Dodaj do ulubionych

Fahrenheit 9/11 Michaela Moore'a

IP: *.lbo.de.add / 62.138.243.* 19.05.04, 13:35
"W Cannes pokazali Fahrenheit 9/11 Michaela Moore'a
Na festiwalu w Cannes sugestywny "Fahrenheit 9/11" Michaela Moore'a. To
film, który może mieć kolosalny wpływ na amerykańską rzeczywistość

Michael Moore w Waszyngtonie podchodzi do jednego z kongresmanów z zatroskaną
miną: "Tak mało członków Kongresu ma synów w Iraku. Właściwie tylko jeden...
Mógłby pan dać przykład i wysłać tam swoje dzieci?" - i podsuwa mu
patriotyczne, wzywające do pójścia na wojnę broszurki. Kongresman, czując, że
jest wrobiony, ucieka. Prezydent George W. Bush, którego Moore wziął na
celownik, nie zdołał uciec. Kiedy za sześć tygodni "Fahrenheit 9/11" wejdzie
na ekrany amerykańskich kin, szanse na powtórny wybór Busha znacznie zmaleją.
Odczułem działanie tego filmu na sobie. Pomyślałem: Papież i ksiądz Musiał
mieli rację - ta wojna nie miała sensu.

Można zrozumieć, dlaczego Moore nie chce, żeby jego film był pokazywany w
telewizji, tylko w kinach. Oglądanie wojny w telewizji wywołuje u odbiorcy
stan przyzwyczajenia. Wszystko, co się wydarza, staje się częścią programu.
Media starają się być obiektywne, ale ten obiektywizm oznacza, że na wiarę
przyjmuje się pewne założenia, nie stawia się pytań zasadniczych, które
wydają się naiwne. Moore jest nieobiektywny - kwestionuje, podważa, wyszydza.
Nie boi się naiwności. Bywa demagogiczny, ale trafia w powszechne odczucia.
Często używa słowa "people". Gruby, nieogolony wygląda na przeciętnego
lewicującego Amerykanina. Ile w tym stylizacji? Podobno w młodości chciał
zostać księdzem. Chciał też, by Mel Gibson produkował jego film, ale ten
dostał anonimowy telefon, że nie będzie miał potem wstępu do Białego Domu.

Inwazja, czyli wyzwolenie

Filmy Moore'a są kreacją. To odpowiedź na spektakl mediów, przybierający
formy orwellowskie. "U Orwella - mówił Moore w Cannes - ludzie zmanipulowani
strachem rezygnują z części swoich wolności, żeby dać się obronić. To właśnie
stało się w Ameryce".

Na filmie amatorskim z wizyty prezydenta George'a W. Busha w szkole na
Florydzie 11 września 2001 obserwujemy z bliska jego twarz w momencie, gdy
doniesiono mu o ataku na Nowy Jork. Bush nie wie, co zrobić - nie ma przy nim
żadnych doradców - więc dalej czyta dzieciom bajki.

Przeraźliwie pusto brzmią w filmie frazesy z przemówień Busha o demokracji i
wolności. Głównym celem dochodzenia Moore'a są kulisy jego kampanii
prezydenckiej oraz częściowo znane już powiązania Busha (poprzez naftowe
interesy rodzinne w Teksasie) z rodziną królewską Arabii Saudyjskiej oraz
rodziną ben Ladena. Przyczyny ataku 11 września Moore pomija - zajmuje się
wyłącznie działaniami administracji Busha. Odnotowuje mało znany fakt, że
przebywająca w USA liczna rodzina ben Ladena tuż po ataku, kiedy wstrzymano
wszelkie loty, jako jedyna dostała pozwolenie na wylot ze Stanów.

Bombardowanie Afganistanu Moore pokazuje w formie westernowej czołówki, jako
działanie pozorne. W tym samym czasie w USA zostaje rozpętana psychoza
strachu. FBI inwigiluje działalność najmniejszych pacyfistycznych
organizacji. Każde miasteczko szykuje się na atak wroga. Na fali powszechnej
mobilizacji następuje inwazja na Irak. Według Moore'a miała ona przyczyny
wyłącznie ekonomiczne. W filmie nie ma w ogóle mowy o Saddamie. Irak dla
Moore'a jest "krajem, który nigdy nie zaatakował Ameryki".

Widzimy ciężarówki wypełnione trupami Irakijczyków, zabitych żołnierzy
amerykańskich, znęcanie się nad jeńcami, terroryzowanie tubylców. I orgię
propagandowych sloganów w telewizji. Britney Spears żująca gumę: "Mam
zaufanie do prezydenta". Szef marketingu wielkiej firmy zaopatrującej
armię: "Nie ma na świecie miejsca bardziej otwartego na biznes niż Irak".
Spiker, który mówi "inwazja" i zaraz poprawia się na "wyzwolenie". Głos
żołnierza w telewizji: "Niesiemy ideały liberalizmu i demokracji". I dla
kontrastu, czytany przez matkę ostatni list jej syna żołnierza kończący się
słowami: "Mam nadzieję, że ten kretyn nie będzie drugi raz wybrany". Moore
rzuca to zdanie Bushowi w twarz, razem z pytaniem: po co ta wojna? I w tym
już nie ma demagogii.

Amerykański Stańczyk

Zapytany w Cannes, jak ocenia stanowisko Hiszpanii po zamachu madryckim,
Moore nie jest w stanie powiedzieć nic konkretnego. Nie można od niego
oczekiwać politycznych komentarzy. To inny temperament. To raczej Stańczyk
Ameryki, który chce wytrącić obywateli z orwellowskiego poczucia, że czarne
jest białe, a wojna jest pokojem. Za naszej pamięci cytaty z Orwella były
używane wyłącznie wobec systemu komunistycznego. Nie jesteśmy przyzwyczajeni
do tego typu demaskacji w stosunku do demokratycznie wybranych polityków. W
satyrze podziemnej w podobnie krwawy sposób rozprawiano się z Breżniewem czy
Honeckerem. Różnica polega na tym, że tamta satyra nie miała bezpośredniego
skutku - ta będzie miała. Choć również jest aktem dużej odwagi.

Twórca "Fahrenheita 9/11" (tytuł oznacza "temperaturę, w której płonie
wolność") uprawia rodzaj kabaretu dokumentalnego. Mówiąc o najpoważniejszych
problemach Ameryki, wywołuje śmiech. Sam Moore ma twarz śmiertelnie poważną -
bohaterem komicznym jest u niego "teksaski nafciarz, który wszedł w rolę
przywódcy świata".


Tadeusz Sobolewski, Cannes "

NO to ciekaw jestem, jak Amerykanie zareaguja na ten film!!!




serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2080504.html
Obserwuj wątek
    • elver.b Re: Fahrenheit 9/11 Michaela Moore'a 19.05.04, 13:43
      Kolejna nuda made by ballest.
      Ja nawet nie dotarlem do konca tego przynudnawego postu.
      Proponuje zrobic liste pt. "kto nie ma sily czytac nudziarstw ballesta".
      Numer jeden: elver.b

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka