alpepe
25.06.07, 14:44
"Np. nie są uwrażliwieni na antysemityzm. Yair, z którym się związałam, nie
wie w ogóle, o czym jest rozmowa. Pokazałam mu w Polsce, w sklepie antysemicką
figurkę, pobożny Żyd z monetką, niby na szczęście. On na to patrzy i nic, jego
to nie obraża, śmieje się, że to po prostu kolejny idiotyzm.
We lwowskim getcie rodzice nie wymawiali przy Pani słowa 'Żyd', żeby Pani na
nie nie reagowała. Kiedy mówili o Żydach, nazywali ich Dobrzykami.
Ale jak tylko słyszę 'Żyd', jak słyszę samo 'ż', to we mnie automatycznie
jakaś struna zostaje poruszona. Jestem tak uwrażliwiona na antysemityzm, że
nawet wątpliwy komplement, który od czasu do czasu słyszę, że 'Żydówki były
zawsze takie piękne', uważam za paskudny. Po prostu skręca mnie, jak to słyszę.
To nie znaczy, że ja się boję, absolutnie nie, ja jestem desperatką. Zostanę
Żydówką, póki żyje ostatni antysemita.
Myślę, że antysemityzm jest chorobą ducha."
A dopatrywanie się antysemityzmu w podziwie dla urody kobiet żydowskich, to
czym, przepraszam jest?
Nie aby manią prześladowczą. To chyba się leczy.