bezwarunkowa milosc

16.09.05, 00:24
jak ja okreslic? czy chec bycia z druga osoba, spedzania z nia czasu,
tesknota, brak umiejetnosci powiedzenia 'stop, teraz czas zajac sie praca,
nauka itp' to milosc warunkowa / nieidealna? jak okreslic, kiedy milosc jest
bezwarunkowa a kiedy nasze potrzeby biora gore i milosc staje sie zalezna?
czy chec dzielenia sie z druga osoba naszymi problemami, szukanie pomocy u
drugiej osoby oznacza ze jestesmy zalezni?

milosc bezwarunkowa, idealna, czy jest mozliwa??
    • sc200 Re: bezwarunkowa milosc 16.09.05, 08:16
      Poruszyłaś ciekawy temat. Ja również go kiedyś poruszyłem... ale nie chciałem
      wzbudzać sensacji smile twierdzeniem, że 95% "ziemskich" miłości opiera sięna
      miłości warunkowej
      I to zarówno w relacjach Rodzice <--> Dzieci jak i w relacjach partnerskich.

      Jest to wina kultury, wychowania i natłukniętych "zasad" od "małego dziecka"
      począwszy.

      Miłość bezwarunkowa również się zdarza, ale na tak nisko rozwiniętej duchowo
      planecie, gdzie spędza się konsumpcyjny tryb życia, a RD jako zagadnienie
      wzbudza sensacje oraz pytania typu "A co to za zwierze" jest mało spotykana.

      Tylko osoby o pewnym minimalnym rozwoju D. są w stanie tworzyć miłość
      bezwarunkową. Gdzie jest ten minimalny stopień? Nie pytajcie się mnie smile
      To można poznać po... swoich rekacjach np. na rozstanie...
    • sc200 Re: bezwarunkowa milosc 16.09.05, 08:18
      I jeszcze jedno.

      Gdyby było inaczej niż napisałem, to ... planeta i relacje miedzy ludzkie (mówie
      tu o relacjach między sąsiadami, grupami, narodami) wyglądałaby inaczej i pewno
      nadia nie zadałaby tak... banalnego wówczas smile pytania.
      • reed28 Re: bezwarunkowa milosc 16.09.05, 10:12
        Tylko co wtedy z prawem jakie odczuwamy wpojone od dziecka ze milosc nalezy
        dzielic ze ona naprawde jest warunkowa przedewszystkim warunkiem jej istnienia
        jest " rzecz do kochania". Niewiem to sa moje przemyslenia z ktorymi nikt nie
        musi sie zgodzic kazda milosc jet warunkowa. Tylko pozniej jest lub niema checi
        posiadania przedmiotu milosci. Nawet milosc do Boga Stworcy lub inna jest
        uwarunkowana- wiara w to.. co istnieje. Gdyby zostaly nam odebrane wszystkie
        "rzeczy" do kochania lub moze gdybysmy nie mogli tych " rzeczy" poznac czy nasza
        milosc mial by sznase sie rozwinac zaistniec. Czy bylibysmy w stagnacji nie
        zdolni do niczego czyli martwi. Wiec jak mam rozumiec pojecie milosci
        bezwarunkowej????
        • k4thy Re: bezwarunkowa milosc 16.09.05, 10:35
          Dla mnie milosc bezwarunkowa oznacza ze jedna istota kocha druga bez stawiania
          jej warunkow do kochania (nie chodzi mi tylko o milosc miedzy kobieta a
          mezczyzna, ale milosc w ogole). Tzn. nie stawiamy drugiej istocie warunkow,
          bede cie kochac,ale... jak zrobisz to czy tamto, czy bedziesz taki, to juz cie
          nie bede kochac. Milosc bezwarunkowa jest to milosc idealna, do ktorej dazymy.
        • sc200 Re: bezwarunkowa milosc 16.09.05, 12:00
          reed28 nie wiem jakim cudem miłość do Boga jest uwarunkowana wiarą w to co...
          istnieje.
          Nie widze związku logicznego. Miłość bezwarunkowa to miłość bezwarunkowa a to co
          piszesz to miłość warunkowa.
          Tak jak napisałem termin jest prosty.
          Miłość bezwarunkowa to zdolność, umiejętność akceptowania wszystkiego jakim to
          jest, bez swojego interesu w tym (podświadomego czy świadomego). Jest to moim
          zdaniem najgłębsze rozumienie tej miłości.

          Więc na pewno nie może być uwarunkowana wiarą w coś czy w czegoś istnienie.

          Zważając na moją hipoteze o 95% naszej populacji, która nie kocha bezwarunkowo
          masz racje - jesteśmy w stagnacji, martwi uczuciowo. RD ma nasz nauczyć
          doświadczenia tego kamienia filozoficznego jakim jest otoczenie miłością siebie
          (a przez to innych).
          Tak jak napisałem jestesmy na niskim poziomie RD abyśmy mogli coś wiecej tu dodać.
          • reed28 Re: bezwarunkowa milosc 16.09.05, 12:16
            SC zgadzam sie z Toba ale uwazam tak jak ty ze jestesmy w na niskim poziome RD
            ( nie wszyscy ale czesc no moze 95% ludnosci ) warunkuje milosc do Boga wiara
            nie w co istnieje ale wiara ogolnie. Przeciez 95% ludzi tlumaczy sobie istnienie
            Sily Stowrczej Boga stworzeniem swiata cudami itp. Dlatego uwazam ze milosc jest
            warunkowa niestety nie spotkalam na swej drodze ludzi na wyzszym RD zeby mi
            pokazali milosc bezwarunkowa wiec zakladam ze milosc musi spelniac jakies
            warunki zeby zaistniec nawet wiara jest warunkiem. Nie umiem przez klawiature
            przekazac mojego toku rozumowania trudno mi jest wytlumaczyc.
            • sc200 Re: bezwarunkowa milosc 16.09.05, 12:57
              reed28 a ja myśle że spotkałaś taką miłość, tylko o niej właśnie zapomniałaś...

              To jest miłość Boga do Nas czyli Niego w swoich cząstkach. Bóg kocha
              bezwarunkową miłością.

              Ps.
              Ja spotkałem ludzi z bezwarunkową miłością i stąd te moje 5% zachowane w
              "statystyce". Są to ludzie na bardzo wysokim poziomie RD rzecz jasna.
              Zmierzyłem i wiem smile
              • reed28 Re: bezwarunkowa milosc 16.09.05, 13:38
                Niestety jestem na etapie odnajdywania drogi do Boga i laczenia sie z jego
                miloscia. Ale zrobilam pierwszy krok i mam swiadomosc ze moja droga zmierza ku
                wyzszemu RD a co za tym idzie do spotykania ludzi o wysokim RD.I poznawania
                milosci bezwarunkowej. Dzieki Michal cenie twoje wypowiedzi.
                • nadia338 Re: bezwarunkowa milosc 16.09.05, 15:29
                  no dobrze, ale z praktycznego punktu widzenia, co to jest milosc bezwarunkowa?
                  jak taka rozpoznac / osiagnac / jak ja wypracowac?
                  • caprissa Re: bezwarunkowa milosc 16.09.05, 19:23
                    nadia338 napisała:

                    > no dobrze, ale z praktycznego punktu widzenia, co to jest milosc
                    bezwarunkowa?
                    > jak taka rozpoznac / osiagnac / jak ja wypracowac?

                    Wypracować? Czyli jak zrobie tak albo będę taka to będę kochana itd. Ludzie
                    zawasze zakładają warunkowość, miłość też tak pojmują. Będę robic tak to bedzie
                    mnie kochał. Ale moze zrobtak: robie mu kanapki, bo go Kocham i nic nie chce
                    nawet dziekujesmile Robie to, bo kocham. Anie robie kanapki to zje w domu, nie w
                    barze, a tym samym nie pozna innej. A w czasie klotni salwa wypominania: Bo ja
                    byułam taka, bo robiłam Ci kanapki aty taki niewdzieczny!! Ale ale miłosc=dobro
                    a dobro= bezinteresownosc, jak robie kanapki, bo kocham, to robie to z serca i
                    nie wypominam potem, bo robiłam to za nic, nic nie chcac w zamian.

                    Wiara to nie warunek miłosci. Mozna nie wierzyc, a kochac... nawet taka
                    miloscia jaka kochał Chrystus, oddac za kogos swe zycie. A byc tzw giaurem,
                    niewierzacym,smile Miłosc to dobro, to emocja, to cos co zakwita w nas.
                    Samoistnie. Ale jest tak, ze zakwita pod wplywem warunku np on ma to to sie z
                    nim zakoleguje czyli z gory cos zakladamy. A uczucia sa jak wolny wiatr, rosna,
                    ale nie pod wplywem kalkulacji tylko samoistnie.
                    • nadia338 Re: bezwarunkowa milosc 16.09.05, 21:01
                      chyba mnie nie zrozumialas. zgadzam sie, ze to nie jest milosc, jak sie robi
                      dla drugiej osoby cos, zeby ta nas kochala. to oczywiste i - moim zdaniem,
                      zalosne. swiadczy o bardzo slabej wiarze i bardzo niskim poczuciu pewnosci
                      siebie. i - przede wszystkim o tym, ze nie kochamy samego/ samej siebie.
                      wypracowac milosc bezwarunkowa to moim zdaniem praca nad soba, pozbycie sie
                      oczekiwan od drugiej osoby, pozbycie sie strachu, ze sie straci druga osobe.
                      chcialabym poznac opinie innych na ten temat.
                      • lo45 Re: bezwarunkowa milosc 18.09.05, 09:46
                        nadia,caprissa bardzo jasno to wytlumaczyla na przykladzie kanapek.Dlaczego
                        uwazasz,ze Cie nie zrozumiala ? Ten przyklad obrazuje to, co sama piszesz.
                        • lo45 Re: bezwarunkowa milosc 18.09.05, 09:58
                          Czy chodzi Ci moze o cos w rodzaju "instrukcji obslugi" jak osiagnac
                          bezwarunkowa milosc ? Nie ma czegos takiego.To jest w nas,ale trzeba to
                          "wygrzebac" z siebie.
                          Odrzucic wszystko co nie jest bezwarunkowa miloscia....
                          Moze chodzi Ci o cos bardziej konkretnego ? Pytaj....mam za soba 20 lat
                          malzenstwa i zanosi sie na przynajmniej nastepne 20 smile
                          • nadia338 Re: bezwarunkowa milosc 18.09.05, 22:07
                            chodzilo mi o to, ze z teorii to mam pojecie co oznacza milosc bezwarunkowa,
                            ale w praktyce jest to bardzo trudne. no bo chyba nikt mi tu nie powie, ze
                            nigdy nie ma potrzeb, akceptuje partnera w 100% i niczego nigdy od niego nie
                            oczekuje. stad moje pytanie o to, jak wypracowac, czy pracowac nad idealna
                            miloscia. jak pozbyc sie potrzeb, oczekiwan, zaleznosci, potrzeb itp itd?
                            • sc200 Re: bezwarunkowa milosc 19.09.05, 07:55
                              Piszesz: "ale w praktyce jest to bardzo trudne"
                              No i te słowa (prawdziwe) obrazują do czego może doprowadzić 2000 lat
                              "prowadzenia dusz" przez różne organizacje religijne (kościoły, sekty etc).

                              I to jest zadanie ludzkości na nowy wiek. Obudzenie tego w sobie, co już jest.
                              Znalezienie prawdy tam, gdzie ona jest. Zrozumienie pojęć, które już są.
                              • lo45 Re: bezwarunkowa milosc 19.09.05, 08:33
                                "znalezienie prawdy tam,gdzie ona jest" - wlasnie.Czyli w sobie.Zaczac trzeba od
                                siebie.Zrozumiec siebie.Pokochac siebie.
                                Nadia sprobuj wyobrazic sobie jak Ty chcialabys byc kochana.Czy chcialabys byc
                                kochana bo jestes ladna ? Bo masz ladna figure ? Bo jestes madra ? Sprobuj
                                kochac tak,jak sama chcialabys byc kochana......tylko dlatego,ze jestes smile
    • iinka Re: bezwarunkowa hehe 19.09.05, 17:10
      Witam smile
      To się tak łatwo pisze o bezwarunkowej miłości.
      Ja powiem tak: jeśli ktoś ma ochotę zostać w krótkim czasie męczennikiem i
      świętym jednocześnie - miłość bezwarunkowa jest idealną receptą!
      Miłość bezwarunkowa w środowisku takim jakie jest - czyli myślącym wyłącznie o
      swoim interesie i o braniu, ale nigdy dawaniu - jest totalną utopią.
      Ludzie - te 95 % - do tego nie dorośli.
      Kochając wszystkich bezwarunkowo można skończyć na śmietniku, z nożem wbitym w
      plecy. Gdyby Jezus żył w naszych czasach, wszystko potoczyłoby się bardzo
      podobnie. Te 95% by Go zabiło.
      Jeśli kochasz bezwarunkowo, możesz liczyć na to, że wykorzysta Cię każdy kto
      będzie mógł. Powiedzą - aaa naiwniak! Dawać go tu! wykorzystają Twoją miłość,
      na koniec wytrą buty o Ciebie i na śmietnik.
      Taka niestety jest prawda.
      Ja kocham ludzi - może nie idealnie - ale staram się, oni myślą, że jestem
      naiwna, kłamią w żywe oczy bez mrugnięcia okiem... chwilowo udaję że nic nie
      widzę, ale czy ja chcę tak żyć?
      Ludzie - owszem są mali i zagubieni, często skrzywdzeni przez innych i dla tego
      sami krzywdzą.
      Nie zrozumcie mnie źle.
      Kocham ludzi, tylko czasem mi ręce opadają.
      • sc200 Re: bezwarunkowa hehe 19.09.05, 18:14
        Och iinka zaręczam Cie że jest mnóstwo osób potrafiących kochać bezwarunkowo! I
        to w najbliższym otoczeniu. Ja tam pomijam przykłady Dalai Lamy czy Sai Baby,
        ale takie osoby żyją koło nas.
        Tylko musisz je umieć dostrzegać.

        Poza tym proponuje Ci popracować więcej nad pewnym swoim fałszywym wyobrażeniem,
        albowiem piszesz "jeśli ktoś ma ochotę zostać w krótkim czasie męczennikiem i
        świętym jednocześnie - miłość bezwarunkowa jest idealną receptą!"

        Nie masz racji. Jedyne co widać, to Twój schemat myślowy pokazał się pełną gębą
        wink. Nie masz się co martwić, to są naleciałości z dzieciństwa, kiedy
        wychowawcy, katecheci, nauczyciele, rodzice tłukli przypowieści o mędrcach,
        którzy dając pełną miłość wszyscy bez wyjątku marnie skończyli (jak to się w
        tych książkach ładnie tłumaczy "poświęcili się" brrrr).
        Takie wzorce są w nas i tego trzeba się pozbyć, jeśli się chce mieć czyste
        spojrzenie na bezwarunkową miłość.

        Powiem więcej, to co my nazywamy warunkową miłością jest fałszywką i nie ma nic
        wspólnego (sic!) z miłością, W ogóle uważam, za małoszczęśliwe dzielenie miłości
        na warunkową i bezwarunkową. Kochani. Miłość jest TYLKO JEDNA. I zawsze
        BEZWARUNKOWA. Reszta to nie miłość, to przywiązanie, to wzajemne dawanie z
        oczekiwaniami, ale nie miłość!

        Piszesz: "Gdyby Jezus żył w naszych czasach, wszystko potoczyłoby się bardzo
        podobnie. Te 95% by Go zabiło."
        Bzdura smile Skąd niby to wiesz? Właśnie dzisiaj Jezus miałby więcej szans na
        zrozumienie tego o czym mówił 2000 lat temu, bo najwyraźniej mało kto wówczas
        rozumiał.

        Jezus jako człowiek niezwykle uduchowiony pewno już nieraz inkarnował na ziemi,
        ale jestem przekonany, że Jemu podobnych są setki i tysiące ludzi na ziemi!,
        tylko pora przestać patrzyć melancholijnie na to co było 2000 lat temu, tylko
        wyciągnąć z tego właściwe wnioski.

        Piszesz:
        "Jeśli kochasz bezwarunkowo, możesz liczyć na to, że wykorzysta Cię każdy kto
        będzie mógł. Powiedzą - aaa naiwniak! Dawać go tu! wykorzystają Twoją miłość,
        na koniec wytrą buty o Ciebie i na śmietnik."

        Kolejna ocena jaką wystawiasz pokazuje co o tym Ty myślisz, ale co nie jest
        zgodne z prawdą. Przede wszystkim wierz mi że jeśli potrafiłabyś kochać
        bezwarunkowo, to nikt Cie nie wykorzysta.
        Dlaczego?
        Bo jak nie ma warunków, nie ma zależności to jak to jest możliwe???? Nie ma
        takiej możliwości.
        A to że pan Z oceni że pani X wykorzystuje pana Y. No cóż "Bóg nie ocenia, to
        nisko rozwinięty człowiek daje pokaz swojej bezmyślności" (Bernard Shaw).

        Parafrazując Cie smile
        Taka niestety jest prawda.
        • iinka ps 21.09.05, 22:46
          Zawsze można każdemu powiedzieć - ależ nie ty przecież nie kochasz
          bezwarunkowo, tylko skąd wie to mówiący - o ile nie jest Bogiem?

          Czy dziecko kocha bezwarunkowo?
          Czy zwierze kocha bezwarunkowo?
          Podobno tak.
          A jeśli tak to dla czego tyle dzieci jest krzywdzonych przez dorosłych, dla
          czego zwierzęta przez ludzi są tak zle traktowane?
          • sc200 Re: ps 21.09.05, 23:24
            Wierz mi, że na pewnym etapie RD kiedy oczyszcza się intencje do siebie i innych
            pojawia się światło, które jest jak to ładnie opisał Shri Lama "oświecenie to
            zrozumienie miłości Boga i moc obdarzania innych".
            Wówczas pojawia się mała i coraz silniejsza iskierka miłości - miłości
            bezwarunkowej.

            Piszesz:
            "Czy dziecko kocha bezwarunkowo?
            Czy zwierze kocha bezwarunkowo?
            Podobno tak."

            A kto to wie? "podobno tak" też ktoś powiedział a skąd wie to mówiący - o ile
            nie jest Bogiem? smile To tak kwintensencja do tego co napisałaś

            Co do miłości zwierząt to się nie wypowiadam suspicious
            Ale dziecko hmmm dziecko to dusza zaczynająca inkarnacje i o ile nie
            przepracowała swoich tematów, to często już po narodzinach ma "zwichnięte"
            uczucia. Wynika to z... np. intencji wybrania danej rodziny (do narodzin).
            Pisała o tym i mówiła (świetnie) Ś.P. prof. Lidia Stawowska specjalistka od
            inkarnacyjnych technik.

            Piszesz:
            " A jeśli tak to dla czego tyle dzieci jest krzywdzonych przez dorosłych, dla
            czego zwierzęta przez ludzi są tak zle traktowane?"

            Zaskocze Cie, ale wiele dzieci (z moich obserwacji wiem to również) CHCĄ być tak
            traktowane. Dziecko nie przypadkowo np. wybiera inkarnacje w rodzinie gdzie tata
            pije (alkoholik), a mama "puszcza się" i też pije.
            Myślisz że dzieci są "głupie"? Albo mają pecha naradzając się w takiej rodzinie?
            ALbo jak to uważa się dumnie w pewnej religii "Bóg tak chciał"?
            Nie.
            Dusza doskonale wie, jakie ma spełnić zadania w danym wcieleniu, co musi
            odpracować i nad czym móc pracować. I wybiera takie warunki, aby być tego
            spełnienia jak najblizej.
            To tylko Tobie (czy tam komukolwiek - oczywiście nie pije do Ciebie wink )-
            oceniającej to zdarzenie z poziomu naszej ludzkiej ułomności (jaką jest ocena z
            perspektywy naszego jestestwa oraz przekabaconego przez "Obecną kulture"
            widzenia świata) wydaje się, że jest inaczej.
            Długi temat
            Na temat tego co zaobserwowała Lidia (znałem Ją osobiście - spędziłem dziesiątki
            godzin na dyskusjach smile ) czy też nawet moich skromnych obserwacji można byłoby
            napisać grubą księge (na temat dzieci i stosunku dorośli <--> dzieci).

            A zwierzęta?
            Zwierze założmy kocha bezwarunkowo albo warunkowo suspicious (innej możliwosci nie ma)
            Ale nie ma to zwiazku z tym, że My ludzie źle traktujemy zwierzęta.
            To świadczy o naszej ulomności a nie zwierząt. Oczywiście być może istnieje
            jeszcze coś takiego jak "zwierzęca karma". Ale nigdy tego nie badałem.

            Tak poza tym to polecam lektury Powella (o ciałach).
        • boga14 Re: bezwarunkowa hehe 23.09.05, 18:09
          piszesz : "Jezus jako człowiek niezwykle uduchowiony pewno juz nieraz
          inkarnowal na ziemi i jesteś przekonany ,że Jemu podobnych są setki i tysiące
          ludzi na ziemi !" to skąd na tej ziemi tyle cierpienia ,rozpaczy .Gdyby chociaż
          jedna osoba Jemu podobna roztoczyła wokół siebie bezmiar miłości przez całe
          swoje życie a zaraz za nią "setki" i " tysiące" to czy możliwe jest ,że byśmy
          tego nie odczuli ??? nie zauważyli ????
          Boga
    • pas_ya Re: bezwarunkowa milosc 20.09.05, 13:14
      Dla mnie miłość bezwarunkowa to miłość jaką obdarza nas Bóg.
      pozdr
      • kr_kap Re: bezwarunkowa milosc 20.09.05, 13:40
        I którą - w konsekwencji, jako posiadacze bezwarunkowej miłości bożej - my
        powinniśmy obdarzać innych ludzi, aby ci rośli, stawali się lepsi, zbliżali do
        Boga, zbliżali do bliźnich. Takie jakieś nie ja tylko ty. Same schody wink

    • kr_kap Re: bezwarunkowa milosc 20.09.05, 13:43
      Chyba coś poza sobą. Niezawłaszczanie. Trudne...
    • iinka hm 21.09.05, 22:36
      Witam.
      Wypowiadam się wyłącznie prywatnie.
      I na podstawie własnych doświadczeń.
      Dajmy na to że znajoma Wam osoba potrzebuje nagle pomocy - organizujecie pomoc,
      staracie sie, po jakims czasie okazuje sie ze ta osoba okłamuje Was w wielu
      sprawach, zabawia sie kiedy Wy szukacie dla niej pomocy.
      A Wy namawialiscie innych do pomocy tej osobie - i co?
      Sami stajecie sie klamcami.
      Bo oklamywala Was ta osoba.
      Taki mały przykładzik.
      Po prostu ktoś bierze czyjeś pozytywne pobudki i używa ich dla swoich
      nieczystych celów.
      Łatwo zostać wykorzystanym i proszę mi tu nie mówić, że co krok sami słodcy i
      dobrzy ludzie.
      Nie każdy musi mieć coś zakodowane w głowie drogi Michale.
      Niektórzy mogą obserwować to, co wokół i z tego wyciagac wnioski.
      Swoje wnioski, a nie cudze.
      Nie będę udawać, że urodziłam się wczoraj i że nie widzę tego co wokół.

      Co do Jezusa. Niestety tych dobrych ludzi jest za mało.
      To się tak mówi - teraz to by się tak nie zdarzyło.

      • sc200 Re: hm 21.09.05, 23:37
        iinka wszyscy tu się wypowiadamy prywatnie smile

        Rozpatrzmy Twój przykład.

        W Twoje historii... nie stajemy się kłamcami. Mało kto jest jasnowidzem i nie
        można mieć poczucia winy za pomoc w rozważanej sytuacji.
        Jeśli ktoś czuje się kłamcą w tym przypadku to lepiej niech uzdrawia dalej swoje
        relacje ze ... sobą.

        Piszesz:
        "Łatwo zostać wykorzystanym i proszę mi tu nie mówić, że co krok sami słodcy i
        dobrzy ludzie."

        Twoja podświadomosć broni się przed prawdą jak tylko może smile) to jest zrozumiałe.
        Wiesz przypominasz mi taki dowcip o... niestety Polakach. Że Polak jak siedzi w
        pubie w Londynie z Anglikiem to jak obaj mają po pół kufla Guinessa. To Polak
        powie "Cholera mam tylko pół sad" a Anglik na to powie "Jak fajnie, że jeszcze
        moge się pół kufla napić smile"
        Ta sama sytuacja - dwie skrajne oceny.
        Jeśli ktoś myśli kategoriami tego alegorycznego Anglika, to zawsze w życiu
        będzie spotykał takich ludzi, jeśli Ty będziesz nadal myślała kategoriami w
        jakich piszesz (bo zakładam, że temat afirmacji i nie obraź się ale "pracy nad
        sobą, nad swoimi uczuciami" jest chyba???? (może się myle) na razie Ci obcy)
        to będziesz spotykała przeciwne zdarzenia.
        Głowa do góry i przyznaj się przed sobą, po której stronie chcesz być. Jak
        chcesz tak masz.

        Piszesz:
        "Nie każdy musi mieć coś zakodowane w głowie drogi Michale."
        Ale co??
        Oczywiście to forum jest m.in. po to, aby przekodować tak "głowe" aby odnosić
        sukcesy na każdym polu w swoim życiu. I to, gdzie się kto chce znaleźć (w której
        grupie ludzi) to zależy tylko od Niego.

        Piszesz:
        "Nie będę udawać, że urodziłam się wczoraj i że nie widzę tego co wokół."
        smile))
        Chyba nie tak chciałaś napisać.

        Ps.
        Nie obrażaj się oczywiście po tym tekście smile
      • nadia338 Re: hm 21.09.05, 23:43
        iinka, wydaje mi sie, ze troche masz negatywne nastawienie do ludzi i swiata.
        jesli bedziesz myslec o ludziach bardziej pozytywnie, zobaczysz, ze ci 'dobrzy'
        wg ciebie ludzie zaczna pojawiac sie w twoim zyciu a ci 'wykorzystywacze' beda
        coraz rzadszymi zjawiskami. pisze 'dobrzy' wg ciebie, bo ja osobiscie nie
        dziele ludzi na dobrych i zlych.
        • iinka Re: hm 22.09.05, 00:02
          Witam.
          Na nic się nie obrażam.
          Piszę tak bo niejednokrotnie byłam nastawiona pozytywnie i nie spodziewałam,
          się, że to co się poźniej stało, może być możliwe.
          Byłam niepomiernie zdziwiona. Ale też jeśli kogoś przekonuję, żeby pomogl danej
          osobie, to przecież ręczę za całą sprawę.
          Wyobrazmy sobie na przykład:
          To tak jakbyś dowiedział się że kolega ma chore dziecko i żeby je uratować
          trzeba zebrać pieniądze na leki - stoisz ze skarbonką. Kolega jest dobrym,
          przykładnym ojcem i mężem, uczciwym człowiekiem, jego rodzina również idealna.
          Zbierasz kasę, przynosisz im. Inni ludzie też zbierają. Po jakimś czasie
          dowiadujesz się, że... bo ja wiem... facet bierze za częsc pieniędzy kupuje dom.
          No i co?
          • sc200 Re: hm 22.09.05, 08:28
            Piszesz:
            "To tak jakbyś dowiedział się że kolega ma chore dziecko i żeby je uratować
            trzeba zebrać pieniądze na leki - stoisz ze skarbonką. Kolega jest dobrym,
            przykładnym ojcem i mężem, uczciwym człowiekiem, jego rodzina również idealna.
            Zbierasz kasę, przynosisz im. Inni ludzie też zbierają. Po jakimś czasie
            dowiadujesz się, że... bo ja wiem... facet bierze za częsc pieniędzy kupuje dom.
            No i co?"

            Iinka Tu Cie strasznie boli, ale wierz mi, że to że zostałaś wykorzystana to...
            wyłącznie Twoja zasługa.
            To Twoja podświadomość przyciągnęła takie wydarzenie jako efekt swojego
            zaprogramowania.
            Nie należy teraz się tym oburzać, bo to jest najgorsze co możesz robic.
            Zabierz się za:
            1) Wybaczanie sobie (że się "nabrałaś")
            2) Dojścia co byłą przyczyną tego czyli uzdrawiania szeroko pojętych relacji ze
            sobą.

            Ja wiem, że sobie myślisz że to jest czcze gadanie, czy "gadaj zdrów" ale
            uwierz, że to Ty wewnętrznie bronisz się przed pozytywnymy zmianami.
            Jeśli uwierzysz w to co napisałem i zastosujesz zmiane swojego nastawienia to
            gwarantuje przedziwne i wspaniałe rezultaty...
            • boga14 Re: hm 23.09.05, 18:36
              jak moze być negatywny efekt czyjegos (linki) działania stymulowany jej
              podświadomością ?????? a "uzdrawianie relacji z sobą" może wpływać na ocenę
              zjawisk powszechnie uznawanych za negatywne ??? po co ???żeby inaczej oceniać
              wojny ,nadużycia ???cierpienie ??? a może chodzi o wypracowanie
              samozadowolenia??
              • iinka Re: hm 23.09.05, 21:04
                Witam.
                Dzięki za texty.
                Jedno małe ale - przykład który podałam ma tylko troche wspolnego z tym co było
                na prawde. Ale ten ktos nabrał nie tylko mnie, nabrał jeszcze wiele osob i
                nawet swoich krewnych. Czy to oznacza, że wszyscy go sprowokowali?
                Czy to oznacza, że zaufanie to prowokacja?
                Czy ślepy starzec, ktory otwiera drzwi mieszkania facetowi podającemu się za
                hydraulika, też sprowokował faceta do bycia złodziejem?
                Facet okazał się być oszustem, walnął dziadka w łeb i obrabował.
                Wina wyłącznie dziadka ?
                W Częstochowie w czasie odsłonięcia obrazu, kiedy ludzie klękają i się modlą
                złodzieje ich okradają - czy to też wina okradanych?
                • sc200 Re: hm 26.09.05, 08:21
                  linka mogą istnieć setki powodów, dla którego właśnie ta grupa ludzi (a nie
                  inna) się "nabrała".
                  Poczynajac od:
                  1. tzw. zemst karmicznych czy w ogóle relacji karmicznych
                  2. tzw. inicjacji przedinkarnacyjnych lub że tak nieładnie to powiem
                  "postinkarnacyjnych"
                  3. programów podświadomości związanych z daną osobą lub grupą osób
                  4. programów podświadomości zwiazanych z daną sytuacją
                  I pewno jeszcze inne

                  Odpowiadając szerzej na Twoje pytanie.
                  TAK.
                  Wszystko co nas spotyka, jest w ponad "połowie" naszą zasługą

                  Tzn. jeśli jesteśmy pobici, okradzeni, znieważeni itp to jest to przede
                  wszystkim wina... naszych programów, naszych inicjacji. Jest to na pewno
                  rewolucyjna i trudna do zaakceptowania teoria przez wiele osób. Ale nie zmienia
                  faktu, że właśnie tak jest.
                  Uwierzenie w to, co mówił m.in. Jezus czy Budda o tym że "sam cyzelujesz swoje
                  życie" jest kluczem, do "wziecia życia w swoje ręce". Oczywiście życia swojego.

                  Pamiętaj. Nic się nie dzieje przypadkowo, wszystko ma swój porządek. Chaos nie
                  istnieje. Człowiek ze wzgledu na niski poziom technologiczny naszej cywilizacji
                  woli wymyślać teorie typu "chaos" aby wypełnić luke.
                  • iinka Re: hm 26.09.05, 18:46
                    Heh - to jedyne wyjście - palnąć sobie w łeb?
                    Albo jedno wielkie poczucie winy. No bo oszuści, złodzieje, czy mordercy nie są
                    niczemu winni.
                    Winne są ofiary.
                    Zabawne i trochę straszne.
                    Wygląda na to, że niemowlę pobite na śmierć przez pijanego ojca, samo jest
                    winne swojej śmierci.
                    Czyli Bóg nic nie zaplanował w naszym życiu?
                    Wygląda na to, że Bóg w ogóle nic nie ma do gadania...
                    A mnisi tybetańscy skazani na karę śmierci?
                    To ich świadome samobójstwo?
                    Jak dla mnie to za duża przesada.
                    Trochę wpływu na swoje życie możemy mieć, ale bez przesady...

                    • sc200 Re: hm 27.09.05, 07:46
                      iinka to, że nasz świat fizyczny jest very simple jeśli chodzi o poziom rozwoju,
                      to nasza zasługa a nie... Boga. Więc Boga nie należy tu mieszać smile

                      Dlatego Cie to zaskakuje (to co napisałem) bo mało kto do końca rozumie słowa
                      "Sam tworzysz własny świat". Tzn., ukazuje sie wiele tego interpretacji. Np.
                      że jak się uczymy (sami to robimy prawda?) to zdajemy egzamin. Ale mało kto zaje
                      sobie sprawe z kilku poziomów mentalnych człowieka (Wyższe Ja, świadomość,
                      podświadomość) (Powell rozróżnia tego więcej) i w związku z tym ogólnie mimo
                      wielkiej prostoty całego układu trudno jest to zrozumieć a co dopiero zaakceptować!.

                      Poza tym nie wpadaj w skrajność.
                      Znowu mam Ci przytaczać kawał o Polaku na piwie w Irlandii/Anglii? smile

                      Zamiast się ucieszyć, że jak "wezme życie w swoje ręce to wszystko pójdzie
                      inaczej" to buntujesz się przeciwko prawu Wszechświata.
                      Człowiekowi jest zawsze źle suspicious tak czy siak.

                      Myślisz że to Bóg chce cierpienia ludzi? zabijania małych dzieci? dręczenia
                      niemowląt? Nie.
                      To My generujemy ten świat.
                      Jedynie w modlitwie/afirmacji/pewno inne metody da się poprosić Boga o
                      odwrócenie biegu wydarzeń. A zastanawiałąś sie jak to Bóg czyni? Genialne jest
                      to, że czyni to przez... nas. Oczyszczająć nasze programy na dany temat. W ten
                      sposób Bóg zachowuje swoje nadrzędne prawo wszechświata nienaruszone (akcja -->
                      modlitwa, reakcja --> zmiana) a My "widzimy" Jego ingerencje w stan rzeczy.

                      Jeszcze jedno.
                      Oszuści, złodzieje czy mordercy zawsze będą winni. Albowiem musi zaistnieć
                      syndrom ofiary żeby zaistniał syndrom dręczącego. Innymi słowy, wspólne tzw.
                      myślokształty generują taką a nie inną sytuacje (np. rodzi się dusza z karmą
                      idealnego mordercy i zachowuje idealne warunki do rozwoju, oczywiście "idealne")

                      Zresztą temat był już poruszany i na forum i w wielu książkach
                      Ogólnie "Fobie i programy setek tysięcy ludzi stworzyły Hitlera - nie odwrotnie".
                      "Czego się boisz, to przyciągasz"
                      • iinka Re: hm 27.09.05, 12:40
                        Witam.
                        Myślę że ta dyskusja toczyła by się jeszcze dłuuugo dłuuuugo...
                        Chwilowo walczę z jakąś grypą, która chce mnie rozłożyć, a ja nie mogę teraz
                        chorować, więc nie mogę jej się dać załatwić.
                        Ja myślę że częściowo tworzę własny świat, ale nie w 100%.
                        Inni ludzie i Bóg też mają jakiś wpływ.
                        To jest moje prywatne zdanie.
                        Pozdrawiam i znikam bo mi mdło jakoś... tongue_out
                        Pa smile
Pełna wersja