Dodaj do ulubionych

Koniec studenckich małżeństw

09.08.11, 08:10
Heh, a z kim ten wywiad jest prowadzony?
Swoją drogą nasza bezimienna 'pani profesor' ma miłą, jakże jednolitą wizję społeczeństwa przedwojennego i żadnych oporów przed dość prostackim porównywaniem.
Prostackim, bo trzeba przed takimi porównaniami najpierw wszystko prostacko uprościć.
I jakże miła jest wizja szczęśliwego życia małżeńskiego - kobieta do garów, dzieci i plotek, mężczyźni do zarabiania i grania w karty. A jak już jakiejś odbije i chce studiować, to wara od dzieci.
Tyle, że świat ma gdzieś takie wizje i w ten sposób mamy nie tylko sfrustrowane dzieci, ale także sfrustrowaną panią profesor.
Obserwuj wątek
    • butterscotch01 Koniec studenckich małżeństw 09.08.11, 17:31
      nie sadze, ze chodzi tu jakakolwiek frustracje. Chodzi raczej o dziewczyny ktore z braku pomyslu na siebie, a moze z wychowania tudziez potrzeby, zachodza w ciaze w wieku 21, 22, 23 lat. Mysle, ze kazda z nas jest wlascicielka swojego ciala i moze decydowac kiedy jest gotowa na dziecko, ale zastanowmy sie moze co mamy do zaoferowania temu nowemu czlowiekowi bedac na pierwszym czy trzecim roku poza miloscia? Nie wszyscy moga sobie pozwolic na luksus oddania dziecka pod opieke dziadkow. Moze czasem naprawde lepiej sie wstrzymac i poczekac na minimum stabilizacji?
      Co do zwiazkow: sadze, ze studia to fenomenalny moment poznawania ludzi i poznawania siebie samego. Wychadzac dopiero spod skrzydel rodzicow dobrze jest sie zastanowic kim sie jest i czego sie chce od zycia niz podejmowac pochopne decyzje.
      Nie uwazam tez, ze pani profesor chciala odstraszyc mamy od studiowania choc rzeczywiscie jej stanowisko jest dosyc jednoznaczne. Jezeli kobieta mimo dziecka chce studiowac, czeka ja naprawde ciezkie wyzwanie, nie wiem czy wszyscy zdaja sobie z tego sprawe...
      • ar.co Re: Koniec studenckich małżeństw 10.08.11, 15:57
        No i nie powinny traktować dziecka jako wymówkę nieprzygotowania się do egzaminów czy zawalenia pracy magisterskiej.
        Z czasu własnych studiów i mieszkania w akademiku mam w dodatku najgorsze wspomnienia, jeśli chodzi o dzieci z takich małżeństw, drące się całymi dniami i nocami. Rodziców mi nie żal, sami sobie winni, ale dlaczego razem z nimi musi cierpieć całe piętro?
      • rannie.kirsted Re: Koniec studenckich małżeństw 11.08.11, 17:54
        butterscotch bardzo sluszny post! zauwazcie ze na zachodzie, w stanach to jest norma ze kobiety rodza 1sze dziecko po 30ce a nie pod 20ce jak w Polsce.... gadanie naszych ginekologow ze kobieta jest najbardziej plodna do 25 roku zycia to jakas sciema totalna. jakos amerykanki nie maja problemow z zajsciem w ciaze po 30ce a nawet po 40ce. maja normalny dostep do badan prenatalnych wiec nie ma zagrozenia ze urodzi sie chore dziecko. a u nas caly czas pokutuje przekonanie slub w okolicach 25 i od razu, natychmiast dziecko! paranoja
        • miliwati Re: Koniec studenckich małżeństw 25.08.11, 10:23
          rannie.kirsted napisała:

          > butterscotch bardzo sluszny post! zauwazcie ze na zachodzie, w stanach to jest
          > norma ze kobiety rodza 1sze dziecko po 30ce a nie pod 20ce jak w Polsce.... gad

          Jasne, jasne, co za różnica - 20 czy 30 lat? Organizm przecież jest taki sam, w ogóle nie ma róznicy.

    • berta-death Koniec studenckich małżeństw 11.08.11, 12:08
      Za PRL państwo zapewniało obywatelom wikt, opierunek, dach nad głową, służbę zdrowia wraz z lekami, opiekę nad dziećmi, edukację, zabezpieczenie na przyszłość i choroby w postaci rent i emerytur, dostęp do kultury i rozrywki a nawet wczasy. A to wszystko albo za darmo, albo za symboliczną kwotę. I jeszcze dawało gwarancję stabilizacji i pewność zatrudnienia po dowolnej szkole i dowolnych studiach. To co tych studentów powstrzymywało przed rozmnażaniem się, chyba tylko strach przed utratą swobody i możliwości balowania o dowolnej porze dnia i nocy.

      Na palcach jednej ręki można policzyć kierunki studiów, gdzie jest taki kierat, że człowiek nie wie jak się nazywa a egzaminy okupuje załamaniem nerwowym. Cała reszta bardziej przypomina klubokawiarnię, do której wpada się wedle ochoty. I gdzie egzaminami się nikt nie przejmuje, bo w końcu jakoś się je pozdaje nawet u najbardziej upierdliwego profesora. I skoro dzisiaj ludzie są w stanie pogodzić studia dzienne z pracą na pełny etat, to pogodzenie studiów, gdzie, jak ktoś wyżej zauważył, na uczelnię idzie się na kilka godzin o ile w ogóle, też nie stanowiło jakiegoś poważnego problemu logistycznego. Problemem był mały metraż, niepozwalający na odpoczęcie od siebie lokatorów, spory dotyczące podziału obowiązków, niedojrzałość małżonków i niemożność pełnego doświadczania uroków życia akademikowego.
      • rannie.kirsted Re: Koniec studenckich małżeństw 11.08.11, 20:30
        ha, moge sie podpisac pod kazdym slowem.
      • mali_kali Re: Koniec studenckich małżeństw 01.09.11, 10:42
        > Za PRL państwo zapewniało obywatelom wikt

        Ubogi byl ten wikt. Mieso z koscia ciezko bylo kupic. Czekolada to byl frykas i rzadkosc! W przeciwienstwie do krajow bez budowy realnego socjalizmu.

        > opierunek

        Proszek "Cypisek" ciezko nabyc. Trzeba bylo miec jakichs znajomych.

        > dach nad głową

        No patrz! A same wladze pochylaly sie nad problemem mieszkaniowym spoleczenstwa z wielka troska! Tylko "zasluzeni" mieli mieszkania od reki. Cala reszta wplaca na ksiazeczke i moze, po 20 latach od zalozenia, otrzymywalo sie jakis przydzial. W miedzyczasie pozostawalo nerwowe zerkanie na liste oczekujacych i nadzieja, ze moze inni zrezygnuja.

        > służbę zdrowia wraz z lekami, edukację

        Raczej nie wiele sie zmienilo w tym zakresie. Nadal masz ten sam system. Do tego dochodzi wybor uslugodawcow prywatnych, wiec gorzej raczej nie masz.

        > zabezpieczenie na przyszłość
        > i choroby w postaci rent i emerytur

        Teraz to juz niby nie ma rent i emerytur? Smiem twierdzic, ze nawet emeryci sa najwiekszymi zwyciezcami zmiany systemu. Zarabiali po 10 $ miesiecznie, a obecnie dostaja emerytury po kilkaset dolarow.

        > dostęp do kultury i rozrywki a nawet wczasy

        Teraz juz nie masz dostepu do kultury i rozrywki? Ja tam pamietam, ze urzad na ulicy Mysiej bardzo ograniczal dostep do kultury i rozrywki. Chyba, ze Twoje zainteresowania koncentrowaly sie na festiwalu piosenki zolnierskiej w Kolobrzegu.

        > sy. A to wszystko albo za darmo, albo za symboliczną kwotę. I jeszcze dawało gw
        > arancję stabilizacji i pewność zatrudnienia po dowolnej szkole i dowolnych stud
        > iach.

        W takiej pracy to juz pozniej bylo roznie. Raczej nikt sie nie angazowal. Stachanowcy byli tylko po wojnie. Zalatwienie kazdej rzeczy bylo kosmicznym problemem. Fabryki staly calymi dniami, bo brakowalo dostawy surowcow i nic sie nie dzialo. Poza tym nie zapomnij o szklanym suficie - powyzej pewnego poziomu trzeba bylo nalezec do partii-przyjaciela Kraju Rad, ktory w swojej dobroci umiescil swoje garnizony, aby kontrolowac terytorium PRL.

        Ja wiem, ze to off-topic, ale prosze, aby skonczyc z falszywa legenda PRL!!!

        > Na palcach jednej ręki można policzyć kierunki studiów, gdzie jest taki kierat,
        > że człowiek nie wie jak się nazywa a egzaminy okupuje załamaniem nerwowym.

        Taki urok studiow humanistycznych. Sprobuj ominac laborki na Politechnice. Niezaleznie od usprawiedliwienia i tak zawalisz po dwoch nieobecnosciach w semestrze.
        Zdajesz sobie sprawe, ze piszesz o wlasnym doswiadczeniu? Z drugiej strony trzeba przyznac, ze wiekszosc studentow to "humaniscie" i "nie maja glowy do numerkow", wiec oni nigdy nie zaznaja trudow studiowania. Posiadanie umyslu "humanistycznego" jest takie wygodne! Kazde studia mozna wtedy zamienic w klubokawiarnie, bo przeciez wszystko jest wzgledne! Matematyka jest bezwzgledna i tam nie ma miejsca na relatywizm.
        • babunia_wygodka Re: Koniec studenckich małżeństw 02.09.11, 16:15
          mali_kali napisał:

          > > Za PRL państwo zapewniało obywatelom wikt
          >
          > Ubogi byl ten wikt. Mieso z koscia ciezko bylo kupic. Czekolada to byl frykas i
          > rzadkosc! W przeciwienstwie do krajow bez budowy realnego socjalizmu.

          Nie ma to jak ekstrapolować sobie problemy ze stosunkowo krótkiego okresu strajków, generalnej rozpierduchy w kraju i na dokładkę humanitarnych sankcji ekonomicznych na całe kilkadziesiąt lat. Otóż nie, dzieciaczku wychowany na pogadankach ZHR. Poza częścią lat '80 i mięso i czekoladę kupowało się normalnie. Mimo że nie było wtedy Tesco, bez którego nie wyobrażasz sobie życia.

          > > opierunek
          >
          > Proszek "Cypisek" ciezko nabyc. Trzeba bylo miec jakichs znajomych.

          Tak, tak. I na tlen były kartki, a partyjni dostawali do oddychania ozon, którego skąpiono społeczeństwu. W skrócie - łżesz waść. Było w czym prać.

          > > dach nad głową
          >
          > No patrz! A same wladze pochylaly sie nad problemem mieszkaniowym spoleczenstwa
          > z wielka troska! Tylko "zasluzeni" mieli mieszkania od reki. Cala reszta wplac
          > a na ksiazeczke i moze, po 20 latach od zalozenia, otrzymywalo sie jakis przydz
          > ial. W miedzyczasie pozostawalo nerwowe zerkanie na liste oczekujacych i nadzie
          > ja, ze moze inni zrezygnuja.

          Cóż, teraz różnica polega na tym że mieszkanie masz po kilku latach (o ile deweloper jakoś zabuduje dziurę w ziemi którą kupiłeś, bo nie każdy ma takie szczęście) a ty spłacasz przez 30 lat kredyt.

          > > służbę zdrowia wraz z lekami, edukację
          >
          > Raczej nie wiele sie zmienilo w tym zakresie. Nadal masz ten sam system. Do teg
          > o dochodzi wybor uslugodawcow prywatnych, wiec gorzej raczej nie masz.

          Ale lepiej na pewno nie.

          > > zabezpieczenie na przyszłość
          > > i choroby w postaci rent i emerytur
          >
          > Teraz to juz niby nie ma rent i emerytur? Smiem twierdzic, ze nawet emeryci sa
          > najwiekszymi zwyciezcami zmiany systemu. Zarabiali po 10 $ miesiecznie, a obecn
          > ie dostaja emerytury po kilkaset dolarow.

          O, i jeszcze ten absurdalny sposób pokazywania "ubóstwa". Jak ja to dobrze znam... Przeliczamy dochód na dolary, tylko "zapominamy" przeliczyć koszty życia i przymierzamy do kosztów dolarowych w zupełnie innym kraju.

          > > dostęp do kultury i rozrywki a nawet wczasy
          >
          > Teraz juz nie masz dostepu do kultury i rozrywki? Ja tam pamietam, ze urzad na

          Ależ masz doskonały. M jak miłość, Klan, Złotopolscy...

          > ulicy Mysiej bardzo ograniczal dostep do kultury i rozrywki. Chyba, ze Twoje za
          > interesowania koncentrowaly sie na festiwalu piosenki zolnierskiej w Kolobrzegu

          Bardzo? Bzdura. Pojedyńcze przypadki niedopuszczonych ksiązek czy filmów to nie jest "ograniczanie dostępu". Zwłaszcza że większość z tego co potem wyszło z krzykliwymi reklamami "bez cenzury" to był zwykły badziew.

          > > sy. A to wszystko albo za darmo, albo za symboliczną kwotę. I jeszcze daw
          > ało gw
          > > arancję stabilizacji i pewność zatrudnienia po dowolnej szkole i dowolnyc
          > h stud
          > > iach.
          >
          > W takiej pracy to juz pozniej bylo roznie. Raczej nikt sie nie angazowal. Stach
          > anowcy byli tylko po wojnie. Zalatwienie kazdej rzeczy bylo kosmicznym probleme
          > m. Fabryki staly calymi dniami, bo brakowalo dostawy surowcow i nic sie nie dzi
          > alo. Poza tym nie zapomnij o szklanym suficie - powyzej pewnego poziomu trzeba
          > bylo nalezec do partii-przyjaciela Kraju Rad, ktory w swojej dobroci umiescil s
          > woje garnizony, aby kontrolowac terytorium PRL.

          Powyżej pewnego poziomu zawsze trzeba należeć do odpowiednich znajomych Rycha. Nic się specjalnie w tek mierze nie zmieniło.

          > Ja wiem, ze to off-topic, ale prosze, aby skonczyc z falszywa legenda PRL!!!
          >


          No to skończ i nie powtarzaj tych pisowskich bujd o kraju wiecznej katastrofy (którą do tej pory się jeszcze prywatyzuje).

          • mali_kali Re: Koniec studenckich małżeństw 02.09.11, 17:53
            > Nie ma to jak ekstrapolować sobie problemy ze stosunkowo krótkiego okresu straj
            > ków, generalnej rozpierduchy w kraju i na dokładkę humanitarnych sankcji ekonom
            > icznych na całe kilkadziesiąt lat.

            Nie ma co ekstrapolowac przelomu lat 60/70, gdy sie zylo za kredyty, na cale kilkadziesiat lat. Powazne problemy byly i na poczatku PRL i na jego koncu. Dobrze sie zylo, tylko gdy przyjechaly kredyty i licencje z Zachodu. 10 lat po tym jak skonczyly sie kredyty, to PRL zbankrutowal. Dlatego wlasnie byly strajki i rozpierducha.

            > icznych na całe kilkadziesiąt lat. Otóż nie, dzieciaczku wychowany na pogadanka
            > ch ZHR. Poza częścią lat '80 i mięso i czekoladę kupowało się normalnie.

            Zylem osobiscie w latach '80, wiec nie sadze, ze bys mogla mnie nazywac dzieciaczkiem. Ja moge Ciebie nazwac frustratka. To, ze bylas piekna i mloda w tamtych latach, to nie znaczy, ze wszystko bylo OK. Teraz jestes stara i zgorzkniala, to dobrze wspominasz tamte lata.

            Aha, bylem w ZHP!

            > Tak, tak. I na tlen były kartki, a partyjni dostawali do oddychania ozon, które
            > go skąpiono społeczeństwu. W skrócie - łżesz waść. Było w czym prać.

            Moja mam wychowywala mlodsze rodzenstwo. Bardzo sie cieszyla, gdy od sasiadki odkupila proszek "Cypisek". Ciezko bylo go dostac. Pamietasz co mozna bylo kupic w Peweksie? Miedzy innymi proszki do prania. I kto tu klamie....

            > O, i jeszcze ten absurdalny sposób pokazywania "ubóstwa". Jak ja to dobrze znam
            > ... Przeliczamy dochód na dolary, tylko "zapominamy" przeliczyć koszty życia i
            > przymierzamy do kosztów dolarowych w zupełnie innym kraju.

            Alez skad! PRL tez byl dolarowym krajem. Dobre zakupy robiles w Peweksie. Gdzie indziej to "zalatwiales" przedmioty pierwszej potrzeby. I to niby ja klamie...

            > Bardzo? Bzdura. Pojedyńcze przypadki niedopuszczonych ksiązek czy filmów to nie
            > jest "ograniczanie dostępu".

            Teraz nie ma zadnych ograniczen. Wtedy byly. To proste. Nie gloryfikuj PRL za dostep do kultury, bo jak sama przyznajesz byl on mniejszy.

            > Powyżej pewnego poziomu zawsze trzeba należeć do odpowiednich znajomych Rycha.
            > Nic się specjalnie w tek mierze nie zmieniło.

            W tak zwanym prywatnym sektorze, to raczej sie zmienilo i nie trzeba znajomosci. Chyba, ze ten "prywatny" sektor wykonuje zlecenia dla administracji - o, wtedy trzeba znac Rycha. W zwyklej firmie nie trzeba sie kumplowac z Ryskami.

            > No to skończ i nie powtarzaj tych pisowskich bujd o kraju wiecznej katastrofy (
            > którą do tej pory się jeszcze prywatyzuje).

            Nie popieram PiS, ani PO. Nie maja monopolu. Katastrofa byla, bo widzialem ja wlasnymi oczami. Katastrofa byla, bo PRL po prostu zbankrutowal. Jakby byl taki swietny, to by splacal swoje zobowiazania na czas.
            • berta-death Re: Koniec studenckich małżeństw 03.09.11, 11:42
              > Nie ma co ekstrapolowac przelomu lat 60/70, gdy sie zylo za kredyty, na cale ki
              > lkadziesiat lat. Powazne problemy byly i na poczatku PRL i na jego koncu. Dobrz
              > e sie zylo, tylko gdy przyjechaly kredyty i licencje z Zachodu. 10 lat po tym j
              > ak skonczyly sie kredyty, to PRL zbankrutowal. Dlatego wlasnie byly strajki i r
              > ozpierducha.

              Początki PRL to lata 40 i 50, czyli tuż po wojnie. Wtedy cała Europa ledwo zipała, bo była zrujnowana gospodarczo. Nie mówiąc o tym, że w krajach bloku wschodniego to i przed wojną nie było różowo, więc dodatkowo te kraje miały gorszą sytuację. I nie otrzymały żadnej pomocy zza oceanu, tylko były zdane same na siebie. Ale mimo to udało się odbudować zniszczenia, zelektryfikować kraj, powszechną edukację wprowadzić, łącznie z bezpłatnymi studiami, każdy obywatel miał emeryturę i rentę, każdy miał darmową opiekę zdrowotną. Każdy też miał dach nad głową. A, że w większych miastach nie we własnych mieszkaniach tylko w komunałkach, to był efekt tego, że odbudowa państwa przy ograniczonym budżecie wymagała zrobienia jakiś priorytetów. Były ważniejsze rzeczy, niż własne mieszkanie dla każdego. Mieszkania budowano później. Do większych miast ludzie walili drzwiami i oknami i nie było możliwości, żeby w ciągu kilku lat wybudować dla nich wszystkich mieszkania. Jakby siedzieli w swoich rodzinnych wioskach i miasteczkach to nie byłoby problemu. Ale oni wyjeżdżali, na studia albo do lepszej pracy, bo w miastach rozwijał się przemysł i infrastruktura, więc masowo powstawały tam nowe miejsca pracy.

              A lata 60 i 70 to okres dobrobytu. Owszem, bez luksusów, ale w porównaniu do tego jak się żyło wcześniej to sielanka to była. Zwłaszcza dla osób mało operatywnych, bo cwaniaki zawsze sobie świetnie radziły. Co do mieszkań to powstawały spółdzielnie i za symboliczną opłatą dostawało się mieszkanie. A, że trzeba było czekać niekiedy kilka lat, to też był efekt tego, że chciano to załatwić jak najmniejszym kosztem. Ci, co mieli pieniądze kupowali sobie własnościowe mieszkania za gotówkę i od ręki, nie było zakazu. Oprócz tego były akademiki dla studentów i hotele robotnicze dla pracowników. Nikt pod mostem nie mieszkał. W sklepach było wszystko. A jak czegoś nie było w sklepie to na bazarze albo butiku było na pewno. Te wszystkie pożyczki szły na rozbudowę państwa, czyli m.in. na drogi, którymi do dzisiaj się jeździ, bo nowszych, póki co, nie ma.

              Lata 80 to celowe rozpieprzanie gospodarki a nie krach spowodowany nieudolnym zarządzaniem. W sklepach było pusto, bo wszystko co się hodowało i produkowało było wyrzucane i palone. W związku z tym nie ma co wspomnień z tego okresu rozszerzać na cały PRL.
              • mali_kali Re: Koniec studenckich małżeństw 05.09.11, 13:57
                > Lata 80 to celowe rozpieprzanie gospodarki a nie krach spowodowany nieudolnym z
                > arządzaniem. W sklepach było pusto, bo wszystko co się hodowało i produkowało b
                > yło wyrzucane i palone. W związku z tym nie ma co wspomnień z tego okresu rozsz
                > erzać na cały PRL.

                Jakie celowe rozpieprzanie gospodarki? Przyszly strajki, bo byly podwyzki cen. To byl przeciez glowny powod prawie kazdego strajku. Dlaczego wladza podnosila ceny? Bo nie miala pieniedzy. Kraj zawiesil splacanie dlugow, czyli zbankrutowal. Nikt nie musial rozpieprzac tej gospodarki. Sama sie rozpieprzyla, bo to bylo wlasnie centralne planowanie. Nie istnieje cos takiego jak "udolne" centralne zarzadzanie. Nie bylo w tym zadnej celowosci.

                Strajkow by nie bylo, gdyby nie podwyzki cen.

                Skupiasz sie na przelomie 60/70 i to chcesz przeniesc na caly okres PRL. Tymczasem lata 40/50 tez szly kiepsko. Gorzej niz w Europie Zachodniej. Znacznie gorzej. Aby ratowac sytuacje Gierek wzial te kredyty zagraniczne i zrobilo sie super. Pozniej trzeba bylo wrocic do szarej rzeczywistosci i na dodatek zaczac je splacac. Wlasnie dlatego wladza potrzebowala pieniedzy i podnosila ceny.

                Gdyby Gierek nie wzial wtedy tamtych kredytow, to nie mielibyscie nawet czego wspominac, wszyscy wielbiciele PRL. Ale takze gdyby on ich nie wzial, to PRL by nie zbankrutowal, lecz zyl powolna stagnacja.
              • porazostatni Re: Koniec studenckich małżeństw 06.09.11, 14:39
                berta-death napisała:

                >I nie otrzymały żadnej pomocy zza oceanu, tylko były zdane same na sieb
                > ie.
                Bo odmówiły uczestniczenia w Planie Marhalla.

                >Co do mieszkań to powstawały s> półdzielnie i za symboliczną opłatą dostawało się mieszkanie. A, że trzeba było czekać niekiedy kilka lat, to też był efekt tego, że chciano to załatwić jak najmniejszym kosztem.
                Nie kilka, a 10-20 lat. Ludzie latami mieszkali z rodziną.

                >Ci, co mieli pieniądze kupowali sobie własnościowe mieszka
                > nia za gotówkę i od ręki, nie było zakazu.
                Za tantiemy, a nie każdy miał bogatą ciotkę z Ameryki.

                >Oprócz tego były akademiki dla studentów i hotele robotnicze dla pracowników.
                Gdzie nie zawsze było miejsce i sypiali na waleta.

                >Nikt pod mostem nie mieszkał.
                Nie tylko mieszkali małych klitkach. W starych kamienicach, gdzie rodziny miały po pokoju, wspólną kuchnię i łazienkę.

                >Te wszystkie pożyczki szły na rozbudowę państwa, czyli m.in. na dr
                > ogi, którymi do dzisiaj się jeździ, bo nowszych, póki co, nie ma.
                Pożyczki to szły na towary w sklepach. Do tej pory ich nie spłaciliśmy.

                > Lata 80 to celowe rozpieprzanie gospodarki a nie krach spowodowany nieudolnym z
                > arządzaniem.
                Jakie "celowe" system był nieudolny to runął.
                • babunia_wygodka Re: Koniec studenckich małżeństw 14.09.11, 11:09
                  porazostatni napisała:

                  > berta-death napisała:
                  >
                  > >I nie otrzymały żadnej pomocy zza oceanu, tylko były zdane same na sieb
                  > > ie.
                  > Bo odmówiły uczestniczenia w Planie Marhalla.

                  Plan Marshalla miał wymagania polityczne. Włochy dostały coś z planu Marshalla dopiero jak miały "prawomyślną" władzę.

                  > >Co do mieszkań to powstawały s> półdzielnie i za symboliczną opłatą do
                  > stawało się mieszkanie. A, że trzeba było czekać niekiedy kilka lat, to też był
                  > efekt tego, że chciano to załatwić jak najmniejszym kosztem.
                  > Nie kilka, a 10-20 lat. Ludzie latami mieszkali z rodziną.

                  Teraz czeka się 30 lat na spłacenie kredytu. Też nie jest za różowo.

                  > >Ci, co mieli pieniądze kupowali sobie własnościowe mieszka
                  > > nia za gotówkę i od ręki, nie było zakazu.
                  > Za tantiemy, a nie każdy miał bogatą ciotkę z Ameryki.

                  Teraz też nie każdy ma.

                  > >Oprócz tego były akademiki dla studentów i hotele robotnicze dla pracownik
                  > ów.
                  > Gdzie nie zawsze było miejsce i sypiali na waleta.

                  Czyli jak strudenci. Do tej pory tak robią.

                  > >Nikt pod mostem nie mieszkał.
                  > Nie tylko mieszkali małych klitkach. W starych kamienicach, gdzie rodziny miały
                  > po pokoju, wspólną kuchnię i łazienkę.

                  Ja wolę jednak małą klitkę i wspólną łazienkę niż most i podcieranie się liściem.

                  > >Te wszystkie pożyczki szły na rozbudowę państwa, czyli m.in. na dr
                  > > ogi, którymi do dzisiaj się jeździ, bo nowszych, póki co, nie ma.
                  > Pożyczki to szły na towary w sklepach. Do tej pory ich nie spłaciliśmy.

                  Te pożyczki to mamy spłacone już dawno. Za to wielokrotnie większe zadłużenie powstałe po 1989 roku - jeszcze nie.

                  > > Lata 80 to celowe rozpieprzanie gospodarki a nie krach spowodowany nieudo
                  > lnym z
                  > > arządzaniem.
                  > Jakie "celowe" system był nieudolny to runął.

                  Tak, tak. A nieustanne strajki w latach 80 nie miały zupełnie nic wspólnego ze spadkiem produkcji.
                  (Ten sam system w Chinach ma się całkiem nieźle)
            • babunia_wygodka Re: Koniec studenckich małżeństw 14.09.11, 11:18
              mali_kali napisał:

              > Nie ma co ekstrapolowac przelomu lat 60/70, gdy sie zylo za kredyty, na cale ki
              > lkadziesiat lat. Powazne problemy byly i na poczatku PRL i na jego koncu. Dobrz

              A w środku, kiedy było już długo po wojnie a jeszcze nie było skoordynowanej akcji sabotowania gospodarki - żyło się normalnie.
              (Tak, mój mały, to nie były żadne spontaniczne "wybuchy niezadowolenia", tylko regularnie finansowany sabotaż państwa, przecież tego się nikt nie wypiera, tylko oficjalna wykładnia jest taka że była to "bratani pomoc" krajów demokratycznych)

              > Moja mam wychowywala mlodsze rodzenstwo. Bardzo sie cieszyla, gdy od sasiadki o
              > dkupila proszek "Cypisek". Ciezko bylo go dostac. Pamietasz co mozna bylo kupic
              > w Peweksie? Miedzy innymi proszki do prania. I kto tu klamie....

              W Peweksie to się kupowało klocki Lego i komputery, bo rzeczywiście tego nie było w zwykłych sklepach. Proszki do prania kupowało się normalnie, w samie.

              > > O, i jeszcze ten absurdalny sposób pokazywania "ubóstwa". Jak ja to dobrz
              > e znam
              > > ... Przeliczamy dochód na dolary, tylko "zapominamy" przeliczyć koszty ży
              > cia i
              > > przymierzamy do kosztów dolarowych w zupełnie innym kraju.
              >
              > Alez skad! PRL tez byl dolarowym krajem. Dobre zakupy robiles w Peweksie. Gdzie
              > indziej to "zalatwiales" przedmioty pierwszej potrzeby. I to niby ja klamie...

              Tak, ty kłamiesz. Peweks był najzupełniej zbędny do normalnego życia i nikt tam nie robił zakupów codziennych, takich jak proszki czy jedzenie.

              > > Bardzo? Bzdura. Pojedyńcze przypadki niedopuszczonych ksiązek czy filmów
              > to nie
              > > jest "ograniczanie dostępu".
              >
              > Teraz nie ma zadnych ograniczen. Wtedy byly. To proste. Nie gloryfikuj PRL za d
              > ostep do kultury, bo jak sama przyznajesz byl on mniejszy.

              Nie przyznaję tego. Dostęp do kultury był w PRL lepszy bo władzy się wydawało że trzeba go ludziom zapewnić. O artystów się wtedy dbało. Teraz - artysta jest od tego żęby zdobyć sponsora a sztuka jest od tego żeby na niej zarobić. Taki paradygmat.


              > > Powyżej pewnego poziomu zawsze trzeba należeć do odpowiednich znajomych R
              > ycha.
              > > Nic się specjalnie w tek mierze nie zmieniło.
              >
              > W tak zwanym prywatnym sektorze, to raczej sie zmienilo i nie trzeba znajomosci

              Powyżej pewnego poziomu jak najbardziej trzeba nadal. To tylko drobni korwiniści-mikkiści wierzą że prawdziwy kapitalista robi interesy patrząc tylko na długofalowy rachunek ekonomiczny.

              > . Chyba, ze ten "prywatny" sektor wykonuje zlecenia dla administracji - o, wted
              > y trzeba znac Rycha. W zwyklej firmie nie trzeba sie kumplowac z Ryskami.

              Trzeba, trzeba. Inaczej wylądujesz jako rep w Bieszczadach, a kumpel Rycha będzie miał rejon w WArszawie.

              • mali_kali Re: Koniec studenckich małżeństw 15.09.11, 12:13
                > A w środku, kiedy było już długo po wojnie a jeszcze nie było skoordynowanej ak
                > cji sabotowania gospodarki - żyło się normalnie.

                W srodku zylo sie na kredyt. Chyba nie zaprzeczysz, ze wlasnie wtedy masowo brano kredyty z zagranicy?

                > W Peweksie to się kupowało klocki Lego i komputery, bo rzeczywiście tego nie by
                > ło w zwykłych sklepach. Proszki do prania kupowało się normalnie, w samie.

                W zwyklych sklepach nie bylo tez jeansow. Nie bylo butow. Nie bylo batonikow Mars. Nie bylo bananow. Ja to jeszcze pamietam. Jak jeansy to tylko z Pewexu. Albo z darow, z kosciola. W zwyklym sklepie przy odrobinie szczescia dostawales spodnie jeanso-podobne marki Odra. Sprobowalbys w tym chodzic... Wiem, bo bylem zmuszony i takie nosic.

                > Tak, ty kłamiesz. Peweks był najzupełniej zbędny do normalnego życia i nikt tam
                > nie robił zakupów codziennych, takich jak proszki czy jedzenie.

                Babunia moze nie robila. Inni robili. Przy czym chodzilo oczywiscie o markowe jedzenie, uwazane za jedzenie wysokiej jakosci. Bulek nikt w Peweksie nie kupowal, bo marki nie mialy.

                > Nie przyznaję tego. Dostęp do kultury był w PRL lepszy bo władzy się wydawało ż
                > e trzeba go ludziom zapewnić.

                Festiwal Piosenki Zolnierskiej w Kolobrzegu. LOL! Pamietam transmisje w telewizji... smiechu bylo co niemiara.

                > Powyżej pewnego poziomu jak najbardziej trzeba nadal. To tylko drobni korwiniśc
                > i-mikkiści wierzą że prawdziwy kapitalista robi interesy patrząc tylko na długo
                > falowy rachunek ekonomiczny.

                Jakies masz dziwne doswiadczenia. Pewnie nie masz zbyt duzych kwalifikacji. Kazda prace jako dostalem, to otrzymalem z ogloszenia. W kazdej pracy awansowalem. Tak samo wszystkie osoby, ktore znam. Nie bylo zadnego "polecania".

                > Trzeba, trzeba. Inaczej wylądujesz jako rep w Bieszczadach, a kumpel Rycha będz
                > ie miał rejon w WArszawie.

                Trzeba miec dobre relacje z szefem. Wszystko co trzeba. Chcialbym zobaczyc szefa, ktory obcina swoj bonus sprzedazowy i wysyla sprzedawce z kontaktami w W-wie do Rzeszowa. LOL! Jakis bohater normalnie, tak sie dla przyjazni poswieca, ze jego dzieci nie beda mialy co jesc. Hihihi.
    • calineczka_777 Re: Koniec studenckich małżeństw 11.08.11, 18:19
      Jestem wlasnie dorosla juz corka z takiego wlasnie studenckiego malzenstwa i niestety musze przyznac rozmowczyni racje. Malzenstwo moich rodzicow jest totalnie niedopasowane, z konfliktami; wieczna niestabilizacja, zaleznosci finansowe od rodziny, zycie "na dorobku". Zale mamy i taty, ze "jednak trzeba bylo sobie kupic pieska" niz miec tak wczesnie dzieci (!). Mimo, ze moi rodzice bardzo wczesnie, bo jako studenci, zostali rodzicami to jednak nie pamietam, zeby byli "mlodziezowi" czy tolerancyjni. Moja kolezanka ze szkoly zostala urodzona przez kobiete wowczas 42-letnia i z nia mogla porozmawiac jak z kolezanka o roznych problemach i to mimo, ze pomiedzy nia a mama jest 42 lata roznicy!. Ja z moimi nie moglam, choc pomiedzy nami jest tylko 20 lat roznicy. :-( Moi rodzice co prawda nie sa po rozwodzie (choc sa stale klotnie, obrazania sie, ciche dni, oskarzenia ojca przez matke o zdrady itp.) ale wiem, ze wszystkie kolezanki mamy, ktore wyszly za maz na studiach juz sa rozwodkami :-( Pewnie kiedy wchodzili w zwiazek malzenski to sie kochali, ale mysle, ze mimo tych 20 lat i statusu studenta nie byli jednak przygotowani do malzenstwa, dzieci itp.
      • gryzikiszka Re: Koniec studenckich małżeństw 12.08.11, 10:55
        Zastanawiają mnie ludzie, którzy uważają, że studia to świetny moment na dziecko. Najczęstszy argument: praca zajmuje czas tak samo jak studia (albo bardziej), więc co za różnica? Ano taka, że za chodzenie na zajęcia nie dostajemy pieniędzy, a za chodzenie do pracy - owszem. Jeżeli założyć, że oboje rodzice studiują, to jak mają to pogodzić z wychowaniem dziecka i jeszcze z pracą zarobkową? A utrzymanie się w największych miastach naprawdę sporo kosztuje i do tego trzeba jeszcze brać po uwagę, że student (zwłaszcza pierwszych lat) nie jest najlepiej wykwalifikowanym pracownikiem, więc na kokosy liczyć nie może.
        • fomica Re: Koniec studenckich małżeństw 15.08.11, 22:44
          Studia sa dobrym momentem na dzieci (biologicznie, fizjologicznie - no, nie oszukujmy się 20-tu lat już nigdy nie będziemy mieć), pod warunkiem że: masz kogos ko da ci silne wsparcie finansowe i kogos kto odciąży cię organizacyjnie. Tym kimś są oczywiście zwykle rodzice, może byc współmałżonek - starszy, stateczny i z pracą, ale to rzadkość. Wszystkie znane mi osoby, które urodziły dzieci na studiach (a jest tez przypadek jeszcze z liceum) i szczyca sie jak dobrze sobie radzą, bo dzieci odchowane, w indeksie same piątki, dobra praca znaleziona - tak naprawde rozwiązały problem przez podrzucenie dzieci pod opieke dziadkom.
          Kurczę, chciałabym w sumie urodzić dzieci, oddać na wychowanie, zrealizowac co tam sobie zamarzyłam i odebrac odchowane potomstwo po kilku latach :) A potem pekac z dumy jak świetnie sobie poradziłam.
          • mondego1 Re: Koniec studenckich małżeństw 17.08.11, 12:49
            Podpisuje sie pod Twoim postem.Studentka-surogatka urodzila a dziadkowie wychowali i jeszcze ladowali kase w ta cala bande.
            • mali_kali Re: Koniec studenckich małżeństw 01.09.11, 11:21
              Alternatywa to powrot do znienawidzonego schematu. Facet chodzi do pracy i zarabia, a kobieta rodzi i wychowuje. Do tego przeciez sie sprowadzaja wasze propozycje odnosnie starszego mezczyzny zapewniajacego bezpieczenstwo.

              Jeszcze inna alternatywa, ale wedlug mnie o wiele bardziej przerazajaca. Matka-surogatka urodzila a instytucje (zlobki, przedszkola i inne urzedy) wychowaly i jeszcze ladowaly kase w ta cala bande. Mnie to przeraza, ale wydaje mi sie, ze do tego sprowadzaja sie propozycje feministyczne.
              • berta-death Re: Koniec studenckich małżeństw 03.09.11, 12:22
                > Jeszcze inna alternatywa, ale wedlug mnie o wiele bardziej przerazajaca. Matka-
                > surogatka urodzila a instytucje (zlobki, przedszkola i inne urzedy) wychowaly i
                > jeszcze ladowaly kase w ta cala bande. Mnie to przeraza, ale wydaje mi sie, ze
                > do tego sprowadzaja sie propozycje feministyczne.

                Dzięki jak najwcześniejszemu odseparowaniu dzieci od rodziców, to kraje skandynawskie mają najlepiej wykształconych obywateli i najniższą przestępczość. Z tym, że oni mają prawdziwe szkoły i przedszkola, które są instytucjami edukacyjnymi a nie przechowalniami dla dzieci. Licząc na to, że rodzina spełni swoje funkcje wychowawczo edukacyjne, można się przeliczyć. Być może 10% obywateli będzie perfekcyjnie wykształcone ale cała reszta będzie mieć problem z czytaniem i pisaniem.
                Problem jest z finansowaniem tego przedsięwzięcia, bo wymaga to dużych nakładów finansowych, zwłaszcza wyszkolenie i opłacenie kadry pedagogicznej.
                • mali_kali Re: Koniec studenckich małżeństw 05.09.11, 13:59
                  > Dzięki jak najwcześniejszemu odseparowaniu dzieci od rodziców,

                  Czyli koniec rodziny.

                  Witaj instytucjo. Cale dziecinswto w jakiejs instytucji to obiekt wielu dystopii. Warto poczytac.
                • zoria_polunocznaja Re: Koniec studenckich małżeństw 03.08.12, 11:59
                  > Dzięki jak najwcześniejszemu odseparowaniu dzieci od rodziców, to kraje skandyn
                  > awskie mają najlepiej wykształconych obywateli i najniższą przestępczość. Z tym
                  > , że oni mają prawdziwe szkoły i przedszkola, które są instytucjami edukacyjnym
                  > i a nie przechowalniami dla dzieci.

                  Polecam książkę "Higieniści" Macieja Zaremby, o tę:
                  www.salonkulturalny.pl/%E2%80%9Ehigienisci%E2%80%9D-%E2%80%93-nowa-ksiazka-macieja-zaremby/
                  jestem zafascynowana kulturą Skandynawów i Finów, byłam w Finlandii przez semestr na studiach, było cudownie.

                  Po lekturze tej książki na obrazku pojawiły się rysy, dość przerażające niestety. Myślę, że odseparowanie dziecka od rodziny, jak to się w Skandynawii dzieje, ma bardzo wysoką cenę, którą dopiero zaczynają tak naprawdę płacić.

                  PS a tak w temacie: jestem humanistką, która nie miała głowy do cyferek aż do studiów. Obecnie matematyka to moje hobby (oczywiście nie na profesjonalnym poziomie!). Choć studia miałam lekkie, nie obijałam się i kułam kułam kułam. Doktoratu nie zrobiłam, bo...urodziłam dziecko na ostatnim roku i wyszłam za mąż :) Braku doktoratu nie żałuję (pracowałam na uczelni wyższej i wiem, jak trudno jest znaleźć pracę z doktoratem zwłaszcza humanistycznym!), małżeństwo mam udane, dwoje dzieci, jestem młoda i z optymizmem patrzę na swoje życie.

                  Wiadomo, że wszystko może się zmienić w okamgnieniu, ale nie ma co ograniczać się do stwierdzenia "lepiej mieć dzieci po 30." Dla jednych lepiej, a dla drugich nie.

                  A tym, co twierdzą, że chcieliby sobie urodzić na studiach, wychować lajtowo dzieci (bo dziadkowie wychowują), zdać studia ze wsparciem finansowym partnera/rodziców i powiedzieć jak to sobie świetnie poradzili, odpowiem...no i proszę! Przecież to właśnie jest "poradzenie sobie"! Delegacja zadań. Czy lepiej by było, gdyby hipotetyczna matka na studiach zaszła, urodziła, studiowała, pracowała - wszystko sama? Wtedy byłoby lepiej? Nie, to klasyczna polska martyrologia i męczennictwo. Bzdury!! Żyjemy w rodzinie i społeczeństwie, a nie w oceanie osobnych jednostek.
              • fomica Re: Koniec studenckich małżeństw 19.09.11, 11:00
                > Alternatywa to powrot do znienawidzonego schematu. Facet chodzi do pracy i zara
                > bia, a kobieta rodzi i wychowuje.

                Nie wiem przez kogo ten schemat jest znienawidzony, na pewno nie przeze mnie. Dla mnie rodzina zlożona z dzieci i rodziców jest całością, która żeby dobrze funkcjonować musi podzielić zadania i współpracować, nie ma tam miejsca na różnicowanie na obowiązki "lepsze" i "gorsze". Wychowanie dzieci wymaga co najmniej dwóch kluczowych zasobów - czasu i uwagi oraz środków finansowych. To w jaki sposób rodzice podzielą między sobą zapewnienie tych środków to ich sprawa.
                Jeżeli przyjmujemy, że w wychowaniu dzieci możliwe sa tylko te trzy rozwiązania (opieka dziadków, instytucji lub osobiście jednego z rodziców) to ten model z dziadkami najmniej mi sie podoba. Zwłaszcza w sytuacji, gdy dziecko rodzi się bardzo wcześnie, rodzice w pelni sil zawodowych i innych, a tu nagle spada im na głowe odpowiedzialność - często zarówno opieka jak i utrzymanie - za nie swoje dziecko. Założenie rodziny to konsekwencja niezależności, odrębności finansowej, dojrzałości społecznej młodych ludzi. Jeżeli tego brakuje to w takim układzie jest za wcześnie na dziecko. Rodzice mogą pomóc od czasu do czasu, ale angażowanie ich do stałej, kilkuletniej, nieodpłatnej opieki, do łożenia na utrzymanie młodej rodziny, przerzucanie na nich odpowiedzialności jest niemoralne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka