Dodaj do ulubionych

Dziecko pod biurkiem

08.03.10, 20:37
Kobiety powinny siedzieć w domu i krzątać się po kuchni. Tak jak moja Mama.
Obserwuj wątek
    • loberod Dziecko pod biurkiem 08.03.10, 21:13
      To straszne, że tak dużo kobiet nie pracuje. Są karane za to,że są lub będą
      matkami. W takich momentach popieram feministki.
      • lubicielka Re: Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 11:06
        Sadzę, iż przyczyna rezygnacji z urlopów wychowawczych jest strach przed strata
        racy lub czynniki ekonomiczne. Czas gdy mąż mógł samodzielnie utrzymać dom
        skończyły się 20 lat temu. Pracujemy bo musimy. Nie znam kobiety która mogąc
        naprawdę WYBIERAĆ między podwójnym etatem praca zawodowa + dom, a byciem z
        dzieckiem wybiera pierwszą opcję. Nikt mi nie powie, że wracają do pracy dla
        DOBRA dziecka. Nigdy nie skazałabym swojej córki na "pod-biurkowe" dzieciństwo z
        wyboru. Brakuje mi pracy zawodowej, ale czasami trzeba coś poświęcić. Tak jak
        poświęca się wczasy w 45 st upale i nie udaje się, że podróże są dobre dla
        trzymiesięcznego dziecka.
        • part_of_the_game Pani Diana lansuje się dzieckiem, żałosne 12.03.10, 13:37
      • tato69 Re: Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 12:57
        Jeżeli macierzyństwo to kara... to ja się chętnie zamienię :))))
    • kasia_kar Dziecko pod biurkiem 08.03.10, 21:23
      Zastanowiła mnie jedna rzecz - każda z Pań mówiła, że nie zatrudniła niani bo
      chce spędzać czas z dzieckiem - a tak naprawdę połowa z nich to robi, bo
      pozostałe są w pracy (np. pani stomatolog) i wtedy NIE spędzają czasu z
      dzieckiem...
      • szpil1 Re: Dziecko pod biurkiem 08.03.10, 22:14
        "Agnieszka ma 42 lata, uczy chemii w warszawskim ogólniaku. Ma czwórkę dzieci: Weronikę - 21, Natalię - 18, Mateusza - 16 i Tobiasza - 2,5. Ma też drugiego męża, który, nim został bezrobotnym, był prezesem spółki giełdowej. To on jest tatą Tobiasza. Agnieszka wróciła do pracy, gdy Tobiasz miał pięć miesięcy. - Dyrektor poszedł mi na rękę i nie naciskał.

        Teraz też nie widzi problemu, gdy przychodzi do pracy z synkiem. Na przykład na radę pedagogiczną. Albo na zajęcia. Parę razy się zdarzyło, że ona prowadziła lekcje, a Tobiasz spał lub leżał w wózeczku. Niania? - Nie mam zaufania do obcych. Poza tym chwilowo nas nie stać, bo żyjemy tylko z mojej pensji. Nikt nie chce zatrudnić świetnie wykształconego byłego prezesa. Nawet za małe pieniądze. "

        Nie bardzo rozumiem? Czy ta pani zabiera też dziecko ze sobą do pracy teraz, kiedy mąż nie pracuje? Tak to brzmi. On nie może z dzieckiem zostać?

        "No dobra, chciała udowodnić, że urodzenie dziecka nie oznacza, że kobieta staje się bezużyteczna. Niania? Nie miała czasu, żeby jej poszukać. Mimo że tata Zosi został wyłączony z planu - jest fotoreporterem i ma nieprzewidywalny czas pracy - Dianie tak udało się ustawić bliskich, że tylko raz, no, dwa razy w tygodniu musiała z córką wędrować do pracy. I wtedy, jak to mówi: 'Zosia trafiała pod biurko'. - To znaczy wszyscy się nią opiekowali. Z czego najrzadziej ja."

        Bardzo wygodnie. Ponieważ ta pani chce udowodnić, że po urodzeniu dziecka nie jest się bezużyteczną, to dzieckiem zajmują się jej współpracownicy A niby dlaczego? Bo ona nie ma czasu szukać niańki, a mąż jest zbyt zajęty by zająć się własnym dzieckiem?
        Żałosne.
        Owszem te panie sobie poradziły, ale niesmaczne jest zwalanie własnych obowiązków na innych ludzi, bo one nie chcą dać dziecka do żłobka albo nie mają czasu szukać niani albo ich mężowie są tak zajęci pracą, że absolutnie nie mogą (jak w przypadku Diany) wygospodarować jeden-dwa dni w tygodniu, żeby z dzieckiem zostać.
        Te panie posiłkują się darmową siłą roboczą ( dziadkowie, współpracownicy), aby dumnie twierdzić, że sobie świetnie można poradzić.
        • weronika_z_pruszkowa Re: Dziecko pod biurkiem 09.03.10, 10:21
          raz, no, dwa razy w tygod
          > niu musiała z córką wędrować do pracy. I wtedy, jak to
          mówi: 'Zosia trafiała po
          > d biurko'. - To znaczy wszyscy się nią opiekowali. Z czego
          najrzadziej ja."
          >
          > Bardzo wygodnie. Ponieważ ta pani chce udowodnić, że po urodzeniu
          dziecka nie j
          > est się bezużyteczną, to dzieckiem zajmują się jej współpracownicy
          Wydaje mi sie, ze w redakcji moze byc duzo osob, ktore chetnie
          pozajmuja sie apetycznym maluchem zeby oslodzic sobie fakt, ze nie
          maja swojego. No i pol godziny zabawy, w momencie gdy nie zmeiniasz
          peiluch i nie zarywasz nocy, to sama smietanka opieki nad dzieckiem.
          Moze w redakcji jest po prostu przerost zatrudnienia? Moze fajniej
          ze sie kolezanki z pracy pozajmuja chwile mala zamiast plotkowac
          przy kawie? Pamietajmy tez ze w innych kulturach towarzyszenie
          dzieci rodzicom w pracy (na polu, na targu, w rodzinnym interesie)
          jest norma. W Azji dorosli nie robia wielkich oczu jak turysta ma ze
          soba dziecko w chuscie - bo dla nich to norma. A w warszawskim
          urzedzie czy SKMce to nie jest norma i byle placz to oburzenie...

          Ech, pamietam jak w ferie zwijalam waciki z pielegniarkami i
          rysowala po receptach u mamy w pracy....


          Natomiast popieram, ze tatusiowie sa nieobecni w zyciu tych dzieci,
          poza tym jednym z Lwowa. Wiec gdyby ojcowie po mesku wzieli
          odpowiedzialnosc, to bohaterki artykulu nie musialyby tak sie
          gimnastykowac z czasem i organizacja opieki.
          (przepraszam za brak polskich znakow, tym razem nie
          pisze "z_Pruszkowa" tylko z zagranicznej e-kafejki)
          • szpil1 Re: Dziecko pod biurkiem 09.03.10, 10:36
            weronika_z_pruszkowa napisała:
            > Wydaje mi sie, ze w redakcji moze byc duzo osob, ktore chetnie
            > pozajmuja sie apetycznym maluchem zeby oslodzic sobie fakt, ze nie
            > maja swojego. No i pol godziny zabawy, w momencie gdy nie zmeiniasz
            > peiluch i nie zarywasz nocy, to sama smietanka opieki nad dzieckiem.
            > Moze w redakcji jest po prostu przerost zatrudnienia? Moze fajniej
            > ze sie kolezanki z pracy pozajmuja chwile mala zamiast plotkowac
            > przy kawie?

            Pracodawca płaci za wykonaną pracę.Właśnie dlatego do pracy idzie się pracować,
            wykonywać swoje obowiązki, a nie plotkować albo opiekować dzieckiem koleżanki,
            która jest tak zajęta, że nie ma czasu poszukać niani (dobrze, że ma czas
            dotrzeć do pracy). Jeśli ktoś ma ochotę pół godziny opiekować się dzieckiem, to
            niech odciąży koleżankę po pracy. Podtrzymuję swoje zdanie: ta pani zwala swoje
            i męża obowiązki na innych, i ma z tego powodu poczucie zadowolenia: jaka to ja
            jestem nowoczesna, samodzielna i jak wspaniale sobie radzę.
            Uważam, że w większości zawodów dziecko w pracy po prostu przeszkadza. Jako
            pracodawca nie zgodziłabym się, by pracownicy przyprowadzali swoje dzieci ze
            sobą. Wyobrażasz sobie np. złogę liczącą 20 osób, z których choćby połowa ma ze
            sobą dzieci w pracy? Ja nie.


            • gazeta_mi_placi Re: Dziecko pod biurkiem 09.03.10, 19:45
              Ja tak-pod warunkiem,że jest to załoga żłobka lub przedszkola...
        • gazeta_mi_placi Re: Dziecko pod biurkiem 09.03.10, 19:39
          >> Bardzo wygodnie. Ponieważ ta pani chce udowodnić, że po urodzeniu dziecka nie j
          > est się bezużyteczną, to dzieckiem zajmują się jej współpracownicy A niby dlacz
          > ego? Bo ona nie ma czasu szukać niańki, a mąż jest zbyt zajęty by zająć się wła
          > snym dzieckiem?
          > Żałosne.
          > Owszem te panie sobie poradziły, ale niesmaczne jest zwalanie własnych obowiązk
          > ów na innych ludzi, bo one nie chcą dać dziecka do żłobka albo nie mają czasu s
          > zukać niani albo ich mężowie są tak zajęci pracą, że absolutnie nie mogą (jak w
          > przypadku Diany) wygospodarować jeden-dwa dni w tygodniu, żeby z dzieckiem zos
          > tać.
          > Te panie posiłkują się darmową siłą roboczą ( dziadkowie, współpracownicy), aby
          > dumnie twierdzić, że sobie świetnie można poradzić.

          To prawda.
          Ciekawe czy asystentka pani stomatolog jest zachwycona gdy musi w ramach swojej pracy robić dodatkowo za niańkę...
          Ciekawe czy ma podpisane dwie umowy: jedną na asystenta stomatologa (co wykonuje) i drugą na nianię do dzieci (w końcu też się opiekuje cudzym dzieckiem)...
          Ręce opadają...
          A najlepsza jest Pani Jola...
          Bała się zostawić dziecko z nianią,ale nie boi się gdy dziecko jest pilnowane przez przypadkowych klientów;

          "Mały w pracy głównie spał. W przypadkach ekstremalnych przyjeżdżał mąż. Albo jeden z klientów brał synka na spacer"



    • antylewar Dziecko pod biurkiem 08.03.10, 22:09
      Baby na traktory hahaha
    • doroslo Re: Dziecko pod biurkiem 08.03.10, 22:10
      Tyś chyba z księżyca spadł. Sam się krzątaj.
      • clumsy5 Re: Dziecko pod biurkiem 08.03.10, 22:39
        Dziwny ten artykul. Niech napisza o ksiegowych, sprzedawczyniach,
        przedstawicielkach handlowych czy prawniczkach. Albo zwyklych urzedniczkach.

        A tak takie pierdu pierdu o przedstawicielkach wolnych zawodow
    • thegreatmongo Dziecko pod biurkiem 08.03.10, 22:46
      Sorry, ale wiekszosc opisanych kobiet to jakas poracha....

      Brac dziecko do pracy???? I potem dziwisz sie, ze szef nie chce cie
      zatrudniac, awansowac??

      Zlobek i koniec, takie idiotyzmy, ze mama "musi" byc blisko, chociaz dziecko
      siedzi w gabinecie fryzjerskim to smutny zart.

      Najbardziej rozwala mnie ta laska, ktora mowi wprost, ze jakby mieli pieniadze
      to by nie pracowala,,, zero ambicji, siedziec w domu i robic zupki....

      Kto chce takich partnerek zyciowych?
      • lula_lula Re: Dziecko pod biurkiem 08.03.10, 23:37
        Wiesz... wychowywanie dzieci też może znaleźć się w sferze ambicji. Można to bowiem robić "przy okazji" a można całym sercem. Ja tak robię, to moje wyzwanie, to moja praca życia.
        Czy jestem z tego powodu gorsza?
        Wybacz, ale Twój post po prostu jest dla mnie obraźliwy.
        Zweryfikuj może swoje poglądy.
        • thegreatmongo Re: Dziecko pod biurkiem 09.03.10, 00:11
          Wytlumacz mi prosze jak przynoszenie dziecka do pracy, zeby zajmowali sie nim
          wspolpracownicy jest ok?
          To ma byc dobre dla dziecka?


          Dla mnie istnieje prosta zasada:
          Rob tak jak chcialbym, zeby wszyscy robili.

          Chcialabys zeby wszyscy przynosili dzieci do pracy?

          Opisane w artykule bohaterki nie realizuja sie wychowujac dzieci. To jest
          niedojrzale zachowanie zrzucania obowiazkow na babcie, dziadka,
          wspolpracownikow... Tak sie nie postepuje.
          • eruve.elen Re: Dziecko pod biurkiem 09.03.10, 04:06
            post wyżej rzucasz się, że jak kobita chciałaby z dzieckiem w domu zostać (gdyby
            ją było na to stać), to się na partnerkę życiową w ogóle nie nadaje, zero ambicji.

            zaraz potem rzucasz się, że jak jednak nie zostaje z dzieckiem w domu, to w
            ogóle powinni jej bodaj grzywnę dołożyć.


            coś niespójne to Twoje rzucanie się ;).
            • gazeta_mi_placi Re: Dziecko pod biurkiem 09.03.10, 19:44
              A może odpowiesz na pytanie poprzednika:

              "Wytlumacz mi prosze jak przynoszenie dziecka do pracy, zeby zajmowali sie nim
              wspolpracownicy jest ok? "

              Ciekawe czy współpracownicy dostają za to jakieś dodatkowe pieniądze...
              Skoro za nianię się płaci czemu nie można by zapłacić współpracownikowi,zwłaszcza jeśli opieka nad dzieckiem nie leży w jego obowiązkach pracowniczych.
          • martishia7 Re: Dziecko pod biurkiem 10.03.10, 13:26
            thegreatmongo napisał:


            > Dla mnie istnieje prosta zasada:
            > Rob tak jak chcialbym, zeby wszyscy robili.
            >

            Widzę, że Kant zawsze w modzie ;-)
        • affera123 A po latach usłyszysz, że jesteś garkotłukiem 12.03.10, 17:01
          Z doświadczenia własnego: moja macocha poświęciła 25 lat życia na
          wychowanie mojej siostry. Najpierw córunia musiała wyjść z wieku
          niemowlęcego (żłobek zły i "dla patologii"), potem nie mogła się
          stresować w przedszkolu, następnie należało ją dopilnować w szkole
          podstawowej, następnie były trudy liceum i bardzo ambitne studia. A
          na koniec córeczka powiedziała mamusi mniej-więcej tak: "ty do
          niczego w życiu nie doszłaś i nie jesteś dla mnie żadnym autorytetem
          ani przykładem, ty nic przecież nie potrafisz, nie będziesz mieć
          emerytury, z czego będziesz żyć, jak umrze ojciec, jesteś
          niesamodzielna..." Czy było warto tak się poświęcać? A może to
          zwykłe lenistwo i wygoda? Bo tak trzebaby się starać podwójnie - w
          domu dla męża i dzieci, a w pracy dla przełożonych i koleżeństwa, a
          to już dla niektórych zbyt wiele. Pomyśl o tym, zanim na dobre
          utkniesz "w zupach i kupach". PS. Mój ojciec już kilka razy
          wyprowadzał się do kochanek, różnych, zdaje się - te obiady na czas
          i czyste gacie to nie wszystko.
    • siciliana Dziecko pod biurkiem 10.03.10, 09:55
      Ten artykul to zenada. Te panie tak naprawde ani nie poswiecaja sie
      wychowaniu dziecku ani pracuja. Robia cos na pol gwizdka i do tego
      sa pelne samouwielbienia ze wychowuja dziecko (bo to przeciez
      niedobre jak zostawia sie dziecko w zlobku czy z niania)

      Moze tak samo powinny siebie chwalic mamy ktore zasuwaja w pracy na
      pelnych obrotach po to by szybciej wyjsc do domu i spedzic z
      dzieckiem max czasu ile sie da. A jak pojdzie spac to wracaja do
      swoich laptopow i nadrabiaja zaleglosci w pracy. Tylko z takich mam
      nikt nie robi "bohaterek", bo to takie zwyczajne...
      Dawno mnie nikt tak nie rozdraznil jak te panie.
      Siciliana (wyrodna mama pracujaca, ktora wynajela nianie...)
      • jop Re: Dziecko pod biurkiem 10.03.10, 14:01
        siciliana napisała:

        > Ten artykul to zenada. Te panie tak naprawde ani nie poswiecaja
        > sie wychowaniu dziecku ani pracuja.

        O, to, to.

        Do pań najwyraźniej nie dociera, że nie da się w tym samym czasie
        efektywnie pracować i opiekować się dzieckiem, więc albo udają, że
        pracują, albo i tak zwalają to dziecko komuś na głowę - koleżankom,
        podwładnym albo klientom. I jeszcze strasznie są dumne, że nie
        zatrudniają niani.

        Do tego w tle pętający się bezrobotni albo prawie bezrobotni
        tatusiowie - przecież jakbym sobie wybrała faceta, co to tylko
        potrafi dziecko zrobić, bo zarobić na nie ani zająć się już nie, to
        bym się ze wstydu spaliła.
        • p_estka1 Re: Dziecko pod biurkiem 11.03.10, 11:24
          Mam wrażenie, że pisał to ktoś nie mający pojęcia o trudach i
          ograniczeniach związanych z wychowywaniem malutkich dzieci.
          • affera123 A antykoncepcja? 12.03.10, 17:21
            Przecież większość z tych pań ma po 2-3, a nawet 4 dzieci! I
            opowiadają o kolejnych ciążach, jak o totalnym zaskoczeniu. Kobiety,
            mamy XXI wiek! A może to swoisty masochizm? Narobić dzieci,
            kombinować, jak tu upchnąć jedno babci, drugie w przedszkolu,
            trzecie koleżance z pracy w porze pracy, a potem opowiadać o swoim
            trudzie i poświęceniu oraz zaradności dziennikarzowi poczytnej
            gazety, żeby gawiedź otwierała ze zdziwienia oczy, jakie to prężne i
            sprytne (ale jednocześnie umęczone) bywają matki-Polki.
      • affera123 Kobiety faktycznie pracujące są potępiane 12.03.10, 17:15
        Kiedy planowałam dziecko, moja sytuacja była diametralnie różna od
        tej, która wystąpiła po narodzinach córki. Mąż nagle znalazł się bez
        pracy i ja musiałam przejąć stery, ale nie mogliśmy sobie pozwolić
        na to, żeby on siedział w domu, bo okazało się, że "w prezencie" od
        firmy dostałam pół etatu i połowę pensji, więc w grę wchodziła
        dalsza praca, a w perspektywie szukanie kolejnej, totalny chaos.
        Niania nie wchodziła w rachubę, pozostawał publiczny żłobek,
        sytuacja finansowa była "napięta" itd. I co usłyszałam
        od "kochającej" rodziny i znajomych? Ano, że jestem wyrodną matką,
        bo nie poświęcam tyle czasu dziecku, co zalecają psychologowie itp.
        I chociaż całe weekendy "od zawsze" poświęcam w pełni potomstwu, coś
        na zasadzie odrabiania strat z tygodnia, to takie osoby, jak ja (a
        znam kilka podobnych przypadków) zawsze dostają po dupie. Nawet od
        szefa, niejako na zapas, bo a nóż, widelec, w końcu poproszę o wolne
        z powodu choroby młodej, już samo przypuszczenie rodzi niemal
        pretensje. A ja cały czas staram się udowodnić na dwóch frontach, że
        panuję nad sytuacją. I co? Okazuje się, że można wziąć dziecko pod
        pachę i wyręczyć się koleżanką zza biurka, a ona "z pewnością"
        będzie w siódmym niebie? Bzdury. Ciekawe też, czy niania jednej z
        bohaterek tego artykułu przeczytała, że "dziecko się z nią nudzi".
        Byłoby dobrze, żeby ta opiekunka zaczęła szukać nowych pracodawców,
        o ile do czasu publikacji artykułu nie dostała z dnia na dzień
        kopniaka w tyłek od postępowej mamusi.
      • yogamedica Re: Dziecko pod biurkiem 16.03.10, 19:34
        na pół gwizdka... dobre sobie...
        przez te parę lat pracowałam intensywniej niż się to robi na etacie! a dzieci
        też są lepiej rozwinięte, bardziej stabilne emocjonalne i szczęśliwsze niż
        dzieci siedzące z "poświęcającymi się", niepracującymi mamusiami (znam takowych
        kilka...)
        da się pogodzić jedno z drugim i jestem tego najlepszym przykładem :-)

        Aleksandra, architekt, 36 lat

        www.yogamedica.pl
    • dziwozona29 Dziecko pod biurkiem 10.03.10, 12:08
      A ja mam sytuację idealną :)
      jestem na wychowawczym i pracuję o dzieło u mojego pracodawcy od 9 do 14,
      potem wracam do domu do synka, a mąż, który spędził z nim ranek idzie do pracy
      na 14,30 i wraca po 20,00 - pracuje na niepełny etat. Wieczór mamy cały dla
      siebie, zwłaszcza, że wstajemy dopiero o 8.00.
      Każde z nas pół dnia zajmuje się dzieckiem i pół dnia pracuje - żadne nie jest
      przepracowane a syn ma świetny kontakt z mamą i z tatą.
      Oczywiście jest to możliwe bo mamy dobry układ z pracodawcami, bo nie musimy
      zostawać po godzinach (ja mogę ew. wziąć pracę do domu na wieczór). Ponadto
      specjalnie kupiliśmy mieszkanie blisko pracy - ja mam 3 minuty na piechotę,
      mąż 10 minut samochodem. Karmiłam długo piersią - początkowo wychodziłam nawet
      na chwilę z pracy na karmienie - nigdy nie odciągałam - syn nie wie co to
      butelka :).
      A synek czasem przychodzi na chwilę z nami do pracy ale tylko w ramach
      odwiedzin, żeby się chwilę pobawić i zobaczyć jak pracujemy :)
      Uważam, że to właśnie jest prawdziwy, partnerski układ, w którym nikt nie jest
      pokrzywdzony - ani dorośli ani dziecko - i nikt nie wypada z rynku pracy.
      Myślę, że to prawdziwie "feministyczne" ;) rozwiązanie.



    • ellik_pl Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 10:04
      co za debilne określenie "architektka" - a jaki jest żeński odpowiednik dla
      prezydenta albo krytyka sztuki?
      • yogamedica Re: Dziecko pod biurkiem 16.03.10, 19:35
        też jestem tego zdania :-) to taki feministyczny nurt WO. deko przygłupi :-)))

        Aleksandra, architekt
    • mateuszleszko ...nie mają kontaktu z dzieckiem 12.03.10, 10:48
      Zapominacie o tym, że w wszystkie z przedstawionych mam tak naprawdę
      nie mają kontaktu z dzieckiem. Przynajmniej nie taki jakiego one
      potrzebują. Dziecko musi czuć bliskość i to że ktoś poświęca mu uwagę.
      Taka mama, czy tata który akurat klepie w klawiaturę komputera
      jednocześnie trzymając małego na kolanach nie daje mu tego wszystkiego.
      Jestem zdania że dzieci czują takie rzeczy i wiedzą kiedy są ważne, a
      kiedy mniej ważne...
      • yogamedica Re: ...nie mają kontaktu z dzieckiem 16.03.10, 19:41
        nie zgodzę się. moje dzieci są na maksa doinwestowane. owoce pracy też są
        wysokiej jakości... kwestia organizacji... i małej ilości snu ;-)
        kiedyś byłam na wyjeździe grupowym z dziećmi. moje o 8.00 były już ubrane, umyte
        i po ciepłym śniadaniu (lubią placki i kaszki i robię im to nawet przed
        przedszkolem), ja z umytymi włosami, podmalowana i po kawie. koleżanka w tym
        czasie nie mogła się wygramolić z jednym dzieckiem. do 10.00 nie wylazła z
        pokoju a jak już wylazła to mocno nieogarnięta. :-)
        kwestia osobowości, organizacji i podejścia do życia
    • dzindziundzio Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 11:22
      Hm, nie zabardzo rozumiem celu w jakim został napisany ten artykuł.
      Sama jestem mama 19 miesiacznej Zosi. Zostałam w domu bo chciałam
      poswiecic jak najwiecej czasu dla dziecka. Nie oszukujmy sie dziecko
      to sa obowiazki, praca, ale i duzo szczescia, radosci. A
      przedewszystkim ogromana odpowiedzialnośc.A i niestety nie kazdy
      tatus sie nadaje na urlop tacierzyński. Decyzja o urodzeniu dziecka
      powinna byc podjeta z głową. A tu no coż pani jedna wrociła do pracy
      bo firma nie działała jak trzeba - cholera no trzeba mniec
      propytety -to po co robiła sobie dziecko jak firma była
      najwazniejsze, Pani stomatolog nie moze zostawic pracowniców ani
      klientów. To dla mnie troche jest nie pokolej. Wiem zaraz mnie
      wszyscy tu zjedza ze Matka polka i tylko do garów, a to wcale tak
      nie jest, po prostu jest czas na dziecko jest czas na kariere,
      niestety w pełni nie da sie tego pogodzic bo cos na pewno ucierpi a
      w tych wypadkach cierpia dzieci.
    • zielona_choinka76 Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 12:03
      Juz myslalam, ze tylko ja mam takie odczucia po
      przeczytaniu "dziecka pod biurkiem". Ciesze sie, ze nie jestem
      osamotniona w swoich odczuciach. Chociaz z drugiej strony rozumiem
      bohaterki przedstawione w materiale. Jednak ja nie potrafilabym
      tachac ze soba dziecka do pracy bo to zwyczajnie dla niego meczace,
      nie daje tez dziecku poczucia, ze poswiecam mu uwage itp itd. Juz
      wszystkie argumenty zostaly tu przytoczone.

      Ja jestem szczesliwa, ze moge sama wychowywac swoje dziecko. I tylko
      chwilami zle sie czuje kiedy slucham lub czytam, ze takie kobiety
      jak ja sa bez ambicji, ze to kury domowe z kurzym mozdzkiem.
      Zastanawiam sie tez dlaczego tak wlasnie przedstawia sie kobiety,
      ktore wybraly wychowanie dziecka, a nie prace. A ja mam czas na
      sluchanie z dzieckiem muzyki klasycznej, czytanie mu bajek, zabawe w
      pilke, ganianie sie po mieszkaniu, dlugie wstawanie bo poranek to
      czas na mizianie i pieszczoty:)), zabawe w chowanego, wspolne
      ogladanie bajek i omawianie ich, wspolne robienie porzadkow
      domowych, wspolne rysowanie, malowanie na jednej wyznaczonej scianie
      mieszkania, spiewanie, tance, gimnastyke, spacery, rozmowy i
      sluchanie tego co ma mi do powiedzenia i pokazania moje dziecko. Mam
      kontrole nad tym co oglada i czego slucha moje dziecko. Czy tzn., ze
      jestem darmozjadem i bezmozga kura, a moje dziecko nie bedzie mialo
      ambicji bo widzi jak mama jest w domu, a nie w pracy???? Niech
      madralinscy pisza co chca, efekt dokonanych wyborow zobaczymy za 20-
      25 lat kiedy dorosna nasze dzieci i stana sie doroslymi ludzmi. Czy
      dojrzalymi i szczesliwymi? Ja jestem przekonana, ze dostajac na
      starcie bagaz milosci, opieki i poswieconego czasu przyniesie tylko
      dobre efekty. Wiem, ze praca na mnie nie czeka dlatego sama ja sobie
      dam jak przyjdzie na to czas. Wcale nie tesknie za codzienna gonitwa
      w pracy i jestem wdzieczna mojemu mezowi, ze jest tak zaradny i
      zarabia na nasza rodzine:)
      • kpopialo Re: Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 12:51
        Chyba lepiej zatrudnic do dziecka nianie, a jeszcze lepiej poslac do
        zlobka. My tak zdecydowalismy - siedzac w domu przez 5 pierwszych
        miesiecy otarlam sie o depresje i powrot do pracy byl najlepszym co
        moglam zrobic. Mala poszla najpierw do zlobka, potem do przedszkola.
        Prywatnego. Male grupy, duzo cioc. Super sie rozwija, lapie
        angielskie slowka. Gdybym miala z nia siedziec w domu oszalalabym.
        Podziwiam kobiety ktore *siedza* w domu - z siedzeniem to raczej ic
        wspolnego nie ma... ale widze jak moja corka super sie rozwija, amm
        porownanie z jej troszke mlodszym kuzynem. Jego mama, moja bratowa
        jest z nim w domu, ale prowadzi wlasna firme. Nie ma czasu na
        ksiazeczki, zabawy edukacyjne - ciaga go ze soba wszedzie. To w
        wiekszosci nie sa miejsca dla maluchow - czego sie dziecko ma
        nauczyc w kolejce w urzedzie?
        Zycze wszystkim dobrych wyborow!
      • behemot_666 Kazdy ma co lubi. 12.03.10, 13:17
        Kazdy ma co lubi. Jedna bawi zostac z dzieckiem, inna realizuje sie w pracy. Nie
        chce krytykowac pan ktore zostaja w domu bo to ich wybor, ale z drugiej strony
        nie kazda kobieta sie do tego nadaje i czasem lepiej zeby wrocila do pracy niz
        przelewala swa flustracje na dziecko. Ja mam 22 miesiecznego synka i zabieram go
        czasem do pracy (1-2 razy w miesiacu) wspolpracownicy sie nie skarza jakby
        ktorys z nich przyszedl z dzieckiem tez bym nie miala nic przeciwko. Ale to
        glownie panowie wiec nie sadze zeby sie na to porwali. Wiem ze to nie jest
        najlepsze rozwiazanie ale innego w tej chwili nie mam. Przetestowalismy nianie
        ale niewyszlo, czekamy na miejsce w zlobku - moze od wrzesnia..... Dodam ze
        pracodawca przyjmujac mnie po macierzynskim znal sytuacje i zgodzil sie na
        wozenie dziecka do pracy. A na koniec dodam ze jako dziecko uwielbialam chodzic
        do mamy do biura bawic sie maszyna do pisania nosic papiery z jednego biura do
        drugiego i kserowac :D wyroslam na zdrowego doroslego czlowieka.
        • hanalui Re: Kazdy ma co lubi. 12.03.10, 16:26
          Cytat behemot_666 napisała:
          A na koniec dodam ze jako dziecko uwielbialam chodzic
          > do mamy do biura bawic sie maszyna do pisania nosic papiery z
          jednego biura do
          > drugiego i kserowac :D wyroslam na zdrowego doroslego czlowieka.


          Ale widzisz roznice miedzy dzieckiem 7-10 letnim u mamy w pracy,
          ktore mozna zajac kserowaniem czy bawieniem sie maszyna a
          niemowlakiem, ktorego raczej biurowymi rzeczami ciezko zajac?
      • yogamedica Re: Dziecko pod biurkiem 16.03.10, 19:51
        a ile ma dziecko lat? :-) znam taką jedną co napisałaby tak samo. dziecko ma 3
        lata i siedzi z nią w domu. sorry ale cały dzień z mamusią w ciepłym, czystym
        domku to przesada. dziecko potrzebuje się socjalizować. od jakości jego relacji
        z otoczeniem będzie zależała jakość jego życia. moje dzieci są otwarte,
        asertywne dlatego że maja moją bezwarunkowa miłość, akceptację, wsparcie i morze
        czułości. i bogate relacje z innymi ludźmi - i dorosłymi i z dziećmi.
        siedzenie w domciu i słuchanie muzyki z mamusią to recepta na wychowanie
        wycofanego mamisynka, który będzie miał trudności z odnalezieniem się w
        relacjach z ludźmi. szczególnie jak mamusia zaburzona (ta znajoma jest nieźle
        zaburzona...)
        recepta? - posłać do przedszkola państwowego i wziąć się do roboty :-)
        skrzętnie skrywana frustracja minie jak ręką odjął :-)))))
    • daszka26 Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 12:31
      Pracowałam kiedyś u takiej "zaradnej mamusi". Przynosiła niemowle do pracy
      (chociaż mogła w domu siedzieć bo firmę prowadził jej mąż). Nie dość, że
      płaczące dziecko działało na nerwy pracownikom i klientom to jeszcze przez
      kilka godzin dziennie wdychało jakże "zdrowe" opary odczynników
      fotograficznych. Mamusia była oczywiście bardzo ze swojej zaradności zadowolona.
    • mk-79 Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 12:47
      Nie wierzę, że artykuł napisany w formie laurki dla Pań, które po
      miesiącu!!! czy 4 wracały do pracy, bo.... bez pracy nie są sobą! I
      twierdzą, ze są wspaniałe i cudowne, bo nie wynajęły niańki. A
      wykorzystywanie "bliskich", mam, teściowych, babć i klientów (sic!)
      lub kolegów z pracy - TO CO!!!!???? Sama jestem matką i nigdy nie
      przyszło mi do głowy, żeby komukolwiek oprócz mnie i taty dziecka
      narzucać obowiązek opieki nad moim dzieckiem. Zaznaczam, że
      realizuję się w pracy na kierowniczym stanowisku 8 godz. dziennie,
      po urodzeniu dziecka dokończyłam studia i obroniłam pracę
      magisterską z wyróżnieniem.
    • cynaamonka Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 13:23
      Zarówno sam artykuł, jak i wszystkie jego bohaterki są niesłychanie
      infantylne. Zastanawiam się, czy miał pokazac bohaterstwo tych pań, czy krył
      się za jego opublikowaniem jakiś inny szczytny cel?
      Pozwolę sobie powiedzieć o sobie: mam 20sto miesięczną córeczkę, do pracy
      wróciłam po 4 miesiącach. Bo chciałam pracować i jedyną opcją powrotu do
      starej pracy było wrócić po 4 miesiącach, bez wyciągania uzbieranych urlopów
      wypoczynkowych. Jestem pracownikiem biurowym przed ciążą pracowałam od 9:30 do
      17:30. Po powrocie umówiłam się z pracodawcą, że będę przychodzić do pracy o 7
      rano i wychodzić o 15 i że ilekroć zajdzie taka koneiczność, zostanę dłużej.
      Przez 16 miesięcy 3 (trzy) razy zostałam po godzinie 15 w pracy. Żeby zdążyć
      na 7 rano do biura musze wstać o 5 rano. Odkąd mam dziecko NIGDY nie umówiłam
      się na spotkanie ze znajomymi bez niej przed położeniem jej spać - albo idę na
      spotkanie z dzieckiem (zdarzyło się może ze 2 razy) albo wieczorem, gdy mała
      spi. Owszem, mam nianię. Wracam do domu na złamanie karku i walczę z sennością
      po to, by spędzić z córką jak największą część popołudnio-wieczora. Dotąd nie
      czułam się bohaterką. Ale jeśli to co robią panie opisnae w artykule ma być
      bohaterskie, to ja zsługuję co najmniej na medal.
    • kanna Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 14:14
      Jeżeli Pani ma ochotę zabrac dziecko do SWOJEJ firmy i zatrudnic
      SWOICH pracowników do opieki - ok.
      (choc osobiscie uwazam, że małe dzieci potrzebuja stałosci i
      spacerów, a nie lampienia w monitor i pełzania pod biurkiem, ale mam
      takie przestarzałe poglądy...)

      Ale jezeli pani w szkole przychodzi na lekcję z dzieckiem - to nie
      ok. Poniewaz jej zadaniem jest poświęcac dzieciom w klasie 100 %
      czasu. Jako matka dziecka z klasy interweniowała bym.

      Choc generalnie fajne wydaje mi się, że kobiety szukają dla siebie
      zajęcia, ktore mogły by wykonywac z dzieckiem. I pewnie takie zawody
      są.
      Choc tutaj nie podoba mi się, kiedy chca to robic kosztaem innyc
      ludzi.
      Oraz generalnie myslę, że przemawia przez nie bardziej desperacja,
      niż chęć spędzania czasu z dzieckiem...

      btw - pomysł o izolatce w przedszkolu dla chorych dzieic -
      kuriozalny.
      • ma_niusia Re: Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 15:29
        Jestem mamą 9-miesięcznego Radka. Pracuję - bo muszę, inaczej z
        jednej pensji nie wystarczyłoby nam na utrzymanie i leki (i ja i
        Radek jesteśmy bardzo silnymi alergikami). Kiedyś bardzo lubiłam
        moją pracę i spędzałam w niej długie godziny. Teraz wolałabym
        spędzać czas z moim Synkiem, a ponieważ nie mogę wylądował w żłobku.
        Wiem, że nie ma tam źle, to mały prywatny żłobek i Radzio jest
        oczkiem w głowie (bo reszta to same dziewczyny), ale uważam, że
        dziecko powinno spędzać czas z Mamą. W życiu jest czas odpowiedni na
        pracę, karierę itp i jest czas, który powinno się poświęcić dziecku.
        Chciałabym zostać w domu z Synkiem i nie czuję się przez to gorsza,
        głupia, kura domowa. To po prostu rola Matki :-)

        Panie z artykułu to dla mnie trochę kosmos... Stawiają na spędzanie
        czasu z dzieckiem - a co to za spędzanie czasu jak pracuje i
        podrzuca dziecko koleżankom czy klientom? Zaradne są na pewno, ale
        jakie to będzie miało konsekwencje? Też uważam, że wszystko robią na
        pół gwizdka i na pewno nie z korzyścią dla dzieci - ja już pomijam
        kwestie ciągłego przebywania noworodków w miejscach publicznych
        (zarazki, choroby, nadmiar bodźców, obcy ludzie). Ale kontakt z
        matką tez jest żaden bo skoro pracuje to nie ma dla dziecka czasu.



        Ja nie twierdzę, że nie da się pogodzić roli świetnego pracownika z
        rolą matki. Ale na pewno nie w ten sposób :-(
    • zla.kobieta1000 Odmóżdżanie rodziców 12.03.10, 14:45
      Co za debilny artykuł i nie najmądrzejsze mamusie.
      Po co macierzyński, tacierzyński, wychowawczy, po co nam żłobki i przedszkola,
      mamunia zabierze przychówek do pracy, podrzuci koleżankom, super popracuje,
      super zadba o dziecko w tym czasie... I jaka dumna z siebie i jeszcze
      pochwalić ją trzeba.
      Redaktorzy, zastanówcie się, o czym piszecie, jakie postawy propagujecie, ech.
      • klocki.lego Re: Odmóżdżanie rodziców 12.03.10, 15:54
        A ja bardzo dziekuje za ten artykul. Nie wydaje mi sie, zeby autorzy
        propagowali opisane postawy - po prostu przedstawiono sytuacje kilku
        kobiet, ktore w taki, a nie inny sposob radza sobie z laczeniem opieki
        nad dzieckiem z praca. Czy to sposob sluszny, czy nie - ocena (i
        wyciagniecie wnioskow dla siebie) nalezy do nas, czytelnikow. Nie mam
        jeszcze dziecka, a perspektywa przerwania pracy mnie mocno przeraza,
        wiec kazdy taki tekst jest dla mnie cenny.
        • affera123 To szukaj już teraz jelenia-opiekuna 12.03.10, 16:55
          Rozejrzyj się po miejscu w pracy i namierz osobę, której wciśniesz
          potem dziecko, w ramach hasła "inne obowiązki". Tak cię pokrzepił
          ten artykuł? A może to po prostu daje do myślenia w kwestii
          refleksji przed ciążą, a nie dopiero po.
          • klocki.lego Re: To szukaj już teraz jelenia-opiekuna 12.03.10, 23:29
            Alez wlasnie o to mi chodzi - dal mi do myslenia, a nie pokrzepil.
            Wzystkie mlode mamy z mojego otoczenia zostaja z dzieckiem
            przynajmniej przez rok, wiec ciesze sie, ze mam mozliwosc poczytania
            o konsekwencjach wczesniejszego powrotu do pracy. Trudno mi sobie
            wyobrazic taka dluga przerwe...
    • niuniawroc Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 16:18
      Te historie to pikuś. Mój brat wychowywał się prawie 35 lat temu pod biurkiem
      w ... poradni dla alkoholików, bo moja mama pracowała tam jako terapeutka. Z
      tego co wiem, nie wysyłała go na spacery z "klientami".
    • tomek693 Dziecko pod biurkiem 12.03.10, 16:29
      Ja mam taką "mamuskę" w pracy. Tylko,ze z nas nie ma najmniejszej
      pomocy. Każdy ma swoja prace. Jak dzieciak przeszkadza, dotąd
      sarkamy, aż pan mąz sie zjawia i - obrazony- zabiera go ze sobą.
      Ona cały czas gania za dzieckiem-nie zajmuje się pracą w ogóle.
      Nie wspomnę o komentarzach klientów)))W końcu (po skargach klientów)
      szef ją wezwał i ...odtąd jest spokój.
    • affera123 Jak za komuny albo i gorzej! 12.03.10, 16:53
      Pamiętam, jak mnie kiedyś w ramach "nagrody" i "atrakcji" babcia
      zabrała do siebie do pracy w szpitalu - dostałam nawet w prezencie
      od siostrzyczek czepek pielęgniarski i szklaną strzykawkę, byłam w
      siódmym niebie. A miałam wtedy jakieś 6 lat. Zwiedziłam w ten sposób
      jeszcze pracę mamy, taty i dziadka, ale byłam na tyle duża i
      samodzielna, że nikt nie musiał mnie niańczyć, a ja wręcz pomagałam
      robiąc za wewnątrzzakładowego gońca - a to wysłali mnie po spinacze,
      a to po papier do maszyny do pisania itd. Jednak nie kojarzę z
      opowieści rodzinno-towarzyskich, żeby w tamtych czasach ktokolwiek
      przychodził do pracy z niemowlakiem, może dlatego, że za PRL-u
      sprawnie działały żłobki, przedszkola i były też te przyzakładowe,
      dziś znowu w planach. Osobiście wkurzają mnie ludzie wysługujący się
      kim popadnie i wleczący za sobą wszędzie malutkie dzieci, które są
      przecież nieprzewidywalne i nie do opanowania, bo praktycznie
      bezrozumne. A ludzie zabierają takiego berbecia dosłownie wszędzie -
      do sklepu (pół biedy), w kilkugodzinną podróż pociągiem albo
      samolotem, do kina, teatru (!!!), na kursy, warsztaty, wystawy i
      gdziekolwiek człowiek się nie ruszy, słychać jakiegoś małego wyjca.
      A w pracy to już koszmar. Nie dość, że się obsługuje szefa na
      zasadzie: kawa-herbata-zupka, to jeszcze zdarzyło mi się zajmować
      jego psem, dzieckiem, a nawet dzieckiem kolegi znajomego, który
      przypadkiem wpadł do biura i zostawił nam balast, bo miał
      zaplanowane spotkanie w innej części miasta. Dzień, dwa, idzie
      wytrzymać, ale codziennie? Człowiek potem tyra za taką koleżankę, bo
      przecież nikt jej nie każe siedzieć po godzinach z małym dzieckiem,
      inny aspekt - dzieci starsze, kręcące się w miejscu pracy rodziców,
      np. w sklepie albo fitness klubie. Wchodzi taki szkrab, patrzy i
      potrafi rzucić kąśliwy komentarz, a mamusia zachwycona, no to
      powodzenia w biznesie, jak co druga osoba usłyszy: "ale pani
      brzydka" lub coś równie "uroczego". A propos pani Diany - czy TVN
      nie ma przypadkiem firmowego przedszkola? Albo ta pani fryzjerka,
      która oddaje dziecko na spacerek obcej osobie, bo to "klient".
      Ciekawe, że jak się pojawi artykuł o jakiejś biednej, słabo
      wykształconej samotnej matce, to zaraz pojawia się jazgot, że
      głupia, że na antykoncepcji się nie zna, a tu mamy panie
      wykształcone, a wydawałoby się, że lekki ciemnogród i same
      ciążowe "wpadki".
      • miliwati Re: Jak za komuny albo i gorzej! 15.03.10, 10:32
        affera123 napisała:

        > dziś znowu w planach. Osobiście wkurzają mnie ludzie wysługujący
        się
        > kim popadnie i wleczący za sobą wszędzie malutkie dzieci, które są
        > przecież nieprzewidywalne i nie do opanowania, bo praktycznie
        > bezrozumne. A ludzie zabierają takiego berbecia dosłownie
        wszędzie -
        > do sklepu (pół biedy), w kilkugodzinną podróż pociągiem albo
        > samolotem, do kina, teatru (!!!), na kursy, warsztaty, wystawy i
        > gdziekolwiek człowiek się nie ruszy, słychać jakiegoś małego
        wyjca.

        Chcesz powiedzieć że jak ktoś ma małe dziecko to nie wolno mu iść do
        sklepu? Nie wolno mu jeździć pociągiem ani samolotem? Nie wolno mu
        iść do muzeum? Nawet do kina nie wolno, bo Ci to przeszkadza w
        chrupaniu popcornu? (Zakładam że do kina z dzieckiem idzie się na
        takie filmy, które i dziecku sprawią przyjemność)

        A z domu w ogóle wolno z dzieckiem wyjść, czy to też Ci przeszkadza?

    • bla-cky Dziecko pod biurkiem 13.03.10, 00:59
      Dlaczego wychowywanie dzieci sprowadzane jest do pogardliwych
      komentarzy? Bez dzieci ludzkosc by wyginela. To najnormalniejsza
      rzecz na swiecie. Dziecinstwo ksztaltuje na cale zycie.
      Jezeli matka moze sobie na to pozwolic finansowo (choc w Polsce
      czesto ciezko wyzyc tylko z pensji partnera) i chce zostac z
      dzieckiem w domu, to swietnie.
      Regularne zabieranie malych dzieci do pracy szkodzi: dziecku (to nie
      jest swiat w ktorym powinien dorastac), matkom (bo czesto nie moga
      wykonywac pracy samodzielnie i w pelni), kolegom/kolezankom (to nie
      oni powinni nianczyc, albo nie powinno sie im przeszkadzac) i
      szefowi. Pewnie mozna jeszcze cos dodac.
      Rozumiem rowniez mamy, ktore chca pracowac. Tez bardzo cierpialam,
      kiedy musialam zmienic tryb zycia po porodzie. Po powrocie do pracy
      odzylam, dzieci maja szczesliwa mame. Chodza juz do przedszkola.
      Tworcy tego artykulu musza dostrzec jak wazne jest slowo i jaka
      odpowiedzialnosc ponosi sie za publikacje. Powinnismy zrozumiec, ze
      nie powinno sie robic bohaterek z tych kobiet, ktore wrocily do
      pracy z malym dzieckiem nie z pobudek finansowych, obciazajac
      jednoczesnie wszystkich dookola.
      Modelka Heidi Klumm tuz po porodzie prezentowala na wybiegu bielizne.
      Wiele kobiet popada potem w patologiczne rozumienie pojecia kobiety-
      matki i chce w kazdej dziedzinie osiagnac sukces. To sie udaje na
      prawde niewielkiej ich czesci.
      Mamy - nie dajmy sie zwariowac. Swiat pedzi, wszyscy oczekuja od nas
      tzw. multitasking, a my dajemy z siebie wszystko by podolac.
      Nie ma gotowej recepty, ale jest zdrowy rozum.
    • sid.leniwiec Re: Dziecko pod biurkiem 16.03.10, 20:16
      Zgadzam się z komentarzami niepochwalającymi obarczania dzieciakami
      współpracowników/klientów. I to jeszcze w czasie, gdy szanowny pan mąż nie
      pracuje lub ma czas, paranoja.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka