daje ja małemu do
      zabawy i potem gitara zepsuta,(jakby mało zabawek miał) pozatym daje mu
      Specjalnie moje szklane pamiatki by mógł nimi rzucać (po mamie która już nie
      żyje) uwielbiają się nademna pstwić przy wywodach rodzinnych na temar moich
      prywatnych spraw godzinami mnie pouczać a potem dziwią się że nie chce z nimi
      siedziec. Ojciec udaje ze nie jest szowinista ale to nieprawda robi to bo dla
      niego wazniejszy zawsze był i bedzie SYN I WNUK (i gdybym ja miała córke to
      napewno by jej równo z wnukiem nie traktował) chce mi pokazać ze jestem niczym
      ośmieszając mnie przy wszystkich, ruszając moją przywatność, rozdając moje
      rzeczy jak mnie niema. A gdy jestem przeciw temu prosze go o coś to właśnie
      wtedy słysze:"ZAZDROSNA JESTES?" I co mi tez powiecie że to moja wina?
      • abasia471 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 13.12.08, 23:21
        mam_na_nia_alergie napisała:

        > Olewaj to tak samo jak ja olewam głupie wypowiedzi na mój temat
        > osób które są mało świadome.
        Jesteś pewna, że to te osoby są mało świadome a ja proponuję, żebyś
        dopuściła możliwość, że możesz nie mieć racji. Z Twojego wpisu
        wynika, że masz niczym nie zachwianą pewność, że wszystko wiesz
        najlepiej i tylko Twoje zdanie się liczy. Pozwolę sobie powiedzieć,
        że tak niezachwiane przekonanie o własnej nieomylności mają tylko
        głupcy.

        > Żeby wiedzieć o co chodzi to trzba tego
        > doświadczać, u mnie to dzieje się tak np. źe choćbym niewiem ile
        zrobiła dobrego
        > to ojciec i tak tego nie zauważy a powie że nic nie robie, olewa
        moje urodziny
        > np. a sam wymaga by o jego pamietać, wola mnie tylko jak czegoś
        odemnie chce i
        > jak mu jestem potrzebna by się nademna popastwić swoimi
        bezcelowymi awanturami.

        Nie wiem czy Twoje pretensje do ojca są w pełni uzasadnione, ale
        wyraźnie widać, że całą winę zrzucasz na ojca i rodzinę. W życiu
        nie ma tak, że relacje międzyludzkie dzieją się w izolacji. Ty
        reagujesz na innych, inni reagują na Ciebie. Powinnaś zmądrzeć i
        zastanowić się, ile jest Twojej winy w tym co dzieje się po między
        Tobą a resztą rodziny. Napisałam że powinnas zmądrzeć, bo teraz nie
        sprawiasz wrażenia mądrej. Jeżeli jesteś bardzo młoda, to jest
        jakaś nadzieja, że z czasem zauważysz, że ludzie nie są czarno-
        biali. Przestaniesz się uważać za ideał i zaczniesz się rozwijać.
        > A to o czym mówiłam to wygląda np. tak Ja kupie sobie coś np.
        gitare elektryczn
        > a> (podkreslam ze to tylko przykł) co jak wiadomo sporo kosztuje
        i prosze by nikt
        > z> gości jej nie dotykał gdy mnie niema, a ojciec wiedzac o tym
        daje ja małemu do
        > zabawy i potem gitara zepsuta,(jakby mało zabawek miał) pozatym
        daje mu
        > Specjalnie moje szklane pamiatki by mógł nimi rzucać (po mamie
        która już nie
        > żyje) uwielbiają się nademna pstwić przy wywodach rodzinnych na
        temar moich
        > prywatnych spraw godzinami mnie pouczać a potem dziwią się że nie
        chce z nimi
        > siedziec. Ojciec udaje ze nie jest szowinista ale to nieprawda
        robi to bo dla
        > niego wazniejszy zawsze był i bedzie SYN I WNUK (i gdybym ja
        miała córke to
        > napewno by jej równo z wnukiem nie traktował) chce mi pokazać ze
        jestem niczym
        > ośmieszając mnie przy wszystkich, ruszając moją przywatność,
        rozdając moje
        > rzeczy jak mnie niema. A gdy jestem przeciw temu prosze go o coś
        to właśnie
        > wtedy słysze:"ZAZDROSNA JESTES?"

        Wygląda na to że jednak jesteś zazdrosna i to bardzo. Jesteś też
        małostkowa, ale to pewnie działanie obronne. Pewnie przeżywasz
        jakiś rodzaj odrzucenia, ale jeżeli wystawiasz się kolcami jak jeż,
        to nie powinnaś liczyć na przytulenie. To że potrzebujesz takiej
        wyłączności też świadczy o Twoim problemie z akceptacją i
        bliskością. Powinnaś się sobie przyjżeć a najlepiej zrobisz, gdy
        pójdziesz na psychoterapię. Reagujesz agresją, bo czujesz się za
        mało kochana, ale takimi zachowaniami nie osiągniesz tego na czym
        Ci najbardziej zależy.

        >I co mi tez powiecie że to moja wina?

        Zdziwisz się, ale jak pytasz, to odpowiem. Tak, to w jakiejś części
        jest Twoja wina. Nie chcesz jej znaleźć, bo łatwiej jest oskarżać
        innych i przypisywać im złe intencje. Świat oparty jest na
        wzajemności. Ty oczekujesz dowodów uczucia, poszanowania Twoich
        praw, szacunku dla Twojego zdania, ale w zamian nie chcesz dać tego
        samego. Może Twój ojciec ma podstawy, żeby czuć się Tobą
        rozczarowany? Zastanów się nad tym. Dlaczego uważasz, że Ty masz
        prawo być niezadowolona z tego jak on się zachowuje a on powinien
        bezkrytycznie akceptować Twoje zachowania? Lubię mieć nadzieję,
        więc mam nadzieję, że odpowiesz sobie na pytania które Ci zadałam.
        Zrób to dla swojego dobra.
        • mam_na_nia_alergie Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 14.12.08, 01:20
          abasia471 napisała:

          > mam_na_nia_alergie napisała:

          > Jesteś pewna, że to te osoby są mało świadome a ja proponuję, żebyś
          > dopuściła możliwość, że możesz nie mieć racji. Z Twojego wpisu
          > wynika, że masz niczym nie zachwianą pewność, że wszystko wiesz
          > najlepiej i tylko Twoje zdanie się liczy. Pozwolę sobie powiedzieć,
          > że tak niezachwiane przekonanie o własnej nieomylności mają tylko
          > głupcy.

          O moja droga NIE nie, ja poprostu wiem że osoby takie jak Ty tego nie
          doświadczają, poza tym najczęściej są to kury domowe, które podają grzecznie
          facetom obiad. Pozatym ta wspaniała rodzina o której mówisz. Moja rodzina,
          zgotowała mi już w życiu takie piekło że wybacz, ale nie chciałabys sie ze mną
          zamienić. Ciągle wmawiano mi tak jak Ty że niemam racji, a co do pewności swoich
          racji to nie uważam tego za nic złego, bo to samo możnaby zarzucić Tobie po tym
          jak naskakujesz na Sabine, zamiast ruszyć mózgownice i pomyśleć że Ona może mieć
          racje i bez problemu tu nie przyszła.
          > Nie wiem czy Twoje pretensje do ojca są w pełni uzasadnione, ale
          > wyraźnie widać, że całą winę zrzucasz na ojca i rodzinę. W życiu
          > nie ma tak, że relacje międzyludzkie dzieją się w izolacji. Ty
          > reagujesz na innych, inni reagują na Ciebie. Powinnaś zmądrzeć i
          > zastanowić się, ile jest Twojej winy w tym co dzieje się po między
          > Tobą a resztą rodziny. Napisałam że powinnas zmądrzeć, bo teraz nie
          > sprawiasz wrażenia mądrej. Jeżeli jesteś bardzo młoda, to jest
          > jakaś nadzieja, że z czasem zauważysz, że ludzie nie są czarno-
          > biali. Przestaniesz się uważać za ideał i zaczniesz się rozwijać.

          Nie wiem czy jestem ideałem, ale napewno nie uważam się za niemądrą i powiem Ci
          że bardzo się rozwinełam odkąd przestałam milczeć i przepraszać że żyje i że
          jestem podobna do matki w tej rodzinie.

          > Wygląda na to że jednak jesteś zazdrosna i to bardzo. Jesteś też
          > małostkowa, ale to pewnie działanie obronne. Pewnie przeżywasz
          > jakiś rodzaj odrzucenia, ale jeżeli wystawiasz się kolcami jak jeż,
          > to nie powinnaś liczyć na przytulenie. To że potrzebujesz takiej
          > wyłączności też świadczy o Twoim problemie z akceptacją i
          > bliskością. Powinnaś się sobie przyjżeć a najlepiej zrobisz, gdy
          > pójdziesz na psychoterapię. Reagujesz agresją, bo czujesz się za
          > mało kochana, ale takimi zachowaniami nie osiągniesz tego na czym
          > Ci najbardziej zależy.

          Jeśli zazdrością nazywasz prosle o własne JA i chęć mienia w całości rzeczy na
          które ciężko zarobiłam pieniadze to Cię rozczaruje, nie jestem zazdrosna, bo ja
          też kocham tego dzieciaka, ale nie jestem całkowicie bezkrytyczna i nie
          oddałabym mu wszystkiego na świecie (tylko po to by to zniszczył) poza tym jeśli
          nie rozumiesz że chce coś zatrzymać po zmarłej matce to jesteś po prostu głupia.
          >
          > Zdziwisz się, ale jak pytasz, to odpowiem. Tak, to w jakiejś części
          > jest Twoja wina. Nie chcesz jej znaleźć, bo łatwiej jest oskarżać
          > innych i przypisywać im złe intencje. Świat oparty jest na
          > wzajemności. Ty oczekujesz dowodów uczucia, poszanowania Twoich
          > praw, szacunku dla Twojego zdania, ale w zamian nie chcesz dać tego
          > samego. Może Twój ojciec ma podstawy, żeby czuć się Tobą
          > rozczarowany? Zastanów się nad tym. Dlaczego uważasz, że Ty masz
          > prawo być niezadowolona z tego jak on się zachowuje a on powinien
          > bezkrytycznie akceptować Twoje zachowania? Lubię mieć nadzieję,
          > więc mam nadzieję, że odpowiesz sobie na pytania które Ci zadałam.
          > Zrób to dla swojego dobra.
          >
          > Słuchaj i ja Cię zdziwie, ja mam szacunek , ja nie właże do jego pokoju, nie
          rozdaje jego rzeczy, nie krzycze do niego z drugiego pokoju "zamknij się bo ci
          zaraz w pysk strzele" tylko za to że rozmawiam akurat o czymś z babcią, co go
          nie dotyczy. Ja nie pije alkocholu i nie drecze rodziny jak ona mnie. O
          cokolwiek bym go nie poprosiła nic, dla mnie nic( chociaż ja się staram mu
          pomagać jak moge, pomimo ze ciagle beszta mnie przy wszystkich, wyciągając moje
          przywatne sprawy na temat dnia, żeby się pośmiać. Jest poprostu żalosny a
          powiedzieć Ci za co mnie tak nienawidzi? Za to że ja jestem podobna do mojej
          mamy!!!Własnie za to! Poza tym mówiłam już że to szowinista w głowie mu tylko
          syn i wnuk (a coby było jakby wnuczka była)Obaj to alkocholicy i tego samego
          uczą małego. czego ja pragne? troszke zainteresowania?, moze dobrego słowa? zeby
          choć o czymkolwiek ze mna pogadął a nie tylko Wyjdz mi z pokoju, nie mam czasu
          (no chyba ze o awanture chodzi) Jeśli to nazywasz zazdrośćia to jesteś tak samo
          żalosna jak oni.
        • mam_na_nia_alergie Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 14.12.08, 01:24
          A pozatym co ja takiego źle robie co? To że nie pozwalam odbierania mi tego co
          dla mnie ważne? żal......
          • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 14.12.08, 23:59
            Są ludzie tzw. niereformowalni.
            Mnie własciwie nie chce sie juz pisać o moich problemach.
            Wiesz mam_na_nia_alergie tak to juz jest, że dopóki siedzimy "cicho" i w jakis
            tam sposób dostosowujemy się ja do swojego męża, Ty do swojego ojca to jest jako
            taki spokój. I tak robi wiele, wiele osób - dla świętego spokoju. ja już coraz
            mniej mam siły aby tłumaczyć, lub tez walczyc, lub też cierpliwością,
            subtelnością czy miłością próbowac zmienic cos w swoim mężu.
            Chociaż moge tez przyznać, ze wiele się jednak zmieniło - więcej dba o dom,
            wykonuje różne prace, które wcześniej były dla niego nieistotne i tylko na mojej
            głowie. Na pewno od czasu jak wyszły jego kłamstwa sporo sie stara. Lecz za
            chiny nie mogę uzyskac tego co najważniejsze - prawdy, szczerości, które mogło
            by złagodzić mój ból, budowac zaufanie, poznawać jego sposób na zycie ...
            Nie jestem szczęśliwa ... straciłam wiarę w człowieka ...

            Ktoś zapytał dlaczego z nim jestem?
            Co za pytanie.
            Czy jesli jest źle to od razu należy sie rozstawać?
            Pisałam już - dziecko, inne powody ...
            Nie biorę pod uwagę rozstania - chyba , że on się wyprowadzi ...

            Ale też nie oddam swoich zasad, wiary. nie można być razem bez szczerości. On
            wyraźnie mi daje do zrozumienia, że oczekuje ode mnie "uległości", że stosuje na
            mnie metodę marchewki i kija.
            Co będzie dalej - nie wiem.

            mam_na_nia_alergie nasuwa mi się myśl, że mogłabyś się wyprowadzić,
            usamodzielnić, wyrwać z tego środowiska patogennego. może jeszcze nie jesteś na
            to gotowa, może jakoś psychicznie jesteś jednak od ojca zależna i choć cierpisz
            pragniesz jego miłości, zainteresowania.
            Łudzimy sie w nieskończoność.
            Ale wiedz, że ojciec to nie mąż. I tak Twoja przyszłość związana jest z innym
            mężczyzną. Choc to boli - ojca już nie zmienisz - raczej nie łudź sie.
            zwłaszcza, że jak piszesz jest też alkohol.
            Nastaw się na to, że Twoja rodzina nigdy tak na prawdę nie zaspokoi Twoich
            pragnień bliskości, ciepła, zrozumienia.
            Są ludzie, którzy się nie są w stanie zmienić.
            Możesz jedynie spojrzeć na nich łaskawszym okiem, że brak im tej możliwości, bo
            są zbyt ograniczeni - takie spojrzenie z pewną dozą współczucia może Ci pomóc w
            pokonaniu i oswojeniu swojego bólu.

            • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 15.12.08, 00:17
              Abasia, dziwi mnie to co piszesz na mój temat. Jakby nie przystaje to do tego co
              ja piszę.
              Że jestem za dobra, za święta itd. nie wiem czy to napisałaś z przekąsem, czy
              poważnie. W każdym razie mogłabym dodać jeszcze, że jestem zbyt poważna, za
              bardzo dociekliwa, zbyt oddana swoim zasadom, uparta i nieugięta. Również wciąż
              naiwna i w nieskończoność próbująca nawiązać dialog ze swoim mężem. A on jakby
              to wykorzystuje, jakby nie dostrzega problemu, jakim jest brak komunikacji.

              Piszesz, że użalam się nad sobą, że nie widzę w sobie wad, czy popełnianych błędów.
              To prawda. trudno jest zaglądnąć w głąb siebie, gdy każde staranie, akt dobrej
              woli, próby rozmowy - nie przepytywania; a także danie czasu - by on odczuł
              swobodę decyzji i wyboru - nie przynoszą prawie żadnych efektów.
              Siadasz po takim wysiłku zwalona z nóg, skonana i zrezygnowana. gdy on ci
              odpowie perfidnie nie na temat i nie wyjaśni po co i dlaczego.
              Ja nie moge mu powiedzić, że jest mi np. smutno, bo on od razu mi zarzuca, że
              mam do niego pretensje i dlaczego nie mówię o miłych sprawach. A mnie po prostu
              czasami jest smutno i chciałabym o tym powiedzieć jak przyjacielowi.

              Przyszła mi też refleksja.
              Piszesz, że ja powinnam się leczyć, zmienić itd.
              Ja sie cały czas męczę i różne rzeczy robię, zabiegam o niego to znów "olewam",
              zeby tylko go pobudzić do myslenia, aktywności i starania o małżeństwo, o nas, o
              siebie.
              Jestem tym bardzo zmęczona. A on nawet nie dostrzega, że ja czuję, myślę,
              pragnę, kocham.

              Ja powinnam dostrzec błędy w sobie - tak. Ale on też. Jeśli mnie okłamywał, źle
              traktuje, to nie znaczy, że ja robię gdzieś błąd i on może.
              Nie może.
              I ja o tym wiem. nie wiem tylko co zrobić zeby jemu to uświadomić. bo moje na
              razie tłumaczenia, perswazje i inne metody nie dały efektu.
              I tu bym prosiła o radę.
              Pozdrawiam i dzięki za dialog
              • sabin.a Do Kici 15.12.08, 00:34
                Napisałas o wychowaniu dziecka i jak zrozumiałam dobrze sobie z tym radzisz. To
                fajnie.
                nie wiem tylko co oznacza ten śmiech na koniec i życzenie dobrej zabawy.
                Czy wychowywanie to bobra zabawa?
                Wg mnie to raczej przyjemność ale i ciężka praca, odpowiedzialność.
                Ty sobie dobrze radzisz. Ja się martwię jak prowadzić dziecko, by rzeczywiście w
                wieku 16 lat nie uciekała z domu czy nie robiła głupstw tylko po to by się
                sprzeciwić.
                I wiem, że tego trzeba od najmłodszych lat pilnować. Przede wszystkim bliski
                kontakt, rozmowy. Ale i stawianie granic, wytyczanie ścieżek. dziecko musi mieć
                jasno określone co mu wolno czego nie.
                Czy Ty kicia jesteś zwolenniczką wychowania tzw. bezstresowego?

                Nie biję się, że nie poradzę sobie z tym zadaniem. Wiem co jest dobre co złe.
                nie licze że będzie łatwo. Boje się tylko, ze problemy z mężem negatywnie
                wpłynął na wychowanie dziecka.
                Dlatego szukam rozwiązań. Jest problem, bo on nie znosi krytyki, nie chce
                "pracować" nad sobą i związkiem. Ja jestem otwarta na dialog, ale nie dam się
                omotać i zbyć.
                może ta terapia też nic nie dać.
                Kicia jak masz pomysł co zrobić z takim uparciuchem i człowiekiem zatwardziałym,
                który nie rozumie, ze w związku potrzebna jest szczerość, empatia, otwartość
                serca i umysłu, a nade wszystko, ze należy wyjaśnić sytuacje niejednoznacznych
                kontaktów z inna kobietą. że w ogóle trzeba dużo rozmawiać, to napisz.
                No ja już nie wiem, czy ja jestem taka zaślepiona, ale Twoje napasci nie poparte
                żadnymi argumentami nie przekonuja mnie i nie skłaniaja do wyciagania jakichś
                wniosków.
                Napisz przynajmniej co złego, niewłaściwego widzisz w tym co pisze, w moich
                zasadach itp.
                • kicia031 Re: Do Kici 15.12.08, 12:50
                  Odpisze ci, jesli sie bedziesz gotowa sie otworzyc na rady oparte na
                  doswiadczeniu. Bo jak masz zamiar odpisywac tak, ale i skupiac sie
                  na udowadnianiu, ze ma byc po twojemu, to szkoda mojego
                  intelektualnego wysilku.

                  Nie mowie, ze masz robic dokladnie to, co powiem, bo kazdy musi
                  znalezc swoje wlasne rozwiazanie. ale musisz zaczac sluchac i to
                  wszystko zmieni.
              • abasia471 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 15.12.08, 23:11
                sabin.a napisała:

                > Abasia, dziwi mnie to co piszesz na mój temat. Jakby nie
                przystaje to do tego co> ja piszę.
                > Że jestem za dobra, za święta itd.

                Wybacz Sabina, ale mnie też dziwi stopień Twojej impregnacji na
                wszystkie poglądy i opinie, które są różne od Twoich. Niby chcesz
                jakiejś opinii czy porady, ale z drugiej strony wiesz lepiej.
                Trzymasz się tych swoich przekonań jak pijany płotu. Nie oczekuję,
                że zaczniesz stosować się do moich porad czy przyjmiesz mój punkt
                widzenia. Pisząc w tym wątku, tak jak pewnie i inni dyskutanci,
                miałam nadzieję, że moja rada wywoła u Ciebie jakąś analizę.
                Liczyłam, że zechcesz skorzystać z moich doświadczeń i wziąć dla
                siebie coś co pomoże Ci rozwiązac Twoje problemy. Niestety, Ty nie
                jesteś skłonna uznać, że możesz się mylić. Wyszło na to, że
                powiedziałam Ci wiele przykrych rzeczy, ale poza tym, to moja
                pisanina była bez sensu. Gdyby chodziło mi o to, żeby Tobie
                dokuczyć, to mogłabym czuć staysfakcję, że Ci dołożyłam. Mnie
                jednak chodziło o coś zupełnie innego, chciałam pomóc, więc teraz
                czuję niesmak, że niepotrzebnie zmarnowałam trochę czasu i wyszłam
                na wredną babę. Odpowiadając mam_na_nią_alergię napisałaś: ludzie
                są niereformowalni. I to ma jak najbardziej zastosowanie do Ciebie.
                Więc moja rada jest taka, że zamiast krytycznie oceniać innych, idź
                na terapię i skoryguj swoje blędy.


                >nie wiem czy to napisałaś z przekąsem, czy poważnie.

                Napisałam to z przekąsem i fakt, że tego nie odgadłaś od razu może
                świadczyć, jak bardzo jesteś przekonana, że jesteś bez skazy.

                W każdym razie mogłabym dodać jeszcze, że jestem zbyt poważna, za
                > bardzo dociekliwa, zbyt oddana swoim zasadom, uparta i nieugięta.

                Nie gniewaj się, ale moim zdaniem to Ty jesteś przede wszystkim
                cholernie męcząca. Można mieć zasady, być poważnym, ale
                jednocześnie mieć otwarty umysł. Ty jesteś zasklepiona w
                przekonaniu o swoich racjach i szlachetności. Od tego zaczynasz i
                na tym kończysz.


                >Również wciąż naiwna i w nieskończoność próbująca nawiązać dialog
                ze swoim mężem. A on jakby > to wykorzystuje, jakby nie dostrzega
                problemu, jakim jest brak komunikacji.

                Kobito zrozum. Twój mąż to nie pajac na sznurku, którym można
                poruszać wedle woli. Komunikacja to nie tylko gadanie, to również
                odbieranie sygnałów i emocji innych. Twój mąż daje niewerbalne
                sygnały, że ma dość międlenia każdego tematu z czterech stron a ty
                z upierdliwością młota pneumatycznego usiłujesz na nim wymóc
                rozmowy. Na co liczysz? Zastanów się.


                > Piszesz, że użalam się nad sobą, że nie widzę w sobie wad, czy
                popełnianych błędów> To prawda.

                A teraz mamy Twoje klasyczne zagranie. Przyznajesz, że z Twojej
                strony coś może być nie tak, żeby już po chwili
                ZNALEŹĆ NA TO WYTŁUMACZENIE, KTÓRE CIĘ ROZGRZESZA I POZWALA TRWAĆ W
                PRZEKONANIU, ŻE TY JESTEŚ OK. TO MĄŻ MA FELER.
                Przeczytaj swoje słowa i zastanów się czy nie mam racji.
                >trudno jest zaglądnąć w głąb siebie, gdy każde staranie, akt
                dobrej woli, próby rozmowy - nie przepytywania; a także danie
                czasu - by on odczuł
                > swobodę decyzji i wyboru - nie przynoszą prawie żadnych efektów.
                > Siadasz po takim wysiłku zwalona z nóg, skonana i zrezygnowana.
                gdy on ci
                > odpowie perfidnie nie na temat i nie wyjaśni po co i dlaczego.
                > Ja nie moge mu powiedzić, że jest mi np. smutno, bo on od razu mi
                zarzuca, że
                > mam do niego pretensje i dlaczego nie mówię o miłych sprawach. A
                mnie po prostu
                > czasami jest smutno i chciałabym o tym powiedzieć jak
                przyjacielowi.
                >
                > Przyszła mi też refleksja.
                > Piszesz, że ja powinnam się leczyć, zmienić itd.
                > Ja sie cały czas męczę i różne rzeczy robię, zabiegam o niego to
                znów "olewam",
                > zeby tylko go pobudzić do myslenia, aktywności i starania o
                małżeństwo, o nas,
                > o
                > siebie.
                > Jestem tym bardzo zmęczona. A on nawet nie dostrzega, że ja
                czuję, myślę,
                > pragnę, kocham.
                >
                > Ja powinnam dostrzec błędy w sobie - tak. Ale on też. Jeśli mnie
                okłamywał, źle
                > traktuje, to nie znaczy, że ja robię gdzieś błąd i on może.
                > Nie może.
                > I ja o tym wiem. nie wiem tylko co zrobić zeby jemu to
                uświadomić. bo moje na
                > razie tłumaczenia, perswazje i inne metody nie dały efektu.
                > I tu bym prosiła o radę.
                > Pozdrawiam i dzięki za dialog
    • matylda0508 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 15.12.08, 13:56
      Sabina - po przeczytaniu całego wątku w panice zaczęłam analizować własne
      zachowanie wobec męża - czy przypadkiem nie zachowuję się tak jak Ty wobec
      swojego. Są ludzie, którzy nie mają we "krwi" omawiania i rozdrabniania
      wszystkich najmniejszych problemów, zwłaszcza, gdy uważają, że tych problemów
      nie ma. Chyba bym zwariowała, gdyby ktoś na każdym kroku analizował moje
      zachowanie wobec innych mężczyzn. Jak każda kobieta lubię być adorowana, gdyż
      dzięki temu wzrasta poczucie mojej wartości, ale to nie znaczy, że zdradzam albo
      choćby myślę o zdradzie. Przysięga ślubna nie oznacza, że pozbywasz się własnej
      tożsamości i od tej chwili jesteś własnością drugiej osoby. Myślę, że
      zostawienie choćby odrobiny prywatności podsyca uczucie.
      Pozwól, że podzielę się własnym doświadczeniem, ale dla odmiany dotyczącym
      relacji z koleżanką. Na początku było wszystko ok, ale po jakimś czasie
      analizowała każdą moją wypowiedź, doszukiwała się drugiego dna, oczekiwała (tak
      jak Ty) otwartości, szczerości i wyznawania uczuć - jak bardzo Ją lubię i jak
      bardzo cenię Ją jako przyjaciółkę. Zaczęłam się po prostu bać, że jest
      niezrównoważona psychicznie i starałam się ograniczać kontakty. Zasypywała mnie
      niezliczoną ilością sms, telefonów, maili itp. z prośbami o szczere rozmowy i
      rozwiązanie "naszych" problemów. Bałam się, że z zazdrości zrobi coś mojemu
      mężowi. Wreszcie nie wytrzymałam i powiedziałam Jej kilka przykrych słów. Potem
      starała się to wszystko wyprostować, mówiąc, że zrozumiała swoje błędy i już nie
      będzie tak się narzucała. Jednak zaczęło się wszystko od nowa, bo ilość
      wiadomości, jak to bardzo się zmieniła zaczęła przekraczać wszelkie normy. Potem
      próbowała wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia. Dzięki Bogu nie złamałam się i dziś
      już mam spokój. To było piekło i z Twoich wypowiedzi wnioskuję, że zafundowałaś
      to samo w swoim związku. Każda Twoja wypowiedź, w której starasz się wybielić i
      wyprostować to co napisałaś w poprzednich postach pogrąża Cię.
      Jeśli źle odebrałam Twoje myśli z góry przepraszam i absolutnie nie traktuj
      mojej wypowiedzi jako chęć zranienia Cię. Po prostu wydaje mi się, że im
      szybciej sobie uświadomisz swoje błędy, tym może większe szanse na uratowanie
      małżeństwa albo przynajmniej nie schrzanienie relacji z córką.
      • abasia471 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 15.12.08, 22:43
        mam_na_nia_alergie napisała:


        > O moja droga NIE nie, ja poprostu wiem że osoby takie jak Ty tego
        nie
        > doświadczają, poza tym najczęściej są to kury domowe, które
        podają grzecznie
        > facetom obiad.

        Moja droga, może ja jestem kurą domową, ale jak na razie to Ty
        udowadniasz, że masz ptasi móżdżek. Twoja pewność, że nie mam
        złych doświadczeń, wynika z dość ograniczonego pojmowania świata.
        Tak dla Twojej informacji, miałam bardzo trudne i samotne
        dzieciństwo.
        Jednak nie jestem taka „światowa” jak Ty (bo rozumiem, że Ty nie
        jesteś kurą domową) i patrzę dalej aniżeli na czubek własnego nosa.

        >Ciągle wmawiano mi tak jak Ty że niemam racji, a co do pewności
        swoich
        > racji to nie uważam tego za nic złego, bo to samo możnaby
        zarzucić Tobie po tym
        > jak naskakujesz na Sabine, zamiast ruszyć mózgownice i pomyśleć
        że Ona może mieć
        > racje i bez problemu tu nie przyszła.

        Nie musisz odkrywać Ameryki uświadamiając mnie, że Sabina przyszła
        na forum z problemem, bo to jest oczywiste. Jeżeli chodzi
        o „ruszanie mózgownicy”, to zastosuj tę radę do siebie, bo trudno w
        Twojej wypowiedzi doszukać się intelektu, są same emocje.
        >
        > Nie wiem czy jestem ideałem, ale napewno nie uważam się za
        niemądrą i powiem Ci
        > że bardzo się rozwinełam odkąd przestałam milczeć i przepraszać
        że żyje i że
        > jestem podobna do matki w tej rodzinie.

        E, nie kryguj się, z Twojego wpisu wynika, że dla siebie jesteś
        największym ideałem.
        Nie dziwi mnie, że napisałaś cyt. „nie uważam się za niemądrą”, bo
        każdy niemądry, żeby nie rzec głupi, nie ma zastrzeżeń do swojej
        mądrości. A co do rozwoju, to nawet jeżeli się rozwinęłaś, to chyba
        w niewłaściwym kierunku.

        > Jeśli zazdrością nazywasz prosle o własne JA i chęć mienia w
        całości rzeczy na
        > które ciężko zarobiłam pieniadze to Cię rozczaruje, nie jestem
        zazdrosna, bo ja
        > też kocham tego dzieciaka, ale nie jestem całkowicie bezkrytyczna
        i nie
        > oddałabym mu wszystkiego na świecie (tylko po to by to zniszczył)

        Rozumiem Twoją chęć „mienia w całości rzeczy”, ale trochę mnie
        śmieszy walka na śmierć i życie o takie rzeczy. Napisałaś „nie
        jestem całkowicie bezkrytyczna”, ale to ma zastosowanie tylko do
        innych. Całe pokłady krytycyzmu wylewasz na innych a sobie nie
        zostawiasz ani odrobiny krytycznej uwagi. Nie bądź taka hojna,
        zostaw sobie trochę krytycyzmu dla siebie, bo bardzo by Ci się
        przydał.

        >poza tym jeśli
        > nie rozumiesz że chce coś zatrzymać po zmarłej matce to jesteś po
        prostu głupia

        Niech Ci będzie, możesz mieć mnie za głupią, jak Ci wygodnie. W
        Twoich ustach, to dla mnie żadna obelga.

        > > Słuchaj i ja Cię zdziwie, ja mam szacunek , ja nie właże do
        jego pokoju,
        > nie rozdaje jego rzeczy, nie krzycze do niego z drugiego
        pokoju "zamknij się bo ci
        > zaraz w pysk strzele" tylko za to że rozmawiam akurat o czymś z
        babcią, co go
        > nie dotyczy…………………………………………..

        Gdybyś czytała uważnie, to zauważyłabyś, że nie gloryfikuję Twojego
        ojca a jedynie stwierdzam, że macie na siebie wpływ. Ty podzieliłaś
        role: ojciec robi z Czarnego Luda, Ty jesteś Uciśniona Niewinność,
        ale ten podział nie jest ani właściwy, ani pomocny. Skorzystaj z
        mojej rady i idź na terapię, zmądrzej trochę, zdobądź więcej
        wiedzy, na początek może z psychologii i ortografii a potem
        pogadamy, jak równy z równym.

        I jeszcze jedno, Twój nick chyba dość dobrze koresponduje z
        odczuciami jakie budzisz u ludzi. W tym jednym wykazałaś się
        błyskotliwością. Gratuluję.


        • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 16.12.08, 10:46
          abasia471 napisała:


          >
          > Wybacz Sabina, ale mnie też dziwi stopień Twojej impregnacji na
          > wszystkie poglądy i opinie, które są różne od Twoich. Niby chcesz
          > jakiejś opinii czy porady, ale z drugiej strony wiesz lepiej.
          > Trzymasz się tych swoich przekonań jak pijany płotu. Nie oczekuję,
          > że zaczniesz stosować się do moich porad czy przyjmiesz mój punkt
          > widzenia. Pisząc w tym wątku, tak jak pewnie i inni dyskutanci,
          > miałam nadzieję, że moja rada wywoła u Ciebie jakąś analizę.
          > Liczyłam, że zechcesz skorzystać z moich doświadczeń i wziąć dla
          > siebie coś co pomoże Ci rozwiązac Twoje problemy. Niestety, Ty nie
          > jesteś skłonna uznać, że możesz się mylić. Wyszło na to, że
          > powiedziałam Ci wiele przykrych rzeczy, ale poza tym, to moja
          > pisanina była bez sensu. Gdyby chodziło mi o to, żeby Tobie
          > dokuczyć, to mogłabym czuć staysfakcję, że Ci dołożyłam. Mnie
          > jednak chodziło o coś zupełnie innego, chciałam pomóc, więc teraz
          > czuję niesmak, że niepotrzebnie zmarnowałam trochę czasu i wyszłam
          > na wredną babę. Odpowiadając mam_na_nią_alergię napisałaś: ludzie
          > są niereformowalni. I to ma jak najbardziej zastosowanie do Ciebie.
          > Więc moja rada jest taka, że zamiast krytycznie oceniać innych, idź
          > na terapię i skoryguj swoje blędy.

          Nie żałuj straconego czasu - swoją drogą dzięki, że mi go poświęciłaś :))

          Może i jestem niereformowalna - w pewnych sprawach na pewno tzn, nie idę za modą
          itp. Jestem stała. Chętnie zaś zmiękczam się jeśli ktoś argumentuje. Brakuje mi
          w wypowiedziach szczególnie kici argumentacji.
          Abasia przeczytam jeszcze raz wszystko co mi napisałaś. Jest taki moment gdzie
          dotarłaś do mnie - myśle, że warto dawać drugiej osobie szansę, otwierac zbolałe
          serce, ale musi być coś w zamian.
          Ktoś napisał o przyjaciółce - jak zalewała smsami, była namolna. ale mąż/żona
          maja inne prawa i obowiązki niż przyjaciel. Nie wiem czy dobrze rozumiem tzw
          wolność w związku. Ok wolność - ale przecież serce pragnie dzielić się wszystkim
          (przynajmniej ja zawsze tak miałam) i doznaje wielkiego rozczarowania i bólu gdy
          okazuje się, z eta druga osoba nie odpłaca tym samym tzn. nie cieszy sie razem z
          tobą nie smuci, nie podziela trosk i ma tajemnice - z czasem coraz więcej
          tajemnic, oddala się, szuka łatwej i przyjemnej komunikacji i powierzchownych
          przyjemności w relacjach z innymi kobietami, jest dla nich miły, subtelny łaknąc
          ich pochwał, zachwytów, użala się przed nimi nad sobą aby uzyskać pocieszenie.
          Równocześnie coraz bardziej przykry dla żony, nie dba o relacje z nią w ogóle,
          odpuszcza to sobie, bo ma przecież koleżanki, które bajeruje - i to mu wystarcza
          ... aż wszystko się sypnęło .... i teraz taki ktoś nie ma odwagi cywilnej nawet
          porozmawiać o tym jaką drogą poszedł ...

          Napisałaś mi już, że należy te4 sprawy odpuścić i budować to co teraz. Ale jest
          jedno ale. Ktoś kto nie wyciągnie wniosków, kto przez dłuższy czas potrafił żyć
          "podwójnie", może to powtarzać. Ale jest druga strona medalu - o wiele gorsza -
          jak zaufać, jak odzyskać radość życia mając świadomość, że żyje się z osobą po
          której nie wiesz czego możesz się spodziewać. Nasze zycie doszło do takiego
          momentu, tak się nasze drogi rozjechały, że nie da się bez szczerości ... A mąż
          jak widzę nie chce lub nie umie przejść przez tę barierę.
          Zastanawiam się czym to jest spowodowane. Nie chcę uwikłać się w jednostronne
          "pewnie ma coś do ukrycia". Może jest inna przyczyna - chciałabym ją poznać by
          pokonać.

          A może się mylę? Radzicie bym ja sie zmieniła. ale jak wyrzec się samej siebie.
          Mam taką nie inną wrażliwość, takie nie inne zasady, poglądy, marzenia .....
          Próbowałam zacisnąć zęby i "cieszyć się" dniem bieżącym, być blisko.... ale jest
          ta przepaść, ta pustka, ta świadomość, ze zdradził, że nigdy nie oddał mi się,
          że nie pragnie mnie na prawdę ...

          > Nie gniewaj się, ale moim zdaniem to Ty jesteś przede wszystkim
          > cholernie męcząca. Można mieć zasady, być poważnym, ale
          > jednocześnie mieć otwarty umysł. Ty jesteś zasklepiona w
          > przekonaniu o swoich racjach i szlachetności. Od tego zaczynasz i
          > na tym kończysz.

          Męcząca? Przekonana o swojej szlachetności? :))
          Raczej tkwiąca w cierpieniu - może za bardzo się w tym lubuję? Ale może nie.
          Tego nie jestem pewna. Analizuje to. Nie lubię manifestować swojego bólu, przed
          nikim się nie skarżę - czasami przed swoją mamą, rzadko przed mężem, często do
          poduszki, czasem tu na forum, staram się być silna, rozsądna, odpowiedzialna ....

          Męcząca tak - sama jestem umęczona, mam ochotę rzucić to wszystko i odejść
          daleko i nigdy nie wrócić ... ale ta kruszynka mówi "mamusiu" i tak się tuli i
          tak bardzo potrzebuje mamy, taty .. i jeszcze bardzo długo bedzie potrzebować
          ... Jestem jej potrzebna ,... wyciągnięte rączki, prośba o miłość ....


          > Kobito zrozum. Twój mąż to nie pajac na sznurku, którym można
          > poruszać wedle woli. Komunikacja to nie tylko gadanie, to również
          > odbieranie sygnałów i emocji innych. Twój mąż daje niewerbalne
          > sygnały, że ma dość międlenia każdego tematu z czterech stron a ty
          > z upierdliwością młota pneumatycznego usiłujesz na nim wymóc
          > rozmowy. Na co liczysz? Zastanów się.

          Na co liczę?
          Nie wiem, bo nie dostaje tego o co zabiegam. On jest jakiś dziwny. nie chce, nie
          umie rozmawiać? Gdy on mi zada jakiekolwiek pytanie, w jakimkolwiek temacie
          odpowiadam, produkuję się, staram się by jak najlepiej mu wytłumaczyć kwestię.
          On nie. Ma to gdzieś, nie szczędzi zaś nieprzyjemnych odzywek i fochów.


          > A teraz mamy Twoje klasyczne zagranie. Przyznajesz, że z Twojej
          > strony coś może być nie tak, żeby już po chwili
          > ZNALEŹĆ NA TO WYTŁUMACZENIE, KTÓRE CIĘ ROZGRZESZA I POZWALA TRWAĆ W
          > PRZEKONANIU, ŻE TY JESTEŚ OK. TO MĄŻ MA FELER.
          > Przeczytaj swoje słowa i zastanów się czy nie mam racji.

          Mi nie chodzi o to zeby wykazać kto jest ok, kto zaś winien. Ja chce z nim
          rozmawiać, chcę by mówił mi prawdę i traktował godnie, żeby mnie nie ignorował,
          nie zachowywał sie chamsko, żeby nie tylko mówił, ze mu zależy ale by postępował
          zgodnie z tym.
          Chce godnego zycia, uczciwego, szacunku. Nie jestem zamknięta na inność, ale
          niech mi łaskawie powie jakie ma poglądy, niech łaskawie powie co mi zarzuca, co
          mu się we mnie nie podoba. Ma zwyczaj tylko w chwilach gdy ja chce o czymś
          porozmawiać (a on oczywiście nie chce) napadać na mnie, zarzucając coś
          niekonkretnego. Jak zapytam co ma na myśli to zmienia temat.

          Abasia, piszesz, że Tobie się udało, że mąż zmienił zachowanie w stosunku do
          Ciebie, że zabiega ... A czy rozmawiacie? Czy jesteś zadowolona i szczęsliwa?
          Czy czujesz tę bliskość i jedność? Czy może przewartościowałaś swoje pragnienia
          i odpuściłaś sobie cząstkę marzeń. A może tylko ja mam taki właśnie obraz
          związku i bliskości?
          I nie mylę jedności z niewolą, z ograniczaniem relacji z innymi ludźmi.

          Dzisiaj modne i poniekąd bezpieczne staja się związki z ograniczoną zależnością,
          w pewnym sensie bez zobowiązań. Coś takiego nie dla mnie.
          • kicia031 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 16.12.08, 11:24
            Ciagle piszesz o tym, czego ty chcesz, czego ty oczekujesz. Wszystko
            jest przefiltrowane przez pryzmat twoich potrzeb. Niezaleznie od
            tego, z jakimi uczuciuami i nastawieniem maz wszedl w zwiazek, bycie
            w sytuacji przymusu sprawia, cze czlowiek nie ma ochoty dawac. Tak
            po prostu jest i przyjmij to do wiadomosci - iom bardziej bedziesz
            sie domagac od meza tego, co jak uwazasz, ze ci sie nalezy, tym
            mniejsza masz szanse, ze to dostaniesz. To jest bardzo proste -
            naprawde, nie wiem, jak ci mam wytlumaczyc, zeby dotarlo - fizyka -
            kazda akcja rodzi reakcje. Przymus rodzi opor!

            Mam wrazenie, ze ty masz straszny problem z komunikacja - nie tylko
            niewerbalna i kontekstowa, ale tez taka zupelnie wprost. Czytasz to
            co ludzi pisza i nie rozumiesz sarkazmu, ironii, zartu. Wszystko
            bierzesz doslownie. Przytaczasz mnostwo wypowiedzi swojego meza,
            ktore zostaly wyartykulowane w odpowiedzi na twoje pretensje, i
            traktujesz to jako wyraz jego pogladow, a nie defensywne
            stwierdzenie, ktore padly w okreslonym kontekscie. Moze powinnas
            pomyslec o jakis warsztatach z umiejetnosci komunikacyjnych i
            aktywnego sluchania? moze ci je zasponsoruje pracodawca, w koncu to
            rowniez podstawowa umiejetnosc w biznesie?

            Jedyna rzecza, nad jaka mamy w zyciu kontrole, jest nasze wlasne
            zachowanie. Nie zmienisz swojego meza, uwierz mi. jedyne co mozesz
            zrobic, to zmienic wlasne nieefektywne zachowania, bo poki co,
            robisz wszystko tak, by maz jeszcze bardziej sie od ciebie oddalil,
            a nie zblizyl.
            • mamapodziomka Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 17.12.08, 15:58
              Czytam sobie te cala dyskusje i momentami az trudno uwierzyc, ze to wszystko sie
              dzieje naprawde.

              Czy bralas kiedys pod uwage, ze mozesz miec na przyklad bardzo lekki Zespol
              Aspergera? Cos co nie do konca pozwala Ci zrozumiec to co dzieje sie miedzy
              dwojgiem ludzi w zwiazku? Wszystko rozumiesz niesamowicie doslownie, na przyklad
              te "jednosc" w malzenstwie. Wiekszosc ludzi rozumie instynktownie, ze to tylko
              przenosnia, ze nadal zachowuje sie daleko idaca autonomie, ze nie o wszystkim
              zawsze, a o wielu rzeczach nie od razu ma ochote sie rozmawiac. Ze czasem trzeba
              na pewne rzeczy poczekac - bardzo dlugo. Ze czasem po prostu nie wolno
              komentowac, bo wiekszosc komunikacji odbywa sie bez slow. Ze bliskosc to
              niekoniecznie werbalne wyartykulowanie wszelkich emocji, tym bardziej ze spora
              czesc tych ulotnych ulega znieksztalceniu, kiedy chce sie je wyartykulowac.

              Podobnie ten problem ubierania sie tak aby "przypodobac sie" mezczyznom.
              Wiekszosc kobiet lubi sie podobac, wiekszosci kobiet robi sie leciutko milo
              kiedy dojrza ten blysk uznania u faceta. I na tym sie konczy. Nic wiecej nie ma.
              Dla Ciebie to juz prawie katastrofa, tak jakbys nie odrozniala odcieni kolorow.

              Wiem, ze taka diagnoza przy kuchennym stole jest glupia, ale caly czas mam
              wrazenie, jakby miedzy Toba a swiatem byla taka membrana, ktora filtruje ten
              dziwny swiat do twojej uproszczonej formy.

              Ale najbardziej dziwi mnie jednak w tym wszystkim twoj maz. Jest co najmniej
              nietypowy. Wiekszosc facetow w systuacji, ktora opisujesz juz dawno by sie
              zwinela. Nie pisze tego, zeby Ci uswiadomic jak bardzo jestes okropna, bo nie
              jestes, ale on robi wrazenie kompletnie nieszczesliwego w tym wszystkim. Szukal
              tez juz w jakis sposob ucieczki (jak sama napisalas te panienki pojawily sie po
              jakims czasie, nie byly od poczatku), ale wciaz wyglada na to, ze jednak usiluje
              cos ratowac. Piszesz, ze o wiele wiecej robi w domu, ze kiedy ty zmieniasz swoje
              zachowanie, on tez staje sie mily (SMS-y, etc.) Tak nie zachowuje sie ktos komu
              nie zalezy. Za kazdym razem kiedy ty odpuszczasz on reaguje, jakby mial na nowo
              nadzieje. Tylko ty mozesz wiedziec, czy warto cos z tym zrobic.
          • krzysztof-lis Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 16.12.08, 12:12
            > przecież serce pragnie dzielić się wszystkim (przynajmniej ja
            > zawsze tak miałam) i doznaje wielkiego rozczarowania i bólu gdy
            > okazuje się, z eta druga osoba nie odpłaca tym samym tzn. nie
            > cieszy sie razem z tobą nie smuci, nie podziela trosk i ma
            > tajemnice

            Rzeczywiście. Doznajesz wielkiego rozczarowania gdy okazuje się, że mąż nie jest
            taki, jaki chcesz, by był.

            A jaki był na początku znajomości?

            • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 16.12.08, 12:41
              Na początku opowiadał mi dużo o sobie, o swoich rozterkach, marzeniach ... były
              to dość trudne rozmowy ...Starałam się go rozumieć, wczuwać, trwać, jakoś
              wspierać. On opowiadał, ja słuchałam, zadawałam pytania. Powiedział, że kocha.
              Ja też pokochałam. Zapytał, czy pójdę jego drogą, odpowiedziałam, że tak. I dla
              mnie znaczyło to co innego, dla niego co innego.
              Czuję, że on żyje tylko sobą. A dla mnie miała to być wspólna droga. Słowo
              kocham znaczy dla mnie razem, słowo małżeństwo znaczy wyłączność na ... pewne
              doznania, na bliskość itp.
              • kicia031 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 16.12.08, 13:15
                Zapytał, czy pójdę jego drogą, odpowiedziałam, że tak.

                No ale nie dotrzymalas slowa - wciaz walczysz by maz podporzadkowal
                sie tobie?

                > Czuję, że on żyje tylko sobą.

                Pozwol, ze ci zacytuje madra ksiazke, ktora mi bardzo pomogla: Men
                do not need books about codependence, they naturally put themselves
                first.
                Dodam jeszcze od siebie, za zadnem mezczyzna nie doceni poswiecenia
                kobiety, co najwyzej sie nim zirytuje.
              • krzysztof-lis Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 17.12.08, 11:46
                > Ja też pokochałam. Zapytał, czy pójdę jego drogą, odpowiedziałam,
                > że tak. I dla mnie znaczyło to co innego, dla niego co innego.
                > Czuję, że on żyje tylko sobą. A dla mnie miała to być wspólna droga.

                On zapytał, czy pójdziesz JEGO drogą. Ty powiedziałaś, że TAK, po czym chcesz
                iść SWOJĄ drogą.

                Gdzie sens, gdzie logika?
                • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 17.12.08, 12:23
                  krzysztof-lis napisał:

                  > On zapytał, czy pójdziesz JEGO drogą. Ty powiedziałaś, że TAK, po czym chcesz
                  > iść SWOJĄ drogą.
                  >
                  > Gdzie sens, gdzie logika?

                  Jednak komunikacja to trudna sprawa :))

                  Sęk w tym, że wtedy źle się zrozumieliśmy, albo wcale.
                  Powiedziałam, że pójdę jego drogą tzn. będę wchodzić w jego świat, poznawać jego
                  punkt widzenia, dam swoje zaangażowanie, swój czas, będę go wspierać,
                  wysłuchiwać, na ile potrafię doradzać itp.
                  Ale to wcale nie oznaczało, że moje sprawy, zainteresowania, poglądy i marzenia
                  przestaną istnieć.
                  Ja go wprawdzie nie zapytałam czy i on pójdzie moja drogą, bo wydawało sie to
                  oczywiste, że skoro chcemy pójść razem to po to, by się wzajemnie poznawać,
                  przenikać, dzielić swoimi światami.
                  Takie "drobne" nieporozumienie - ale dzisiaj mąż mówi jakby sądził, że tamta
                  moja deklaracja znaczyła moją rezygnację z mojego świata.

                  Chyba jasno to opisałam (mam nadzieję) - wspólne życie = wspólny świat, każdy
                  wnosi swoją część, angażujemy się w drugą osobę, przeżywamy z nią jej pasje i
                  zmartwienia i wciąż budujemy coś wspólnego. Takie przeplatanie się winorośli.
                  • krzysztof-lis Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 18.12.08, 10:29
                    > Sęk w tym, że wtedy źle się zrozumieliśmy, albo wcale.

                    A dokładniej
                    • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 18.12.08, 11:45
                      krzysztof-lis napisał:

                      > A dokładniej
                      • krzysztof-lis Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 18.12.08, 12:51
                        > A czy dla Ciebie związek dwojga ludzi to coś jednostronnego
                        > z założenia lub w domyśle? Czy dla Ciebie nie jest oczywistością
                        > założenie o wzajemności?

                        Wzajemność jest oczywista, jeśli wiąże się dwójka podobnych ludzi. Gdy wiąże się
                        dwójka ludzi różnych, z których jedno nie chce się zmieniać a drugie to
                        akceptuje (a przynajmniej tak mówi), to o wzajemności nie ma mowy.

                        > Z czego miałby zrezygnować?

                        Nie wiem dokładnie, na czym polega "jego droga", więc Ci na to nie odpowiem.

                        > Nie wywierałam na nim nacisku w wielu kwestiach - praca, znajomi,
                        > ubiór, podejscie do obowiązków.

                        Ale w wielu innych wywierałaś nacisk.

                        Nie zasłaniaj się swoją wspaniałomyślnością, bo to nie ma znaczenia.

                        > Ja zaś wolałam zeby on sam od siebie chciał dbac o płaszczyzny
                        > zycia swojego i wspólnego.

                        Chyba życia Twojego...

                        > Jedność to nie idiotyzm! Ani mrzonki. Ludzie, którzy jej nie
                        > zaznają są nieszczęśliwi, samotni, niespełnieni.

                        Bzdura. :)
                        • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 18.12.08, 21:31
                          krzysztof-lis napisał:

                          > Wzajemność jest oczywista, jeśli wiąże się dwójka podobnych ludzi. Gdy wiąże si
                          > ę
                          > dwójka ludzi różnych, z których jedno nie chce się zmieniać a drugie to
                          > akceptuje (a przynajmniej tak mówi), to o wzajemności nie ma mowy.

                          Wiesz, zazwyczaj na poczatku znajomości ludziom wydaje sie, że są podobni.
                          Inaczej nie myśleli by, by byc razem.
                          Choć z drugiej strony mój mąż napisał do swojej "koleżanki", że są podobni i nie
                          mogli by być razem. Twierdzi, ze aby byc razem trzeba się różnic by się uzupełniać.
                          Już nie wiem jak powinno byc by żyć razem i by obdarzać się wzajemnością.
                          W każdym razie myślę, że bez tej naturalnej wzajemności ciężko się zyje.
                          Ja np. czuje się jakby mi brakowało powietrza.

                          > > Z czego miałby zrezygnować?
                          >
                          > Nie wiem dokładnie, na czym polega "jego droga", więc Ci na to nie odpowiem.

                          To Ty napisałeś, że ja chciałam by rezygnował.
                          Mąż z resztą też twierdzi, że ze wszystkiego w zyciu zrezygnował dla mnie,
                          przeze mnie. Ale ja do dziś nie wiem z czego on zrezygnował.
                          Tak jak ja to widzę, on po prostu unikał problemów i wysiłku.
                          >
                          > > Nie wywierałam na nim nacisku w wielu kwestiach - praca, znajomi,
                          > > ubiór, podejscie do obowiązków.
                          >
                          > Ale w wielu innych wywierałaś nacisk.

                          A skąd to przekonanie?

                          > Nie zasłaniaj się swoją wspaniałomyślnością, bo to nie ma znaczenia.

                          Nie jestem wspaniałomyślna. Upominam sie o swoje i walczę z przeciwnościami.

                          Co nie ma znaczenia?

                          >
                          > > Ja zaś wolałam zeby on sam od siebie chciał dbac o płaszczyzny
                          > > zycia swojego i wspólnego.
                          >
                          > Chyba życia Twojego...

                          ??????????

                          >
                          > > Jedność to nie idiotyzm! Ani mrzonki. Ludzie, którzy jej nie
                          > > zaznają są nieszczęśliwi, samotni, niespełnieni.
                          >
                          > Bzdura. :)

                          Każdy marzy o jedności. Mój mąż również. Kiedy leżymy przytuleni on wtedy mówi,
                          że czuje się ze mną zjednoczony.
                          Ja również. Ale brakuje mi jeszcze zjednoczenia dusz, płynności rozmowy,
                          zrozumienia wyrażanych uczuć.

                          Bzdura?
                          • krzysztof-lis Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 19.12.08, 13:02
                            > To Ty napisałeś, że ja chciałam by rezygnował.

                            Tak, bo nie raz i nie dwa dałaś wyraz temu, że masz non-stop pretensje do męża.

                            > > Nie zasłaniaj się swoją wspaniałomyślnością, bo to nie ma
                            > > znaczenia.
                            >
                            > Nie jestem wspaniałomyślna. Upominam sie o swoje i walczę z
                            > przeciwnościami.
                            >
                            > Co nie ma znaczenia?

                            Nie ma znaczenia to, że wspaniałomyślnie na wiele rzeczy mu pozwalasz. Ma
                            znaczenie to, że o bardzo wiele rzeczy się czepiasz.

                            > > > Ja zaś wolałam zeby on sam od siebie chciał dbac o płaszczyzny
                            > > > zycia swojego i wspólnego.
                            > >
                            > > Chyba życia Twojego...
                            >
                            > ??????????

                            O SWOJE życie to on dba. Ty zaś jako WSPÓLNE traktujesz SWOJE. Teraz rozumiesz,
                            o co mi chodziło?

                            > Każdy marzy o jedności.

                            Nie. Nie każdy.

                            Bzdurą jest to, że traktujesz jedność jako warunek konieczny do osiągnięcia
                            szczęścia.
                            • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 19.12.08, 23:03
                              krzysztof-lis napisał:

                              > Tak, bo nie raz i nie dwa dałaś wyraz temu, że masz non-stop pretensje do męża.

                              Widać niektórzy uważają, ze związek jest po to, aby mieć kąt i stabilizację i
                              rodzinę na pokaz. Może nie non-stop, ale zdarzają sie sytuacje, że o coś go
                              pytam, on mnie zbywa, ja jestem niezadowolona, że mnie tak traktuje, a on na to
                              że mam pretensje.
                              I to wg Ciebie są pretensje Krzysztofie? Też twierdzisz jak mój mąż, ze niektóre
                              sprawy dotyczące męża nie powinny mnie obchodzić i że powinnam zająć sie. tym
                              czym powinna zająć się kobieta? Garami?

                              > > Co nie ma znaczenia?
                              >
                              > Nie ma znaczenia to, że wspaniałomyślnie na wiele rzeczy mu pozwalasz. Ma
                              > znaczenie to, że o bardzo wiele rzeczy się czepiasz.

                              Nie potrzebuje mojego pozwolenia by robić to co do niego należy, co uważa za
                              słuszne. Nie pyta mnie o zdanie.

                              >
                              > O SWOJE życie to on dba. Ty zaś jako WSPÓLNE traktujesz SWOJE. Teraz rozumiesz,
                              > o co mi chodziło?

                              Tak, to prawda - o swoje życie to on dba. I niewiele go obchodzi, ze mamy problemy.
                              Więc jesteś zwolennikiem życia obok siebie widzę - każdy sobie rzepkę skrobie.

                              > > Każdy marzy o jedności.
                              >
                              > Nie. Nie każdy.
                              >
                              > Bzdurą jest to, że traktujesz jedność jako warunek konieczny do osiągnięcia
                              > szczęścia.

                              Tu się zgadzam - można żyć solo i być szczęśliwym. Lecz jeśli się w kogoś
                              człowiek angażuje i składa przysięgę o dozgonnej miłości, to już nie jest się
                              samostanowiącą jednostką. Dwoje w jedno ciało sie łączy - nie wiesz tego?
                              • krzysztof-lis Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 23.12.08, 11:37
                                > Tu się zgadzam - można żyć solo i być szczęśliwym. Lecz jeśli się
                                > w kogoś człowiek angażuje i składa przysięgę o dozgonnej miłości,
                                > to już nie jest się samostanowiącą jednostką. Dwoje w jedno ciało
                                > sie łączy - nie wiesz tego?

                                Zrozum
                                • kicia031 Krzysztofie 23.12.08, 13:08
                                  Dwoje w jedno ciało
                                  > > sie łączy - nie wiesz tego?
                                  >
                                  > Zrozum
          • abasia471 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 16.12.08, 15:28
            sabin.a napisała:

            > Nie żałuj straconego czasu - swoją drogą dzięki, że mi go
            poświęciłaś :))

            Miło że dziękujesz, ale mnie nie chodziło o podziękowania. Naprawdę
            chciałam Ci pomóc. Pamiętam jeszcze, jak bardzo sama cierpiałam,
            gdy moje małżeństwo kulało a mój mąż odgradzał się ode mnie murem
            milczenia i wycofania, więc chciałam pomóc Ci zrozumieć, że musisz
            coś zmienić. Niestety coraz bardziej jestem przekonana, że Ty nie
            chcesz zmieniać, tego co możesz, czyli siebie. Ty chcesz zmienić
            męża. Koniec. Kropka. Jest takie powiedzenie: Do tanga trzeba
            dwojga. I to jest prawda, cała prawda i tylko prawda. Ale. MELODIĘ
            MOŻNA ZMIENIĆ SAMEMU. Zrób to. Przestań robić za płaczkę, która
            usiłuje wymóc zainteresowanie i miłość. Nawet jeżeli Twoje
            pretensje są w jakiejś części uzasadnione, to starając się siłowo
            egzekwować swoje racje do niczego dobrego nie doszłaś. Dlatego
            twierdzę, że musisz zmienić taktykę.

            > Może i jestem niereformowalna - w pewnych sprawach na pewno tzn,
            nie idę za modą
            > itp. Jestem stała. Chętnie zaś zmiękczam się jeśli ktoś
            argumentuje. Brakuje mi
            > w wypowiedziach szczególnie kici argumentacji.

            Widzisz, ja dla odmiany, widzę w wypowiedziach Kici dużo celnych
            argumentów. Ty chyba nie dostrzegasz tych argumentów, bo patrzysz
            na wszystko przez jakiś filtr ochronny, który chroni Cię przed
            przyznaniem się do błędów. Nie mówię winy, ale właśnie do błędów,
            które całkiem niepotrzebnie usiłujesz tłumaczyć.

            Ok wolność - ale przecież serce pragnie dzielić się wszystkim
            > (przynajmniej ja zawsze tak miałam) i doznaje wielkiego
            rozczarowania i bólu gd y
            > okazuje się, z eta druga osoba nie odpłaca tym samym tzn. nie
            cieszy sie razem z
            > tobą nie smuci, nie podziela trosk i ma tajemnice

            W porządku, teoretycznie masz rację, ale praktycznie robisz
            wszystko, żeby mąż uciekał od tej bliskości, której pragniesz. Weź
            w końcu pod uwagę, że każdy człowiek jest inny. Twój mąż może nie
            chcieć aż tak otwierać się przed Tobą, jak tego oczekujesz. Uszanuj
            to.

            Równocześnie coraz bardziej przykry dla żony, nie dba o relacje z
            nią w ogóle,
            > odpuszcza to sobie, bo ma przecież koleżanki, które bajeruje - i
            to mu wystarcz
            > a> ... aż wszystko się sypnęło .... i teraz taki ktoś nie ma
            odwagi cywilnej nawet
            > porozmawiać o tym jaką drogą poszedł ...
            > Napisałaś mi już, że należy te4 sprawy odpuścić i budować to co
            teraz. Ale jest
            > jedno ale. Ktoś kto nie wyciągnie wniosków, kto przez dłuższy
            czas potrafił żyć
            > "podwójnie", może to powtarzać. Ale jest druga strona medalu - o
            wiele gorsza -
            > jak zaufać, jak odzyskać radość życia mając świadomość, że żyje
            się z osobą po
            > której nie wiesz czego możesz się spodziewać. Nasze zycie doszło
            do takiego
            > momentu, tak się nasze drogi rozjechały, że nie da się bez
            szczerości ... A mąż
            > jak widzę nie chce lub nie umie przejść przez tę barierę.
            > Zastanawiam się czym to jest spowodowane. Nie chcę uwikłać się w
            jednostronne
            > "pewnie ma coś do ukrycia". Może jest inna przyczyna - chciałabym
            ją poznać by
            > pokonać.
            > A może się mylę? Radzicie bym ja sie zmieniła. ale jak wyrzec się
            samej siebie.
            > Mam taką nie inną wrażliwość, takie nie inne zasady, poglądy,
            marzenia .....
            > Próbowałam zacisnąć zęby i "cieszyć się" dniem bieżącym, być
            blisko.... ale jes
            > t
            > ta przepaść, ta pustka, ta świadomość, ze zdradził, że nigdy nie
            oddał mi się,
            > że nie pragnie mnie na prawdę ...

            No właśnie. Krytyczne oceny, to to, czego mężowi nie szczędzisz.
            Nawet jeżeli on postępuje tak jak piszesz, to weź pod uwagę jedną
            rzecz. Każde działanie ma jakiś motyw przewodni, coś co powoduje,
            że działamy tak a nie inaczej. Są więc dwa możliwe warianty. Albo
            Twój mąż jest sadystycznym łobuzem, który z dokuczania żonie zrobił
            życiowy cel albo po prostu facet broni swojego prawa do
            samostanowienia. Czytając Twoje wypowiedzi myślę, że w tym
            przypadku chodzi o to drugie. Jesteś bardzo zaborcza i tyle.


            > A może się mylę? Radzicie bym ja sie zmieniła. ale jak wyrzec się
            samej siebie.
            > Mam taką nie inną wrażliwość, takie nie inne zasady, poglądy,
            marzenia .....

            Siebie wyrzekać się nie musisz, wystarczy że zaakceptujesz, że mąż
            może być inny aniżeli Ty.
            Pomyśl o nim jak o innym człowieku, który choć jest różny od
            Ciebie, to też jest jednakowo dobry.

            >Próbowałam zacisnąć zęby i "cieszyć się" dniem bieżącym,

            Daj spokój zaciskaniu zębów i idź na terapię. Dopóki nie
            przepracujesz swoich problemów, to będziesz żyła albo jako
            upierdliwa hetera albo jak męczennica ze szczękościskiem.

            > Raczej tkwiąca w cierpieniu - może za bardzo się w tym lubuję?
            Ale może nie.

            Moim zdaniem to bardzo celne i prawdziwe spostrzeżenie. W tym co
            piszesz jest wiele masochistycznej przyjemności.

            > Nie wiem, bo nie dostaje tego o co zabiegam. On jest jakiś
            dziwny. nie chce, ni
            > e umie rozmawiać? Gdy on mi zada jakiekolwiek pytanie, w
            jakimkolwiek temacie
            > odpowiadam, produkuję się, staram się by jak najlepiej mu
            wytłumaczyć kwestię.
            > On nie. Ma to gdzieś, nie szczędzi zaś nieprzyjemnych odzywek i
            fochów.

            On nie jest dziwny, on jest inny niż Ty. Zrozum to i zaakceptuj.
            Nieprzyjemne odzywki są pewnie reakcją na Twoje natarczywe
            zachowania.

            >Mi nie chodzi o to zeby wykazać kto jest ok, kto zaś winien.

            A mnie się wydaje, że Tobie nie chodzi o wykazanie winy, bo masz
            już ustalonego winnego.

            >Ja chce z nim rozmawiać, chcę by mówił mi prawdę i traktował
            godnie, żeby mnie nie ignorował, nie zachowywał sie chamsko, żeby
            nie tylko mówił, ze mu zależy ale by postępowa
            > ł> zgodnie z tym.

            Znowu wracamy do tego samego. Ty chcesz rozmawiać! To że on nie
            chce rozmawiać nie ma dla Ciebie znaczenia! Raz jeszcze powtórzę,
            komunikowanie się to nie jest tylko rozmowa. Najłatwiej i
            najprościej się porozumieć, gdy ludzie ze sobą rozmawiają, ale
            jeżeli Twój mąż , z jakichś względów tego unika, to daj spokój z
            wymuszaniem rozmów.

            > Abasia, piszesz, że Tobie się udało, że mąż zmienił zachowanie w
            stosunku do
            > Ciebie, że zabiega ... A czy rozmawiacie? Czy jesteś zadowolona i
            szczęsliwa?
            > Czy czujesz tę bliskość i jedność? Czy może przewartościowałaś
            swoje pragnienia
            > i odpuściłaś sobie cząstkę marzeń. A może tylko ja mam taki
            właśnie obraz
            > związku i bliskości?

            Jestem szczęśliwa i spełniona w swoim małżeństwie. Mąż jest czuły i
            bardzo fajnie nam się żyje. Kiedy mąż ma jakieś swoje humory,
            gorszy nastrój staram się schodzić mu z drogi. On robi dokładnie
            tak samo. Czasami, gdy o coś zapytam i widzę, że nie chce
            rozmawiać, to nie nalegam. Szanuję jego prawo do zachowania
            tajemnicy. Dużo ze sobą rozmawiamy o różnych sprawach, często sobie
            żartujemy, uprzyjemniamy sobie nawzajem życie, np. on kupuje mi
            kwiaty a ja piekę mu ulubiony sernik. Nasza codzienność jest ciepła
            i spokojna. Odkąd przestałam wiedzieć lepiej, na czym powinno
            polegać moje małżeństwo i jak powinien zachowywać się mąż wszystko
            układa się dobrze. Wiem, że jestem dla niego ważna i nie potrzebuję
            wymuszać na nim deklaracji słownych. Co ciekawe, odkąd przestałam
            nagabywać i wyciągać z niego, co myśli i czuje, on chętniej mówi o
            sobie. A od jakiegoś czasu sam nauczył się mówić, że mnie kocha. Ja
            często mówię mu, że jest kochany, że doceniam jego zaangażowanie w
            sprawy rodziny, że lubię jego poczucie humoru, itp. Jest fajnie i
            jeżeli się o coś martwię, to o to, żebym odeszła przed nim, bo nie
            wiem, jakbym sobie poradziła, gdyby go zabrakło. Wydaje mi się, że
            on jest psychicznie silniejszy, więc lepiej dałby sobie radę gdyby
            mnie zabrakło.

            > I nie mylę jedności z niewolą, z ograniczaniem relacji z innymi
            ludźmi.

            Odniosłam inne wrażenie.

            > Dzisiaj modne i poniekąd bez
            • abasia471 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 16.12.08, 15:39
              > Dzisiaj modne i poniekąd bezpieczne staja się związki z
              ograniczoną zależnością
              > w pewnym sensie bez zobowiązań. Coś takiego nie dla mnie.

              Ty poszłaś w drugą skrajność, oczekujesz unifikacji – mąż ma być
              taki jak Ty, małżeństwo wg Twoich standardów.


              Tak się rozpisałam, że aż wycieło mi kawałek postu. Mam nadzieję,
              że to co napisałam wzbudzi w Tobie jakieś refleksje, które pomogą
              Ci znaleźć właściwy sposób na Twoje małżeństwo.
              • verdana Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 16.12.08, 16:26
                Ty żyjesz w oblęzonej twierdzy. Upewnilo mnie o tym zdanie o
                kasjerce, ktora pochyla sie - i ty już wiesz, że wyłacznie o to, aby
                uwieść biustem Twojego męza. To przeciez absurd, a nawet jak nie
                absurd - no to co? Co Ci to przeszkadza? Facet żeniac się jest
                zobowiązany do wiernosci, ale nie do slepoty, ani nie do zerwania
                wszelkich znajomosci z kobietami. Podobnie jak od kobiety nie można
                wymagac, aby do pracy ubierala się w pokutny wor, bo tam sa faceci.
                To normalne, ze czlowiek chce się podobać, nie tylko mężowi i nie
                tylko żonie. Mnie nie przeszkadza, jak mąż spotyka się ze znajomą,
                jak oglada się za dziewczynami - bo wiem, ze i tak mnie woli. A jak
                przestanie woleć, to mój nadzór mu w tym nie rpzeszkodzi. Taka jest
                prawda - małżenstwo to nie więzienie.
                Niepokoi mnie tez Twoje podejscie do córki. Sporo i w tym wypadku
                piszesz o kontroli - zgadzam się z Toba, ze dziecko musi miec
                wyznaczane granice, ale na bieżąco, te granice nie moga być tez zbyt
                ciasne. natomiast planowanie, ze chce się wychowac skromna
                dziewczynkę, ubierajacą się wg. gustu matki, nie wlasnego - to juz
                jest groźne. Córka jest jeszcze mała, a Ty już widzisz, jaka ma być -
                i zareczam Ci, ze będzie inna. I takie plany to najlepszy sposób
                aby rzeczywiscie w wieku 16 lat buntowała się przeciw Tobie.
                Podobnie wydaje mi się, ze już w pieciolatce widzisz obiekt
                seksualny, ta dziedzina zycia Twojego dziecka już Cie niepokoi -
                stąd stosowne ubranie i skromność. Za wczesnie, zdecydowanie za
                wczesnie. Nie tedy droga.
                • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 20.12.08, 01:05
                  verdana napisała:

                  > Ty żyjesz w oblęzonej twierdzy. Upewnilo mnie o tym zdanie o
                  > kasjerce, ktora pochyla sie - i ty już wiesz, że wyłacznie o to, aby
                  > uwieść biustem Twojego męza.

                  Od razu uwieść? a po co uwieść. Przecież piszą tu Panie, ze lubią się podobać
                  innym mężczyznom, czyimś mężom, widzieć ten błysk w ich oku, to spojrzenie.
                  Ta kasjerka pochyliła się specjalnie (aż żal ogarnia na takie zagrywki), że niby
                  coś na druczku było. Niby co miało być?

                  >To przeciez absurd, a nawet jak nie
                  > absurd - no to co? Co Ci to przeszkadza? Facet żeniac się jest
                  > zobowiązany do wierności, ale nie do slepoty, ani nie do zerwania
                  > wszelkich znajomosci z kobietami.

                  Jasne, że tak. Mądrzy ludzie już dawno zapisali, ze wszystko ok. dopóki są
                  zachowane odpowiednie proporcje i jeśli nie ma krętactw i kłamstw. Bo to już
                  zakrawa o lewe zamiary.
                  Mój mąż we wszystkich kontaktach z kobietami szukał potwierdzenia swojej
                  atrakcyjności, lubił flirtować. I nie mów, ze Tobie by to nie przeszkadzało.

                  >Podobnie jak od kobiety nie można
                  > wymagac, aby do pracy ubierala się w pokutny wor, bo tam sa faceci.
                  > To normalne, ze czlowiek chce się podobać, nie tylko mężowi i nie
                  > tylko żonie. Mnie nie przeszkadza, jak mąż spotyka się ze znajomą,
                  > jak oglada się za dziewczynami - bo wiem, ze i tak mnie woli.

                  Ale kiedy mu się jakas za bardzo spodoba i spojrzy na nią dłużej to Ci juz
                  przeszkodzi i minka xci się skrzywi. I jak mu to będzie sie częściej zdarzało to
                  w końcu mu powiesz, że Ci sie to nie bardzo podoba.

                  Przykre jest dla mnie, że kiedy gdzieś idziemy i ja się stroje - dla niego, nie
                  innych - to on nie zauważa tego, ze świetnie wyglądam. I zawsze zawiesza wzrok
                  na innej, bo coś nowego.
                  Ja mówię mu - skoro wychodzimy razem, to chcialabym czuć się razem, zauważać
                  się, reagować na siebie. Bo skoro mamy siedzieć koło siebie jak obcy i tylko na
                  innych zwracać uwagę to chodźmy osobno na imprezy.

                  No ale większość piszących tu osób pewno ma inne na ten temat zdanie.

                  Pewnie Ich zdaniem po to się chodzi razem na imprezy żeby podobać się obcym
                  mężom i obcym żonom i urozmaicić sobie nudę życia małżeńskiego czarowaniem
                  partnerów innych osób.

                  >A jak
                  > przestanie woleć, to mój nadzór mu w tym nie rpzeszkodzi. Taka jest
                  > prawda - małżenstwo to nie więzienie.

                  A jak Cie zdradzi, to będziesz cierpieć nawet jak nie wybaczysz i nie zostaniesz
                  z nim.

                  > Niepokoi mnie tez Twoje podejscie do córki. Sporo i w tym wypadku
                  > piszesz o kontroli - zgadzam się z Toba, ze dziecko musi miec
                  > wyznaczane granice, ale na bieżąco, te granice nie moga być tez zbyt
                  > ciasne. natomiast planowanie, ze chce się wychowac skromna
                  > dziewczynkę, ubierajacą się wg. gustu matki, nie wlasnego - to juz
                  > jest groźne. Córka jest jeszcze mała, a Ty już widzisz, jaka ma być

                  Moje córka codziennie wybiera ubranko do przedszkola, juz wyrabia sobie gust i
                  czasami trzeba ja ubrać dziwacznie bo tak jej sie właśnie podoba.
                  Nie zmuszam ja by ubierała się tak jak mi się podoba, choć przekazuję jej pewne
                  wskazówki.
                  Więc chyba zbędne obawy.

                  > i zareczam Ci, ze będzie inna. I takie plany to najlepszy sposób
                  > aby rzeczywiscie w wieku 16 lat buntowała się przeciw Tobie.

                  Nie chciała bym by doszło do buntowania się. ale jest to prawie, ze normą
                  podczas dojrzewania. Liczę sie z tym, ze u nas też tak będzie. Często jest to
                  niezależne od niczego. Różnie młodzież dojrzewa.
                  Trzeba zadbać teraz o stworzenie odpowiedniej więzi, a i bunt będzie można
                  przejść bez ofiar :)).

                  > Podobnie wydaje mi się, ze już w pieciolatce widzisz obiekt
                  > seksualny, ta dziedzina zycia Twojego dziecka już Cie niepokoi -
                  > stąd stosowne ubranie i skromność. Za wczesnie, zdecydowanie za
                  > wczesnie. Nie tedy droga.

                  Nie tędy droga?
                  Ja uważam, że dziecko od najmłodszych lat trzeba uczyc różnych rzeczy -
                  porządku, odpowiedzialności, co dobre, co złe ... Ona sama już wie - i kiedyś
                  mnie zaskoczyła, że jak ktoś jej dokuczy np. ugryzie, to nie powinna oddawać, bo
                  to jest złe.

                  Co do ubioru, seksualności - dziecko w wieku 5 lat już rozróżnia płeć i z
                  pewnością nie czuje swojej seksualności, ale niestety inni mogą dziecko
                  postrzegać jako obiekt seksualny. zatem uczenie , ze pewne części jej ciała są
                  jej to wstęp do seksualności - taki konieczny niestety wstęp.

                  Poza tym media. Dziecko gdzieś zobaczy obrazek taki czy inny - trzeba
                  wytłumaczyć. bo co innego jest zobaczyć nagość przy kąpieli, a co innego np.
                  nagą kobietę w towarzystwie ubranych panów. dziecko przyjmuje bezkrytycznie
                  obrazki, a media przesycone są przeróżnymi obrazkami, treściami.
                  Zatem edukacja seksualna z konieczności następuje dość wcześnie u dzisiejszych
                  dzieci.
            • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 16.12.08, 16:46
              abasia471 napisała:
              > Jest takie powiedzenie: Do tanga trzeba
              > dwojga. I to jest prawda, cała prawda i tylko prawda. Ale. MELODIĘ
              > MOŻNA ZMIENIĆ SAMEMU. Zrób to. Przestań robić za płaczkę, która
              > usiłuje wymóc zainteresowanie i miłość. Nawet jeżeli Twoje
              > pretensje są w jakiejś części uzasadnione, to starając się siłowo
              > egzekwować swoje racje do niczego dobrego nie doszłaś. Dlatego
              > twierdzę, że musisz zmienić taktykę.

              Ciekawy pomysł - zmienić melodię. Na prawdę.
              Rzeczywiście siłowo nic z moim nie daje się zdziałać. Ale próbowałam też inaczej
              - uśmiechnięta, wesoła, miła, kochliwa, ciepła ... I rzeczywiście było prawie
              jak w bajce.
              Ale on dalej nie mówił, nie rozmawiał ze mną.
              Ja umieram z braku rozmowy! z braku możliwości powiedzenia mu co czuję i braku
              zrozumienia z jego strony. Specjalnie nie piszę o wyjaśnianiu jego minionych
              poczynań.
              Może jestem zbyt niecierpliwa i może trzeba o wiele więcej czasu żeby on się
              jakoś do mnie przekonał, że nie chcę go oni zamęczać, ani przesłuchiwać, ani
              napadać itp.

              Ty chyba nie dostrzegasz tych argumentów, bo patrzysz
              > na wszystko przez jakiś filtr ochronny, który chroni Cię przed
              > przyznaniem się do błędów. Nie mówię winy, ale właśnie do błędów,
              > które całkiem niepotrzebnie usiłujesz tłumaczyć.
              Mąż też ciągle mi powtarza "zastanów się, co ty źle robiłaś".
              No i zgoda - zastanawiam się i widzę, ze byłam zbyt .........
              Ale to dalej nic nie daje, bo to jest tak, jakbym miała stwierdzić: "ponieważ
              sama mam sporo sobie do zarzucenia, to teraz mam się ukorzyć i nie oczekiwać
              zbyt wiele, cieszyć się ze wszystkiego co mi mąż zechce dać ...".
              Przede wszystkim chodzi o to, bym wiedziała co myśleć o jego poczynaniach w
              niedalekiej przeszłości. Jest różnica myśleć - "miał kochankę", "może miał
              kochankę" albo "była jego dobrą koleżanką", "była jego przyjaciółką", albo
              "planował z nią wspólną przyszłość", "był w niej platonicznie zakochany" ....
              Mam "przesłanki", że coś było, ale nie wiem co. I jaką wersje mam wybrać? Dla
              męża jest to obojętne. A dla mnie zasadnicza różnica.
              Nie chce rozmawiać - ma jakiś powód.
              Ja jestem niespokojna - nie mogę normalnie funkcjonować.


              > W porządku, teoretycznie masz rację, ale praktycznie robisz
              > wszystko, żeby mąż uciekał od tej bliskości, której pragniesz. Weź
              > w końcu pod uwagę, że każdy człowiek jest inny. Twój mąż może nie
              > chcieć aż tak otwierać się przed Tobą, jak tego oczekujesz. Uszanuj
              > to.


              Jestem gotowa szanować inność, inne poglądy, nawet marzenia. Ale jest jeden
              warunek - "muszę" to poznać, gdyż nie mogę szanować, czy akceptować nieznanego.


              > Każde działanie ma jakiś motyw przewodni, coś co powoduje,
              > że działamy tak a nie inaczej. Są więc dwa możliwe warianty. Albo
              > Twój mąż jest sadystycznym łobuzem, który z dokuczania żonie zrobił
              > życiowy cel albo po prostu facet broni swojego prawa do
              > samostanowienia. Jesteś bardzo zaborcza i tyle.

              Tak, zdecydowanie to drugie. I jestem zaborcza - to fakt. Ale również jestem
              tego świadoma. I takie zestawienie - moja zaborczość i jego "uciekanie", a
              raczej "ukrywanie" są jak zapalnik w reaktorze.
              Nie wiem tylko dlaczego ja chcę się zmieniać, on owszem też chce, ale tylko
              formę zewnętrzną naszych stosunków.


              > Siebie wyrzekać się nie musisz, wystarczy że zaakceptujesz, że mąż
              > może być inny aniżeli Ty.
              > Pomyśl o nim jak o innym człowieku, który choć jest różny od
              > Ciebie, to też jest jednakowo dobry.

              Wiem, nie potępiam go. On też cierpi, tez jest mu źle, jest bardzo wybuchowy,
              nie kontroluje swoich emocji. Jest równie zatwardziały i uparty jak ja. Nie
              przyjmuje żadnych argumentów - albo bardzo opornie i długo.
              Trudny orzech do zgryzienia.


              > Znowu wracamy do tego samego. Ty chcesz rozmawiać! To że on nie
              > chce rozmawiać nie ma dla Ciebie znaczenia! Raz jeszcze powtórzę,
              > komunikowanie się to nie jest tylko rozmowa. Najłatwiej i
              > najprościej się porozumieć, gdy ludzie ze sobą rozmawiają, ale
              > jeżeli Twój mąż , z jakichś względów tego unika, to daj spokój z
              > wymuszaniem rozmów.

              I dam spokój, ale nie będziemy blisko - nie jest to możliwe, jeśli nie można
              powiedziec co się czuje (i nie myslę o zalewaniu drugiej osoby potokiem żalów).

              > Odkąd przestałam wiedzieć lepiej, na czym powinno
              > polegać moje małżeństwo i jak powinien zachowywać się mąż wszystko
              > układa się dobrze. Wiem, że jestem dla niego ważna i nie potrzebuję

              To gratuluję!
              Widać, że masz do niego zaufanie.
              Ja nie potrafię się zdobyc na ten akt bez tych rozmów. Tak boli, że nie chce byc
              szczery. Mam wybaczyć na zapas? Pomyśleć, że choćby było najgorsze to teraz mamy
              nowe zycie?
              Nie potrafie tak. I choć się postaram i wejdę na wyżyny, to wiem\, że spadnę.

              Pozdrawiam, serdecznie dziękuje Wszystkim za wpisy!
              • marianka_marianka Mała uwaga 16.12.08, 18:49
                Tyle mądrych osób wypowiedziało się powyżej, że ja tylko króciutko małym przykładem się wtrącę. Otóż jak czytam coś takiego (cytuję):

                > Ale on dalej nie mówił, nie rozmawiał ze mną.
                > Ja umieram z braku rozmowy! z braku możliwości powiedzenia mu co czuję i braku zrozumienia z jego strony.

                zapala mi się w głowie czerwona lampka.
                W skrócie: Mam koleżankę, która w zeszłym roku rozwiodła się z mężem. Powodów było mnóstwo, ale ja nie o tym. Jedną z jego najbardziej widocznych cech była ciągła chęć KOMUNIKACJI z żoną... Każda typowa bądź nietypowa sytuacja była doskonałym pretekstem do głębokiej analizy odczuć żony... Np. to że na spacerze spojrzała się jego zdaniem ze zbytnim zainteresowaniem na obcego mężczyznę, że pół godziny dłużej była na zakupach, że za pierwszym razem nie odebrała telefonu itd itd. Potrafił płakać i godzinami zapewniać ją o swojej wielkiej miłości...A kiedy ona miała serdecznie dość przedłużającej się rozmowy, tłumaczenia się z niczego i zapewniania, że nie ma nic na sumieniu - uciekała np. do toalety - to on wchodził za nią i zaczynał od nowa, że na pewno ma coś na sumieniu skoro nie chce o tym rozmawiać, dlaczego go tak rani itp. Był wyjątkowo zaborczy i nigdy nie dał się przekonać, że żona może mieć jakieś tajemnice przed mężem, mieć swoje życie i zainteresowania. Wg. niego małżeństwo oznacza wspólnotę myśli, uczuć, ciał itp. Każdą niechęć do rozmowy traktował bardzo osobiście i jako zdradę swojej osoby. Osobiście próbowałam przekonać go do innego punktu widzenia na pewne sprawy - bez rezultatu.
                Dlatego jak słyszę o tym, ze któreś z małżonków > umiera z braku rozmowy < mam jego przed oczami.
                Sabino, jeżeli widzisz chociaż maleńkie podobieństwo, walcz z tym, niestety nie powiem Ci jak. Ich małżeństwo nawet zahaczyło o psychologa (On obiecał, że zrobi wszystko dla niej, bo tak ją kocha!), niestety psycholog stwierdził po pierwszej wizycie, że On jest beznadziejnym przypadkiem, niereformowalnym! Ona koniec końców odeszła po 5 latach, bo nie wytrzymała. Na szczęście nie mieli dzieci.
                • sabin.a Re: Mała uwaga 18.12.08, 12:19
                  marianka_marianka napisała:

                  > Dlatego jak słyszę o tym, ze któreś z małżonków > umiera z braku rozmowy &#
                  > 60; mam jego przed oczami.
                  > Sabino, jeżeli widzisz chociaż maleńkie podobieństwo, walcz z tym, niestety nie
                  > powiem Ci jak.

                  Umieram z braku rozmowy - to przenośnia. Gdy przez dłuższy czas nie mogę pogadac
                  o tym czego bym chciała, co czuję to żeczywiście można tak zacząć czuć - jakby
                  brakowało powietrza.
                  chodzi o zwykłe często sprawy - np. mąż nie powiedził mi, że w firmie organizują
                  Mikołaja dla dzieci pracowników. Uzasadnił, że to jego firma, on podjął decyzję
                  żeby nie jechać i sprawa mnie nie dotyczy więc nie musi mi o tym mówić. A ja
                  twierdzę, że dotyczy i to bardzo.
                  Też pracuję, też jest Mikołaj i jakoś o wszystkim mówię w domu.
    • matylda0508 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 17.12.08, 21:41
      To ja napisałam wątek o przyjaciółce i tu wychodzi to co napisała mamapodziomka,
      wszystko odczytujesz zbyt dosłownie. Nie ma znaczenia czy osacza Cię swoją
      osobowością mąż, przyjaciel czy też rodzic. Akurat ja napisałam o koleżance. A
      powiem szczerze, że mój mąż nie byłby moim mężem, gdyby mi zafundował taką
      atmosferę w związku.
      Ale po przeczytaniu wszystkich kolejnych postów - Twoich i dziewczyn stwierdzam,
      że powinniśmy sobie odpuścić nagonkę na Ciebie. Nie dlatego, że masz rację tylko
      dlatego, żeby nie wiem jak brutalnie ktoś napisze Ci jakie popełniasz błędy to i
      tak nigdy nie zrozumiesz, że do kryzysu w związku potrzebne są dwie osoby. I
      bynajmniej nie uważam, że tylko Ty przyczyniasz się do rozpadu Waszego związku.
      Myślę, że większość wypowiadających się dziewczyn jest w małżeństwach i
      wypowiadają się tylko dlatego, żeby Ci pomóc. Wbrew temu co nam zarzucono, ja
      akurat nie jestem kurą domową serwującą z uśmiechem obiad mojemu mężowi. Wręcz
      odwrotnie. Ale dla mnie też małżeństwo jest świętością i nie należę do tych
      nowoczesnych żon, które uważają, że to tylko papierek, a żyjemy nadal
      oddzielnie, bez wspólnych pasji, rozmów i razem spędzanego czasu, bez
      przywiązania i oddania. Ale każdy człowiek ma prawo do odrębności i oddanie w
      małżeństwie nie oznacza totalnego zniewolenia!!!! I tą zasadą kieruję się w
      małżeństwie i jakoś to działa.
      Śledziłam ten wątek, ale odpuszczę sobie bo widzę, że cokolwiek nie zostanie
      napisane to i tak wiadomo jakie będzie Twoje stanowisko - Ty cacy, mąż be.
      Mam_na_nia_alergie ma toksycznego rodzica i od Niego nie ma możliwości się
      uwolnienia, gdyż całe życie była na Niego skazana i nie może tak po prostu od
      tego się odciąć.Jedynie co negatywnie odebrałam w Jej wypowiedzi to to, że Ona
      zdecydowała się nie mieć dziecka, a Ty wg Niej już nie masz wyboru. Twoje posty
      sugerują, że bardzo chciałaś mieć dziecko - więc nie rozumiem zdania, że jesteś
      na Małą skazana.
      Natomiast skoro rzeczywiście tak fatalnie jest wg Ciebie w tym małżeństwie to
      nie rozumiem po co się męczysz i tak się "poświęcasz". Dla dziecka naprawdę
      będzie lepiej być wychowywanym przez jednego rodzica, ale w zdrowej atmosferze.
      Natomiast biorąc pod uwagę Twoje podejście osobiście nie uważam, żebyś była w
      stanie zapewnić Twojej córeczce właśnie taką atmosferę, gdyż z zaborczej żony
      zmienisz się w zaborczą matkę. Obym się myliła dla dobra dziecka.
      • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 18.12.08, 12:12
        matylda0508 napisała:

        żeby nie wiem jak brutalnie ktoś napisze Ci jakie popełniasz błędy to
        > i
        > tak nigdy nie zrozumiesz, że do kryzysu w związku potrzebne są dwie osoby.

        Wiem, że się przyczyniam. Jestem zbyt uparta, zbyt krytyczna, zbyt poważna no i
        mam naturę nostalgiczną. Dużo złych doświadczeń zyciowych, przeciwności losu -
        ale to nie usprawiedliwia.
        Z drugiej strony nie można tez całkowicie zmienic swojej natury. W dzieciństwie
        juz wolałam, zamiast iść na sanki - np. szyć lalkom ubranka.

        Uświadomienie sobie wad, ułomnosci skłania mnie do wyluzowania, uśmiechu,
        szerszego spojrzenia na życie ..

        > a żyjemy nadal
        > oddzielnie, bez wspólnych pasji, rozmów i razem spędzanego czasu, bez
        > przywiązania i oddania. Ale każdy człowiek ma prawo do odrębności i oddanie w
        > małżeństwie nie oznacza totalnego zniewolenia!!!!

        Smutne to co piszesz. Właśnie tego nie chcę - życia obok siebie. Już przez to
        przeszłam - 5 lat temu odpusciłam "walkę" o szczerość i bliskość. Zrobiłam tak
        jak mąż chciał - zero pytań, pozwoliłam zeby był sobą, żeby mówił mi to co chce
        i tyle ile chce. Nie posunął się w szczerości nic a nic. Coraz bardziej sie
        oddalaliśmy.
        Wierzyłam, ze to co mówi jest zgodne z rzeczywistością. Mielismy plany,
        realizowalismy je. Dziś dowiaduję się, że dla niego te lata były rozpaczą.
        Teraz, kiedy mu to powiedziałam, on stwierdza, że przestałam się nim w ogóle
        interesować, że nie miał się do kogo odezwać, dlatego "zbliżał" się z
        koleżankami, a z jedną w szczególności.

        > napisane to i tak wiadomo jakie będzie Twoje stanowisko - Ty cacy, mąż be.

        Nigdzie nie napisałam, że ja cacy mąż be.

        > Mam_na_nia_alergie ma toksycznego rodzica i od Niego nie ma możliwości się
        > uwolnienia, gdyż całe życie była na Niego skazana i nie może tak po prostu od
        > tego się odciąć.

        Może i musi - dla dobra swojej przyszłości.
        I raczej "uwolnic" spod wpływu, pogodzić z tym, że ojciec juz się nie zmieni, a
        nie odciąć. Ojca się nie wybiera.

        > więc nie rozumiem zdania, że jesteś
        > na Małą skazana.

        Nie jestem skazana. Był to mój wybór, decyzja i z każdą chwilą coraz bardziej ją
        kocham. Jest iskierką radości i oczywiście chcę ją kochac mądrze.

        > Natomiast skoro rzeczywiście tak fatalnie jest wg Ciebie w tym małżeństwie to
        > nie rozumiem po co się męczysz i tak się "poświęcasz". Dla dziecka naprawdę
        > będzie lepiej być wychowywanym przez jednego rodzica, ale w zdrowej atmosferze.
        >
        > Natomiast biorąc pod uwagę Twoje podejście osobiście nie uważam, żebyś była w
        > stanie zapewnić Twojej córeczce właśnie taką atmosferę, gdyż z zaborczej żony
        > zmienisz się w zaborczą matkę. Obym się myliła dla dobra dziecka.


        Nie czuję ani nie uważam zebym się poswięcała. Biorę z życia to co mogę. I chcę
        dać tyle ile mogę.
        Kocham męża a on mnie. Czasami, uwikłani w ten koszmar nieporozumień, niemocy
        wyrazenia myśli kłócimy się, nienawidzimy, pomstujemy ...
        Ja nie pojmuję dlaczego on nie chce, a może nie potrafi ze mną tak rozmawiac jak
        ja tego potrzebuje by zyc i oddychać.
        Analizuję jego postawę i zachowanie bo mam wątpliwość, czy mnie nie zdradzał.
        Inne mankamenty zachowania i relacji są do wyprostowania, obydwoje się staramy,
        choc nie mam pewności co do stałości tych postanowień.
        wywieram na mężu pewną presję - chcę by mówił prawdę (wciąż zniekształca
        wydarzenia i rzeczywistośc), bo nie interesuje mnie dalsze zycie obok siebie.
        Dla dobra dziecka - życie razem. Ale nie za wszelką cenę.
        • kiecha3 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 18.12.08, 22:02
          Błagam Cię... zakończ tę okropną zabawę "...tak, ale.."

          Czytam ten wątek i zadziwia mnie z jaką konsekwencją brniesz w zaparte.. odbijasz niemal wszystkie argumenty jak cudowna tafla lustra..
          mam kilka pytań, kilka spostrzeżeń i być możne rad.. a właściwie propozycji zachowania...

          mieliście(macie) kryzys.. macie dziecko... z tego co zrozumiałam córa jest adoptowana... jakim cudem przeszliście testy dla przyszłych rodziców jeśli nie umiecie się porozumieć.. ty na silę chcesz zniewolić męża żeby się niemal spowiadał.. a on z kolei spuszcza kurtynę milczenia na wszystkie, nawet błahe sprawy.. to wygląda jak swoiste perpetuum mobile.. napędzacie się wzajemnie w pewnej spirali..
          Czy naprawdę uważasz, że małej jest dobrze w takiej atmosferze? Czy umie ona sobie poradzić z tym, że kochając was oboje musi oglądać to co jej serwujecie? Awantury (mniejsze i większe) na zmianę z wiecznym milczeniem.. Dziecko to bardzo plastyczny materiał.. można mu wyrządzić ogromną krzywdę.. fundujecie jej krzywy obraz rodziny.. a ona dorośnie i będzie miała własną komórkę społeczną.. dzięki wam może sama stworzyć kiedyś chory związek...

          Z innej beczki: podejrzewasz zdradę, ok masz takie prawo... a z drugiej strony tkwisz w tym dziwnym układzie..
          Pytam się.. po co? Co ci daje takie małżeństwo?
          Nie łatwiej byłoby przestać się męczyć.. ba siebie.. męża i dziecko.. Wiesz.. dziecko jest szczęśliwe wtedy gdy ma szczęśliwych rodziców.. czasem nie muszą być oni razem by być szczęśliwymi...
          Zastanów się jeszcze nad wiecznym wybielanie siebie.. Czy to na prawdę ma znaczenie kto, komu, kiedy?? odpuść..
          Zdecyduj czy umiesz żyć z tym człowiekiem.. czy potrafisz wyobrazić was sobie za 10-15 lat.. czy widzisz się szczęśliwą? No i jak widzisz swojego męża za te kilkanaście lat? czy widzisz uśmiech na jego twarzy? Czy może widzisz dwoje umęczonych i nieszczęśliwych ludzi?
          Zastanów się czy umiesz żyć z tymi podejrzeniami, z tym brakiem porozumienia, komunikacji...

          Na koniec tej tyrady moja rada...
          Zapytaj męża krótko, zwięźle i czekaj na odpowiedź... Czy wie co sie psuje w waszym związku?
          Jeśli odpowie tak to: Wydrukuj cały ten wątek i daj mu do przeczytania.. i o nic nie pytaj.. daj mu tyle czasu ile będzie potrzebował na przemyślenie... może do niego dotrze o co ci tak naprawdę chodzi... może to pozwoli mu zrozumieć co czujesz.. może wtedy uda wam się porozmawiać..
          Gorąco pozdrawiam kiecha
          • abasia471 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 19.12.08, 02:52
            Miałam już nie zabierać głosu, bo przekonywanie Sabiny, żeby
            przestała mówić "tak, ale........", to syzyfowa praca. Ale kiedy
            czytam jej wypowiedzi, to ze zadziwienia, szczęka opada mi na
            kolana, więc, żeby zamknąć buzię muszę to powiedzieć: Sabina,
            zrozum wreszcie, że komunikacja to nie jest wyłącznie gadanie, że
            każdy człowiek jest autonomiczną osobą a Twoja małostkowość jest
            wprost porażająca. Posłuchaj tego co mówią inni i przestań się
            trzymać swoich wydumanych przekonań, jak pijany płotu. Naczytałaś
            się harlekinów czy sama z siebie masz takie infantylno-romantyczne
            wyobrażenia o tej jedności? Poczytaj może trochę literatury
            psychlogicznej i zajmij się problemem swojej zaborczości. Piszesz,
            że nie chcesz mężowi matkować i wychowywać go, więc po co ciągle to
            robisz? Wygłaszasz pozytywne postulaty, bijesz się w piersi, że
            może coś tam źle robisz, ale to ma się nijak do tego jak się
            zachowujesz. Jeżeli ten Twój mąż tak Ci nie pasuje, to zostaw go i
            nie zatruwaj wam wszystkim życia. Nie wiem o Tobie nic ponadto, co
            sama napisałaś, ale powiem Ci szczerze, bez złośliwości, trzeba
            mieć duuuuużzooooooooooooo dobrej woli, żeby z Tobą wytrzymać. Temu
            Twojemu mężowi musi naprawdę zależeć na małżeństwie skoro znosi
            latami taką inwigilację, dyskredytującą krytykę i upierdliwe
            męczeństwo z Twojej strony. Jak już jestem taka przesadnie szczera,
            to powiem Ci jeszcze, że jesteś wg mnie takim partnerem przed
            którym trudno się obronić. Powiem obrazowo: dziury nie zrobisz a
            krew wyssiesz. Zamiast ciągle analizować winy i błędy męża, weź się
            za siebie, bo też masz parę problemów do przepracowania. Jeżeli
            tego nie zrobisz, to po kilku latach zaczniesz w ten sam sposób
            zamęczać swoją córkę. Dziewczynka zacznie dorastać, będzie chciała
            mieć swój świat, swoje sekrety a wtedy Ty wytoczysz armatę i
            zaczniesz w nią strzelać dobrymi intencjami, obowiązkami wobec
            matki, poczuciem bliskości,potrzebą rozmowy. Jestem prawie pewna,
            że ten scenariusz może się sprawdzić. Niestety. Ty na własne
            życzenie unieszczęśliwiasz siebie i swoich bliskich. Zrozum to
            wreszcie. Zleź z tego piedestału i daj wam wszystkim szansę, idąc
            do psychologa na terapię. Na koniec powiem Ci, że budzisz we mnie
            schizofreniczne odczucia. Z jednaj strony jest mi Ciebie żal, że
            się tak męczysz a z drugiej strony irytuje mnie krańcowo Twoja
            ślepota, żeby nie rzec głupota. Patrzysz a nie widzisz, słuchasz a
            nie słyszysz, doświadczasz a nie wyciągasz wniosków. Jedno za to
            masz opanowane do perfekcji - mówienie: TAK, ALE........
          • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 19.12.08, 12:43
            kiecha3 napisała:

            > Błagam Cię... zakończ tę okropną zabawę "...tak, ale.."

            To nie jest żadna zabawa!

            > Czytam ten wątek i zadziwia mnie z jaką konsekwencją brniesz w zaparte.. odbija
            > sz niemal wszystkie argumenty jak cudowna tafla lustra..

            Nie zauważyłam żadnych argumentów. Nie piszecie żadnych konkretów. Napadacie na
            mnie mieszając mnie z błotem. Piszę na forum o swojej sytuacji, bo czuje się jak
            w pułapce i nie wiem jak sobie z tym poradzic. Może nie do końca udaje mi się
            przedstawić prawdziwy obraz problematycznej sytuacji w jakiej oboje z mężem
            jestesmy.
            Ale Wasze wypowiedzi dołują mnie i przygnębiają, czuje sie coraz gorzej i tracę
            wiarę w siebie (choć i tak zawsze miałam niską samoocenę i dużo wysiłku
            wkładałam w to żeby jakoś trzymac fason).

            Jak każdy spodziewałam się jkichś konkretnych rad. A tu Wszyscy robią ze mnie
            jakąś heterę, babę jędzę, despotkę i nie wiem kogo jeszcze. w każdym razie czuje
            się negatywny stosunek.
            A ja dalej nie wiem co źle robię i jak wpłynąć na męża by coś się poprawiło, by
            wybrnąć z tej matni.

            Przepraszam, ale tak to czuję.

            > mam kilka pytań, kilka spostrzeżeń i być możne rad.. a właściwie propozycji zac
            > howania...
            >
            > mieliście(macie) kryzys.. macie dziecko... z tego co zrozumiałam córa jest adop
            > towana... jakim cudem przeszliście testy dla przyszłych rodziców jeśli nie umie
            > cie się porozumieć..

            Testy - nie bada się komunikacji małżonków w takich testach.

            > ty na silę chcesz zniewolić męża żeby się niemal spowiadał
            > .. a on z kolei spuszcza kurtynę milczenia na wszystkie, nawet błahe sprawy.. t
            > o wygląda jak swoiste perpetuum mobile.. napędzacie się wzajemnie w pewnej spir
            > ali..

            Można to tak skwitować.
            Przy czym , ja w ostatnim czasie bardzo potrzebowałam szczególnej szczerości
            męża, bo straciłam do niego zaufanie, grunt usunął mi się spod nóg i nie
            wiedziłam co jest prawdą z tego co on mówi do mnie w kwestii relacji z
            koleżankami. Chciałam się przekonać, ze nie będzie więcej kłamał, chciałam jakoś
            zacząć budować świat i zaufanie. I mam do niego żal, ze jakby nie czuje się
            odpowiedzialny za to, ze swoimi kłamstwami zrujnował mi to, co budowałam - tzn.
            normalność. I teraz w dalszym ciągu na wszystko odpowiada mi tak jak te 2 lata
            temu tzn. "nie mam żadnych kontaktów z koleżankami, w ogóle z nikim nie
            rozmawiam". Mnie po prostu trafia, jak tak mówi i tracę nadzieję, że jakoś sie
            wszystko ułoży.

            > Czy naprawdę uważasz, że małej jest dobrze w takiej atmosferze?

            Nie! nie! Nie!

            >Czy umie ona so
            > bie poradzić z tym, że kochając was oboje musi oglądać to co jej serwujecie? Aw
            > antury (mniejsze i większe) na zmianę z wiecznym milczeniem.. Dziecko to bardzo
            > plastyczny materiał.. można mu wyrządzić ogromną krzywdę.. fundujecie jej krzy
            > wy obraz rodziny.. a ona dorośnie i będzie miała własną komórkę społeczną.. dzi
            > ęki wam może sama stworzyć kiedyś chory związek...
            >

            Wiem to wszystko i bardzo mnie boli, trwoży i dlatego szukam pomocy, żeby się
            ratować, żeby coś zrobić z tym problemem, żeby dziecko miało szansę rozwijać się
            zw zdrowej atmosferze!

            > Z innej beczki: podejrzewasz zdradę, ok masz takie prawo... a z drugiej strony
            > tkwisz w tym dziwnym układzie..
            > Pytam się.. po co? Co ci daje takie małżeństwo?

            Jest źle i chcę coś z tym zrobić, nie chcę tkwić w tym układzie.
            Ale z mężem nie da sie spokojnie porozmawiać o tych trudnych sprawach. Sam
            wielokrotnie krzyczał "to się rozstańmy", ale jak trzeba spokojnie porozmawiać i
            coś postanowić to zmienia temat, wycofuje się albo napada na mnie zarzucając mi
            to czy owo (oczywiście ma do tego prawo i powody, ale nie w takim momencie!) - i
            znów użyłam "tak, ale".

            > Nie łatwiej byłoby przestać się męczyć.. ba siebie.. męża i dziecko.. Wiesz.. d
            > ziecko jest szczęśliwe wtedy gdy ma szczęśliwych rodziców.. czasem nie muszą by
            > ć oni razem by być szczęśliwymi...

            Też tak myślę, bardzo zależało mi na tym żeby dziecko rosło w zdrowej
            atmosferze, ale niestety, to że mąż mnie oszukiwał wyszło juz po adopcji.
            Dlatego mam tak wielki problem.
            Wolałabym jakoś z mężem sie porozumieć niż rozstawać.

            > Zastanów się jeszcze nad wiecznym wybielanie siebie..

            Czy ja rzeczywiście tak się wybielam? czemu tego nie dostrzegam?
            W którym momencie się tak wybielam?

            >Czy to na prawdę ma znacz
            > enie kto, komu, kiedy?? odpuść..
            > Zdecyduj czy umiesz żyć z tym człowiekiem.. czy potrafisz wyobrazić was sobie z
            > a 10-15 lat.. czy widzisz się szczęśliwą? No i jak widzisz swojego męża za te k
            > ilkanaście lat? czy widzisz uśmiech na jego twarzy? Czy może widzisz dwoje umęc
            > zonych i nieszczęśliwych ludzi?

            Raczej to drugie. Na ten moment widzę to drugie. Ale są wspaniałe chwile między
            nami, dlatego nie odpuszczam. może źle to robię. Na prawde się staram. Jest w
            nas potencjał, ciągnie nas do siebie, czujemy wciąż ten żar.
            nie wiem dlaczego jesteśmy ze sobą skoro tak do siebie nie pasujemy.

            > Zastanów się czy umiesz żyć z tymi podejrzeniami, z tym brakiem porozumienia, k
            > omunikacji...

            Nie umiem z tym zyć, dlatego tak bardzo mnie to niszczy. Zamiast zyć pełnia
            zycia, kuleję, żyje takimi skokami. Co jakis czas wzbijam się do góry ku słońcu,
            to znów w bagno.

            > Na koniec tej tyrady moja rada...
            > Zapytaj męża krótko, zwięźle i czekaj na odpowiedź... Czy wie co sie psuje w wa
            > szym związku?

            Zadam mu to pytanie, nie wiem jak długo mogę czekać. Zwykle po zadaniu mu
            jakiegoś kluczowego pytania czekam i czekam i czekam, po jakimś czasie
            przypominam się z pytaniem iiiiiiiii wciąż brak odpowiedzi ........ wykręty.
            Pewnie moje pytania są niewłaściwe.

            > Jeśli odpowie tak to: Wydrukuj cały ten wątek i daj mu do przeczytania.. i o ni
            > c nie pytaj.. daj mu tyle czasu ile będzie potrzebował na przemyślenie... może
            > do niego dotrze o co ci tak naprawdę chodzi... może to pozwoli mu zrozumieć co
            > czujesz.. może wtedy uda wam się porozmawiać..

            Ale jak ja mu dam do przeczytania ten wątek, to on stwierdzi, ze ma racje, ze
            problemy w naszym związku są spowodowane przeze mnie. nieraz przytaczałam
            wypowiedzi dosyć przychylne dla mnie a i tak wyszukał w tym coś "na mnie".
            a tu przecież jestem zbluzgana równo. A najgorsze jest to, że nie wiem dlaczego
            tak na mnie najeżdżacie.
            Proszę napiszcie konkretnie co jest nie tak w tym co pisze, w moich poglądach,
            zasadach, postępowaniu. może w końcu otworzą mi się oczy.

            Pozdrawiam Wszystkich i dziękuję
            • mam_na_nia_alergie Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 19.12.08, 12:58
              Sabina napisała:
              > Nie zauważyłam żadnych argumentów.
              Dziwisz się? Bo ich niema, one potrafią tylko ubliżać i wmawiać Ci swoją racje,
              a na mówieniu tak ale, właśnie dyskusja polega, zresztą same mówią tak ale...
              > Ale Wasze wypowiedzi dołują mnie i przygnębiają, czuje sie coraz gorzej i tracę
              > wiarę w siebie (choć i tak zawsze miałam niską samoocenę i dużo wysiłku
              > wkładałam w to żeby jakoś trzymac fason).
              Olej obelgi, staraj się wyciągnąć tylko prawdę

              > Jak każdy spodziewałam się jkichś konkretnych rad. A tu Wszyscy robią ze mnie
              > jakąś heterę, babę jędzę, despotkę i nie wiem kogo jeszcze.
              Ja nie robie, ja Cię rozumiem
              > A ja dalej nie wiem co źle robię i jak wpłynąć na męża by coś się poprawiło, by
              > wybrnąć z tej matni.
              Nic nie robisz źle, to one przyzwyczaiły się już do takiego życia, co nie znaczy
              że jest dobre.
              > Przepraszam, ale tak to czuję.
              Nie masz za co przepraszać
              O wszystko Cię obwiniają, o to w jakiej atmosferze żyje Twoja córeczka, a to
              przecież Twój mąż a nie Ty ją tworzy.
              O to że się czepiasz, a co to za miłość jak mąłżonkowie ze sobą nie gadają, to
              po co są ze sobą, a dziecko między młotem a kowadłem.
              • krzysztof-lis Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 19.12.08, 13:20
                > a co to za miłość jak mąłżonkowie ze sobą nie gadają,
                > to po co są ze sobą, a dziecko między młotem a kowadłem.

                A co to za miłość, jak żona non-stop czegoś chce od męża i czepia się go? To po
                co z nim jest?
                • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 20.12.08, 00:26
                  krzysztof-lis napisał:


                  > A co to za miłość, jak żona non-stop czegoś chce od męża i czepia się go? To po
                  > co z nim jest?

                  Po co z nim ma być, jak nic nie może od niego chcieć?
                  Uważasz, że mąż powinien siedzieć przed tv i czytać gazetę w domu?
                  Plus internet.
                  • krzysztof-lis Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 23.12.08, 11:38
                    > Po co z nim ma być, jak nic nie może od niego chcieć?

                    Między tym, że żona chce "coś" a tym, że chce "wszystko" (to "zjednoczenie", o
                    którym pisałaś), jest kolosalna różnica.

                    Gdybyś chciała tylko "czegoś" a nie "wszystkiego", nie miałabyś problemów z mężem.
            • krzysztof-lis Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 19.12.08, 13:19
              > A ja dalej nie wiem co źle robię i jak wpłynąć na męża by coś się
              > poprawiło, by wybrnąć z tej matni.

              Nie znajdziesz tu żadnych rad, które Cię satysfakcjonują.

              Ty chcesz zmienić zachowanie męża. Chcesz na niego jakoś wpłynąć, by tę zmianę
              wymusić.
              Tymczasem to Twoje zachowanie wymaga zmiany. Bo to Twoje zachowanie jest nie do
              przyjęcia a jego postawa jest jego S K U T K I E M!

              • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 20.12.08, 00:35
                krzysztof-lis napisał:

                > Ty chcesz zmienić zachowanie męża. Chcesz na niego jakoś wpłynąć, by tę zmianę
                > wymusić.
                > Tymczasem to Twoje zachowanie wymaga zmiany. Bo to Twoje zachowanie jest nie do
                > przyjęcia a jego postawa jest jego S K U T K I E M!
                >
                Co jest nie do przyjęcia?
                Że oczekuję szczerości?
                Chyba tak, bo mnie kiedyś zapytał: "jak mężczyzna może byc szczerym jak chce
                miec i żonę i dziewczynę?".

                Mam zatem powody, by sądzić, ze te kontakty z bliską koleżanką to nie tylko
                zwykłe międzyludzkie rozmowy.

                Moje zachowanie wymaga zmiany?
                więc powinnam zająć sie własnym rozwojem, poznać przyjaciela, dać mężowi święty
                spokój, by on mógł swobodnie, bez żadnych przeszkód pisać smsy do tej koleżanki
                kiedy ja np. jestem zajęta dzieckiem lub hobby?
            • kiecha3 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 19.12.08, 16:08
              Sabinko... moja droga...
              kończę tę polemikę, bo ty nie chcesz się uwolnić z tej matni.. dobrze ci w roli męczennicy.. ty chcesz się umartwiać w ten sposób.. nie chcesz dostrzec o czym wiele kobiet tu pisało.. zdania inne niż twoje odbierasz jako atak... ubliżanie... i uwierz, czasem budzi się w czytającym agresja.. bo z żelazną konsekwencją powtarzasz... mam wrażenie czasem bezmyślnie wyświechtane farmazony.. to twoje życie.. zapamiętaj... ty musisz być w nim szczęśliwa.. a jeśli akie umartwianie sie daje ci radość.. to krzyż na drogę... i bomba w kieszeń bo zrobiliście wespół z małżonkiem ogromny błąd.. zdecydowaliście się mieć dziecko.. pomimo problemów jakie dręczą wasz związek wciągnęliście w to dziecko... z pełną premedytacją robicie jej teraz krzywdę.. Oboje..
              Mam nadzieję że jesteście oboje z siebie dumni.. bo tacy jesteście zatwardziali w swoich postanowieniach, że nie chcecie dostrzec największego zła jakie wyrządzacie własnemu dziecku... Wstyd...

              A mnie żal tej małej.. z deszczy pod rynnę trafiła...


              Sabino... a może jednak przyjmiesz do wiadomości, że to i w tobie może być błąd...
              • abasia471 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 19.12.08, 23:09
                Kiecha, widzę że Ty optymistka jesteś jeżeli liczysz, że Sabina
                dopuści możliwość że sama jest przyczyną swoich kłopotów. Ja też
                jestem z tych pozytywnie nastawionych do życia, więc usiłowałam
                łopatoliogicznie wyłożyć swoją opinię i łudziłam się, że Sabina z
                tego skorzysta. Niestety, nic z tych rzeczy. Sabina nie potrzebuje
                obiektywnej rady. Sabina potrzebuje jedynie potwierdzenia swoich
                racji. Ślepy by zauważył, że dyskutanci wyłazili ze skóry, żeby
                pokazać jej jakie popełnia błędy a ona widziała jedynie ataki. Nie
                pokaże mężowi toczącej się na forum dyskusji, bo przecież nie
                poparliśmy jej stanowiska. Jej zaś nie chodzi o obiektywną
                prawdę,rozwiązanie problemu, ale o potwierdzenie jej racji. Moim
                zdaniem Sabina liczyła przede wszystkim na współczucie i jakiś
                cudowny sposób po zastosowaniu którego jej uparty mąż zrozumie swój
                błąd i się poprawi. Jedyna osoba, która w pełni popiera Sabinę, to
                ta na którą łatwo mieć alergię, jak sama krytycznie się określiła w
                swoim nicku. Mam_na_nią_alergię, jest równie infantylnie nastawiona
                do ludzi co i Sabina. Różnica między nimi jest taka, że Sabina jest
                chyba dużo starsza, więc miała czas wydorośleć. Sabina dopomina się
                o argumenty a ja się pytam: Po co? Po co kolejne udowadnianie, że
                jej mąż nie jest wielbłądem, skoro ona widzi jakie ma garby? Nie
                zrobiła najmniejszego wysiłku, żeby spróbować zrozumieć te
                argumenty, które już tu padały a domaga się kolejnych. Tak pewnie
                wyglądają jej rozmowy z mężem. On źle odpowiada na pytania a
                właściwie w akcie samoobrony nie odpowiada wcale a ona ma za złe,
                cierpi, analizuje i udaje, że chce zrozumieć. Jeden przykład
                przyszedł mi do głowy. Sabina napisała, że mąż nie powiedział o
                Mikołajkach w pracy, tylko sam podjął dezyzję że nie pójdą. Myślę,
                że wiem, dlaczego tak zrobił. Na takiej imprezie ludzie sobie
                żartują, są dla siebie mili, wiec gdyby nie daj Boże jakaś
                koleżanka pogadała z nim dłużej, uśmiechnęła się serdeczniej
                aniżeli zdaniem Sabiny powinna, to chłop miałby kolejne
                przesłuchanie, bo Sabina umierałaby z braku pewności i braku
                rozmowy. Wniosek prosty - mąż Sabiny wolał nie stwarzać okazji, bo
                inwigilacji i tłumaczenia się, ma już po kokardę. Sabina jednak nie
                dopuści myśli, że reakcje jej męża są powiązane z jej nastawieniem
                do niego. Ona z lubością będzie cierpiała, miała słuszne pretensje
                i wymuszała rozmowy. Na przywołany przeze mnie przykład znajdzie od
                razu kilka wytłumaczeń, które wcześniej przefiltruje przez sito
                swojego sposobu oceniania męża i nieoceniania krytycznie siebie. A
                potem poprosi o argumenty, bo przecież jeżeli nie potępiliśmy jej
                małżonka, to: a) źle oceniliśmy sytuację. b) chcemy jej dokuczyć
                nie przyznając racji, c)brak nam rozumu i mamy nieodpowiednie
                podejście do życia. Albo cokolwiek innego, ale jedno jest pewne,
                nie mamy racji, Sabina ją ma, chociaż na wyżynach hipokryzji udaje,
                że szuka w sobie błędów.
                • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 20.12.08, 00:23
                  abasia471 napisała:

                  > Kiecha, widzę że Ty optymistka jesteś jeżeli liczysz, że Sabina
                  > dopuści możliwość że sama jest przyczyną swoich kłopotów.

                  Jasne, że sama jestem tego przyczyna, bo żadna inna kobieta nie trwała by w
                  takim związku jak ja. Brakuje mi tej odwagi i wolności bym mogła podjąć taką
                  decyzję i wcielić ją w życie. Jestem tchórzem.
                  Mówi sie, ze "tak cię traktuja jak im pozwalasz".

                  > Sabina potrzebuje jedynie potwierdzenia swoich
                  > racji. Ślepy by zauważył, że dyskutanci wyłazili ze skóry, żeby
                  > pokazać jej jakie popełnia błędy a ona widziała jedynie ataki.

                  Więc przytocz mi te wskazane błędy.


                  > Nie pokaże mężowi toczącej się na forum dyskusji, bo przecież nie
                  > poparliśmy jej stanowiska.

                  Może i pokażę. Wiem jednak, że on wykorzysta to przeciwko mnie. Dokucza mi
                  perfidnie.
                  Robiłam intensywne studia (np 2 tyg zajęć codziennie po 10 godzin i egzamin po
                  tych 2 tygodniach)i zakuwałam wieczorami i nocami. A on mi wypomina, że świetnie
                  się bawiłam, zadowolona i że nie zwracałam na niego uwagi.
                  Ale po co ja to piszę. I tak odwrócicie to przeciwko mnie. Trudno.

                  Jej zaś nie chodzi o obiektywną
                  > prawdę,rozwiązanie problemu, ale o potwierdzenie jej racji. Moim
                  > zdaniem Sabina liczyła przede wszystkim na współczucie i jakiś
                  > cudowny sposób po zastosowaniu którego jej uparty mąż zrozumie swój
                  > błąd i się poprawi.

                  To, czy potwierdzicie moje racje, niewiele zmieni moją sytuację. Na co mi to?
                  Może łudzę się, że istnieje jakiś cudowny sposób, bo często rzeczywiście już na
                  cud czekam, tak mam serdecznie dość.
                  W gruncie rzeczy juz na starcie było wiadomo, że nic mi nie możecie doradzić.
                  Mam trochę lat i w tym czasie zdążyłam wypróbować różne metody. Chyba liczyłam
                  na cód.

                  z drugiej strony jak sobie człowiek tak popisze to na chwilę robi się lepiej -
                  sposób na wyrzucenie swoich emocji.

                  Swoją drogą dziwi mnie wasze podejście, Wasze poglądy: jedność to utopia,
                  szczerość niemożliwa, prawda ulotna, wzajemność niepotrzebna, rozmowa zbędna ...

                  Jedyna osoba, która w pełni popiera Sabinę, to
                  > ta na którą łatwo mieć alergię, jak sama krytycznie się określiła w
                  > swoim nicku. Mam_na_nią_alergię, jest równie infantylnie nastawiona
                  > do ludzi co i Sabina.

                  Bez obrazy Abasia, ale infantylnie to Ty obrażasz właśnie Mam_na_nią_alergię.

                  Różnica między nimi jest taka, że Sabina jest
                  > chyba dużo starsza, więc miała czas wydorośleć. Sabina dopomina się
                  > o argumenty a ja się pytam: Po co? Po co kolejne udowadnianie, że
                  > jej mąż nie jest wielbłądem, skoro ona widzi jakie ma garby? Nie
                  > zrobiła najmniejszego wysiłku, żeby spróbować zrozumieć te
                  > argumenty, które już tu padały a domaga się kolejnych.

                  Nie domagam się. Jak chcecie to piszcie, argumentujcie. Lecz w złym tonie jest
                  rzucać słowa na wiatr.

                  > Tak pewnie
                  > wyglądają jej rozmowy z mężem. On źle odpowiada na pytania a
                  > właściwie w akcie samoobrony nie odpowiada wcale a ona ma za złe,
                  > cierpi, analizuje i udaje, że chce zrozumieć. Jeden przykład
                  > przyszedł mi do głowy. Sabina napisała, że mąż nie powiedział o
                  > Mikołajkach w pracy, tylko sam podjął dezyzję że nie pójdą. Myślę,
                  > że wiem, dlaczego tak zrobił. Na takiej imprezie ludzie sobie
                  > żartują, są dla siebie mili, wiec gdyby nie daj Boże jakaś
                  > koleżanka pogadała z nim dłużej, uśmiechnęła się serdeczniej
                  > aniżeli zdaniem Sabiny powinna, to chłop miałby kolejne
                  > przesłuchanie, bo Sabina umierałaby z braku pewności i braku
                  > rozmowy. Wniosek prosty - mąż Sabiny wolał nie stwarzać okazji, bo
                  > inwigilacji i tłumaczenia się, ma już po kokardę. Sabina jednak nie
                  > dopuści myśli, że reakcje jej męża są powiązane z jej nastawieniem
                  > do niego.

                  Wiesz, domyśliłam się, że on ma powody żeby mi nie odpowiadać ... mniej więcej
                  takie jak Ty podałaś.
                  Jednak, kiedy on kręci i nie mówi prawdy lub ją omija nie daje mi szansy ani
                  sobie na przekonanie się, że ja "normalnie" zareaguje na tego typu atrakcje.

                  My mamy już za sobą etap mojej dociekliwości co do jego intencji w relacjach z
                  innymi paniami.
                  To juz przeszłość. Jak pisałam - 3 lata miał mojego nieingerowania,
                  niewypytywania, dbania o tę "normalność". Nie ważne, ze tego nie zauważył i
                  oszukiwał mnie na tej kruchej płaszczyźnie najbardziej w życiu. Ważne jest to,
                  co teraz. Skoro już wyszło, że kłamał, ze sobie na boki pogrywał, to należałoby
                  zacząć coś budować (bo deklaruje, ze chce dalej razem).
                  A na pewno niczego nie zbudujemy gdy on dalej będzie mnie traktował jak
                  potencjalne zagrożenie i na wszelki wypadek (żebym czasami go nie zapytała o to
                  czy aby koleżanka się do niego nie uśmiechnęła) nie mówi mi w sposób normalny o
                  normalnych sprawach.
                  Powiedziałam mu - "jak się przekonasz, że nie będę czegoś wymyślać, jak nie
                  spróbujesz".
                  A Wy zaś usprawiedliwiacie takie postępowanie i radzicie by tkwić dalej w
                  chorych relacjach.
                  Bo zarówno chore jest doszukiwanie się rzeczy niestworzonych, jak i
                  podejrzewanie , ze ktoś tak właśnie się zachowa.
                  On nie może ukrywać, ze ma jakiś kontakt z tą bliską koleżanką, bo ja odbieram,
                  że jest coś nie tak w tych relacjach skoro to ukrywa.
                  I jeśli nie spróbuje mi normalnie o wszystkim opowiadać, to nie przekona się, ze
                  ja nie czepiam się o zwykłe międzyludzkie relacje. Ja zaś z kolei, nie przekonam
                  się, ze nie ma nic do ukrycia.

                  Kwestia jego "niemówienia" powtarza się.
                  Jak dotrzeć do człowieka i wyjaśnić mu mechanizm?

                  >Ona z lubością będzie cierpiała, miała słuszne pretensje
                  > i wymuszała rozmowy. Na przywołany przeze mnie przykład znajdzie od
                  > razu kilka wytłumaczeń, które wcześniej przefiltruje przez sito
                  > swojego sposobu oceniania męża i nieoceniania krytycznie siebie. A
                  > potem poprosi o argumenty, bo przecież jeżeli nie potępiliśmy jej
                  > małżonka, to: a) źle oceniliśmy sytuację. b) chcemy jej dokuczyć
                  > nie przyznając racji, c)brak nam rozumu i mamy nieodpowiednie
                  > podejście do życia. Albo cokolwiek innego, ale jedno jest pewne,
                  > nie mamy racji, Sabina ją ma, chociaż na wyżynach hipokryzji udaje,
                  > że szuka w sobie błędów.

                  Co mi z tego, że potępicie mojego męża? Jak mnie to przybliży do
                  naprawienia/uratowanie mojego życia? To jest mi do niczego nie potrzebne.
                  Wyżyny hipokryzji? Dobre. Jeszcze nikt tak o mnie nie powiedział. I sama
                  krytycznie oceniam siebie, szukam w sobie winy i nie widzę hipokryzji.
                  Szukam błędów myślenia, poglądów. Próbuję zrozumieć mechanizm uzależnień i reakcji.
                  I jakoś wyrwać się z tych sideł.
              • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 19.12.08, 23:37
                kiecha3 napisała:

                > Sabinko... moja droga...
                > kończę tę polemikę, bo ty nie chcesz się uwolnić z tej matni..

                Napisałam wyraźnie, że szukam pomocy, światła w ciemności ....
                I nie chcę się umartwiać, ani być męczennicą.

                dobrze ci w roli
                > męczennicy.. ty chcesz się umartwiać w ten sposób.. nie chcesz dostrzec o czym
                > wiele kobiet tu pisało.. zdania inne niż twoje odbierasz jako atak... ubliżani
                > e...

                Prosiłam o argumenty - to do mnie przemawia. Jakieś przykłady. Np. jeśli ktoś
                uważa, że szczerość jest niemożliwa to niech powie, ze np. trudno powiedzieć
                szczerze dziecku, że jest tępe.

                >i uwierz, czasem budzi się w czytającym agresja.. bo z żelazną konsekwencj
                > ą powtarzasz... mam wrażenie czasem bezmyślnie wyświechtane farmazony..

                Farmazony???
                Już nie pamiętasz jak miałaś naście lat i marzenia? Ideały? Marzenia o pięknym
                zyciu i prawdziwej miłości, szczęściu?
                Już zapomniałaś?
                Nie na harlekinach sie wychowałam, lecz na klasyce, poezji.

                > bo zrobiliście w
                > espół z małżonkiem ogromny błąd.. zdecydowaliście się mieć dziecko.. pomimo pro
                > blemów jakie dręczą wasz związek wciągnęliście w to dziecko... z pełną premedyt
                > acją robicie jej teraz krzywdę.. Oboje..
                > Mam nadzieję że jesteście oboje z siebie dumni.. bo tacy jesteście zatwardziali
                > w swoich postanowieniach, że nie chcecie dostrzec największego zła jakie wyrzą
                > dzacie własnemu dziecku... Wstyd...

                Wstyd????? Czego mam się wstydzić??????
                Że pokochałam dziecko, które los zesłał jak swoje? Że poświęcam jej czas, serce,
                otaczam opieką? Kiedy byłam na urlopie macierzyńskim, to chodziłam z powiekami
                na zapałkach, mała nie dawała mi wytchnąć. I w nocy prasowałam ubranka. Jak
                matka po urodzeniu uczyłam się pielęgnować dziecko i łączyć codzienne obowiązki
                z czasem, który maleńka próbowała zagarnąć w całości dla siebie.

                A czy problemy w związku nie pozwalają mieć dzieci?
                Problemy są po to by je rozwiązywać.
                Moje są na tyle trudne, że piszę tu by znaleźć w Państwa wypowiedziach jakąś pomoc.

                My robimy jej krzywdę?????

                Nie!!!!

                My ją kochamy. Mąż również - jak napisałam w pierwszym poście - dla niej żyje.
                Choć niestety nie rozumie, że właśnie dla małej powinien ocknąć się z tej durnej
                przewrotności - sama nie wiem jak to nazwać co on wyprawia.
                Zdaje sobie sprawę jak ja powinnam w tym wszystkim być silna i nie ulegać
                emocjom. bo wydaje mi się, ze jestem bardziej świadoma tego co się dzieje.
                Niestety również ulegam emocjom. A widzę, ze gdy jestem spokojniejsza to mogę
                coś "u niego" zyskać.
                Ale skąd czerpać wciąż siłę?

                >
                > A mnie żal tej małej.. z deszczy pod rynnę trafiła...

                Byc może mogła by trafić lepiej. Ale u nas ma dom, ciepło, opiekę, troskę. Na
                pewno krzywda jej się nie stanie. Dbamy o nią, kochamy. Jest wesoła, przebojowa
                ....
                Lecz nasze swady źle znosi. Pragnie - jak Wszyscy zgodnie to potwierdzają - ja
                również - by rodzice kochali tez siebie nawzajem.
                Dletego tak bardzo szukam rozwiązania - jak mogłabym oddziaływać na męża by on
                zrekonstruował się.

                > Sabino... a może jednak przyjmiesz do wiadomości, że to i w tobie może być błąd
                > ...

                Przecież właśnie poszukuję tych błędów, próbuję inaczej się zachowywać. To nie
                jest takie proste.

                Inaczej spojrzeć na tę drugą osobę, z większą wyrozumiałością, pozytywnie ...
                Mówicie chwalić raczej za starania i to co dobre niż zwracać uwagę na
                niedociągnięcia. Doceniać.
                Być miłą, ciepłą, serdeczną, czułą.

                Nie mieć oczekiwań, przyjmować wszystko bezkrytycznie ...
                Czy należałoby także przewartościować swoje poglądy?

                Co to jest szczęście?
                • abasia471 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 20.12.08, 01:25
                  sabin.a napisała:

                  > Napisałam wyraźnie, że szukam pomocy, światła w ciemności ....

                  Owszem piszesz wyraźnie czego chcesz, ale jedyna pomoc jaka Cię
                  interesuje, to taka rada, która jest zgodna z Twoimi wyobrażeniami.
                  Nawet najlepszą radę odrzucisz, gdy wymaga do Ciebie stanięcia
                  przed sobą w prawdzie. Nie chcesz widzieć tego, co widzą w Tobie
                  inni. Skoro zasłaniasz oczy, to nie pisz, że szukasz światła w
                  ciemności, bo to zwyczajnie nie prawda.

                  > I nie chcę się umartwiać, ani być męczennicą.

                  Owszem, moim zdaniem chcesz. Wolisz być męczennicą aniżeli
                  popracować nad sobą i stanąć w prawdzie. Nie chcesz przyjąć do
                  wiadomości, że masz ze sobą problemy, bo łatwiej Ci analizować
                  problemy i błędy męża.

                  > Prosiłam o argumenty - to do mnie przemawia. Jakieś przykłady.

                  Argumentów było wiele i przykładów całkiem sporo, ale do Ciebie nic
                  nie dociera, bo Ty nie chcesz zobaczyć innego punktu widzenia i
                  przeanalizować go w miarę obiektywnie. Jesteś tak egocentryczna, że
                  masz filtr zamiast kliszy.


                  > Farmazony???
                  > Już nie pamiętasz jak miałaś naście lat i marzenia? Ideały?
                  Marzenia o pięknym> zyciu i prawdziwej miłości, szczęściu?
                  > Już zapomniałaś?

                  A nie przyszło Ci do głowy, że może właśnie dlatego, że nie
                  zapomniała, to pisze w ten sposób. Co warta jest Twoja miłość do
                  męża i czy ona w ogóle jest, jeżeli z taką determinacją niszczysz
                  jego indywidualność i za wszystko go krytykujesz? Wiesz w ogóle, co
                  w nim kochasz? Ty wszystko werbalizujesz i wydajesz się wszystko
                  przerabiać na słowa. Nie ma słowa, nie ma uczucia. Nie ma rozmowy,
                  nie ma kontaktu.

                  > Nie na harlekinach sie wychowałam, lecz na klasyce, poezji.

                  To może teraz dla odmiany zamiast czytać literackie wersje o
                  miłości, pokaż, że kochasz swojego męża i porzuć te romansowe
                  przekonania rodem z XIX wieku, gdzie fajnie było umrzeć z miłości.
                  > Że pokochałam dziecko, które los zesłał jak swoje? Że poświęcam
                  jej czas, serce,otaczam opieką? Kiedy byłam na urlopie
                  macierzyńskim, to chodziłam z powiekami
                  > na zapałkach, mała nie dawała mi wytchnąć. I w nocy prasowałam
                  ubranka. Jak> matka po urodzeniu uczyłam się pielęgnować dziecko i
                  łączyć codzienne obowiązki
                  > z czasem, który maleńka próbowała zagarnąć w całości dla siebie.

                  No właśnie. Kolejna litania poświęceń. Normalnie to matki nie robią
                  takich wyliczanek, bo wiedzą, że one dla dziecka a nie dziecko dla
                  nich. Minie jeszcze trochę czasu a dasz swojej córce odczuć te
                  wszystkie poświęcenia. Nie dam złamanego grosza czy kiedyś jej nie
                  wypomnisz tej opieki i nieprzespanych nocy. Wystarczy, że będzie
                  miała inną wizję swojego życia i siebie a wtedy będziesz miała
                  kolejnego adresata swoich pretensji i żalów.

                  > Problemy są po to by je rozwiązywać.

                  Nie sposób się z Tobą nie zgodzić, ale co komu po takich
                  deklaracjach, skoro nie idą za nimi czyny. Tak naprawdę nie robisz
                  nic, żeby rozwiązać swoje problemy. Jest taka francuska piosenka:
                  Parole, parole, parole......... Ty po polsku mogłabyś sobie ją
                  śpiewać: słowa, słowa, słowa............
                  > Moje są na tyle trudne, że piszę tu by znaleźć w Państwa
                  wypowiedziach jakąś pomoc.

                  Pisać piszesz, teoretycznie szukasz, ale każdą pomoc, która jest
                  nie po Twojej myśli odrzucasz.

                  > Nie!!!!

                  A może by tak mniej melodramatycznie i emocjonalnie a bardziej
                  rozsądnie. Swoją drogą taka niezachwiana pewność też o czymś
                  świadczy. Niestety o niczym dobrym, bo im lepszy rodzić, tym więcej
                  ma wątpliwości czy aby na pewno robi wszystko tak jak powinien.

                  > My ją kochamy.

                  Ale trzeba sobie zadać pytanie: jak ją kochacie? Dla niej samej,
                  dla jej dobra, bez oczekiwań, z pełnym oddaniem. A może bardziej
                  egoistycznie? Bo fajnie mieć kontakt z małym dzieckiem i zaspokajać
                  swoje potrzeby emocjonalne. W tym drugim przypadku odpowiedzialni
                  ludzie biorą sobie psa.

                  > Mąż również - jak napisałam w pierwszym poście - dla niej żyje.
                  > Choć niestety nie rozumie, że właśnie dla małej powinien ocknąć
                  się z tej durnej przewrotności - sama nie wiem jak to nazwać co on
                  wyprawia.

                  No właśnie, kolejna laurka dla męża. Ja proponuję, żebyś dla
                  odmiany zastanowiła się nad tym co Ty wyprawiasz. Zobacz belkę w
                  swoim oku, zamiast czepiać się źdźbła w oku męża.

                  > Zdaje sobie sprawę jak ja powinnam w tym wszystkim być silna i
                  nie ulegać emocjom. bo wydaje mi się, ze jestem bardziej świadoma
                  tego co się dzieje.

                  Postulat.

                  > Niestety również ulegam emocjom. A widzę, ze gdy jestem
                  spokojniejsza to mogę coś "u niego" zyskać.

                  Wykonanie.

                  > Ale skąd czerpać wciąż siłę?

                  Usprawiedliwienie, Jakże by inaczej. Stary schemat dobrze się
                  sprawdza, więc po co go zmieniać.

                  > Byc może mogła by trafić lepiej. Ale u nas ma dom, ciepło,
                  opiekę, troskę. Na> pewno krzywda jej się nie stanie.

                  Tego ostatniego nie byłabym taka pewna. Zatruwasz życie mężowi a
                  potem przyjdzie kolej na córkę. Mam w rodzinie taką matkę-
                  męczennicę, która zniszczyła życie córce, bo zawsze wedziała lepiej
                  i była wzorem cnót. Po jej śmierci córka nawet nie chodzi na grób,
                  bo nawet stojąc nad grobem czuje się zniewolona. Dzięki kochanej
                  mamusi i jej poglądom na moralność, nigdy nie wyszła za mąż, nie
                  miała dzieci ani przyjaciół, bo wg. matki wszyscy nie dorastali do
                  jej standardów moralnych.

                  > Dletego tak bardzo szukam rozwiązania - jak mogłabym oddziaływać
                  na męża by on> zrekonstruował się.

                  Sama się najpierw zrekonstruuj, bo z Was dwojga, to chyba Ty jesteś
                  w większej potrzebie. Gdyby Twój mąż był równie egocentryczny, jak
                  Ty, to już dawno pewnie by poszukał, kogoś kto by go tak uwielbiał,
                  jak Ty siebie.

                  > Przecież właśnie poszukuję tych błędów, próbuję inaczej się
                  zachowywać.

                  Poszukujesz, ale robisz wszystko, żeby nie znaleźć.

                  >To nie jest takie proste.

                  Nie odkrywaj Ameryki, bo nawet jak nie proste, to dla chętnego nic
                  trudnego. Rzecz w tym, że Twoje chęci kuleją a Ty masz aspiracje co
                  najmniej do baletu.
                  >
                  > Inaczej spojrzeć na tę drugą osobę, z większą wyrozumiałością,
                  pozytywnie ...

                  Przydałoby się.

                  > Nie mieć oczekiwań, przyjmować wszystko bezkrytycznie ...

                  Wystarczyłoby mieć realne oczekiwania i przestać uprawiać
                  krytykanctwo, zachowując odrobinę samokrytycyzmu dla siebie.


                  > Czy należałoby także przewartościować swoje poglądy?

                  Należałoby załżyć, że inni mają prawo do swoich poglądów i nie mamy
                  monopolu na słuszność

                  > Co to jest szczęście?

                  Nie odpowiem Ci na to filozoficznie postawione pytanie. Jednak
                  jestem pewna, że to co robisz nie doprowadzi Cię do szczęścia.
                  • kiecha3 Sabina... 20.12.08, 10:42
                    CZEGO TY TAK NA PRAWDĘ OD NAS OCZEKUJESZ?

                    A poważnie.. to ty się zdecyduj czego sama chcesz... Męża-robota który będzie automatem bezwiednie i bezmyślnie wykonującego twoje polecenia.. czy chcesz męża-partnera z całą jego indywidualnością..
                    Zastanów się, czy potrafisz go zmusić do bycia takim jak tego oczekujesz? I dalej.. czy jeżeli ci się uda go ubezwłasnowolnić, to czy będziesz szczęśliwa.. czy wiedząc że on nie jest szczęśliwy.. ty będziesz potrafiła się cieszyć tym małżeństwem...
                    Piszesz że nie umiesz żyć z tymi podejrzeniami.. a zaraz potem że jesteś tchórzem i nie umiesz podjąć "tej" decyzji.. właśnie.. użyłam cudzysłowu gdyż nie wiem o jaka decyzję ci chodzi... o odejście? o pozostanie w niezdrowym układzie?

                    Kobieto... to twoje życie.. nie sprawiaj sobie sama nieszczęścia... To ty na końcu tej drogi masz patrząc wstecz się uśmiechać.. i być zadowolona.. a nie płakać że zmarnowałaś życie.. a nie żałować wszelkich decyzji lub ich braku...

                    Bronisz się jak zwierzę w klatce.. walczysz jak dzikość zamknięta w małej przestrzeni... ale walczysz sama ze sobą.. bo nie umiejąc nakłonić męża do bycia wg twoich postulatów spalasz się.. Zniszczysz się w ten sposób..!! Ale ciebie mi nie tak żal... sama sobie to zgotowałaś...
                    Żal mi dziecka.. bo widząc tę szarpaninę.. samo czuje się pewnie zagubione.. Ciekawe czy się nie obwinia o wasze kłótnie.. Wtedy to by była dopiero tragedia...
                    • sabin.a Re: Sabina... 20.12.08, 14:05
                      kiecha3 napisała:

                      > CZEGO TY TAK NA PRAWDĘ OD NAS OCZEKUJESZ?

                      Sama nie wiem czego oczekiwałam. Gdybym wiedziała, to pewno nie miała bym
                      problemu i w ogóle bym tu nie pisała.
                      W każdym razie możliwość wypowiedzenia swojego zdania jest cennym
                      doświadczeniem. Wprawdzie nie znalazłam zrozumienia wśród debatujących ale
                      mogłam zrewidować swoje przekonania, wyobrażenia. Może podobnie jest w moim
                      związku - każdy ma dobre intencje ale to rozmijanie się dziwnie uniemożliwia
                      porozumienia. Wzbudza atak, agresję, sprzeciw, chęć wykazania się swoja
                      wyższością, czy racją ...

                      > A poważnie.. to ty się zdecyduj czego sama chcesz... Męża-robota który będzie a
                      > utomatem bezwiednie i bezmyślnie wykonującego twoje polecenia.. czy chcesz męża
                      > -partnera z całą jego indywidualnością..

                      Zawsze preferowałam partnerstwo w związku. Nigdy nie wydawałam poleceń mężowi.
                      Jak pisałam wcześniej - oczekiwałam postawy aktywnej nie bierności.

                      > Zastanów się, czy potrafisz go zmusić do bycia takim jak tego oczekujesz? I dal
                      > ej.. czy jeżeli ci się uda go ubezwłasnowolnić, to czy będziesz szczęśliwa.. cz
                      > y wiedząc że on nie jest szczęśliwy.. ty będziesz potrafiła się cieszyć tym mał
                      > żeństwem...

                      Nie potrafię go do niczego zmusić. On nie da się do niczego zmusić. Wręcz
                      nakłaniany do czegoś robi się przekorny.

                      Ubezwłasnowolnić?
                      Dobre sobie. Nie wiem, czy ma czuć się obrażona, czy też doceniona.

                      Kiedy widzę, że on jest nieszczęśliwy to jest mi źle. Ale gdy jemu do szczęścia
                      potrzeba dających mu świeży oddech ukrywanych kontaktów z innymi dziewczynami to
                      z kolej ja nie jestem szczęśliwa.
                      Nie jestem szczęśliwa gdy nie jest szczery, bo sprawia wrażenie, ze coś ukrywa.

                      > Piszesz że nie umiesz żyć z tymi podejrzeniami.. a zaraz potem że jesteś tchórz
                      > em i nie umiesz podjąć "tej" decyzji.. właśnie.. użyłam cudzysłowu gdyż nie wie
                      > m o jaka decyzję ci chodzi... o odejście? o pozostanie w niezdrowym układzie?


                      Decyzji o rozwiązaniu tego związku.

                      > Kobieto... to twoje życie.. nie sprawiaj sobie sama nieszczęścia... To ty na k
                      > ońcu tej drogi masz patrząc wstecz się uśmiechać.. i być zadowolona.. a nie pła
                      > kać że zmarnowałaś życie.. a nie żałować wszelkich decyzji lub ich braku...

                      To prawda. Chodzi o to, by na końcu powiedzieć sobie dokonywałam dobrych
                      wyborów, choć często trudnych ...
                      Lecz niejednokrotnie właściwy wybór niekoniecznie wzbudza usmiech (przynajmniej
                      nie od razu).

                      > Bronisz się jak zwierzę w klatce.. walczysz jak dzikość zamknięta w małej przes
                      > trzeni... ale walczysz sama ze sobą.. bo nie umiejąc nakłonić męża do bycia wg
                      > twoich postulatów spalasz się.. Zniszczysz się w ten sposób..!! Ale ciebie mi n
                      > ie tak żal... sama sobie to zgotowałaś...

                      Mylisz się - nie zgotowałam sobie tego. Chyba że ktoś powie, ze nikt mi nie
                      kazał wyjść za niewłaściwego faceta.

                      > Żal mi dziecka.. bo widząc tę szarpaninę.. samo czuje się pewnie zagubione.. Ci
                      > ekawe czy się nie obwinia o wasze kłótnie.. Wtedy to by była dopiero tragedia..

                      Nie obwinia siebie, ale oczywiście nie lubi kiedy sie kłócimy. Pragnie
                      kochających się rodziców, ciepłej atmosfery.
                      Tłumaczę jej, że mamy problemy z tatą
                      ale że ją oboje kochamy i zawsze będziemy kochać. Mąż również stara się by
                      dziecko nie cierpiało z powodu naszych problemów.
                      Czasami boje się, że możemy przegiąć w drugą stronę - bo, po takich spięciach
                      chciałoby się dziecku wynagrodzić. I wtedy można "rozpuscić" maluszka.
                      Jak sami piszecie - nic nie jest czarne albo białe
                      • krzysztof-lis Re: Sabina... 23.12.08, 11:54
                        > Sama nie wiem czego oczekiwałam.

                        Bzdura. Oczekiwałaś, że powiemy Ci, "jak dotrzeć do męża, żeby zrozumiał [cośtam]".

                        > Mylisz się - nie zgotowałam sobie tego. Chyba że ktoś powie, ze
                        > nikt mi nie kazał wyjść za niewłaściwego faceta.

                        A kazał Ci ktoś?

                        On zdecydowanie nie jest właściwym facetem dla Ciebie, po prostu na niego nie
                        zasługujesz. On się nadaje na faceta dla kobiety, która ma równo poukładane w
                        głowie a nie dla Ciebie.

                        Więc zrób mu przyjemność i odejdź od niego.
                  • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 20.12.08, 13:32
                    abasia471 napisała:

                    > Owszem piszesz wyraźnie czego chcesz, ale jedyna pomoc jaka Cię
                    > interesuje, to taka rada, która jest zgodna z Twoimi wyobrażeniami.

                    Dziwi cię to?
                    A czy Ty Abasiu przyjmiesz coś co nie jest zgodne z Twoją wiarą i przkonaniem za
                    aksjomat swojego życia?

                    > Nawet najlepszą radę odrzucisz, gdy wymaga do Ciebie stanięcia
                    > przed sobą w prawdzie. Nie chcesz widzieć tego, co widzą w Tobie
                    > inni.

                    A co widzą we mnie inni?


                    > Nie chcesz przyjąć do
                    > wiadomości, że masz ze sobą problemy,

                    Mam ze sobą problemy.

                    >bo łatwiej Ci analizować
                    > problemy i błędy męża.

                    Jest to o wiele trudniejsze.

                    > Argumentów było wiele i przykładów całkiem sporo, ale do Ciebie nic
                    > nie dociera, bo Ty nie chcesz zobaczyć innego punktu widzenia i
                    > przeanalizować go w miarę obiektywnie.

                    Jakie argumenty? Gdzie te przykłady?
                    O matce, kobiecie, która zniewoliła najblizszych.
                    Te przykłady mam przyłożyć do siebie?

                    Mam realny duży problem do zgryzienia i nie potrzebuję tu teoretyzować , co by
                    było gdyby .....


                    > Co warta jest Twoja miłość do
                    > męża i czy ona w ogóle jest, jeżeli z taką determinacją niszczysz
                    > jego indywidualność i za wszystko go krytykujesz?

                    Napisała WYROCZNIA.
                    A może on niszczy moją indywidualność i ciągle mnie tylko krytykuje.

                    A jeśli już mowa o krytykowaniu, to Ty Abasiu też cały czas mnie krytykujesz. I
                    jak tu nawiązać coś pozytywnego?
                    Nie wiesz, że człowieka należy najpierw podnieść na duchu jak jest w rozsypce, a
                    później mu dopiero, w przyjaznej atmosferze, otwierać oczy, podsuwać obiektywna
                    prawdę.

                    > Ty wszystko werbalizujesz i wydajesz się wszystko
                    > przerabiać na słowa. Nie ma słowa, nie ma uczucia. Nie ma rozmowy,
                    > nie ma kontaktu.

                    Nieznajomość wszystkiego nie uprawnia do wydawania wyroków.

                    > To może teraz dla odmiany zamiast czytać literackie wersje o
                    > miłości, pokaż, że kochasz swojego męża i porzuć te romansowe
                    > przekonania rodem z XIX wieku, gdzie fajnie było umrzeć z miłości.

                    Miłość nie jest na pokaz.

                    To co wyżej, to pewna ironia oczywiście.

                    Pokazywać miłość należy jak najbardziej, by druga osoba to czuła.

                    > No właśnie. Kolejna litania poświęceń. Normalnie to matki nie robią
                    > takich wyliczanek, bo wiedzą, że one dla dziecka a nie dziecko dla
                    > nich. Minie jeszcze trochę czasu a dasz swojej córce odczuć te
                    > wszystkie poświęcenia. Nie dam złamanego grosza czy kiedyś jej nie
                    > wypomnisz tej opieki i nieprzespanych nocy. Wystarczy, że będzie
                    > miała inną wizję swojego życia i siebie a wtedy będziesz miała
                    > kolejnego adresata swoich pretensji i żalów.

                    Z Twoich wypowiedzi aż nadto manifestujesz brak zrozumienia przekazywanych
                    myśli. Zastanawiam się, czy aby wśród Twoich bliskich nie było osoby o której
                    wciąż piszesz, bo z pewnością nie piszesz o mnie - bo mnie nie znasz. Masz za to
                    doskonałą wiedzę o pewnej osobie która Cię skrzywdziła i wciąż myślami odnosisz
                    się do niej.

                    Miłość rodzicielska: Moim zdaniem każdy normalny, świadomy rodzic nie wzbrania
                    się przed naturalnym odczuwanie przyjemności z kontaktu z dzieckiem - jest to
                    naturalny element brania dla siebie. Bo cóż by nas tak pchało do posiadania
                    (proszę nie przyczepić sie słowa "posiadania" - to normalny zwrot) potomstwa. My
                    ludzie nie jesteśmy aż tak wspaniałomyślni i bezinteresowni.

                    Wypomnę córce swoje poświęcenie?
                    Jeśli rozpatrujesz to jako teoretyczną możliwość (bo zawsze taka istnieje) to Ty
                    również możesz to kiedyś zrobić. I każda matka i ojciec. Więc powinniśmy wpaść
                    wszyscy w zbiorową psychozę.

                    Pretensje i żale: Czy Ty nie dopuszczasz do siebie takiej możliwości, ze
                    pretensje, czy żale mogą być uzasadnione?


                    > > Problemy są po to by je rozwiązywać.
                    >
                    > Nie sposób się z Tobą nie zgodzić, ale co komu po takich
                    > deklaracjach, skoro nie idą za nimi czyny. Tak naprawdę nie robisz
                    > nic, żeby rozwiązać swoje problemy. Jest taka francuska piosenka:
                    > Parole, parole, parole......... Ty po polsku mogłabyś sobie ją
                    > śpiewać: słowa, słowa, słowa............

                    Nie po to tu piszę by zdawać sprawę z mojej pracy nad związkiem, czy sobą. Od
                    tego są blogi.
                    A jeśli ktoś decyduje sie odpowiedzieć na postawiony problem na forum, to
                    powinien wykazać umiejętność podstawową - zrozumienia problemu.


                    > Pisać piszesz, teoretycznie szukasz, ale każdą pomoc, która jest
                    > nie po Twojej myśli odrzucasz.

                    Żadnych propozycji nikt nie przedstawił. Za to z lubością napędzacie się by mi
                    wygarnąć - lecz sami nie wiecie co.

                    > Swoją drogą taka niezachwiana pewność też o czymś
                    > świadczy. Niestety o niczym dobrym, bo im lepszy rodzić, tym więcej
                    > ma wątpliwości czy aby na pewno robi wszystko tak jak powinien.

                    No i masz przykład swojej perfidii - typowe wyciągnięcie z kontekstu pewnych
                    słów i nadanie im innego znaczenia.
                    Wiele razy tu napisałam o swojej trosce co do wychowania córki, czy potrafię
                    dobrze ją wychowywać ....

                    > Ale trzeba sobie zadać pytanie: jak ją kochacie? Dla niej samej,
                    > dla jej dobra, bez oczekiwań, z pełnym oddaniem. A może bardziej
                    > egoistycznie? Bo fajnie mieć kontakt z małym dzieckiem i zaspokajać
                    > swoje potrzeby emocjonalne. W tym drugim przypadku odpowiedzialni
                    > ludzie biorą sobie psa.

                    I owszem psa też mamy.
                    A jeśli chodzi o kochanie bez oczekiwań - to jakiś absurd. Ty tak wychowujesz?
                    Bez oczekiwań? Może jeszcze bezstresowo?
                    Jesteś bardziej papieska od papieża.

                    > > Mąż również - jak napisałam w pierwszym poście - dla niej żyje.
                    > > Choć niestety nie rozumie, że właśnie dla małej powinien ocknąć
                    > się z tej durnej przewrotności - sama nie wiem jak to nazwać co on
                    > wyprawia.
                    >
                    > No właśnie, kolejna laurka dla męża. Ja proponuję, żebyś dla
                    > odmiany zastanowiła się nad tym co Ty wyprawiasz. Zobacz belkę w
                    > swoim oku, zamiast czepiać się źdźbła w oku męża.

                    Dziwne, że tak znasz mojego męża i tak go polubiłaś. To potwierdza, ze odnosisz
                    sie do swojej sytuacji, nie mojej.
                    Może zatem sama napiszesz o swoim dyskomforcie życia, o swoich bolączkach i
                    marach, które cię prześladują od dzieciństwa?


                    > > Byc może mogła by trafić lepiej. Ale u nas ma dom, ciepło,
                    > opiekę, troskę. Na> pewno krzywda jej się nie stanie.
                    >
                    > Tego ostatniego nie byłabym taka pewna.

                    A ja jestem.

                    > Zatruwasz życie mężowi

                    Skąd to przekonanie? Jesteś jasnowidzem?
                    A nie pomyślałaś, ze to on mi może zatruwa życie?

                    Odpowiesz, że po co w takim razie z nim jestem.

                    Ale skoro ja mu zatruwam życie, to po co on ze mną jest?

                    > potem przyjdzie kolej na córkę. Mam w rodzinie taką matkę-
                    > męczennicę, która zniszczyła życie córce, bo zawsze wedziała lepiej
                    > i była wzorem cnót. Po jej śmierci córka nawet nie chodzi na grób,
                    > bo nawet stojąc nad grobem czuje się zniewolona. Dzięki kochanej
                    > mamusi i jej poglądom na moralność, nigdy nie wyszła za mąż, nie
                    > miała dzieci ani przyjaciół, bo wg. matki wszyscy nie dorastali do
                    > jej standardów moralnych.

                    No to może pomóż tej dziewczynie uwolnić sie spod wpływu już nieżyjącej matki?


                    > Sama się najpierw zrekonstruuj, bo z Was dwojga, to chyba Ty jesteś
                    > w większej potrzebie. Gdyby Twój mąż był równie egocentryczny, jak
                    > Ty, to już dawno pewnie by poszukał, kogoś kto by go tak uwielbiał,
                    > jak Ty siebie.

                    :)))


                    > Poszukujesz, ale robisz wszystko, żeby nie znaleźć.

                    ?????????

                    > Nie odkrywaj Ameryki, bo nawet jak nie proste, to dla chętnego nic
                    > trudnego. Rzecz w tym, że Twoje chęci kuleją a Ty masz aspiracje co
                    > najmniej do baletu.

                    Dziękuję, uwielbiam taniec :))

                    > Wystarczyłoby mieć realne oczekiwania i przestać uprawiać
                    > krytykanctwo, zachowując odrob
                    • abasia471 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 21.12.08, 02:19

                      Miałam już nie zabierać głosu, ale Twoja ostatnia wypowiedź
                      uświadomiła mi coś co muszę Ci powiedzieć.
                      abasia471 napisała:

                      > Owszem piszesz wyraźnie czego chcesz, ale jedyna pomoc jaka Cię
                      > interesuje, to taka rada, która jest zgodna z Twoimi
                      wyobrażeniami.

                      S:
                      >Dziwi cię to?
                      >A czy Ty Abasiu przyjmiesz coś co nie jest zgodne z Twoją wiarą i
                      przkonaniem za
                      aksjomat swojego życia?

                      Ja, jeżeli pytam ludzi o zdanie, to z szacunku dla nich i dla
                      siebie próbuję zrozumieć co chcieli mi przekazać. Jeżeli jesteś
                      taka niewzruszenie przekonana o swoich racjach, to, po co zawracasz
                      ludziom głowę. Ty faktycznie kierujesz się samymi aksjomatami. Nie
                      analizujesz, nie wyciągasz wniosków, WIESZ NA PEWNO. Aksjomatem,
                      który przyjęłaś jest zmienienie Twojego męża wg Twoich oczekiwań,
                      więc oczekujesz jedynie aplauzu dla tej decyzji. Braw jednak nie
                      będzie, bo to co robisz nie zasługuje na podziw.

                      >A co widzą we mnie inni?

                      Egocentryczną kobietę, która widzi tylko siebie i swoje potrzeby.
                      Kobietę, która ma empatię na zerowym poziomie i nie chce zrozumieć,
                      że krzywdzi siebie i innych. Infantylną damulkę, która próbuje
                      scenariusz z harlekina wprowadzić w życie nie licząc się z
                      potrzebami partnera.

                      >Mam ze sobą problemy.

                      Werbalnie to przyznajesz, ale w głębi duszy nigdy tego nie
                      przyjęłaś. Chcesz robić za wzór cnót i oceniasz się jako tę, która
                      wie lepiej i jest bardziej moralna.

                      >bo łatwiej Ci analizować
                      > problemy i błędy męża.

                      S: Jest to o wiele trudniejsze.

                      Nie dla Ciebie. Z problemami męża świetnie sobie radzisz. Wiesz że
                      wynikają z tego, że on nie da się zrekonstruować, jak byłaś to
                      uprzejma określić. Gdyby się zrekonstruował wedle Twojego życzenia,
                      to byłoby ok.

                      >Jakie argumenty? Gdzie te przykłady?

                      Czytaj ze zrozumieniem, to zobaczysz i argumenty i przykłady.


                      >O matce, kobiecie, która zniewoliła najblizszych.
                      >Te przykłady mam przyłożyć do siebie?

                      Owszem bardzo pasujesz do tego wzorca. Na razie mąż Ci się opiera,
                      ale Ty nie odpuszczasz.

                      >Mam realny duży problem do zgryzienia i nie potrzebuję tu
                      teoretyzować , co by
                      >było gdyby .....

                      Znowu słowa i nic za słowami. Niestety.

                      >Napisała WYROCZNIA.
                      >A może on niszczy moją indywidualność i ciągle mnie tylko
                      krytykuje.

                      Nie bój się, nie odbiorę Ci palmy pierwszeństwa w byciu WYROCZNIĄ.
                      Choćbym się bardzo starała nie dam rady. A co do tego, kto kogo
                      niszczy, to z Twojego opisu wynika, że Ty męża a nie odwrotnie.

                      >A jeśli już mowa o krytykowaniu, to Ty Abasiu też cały czas mnie
                      krytykujesz. I
                      >jak tu nawiązać coś pozytywnego?

                      Wybacz, ale jeżeli wystawiasz się na widok publiczny i prosisz o
                      radę, to powinnaś liczyć się z tym, że możesz usłyszeć coś co Ci
                      się nie spodoba. Gdybyś była mniej infantylna i roszczeniowa to byś
                      to wiedziała.

                      >Nie wiesz, że człowieka należy najpierw podnieść na duchu jak jest
                      w rozsypce, a
                      >później mu dopiero, w przyjaznej atmosferze, otwierać oczy,
                      podsuwać obiektywna
                      >prawdę.

                      Ty tak się podnosisz na duchu w swoich wytłumaczeniach, tak
                      puchniesz ze szlachetności, że nie wydaje mi się, żebym musiała Ci
                      w tym pomagać. Zadałam sobie trochę trudu, żeby pokazać Ci, jak
                      widzę Twoją sprawę, ale Tobie nie o to chodziło. Nie była Ci
                      potrzebna opinia, Ty potrzebowałaś potwierdzenia słuszności swoich
                      pretensji.

                      >Nieznajomość wszystkiego nie uprawnia do wydawania wyroków.

                      Mój osąd opierał się na tym, co sama napisałaś. Plułaś na męża z
                      takim entuzjazmem, że z pewnością powiedziałaś wszystko, co
                      najgorsze miałaś do powiedzenia na jego temat.

                      >Miłość nie jest na pokaz.
                      >to była oczywiście ironia.

                      Kolejne hasło, którego nie realizujesz - Mąż za mało okazuje
                      uczucie, trzeba go za to ukarać i osądzić. Tobie miłość kojarzy się
                      z podporządkowaniem, zanikiem indywidualności i autonomii. Po
                      prostu infantylne mrzonki podlotka.

                      >Pokazywać miłość należy jak najbardziej, by druga osoba to czuła.

                      Ciekawa jestem, jak to realizujesz w stosunku do męża? Z tego co
                      piszesz wynika że nijak.

                      >Z Twoich wypowiedzi aż nadto manifestujesz brak zrozumienia
                      przekazywanych
                      >myśli.

                      A może powiedz wprost, że jestem głupia. W świetle tego, jak Ty
                      rozumiesz to co się do Ciebie mówi, to dla mnie żadna ujma.

                      >Zastanawiam się, czy aby wśród Twoich bliskich nie było osoby o
                      której
                      >wciąż piszesz, bo z pewnością nie piszesz o mnie - bo mnie nie
                      znasz.

                      To się nie zastanawiaj, bo ja piszę o Tobie w odniesieniu do tego
                      co sama napisałaś.

                      >Masz za to doskonałą wiedzę o pewnej osobie która Cię skrzywdziła
                      i wciąż myślami odnosisz
                      się do niej.

                      Nie baw się w psychologa, w dodatku niewydarzonego, bo ja w
                      przeciwieństwie do Ciebie staram się o obiektywizm w stosunku do
                      własnej osoby, więc gdyby było tak jak mówisz, powiedziałabym
                      otwartym tekstem. Ty jesteś mistrzynią projekcji.


                      >Pretensje i żale: Czy Ty nie dopuszczasz do siebie takiej
                      możliwości, ze
                      >pretensje, czy żale mogą być uzasadnione?

                      Z tego co opisałaś większość Twoich pretensji do męża wynika z
                      Twoich problemów ze sobą. Ty jednak nie chcesz tego uznać. Wolisz z
                      lubością dywagować nad winami rzeczywistymi i urojonym swojego
                      męża. Nie zakładam, że Twój mąż jest bez winy, ale mając za żonę
                      Ciebie nie ma lekko. Wydajesz się należeć do tych ludzi, którzy
                      nawet Gandhi,ego wyprowadzili by z równowagi.

                      >Nie po to tu piszę by zdawać sprawę z mojej pracy nad związkiem,
                      czy sobą. Od
                      >tego są blogi.

                      Moim zdaniem Ty piszesz, bo lubisz narzekać i dzielić się swoim
                      męczeństwem.
                      Ostatnią rzeczą, której tu szukasz jest obiektywny sąd, rzeczowa
                      rada.

                      >A jeśli ktoś decyduje sie odpowiedzieć na postawiony problem na
                      forum, to
                      >powinien wykazać umiejętność podstawową - zrozumienia problemu.

                      Rozumiem, że to insynuacja, że ja jestem nierozumna. Raz jeszcze
                      powiem, że kto tak jak Ty, nie rozumie, co się do niego mówi, nie
                      ma szansy na wzbudzenie we mnie zawstydzenia krytyką. Dlatego
                      możesz śmiało nazywać mnie głupią.

                      >Żadnych propozycji nikt nie przedstawił. Za to z lubością
                      napędzacie się by mi
                      >wygarnąć - lecz sami nie wiecie co.

                      Jesteś żałosna w swoim samozaparciu i zapatrzeniu w siebie. Nie
                      zawsze, to co mówi wielu jest prawdą, ale rozumni ludzie rozważają
                      czy, to co mówi wielu przypadkiem prawdą nie jest. Ty do rozumnych
                      nie należysz.

                      >No i masz przykład swojej perfidii - typowe wyciągnięcie z
                      kontekstu pewnych
                      słów i nadanie im innego znaczenia.

                      Oczywiście, ja podobnie jak Twój mąż i inni dyskutanci mam Ci coś
                      za złe i próbuję Ci dokuczyć, bo nie jestem w stanie ocenić Twoich
                      racji i Twojej szlachetności.
                      (to jest ironia, gdybyś miała jakieś wątpliwości z odbiorem tego
                      zdania)
                      Weź kobito zdejmij te łuski z oczu, bo nie jesteś taka jak myślisz
                      a inni oceniają to co widzą i nie ich wina, że oceny Ci się nie
                      podobają.

                      abasia471napisała:
                      A może bardziej
                      > egoistycznie? Bo fajnie mieć kontakt z małym dzieckiem i
                      zaspokajać
                      > swoje potrzeby emocjonalne. W tym drugim przypadku odpowiedzialni
                      > ludzie biorą sobie psa.

                      S: I owszem psa też mamy.
                      A jeśli chodzi o kochanie bez oczekiwań - to jakiś absurd. Ty tak
                      wychowujesz?
                      Bez oczekiwań? Może jeszcze bezstresowo?

                      Zacznijmy od tego, że już nie wychowuję. Mam 27 letnią dobrze
                      wychowaną córkę, z której jestem dumna. A co do bycia bardziej
                      papieskim od papieża, to Tobie nie dorównam i nawet nie będę się
                      starała. Dla Twojej córki być może byłoby lepiej gdybyś poprzestała
                      na posiadaniu psa. Psy są wierne, podporządkowane swojemu panu i
                      dają się krzywdzić bez skargi, bo taka jest ich psia miłość.

                      >Dziwne, że tak znasz mojego męża i tak go polubiłaś.

                      Dzięki Bogu, że nie znam Twojego męża w realu, bo chłop miałby
                      kolejny kłopot.

                      >To potwierdza, ze
                      • abasia471 Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 21.12.08, 02:24
                        >To potwierdza, ze odnosisz sie do swojej sytuacji, nie mojej.
                        >Może zatem sama napiszesz o swoim dyskomforcie życia, o swoich
                        bolączkach i
                        >marach, które cię prześladują od dzieciństwa?

                        Nie wysilaj się na te domysły, bo są bezprzedmiotowe. Ja swoje
                        lekcje odrobiłam i obecnie cieszę się życiem. Zostawiłam za sobą
                        trudne sprawy i nie mam potrzeby chodzenia w aureoli męczeństwa.
                        Życzę Ci, żebyś umiała tak jak ja, zmierzyć się ze swoimi
                        problemami i ograniczeniami.

                        abasia471napisała:
                        >Zatruwasz życie mężowi

                        >S: Skąd to przekonanie? Jesteś jasnowidzem?
                        A nie pomyślałaś, ze to on mi może zatruwa życie?

                        Jasnowidzem nie jestem a ten wniosek wyciągnęłam jedynie z tego, co
                        sama napisałaś. Nie ja jedna tak uważam. Poczytaj inne wpisy. Twój
                        mąż zatruwa Ci życie głównie tym, że nie daje się ubezwłasnowolnić
                        i broni się, żeby nie być marionetką w Twoich rękach. No i jeszcze
                        jedno, nie jest taki rozmowny jak Ty.

                        >Ale skoro ja mu zatruwam życie, to po co on ze mną jest?

                        Nie martw się, może już niedługo. W końcu zda sobie sprawę, że jak
                        nie odejdzie całkiem, to czeka go marny los. Jak chcesz to
                        przyspieszyć, to dalej „umieraj bez rozmowy” i krytykuj go na
                        każdym kroku.

                        abasia471napisała:> Sama się najpierw zrekonstruuj, bo z Was
                        dwojga, to chyba Ty jesteś
                        > w większej potrzebie. Gdyby Twój mąż był równie egocentryczny,
                        jak
                        > Ty, to już dawno pewnie by poszukał, kogoś kto by go tak
                        uwielbiał,
                        > jak Ty siebie.

                        >S:)))

                        Co Cię tak rozbawiło? Czyżbyś zdobyła się na autoironię? Nie
                        sądzę. Raczej manifestujesz w ten sposób, że głupio gadam.
                        Niestety, siebie możesz oszukiwać, co do swojej osoby, innych nie
                        oszukasz. To nie przypadek, że zostałaś odebrana, jako osoba
                        zapatrzona w siebie ze skłonnością do manipulacji i
                        masochistycznych zachowań.


                        > Poszukujesz, ale robisz wszystko, żeby nie znaleźć.

                        ?????????

                        A czego tak nie rozumiesz? Może przeczytaj raz jeszcze wszystkie
                        wypowiedzi. Tylko wcześniej usuń ten filtr, który powoduje, że
                        wszystko tłumaczysz sobie przez swoją jedynie słuszną rację.

                        abasia471napisała:> Nie odkrywaj Ameryki, bo nawet jak nie proste,
                        to dla chętnego nic
                        > trudnego. Rzecz w tym, że Twoje chęci kuleją a Ty masz aspiracje
                        co
                        > najmniej do baletu.

                        >S: Dziękuję, uwielbiam taniec :))

                        Może i uwielbiasz, ale nie bardzo potrafisz tańczyć. Gdybyś
                        zostawiła sobie trochę krytycyzmu, którym tak chętnie obdarzasz
                        męża, to byś to zauważyła.

                        Na tym zakończę moją polemikę z Tobą, bo szkoda mi czasu i nie mam
                        ochoty kopać się z koniem, który w dodatku ma klapki na oczach.
                        • sabin.a Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 21.12.08, 20:20
                          Abasia, skoro kończysz już polemikę ze mną pragnę Ci serdecznie podziękować, że
                          tak dużo czasu mi poświęciłaś.
                          Nie ma sensu obrażać sie nawzajem i wykazywać, że ma się rację. Przyjmij
                          odmienność moich poglądów, mój indywidualizm. Nie musisz się ze mną zgadzać lecz
                          możesz zaakceptować.
                          To, że tyle lat wytrwałaś w małżeństwie, że pokonałaś trudności i dobrze
                          wychowałaś córkę jest wystarczającym powodem aby okazać Ci szacunek. Chylę zatem
                          czoła przed Tobą, bo swoim życiem zasłużyłaś na to.
                          Nie chcę analizować szczegółów Twoich wypowiedzi, bo to są akademickie nasze
                          spory. Przyjemnie było wymienić poglądy i toczyć zażartą walkę. Jak pisałam
                          niejednokrotnie, cenię sobie rozmowę.
                          Mój mąż jak każdy człowiek, ma wiele wad i zalet. Nie o zaletach chciałam tu
                          pisać lecz o tym, co przeszkadza w związku nam obojgu.
                          Wbrew pozorom bardzo pomogły mi te rozmowy. I wyciągłam wiele wniosków. Niestety
                          pewno nie takich jakich by się spodziewali moi rozmówcy.
                          Mogę jedynie napisać, ze:
                          Będę walczyć - bo nie chcę być męczennicą.
                          Będę chwalić, doceniać - bo nie chcę pozbawiać męża tego, co jest tak potrzebne
                          i jemu i każdemu.
                          Będę wymagać szacunku dla siebie, dobrego traktowania i mówienia prawdy - bo nie
                          chcę być ofiarą.
                          Dam dziecku radość, szczęście - bo ono daje mi tego ogrom.
                          I będę o to wszystko walczyć, bo w to wierzę, wierzę w związek szczerych osób,
                          oddanych sobie, uczciwych. A kwestia autonomii, samostanowienia, rozwoju to są
                          tylko pochodne.
                          A jeśli mi się nie uda przekonać męża, że niemówienie o pewnych sprawach dla
                          świętego spokoju przynosi skutek odwrotny, jeśli zechce być zatwardziały i
                          leniwy w pracy nad związkiem, to ze spokojem będę mogła powiedzieć sobie, ze
                          zrobiłam to co należało.
                          Nie mogę dla udawanej ciepłej atmosfery wyrzec się tego czego pragnę (bo i tak
                          atmosfera nie będzie szczera), nie mogę w imię źle rozumianego dobra dziecka,
                          czy z powodu niemożności porozumienia się dążyć do rozstania z mężem.
                          Wyrwałam się z zaklętego kręgu. Już się nie boję. Już wiem co robić i jak żyć.
                          Do tej pory myślałam, że w domu, ze względu na dziecko musi być miło i
                          przyjemnie za wszelką cenę. I to paraliżowało mnie i wpędzało często w rozpacz.
                          Teraz wiem, że prawdziwe życie wymaga poświęceń i niekoniecznie musi być miło,
                          by było dobrze.

                          Pozdrawiam Wszystkich
                          • krzysztof-lis Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 23.12.08, 11:57
                            > Nie ma sensu obrażać sie nawzajem i wykazywać, że ma się rację.
                            > Przyjmij odmienność moich poglądów, mój indywidualizm. Nie musisz
                            > się ze mną zgadzać lecz możesz zaakceptować.

                            To jeszcze Ty zaakceptuj odmienność i indywidualizm MĘŻA i wszyscy będą szczęśliwi.
                            • dorotaniejest Re: Mąż zamienił mnie na córkę? 23.12.08, 14:14
                              nie sądzicie, ze na materiałach z tego wątku mnożna by napisać jakąś
                              dysertację naukową?

                              cudowny przykład niewątpliwie inteligentnej kobiety o dobrych
                              chęciach, która pracowicie i z oddaniem brukuje nimi swoje piekiełko.

                              kiedys na jakimś forum widziałam dziesiątki postów skierowanych do
                              anorektyczki, której usiłowano wytłumaczyć, że 48 kg przy 177 cm
                              wzrostu to na pewno nie jest nadwaga. też się męczyli, i też
                              nieskutecznie.

                              zostawcie Sabinę w spokoju. może Bóg stworzył ją na toksyczną żonę?
                              i tak Wam się nie uda tego zmienić ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka