asiakop
02.01.09, 11:06
Jesteśmy po ślubie 10 lat, mamy 2 dzieci. Mąż od zawsze lubił
alkohol, z imprez z kolegami i z wyjść do knajpy całkowicie
zrezygnował, ale popija sobie codziennie po piwku lub dwóch w
piwnicy, w garażu, gdzie chodzi codziennie i spędza tam po kilka
godzin, uzasadniając to robieniem porządków, ładowaniem do pieca
itp. Gdy przychodzi widzę że " jest inny", nie da sobie powiedzieć,
że jest podpity, ubliża mi słownie, robi ze mnie tzw." blondynkę",
uważa że jego zdanie jest ważne, moje się nie liczy. Jak dzieci coś
zbroją to najpierw krzyczy i zwraca uwagę mnie, potem dzieciom.
Bardzo łatwo się wtedy denerwuje , chodzi za mną po domu i pyta się
ciągle, A czemu tak robisz, a czemu .... , a wytłumacz mi, gdzie
jest dziewczyna którą kiedyś byłam ? itp. Cierpliwość mam, ale po
kilkunastu minutach takiego "łążenia", mam dosyć, próbuję nie
reagować, ale w pewnym momencie nie ptrafię się już powstrzymać.
Płaczę, trzęsę się. Kłótnie są coraz częstsze, córka podczas
składania mi zyczeń wigilijnych poprosiła : " mamo żebyś się nie
kłóciła z tatą".
Dodam, że jak jest trzeźwy to jest " do rany przyłóż". Jego
popijanie zniszczyło nam już parę wyjazdów wakacyjnych, gdy całe
dnie musiałam wysłuchiwać jego " jedynie słusznych poglądów". Gdy
nie wyjeżdzamy to uciekam przed nim do pracy, tam mam spokój. Ale
jak mam tak dłużej ciągnąć? Dla dobra dzieci? A co ze mną ? Jestem
znerwicowanym człowiekiem, nie umiem cieszyć się życiem. Dawałam mu
sznsę kilkakrotnie. Po kilku dniach, tygodniach jest tak samo. On
nie widzi problemu, wg niego problem jest we mnie, bo ja ciagle
narzekam. Wczoraj już nie wytrzymałam ( kac posylwestrowy męża) i
wyprowadziłam się do rodziców. Syn pojechał ze mną, córka nie
chciała, wolała zostać z ojcem. Pojechałam do niej po kilku
godzinach, była.... u koleżanki, gdzie zaprowadził ją tatuś.
Słyszałam faragment jego rozmowy z jego mamą, stwierdził, że ja się
muszę leczyć.
Co zrobić ???