olab1
29.09.04, 13:43
Od kilku tygodni przychodzi do mnie do domu bezdomny i prosi o kanapki.
Właściwie już nie prosi, kiedy otwieram drzwi już wiem, o co mu chodzi. Kiedy
był ostatni raz powiedział mi: niech się pani nie gniewa ale ja pani coś dam.
Wyciągnął z reklamówki paczkę kaszy i budyń w torebce. Mówi: widzi pani, ja
mieszkam na dworcu i nie mam tego gdzie ugotować, a ludzie mi to dali. Pytam
go, czy mu to ugotowac, ale nie chciał. Tak sobie myślę, jeśli juz dajemy coś
tym biedakom (oczywiście uczciwym biedakom, a takim jest ten mój bezdomny),
to pomyslmy co im dać aby to było przydatne. Ja wiem, że powinni się cieszyć
czymkollwiek, co dostaną, ale postawcie się w ich sytuacji - dostaje taki
człowiek budyń w proszku i ślina mu na niego cieknie, a nie ma jak go
ugotować. Ja zawsze mam coś dla mojego przygotowane - bułka, konserwa, owoc,
sok w kartoniku. To naprawdę nieduży wydatek, a widząc jego radość już mam
podziękowane. Pamiętajmy, jutro to możemy być my...