Dodaj do ulubionych

Co robić? Toksyczny związek...

05.12.08, 04:17
Mam mętlik w głowie, jesteśmy właśnie po kłótni i już nie wiem co
mam robić. Jesteśmy razem ponad 9 lat, od dwóch mieszkamy razem. Nie
mamy ślubu ani dzieci, prowadzimy razem firme.
Kłótnie są zawsze wywoływane przez niego, niby z mojej winy. Zwykle
rozchodzi się o drobiazgi - że go nie obudziłam na czas, że
pomyliłam się przy zamawianiu towaru, nie napisałam właściwie maila
do klienta. Przy awanturze on dostaje napadów agresji, niszczy coś w
domu, usiłuje wyżyć się na naszym króliku - gdy ja go bronię, obrywa
się mi (właśnie mam siniaki a on poszedł spać). Nic do niego nie
dociera, tłumaczyłam już milion razy, że nie powinien tak reagować.
Żyję w stresie, że coś źle powiem, źle zrobię, nie po jego myśli i
będzie awantura.
Marzę o normalnej rodzinie, ślubie, dziecku... Łączy nas wspolny
biznes, nie potrafię sobie wyobrazić życia samodzielnie po tylu
latach. Nie wiem już co robić, wciąż się łudzę, że dojdziemy d
porozumienia - zwykle ja przepraszam, obiecuję że się poprawie i nie
będę popełniać błędów, on mi łaskawie daje ostatnią szansę...
Przepraszam że się rozpisałam, ale jestem troche roztrzęsiona...
Obserwuj wątek
    • annb Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 08:03
      jak zabije twojego krolika aty wyladujesz na oiomie to zaczniesz
      cwiczyc wyobraznie
      o ile przezyjesz
      powodzenia
    • marzeka1 Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 08:16
      "Marzę o normalnej rodzinie, ślubie, dziecku"- ale chyba nie z tym panem???? Bo chyba nie wierzysz,że on się zmieni?nie po tylu latach, bo zmiany trzeba chciec wewnętrznie.
      • kate_b Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 08:30
        Racja, choć cały czas się łudzę że się da zmienić.
        Problem w tym, że całe moje życie to "my", to "on", to firma.
        Jesteśmy związani ze sobą prawie jak małżeństwo z takim stażem,
        tylko bez "papierka", czyli niby łatwiej w tej sytuacji. Ja boję się
        to stracić ale jednocześnie boję się co dalej. Obawiam się tez, że
        gdy się rozstaniemy, on coś głupiego zrobi (mówi że nikt nie będzie
        płakał), bo może pójść jedynie do rodziców a to przecież oznaczałoby
        porażkę i start od zera.
        • annb Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 10:03
          ale to nie jest twoje dziecko zebys sie miala martwic co on zrobi po
          rozstaniu
          jakos on sie nie martwi tym jak wygladasz z siniakami
    • krzysztof-lis Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 10:30
      Kolejny wątek w stylu
      "mam toksycznego partnera, on się nie zmieni, ja nie chcę odejść, co zrobić?!"

      Co zrobić? Odejść. Albo przestać marudzić.
    • jambalaya80 Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 10:35
      Mi nie potrzeba bylo siniakow zeby przejrzec na oczy i odzyskac zdrowy osad
      sytuacji.Byc moze Ty potrzebujesz zlamanej reki lub rozbitej czaszki.Rozni sa
      ludzie i ich potrzeby.Pooczytaj sobie to forum,moze sie otrzasniesz.
    • jambalaya80 Polecam ten watek 05.12.08, 10:39

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=82286915
      Bardzo sympatyczny, prawda?
    • gatsien Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 10:40
      Ja Cię doskonale rozumiem! Ciężko jest zmienić CAŁE swoje życie, szczególnie jak
      się jest z kimś tyle lat i wokół tej osoby wszystko się kręci, i życie prywatne,
      i zawodowe. I niestety najczęściej takie związki trwają bardzo długo, zazwyczaj
      do czasu jakieś tragedii, albo psychicznego wyczerpania jednego z partnerów.
      Wiem to z doświadczenia.
      Jeśli chcesz żyć normalnie, to rada jest jedna - ODEJDŹ !!! Będzie Ci ciężko,
      ale im szybciej to zrobisz, tym szybciej staniesz na własnych nogach, tym
      szybciej poukładasz sobie swoje życie i tym szybciej będziesz miała szansę na
      normalną rodzinę!!!
    • kate_b Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 10:42
      Dziękuję za odpowiedzi, naprawdę nie miałam zamiaru marudzić,
      chciałam z kimś porozmawiać, ale chyba większą popularnością cieszą
      się wątki mężatek z dziećmi, bo to przymniej z pozoru bardziej
      skomplikowany problem. Dziękuję raz jeszcze, pozdrawiam
      • annb Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 10:56
        ale jakąchcesz dostac odpowiedz skoro te cie nie zadowalają?
        zyjesz z przemocowcem
        ktory wyladowywuje sie na tobie
        chcesz pogłaskania po glowie?
        to nic nie zmieni
        mozna makijazem maskowac since ale po co
        stan przed lustrem
        popatrz na siebie
        marnujesz zycie z furiatem
        ktoremu na dodatek matkujesz
        chcesz rady-odejdz
        • finegrain Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 11:12
          Wiesz co, po prostu nie reaguj na jego agresję. Przy okazji
          następnej sprzeczki o błahostkę, powiedz, że ma się nie odzywać w
          ten sposób do ciebie i nie reagowac jak furiat i nie daj się
          wciagnąc w pyskówkę. Spróbuj mu pokazać, że mozna tego typu sprawy
          wyjaśnić w spokojny sposób, nie denerwując się wzajemnie. Był okres
          w moim małżeństwie, że też żywo reagowaliśmy, sprzeczki, wyzywanie
          się, ale postanowiłam to przerwać i udało się. Oczywiście w naszym
          przypadku oboje się nakręcaliśmy, to znaczy, że ja nie byłam bez
          winy. Stwierdziłam w końcu, że mamy się wspierać, a nie dołować.
          Teraz ważne jest dla mnie, by nie urazić męża, nie powiedzieć mu nic
          niemiłego, tylko w celu dogryzienie jemu. Jeśli on zaczyna podnosić
          głos (teraz to się prawie nie zdarza), mówię spokojnie , że nie
          zyczę sobie takiego tonu i on od razu mówi normalnie. Oczywiście nie
          jest tak, że jak mam jakieś pretensję, to je przemilczam...mówię,
          ale bez agresji w stosunku do męża. Życze powodzenia.
          • kate_b Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 12:11
            Cieszę się, że Wam się udało. U mnie niestety jest tak, że on nie
            przyjmie do wiadomości, że ma obniżyć ton, tylko jeszcze bardziej go
            to zdenerwuje... Bo przecież to ja się przyczyniam do awantur...
            • finegrain Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 12:20
              Musisz znaleźć sposób, żeby on zmienił swoje postępowanie. Jeśli
              zależy mu na związku, to musi to zroumieć. Dlaczego nie przyjmuje
              teggo do wiadomosci, że ty zyjesz w stresie? Jesli uważasz, że
              rozmowa i później konsekwentne wymuszanie normalnego tonu, nic nie
              dadzą, to powiedz mu, że albo idziecie do psychologa, albo ty
              odchodzisz.
        • kate_b Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 12:06
          Przepraszam, reaguję dziś emocjonalnie. Niby prosta sprawa (i
          słuszne rady) - odejść, tylko jak to zrobić? Z jednej strony mi na
          nim zależy, ale mam już dość. Dość siniaków, dość poniżania i życia
          w stresie. Dom jest mój, firma na mnie, więc w sumie to on powinien
          się wynieść... Tylko wiem, że chociaż on powie że to już koniec, to
          pewnie powie też że idzie gdzieś coś zrobić i że więcej o nim nie
          usłyszę... A ja naprawdę się tego boję, bo on jest zdolny do
          wszystkiego. Nie wiem co mu strzeli do głowy i gdyby rzeczywiście
          coś zrobił, chyba bym sobie tego nie wybaczyła. W dodatku ma
          fantastycznych rodziców....
          • die_blume Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 12:37
            Na kim ci zalezy? na czlowieku, ktory Cie bije? I zneca sie nad Bogu ducha
            winnym zwierzatkiem? A ta firma jest tego warta? A on jest tego wart? Uciekaj,
            nim zajdziesz w ciażę.
          • marianka_marianka Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 13:16
            kate_b napisała:
            Dom jest mój, firma na mnie, więc w sumie to on powinien
            > się wynieść... Tylko wiem, że chociaż on powie że to już koniec, to
            > pewnie powie też że idzie gdzieś coś zrobić i że więcej o nim nie
            > usłyszę... A ja naprawdę się tego boję, bo on jest zdolny do
            > wszystkiego. Nie wiem co mu strzeli do głowy i gdyby rzeczywiście
            > coś zrobił, chyba bym sobie tego nie wybaczyła.

            Dziewczyno - przeczytaj co piszesz. Wszystko jest Twoje - nad czym się zastanawiasz - jesteś niezależna finansowo - nie macie ślubu ani dzieci... Postaw swoje warunki i wyznacz termin, jeżeli nic się nie zmieni, każ mu się wyprowadzić. Przecież on u Ciebie ma jak u Pana Boga za piecem! Zapewniam Cię, że on sobie nic nie zrobi - to taki typ, co tylko dużo gada, znam takich. A te siniaki niech ktoś obejrzy, może lekarz i zrób zdjęcia, w razie czego masz dowód. Ten Twój facet wygląda na takiego, co to przed sądem by płakał, ze mu się wszystko należy i że to Ty go bijesz...
          • brak.polskich.liter Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 18:33
            kate_b napisała:

            > Nie wiem co mu strzeli do głowy i gdyby rzeczywiście
            > coś zrobił, chyba bym sobie tego nie wybaczyła. W dodatku ma
            > fantastycznych rodziców....

            No, to jest rzeczywiscie argument nie do zbicia, za trwaniem przy przemocowcu i
            mamuskowaniu mu - pan otoz cudownych rodzicow ma :P
            To jest wlasnie clou, nieprawdaz.

            Grasz w "tak, ale". Zbijasz kazda rade, ktora dostajesz - a sa one dosc zbiezne
            miedzy soba, ale pewnie niezbyt zbiezne z tym, co chcialabys przeczytac.

            Proponuje zatem kurs ceramiki artystycznej albo wizazu. Nic sie w Twoim zyciu
            nie zmieni, ale przynajmniej zaspokojona zostanie potrzeba estetyczna, a to
            zawsze bonus. Wizaz ma te przewage nad ceramika, ze uzyskane umiejetnosci okaza
            sie bezcenne w maskowaniu podbitych oczat i innych dodatkow urody, ktore - w
            szerokim asortymencie - zafunduje Ci ukochany (juz sie chlopak wprawia, nie?).
            Z drugiej znow strony, przy okazji studiowania tajnikow ceramiki dowiesz sie
            conieco o klejach i cementach, co pozwoli Ci w przyszlosci wybrac najlepszy klej
            do protez zebowych, kiedy juz ukochany powybija Ci zeby z powodu przesolonej zupy.
      • borowina75 Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 18:44
        kate_b napisała:

        ale chyba większą popularnością cieszą
        > się wątki mężatek z dziećmi, bo to przymniej z pozoru bardziej
        > skomplikowany problem. Dziękuję raz jeszcze, pozdrawiam

        to jest bardziej skomplikowany problem, nie tylko z pozoru
      • borowina75 Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 18:46
        kate_b napisała:

        > ...ale chyba większą popularnością cieszą
        > się wątki mężatek z dziećmi, bo to przymniej z pozoru bardziej
        > skomplikowany problem. Dziękuję raz jeszcze, pozdrawiam

        to jest bardziej skomplikowany problem, nie tylko z pozoru
    • triss_merigold6 Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 15:40
      Nie nudź. Takie jak Ty nie odchodzą. Zajdziesz w koncu w ciążę,
      urodzisz a facet będzie miał dwie osoby do wyżywania się.
      Najwyraźniej lubisz życie w toksycznym układzie, z bycia ofiarą też
      są profity.
      • gatsien Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 17:57
        Sporo w tym racji co piszesz niestety...
    • kate_b Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 19:09
      Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Chciałam się wyżalić, było mi źle,
      więc się wyżaliłam. Jesli kogoś zanudziłam, przepraszam.
      Potrzebowałam nieco wsparcia i troszkę dostałam, choć i po głowie mi
      się dostało... Wiem, że macie wszyscy rację i wierzcie mi, że
      przeczytanie Waszych wypowiedzi i innych wątków na tym forum otwiera
      oczy, uświadamia wiele. Czuję, że dojrzewam w sobie do jakiś
      decyzji, za co Wam dziękuję. Nie wiem jak szybko uda mi się z tego
      związku wyplątać, ale chyba się uda. Jeśli tylko mogę mieć jakies
      spostrzeżenia co do wielu wypowiedzi, to czasem brakuje tam tylko
      stwierdzenia "uciekaj i nie bój się, wszystko będzie dobrze". Dzięki
      raz jeszcze
      • 18_lipcowa1 Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 22:34
        uciekaj i nie boj sie, wszystko bedzie dobrze
        wszystko bedzie lepsze niz takiez zycie
        a z czasem znajdziesz mezczyzne ktory bedzie cie dobrze traktowal
        sa tacy,,,
      • postolek Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 22:42
        odejdź z tego związku proszę. Będzie lepiej, ale na to trzeba czasu.
        Będziesz tęskniła za dobrymi chwilami, on nagle prawdopodobnie
        zrozumie swój błąd i będzie obiecywał złote góry i gwiazdkę z nieba.
        Wiem, co czujesz, sama to przezyłam. Odeszłam, ale po pewnym czasie
        dałam się złapać w kolejną pułapkę pustych słów i złudnych nadzieii.
        Jak wróciłam zaszłam w ciążę. Było już tylko gorzej, częciej, bez
        przeprosin z wyrzucaniem mnie z domu. Potem zaczął znęcać sie nad
        psem. Wiesz co robił? Wieszał go!!! Potem agrsja przeszła na
        maleńkie dziecko. Najpierw straszne krzyki nad płaczącym
        wcześniaczkiem, potem bicie po pupie, siniaki na udach, bicie po
        twarzy i innych wiele dewiacji. Odeszłam. Nie, nie odeszłam
        uciekłam!!!W dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie ucz się na moim
        przykładzie, nie doświadcz tego samego.
        Będzie trudno, bo go kochasz. Bedziesz tęskinić, ale nie nabierz się
        jak ja. Szkoda życia i zdrowia. Utnij wszelkie kontakty, bądź głucha
        na prosby i groźby, daj sobie czas i zajmij się wyłącznie sobą.
        Krzycz, płacz, daj upust emocjom, ale z czasem to minie i nim się
        obejrzysz, uznasz, że nie rozumiesz samej siebie, jak można było
        kochać kogoś takiego. To nie miłość, to współuzaleznienie. A potem
        będzie już tylko lepiej. Zobaczysz, odnajdziesz samą siebie i wtedy
        zaczniesz zyć szczęśliwie. Wtedy będzie wszystko dobrze.
        Trzymam za Ciebie.
        • kate_b Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 23:00
          Dziękuję za słowa otuchy, cieszę się, że Tobie się udało.
          W jednej chwili jestem silna, za moment płaczę i nie mogę się
          pozbierać. Nie wiem, może nasz związek już się zakończył, bo on
          wyszedł koło 18 i go nie ma. Wiem że nie będzie łatwo, bo nie wycina
          się 9 lat życia ot tak. Ale wierze, że jestem w stanie dać sobie
          radę, gdy już ten pierwszy krok będzie zrobiony
          • 18_lipcowa1 kate 05.12.08, 23:09
            kate_b napisała:

            > Dziękuję za słowa otuchy, cieszę się, że Tobie się udało.


            czyli mozna...

            > W jednej chwili jestem silna, za moment płaczę i nie mogę się
            > pozbierać. Nie wiem, może nasz związek już się zakończył, bo on
            > wyszedł koło 18 i go nie ma.

            w sumie fajnie by bylo
            mam nadzieje ze dostanie gdzies w bramie lomot od podworkowych
            dresiarzy?


            Wiem że nie będzie łatwo, bo nie wycina
            > się 9 lat życia ot tak.


            No jak nie? Pan to wlasnie zrobil, bijac i ponizajac Cie.


            Ale wierze, że jestem w stanie dać sobie
            > radę, gdy już ten pierwszy krok będzie zrobiony



            Oczywiscie ze dasz sobie rade, tylko zrobze juz ten pierwszy krok,
            Czyje mieszkanie? Twoje ? Wywal go i zmien zamki, powiadom rodzine i
            policje gdyby Ci grozil.
            Jego? Wyprowadz sie. Do rodzicow, kolezanki, wynajmij cos.
            To jest 1 krok.
            Podziel firme, wez co twoje i uciekaj od pana.
            • kate_b Re: kate 05.12.08, 23:18
              Mieszkanie moje, firma moja, on jest pracownikiem.

              Właśnie wrócił bez słowa i zamknął się w pokoju.

              Na łomot bym nie liczyła, na dwumetrowego faceta trzebaby dużej
              bandy dresiarzy ...
              • 18_lipcowa1 Re: kate 05.12.08, 23:23
                kate_b napisała:

                > Mieszkanie moje, firma moja, on jest pracownikiem.



                No to jestes wygrana dziewczyno. Spakuj go, zmien zamki, zwolnij
                pana.

                >
                > Właśnie wrócił bez słowa i zamknął się w pokoju.

                Czeka na przeprosiny??????????

                >
                > Na łomot bym nie liczyła, na dwumetrowego faceta trzebaby dużej
                > bandy dresiarzy ...

                Eh te marzenia,,,,,,,,,,,
                i ten dwumetrowy pan wyzywa sie na kobiecie i kroliczku??????
                • kate_b Re: kate 05.12.08, 23:44
                  > > Właśnie wrócił bez słowa i zamknął się w pokoju.
                  >
                  > Czeka na przeprosiny??????????

                  W to nie wątpię, tylko wiesz, mnie się nawet nie chce, jakos jest mi
                  to zupełnie obojętne.
                  On to widzi w ten sposób, że awantura zaczyna się od mojego błędu,
                  więc to moja wina. Problem polega na tym, że bład jest mało istotny
                  (np. omyłkowe zamówienie towaru za 30zł który już mamy). Ale błąd
                  jest i zaczyna się awantura, on się obraża, mówi że nie będzie w
                  takich warunkach pracował i chce wyjść do drugiego pokoju, ja mu
                  tłumaczę, że czepia się drobiazgów a on na to że ja wszystko olewam,
                  no to skoro olewam to nie przejmę się jak on coś w domu zniszczy,
                  np. rozbije (bo to moje a nie jego). No i tak sie wszystko nakręca
                  że ja tłumaczę że niepotrzebnie się awanturuje a on mówi że to
                  kolejna awantura a miało być po ostatniej bezbłędnie. I w któryms
                  momencie jak ja usiłuję rozmawiać on rzuca tym co mu wpadnie w rękę
                  a wie że mnie najbardziej zdenerwuje jak się zamachnie na króliczka,
                  więc jak zaslaniam zwierzaka to ja obrywam.
                  Poprzednio jakoś udawało się w końcu porozmawiać, dostawałam kolejną
                  szansę a teraz czuję że jej po prostu nie chcę. Przeczytałam tu
                  różne historie, są straszne. A ja pragnę normalnej rodziny. Męża i
                  dziecka. To mi też zawsze Pan w awanturze wypomina, że zamiast
                  pracować ja chcę ślub i dziecko.
                  Dlatego nie wiem czy zdecyduję się na wyrzucenie go teraz, bo
                  wpłynie to bardzo na mój stan psychiczny a mam w pracy naprawdę
                  ciężkie 1,5-2 tygodnie i nie mogę się "rozsypać" czy przeczekam,
                  nawet jak będzie sobie mieszkał obok, jadł zupki w proszku (bo
                  przeciez ja mu nie ugotuję a sam nie umie) i wyrzucę go później. Dom
                  jest duży... Wiem jedno, że nie będę go przepraszać.. Ale się
                  rozpisałam, sorry
                  • 18_lipcowa1 Re: kate 05.12.08, 23:51

                    > W to nie wątpię, tylko wiesz, mnie się nawet nie chce, jakos jest
                    mi
                    > to zupełnie obojętne.
                    > On to widzi w ten sposób, że awantura zaczyna się od mojego błędu,
                    > więc to moja wina. Problem polega na tym, że bład jest mało
                    istotny
                    > (np. omyłkowe zamówienie towaru za 30zł który już mamy). Ale błąd
                    > jest i zaczyna się awantura, on się obraża, mówi że nie będzie w
                    > takich warunkach pracował i chce wyjść do drugiego pokoju, ja mu
                    > tłumaczę, że czepia się drobiazgów a on na to że ja wszystko
                    olewam,
                    > no to skoro olewam to nie przejmę się jak on coś w domu zniszczy,
                    > np. rozbije (bo to moje a nie jego). No i tak sie wszystko nakręca
                    > że ja tłumaczę że niepotrzebnie się awanturuje a on mówi że to
                    > kolejna awantura a miało być po ostatniej bezbłędnie. I w któryms
                    > momencie jak ja usiłuję rozmawiać on rzuca tym co mu wpadnie w
                    rękę
                    > a wie że mnie najbardziej zdenerwuje jak się zamachnie na
                    króliczka,
                    > więc jak zaslaniam zwierzaka to ja obrywam.
                    > Poprzednio jakoś udawało się w końcu porozmawiać, dostawałam
                    kolejną
                    > szansę a teraz czuję że jej po prostu nie chcę.


                    Jaka szanse? On Tobie daje ta szanse??smiszne.
                    jestes klasyczna ofiara.


                    Przeczytałam tu
                    > różne historie, są straszne. A ja pragnę normalnej rodziny. Męża i
                    > dziecka. To mi też zawsze Pan w awanturze wypomina, że zamiast
                    > pracować ja chcę ślub i dziecko.



                    Ale z nim nie bedziesz miala normalnej rodziny.


                    > Dlatego nie wiem czy zdecyduję się na wyrzucenie go teraz, bo
                    > wpłynie to bardzo na mój stan psychiczny

                    Serio? A jak moze wplynac na stan psychiczny pozbycie sie pana ktory
                    ma cie za szmate?


                    a mam w pracy naprawdę
                    > ciężkie 1,5-2 tygodnie i nie mogę się "rozsypać" czy przeczekam,
                    > nawet jak będzie sobie mieszkał obok, jadł zupki w proszku (bo
                    > przeciez ja mu nie ugotuję a sam nie umie) i wyrzucę go później.

                    ehe jasne

                    Dom
                    > jest duży... Wiem jedno, że nie będę go przepraszać.. Ale się
                    > rozpisałam, sorry


                    Nie wierze Ci. Przeprosisz go i bedzie jak dawniej.
                    • kate_b Re: kate 06.12.08, 00:12
                      > Ale z nim nie bedziesz miala normalnej rodziny.

                      To wiem, usłyszałam wczoraj tyle słów i stwierdzeń, których nie
                      powinnam słyszeć, ze jestem tego pewna jak nigdy przedtem. Pierwszy
                      raz czuję, że nie chcę iść go przepraszać. Czuję ulgę, że nie siedzi
                      obok, że nie muszę się kontrolowac w każdej sekundzie. Poza tym cały
                      czas mam przed oczami obraz furii i rzucania przedmiotami i zawsze
                      wtedy wyobrażam sobie co by bylo gdyby zamiast królika było ze mną
                      dziecko. Tu nie ma szans na szczęśliwą rodzinę, ten mit wczoraj
                      definitywnie prysł a przeczytane historie mnie w tym utwierdziły.

                      >
                      >
                      > > Dlatego nie wiem czy zdecyduję się na wyrzucenie go teraz, bo
                      > > wpłynie to bardzo na mój stan psychiczny
                      >
                      > Serio? A jak moze wplynac na stan psychiczny pozbycie sie pana
                      ktory
                      > ma cie za szmate?
                      To by była wielka ulga, nie czuć się uważaną za szmatę.

                      >
                      >
                      > a mam w pracy naprawdę
                      > > ciężkie 1,5-2 tygodnie i nie mogę się "rozsypać" czy przeczekam,
                      > > nawet jak będzie sobie mieszkał obok, jadł zupki w proszku (bo
                      > > przeciez ja mu nie ugotuję a sam nie umie) i wyrzucę go później.
                      >
                      > ehe jasne

                      No właśnie, sama jak czytam to widzę że nie brzmi to
                      przekonujaco...2 tygodnie tak nie wytrzymam bo to bez sensu.

                      >
                      > Nie wierze Ci. Przeprosisz go i bedzie jak dawniej.
                      Na razie jestem w 100% z Wami, nie wybieram się nikogo przepraszać.
                      Króliczek siedzi obok i też tu zostaje.
                      • focus35 Re: kate 06.12.08, 00:25

                        kate_b napisała:

                        > > Nie wierze Ci. Przeprosisz go i bedzie jak dawniej.
                        > Na razie jestem w 100% z Wami, nie wybieram się nikogo
                        przepraszać.
                        > Króliczek siedzi obok i też tu zostaje.


                        NA RAZIE nie wybierasz sie go przepraszac????

                        kobieto!!!!

                        dlaczego na razie???????????
                        • kate_b Re: kate 06.12.08, 00:30
                          nie nie nie, źle to faktycznie zabrzmiało, nie mam w planach go
                          przepraszać ani trochę
                          • focus35 Re: kate 06.12.08, 00:33
                            kate_b napisała:

                            > nie nie nie, źle to faktycznie zabrzmiało, nie mam w planach go
                            > przepraszać ani trochę


                            ufff! a mam jeszcze pytanie - czemu on krzyczy na Ciebie, choc Ty
                            jestes wlascicielem firmy a on pracownikiem?
                            (w normalnych firmach nawet;) szefowie takze nie KRZYCZA na
                            pracownikow tylko z nimi rozmawiaja, wiesz o tym?)
                            • kate_b Re: kate 06.12.08, 00:39
                              Bo ja jako miła i kulturalna szefowa nie podnoszę głosu a on inaczej
                              nie umie rozmawiać. Ostatnio strasznie na sile przybrała jedna jego
                              wada - jak coś ma zaplanowane że tak ma być, to jakiekolwiek
                              odstępstwo od planu jest strasznym wydarzeniem i od razu go to
                              denerwuje
                              • focus35 Re: kate 06.12.08, 01:05

                                jak umiesz byc mila i kulturalna szefowa dla niego, to badz tez mila
                                i kulturalna dla siebie - i nie toleruj partnera, ktory o byciu
                                milym i kulturalnym dla Ciebie nawet nie pomysli...


                                kate_b napisała:

                                > Bo ja jako miła i kulturalna szefowa nie podnoszę głosu a on
                                inaczej
                                > nie umie rozmawiać. Ostatnio strasznie na sile przybrała jedna
                                jego
                                > wada - jak coś ma zaplanowane że tak ma być, to jakiekolwiek
                                > odstępstwo od planu jest strasznym wydarzeniem i od razu go to
                                > denerwuje
          • postolek Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 23:26
            dziewczyno, dasz radę!!!!Jesteś niezależna i mądra. Nie inwestuj
            życia, czasu i pieniędzy w takiego człowieka.Huśtawki nastrojów są i
            będą. Tp jest efekt życia w stresie i bezustannej nadzieii po każdym
            dobrym geście z jego strony, że już będzie dobrze, że zrozumiał.
            Bzdura, to jest zamkniete koło. Ja właśnie wycinam 7 lat ze swojego
            życia i bezustannie nad tym pracuję. To nie jest tak, że odeszłam i
            koniec. Niestety nie, bo jest poczatek czegoś nowego. Będzie Ci
            brakowało tej adrenaliny i napięcia.Ja z tym walczę po dzień
            dzisiejszy, wspomagam się terapią, rodziną, przyjaciółmi i
            książkami. Nie myśl o nim. Wiesz, że on teraz w ogóle nie zastanawia
            się co Ty czujesz, w jakim jestes stanie? Myśl o sobie, co zrobić,
            żeby Tobie było dobrze.
            Dasz radę i bądź konsekwentna w swoim działaniu. Ja w swoje
            małżeństwo weszłam z oszczędnościami, samochodem i dobrymi
            perspektywami. A wiesz, jak wyszłam? Z długami, bez auta,
            pokiereszowana psychicznie i fizycznie. Dzieci też. Nie dopuść do
            tego. A jego matką nie zawracaj sobie głowy. Moja teściowa tez była
            kochana i mi współczuła. Dała nawet klucze od swojego mieszkania,
            żebym miała gdzie uciekać, w odwiedziny przyjeżdźała zwsze z
            sernikiem dla mnie. A wiesz, co robi teraz? Synka wybiela, a ze mnie
            zrobiła potwora.
            • kate_b Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 23:54
              > Wiesz, że on teraz w ogóle nie zastanawia
              > się co Ty czujesz, w jakim jestes stanie?

              On na pewno uważa że się użalam nad sobą i robię z siebie ofiarę...

              Trzymaj się dzielnie z dziećmi, może być tylko lepiej.
              • focus35 Re: Co robić? Toksyczny związek... 06.12.08, 00:29
                kate_b napisała:

                > > Wiesz, że on teraz w ogóle nie zastanawia
                > > się co Ty czujesz, w jakim jestes stanie?
                >
                > On na pewno uważa że się użalam nad sobą i robię z siebie ofiarę...
                >
                > Trzymaj się dzielnie z dziećmi, może być tylko lepiej.


                a czy Wy panie musicie tak sie skupiac na tym, co ON uwaza a co nie?
                zamiast skupic sie na tym, co czujecie WY i postepowac zgodnie z
                wlasnymi uczuciami a nie ich sie bac i leciec realizowac plan nie
                swoj tylko Jego?

                tak, zeby potem nie trzeba bylo zyczyc nikomu (a juz szczegolnie
                dzieciom:((( , zeby bylo lepiej, gdy wreszcie uwolnia sie od
                Niego... ehhhh

                wiecej wiary we wlasne sily!!!! i mniej samooszukiwania, ktore
                pochlania te sily i wysysa...
                • annb fokus 32 zrozum ze 06.12.08, 13:31
                  w tradycji polskokatolickokrzyzomeczenskiej kobieta ma byc wsparciem
                  i podparciem
                  ma byc cicha i pokorna
                  ma zgadywac cudze potrzeby
                  nie powinna myslec o tym co jej by sprawilo radosc bo to oznacza ze
                  jest egoistka a to bardzo brzydka cecha
                  na szczescie swiat w miejscu nie stoi i jest prasa/radio/telewizja i
                  cala masa mądrych publikacji
                  i coraz wiecej kobiet uczy sie kochac siebie i wymagac dla siebie
                  szacunku
                  oczywiscie to jest proces bardzo powolny ale daje nadzieję
                  • focus35 Re: fokus 32 zrozum ze 06.12.08, 22:58

                    annb napisała:

                    > w tradycji polskokatolickokrzyzomeczenskiej kobieta ma byc
                    wsparciem
                    > i podparciem
                    > ma byc cicha i pokorna
                    > ma zgadywac cudze potrzeby
                    > nie powinna myslec o tym co jej by sprawilo radosc bo to oznacza
                    ze
                    > jest egoistka a to bardzo brzydka cecha
                    > na szczescie swiat w miejscu nie stoi i jest prasa/radio/telewizja
                    i
                    > cala masa mądrych publikacji
                    > i coraz wiecej kobiet uczy sie kochac siebie i wymagac dla siebie
                    > szacunku
                    > oczywiscie to jest proces bardzo powolny ale daje nadzieję
                    >


                    :)))

                    ps. szkoda tylko, ze tyle poszczegolnych zyciorysow zwichnelo sie na
                    takiej pozal sie filozofii widzenia kobiety jako uzupelnienia
                    mezczyzny
                    i najbardziej szkoda dzieci... ... plci obojga, bo ten system w ten
                    sposob sie powiela


    • 18_lipcowa1 Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 20:54
      eee tam
      nie chce mi sie juz takim jak ty radzic
      bo nie odejdziesz i tyle


      szkoda tylko krolika, moze oddaj go gdziesi przyprowadz rotwillera
      dla pana = bedzie ubaw. Bo ciebie mi nie szkoda jakos.


      swoja droga facet ktory bije zwierze- male zwierze to jest szmata,
      smiec i tyle.
      • kate_b Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 21:10
        Wiesz, myslę że jesli ktos szuka pomocy to zawsze ma cień szansy by
        zmienić swoje życie. A jeśli szukając przeczyta taką wypowiedź jak
        Twoja, na pewno mu to nie pomoże. Więc jeśli masz pisać, że Ci się
        nie chce pisać, to lepiej nie pisz wcale i nie czytaj takich wątków,
        bo one są po to, by pomóc a nie by zgnębić...
        • kawka74 Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 22:12
          W sumie trudno Lipcowej się dziwić, bo tego rodzaju wątków, nie tylko tu, jest
          milion. I wszystkie są takie same - on mnie poniża/bije/znęca się/wyzywa, ale ja
          go tak koooocham/on sobie coś zrobi/on też mnie kocha, tylko się zgubił. I tak w
          kółko, w różnych wariantach.
          Historia jest banalna, przewidywalna do boląca: za chwilę dojdziesz do wniosku,
          że dasz jeszcze jedną szansę, urodzisz dziecko, płacząc będziesz z tym dzieckiem
          uciekała do rodziców (może rodziców partnera, skoro tacy fantastyczni), kiedy
          znów dostaniesz po twarzy, będziesz chodziła z limem pod okiem, i tak dalej, i
          tak dalej, aż do chwili, w której wylądujesz, jak napisała Annb, na OIOMie.
          Rzadko, niestety, historia toczy się inaczej.
          • kate_b Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 22:24
            Masz rację, że wątków jest wiele, co pokazuje jak wiele kobiet szuka
            pomocy. Prawda, że niewiele z tych historii szybko kończy się
            szczęśliwie. Tylko zrozumcie, że jeśli ktoś szuka pomocy i zamiast
            słów otuchy (jeśli komuś chce się jeszcze je pisac) przeczyta "znowu
            to samo... i tak Ci się nie uda" to chyba nie o to chodzi.

            Ja dziecka nie urodzę, nie temu panu. Nigdy nie dostałam w twarz,
            ale mam dość tłumienia życia i energii w sobie... Na razie sobie
            poszedl kilka godzin temu, nie wiem dokąd i kiedy wróci więc jest
            cisza...
            • 18_lipcowa1 Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 22:31


              > Masz rację, że wątków jest wiele, co pokazuje jak wiele kobiet
              szuka
              > pomocy. Prawda, że niewiele z tych historii szybko kończy się
              > szczęśliwie. Tylko zrozumcie, że jeśli ktoś szuka pomocy i zamiast
              > słów otuchy (jeśli komuś chce się jeszcze je pisac)
              przeczyta "znowu
              > to samo... i tak Ci się nie uda" to chyba nie o to chodzi.


              Ale to jest wlasnie ta pomoc dla Ciebie, rada - odejdz. Jak to
              zrobisz pomozesz sobie bardzo mocno.
              Sa organizacje wspierajace takie kobiety jak Ty, jestes niezalezna
              finansowo, nie macie dzieci i na dodatek jestes sciera dla pana i
              workiem treningowym.
              To jest wlasnie pomoc dla ciebie - uswiadomienie Ci ze to w czym
              zyjesz,bo nie mozna tego nazwac zwiazkiem jest zle, niedobre dla
              Ciebie.
              >
              > Ja dziecka nie urodzę, nie temu panu. Nigdy nie dostałam w twarz,
              > ale mam dość tłumienia życia i energii w sobie... Na razie sobie
              > poszedl kilka godzin temu, nie wiem dokąd i kiedy wróci więc jest
              > cisza...
            • kawka74 Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 22:40
              Tylko zrozumcie, że jeśli ktoś szuka pomocy i zamiast
              > słów otuchy (jeśli komuś chce się jeszcze je pisac) przeczyta "znowu
              > to samo... i tak Ci się nie uda" to chyba nie o to chodzi.

              Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę na to, jak TY SAMA, jeszcze w tym samym wątku,
              zaczęłaś szukać usprawiedliwień dla braku jakichkolwiek działań ze swojej strony
              (a tekst o tym, że facet ma fajnych rodziców, to już był w ogóle szczyt). W tym
              układzie nie otucha, a kopniak jest Ci potrzebny, żebyś się ruszyła.
              Nikt Ci nie obieca, że będzie łatwo i że nie będziesz się bać. Ale jeśli nic nie
              zrobisz, czeka Cię mniej więcej to, co napisałam w poprzednim poście.
              • kate_b Re: Co robić? Toksyczny związek... 06.12.08, 00:20
                Masz rację, potrzebny mi duży kopniak, żeby wreszcie zadziałać. Ale
                możesz mi wierzyć lub nie, bez tej dyskusji nie byłabym tego aż taka
                pewna
                • annb Re: Co robić? Toksyczny związek... 06.12.08, 13:21
                  po co masz się uczyc na własnych błedach skoro możesz na cudzych?
                  nie jestes pierwsza i nie ostatnia
                  pan jest przemocowcem a ty ofiarą
                  poszukaj pomocy/terapii bo inaczej cale zycie bedziesz przepraszac
                  pana za to ze on cię uderzyl
                  a jak ci zabije kroliczka to kupi nowego
                  i tez bedzies zprzepraszac za to ze go sprowokowalas ze musial go
                  zabic

                  chcesz tego?
                  nie dochodz do sciany
                  umow sie ze slusarzem na telefon
                  jak pan zniknie-wymiana zamkow
                  jak pan przyjdzie i zacznie sie awanturowac-policja
                  rzeczy pana spakuj i wyslij do rodzicow
                  albo wystaw przed drzwi
                  miej to za sobą
                  ratuj siebie
                  on sie nie zmieni
        • 18_lipcowa1 Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 22:29
          kate_b napisała:

          > Wiesz, myslę że jesli ktos szuka pomocy to zawsze ma cień szansy
          by
          > zmienić swoje życie. A jeśli szukając przeczyta taką wypowiedź jak
          > Twoja, na pewno mu to nie pomoże. Więc jeśli masz pisać, że Ci się
          > nie chce pisać, to lepiej nie pisz wcale i nie czytaj takich
          wątków,
          > bo one są po to, by pomóc a nie by zgnębić...



          Ale Ty nie szukasz pomocy, tylko poglaskania po glowie.
          Ludzie Ci dobrze i madrze radza, odejdz. Pan to smiec, toksyczny
          smiec. I sie nie zmieni. Jestes dla niego popychadlem i na dodatek
          on Cie nie kocha. Rozumiesz? Malo?
          • kate_b Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 22:35
            Rozumiem, nie chcę się z Wami wcale kłócić...
      • marianka_marianka do 18_lipcowa1 05.12.08, 21:31
        Tym rotwillerem rozłożyłaś mnie na łopatki:) Dawno się tak nie uśmiałam próbując wyobazić sobie rotwillera na miejscu króliczka...
        • 18_lipcowa1 Re: do 18_lipcowa1 05.12.08, 22:33
          marianka_marianka napisała:

          > Tym rotwillerem rozłożyłaś mnie na łopatki:) Dawno się tak nie
          uśmiałam próbują
          > c wyobazić sobie rotwillera na miejscu króliczka...

          no ja mysle ze pan nie bylby juz taki odwazny
          w ogole co to za czlowiek/facet co bije kroliczka,,,?
    • sibeliuss Re: Co robić? Toksyczny związek... 05.12.08, 23:54
      Jeśli on Cię tłucze to znaczy, że to lubisz - bo nadal z nim jesteś.
      • kate_b Re: Co robić? Toksyczny związek... 06.12.08, 00:13
        Jeszcze jestem, ale jak nigdy dojrzałam do tego by to zakończyć. I
        cała ta dyskusja coraz bardziej mi w tym pomaga.
        • chalida Re: Co robić? Toksyczny związek... 06.12.08, 01:24
          Wysłałam Ci maila.
    • eastern-strix przemoc wobec zwierzat... 06.12.08, 02:57
      ...to jedna z oznak psychopatii,wiec uwazaj,bo chyba trafilas na goscia, ktory
      ma fiola na punkcie kontroli i bedzie to egzekwowal... Wiem, co mowie, sama mam
      borderline personality disorder - obecnie chyba sie stabilizuje - ale bywalo,ze
      nie umialam sobie radzic z gniewem tygodniami. Nigdy nie skrzywdzylabym
      zwierzecia ani dziecka. Taka reakcja to cos wiecej niz problem z emocjami, to
      dowod na to,ze Twoj koles nie odczuwa EMPATII. Bo jak sie ma czuc niewinny
      futrzak, ktory nagle staje sie workiem treningowym? Nie mowiac o tym,ze to jest
      okrutne wobec Ciebie.
      Uciekaj. Po kroliku bedziesz Ty. Tutaj (UK) wlasnie trabia o strazaku, ktory
      najpierw rzucal kotem o barierke,al jak to nie wystarczylo,to poderznal zonie
      gardlo...
    • li_lah Re: Co robić? Toksyczny związek... 07.12.08, 16:20
      przeczytałam watek i ponad 80% odpowiedzi. no wiec tak moje wnioski:
      pan nie tylko mieszka u Ciebie i pracuje u Ciebie, co musi byc niezwykle
      ponizajace dla jego ego, ale ma swiadomosc ze nie jest tak zaradny jak Ty. firme
      masz Ty, dom masz TY. to zazdrosc budzi taka agresje, jak on wogole smie robic
      Ci uwagi o jakis towar za 30zl? kobieto nad czym sie zastanawiasz? zmarnowalas 9
      lat zycia i chcesz zmarnowac reszte?
      wiesz ilu facetow chodzi po ziemi?
      wy.pier.dol go na zbity pysk, z domu z firmy. za cos takiego, jak dla mnie
      moglby sie zabic i nie zrobiloby to na mnnie najmniejszego wrazenia, pozddro
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka