Dodaj do ulubionych

odpornosc przedszkolaka

05.09.14, 22:12
Witam,

moja 3.5 letnia corka wlasnie zaczela chodzic do przedszkola. Poki co po 4 godziny dziennie i juz dzisiaj do przedszkola nie poszla bo obudzila sie z katarem.

Ja rozumiem, ze wiekszosc dzieci musi to przejsc, ale czy jest jakas metoda by zminimalizowac ilosc zachorowan w ciagu roku? Wychowuje ja sama, kazda jej choroba to l4 albo urlop. A wiadomo w pracy nie jest to mile widziane.

Na to chwile daje jej witamine D, probiotyk (co kilka dni) i kwasy omega. Unikamy tez slodyczy, jemy orzechy, owoce, jak sie uda wcisnac to warzywa. Niestety nie ma opcji na czosnek albo cebule.

Slyszalam, ze gdy dziecko ciagle choruje, mozna rozwazyc postawienie baniek.

Prosze o porade.

Pozdrawiam

Asia
Obserwuj wątek
    • przedszkolerok Re: odpornosc przedszkolaka 05.09.14, 22:16
      Nie odswiezylam i widze, ze zdublowalam watek podobny. Jesli mozna prosze o skasowanie.
    • rulsanka Re: odpornosc przedszkolaka 06.09.14, 13:48
      Jeśli katarowi nie towarzyszy gorączka i złe samopoczucie, to moje dzieci normalnie chodzą do przedszkola/szkoły/żłobka i nie nazywam tego chorowaniem.
      • zofiakowalsk Re: odpornosc przedszkolaka 12.09.14, 20:13
        Katar to z reguły oznaka infekcji w organizmie, najczęściej wirusowej, czyli procesu chorobowego, który nie wiadomo, w co przejdzie - może w nic, ale u małych dzieci łatwo w zapalenie ucha czy oskrzeli. Posyłając dziecko z katarem do przedszkola narażamy je na gorszy przebieg infekcji - wiem od pediatry, nie mówiąc o tym, że nasze zakatarzone dziecko zaraża inne dzieci, które np. gorzej zniosą te infekcję. Tamci rodzice potem muszą brać zwolnienia i urlopy. Pół biedy gdybyśmy potencjalnie szkodzili tylko własnemu dziecku, ale posyłając do przedszkola dzieci z katarem szkodzimy innym dzieciom i ich rodzicom. Nie ważne czy to ktoś nazywa to chorowaniem czy nie - warto widzieć więcej niż czubek własnego nosa. Przedszkola często nie chcą przyjmować dzieci z katarem i chwała im za to.
        • rulsanka Re: odpornosc przedszkolaka 12.09.14, 21:27
          Starszak już chodzi do szkoły. Wcześniej był w żłobku oraz dwóch przedszkolach. We wszystkich tych miejscach nie było histerii jeśli chodzi o nie wpuszczanie dzieci z katarem. Co ciekawe, we wszystkich tych miejscach frekwencja w okresie chorobowym przekraczała 90%. Ciężej chorowały jedynie dzieci, które z byle wirusem biegły do lekarza i dostawały oczywiście antybiotyk. Wtedy to się ciągnęło. Natomiast reszta miała trochę gili ale to po prostu mijało bez powikłań. A kluczem do sukcesu były codzienne spacery i nieduże, spokojne grupy. Jeśli chodzi o narażanie dziecka na cięższy przebieg infekcji, to chyba wtedy, gdy przedszkole jest duże, stresujące i męczące. U mnie tak nie było. W przedszkolu było większe prawdopodobieństwo, że dziecko zje wszystkie posiłki, że będzie się dobrze bawić. Więc jeżeli nie było gorączki i samopoczucie było dobre, to ja wysyłałam z katarem uprzednio oczyszczając dokładnie nos i wpuszczając krople obkurczające śluzówkę. Mój pediatra nie widział przeciwwskazań.
          • zofiakowalsk Re: odpornosc przedszkolaka 13.09.14, 16:21
            Są placówki, gdzie nawet dyrekcja nie widzi przeciwskazań, żeby dzieci chodziły z katarem. Są przedszkola, gdzie na półeczkach stoją syropy i panie wbrew przepisom podają dzieciom leki o wyznaczonych godzinach. Są rodzice, którzy rano dają dziecku paracetamol, żeby nie było widać, że ma gorączkę. W takich miejscach frekwencja w okresie chorobowym może być wysoka, bo przedszkole jest pełne chorych dzieci... Pytanie czy to dobrze dla dzieci. Mój pediatra kategorycznie mówi, że dziecko z infekcją powinno być izolowane od innych osób z infekcją, bo nawet ten sam wirus u każdego mutuje inaczej i dziecko przy takim kontakcie będzie gorzej przechodziło, nie mówiąc o tym, że do takiego przedszkola trzeba dojechać/ dojść i narażać dziecko na zmiany temperatur, co wiem też od lekarzy, jest niekorzystne. Zatrzymanie dziecka z pierwszymi objawami infekcji (w postaci kataru) w domu, nie jest bynajmniej tożsame z "biegnięciem do lekarza z byle wirusem" i otrzymaniem antybiotyku. To raczej wynik szacunku do własnego dziecka oraz do innych dzieci w tej placówce i ich rodziców.
            • justa_m1 Re: odpornosc przedszkolaka 13.09.14, 21:41
              A ja się z Tobą nie zgodzę, ponieważ jak każdy rodzic miałby na katar dziecka brac L4 to w okresie jesienno-zimowym byłoby tego sporo razy. Poza tym nie każdy ma babcie czy kogoś do pomocy, aby dziecko pod opieką zostawić w domu. Ja jestem za tym, że jeśli dziecko z katarem, nawet niedużym pokasływaniem czuje się ok, to idzie do przedszkola. A że inne się zaraża, to dla mnie nie argument, bo zarazić równie db mogą się w , po przedszkolu z rodzicem na zakupach. Czy Ty jak masz katar siedzisz w domu żeby nie zarazić innych w pracy? Izolujesz się i nigdzie nie wychodzisz. ? Miej na uwadze że wirusy są wszędzie, nie tylko w przedszkolu. Moje zdanie jest takie, mniej leków, antybiotyk dopiero przy dużej kilkudniowej gorączce, i dajmy organizmowi dziecka samemu powalczyć z infekcją, nawet jeśli to potrawa dłużej nię przy medycznej suplementacji.
              • zofiakowalsk Re: odpornosc przedszkolaka 13.09.14, 22:51
                Chyba priorytetem powinno być dobro dziecka. Jak się nie ma babci to można zatrudnić dochodzącą opiekunkę. Decydując się na dziecko wiadomo, że w przedszkolu będą częste infekcje - jakoś trzeba to zorganizować i zapewnić dziecku opiekę - moim zdaniem nie powinno się to odbywać kosztem dziecka (bo mamusia/tatuś zawali pracę albo premii nie dostanie), ani innych dzieci. Jak ja mam katar to siedzę w domu - przede wszystkim dla mojego własnego dobra. Już wiem, że jak pójdę z tym do pracy to za chwilę wyląduję z antybiotykiem i moja nieobecność będzie dłuższa. Owszem w sklepie można się zrazić, ale ryzyko jest dużo mniejsze jak robi się zakupy przez kilkanaście minut przemieszczając się po sklepie w jakiejś odległości od innych, niż jak się trzyma za zasmarkaną rączkę drugie dziecko, bawi zasmarkanymi zabawkami, jest się w zasięgu kichania drugiego dziecka i trwa to osiem godzin dziennie dzień w dzień. Przyprowadzenie dziecka z katarem to świadome narażenie innych dzieci na zakażenie. Nasze zasmarkane dziecko w grupie 25 dzieci z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością zarazi inne dziecko/dzieci lub personel. Skoro wypadki samochodowe się zdarzają to nie powód, żeby ludzi świadomie rozjeżdżać samochodem - takie właśnie myślenie odzwierciedla Twój pogląd, tj. świadomie narażam inne dzieci na zarażenie się od mojego dziecka, wiedząc, że przebieg choroby u tych dzieci może być dużo poważniejszy, bo przecież równie dobrze mogłyby się zarazić w sklepie, albo na ulicy. Dla mnie brak logiki w tym rozumowaniu. Zgadzam się: "dajmy organizmowi dziecka samemu powalczyć z infekcją" - dajmy mu na to szansę stwarzając do tego odpowiednie warunki, czyli nie utrudniając mu tego wysyłając do przedszkola, gdzie będzie obciążone dodatkowo tym co "fruwa w przedszkolu", koniecznością wychodzenia na zewnątrz przy znacznych różnicach temperatur, zabawami ruchowymi na komendę, kiedy akurat miałoby ochotę posiedzieć/ poleżeć.
            • rulsanka Re: odpornosc przedszkolaka 13.09.14, 22:52
              W takich miejscach frekwencja w okresie chorobowym może być wysoka, bo przedszkole jest pełne chorych dzieci...

              No właśnie nie ma chorych dzieci. Są dzieci z katarem i tyle. Owszem, zdarza się czasem, że dziecko w przedszkolu dostaje gorączki w czasie zajęć i wtedy odsyłane jest do domu. Mojemu starszemu synowi zdarzyło się to raz. I jeden raz kazano mi przynieść zaświadczenie od lekarza, że jego poinfekcyjny kaszel jest niegroźny dla otoczenia. Lekarka potwierdziła.
              Jeśli chodzi o katar, to u małego dziecka trwa on do 3 tygodni, bo śluzówka się wolno regeneruje. Dziecko jest już zdrowe, ale nadal produkuje gile. Potem nadchodzi kolejna infekcja i znowu 3 tygodnie gili. Mój młodszy przez cały zeszły rok miał jakieś (nie za duże) gile. Infekcyjne, poinfekcyjne albo od ząbkowania. Chodził do żłobka, wychodził normalnie na dwór, był wesoły, z apetytem, bez gorączki. Nasza lekarka nie widziała przeciwwskazań.

              narażać dziecko na zmiany temperatur

              ach te zabójcze zmiany temperatur...
              • zofiakowalsk Re: odpornosc przedszkolaka 13.09.14, 23:18
                Ja od lekarzy słyszałam, a ostatnio od laryngologa, że przy infekcji, zwłaszcza przy niektórych rodzajach, zmiany temperatur są obciążające dla organizmu i sprzyjają pogorszeniu. Z własnego doświadczenia wiem, że jak przy lejącym katarze wychodzę na zimno to bardzo szybko mi się pogarsza i kończy antybiotykiem. To nasza decyzja, czy chcemy dziecku ułatwić uporanie się z infekcją i zwiększyć szansę na to, że obejdzie się bez antybiotyku, czy będziemy pchać na siłę do przedszkola, bo nie potrafimy mu zapewnić bardziej odpowiednich warunków i opieki w tej sytuacji.

                "No właśnie nie ma chorych dzieci. Są dzieci z katarem i tyle."
                Dzieci z katarem, to zazwyczaj dzieci z objawami infekcji w postaci kataru - czyli nie są to dzieci zdrowe. Ten sam wirus, który u jednego dziecka skończy się na katarze, u innego wywoła gorączkę czy może doprowadzić do zapalenia ucha oskrzeli, itp. Pisząc o dzieciach chorych miałam na myśli również dzieci, które mają zapalenie oskrzeli, maskowaną lekami gorączkę, a nawet rota. Tak - są rodzice, którzy nawet z biegunką wirusową przyprowadzą dziecko do przedszkola. Chore dzieci (wg Twojej definicji - więcej niż katar) przyprowadzają nie tylko tacy rodzice co trzęsą się o utratę pracy, ale też tacy, którzy nie chcą stracić premii, podpaść szefowi - nieraz całkiem dobrze sytuowani korpo-robotnicy.

                Co do tego, że lekarze często nie widzą przeciwskazań do wysyłania do przedszkola dzieci z katarem to już pisałam w którymś poście w kontekście ZUS.
                • rulsanka Re: odpornosc przedszkolaka 13.09.14, 23:34
                  Akurat zimne powietrze jest bardzo wskazane przy katarze, ułatwia oddychanie. A to, że u ciebie kończy się antybiotykiem, oznacza że powinnaś zadbać o odporność a nie przestać wychodzić na dwór. Zbadaj poziom witaminy d3. Ja miałam poniżej normy i każdy katarek przyniesiony przez chłopaków kończył się antybiotykiem dla mnie. I to był mój problem, nie ich.
                  Od kiedy biorę po 5 kropli dziennie i jestem w dolnej normie, infekcje przechodzą! Pomimo tego, że zatoki mam już rozwalone, więc podatne.
                  Poza tym może masz w domu za ciepło? Najlepiej dla dróg oddechowych jest gdy zimą w domu temperatura nie przekracza 20st.

                  Ja od lekarzy słyszałam, a ostatnio od laryngologa, że przy infekcji, zwłaszcza przy niektórych rodzajach, zmiany temperatur są obciążające dla organizmu i sprzyjają pogorszeniu.

                  Jeżeli człowiek gorączkuje, źle się czuje, ma ospę lub cięższe infekcje to tak. Zwykłe przeziębienie z katarem, bez gorączki i złego samopoczucia - z reguły wręcz szybciej mija gdy człowiek nie unika świeżego powietrza i prowadzi normalny tryb życia.
                • justa_m1 Re: odpornosc przedszkolaka 15.09.14, 22:23
                  I po raz kolejny się z Tobą nie zgodze. Ja wysyłam dziecko do przedszkola z katarem i jeśli ma db samopoczucie. Jeśli widzę ze stan jest zły, dziecko mocno kaszle, gorączkuje nie ma apetytu, ochoty na zabawę to idę na L4. i leczę bez antybiotyku, jeśli mogę. Argument że jak się chciało dziecko, to trzeba było pamietac ze wiek przedszkolny to czeste infekcje i poszukac nani. Niestety wiekszosc ludzi po prostu na nianie nie stać. I nie stać ich również na częste chodzenie na L4 na katarek dziecka.... Wiadomo, że jak dziecko źle się czuje, gorączkuje to z przedszkola odeślą do domu. Wiec to sie bierze pod uwage. Posyła do przedszkola po raz kolejny pisze, jak dziecko czuje sie db chce sie bawic itp a ma katar. A to że inne się zarażą, to poprostu słabe organzimy, którym potrzeba wzmocnić odporność. Takie jest moje zdanie.
    • ewa.misko-wasowska Re: odpornosc przedszkolaka 07.09.14, 15:30
      Należy pamiętać, żeby córeczka dużo czasu spędzała codziennie na zabawie na świeżym powietrzu i żeby wysypiała się, same bańki mogą pomóc, ale też cudownych efektów bym nie oczekiwała,
      pozdrawiam serdecznie
    • kaja788 Re: odpornosc przedszkolaka 13.09.14, 01:23
      Oprócz zdrowego odżywiania, ważne są częste spacery na świeżym powietrzu, nieprzegrzewanie dziecka, wietrzenie mieszkania, a także wskazana zmiana klimatu raz na jakiś czas. Ja dodatkowo dziecku podawałam gropinosin i jakoś sie trzymamy :)
      • rulsanka Re: odpornosc przedszkolaka 13.09.14, 08:37
        Ja dodatkowo dziecku podawałam gropinosin i jakoś sie trzymamy

        Ale jak to? Dawałaś dziecku lek, o określonych skutkach ubocznych, tak po prostu, zapobiegawczo? To raczej nie za dobry pomysł, można zaszkodzić.
        • zofiakowalsk Re: odpornosc przedszkolaka 13.09.14, 16:04
          Pediatra zalecił mojej koleżance podawanie Groprinozinu właśnie zapobiegawczo, żeby mniej dziecko chorowało. Był to dość długi okres podawania, ale to decyzja lekarza. Może podobnie było w przypadku kaja788. Moim zdaniem mniej można zaszkodzić podając lek nawet zapobiegawczo, jeśli lekarz tak zalecił niż wysyłając dziecko do żłobka/ przedszkola z objawami infekcji w postaci kataru, gdzie styka się ono z innymi bakteriami/ wirusami, jest m.in. narażone na zmiany temperatur, co wszystko razem pogarsza możliwości obrony dziecka przed infekcją i zakaża kolejnymi patogenami. Zatrzymanie dziecka z katarem w domu może oszczędzić mu tego, że za parę dni nie wyląduje w domu już z gorączką. Zwłaszcza w przypadku dzieci żłobkowych, wysyłanie ich objawami infekcji w postaci kataru do żłobka jest z mojego punktu widzenia wyrazem braku szacunku dla własnego dziecka i troski o jego zdrowie, bo właśnie dzieci do 3-ego roku życia są w grupie ryzyka jeśli chodzi o powikłania infekcji i ciężkość ich przechodzenia. Owszem, niektórzy pediatrzy "nie widzą przeciwskazań", bo mieli by przerąbane w ZUS za zbyt dużą ilość zwolnień lekarskich z powodu (lekkiej na początku) infekcji wirusowej. Nie ma to nic wspólnego z dobrem dziecka ani innych dzieci korzystających ze żłobka/ przedszkola. Moja córka siedziała w przedszkolu przy mocno zakatarzonej dziewczynce, która "często smarkała" - efekt - moja córka się zaraziła, a u niej zwykła infekcja kataralna to zaraz gorączka i związane z nią wymioty. Młodsze dziecko się zaraziło i ja również, tyle, że dla mnie skończyło się antybiotykiem. Ja nie mogłam w tym czasie i w takim stanie pracować i musiałam sama zajmować się dwójką chorych dzieci. Wszystko dlatego, że jakaś mama posłała swoje dziecko z katarem do przedszkola, mając w nosie inne dzieci, które też tam chodzą.
          • rulsanka Re: odpornosc przedszkolaka 13.09.14, 23:05
            Moja córka siedziała w przedszkolu przy mocno zakatarzonej dziewczynce, która "często smarkała"

            Problem jest taki, że wirusy krążą i zarażają nawet jeśli jeszcze nie ma pełnych objawów. Dziewczynka mogła rano być zdrowa a później dostać kataru i zarazić. Poza tym można zarazić się w sklepie, kościele, autobusie.

            Zatrzymanie dziecka z katarem w domu może oszczędzić mu tego, że za parę dni nie wyląduje w domu już z gorączką.

            No właśnie, ty zatrzymujesz i twoje dzieci mają gorączkę przy katarze. A ja nie zatrzymuję i nie mają gorączki. Cuda... Moim zdaniem to, że dzieciaki są hartowane pozwala im na szybsze pokonywanie infekcji. U nas jest tak, że jak dziecko łapie infekcję z gorączką to przychodzi do domu jeszcze zdrowe i po południu ma już 39. A jak łapie katar to przychodzi z 1 gilem. Natępnego dnia ma 2 gile. Potem nos się zatyka i trzeba używać kropli, odciągać katar przez kilka-kilkanaście dni. Przy czym dziecko po użyciu kropli oddycha normalnie, czuje się dobrze, nie zalewa gilami otoczenia. I chodzi do przedszkola bo jest po prostu zdrowe. Przypominam, że cały czas mówimy o dziecku, które czuje się dobrze!
            • zofiakowalsk Re: odpornosc przedszkolaka 13.09.14, 23:52
              "Cuda..."
              Nie żadne cuda - każde dziecko choruje inaczej. Pewnie gdybym mojego nie zatrzymywała to skończyło by się antybiotykiem. Moje drugie dziecko choruje inaczej - tak u Twojego raczej kończy się na katarze i to małym. Hartowanie takie samo u obojga a reagują inaczej. Posyłając do placówki dziecko z infekcją (sam katar) utrudniamy mu jej pokonanie i biorąc pod uwagę moje osobiste doświadczenie chorowania oraz zasady prawdopodobieństwa - wiele dzieci nie skończyło by z gorączką czy antybiotykiem infekcji, która zaczęła się od kataru, gdyby zostały zatrzymane w domu gdy wystąpiły pierwsze objawy infekcji.

              Owszem zdarza się, ze dziecko zacznie katar w trakcie dnia przedszkola - siła wyższa. Ale je jeśli rodzice świadomie i masowo puszczają dzieci z katarem to liczba infekcji jest zdecydowanie większa, bo dzieci się wzajemnie zarażają.

              Co do logiki- a w zasadzie jej braku w rozumowaniu, że: narażajmy świadomie inne dzieci na zakażenie, bo przecież mogą zarazić się np. w sklepie, napisałam gdzieś wyżej.

              Piszesz o zarażeniu w kościele - jeśli chodzisz do kościoła to chyba powinnaś widzieć więcej niż czubek własnego nosa. Wysyłając własne dziecko z katarem do przedszkola ma się na "sumieniu" zarażone przez nie dzieci, które nie miały takiego szczęścia jak Twoje i na samym katarze się u nich nie skończyło. Dla osoby wierzącej powinno to chyba mieć znaczenie. Do kościoła osoba wierząca też nie powinna przychodzić, gdy ma infekcję bo może szkodzić sobie i innym. Kościół jest pełen chrychających i smarkających wierzących. Poza tymi niedoinformowanymi, że nieobecność w kościele w takiej sytuacji to nie grzech, jest masa takich, którzy w nosie mają, że przez nich ktoś będzie chory i będzie zawalał pracę czy szkołę.
              • rulsanka Re: odpornosc przedszkolaka 14.09.14, 01:29
                kościół był tylko przykładem :)
                Ale o tyle dobrym, że mało kto w dzisiejszych czasach przebywa poza kontaktem z innymi ludźmi w okresach chorobowych.
                a co do szerzenia się infekcji to u nas było zawsze mniej chorób w przedszkolu i żłobku niż w sąsiednich. Ale nie dlatego, że nie wpuszczano dzieci z katarem, tylko dlatego, że było bezstresowo, spokojnie, dzieci były wyspane, wychodziły codziennie na dwór, dostawały dobre posiłki. Takie miejsca wybierałam i to było podstawą niechorowania.
            • b.bujak Re: odpornosc przedszkolaka 15.09.14, 23:20
              rulsanka napisała:

              > Problem jest taki, że wirusy krążą i zarażają nawet jeśli jeszcze nie ma pełnyc
              > h objawów. Dziewczynka mogła rano być zdrowa a później dostać kataru i zarazić.
              > Poza tym można zarazić się w sklepie, kościele, autobusie.

              największe stężenie mikrobów jest w wydzielinach (w przypadku przeziębienia w katarze i tym, co wylatuje z gardła przy kaszlu) - dlatego:
              po pierwsze narażenie na złapanie infekcji jest dużo mniejsze w okresie poprzedzającym wystąpienie objawów, niż w trakcie prychania glutami;
              po drugie nie do końca można porównać inne miejsca, gdzie gromadzą się ludzie z przedszkolami - w przedszkolu masz dzieci - a dzieci mają jeszcze marne odruchy higieniczne typu zasłanianie buzi przy kaszlu, nosa przy kichaniu (nie widziałaś nigdy gluta na zabawkach??), wycieranie nosa (rękawy!!), mycie rąk; w publicznych miejscach są oczywiście i inne dzieci, ale czas ekspozycji jest jednak mniejszy niż przez wiele godzin w przedszkolu;

              te wszystkie czynniki razem do kupy i z osobna składają się na niewątpliwą przewagę przedszkoli nad innymi miejscami w kwestii rozprzestrzeniania chorób
              • rulsanka Re: odpornosc przedszkolaka 16.09.14, 11:39
                To ciekawe dlaczego w ogóle dorośli chorują? Bo i odporność mają większą niż przedszkolaki i zagilonych zabawek nie biorą do ust. Otóż odpowiedź jest taka. Po pierwsze infekcje przeziębieniowe rozprzestrzeniają się drogą kropelkową, czyli jak ktoś kichnie w pobliżu to się możemy zarazić. A druga sprawa to osobista odporność człowieka. O którą można zadbać zarówno w przypadku dorosłego jak i dziecka. Ja choruję dużo ciężej niż chłopaki. I nie jest to wina "wylęgarni zarazków" tylko i wyłącznie moja. Bo dopuściłam do niedoboru d3 i jodu. Jeżeli ktoś ma dziecko osłabione, chorowite, to przedszkole nie jest dobrym pomysłem. Ale dla odpornego, zahartowanego dziecka przedszkole nie jest zagrożeniem. Nawet w sezonie chorobowym i gdy spotyka się z zagilonymi kolegami.
                • b.bujak Re: odpornosc przedszkolaka 16.09.14, 23:20
                  rulsanka napisała:

                  > To ciekawe dlaczego w ogóle dorośli chorują?

                  niektorzy nie poprawili nawyków higienicznych od czasów przedszkola

                  > Po pierwsze infekcje przeziębieniowe rozprzestrzeniają się drogą kropelkową,

                  drogą kropelkową też, ale nie tylko

                  >druga sprawa to osobista
                  > odporność człowieka

                  to też jest istotny punkt;

                  i oto mamy cały zestaw czynników, które mają wpływ na nasze zdrowie - z tych wszystkich czynników najgorsza wypadkowa będzie w przedszkolu!
                  • rulsanka Re: odpornosc przedszkolaka 17.09.14, 07:57
                    No dobra, jeszcze raz. Dlaczego ja i mąż częściej się zarażamy niż nasze przedszkolne i żłobkowe dzieciaki. I ciężej przechodzimy infekcje? Podobnie jest z teściami. Wystarczy, że ktoś kichnie i już są chorzy. Dodatkowo w czasie infekcji wszyscy czujemy się paskudnie i jesteśmy rozbici.
                    Infekcje przeziębieniowe są bardzo zaraźliwe i jedyne co przed nimi chroni to odporny organizm.
                    A dzieciaki mają pojedyncze gile, bawią się dobrze i nigdy się to nie przerodziło w gorszą infekcję. Moje osobiste doświadczenia przeczą temu, jakoby przedszkola i żłobki były aż takie złe. Ale fakt, że wybrałam miejsca bezstresowe, spokojne. Zawsze twierdzę, że dzieci chorują głównie ze stresu, bo to on najbardziej osłabia odporność. Plus jakieś zaniedbania higieniczne, typu zła dieta, przegrzewanie. A zarazki są i były od zawsze, metodą na uniknięcie zachorowania nie jest zamknięcie się w namiocie tlenowym tylko dbanie o odporność.
                    • mammajowa Re: odpornosc przedszkolaka 18.09.14, 12:17
                      ja puszczam dziecię z katarem jeśli sie dobrze czuje do szkoły (wcześniej do przedszkola). w 1. grupie robiłam inaczej - byle katar i 2 tygodnie w domu. młody jest alergikiem pokarmowym i wziewnym. miewał zapalenia płuc i oskrzeli, głownie w 2 grupie - czyli kiedy puszczałam z katarem . tak działo się parę razy. ale okazało się, że zawsze podłożem było zjedzeni jajek lub ryby w przedszkolu i duuuuuży nadmiar nabiału (na mleko nie jest uczulony) w przedszkolnej diecie. kiedy porządnie wzięliśmy się za dietę eliminacyjną wszystko minęło jak ręką odjął. i zarazki mu nie były straszne. owszem choruje czasem, czasem ma jakiś katar, ale oskrzela powalają mu tylko alergeny. musieliśmy też wyjść z koła antybiotyków i innych leków.
                      drugie dziecko choruje wtedy gdy starszak, z reguły mniej ciężko. btw. wychodzę na dwór jeśli tylko nie są wymęczeni chorobą albo nie mają gorączki. na katar pomaga.
                      tak naprawdę najbardziej na odporność pomaga dieta, dużo czasu na dworze w każdą pogodę, dużo ruchu. i wbrew pozorom dużo kontaktów z innymi ludźmi - nie da się ćwiczyć odporności bez kontaktów z chorobami. jeśli dziecko nie wychoruje się w przedszkolu to będzie chorować w szkole. a wtedy jest trochę gorzej, bo pojawiają się zaległości w szkole.
                      i na koniec taka historyjka: mam przyjaciółkę, z którą chodziłam do jednej grupy w przedszkolu i jednej klasy w szkole. 12 lat. otóż ja chodziłam z katrem do przedszkola (ja również alergik, dieta przedszkola j.w.), A. nie była i nie jest alergikiem, za to chowana pod kloszem, na korytarz by zejść piętro niżej, zawsze ubierana w sweterek, za każdym drobnym kaszelkiem zabierana na 3 tygodnie z przedszkola. miliony suplementów typu padma i inne immunostymulujące, dieta dla większej odporności, operacja migdałków, antybiotyk za antybiotykiem (ja praktycznie nie brałam, bo miała"nietypową" lekarkę). każda gorączka zbijana migiem lekami - drgawek nie miała od gorączki dla wyjaśnienia. ja gorączki miałam jednonocne po 39 stopni z haczykiem. zbijane tylko okładami na głowę i łydki. do tej pory A próbuje odbudować odporność po tych wymysłach rodziców (i idzie jej coraz lepiej). co robi? właśnie to co moi rodzice, czyli hartuje się i nie unika zarazków. w końcu gdzieś ten nasz organizm musi nauczyć się walczyć z infekcjami.
        • mamasiasiulki Tak się go podaje w niektórych przypadkach! 18.09.14, 13:56
          Inozyny pranobex ma również działanie stymulujące układ odpornościowy - powoduje znaczący wzrost poziomu limfocytów T, nieznaczny - innych i komórek nk, nie wpływa np. w ogóle na neutrofile, więc działa wybiórczo. Często stosuje się go seriami u dzieci z zaburzeniami odporności powodując naprawdę znaczący spadek liczby infekcji wirusowych i infekcji w ogóle (nie ma wirusowych=nie ma nadkażeń). Jak sądzę matka nie podawała "sama ot tak sobie", ponieważ lek jest na receptę :-)
          • mammajowa Re: Tak się go podaje w niektórych przypadkach! 18.09.14, 14:38
            neosine jest bez recepty teraz...
            • mamasiasiulki Re: Tak się go podaje w niektórych przypadkach! 18.09.14, 15:03
              Od miesiąca o ile się nie mylę, fakt.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka