smily4kama1
22.03.09, 03:43
Wychowałam się w domu pełnym partnerstwa i szacunku. Moja mama jest pedagogiem
szkolnym, kuratorem i socjoterapeutą. W domu dużo się dyskutowało, rodzice nie
narzucali mi swojego zdania, mogłam im ufać i powierzać wszystkie sekrety bez
obawy, że przekażą je dalej. Było to dla mnie o tyle ważne, że zdawałam sobie
sprawę, że moje problemy są z ich punktu widzenia malutkimi problemami. Nigdy
jednak nie dali mi odczuć, że moje sprawy są mniej ważne.
Nie miałam potrzeby, żeby ich oszukiwać, nie wahałam się prosić o pomoc. Nawet
w sytuacjach, kiedy popełniałam okropne głupoty nigdy nie odwracali się ode
mnie. Zawsze byli i będą moimi przyjaciółmi.
Mój problem polega na tym, że rodzice mojego męża są z innego świata. Nie wiem
jak nazwać ich zachowanie tak, żeby ich nie obrazić, bo tego nie chcę robić.
Powiedzmy, że posiadają inny system wartości, w ogóle u nich jest jakby
wszystko o 180 stopni inne.
Zauważyłam, że uwielbiają rozmawiać z pozycji "jestem wszystkowiedzący", bądź
"rodzic- dziecko". Jest mi to zupełnie obce, gdyż ze mną rozmawiano zawsze z
pozycji "partner-partner". U moich teściów zawsze "mam coś zrobić", bądź
"powinnam coś zrobić".
Kiedyś teściowa przyglądając mi się, nawet nie ukradkiem, powiedziała:
"Powinnaś schudnąć!". A mnie kompletnie zamurowało. Innym razem było: "
Powinnaś nosić rozpuszczone włosy", a jeszcze następnym "widziałam idealną
suknię ślubną dla ciebie". (szkoda, że jeszcze za mnie ślubu nie wzięła !!!)
Moja teściowa uwielbia mówić o swoich chorobach, o tym u jakiego lekarza była
tym razem, nie intersuje ją co dzieje się obecnie na świecie, nie czyta
książek, nie chodzi do teatru, nie ma hobby, co sprowadza się do tego, że ja
nie mam o czym z nią rozmawiać. Do tego jest straszną gadułą, więc przy
naszych spotkaniach tylko ona mówi, a ja staram się jakoś przetrwać tę katorgę.
Jej ciekawskość przyprawia mnie o mdłości. Nie ma umiaru w zadawaniu pytań,
nawet intymnych, z odopowiedziami na które pewnie podzieliłabym się tylko z
własnym mężem.
Teść wtrąca tylko coś od czasu do czasu i zazwyczaj są to epitety skierowane
do teściowej, które są zwyczajnym naśmiewaniem się z niem, szydzeniem.
Mój mąż jest tak już do tego przyzwyczajony, że w ogóle nie zwraca na to
uwagi, w ogóle jakby się wyłączał, bądź wszystko traktuje śmiechem.
Jestem okropnie zdziwiona tym wszystkim, gdyż on sam w niczym nie przypomina
swoich rodziców, jest wykształcony, oczytany, subtelny, ciepły, a nie taki
obcesowy jak jego rodzice.
Kiedyś wybrałam się z moją teściową na zakupy i kiedy ja oglądałam wystawy,
moja teściowa z pełnym zaangażowaniem opowidała zupełniej obcej sprzedawczyni
o swoich torbielach na jajnikach. I jeszcze tego samego dnia wspomniała mi o
tym jak wygląda seks z teściem.
Przykro mi to mówić, ale brak mi subtelności u tej kobiety. Kiedy kolejny raz
wytyka mi co mogłabym zrobić, żeby lepiej wyglądać, ciśnie mi się na usta
riposta w stylu " a ty mogłabyś sobie zęby zrobić!". Jednym słowem musiałabym
zachowywać się jak ona, żeby zrozumiała, że robi coś nie tak.
Rozmawiałam z moimi rodzicami na ten temat. Oni czują się dotknięci tą całą
sytuacją, bo dotyczy to ich córki. Sami też nie potrafią znaleźć języka z
moimi teściami. Ciągle mi powtarzają, że muszę ich zaakceptować jakimi są dla
świętego spokoju chociażby.
A ja sama nie wiem jak ugryźć ten problem. Jestem przecież dorosła i jeśli
czuję, że ktoś przekracza granice, które wyznaczyłam dla niego, powinnam o tym
głośno mówić, zaznaczyć to. Ze względu na męża ciąglę się powstrzymuję przez
co czuję, że pozwalam na coś wbrew sobie.
Co robić?
Pozdrawiam