ancila
26.06.06, 12:20
Zastanawiające, że kobieta-matka, by mogła stać się godną bycia bohaterką
sztuki musi być matką syna. Urodzenie syna nobilituje jej niepełne,
bo "tylko" kobiece człowieczeństwo? W rozmowie z Ewą Wójciak i w
przedstawieniu są prawie wyłącznie matki synów - z Polski, Rosji, Czeczeni,
Argentyny, Iraku, Palestyny i Izraela. Czy one nie mają córek? Czy one też
tragicznie nie giną? Nie cierpią? Parafrazując wypowiedź pani Wójciak, można
powiedzieć, że Poznański Czerwiec był też osobistym dramatem kobiet, które
straciły tam córki - o tym rzadko się myśli i mówi. Córki pojawiają się
marginalnie - jest córka Ewy Wójciak i czeczeńskie samobójczynie z Dubrowki.
No, i oczywiście te wszystkie kobiety są córkami swoich matek, ale o nich też
się nie mówi.