kepi_kepi
29.04.09, 13:34
Czy taki związek ma szanse na przetrwanie? Czy to, że partnerów dzieli
przepaść intelektualna można jakoś przeskoczyć, zaakceptować, przyzwyczaić się
do tego?
Półtora roku temu poznałam faceta. Ja, wykształcona, oczytana, elokwentna, ze
sporą wiedzą, on po zawodówce, bez szerokich horyzontów i większych ambicji.
Miał w sobie coś, co mnie do niego przyciągało, zaczęliśmy się spotykać.
Początkowo żadne z nas nie zakładało, że to będzie związek na całe życie, ale
z czasem przyszła silna miłość i coraz bardziej chcieliśmy być razem, budować
wspólne życie. Więc zamieszkaliśmy razem. W zasadzie jest super, mamy
wspólne plany i cele życiowe, wspólną pasję, oboje chcemy tworzyć trwały i
silny związek. Wiele rzeczy w nim doceniam - to, że mimo braku zawodu i stałej
pracy (zawodówkę pominę milczeniem) jest zaradny i potrafi poradzić sobie
finansowo w życiu. Jest ciepły i czuły, chętnie pomaga mi w domu, jest
pracowity. I wszystko byłoby super, ale...
Coraz częściej przeszkadza mi to, że brak mu wiedzy, że brak mu elokwencji, że
nie potrafi się ładnie wysłowić, że robi masakryczne błędy językowe. Nie ma w
nim żadnej chęci rozwoju intelektualnego, nic nie czyta, w telewizji ogląda
wszystko jak leci, najczęściej głupawe filmy kategorii C. Czasem obejrzy ze
mną coś bardziej ambitnego, ale nie da rady z nim potem o filmie porozmawiać,
bo nie jest w stanie zapamiętać ani tytułu filmu, ani nazwisk aktorów, a jego
jedyna opinia o obejrzanych filmach to czy był fajny, czy nie. A dla mnie to
za mało - ja potrzebuję dyskusji, rozmowy, wymiany myśli, opinii, przekazania
sobie wartości jakie się wyniosło czy to z obejrzanego filmu, przeczytanej
książki czy choćby z towarzyskiego spotkania. A on mi tego nie da, bo
masakrycznie brakuje mu słownictwa, bo nie potrafi nazwać wielu rzeczy po
imieniu, bo od razu wszystko zapomina. Ostatnio odkryłam, że ma spore problemy
z czytaniem, dużą trudność sprawia mu płynne czytanie, przekręca proste
wyrazy, często duka sylabami jak dziecko w pierwszych klasach podstawówki.
W sumie można by mi powiedzieć, że widziały gały co brały. W pewnym sensie
tak, choć nie do końca. Kiedy nasz związek był coraz silniejszy sporo
słyszałam od niego, że musi mi dorównać bo wie, że inaczej mnie starci. Bardzo
mnie to wtedy ucieszyło, zaimponował mi tym, że chce się rozwijać. Ale
niestety to były tylko słowa. Przez półtora roku w zasadzie nie zrobił nic. W
zeszłym roku mówił, że zamierza się podciągnąć, pójść do szkoły wieczorowej,
zacząć się znowu uczyć. To też mi bardzo zaimponowało, tym bardziej że nigdy
nie naciskałam żeby uzupełnił swoją edukację. Ze szkoły nic nie wyszło, w tym
roku mówił już to samo, a ja obserwując jego niechęć do zdobywania wiedzy już
przestałam w to wierzyć.
Wielokrotnie z nim rozmawiałam na temat tego, żeby się rozwijał. Podsuwałam
pomysły na poszerzanie słownictwa, na rozwój horyzontów, na zdobywanie wiedzy,
erudycji. Podsuwałam mu ciekawe książki, mówiłam że czytanie go rozwinie,
wzbogaci jego ubogi język. I nic. Zawsze twierdzi, że tak, to jest dla niego
ważne, że bardzo chce, ale wszelkie moje działania i pomysły torpeduje. A to
jest zmęczony, a to głowa go boli, a to nie ma czasu, a to praca, a to już
późno i pora spać. Kiedy mówiłam, że skoro moje pomysły mu nie odpowiadają to
niech wysunie własne, to nie miał żadnych. A nie, przepraszam, postanowił
zapisać się do biblioteki, bo książki które mam w domu go nie interesują. To
też uważam za wykręt, bo twierdzi, że chciałby poczytać coś o II wojnie
światowej, a ten temat akurat mnie pasjonuje i mam sporo takiej lektury. Ale
nie, te nie są dobre, choć nawet ich nie przejrzał. Do biblioteki jak na razie
oczywiście się nie zapisał.
W zasadzie tracę już siłę do walki o to, aby obudzić w nim jakieś ambicje,
chęć rozwoju intelektualnego. Być może jemu to wcale nie jest do szczęścia
potrzebne. Tylko od jakiegoś czasu coraz trudniej jest mi się z nim
porozumieć, bo z braku słownictwa nie potrafi wyrazić tego co myśli, a mnie
coraz bardziej męczy domyślanie się o co mu chodzi. I coraz częściej
zastanawiam się co będzie za parę lat, gdy hormony i chemia między nami nie
będzie już tak silna, a przepaść intelektualna będzie się pogłębiać, bo moja
chęć rozwoju jest bardzo silna, lubię się uczyć, lubię zdobywać nową wiedzę i
nie chcę stać w miejscu. Czy nasz związek ma szanse przetrwania, skoro on nie
będzie mi niczym imponował? Skoro nie będę miała o czym z nim rozmawiać poza
tym czy zaparzyć mi kawę albo co będzie na obiad?
Bardzo go kocham, nie chcę go stracić, fajnie nam się razem żyje, chcę z nim
budować wspólną przyszłość i związać się z nim już na zawsze, ale
coraz bardziej brakuje mi partnerstwa intelektualnego.
Ciekawa jestem czy są tu inne kobiety w podobnych związkach i jakie mają na
ten temat przemyślenia, doświadczenia życiowe.