Dzień mnie powitał wulkanu gorącem,
rozgrzanej ziemi, zapachem płodnym,
trudno dziś znaleźć wytchnienie przed słońcem,
rozglądam się za cieniem chłodnym.
ptaków radosne trele o brzasku
dzień oficjalnie uznały pięknym,
kaskady barw w maleńkim lasku
perły rosy, w dywanie z mchu, miękkim.
Patrzę szczęśliwy na dzieło bogate -
żegnam się z latem - czy witam się z latem ?
Deszczu i wichru wściekłe wycie,
dziś obudziło mnie o świcie,
drzewa w jakimś ukłonie szalonym,
gną się do ziemi, chylą korony,
deszczu kaskady, spadają ulewą
szumią, szeleszczą, na szybach mienią,
naciągam kołdrę, leniwie ziewam
żegnam się z jesienią - czy witam z jesienią ?
Puchowe czapy okryły drzewa,
z hukiem trzaskają grube konary,
i nawet ptakom nie chce się śpiewać,
cały świat zniknął pod szałem białym.
Ludzie mozolnie, do pracy spiesząc,
brną przez pokłady runa białego
psy ujadają, dzieci się cieszą,
płatki wirują, wciąż więcej śniegu.
Wyglądam przez okno z niepewną miną -
żegnam się z zimą - czy witam się z zimą ?
Promyczek słońca, jeszcze nieśmiały,
zapukał w okno, jakby się wahał,
w nos połaskotał, promieniał cały,
na powitanie radośnie pomachał,
za oknem zieleń, tak blada jeszcze,
jakby z pytaniem - czy to już można ?
w oczekiwaniu na ciepłe deszcze,
prostuje listki brzoza ostrożna.
Ptaki zaczęły swą pieśń radosną,
żegnam się z wiosną - czy witam się z wiosną ?
Lecz kogo dziwi pór roku zmiana ?
już tyle powstało podobnych wierszyków,
Otóż, choć wszystkim sprawa jest znana -
to wszystko działo się... tylko w październiku !