IP: *.dip.t-dialin.net 04.05.05, 20:19
1) Nadzwyczajny Kongres RASodbedzie sie 9 maja o 17.00 w Chorzowie, w hotelu
"Batory".
2) 6.05 (piatek) godz. 17.00 Biblioteka Slaska w Katowicach promocja ksiazki
nadciagaja Slazacy
3) Spotkanie ZLNS przeniesiono na pi±tek 20.05 godz. 18.00 Hotel Batory
4) 31.05 (wtorek) godz. 13.20 Sad Okregowy w Katowicach ul. Francuska 70 A,
sala nr 25 rozprawa apelacyjna w sprawie ZLNS
Obserwuj wątek
    • laband Re: nowinki 30.05.05, 14:51
      31 maja - wtorek o godz. 13.20 w S±dzie Okrêgowym w Katowicach ul. Francuska 70a
      sala 25 odbêdzie siê rozprawa apelacyjna w sprawie rejestracji Zwi±zku Ludno¶ci
      Narodowo¶ci ¦l±skiej. Rozprawa jest otwarta.

      Obserwatorem z ramienia Helsiñskiej Fundacji Praw Cz³owieka na pro¶bê ZLNS
      bêdzie radca prawny Marian Czarski
    • annak12 Re: nowinki 30.05.05, 16:13
      Dobrze ,że rozwinąłeś punkt 4 .1,2,3 już nowinki po czasie.:)
      • laband Re: nowinki 30.05.05, 19:19
        wspaniale izes je tako spostrzegawczo!
    • laband Re: nowinki 08.06.05, 12:42
      Były polskie obozy koncentracyjne – uważa lider Ruchu Autonomii Śląska
      Poniedziałek, 6 czerwca 2005r.
      Minister spraw zagraniczych Adam Rotfeld mija się z prawdą, gdy mówi, że nie
      było polskich obozów koncentracyjnych – przekonuje w rozmowie z DZ Andrzej
      Roczniok, lider Ruchu Autonomii Śląska. Obozy pracy w Jaworznie czy w
      Mysłowicach, zakładane po 1945 r., nazywa „koncentracyjnymi” – opatrując je
      mianem, pod którym w powszechnej świadomosci Polaków funkcjonują hitlerowskie
      obozy w Auschwitz-Birkenau, Treblince czy Majdanku.
      To szokujące twierdzenie pojawia się w momencie wygrania przez Polskę światowej
      kampanii medialnej przeciw nazywaniu Auschwitz „polskim obozem koncentracyjnym”.
      Media – nie tylko europejskie, ale i amerykańskie czy kanadyjskie – przepraszały
      nas za takie uproszczenia. Oburzaliśmy się z powodu zakłamywania historii
      („polski obóz” zamiast „niemiecki obóz na terytorium Polski”), ale i – co
      szczególnie ważne w kontekście wypowiedzi Rocznioka – z powodu samego
      dopuszczenia myśli, że mogły istnieć polskie obozy koncentracyjne. Tymczasem
      lider rosnącego w siłę Ruchu Autonomii Śląska krytykuje naszego szefa MSZ,
      dodając jednak: „Gdy (...) Rotfeld mówi, że nie było polskich obozów
      koncentracyjnych zagłady, to przyznajemy mu rację”.
      Czy Jaworzno, Mysłowice, a także niewymienione przez Andrzeja Rocznioka
      Świętochłowice czy Łambinowice były obozami koncentracyjnymi? Według źródeł
      encyklopedycznych hitlerowskie obozy koncentracyjne („tworzone po wydaniu 28
      lutego 1933 r. rozporządzenia wyjątkowego o ochronie narodu i państwa,
      zezwalającego na aresztowanie i osadzenie bez wyroku sądowego na czas
      nieograniczony wszystkich antyfaszystów, jako wrogów państwa i narodu) służyć
      miały „planom wyniszczenia podbitych narodów oraz niemieckiej kolonizacji ziem”
      (Encyklopiedia PWN, 1985 r.). W obozach pracy na terenie Górnego Śląska też
      ginęli ludzie – posiadacze I i II kategorii volkslisty, jako uznani przez
      sowietów za „element wywrotowy, niepewny i podejrzany narodowościowo” (np.
      Świętochłowic nie przeżyło około 2 tys. osób, Mysłowic – 2,3 tys.). W obozach
      był głód i dziesiątkujący więźniów tyfus.
      Czy jednak były to polskie obozy? Zakładała je władza sowiecka, nadzorowała
      ubecja. Jak podaje w swojej pracy „Za mało niemieccy, za mało polscy” dr Adam
      Dziurok z katowickiego IPN-u, nawet komunistyczny wojewoda Aleksander Zawadzki
      (na stanowisku do 1948 r.) widział, że Armia Czerwona, władze sowieckie i UB
      posuwa się za daleko w poszukiwaniu na Śląsku Niemców i „ostrzegał, że
      entuzjazm, z jakim Ślązacy witali wojska radzieckie, ustąpił jawnej wrogości,
      spowodowanej gwałtami, wywózką ludzi i urządzeń”.

      Komentarz DZ
      Z drugiej strony
      Siewiorek
      Kiedyś, będąc w Niemczech, Andrzej Roczniok zobaczył w telewizji Murzyna, który
      bezczelnie powiedział: My, Niemcy. Roczniok się zbulwersował, a Hitler, o którym
      sobie wówczas przypomniał, przewrócił się w grobie na drugi bok. Przecież równie
      dobrze Chińczyk (z którego nawet gorola nie ulepisz) mógłby poczuć się Ślązakiem.
      Naukowe badania Rocznioka nie ograniczają się do problemu czystości
      narodowo-rasowej. Najdzikszym konikiem lidera Ruchu Autonomii Śląska jest
      historia. Otóż z dziejów opisywanych przez Polaków wyziera jego zdaniem biała
      plama zakłamania – „polskie obozy koncentracyjne” w Mysłowicach i Jaworznie. Mój
      profesor wyznał kiedyś w sekrecie, że ilekroć zabiera się do pisania o
      literaturze, dla wyostrzenia umysłu wychyla lampkę koniaku. Widać Roczniok,
      zanim coś powie na temat historii, wypija butelkę wybielacza. Pewnie nie chce
      dać plamy.
      ________________________________________

      Rozmowa z Andrzejem Roczniokiem, liderem Ruchu Autonomii Śląska i Związku
      Ludności Narodowości Śląskiej

      Dziennik Zachodni: Dla kogo tworzycie Związek Ludności Narodowości Śląskiej?
      Andrzej Roczniok: Dla tych wszystkich Ślązaków, którzy mają świadomość narodową
      śląską i dla tej znacznej, grupy Ślązaków, która tego jeszcze nie potrafi
      wyartykułować. Przewiduję, że jeszcze w tym roku dojdzie do rejestracji.
      DZ: Są przecież inne organizacje Związek Górnośląski, czy Ruch Autonomii Śląska,
      które grupują Ślązaków. One nie wystarczą?
      AR: Okazuje się, że nie, co wyszło podczas tworzenia ustawy o mniejszościach
      narodowych i etnicznych, kiedy żadnej z tych organizacji nie poproszono o
      konsultacje np. w sprawie śląskiej godki. Odrzucono śląską mniejszość i język
      bez żadnych wyjaśnień. A tymczasem język śląski różni się od polskiego bardziej
      niż kaszubski, a to Kaszubi zostali uznani za mniejszość. Śląska kultura nie
      mieści się w kanonach kultury polskiej. Także kultura gospodarcza, prawna itp.
      DZ: A co ze Ślązakami, którzy czują się Polakami?
      AR: Mają do tego prawo. Nikt im przecież nie zabrania.
      DZ: Może Polska obawia się, że Ślązacy zechcą oderwać się od macierzy i
      podryfują w kierunku Niemiec?
      AR: We wspólnej Europie? Po co? To kompletna bzdura. My jedynie chcemy, by
      szanowano i uznano naszą odrębność. Jeśli Polska chce budować demokrację musi
      szanować mniejszości. Rozumiem, że Polska jest krajem, który wolność odzyskał
      dopiero w 1989 roku, a to jeszcze za mało czasu i pewne sprawy muszą dojrzeć.
      Cieszy mnie jednak, że dziś nie jesteśmy postrzegani jak oszołomy, ale zaczyna
      się o narodowości śląskiej poważnie rozmawiać.
      DZ: No tak, ale jeszcze niedawno chcieliście iść do wyborów na listach
      mniejszości niemieckiej.
      AR: Ja byłem przeciw. Nie po to przecież walczymy o narodowość śląską, żeby
      wyciągać niemieckie sztandary. W państwie niemieckim też widzimy szereg rzeczy,
      które nam nie odpowiadają.
      DZ: Z ust działaczy Ruchu Autonomii Śląska często można usłyszeć słowa o
      dyskryminowaniu śląskiej mniejszości na Śląsku. Mniejszości?
      AR: Mówmy o narodowości śląskiej, choć trzeba przyznać, że wśród Ślązaków
      istnieje wiele wizji i koncepcji Śląska.
      DZ: W tym powstania państwa śląskiego?
      AR: Były takie plany tuż po I wojnie światowej. W Unii Europejskiej, która jest
      Europą Regionów, byłby to przejaw separatyzmu, który mi nie odpowiada. Żeby nas
      rozumieć trzeba wgłębić się w historię. Przed wojną funkcjonowała Śląska Partia
      Ludowa, licząca 300 tysięcy członków, a Związek Górnoślązaków miał 400 tysięcy
      ludzi. Była to ogromna siła.
      DZ: Póki co narodowość śląską deklaruje tylko 173 tysiące mieszkańców...
      AR: Taki był wynik ostatniego spisu powszechnego. Gdyby można go dziś powtórzyć
      to osiągnęlibyśmy o wiele lepszy rezultat.
      DZ: Jaki jest typowy Ślązak?
      AR: Mówi po śląsku, jak zaczyna pracę, pracuje rzetelnie i kończy ją porządnie.
      DZ: Polacy pana zdaniem nie są porządni, uczciwi, pracowici?
      AR: W każdym narodzie znajdzie się wiele dobrego i złego. Ja mówię o tradycyjnym
      śląskim etosie pracy.
      DZ: Jakie są kryteria przynależności do narodowości śląskiej?
      AR: To właśnie musimy doprecyzować w statucie.
      DZ: Musi mówić po śląsku?
      AR: Nie jest to wymóg konieczny. Ślązacy są wielojęzyczni.
      DZ: Musi mieć śląskie korzenie?
      AR: Nie byłoby źle, ale kiedyś będąc w Niemczech zobaczyłem w telewizji Murzyna,
      który mówi: My Niemcy. Hitler chyba przewrócił się w grobie. Nam chodzi, żeby
      to, co dobre dać innym, a od innych też wziąć co najlepsze. Najważniejsze jest
      poczucie przynależności narodowej.
      DZ: Nie uważa pan, że jest to trochę tworzenie mniejszości na siłę. Większość
      Ślązaków już się zasymilowała.
      AR: O tym, że się jednak nie zasymilowała świadczą niedawne lata 80., gdy z
      Polski, ze Śląska masowo wyjeżdżano na Zachód. Nie chodziło wtedy tylko o
      poprawę sytuacji materialnej, bo uciekało wiele osób dobrze ustawionych.
      Chodziło im o prawo do wolności i śląskości.
      DZ: Mamy XXI wiek! Nikt Ślązaków nie prześladuje!
      AR: To dlaczego wielu z nich nie czuje się tutaj dostatecznie wolnym? Nadal jak
      jakieś dziecko powie w szkole coś po śląsku na lekcji innej niż język polski t
      • laband Re: nowinki 08.06.05, 12:44
        DZ: Czego pan jako Ślązak czuje się w Polsce pozbawiony?
        AR: A chociażby „Wiadomości” chciałbym po śląsku wysłuchać. I wreszcie żeby
        zacząć rzetelnie przedstawiać historię Śląska. Gdy minister spraw zagranicznych
        RP Adam Rotfeld mówi, że nie było polskich obozów koncentracyjnych zagłady to
        przyznajemy mu rację, ale mija się z prawdą, gdy mówi że nie było polskich
        obozów koncentracyjnych. Były po 1945 roku m.in. w Jaworznie, Mysłowicach i
        przebywali w nich Polacy, Ślązacy, Niemcy. Nie upraszczajmy przeszłości.
        Zmierzmy się z nią.
        ________________________________________

        Co o „polskich obozach koncentracyjnych” myślą historycy?
        Zadaliśmy to pytanie dr. Adamowi Dziurokowi, naczelnikowi Oddziałowego Biura
        Edukacji Publicznej w katowickim Instytucie Pamięci Narodowej, autorowi
        publikacji o obozach pracy na Śląsku, oraz dr. Bernardowi Linkowi z Instytutu
        Śląskiego w Opolu.

        dr Adam Dziurok
        Nie używałbym tej nazwy w odniesieniu do obozów na Śląsku, w oficjalnej
        terminologii występowały one jako obozy karne bądź obozy pracy przymusowej.
        Jednak spotkałem się już w literaturze, że obozy na Śląsku nazywano
        koncentracyjnymi. Z tym terminem jest pewien problem. Z jednej strony jestem
        przeciwny używaniu go w odniesieniu do obozów w Mysłowicach czy
        Świętochłowicach. Ale z drugiej strony, jeśli przyjmiemy, że chodziło o
        izolację, koncentrację ludzi – to wydaje się on odpowiedni. Pamiętajmy jednak,
        że słowo „koncentracyjny” jest obecnie naznaczone w Polsce tragedią obozów
        hitlerowskich, niemal zawsze myślimy wtedy np. o Auschwitz-Birkenau. Ale chodzi
        o koncentrację ludzi. W 1954 roku, kiedy siostry zakonne były wysiedlane z ziem
        zachodnich, też trafiały do obozów zwanych koncentracyjnymi. Kto zakładał obozy
        karne?. A każdym przypadku geneza jest trochę odmienna. Część obozów od początku
        była administrowana przez komunistyczne władze polskie. Część natomiast najpierw
        zakładała strona sowiecka (były to po prostu obozy NKWD), a później były one
        przekazywane Polsce albo likwidowane. Trzeba też wiedzieć, że te obozy działały
        często w miejscach po hitlerowskich obozach koncentracyjnych, z przejęciem całej
        infrastruktury, drutów kolczastych, wieżyczek itp.
        dr Bernard Linek
        Byłbym ostrożny w nazywaniu powojennych polskich obozów obozami
        koncentracyjnymi. I to pomimo tego, że taki termin pojawiał się w dokumentach
        niektórych obozów, co było wyraźną kalką niemiecką. Nie używałbym tego terminu
        także pomimo tego, że polskie obozy powstawały niekiedy na miejscu niemieckich
        (vide Świętochłowice), gromadzono tam ludzi na zasadzie odpowiedzialności
        zbiorowej i stały się miejscem mordów setek niewinnych osób i śmierci dziesiątek
        tysięcy. Moje wątpliwości dotyczą nie tyle skali tych zjawisk, co istoty tych
        systemów. Co prawda polityk śląski dostrzega różne typy obozów niemieckich, ale
        w potocznej świadomości polskiej nie ma takiej różnicy i jeśli ktoś mówi o
        obozach koncentracyjnych to zawiera w tej kategorii także obozy zagłady.
        Niewątpliwie nawet te najbardziej tragiczne miejsca; jak wspominane Mysłowice,
        Świętochłowice czy Łambinowice na Śląsku Opolskim, gdzie śmierć zebrała krwawe
        żniwo – funkcjonowały w ten sposób ze względu na sadystyczne skłonności
        komendantów i strażników oraz często celowe bagatelizowanie panujących warunków
        sanitarnych przez nich i władze zwierzchnie, co przy powszechnym głodzie i
        morderczej pracy prowadziło do epidemii i licznych zgonów. Żadne z tych miejsc
        nie było fabryką śmierci, jak to wyglądało w przypadku obozów niemieckich i to
        nie tylko obozów zagłady, ale i często innych miejsc odosobnienia. Przypomnę
        też, że odpowiedzialność za stworzenie i funkcjonowanie tych miejsc ponosi
        państwo niemieckie. To na polecenie władz hitlerowskich podjęto próbę fizycznej
        eksterminacji całych grup ludności, począwszy od Żydów i Romów, przez
        homoseksualistów i inteligencję podbitych narodów Europy. (...)
        Kalendarium autonomii
        11 grudnia 1996 r.
        Grupa inicjatorów z Jerzym Gorzelikiem na czele, działając w imieniu Komitetu
        Założycielskiego Związku Ludności Narodowości Śląskiej, składa wniosek o
        rejestrację ich stowarzyszenia w Sądzie Wojewódzkim w Katowicach.
        27 stycznia 1997 r.
        Ówczesny wojewoda katowicki Eugeniusz Ciszak, przedkłada obszerną argumentację
        przeciwko dopuszczeniu do zarejestrowania stowarzyszenia.
        9 kwietnia 1997 r.
        Wojewoda katowicki składa pismo procesowe do sądu.
        24 czerwca 1997 r.
        Sędzia jednoosobowo na posiedzeniu in camera jako Sąd Wojewódzki w Katowicach
        uwzględnia wniosek skarżących i rejestruje stowarzyszenie o nazwie Związek
        Ludności Narodowości Śląskiej.
        2 lipca 1997 r.
        Wojewoda katowicki składa apelację do Sądu Apelacyjnego w Katowicach wnosząc o
        uchylenie postanowienia pierwszej instancji
        24 września 1997 r.
        Sąd Apelacyjny w Katowicach przeprowadza rozprawę apelacyjną i uchyla
        postanowienie pierwszej instancji i oddala wniosek skarżących o rejestrację ich
        stowarzyszenia.
        3 listopada 1997 r.
        Skarżący składają skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Zarzucają, że Sąd
        Apelacyjny w Katowicach błędnie zinterpretował właściwe przepisy prawa o
        stowarzyszeniach.
        27 listopada 1997 r.
        Wojewoda katowicki składa pismo procesowe w odpowiedzi na kasację skarżących.
        28 listopada 1997 r.
        Prokurator Apelacyjny w Katowicach składa pismo w odpowiedzi na kasację skarżących.
        18 marca 1998 r.
        Skład trzech sędziów zasiadając jako Izba Administracyjna, Pracy i Ubezpieczeń
        Społecznych Sądu Najwyższego oddala kasację skarżących.
        18 czerwca 1998 r.
        Zaskarżenie postanowienia sądów polskich przez założycieli ZLNŚ do Europejskiego
        Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu
        20 grudnia 2001 r.
        Postanowienie sekcji IV Trybunału przyznające, że polskie sądy odmawiając
        rejestracji Związku nie naruszyły prawa.
        20 marca 2002 r.
        Odwołanie od wyroku Trybunału do Wielkiej Izby
        17 luty 2004 r.
        Wielka Izba podtrzymuje postanowienie sekcji IV
        maj 2004
        Złożenie ponownego wniosku o rejestrację Związku w katowickim Sądzie Rejonowym.
        2005 rok
        Sąd rejonowy odmawia rejestracji, a Związek odwołuje się do instancji wyższej
        31 maj 2005 r.
        Sąd Okręgowy w Katowicach kieruje sprawę do ponownego rozpatrzenia przez sąd
        rejonowy.
        Marek Twaróg, Agata Pustułka - Dziennik Zachodni
        katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/484556.html
        Trudna prawda obozowa
        Wtorek, 7 czerwca 2005r.
        Opinie Andrzeja Rocznioka zamieszczone we wczorajszym DZ rozpoczęły gwałtowną
        dyskusję na temat „polskich obozów koncentracyjnych”.
        Żywe dyskusje wywołała nasza wczorajsza publikacja na temat nazywania „polskimi”
        i „koncentracyjnymi” obozów karnych, które powstawały na Śląsku po 1945 roku.
        Część czytelników i ekspertów oburza się na członka Ruchu Autonomii Śląska
        Andrzeja Rocznioka. Roczniok uważa, że minister spraw zagranicznych Adam Rotfeld
        „mija się z prawdą, gdy mówi, że nie było polskich obozów koncentracyjnych”.
        Nasz rozmówca przypomniał istnienie obozów w Jaworznie i Mysłowicach, „w których
        przebywali Polacy, Ślązacy i Niemcy”. Jego przeciwnicy podnoszą na ogół argument
        o tym, że obozy nie były polskie, tylko komunistyczne, że były zorganizowane
        przez władze Polsce narzucone. Ale pojawiły się też opinie skłonne przyznać
        rację Andrzejowi Roczniokowi, które sprowadzają się do apelu o zmierzenie się z
        naszą historią i odkrycie wszystkich białych plam. Odezwał się do nas także Ruch
        Autonomii Śląska, który zwrócił uwagę, że Andrzej Roczniok nie zasiada w żadnym
        z jego organów statutowych, a jest tylko członkiem organizacji (i byłym szefem
        koła w Zabrzu). Jednak sam Roczniok w wywiadzie, który dostał do autoryzacji,
        zaakceptował formułę „lider RAŚ”, jasne jest też, że wielokrotnie jako lider
        występował we wcześniejszych publikacjach. Dziś prezentujemy kolejne opinie na
        temat „polskich ob
        • laband Re: nowinki 08.06.05, 12:46
          Wtorek, 7 czerwca 2005r.
          Opinie Andrzeja Rocznioka zamieszczone we wczorajszym DZ rozpoczęły gwałtowną
          dyskusję na temat „polskich obozów koncentracyjnych”.
          Żywe dyskusje wywołała nasza wczorajsza publikacja na temat nazywania „polskimi”
          i „koncentracyjnymi” obozów karnych, które powstawały na Śląsku po 1945 roku.
          Część czytelników i ekspertów oburza się na członka Ruchu Autonomii Śląska
          Andrzeja Rocznioka. Roczniok uważa, że minister spraw zagranicznych Adam Rotfeld
          „mija się z prawdą, gdy mówi, że nie było polskich obozów koncentracyjnych”.
          Nasz rozmówca przypomniał istnienie obozów w Jaworznie i Mysłowicach, „w których
          przebywali Polacy, Ślązacy i Niemcy”. Jego przeciwnicy podnoszą na ogół argument
          o tym, że obozy nie były polskie, tylko komunistyczne, że były zorganizowane
          przez władze Polsce narzucone. Ale pojawiły się też opinie skłonne przyznać
          rację Andrzejowi Roczniokowi, które sprowadzają się do apelu o zmierzenie się z
          naszą historią i odkrycie wszystkich białych plam. Odezwał się do nas także Ruch
          Autonomii Śląska, który zwrócił uwagę, że Andrzej Roczniok nie zasiada w żadnym
          z jego organów statutowych, a jest tylko członkiem organizacji (i byłym szefem
          koła w Zabrzu). Jednak sam Roczniok w wywiadzie, który dostał do autoryzacji,
          zaakceptował formułę „lider RAŚ”, jasne jest też, że wielokrotnie jako lider
          występował we wcześniejszych publikacjach. Dziś prezentujemy kolejne opinie na
          temat „polskich obozów koncentracyjnych”. Jutro w redakcji DZ dyskusja z
          udziałem ekspertów.

          Polacy czy NKWD?
          prof. Wojciech Roszkowski (Andrzej Albert)
          wybitny historyk, autor „Najnowszej historii Polski (1918-1990)”
          To jest jeszcze trudniejszy temat niż słynne „polskie obozy koncentracyjne” w
          odniesieniu do Auschwitz-Birkenau. Ja jednak nie używałbym tutaj słowa
          „polskie”. Bo trzeba jednak zawsze mieć na uwadze sprawę absolutnie w tym
          kontekście najważniejszą – myśmy nie wybrali tej władzy, ona została nam
          narzucona, ona przywędrowała do nas na czołgach armii sowieckiej. To zatem nie
          była polska władza i polskie obozy. Jest jasne, że te instytucje działały w
          Polsce, jest także jasne, że pracowali w nich i nawet nadzorowali ich działanie
          Polacy. Jednak te obozy założył system komunistyczny, system, który został nam
          narzucony. Mówiłbym zatem raczej – obozy w Polsce, stworzone przez władze
          komunistyczne. Tak będzie ściśle, z tym powinniśmy się zgodzić. Oczywiście, że
          jak ktoś mówi w odniesieniu do obozów na Górnym Śląsku „polskie” i
          „koncentracyjne”, to trudno z tym określeniem w szczegółach polemizować. To jest
          kwestia podejścia. Uważam jednak, że nie powinno nam zbyt łatwo przychodzić
          przyznawanie się, że to były obozy polskie. Podkreślam: to były obozy
          komunistyczne, wytworzone przez system, który nie pochodził od Polaków.

          Rajmund Pollak, radny wojewódzki, członek komisji ds. przeanalizowania problemu
          oszacowania strat wojennych
          na terenie województwa śląskiego, poniesionych w wyniku II wojny światowej
          Wypowiedzi pana Andrzeja Rocznioka godzą w dobre imię Polski i Polaków. Próbuje
          on przypisać Polsce zbrodnie popełnione i inspirowane przez NKWD. Przecież
          system stalinowski był kierowany z Moskwy. Głównymi ofiarami zbrodni byli polscy
          patrioci, chłopi, którzy przeciwstawiali się kolektywizacji, oficerowie Wojska
          Polskiego, których nie stracono w Katyniu. Nie można sprawy sprowadzać wyłącznie
          – jak chce tego Andrzej Roczniok – do kwestii narodowościowych na Śląsku.
          Przygotowałem wstępny wniosek do prokuratury, w którym zarzucam panu Roczniokowi
          szkalowanie Polski i Polaków, poprzez nazywanie obozów powstałych po 1945, roku
          polskimi obozami koncentracyjnymi.
          ________________________________________
          Powiedzieli nam
          dr Bogusław Kopka, z warszawskiego Instytutu Pamięci Narodowej, badacz m.in.
          kwestii obozów pracy
          Gdy mówimy o „polskich obozach koncentracyjnych”, to rzeczywiście skojarzenia są
          złowieszcze. Ja w swoich pracach używam innego określenia, które jest moim
          zdaniem prawidłowe – komunistyczne obozy pracy przymusowej tworzone przez aparat
          bezpieczeństwa. Wtedy oddajemy cały sens tych instytucji, które tworzone były
          przez aparat władzy. Jest jasne, że uruchomienie takich obozów związane było z
          celami politycznymi i potrzebą odosobnienia ludzi, których wina wcale nie
          została udowodniona. Zatem nie mówiłbym „obozy polskie”. A czy można używać
          „obozy koncentracyjne”? Wiem, że początkowo używało się tego określenia często –
          tak nawet nazywał największy na Śląsku Opolskim obóz w Łambinowicach ówczesny
          wojewoda w Katowicach Aleksander Zawadzki. Jednak wycofano się z tego
          określenia, bo kojarzyło się ono z obozami hitlerowskimi. Z definicji obozy
          koncentracyjne to te, w których przetrzymywano osoby cywilne nie ze względu na
          udowodnione winy, ale ze względów rasowych, politycznych, ze względu na
          pochodzenie. Po części więc używanie takiego terminu jest uprawnione. Trzeba
          jednak pamiętać, że całe zakłamanie systemu władzy komunistycznej polegało na
          tym, że więźniów politycznych przetrzymywano razem z jeńcami wojennymi czy
          zwykłymi kryminalistami.

          dr Wacław Dubiański, z katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, autor
          opracowań na temat obozu w Mysłowicach
          Świadkowie, którzy przeżyli obozy organizowane na Górnym Śląsku nazywają je
          obozami koncentracyjnymi. Są nawet relacje ludzi, którzy doświadczyli życia w
          obozach hitlerowskich i obozach organizowanych po 1945 roku, twierdzących, że
          warunki przebywania w tych drugich były gorsze. Osadzeni, jak i zresztą
          personel, nie byli na przykład zaszczepieni przeciwko chorobom zakaźnym. Wielu
          ludzi zginęło tam – tak było np. w Świętochłowicach – z powodu epidemii tyfusu,
          zanim przyjechała na miejsce komisja prokuratorska, która zadecydowała o
          zwolnieniu części więźniów. Obozy pracy – od okresu początkowego, kiedy nie do
          końca wiadomo, komu w zasadzie podlegały (w dokumentach pojawiają się różne
          szczeble zależności: od resortu bezpieczeństwa po samorządowe władze lokalne) aż
          do czasów określenia wspólnej dla wszystkich obozów instytucji nadzorczej –
          zarządzane były przez Polaków. Wyzwolenie Mysłowic nastąpiło pod koniec
          stycznia, a już na początku lutego w dokumentach znaleźć można zapis, że Polak z
          Zamościa jest naczelnikiem tamtejszego obozu.
          Z punktu widzenia historyka nazwa „obóz koncentracyjny”, kojarząca się
          jednoznacznie z eksterminacją uwięzionych, to po prostu uciekanie od nazwy „obóz
          karny” czy „obóz pracy” pod jakimi funkcjonowały obozy w Polsce po 1945 r.
          Karny, bo miała to być kara dla Niemców (choć oprócz Niemców było tam wielu
          autochtonów – których jedyną winą było często posiadanie niemieckiej volkslisty,
          trafiały tam nawet osoby z III grupą volkslisty), pracy – bo chodziło o
          zapewnienie siły roboczej dla górnośląskiego przemysłu. Obozy organizowane przez
          władze polskie w 1945 r. miały doprowadzić do rozwiązania problemu niemieckiego.
          Brak sprecyzowanych norm prawnych oraz chybiony pomysł oparcia się przy
          weryfikacji ludności miejscowej na wynikach niemieckiej listy narodowościowej,
          doprowadził do rażących nadużyć w obozach, gdzie w znacznej mierze los więźniów
          był zależny od kierujących nimi naczelników.
          Marek Twaróg - Dziennik Zachodni
          • laband Re: nowinki 08.06.05, 23:47
            10 czerwca 2005 odbędzie się konferencja nt dynamiki tożsamości slaskiej w Sali
            Sejmu Śląskiego w Katowicach

            Na piątek 10.06 red. A. Pustułka zapowiedziała ukazanie się w Dzienniku Zach.
            relacji z dyskusji na temat tożsamości G. Śląska. W dyskusji poza red. A.
            Pustułka udział wzięli Gorzelik, Buszman, Dziurok, Kijonka, Spyra i Roczniok.
    • laband Re: nowinki 13.06.05, 08:59
      Trudne śląskie sprawy
      Piątek, 10 czerwca 2005r.
      Czy działające na Śląsku po 1945 roku obozy pracy można nazwać „polskimi obozami
      koncentracyjnymi”? W wywiadzie dla Dziennika Zachodniego uczynił to lider
      zabiegającego o rejestrację Związku Ludności Narodowości Śląskiej Andrzej
      Roczniok. Rozpętała się burza, sprawy przeszłości i przyszłości Śląska stały się
      tematem numer 1. Do dyskusji, która odbyła się w redakcji DZ, zaprosiliśmy
      przedstawicieli śląskich organizacji, historyka oraz znanego publicystę, by
      razem zmierzyli się z historią i teraźniejszością.
      Uczestnicy dyskusji (od lewej): Jerzy Gorzelik, prezes Ruchu Autonomii Śląska;
      Tadeusz Kijonka, redaktor naczelny miesięcznika „Śląsk”; Piotr Spyra, prezes
      Ruchu Obywatelskiego Polski Śląsk; Andrzej Roczniok, Związek Ludności
      Narodowości Śląskiej, RAŚ; Józef Buszman, Związek Górnośląski; Adam Dziurok,
      historyk IPN.
      DZ: Znowu nad Śląskiem przechodzi nawałnica, i to w momencie, gdy narodowość
      śląska jeszcze nigdy nie była tak bliska usankcjonowania. Czy należy się bać tej
      inicjatywy, podziału na dobrych i złych Ślązaków?
      Jerzy Gorzelik, prezes Ruchu Autonomii Śląska: Ludzie są różni. To zaleta. Górny
      Śląsk jest regionem, którego różnorodność jest wpisana w pewien kod kulturowy i
      tradycję historyczną. Tak naprawdę ewentualna rejestracja Związku Ludności
      Narodowości Śląskiej będzie tylko usankcjonowaniem tej różnorodności, która i
      tak występuje. Stowarzyszenie nie zostało założone przez biurokratów. My nie
      usiłujemy nikomu niczego narzucić. Wyrosło z oczekiwań części mieszkańców
      regionu. Istnieje tożsamość, która zamanifestowała się w spisie narodowym.
      Kwestii, czy istnieje naród śląski, w prosty sposób rozstrzygnąć się nie da –
      istnieje bowiem wiele definicji narodu i każdy będzie obstawał przy swojej. Mam
      nadzieję, że działania związku doprowadzą w pewnym momencie do uznania
      społecznego i prawnego narodu śląskiego.
      DZ: Narodu czy mniejszości narodowej? Od kilku miesięcy toczy się przecież
      dyskusja dotycząca ustawy o mniejszościach narodowych, która nie objęła Ślązaków.
      JG: To niuans prawny. Są narody, które nie posiadają statusu prawnego
      mniejszości, choćby Katalończycy, a przecież nikt nie ma wątpliwości, że są
      narodem. Posiadają szeroką autonomię regionalną. Podobnie Szkoci czy Walijczycy.
      Można się dziś zastanawiać, czy dla Ślązaków korzystne jest dążenie do
      otrzymania statusu mniejszości narodowej, czy też otrzymanie statusu narodu,
      który jest po prostu współgospodarzem w regionie i państwie. To kwestia do
      rozstrzygnięcia. Przyznam, że sam mam w tej sprawie wątpliwości.
      Tadeusz Kijonka, redaktor naczelny miesięcznika „Śląsk”: Nie nadużywajmy słowa
      naród i narodowość. Ja nie mam problemów ze swą tożsamością. Jestem Polakiem ze
      Śląska i Ślązakiem z Rybnika. W przypadku inicjatywy, której celem jest
      rejestracja związku ludności narodowości Śląskiej, mamy do czynienia z dużą
      ofensywą i mobilizacją etniczną. Dla mnie Ślązacy to znaczna grupa
      etniczno-językowa, która w naród przejść nie musi, choć jak się to wszystko w
      przyszłości potoczy, to nigdy nie wiadomo. Był w naszej historii czas, gdy taka
      „operacja” mogła być wykonalna. Chodzi mi o lata dwudzieste i trzydzieste.
      Obecnie doszło do zbyt dużej degradacji Śląska i śląskości. Swoją rolę odegrał
      też syndrom krzywdy śląskiej. Dziś patrząc na sprawę rejestracji z perspektywy
      ośmioletniej trzeba powiedzieć, że zmieniła się optyka i uwarunkowania. Doszło
      też na Śląsku do wielu napięć związanych z gospodarką. Zastanówmy się, co by się
      stało, gdyby związek przez te wszystkie lata istniał. Może wprowadziłby do Sejmu
      kilku posłów? Może wypaliłby się już w sensie politycznym? W międzyczasie odbył
      się spis wyborczy, w którym 173 tysiące obywateli zadeklarowało narodowość
      śląską. Dużo to, czy mało? Jako rodowity Ślązak mówię, że mało!
      Piotr Spyra, prezes Ruchu Obywatelskiego Polski Śląsk: Rzeczywiście niewiele.
      Spojrzenie na statystykę przywraca proporcje. Otóż na populację ponad 5 milionów
      mieszkańców dwóch województw górnośląskich deklarujących śląską narodowość jest
      niecałe 3 procent. To chyba dobrze pokazuje niewielką skalę tego zjawiska.
      Andrzej Roczniok, Związek Ludności Narodowości Śląskiej, RAŚ: Narodowość śląską
      można było wpisywać dopiero od połowy spisu. To znacznie wypaczyło wynik, m.in.
      w takich bastionach śląskości jak Tarnowskie Góry, Ruda Śląska, czy Rybnik.
      PS: Na zjawisko tzw. narodowości śląskiej nakłada się szereg spraw. Wielu
      Ślązaków ma poczucie krzywdy i kojarzy tę krzywdę z państwowością polską. Krzywd
      tych doznali po 1945 od ludzi mówiących po polsku i działających przynajmniej
      formalnie w imieniu państwa polskiego. U wielu państwowość polska ma niską
      markę. Wielu osobom na Śląsku imponuje dorobek Niemiec, u wielu osób przyczyną
      złożenia deklaracji była chęć wyrażenia niezadowolenia wobec państwa polskiego.
      Czym innym jest jednak świadome dążenie elit do wykorzystania tego faktu
      politycznie. A przecież możemy tu mówić o ewidentnych celach politycznych, co
      można było usłyszeć w składanych publicznie deklaracjach, np. dotyczących
      uzyskania przywilejów przysługujących mniejszościom narodowym. Ślązacy są grupą
      etnograficzną w ramach narodu śląskiego. W odniesieniu do zwolenników ZLNŚ nie
      użyłbym określenia „narodowość”. Możemy mówić o reprezentantach ślązakowskiej
      opcji narodowej. Tak właśnie określano na Śląsku zwolenników trzeciej drogi dla
      regionu między Niemcami a Polską. Czy będzie to kiedyś naród, czas pokaże.
      AR: Sąd okręgowy w swym ostatnim postanowieniu przywracającym nam nadzieję na
      rejestrację nie tylko wytknął błędy sądowi rejonowemu, ale i nam, mówiąc, co
      musimy poprawić. W tej inicjatywie chodzi przede wszystkim o rozbudzenie
      aktywności. Proszę sobie przypomnieć czasy Związku Górnoślązaków liczącego 400
      tysięcy członków, czy Śląskiej Partii Ludowej z 300 tysiącami. Warto wrócić do
      tej aktywności społecznej. Kto dziś broni interesów Śląska? Nikt.
      TK: Wiele lat temu użyłem określenia kolonia wewnętrzna, pisałem i mówiłem o
      eksploatacji i ekspansji Śląska. Nie przywołujmy jednak wzorców z przeszłości,
      nie zawsze, delikatnie mówiąc, fortunnych.
      DZ: Inicjatorzy Związku chyba zdają sobie sprawę z tego, że wielu mieszkańców
      regionu i reszta kraju widzą w takich pomysłach separatyzm.
      AR: Nie jesteśmy za rozbijaniem, ale za jednoczeniem Europy. Kiedyś były
      księstwa, królestwa, wreszcie państwa narodowe, których formuła, jak się wydaje,
      już się wyczerpała.
      DZ: Celem jest euroregion Śląsk?
      Józef Buszman, Związek Górnośląski: Trzeba odbudować tożsamość regionu. Dla ZG
      każdy kto tu mieszka i tu widzi przyszłość dla siebie i swoich dzieci, jest
      Ślązakiem. Każdą grupę, która ma pamięć zbiorową i tożsamość zbiorową, można
      nazwać grupą narodowościową. Grupy, które określają swą tożsamość na zasadzie
      odrzucania innych, zamrą. Boję się, że przy takim mocnym określaniu śląskości
      Ślązacy znowu przeżyją zawód. Jeżeli Związek Narodowości Śląskiej pozbawi
      poczucia śląskości tych wszystkich, którzy nie będą w związku, spowoduje to
      większą dewastację w świadomości niż wszystkie inne krzywdy przez ostatnie
      tysiąc lat.
      JG: Nie wyrzucamy nikogo poza nawias. Cała sprawa ZLNŚ zwróciła uwagę opinii
      publicznej na Górny Śląsk i zainteresowanie śląską problematyką, i jest to
      zainteresowanie pozytywne.
      TK: To 1989 rok otworzył przede wszystkim te możliwości. Ważny jest też bilans
      negatywny ZLNŚ. Opinia społeczna przeżyła wiele niepokojów związanych z akcjami
      i oświadczeniami. Główne siły skierowane były na cele polityczne. Tego ukryć się
      nie da.
      JG: W połowie lat 90. doszło do kryzysu śląskiego regionalizmu. Panowała
      stagnacja. Inicjatywa ZLNŚ rozbudziła go na nowo.
      JB: W latach 90. powstała Liga Regionów, skupiająca Ślązaków, Kaszubów,
      Wielkopolan. Nadal powinniśmy się razem trzymać i otwierać oczy tym, którzy mają
      na nich łuski różnych nacjonalizmów. Bogactwo w różnorodności. To jest to,
      • laband Re: nowinki 13.06.05, 09:04
        JB: W latach 90. powstała Liga Regionów, skupiająca Ślązaków, Kaszubów,
        Wielkopolan. Nadal powinniśmy się razem trzymać i otwierać oczy tym, którzy mają
        na nich łuski różnych nacjonalizmów. Bogactwo w różnorodności. To jest to, czego
        powinniśmy się trzymać. Kiedyś w Bytomiu było kilkanaście strojów ludowych. Jak
        przychodziłem na zabawę, zaraz rozpoznawali z jakiej jestem dzielnicy. Patrzcie,
        jak zunifikowaliśmy się w latach 60, 70, 80...
        TK: Bo jeden krawiec szył dla wszystkich. Ale na syndromie śląskiej krzywdy, nie
        da się budować przyszłości.
        PS: RAŚ w początkowym okresie prezentował wiele poglądów antypaństwowych i
        antypolskich. W ostatnim czasie nastąpiła pewna zmiana. RAŚ nie wyraża już
        opinii dotyczących postawy wobec państwa polskiego, skupiając się na tym, jakie
        możliwości daje Unia Europejska.
        Pojawiają się akcenty separatystyczne. Np. na obwolucie wydanej niedawno
        historii Śląska Dariusza Jerczyńskiego pojawiło się hasło: Niech żyje
        niepodległy Śląsk. Zgadzam się, że otwartość jest cechą demokracji i musi nas
        charakteryzować, ale co poza tą otwartością? Ogólniki. Naprawdę ważniejsze jest
        obecnie, jak się skończy na Śląsku restrukturyzacja górnictwa, niż problem
        rejestracji związku.
        JG: Problem tożsamości narodowej Ślązaków jest nie mniej ważny od problemów
        ekonomicznych. Nasz stosunek do państwa polskiego nie polega na deklaracjach.
        Głosimy potrzebę jego reformy, regionalizacji, podkreślamy konieczność odejścia
        od etnicznego nacjonalizmu.
        TK: Potrzeba głębokiej, ustrojowej reformy państwa. Bo jest ono niesprawne,
        niesprawiedliwe, pełne korupcji. Model przedwojenny śląskiej autonomii jest
        jednak niemożliwy do powtórzenia. Jestem wyczulony na akcenty antypolskie.
        Polska jest mozaiką, ale na mapie musimy się widzieć w całości. Trzeba zachować
        w pewnych inicjatywach wielką przezorność.
        JG: Krytyka państwa narodowego nie ma nic wspólnego z antypolonizmem!
        DZ: Mówimy o krzywdach i problemach z przeszłością, które z ostrością ujawniła
        wypowiedź o „polskich obozach koncentracyjnych” na Śląsku...
        TK: Wszystkie krzywdy trzeba pokazać. Nie można ich selekcjonować. Wiele białych
        plam czeka na historyczne opracowania. Sprawie wywózek Ślązaków po wojnie
        poświęcona była jedna z moich pierwszych interpelacji poselskich w latach 90. To
        nadal nierozliczona krzywda. Ale na krzywdach nie da się budować mostów.
        Adam Dziurok, historyk IPN: Oczekiwania wobec IPN są bardzo duże. Z drugiej
        jednak strony pojawiają się głosy: zostawmy sprawy drażliwe, na razie ich nie
        podejmujmy. Rodzi to niebezpieczeństwo zaprzestania badań w tym kierunku, bez
        rozstrzygnięcia podstawowych spraw. A historyk od badania szczegółu przechodzi
        do syntezy. Tak właśnie było w przypadku prac dotyczących funkcjonowania obozów
        po 1945 roku na Śląsku.
        JG: Istotą tych obozów, było to, że służyły totalitaryzmom, najpierw
        hitlerowskiemu i potem stalinowskiemu. Nie nazywam ich „niemieckimi” i
        „polskimi”. To określenie nie jest błędne, ale nie trafia w istotę rzeczy.
        Pamiętam, że gdy w świętochłowickim obozie pojawiła się propozycja, by umieścić
        na powstającym tam pomniku napis „Obóz niemiecki i stalinowski”, zaoponowaliśmy
        zmianę „niemiecki” na „hitlerowski”.
        PS: Nie można wypowiadając takie słowa zapominać o kontekście. Historię obozów
        można przecież wywieźć od wojny burskiej. W świadomości polskiej obozy
        funkcjonują jednak jako obozy zagłady. Określenie „polskie obozy koncentracyjne”
        po 1945 roku jest co najmniej niezręczne.
        JG: Obozy, które powstały na Śląsku, mieszczą się w definicji obozów
        koncentracyjnych. Natomiast mówienie o obozach tworzonych przez nazistów jako o
        obozach koncentracyjnych jest eufemizmem. Historia, choć chcemy uciec od
        poczucia krzywdy, wraca do nas w takich momentach.
        PS: Nie powinniśmy jednak pozwolić, by historia była narzędziem w rękach
        polityków i była wykorzystana dla ich celów.
        AD: Zadaniem historyka jest rzetelne odtworzenie faktów. Na to jak będą
        wykorzystane, nie ma już wpływu.
        TK: Apeluję, by historię zostawić historykom.
        AD: Władze komunistyczne, o czym świadczą dokumenty, też miały problemy z
        określeniem tych obozów. Miały świadomość, że tworząc nowy twór nie chcą
        odwoływać się do wzorów niemieckich. W jednym z dokumentów znajdujemy
        stwierdzenie, że w odróżnieniu od obozów hitlerowskich nastawionych na
        wyniszczenia fizyczne, te po 1945 r. są tworzone w celu wychowania... fizycznego
        osadzonych – to oczywiście język propagandy. Definicja obozu koncentracyjnego
        jest bardzo szeroka. Nawet obóz internowania można w pewnym sensie nazwać obozem
        koncentracyjnym o łagodnym rygorze. Trzeba postawić sobie pytanie: – Jaki obozy
        powstałe po wojnie miały cel? Odpowiedzmy: by izolować tzw. zdrajców narodu,
        Niemców, volksdeutschów. Wobec tej ostatniej grupy stosowano początkowo formułę
        osadzenia na czas nieokreślony. W końcu ludzie trafiali tam bez sankcji
        prokuratorskich. Dopiero jesienią 1945 r. zaczęło się czyszczenie spraw
        obozowych. Do ówczesnych władz dotarła m.in. delegacja górników, którzy
        upomnieli się o osadzonych w obozach kolegów z kopalń.
        DZ: Białych plam w historii Śląska jest przecież więcej...
        AD: Jedną z najbardziej bolesnych jest sprawa służby Górnoślązaków w
        Wehrmachcie, co do tej pory nie doczekało się opracowania. Podobnie na
        kompleksowe badania czeka kwestia deportacji do ZSRR w 1945 r. – jeśli bowiem w
        tej kwestii mówimy o liczbie od 10 do 90 tysięcy wywiezionych to znaczy, że tak
        naprawdę niewiele wiemy.
        JB: Zło trzeba nazwać i zinwentaryzować, ale patrzeć w przyszłość. Powiem o
        nieco innej historii. Odkopanie grobów w Miednoje pokazało, iż ponad 70 proc.
        ofiar stanowili Górnoślązacy z Korpusu Śląskiego, czyli przedwojennej granatowej
        policji. Na mocy paktu Ribbentrop – Mołotow mogli wybrać życie i odejść z obozu.
        Oni wybrali śmierć. Świadomie nie skorzystali z okazji. Stanęli po stronie
        wartości, przeciwko jednemu i drugiemu totalitaryzmowi. Okazuje się, że w każdym
        systemie można być człowiekiem, choć płaci się za to czasem wielką cenę.
        Dyskusję prowadziła: Agata Pustułka - Dziennik Zachodni
      • braid ciekawe refleksje o kaszubach i slazakach 13.06.05, 09:15

        z forum silesiana

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=639&w=25064897&a=25104576
        Uwaga: post bardzo dlugi - kazdy czyta go na wlasna odpowiedzialnosc :)

        Jak wiadomo na Kaszubach sytuacja jest troche inna. Kaszubi swoj los wiaza z
        Polska, w przygniatajacej swej wiekszosci czuja sie Polakami. Bycie Kaszubem to
        regionalna i etniczna tozsamosc, ale nie narodowa. Innego zdania jest jakies 5
        tysiecy osob, ale stanowia oni taki margines wsrod Kaszubow, ze szkoda gadac.
        Wsrod tych 5 tysiecy osob znalezc mozna tez oszolomow, ktorzy chca partie
        polityczna tworzyc... Samo w sobie nic nadzwyczajnego, ale jak sie czyta
        zalozenia programowe tej partii to... ech...
        Najlepiej zapytajcie samych Kaszubow co o tej inicjatywie sadza. Mysle, ze jest
        pare kaszubskich forow, poza tym kilka znanych postaci publicznych to Kaszubi -
        wypowiadaja sie na ten temat zadziwiajaco zgodnie :)
        Jezeli juz chcecie na sile doszukiwac sie podobienstw, to najpierw zorientujcie
        sie w realiach i w szczegolach :)

        Slask ma inna, zupelnie inna sytuacja. Tutaj narodowosc slaska zadeklarowalo
        nie 5 tysiecy osob, a 173 tysiace. Choc rowniez stanowia zdecydowana
        mniejszosc, to sa na tyle liczni, ze trzeba sie zastanowic jak na to zjawisko
        zareagowac. Bez agresji i arogancji.
        Dotyczy to obu stron. Gdy wiekszosc Slazakow mowi, ze czuja sie Polakami, to
        bywalcy tego forum musza to uszanowac. Gdy mniejszosc Slazakow deklaruje
        narodowosc slaska, to nie nalezy odsadzac ich od czci i wiary, tylko zrozumiec,
        dlaczego taki rodzaj tozsamosci sie u nich pojawil. Bo mozna to zrozumiec,
        mozna przeprowadzic geneze, mozna sytuacje na spokojnie przeanalizowac.
        Z drugiej jednak strony wsrod oredownikow tzw "narodowosci slaskiej" sa ludzie
        przerozni, niektorzy, jak Kazimierz Kutz, wciaz czuja sie Polakami, ale dla
        nich jest to ostentacyjny akt protestu przeciwko polityce Warszawy. Inni z
        kolei reprezentuja wyjatkowo niski poziom kultury i nic poza epitetami
        adresowanymi do swoich adwersarzy powiedziec nie potrafia, o merytorycznych
        argumentach nie wspominajac. Spory odsetek dzialaczy RAS to ludzie wzbudzajacy
        niechec z powodu swojego zacietrzewienia, agresji, nietolerancji,
        tendencyjnosci i zwyklej glupoty. Ciekawe, czemu taka organizacja jak RAS
        przyciaga tak wiele tego typu osob? Niedawno o malo nie zostalem pobity przez
        jednego z nich (lat kolo 40), gdy wdalem sie z nim w polemike. Uwazam sie za
        osobe dobrze wychowana, staram sie prowadzic dyskusje na spokojnie, ale to dla
        mojego rozmowcy nie mialo znaczenia, wystarczylo, ze mam inne poglady niz on.

        Zdecydowana wiekszosc Slazakow czuje sie Polakami, wsrod osob wyksztalconych
        (nie wiem jaki jest zwiazek, ale byc moze jakis jest) ten odsetek deklarujacych
        polskosc jest jeszcze wyzszy. I po prostu nalezy to uszanowac, czy komus sie to
        podoba czy nie.
        W tak delikatniej materii polityke nalezy prowadzic z wyczuciem, jezeli juz
        ktos musi jakas polityke uprawiac.

        Dodam, ze wsrod osob deklarujacych narodowsc slaska sa tez osoby, ktore
        potrafia swe racje przedstawiac z umiarem, kultura i przede wszystkim rzeczowo.
        Ta rzeczowosc nie polega na naginaniu faktow, nie polega na dopasowywaniu
        faktow do stawianych tez, nie polega na nawolywaniu do antagonizmow, do
        eskalacji niecheci miedzy poszczegolnymi grupami. Ta rzeczowosc opiera sie w
        duzym stopniu na przyznawaniu racji dyskutantom w kwestiach oczywistych (np.
        jezyka, pochodzenia) by nastepnie wyjsc z zalozenia, ze istniec moze proces
        narodowotworczy, ktorego byc moze jestessmy swiadkami, a byc moze nie. Z taka
        osoba wlasnie rozmawialem. Osoba wyksztalcona, inteligentna, ktorej demagogia
        jest obca, ktora na sile nie bedzie wchodzic w kompetencje innych osob o innym
        specjalistycznym wyksztalceniu i jako nie-lingwista, nie bedzie sobie roscic
        prawa do oceny tego czy np. slaski jest jezykiem czy dialektem, gwara. Jemu
        wystarczy zgodna wykladnia polskich i niemieckich jezykoznawcow w tej sprawie.
        Nauka o jezyku to skomplikowana dziedzina, wymaga wiele lat zglebiania
        rozmaitych tajnikow, poddawana jest dosc okreslonym i spojnym kryteriom,
        przynajmniej w naszym obszarze kulturowym (Europy Srodowo-Wschodniej).
        Oczywiscie wsrod jezykoznawcow sa osoby majace inne zdanie, tak jak wsrod
        historykow sa osoby, ktore kwestionuja istnienie komor gazowych. I jedni i
        drudzy stanowia folklor, nie mozna powiedziec, ze naukowy.

        Ow moj rozmowca, osoba precyzujaca swoja narodowosc jako slaska, nie
        kwestionuje faktow, nie wymadrza sie na tematy, o ktorych nie ma wiekszego
        pojecia, ale przytacza okreslone argumenty, ktore sa wg mnie racjonalne. I od
        razu zastrzega, ze kwestia przynaleznosci do narodu slaskiego to indywidualna
        sprawa kazdego Slazaka, jezeli wiekszosc Slazakow mieszkajacych w Polsce czuje
        sie Polakami, to nalezy to uszanowac i tyle.

        Moj rozmowca twierdzi, ze Slazacy etnicznie sa grupa polska (abstrahujac od
        licznych kolonistow niemieckich i ludnosci zydowskiej). Twierdzi, ze dialekt
        jezyka polskiego uzywany na Slasku jest (zgodnie z naukowymi tezami
        jezykoznawcow) najbardziej zblizony do staropolskiego, dla przecietnego Polaka
        latwo przyswajalny i zrozumialy. W dialekcie tym zakorzenilo sie wiele zwrotow
        niemieckich, co bylo procesem oczywistym zwazywszy na sytuacje polityczno-
        gospodarcza regionu. Moj rozmowca twierdzi, ze do polowy XIX wieku Slazacy
        uwazali sie i byli uwazani przez Niemcow za lud polski. Potem okreslenie "lud
        polski", nadal aktualne, nie oznaczalo "Polakow", lecz grupe etniczna polskiego
        pochodzenia, wsrod ktorej nastepowal proces narodowotworczy. Innymi slowy wg
        mojego rozmowcy Slazacy wyewoluowali z Narodu Polskiego.

        Twierdzi, ze do pewnego momentu mozna bylo mowic o wiezi laczacej Slazakow z
        reszta Polakow, ale ta wiez z biegiem wiekow slabla. Decydujace znaczenie mialy
        kwestie kulturowe i historyczne. Otoz grupy narodowe wylaniaja sie z plemion,
        szczepow czy innych narodow w chwili gdy zaczynaja zyc wlasnym zyciem, gdy ich
        doswiadczenia staja sie odrebne. I tak, wg mojego rozmowcy bylo na Slasku.
        Slask ma inna historie niz reszta Polski, Slask ma inna kulture niz reszta
        Polski, tego kwestionowac nie ma sensu. Odrebnosc kulturowa Slaska nie zwiazana
        jest z roznicami regionalnymi, ale strukturalnymi. Dla Polski, w okresie tzw
        procesow narodowotwroczych i tozsamosciowych, potwornie wazny byl XIX wiek,
        zwlaszcza w sensie kulturowym. Choc Polski nie bylo na politycznych mapach
        Europy, to Polska przetrwala jako Idea (jak mowi historyk Davies). Jednym ze
        skladnikow podtrzymywania i wzmacniania tozsamosci narodowej Polakow byla
        kultura tworzona na emigracji. Szczegolnie wazna role odegrali literaci,
        pozniej okresleni mianem wieszczow. I tak Mickiewicz, Slowacki, Norwid
        stanowili motor napedowy odradzajacej sie polskiej tozsamosci narodowej.
        Podczas gdy na Slask czy na Mazury (rowniez zamieszkale przez "ludnosc polska")
        tego typu bodzce nie docieraly, albo docieraly w ograniczonym zakresie. Wg
        mojego rozmowcy nowoczesny narod polski uksztaltowal sie bez udzialu Slazakow.

        Gdy pytam go dlaczego teraz wiekszosc Slazakow mieszkajacych w Polsce oraz
        spora czesc mieszkajaca w Niemczech czuje sie Polakami, zdradza sentyment do
        Polski, albo ma swiadomosc tzw polskiego pochodzenia, odpowiada, ze to dosc
        skomplikowana sprawa.
        Slazacy, ktorzy emigrowali za chlebem w polowie XIX wieku do USA, potem do
        Australii i na Nowa Zelandie, bardzo czesto zachowali lub wytworzyli tozsamosc
        polska, ktora pozniej kultywowali w slaskiej formie. Do dzis znamy przyklady
        osad amerykanskich zalozonych przez Slazakow, ktore pielegnuja lub pielegnowaly
        polskosc pod flaga bialo-czerwona, w formie slaskiej. Wg mojego rozmowcy
        okolicznosci, warunki predystynowaly do podtrzymywania tradycji narodowych
        (przodkowie czuli sie Polakami) bardziej niz d
      • braid ciekawe refleksje cz2 13.06.05, 09:17
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=639&w=25064897&a=25104618
        Slazacy, ktorzy emigrowali za chlebem w polowie XIX wieku do USA, potem do
        Australii i na Nowa Zelandie, bardzo czesto zachowali lub wytworzyli tozsamosc
        polska, ktora pozniej kultywowali w slaskiej formie. Do dzis znamy przyklady
        osad amerykanskich zalozonych przez Slazakow, ktore pielegnuja lub pielegnowaly
        polskosc pod flaga bialo-czerwona, w formie slaskiej. Wg mojego rozmowcy
        okolicznosci, warunki predystynowaly do podtrzymywania tradycji narodowych
        (przodkowie czuli sie Polakami) bardziej niz do ewolucji obyczajowo-kulturowo-
        narodowych, ktore rozgrywaly sie daleko, daleko w ojczyznie. Te grupki Slazakow
        odciete od swojej ojczyzny nie byly poddawnae tym bodzcom, ktorych

        poddawnae tym bodzcom, ktorych doswiadczala wiekszosc Slazakow, bodzcom, ktore
        byly odpowiedzialne za proces narodowotworczy. Stad Slazacy-emigranci z XIX
        wieku calkowicie i do konca utozsamiali sie z polskoscia. Gdy odwiedzano te
        osady 100 lat pozniej, odkrywano, ze jezyk polski wciaz istnieje, glownie w
        postaci piesni ludowych, modlitw i poezji.
        Jezeli zas chodzi o Slazakow na Slasku, to procesy narodowotworcze mozna
        odwrocic. Gdyby w pierwszej polowie XX wieku historia potoczyla sie inaczej,
        dzis moglibysmy miec pelnowymiarowy narod slaski, respektowany i uznawany przez
        kraje europejskie, w tym Polske i Niemcy. Jednak historia potoczyla sie tak a
        nie inaczej, Slask najpierw zostal podzielony miedzy dwa panstwa, potem
        praktycznie w calosci dostal sie Polsce. Po wygnaniu stad Niemcow, zostala
        ludnosc slowianska, pochodzenia polskiego, ktora wg mojego rozmowcy poddana
        byla procesowi wtornej asymilacji. To znaczy ludnosc, ktora kiedys byla polska,
        teraz znowu sie nia stawala.
        Wg mojego rozmowcy na Slasku panuje schizofrenia. Z jednej strony Slazacy czuja
        sie Polakami, z drugiej maja poczucie odrebnosci niemal narodowej. I dlatego
        pojawily sie na tym tle konflikty, poniewaz u czesci slaskiego spoleczenstwa
        jedno poczucie wypieralo drugie, a raczej to drugie wypieralo i negowalo
        pierwsze. Slazak moze czuc sie Polakiem, ale osoba deklarujaca narodowosc
        slaska polskosci sie wypiera i zazwyczaj swiadomie z takiej tozsamosci
        rezygnuje, by podkrelic swoja slaskosc.
        Moj rozmowca nie czuje sie Polakiem. Uwaza Polakow za braci, zwlaszcza w sensie
        etnicznym, ale nie za wspolrodakow. Jednak nie zamierza glosowa np. na RAS, po
        pierwsze dlatego, ze to dla niego formacja populistyczna, skupiajaca
        mnostwo "dziwnych" ludzi, po drugie dlatego, ze wg niego autonomia ani nie jest
        potrzebna, ani nie jest, realnie na to patrzac, mozliwa. Dazenie do autonomii
        to dla niego awanturnictwo, ktore grozi powazym konfliktem, ktore nikomu nie
        jest potrzebne. Dziwne, bo nawet ja jestem zwolennikiem autonomii pod pewnymi
        warunkami i w pewnym scisle okreslonym zakresie, a ja przeciez czuje sie
        Polakiem-Slazakiem i generalnie nie podzielam zdania swojego rozmowcy w
        wiekszosci kwestii, ktore wczesniej przytoczylem.
        Wg mojego rozmowcy rzad w Warszawie powinien utworzyc specjalna komorke, ktora
        ustali kwestie slaskiej grupy etnicznej, na wzor kaszubskiej grupy etnicznej.
        Dzieki temu Slazacy wreszcie beda mogli otwarcie zrzeszac sie w narodowych
        organizacjach slaskich, w sensie prawnym uwazani beda za grupe etniczna, nie
        zas za narod. To by mojego rozmowce usatysfakcjonowalo, bo wg niego mozna
        bedzie wtedy juz bez administracyjnych przeszkod, rozwijac slaskosc narodowa w
        sensie obywatelskim.

        Moje zdanie jest nieco inne, ale trzeba przyznac, ze ten czlowiek w sposob
        kulturalny, a jednoczesnie racjonalny potrafil przedstawic swoje poglady.
        Takich Slazakow jest wielu, podobnie argumentuja, ale tym sie wyrozniaja od
        kiboli i dyletantow, ze niczego nikomu nie potrzebuja narzucac, oraz nie
        operuja absurdem i debilizmem w przedstawianiu swoich argumentow. Nie
        kwestionuja faktow, nie kresla map Wielkiego Slaska od Atlantyku po Ural, nie
        mowia o dziejach pra-slaskich, tym samym nie narazaja sie na smiesznosc.


    • laband Re: nowinki 13.06.05, 09:29
      Naukowcy z polskiego i czeskiego Śląska dyskutowali o tożsamości regionu


      bart 10-06-2005 , ostatnia aktualizacja 10-06-2005 20:45

      Nie bójcie się Śląska - przekonywali Czesi swoich polskich kolegów w kuluarach
      konferencji "Dynamika śląskiej tożsamości".

      O śląskiej tożsamości rozmawiali naukowcy ze wszystkich śląskich uniwersytetów:
      z Opola, Wrocławia, Katowic oraz Opawy i Ostrawy. Mówiono o śląskiej symbolice i
      religijności, pamięci historycznej i polityce regionalnej. Prelegenci
      zastanawiali się także nad tym, czym różni się śląska tożsamość w Czechach od
      tej w Polsce.

      - U nas naród śląski oficjalnie istnieje od 1991 roku. Nie rozumiem, dlaczego w
      Polsce tak się go obawiacie. W Czechach Ślązacy ciągle politycznie tracą na
      znaczeniu, ale dzięki temu, że naród istnieje, pielęgnujemy śląską tradycję i
      kulturę - przekonywał w kuluarach dr Duszan Janak z Uniwersytetu Śląskiego w
      Opawie. Wtórował mu dr Jaromir Kalus, dyrektor opawskiego Muzeum Śląskiego: -
      Śląskość to nasze korzenie, a one nie mogą być ani złe, ani dobre. Na tej
      podstawie zarówno w Polsce, jak i w Czechach możemy stworzyć nowoczesny region -
      przekonywał Kalus.

      Równolegle rektorzy uczestniczących w konferencji uniwersytetów postanowili
      utworzyć Centrum Studiów Śląskich. - To będzie instytucja koordynująca badania
      nad Śląskiem, dzięki której łatwiej będzie wymieniać poglądy i dzielić się
      doświadczeniami. Będzie skupiać naukowców z różnych dziedzin, a poza tym ułatwi
      nam pozyskiwanie grantów na badania. W końcu duży może więcej - mówi prof. Marek
      Szczepański, dyrektor Instytutu Socjologii UŚ.
      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,2761486.html
      • braid Re: 13.06.05, 09:33

        Polacy sa tak zapatrzeni w Niemcy ze czekaja az Slazacy zostana
        w republice federalnej oficialnie uznani za narod.
    • laband Re: nowinki 13.06.05, 09:36
      Związek Ludności Narod.Śląskiej - na legalu?
      Związek Ludności Narodowości Śląskiej zostanie w końcu zarejestrowany, jeśli
      zmieni nazwę - dowiedziała się nieoficjalnie "Gazeta". Sąd Okręgowy w Katowicach
      uchylił postanowienie odmawiające rejestracji tego stowarzyszenia.
      Sprawa w najbliższych dniach trafi do ponownego rozpatrzenia w Sądzie Rejonowym
      w Katowicach.

      - Cieszę się, że wreszcie zaczęto stosować prawo, a nie emocje. Jeśli tak samo
      będzie też w sądzie rejonowym, jestem spokojny o powodzenie naszej sprawy -
      powiedział nam Andrzej Roczniok, działacz Ruchu Autonomii Śląska, który w
      październiku tamtego roku złożył wniosek o zarejestrowanie Związku. Wcześniej
      przez siedem lat walczył o to lider Ruchu Jerzy Gorzelik, ale choć sprawa
      trafiła nawet do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, skończyła się
      odrzuceniem wniosku. Polskie sądy odmówiły rejestracji Związku, powołując się na
      to, że narodowość śląska nie istnieje. Trybunał w Strasburgu uznał zaś, że
      podejmując taką decyzję, polskie sądy nie naruszyły praw człowieka, a
      stowarzyszenie - gdyby zostało zarejestrowane - nabrałoby uprawnień wyborczych,
      które nie przysługują zwykłym obywatelom.

      Roczniok nie dał za wygraną. W sądzie złożył kolejny wniosek i poprawił statut w
      najbardziej atakowanym poprzednio paragrafie. Zgodnie z nim Związek miałby być
      stowarzyszeniem osób deklarujących narodowość śląską, a nie organizacją śląskiej
      mniejszości narodowej. W ten sposób nie trzeba już będzie udowadniać, że Ślązacy
      są narodem, a o to toczył się spór. Deklarowanie narodowości żadnego dowodu nie
      potrzebuje. Wystarczą wyniki narodowego spisu powszechnego, kiedy do narodowości
      śląskiej przyznało się ponad 170 tys. osób.

      Roczniok zapewnia, że zgodnie z sugestiami prawników Związek dokona jeszcze
      drobnych poprawek w statucie. - Przedyskutujemy również zmianę nazwy, ale raczej
      będziemy się upierać przy dotychczasowej, bo nie chcemy wprowadzać nikogo w błąd
      - mówi.

      Katowicki sąd okręgowy odesłał sprawę do sądu rejonowego, bo uznał, że ten nie
      uwzględnił zmian stanu prawnego od czasu pierwszej próby rejestracji Związku w
      1996 r., a uznając, że dany paragraf statutu jest niezgodny z prawem, nie
      wskazał jednocześnie, z jakimi konkretnymi przepisami jest on sprzeczny.

      Z decyzji sądu okręgowego zadowolony był Mariusz Czarski z Helsińskiej Fundacji
      Praw Człowieka. - W końcu sąd wydał wyrok oparty na literze prawa, a nie na
      ideologicznych animozjach. Jeśli są jacyś ludzie, którzy chcą się stowarzyszać,
      to nie można im tego zakazywać z byle powodu - skomentował.
    • laband Re: nowinki 13.06.05, 09:39
      Sąd oceni Niemców
      (2005-06-10)
      Beier zareagował głośnym śmiechem

      W Sądzie Rejonowym w Opolu toczy się nietypowa rozprawa, w której Hubert Beier i
      Bernard Sojka (wykluczeni z szeregów TSKN w 2002 roku) zarzucają Janowi
      Lenortowi, sekretarzowi TSKN na Śląsku Opolskim, i Józefowi Kochankowi, byłemu
      członkowi zarządu TSKN, pomówienie na łamach prasy, przez co mieli utracić
      wiarygodność w społeczności mniejszości niemieckiej. W charakterze świadków
      przesłuchiwano członków zarządu TSKN na Śląsku Opolskim: Józefa Swaczynę, Pawła
      Ryborza oraz Elżbietę Grabę.

      Hubert Beier był członkiem prezydium TSKN na Śląsku Opolskim, Bernard Sojka –
      jednym z założycieli organizacji, był członkiem zarządu Fundacji Rozwoju Śląska.
      Po wydaleniu z organizacji obaj panowie donieśli dwukrotnie prokuraturze o
      rzekomych przestępstwach popełnionych przez Komitet Wyborczy Mniejszości
      Niemieckiej przy wyborach parlamentarnych w 2001 roku. Prokuratura odmówiła
      wszczęcia postępowania w sprawie.
      Józef Swaczyna stwierdził, że zachowanie Huberta Beiera i Bernarda Sojki było w
      przeszłości naganne, dlatego, że na łamach mediów krytykowali oni działalność
      przewodniczącego Henryka Krolla i całego zarządu. – Pracowałem w nim, a te
      wypowiedzi były niestosowne. Dodał, że decyzja sądu koleżeńskiego o wydaleniu
      Beiera i Sojki w świetle przedstawionych dokumentów była zasadna.

      Startował z listy RAŚ

      Elżbieta Graba zauważyła, że w czasie ostatnich wyborów parlamentarnych Sojka
      swoimi artykułami w „Beczce” frustrował członków TSKN. – Zarzucono mi, że moja
      postawa nie licuje z postawą członka mniejszości. Kto dał władzom TSKN prawo do
      oceniania mnie jako Niemca? – pytał Sojka.
      Beier i Sojka chcą dowieść, że zostali wykluczeni i pomówieni w oczach opinii
      publicznej dlatego, że publicznie krytykowali liderów TSKN. Paul Ryborz
      stwierdził, że negatywne wypowiadanie się na łamach prasy o organizacji było
      szkodliwe dla niej. Na pytanie adwokata oskarżycieli, czy dopuszczalna w
      organizacji jest krytyka, powiedział, że tak, ale konstruktywna i wewnątrz TSKN.

      Pytanie do redaktora

      – Dla mnie TSKN na Śląsku Opolskim jest jedyną tak liczną i prężnie działającą
      organizacją w województwie opolskim – stwierdził Ryborz. Kiedy to mówił, Hubert
      Beier parsknął śmiechem, za co został upomniany przez sędziego. Ponownie padło
      pytanie, czy Beier i Sojka zostali wyrzuceni z mniejszości niemieckiej. – To
      pytanie do redaktora, który pisał tekst „Wyrzuceni z mniejszości” na łamach
      jednej z gazet. Dla mnie bycie Niemcem nie jest uzależnione od tego, czy jestem
      w organizacji czy nie – odpowiedział Ryborz.
      Następna rozprawa odbędzie się 7 lipca, w charakterze świadka zeznawać ma
      Joachim Czernek, były starosta krapkowicki, który nadzorował działalność TSKN.
      Wojciech Dobrowolski


      Argumenty Beiera i Sojki
      – Naruszyli nasze dobra osobiste, przez co utraciliśmy wiarygodność w środowisku
      mniejszości niemieckiej.
      – Zostaliśmy usunięci z grupy narodowej mniejszość niemiecka, bo krytykowaliśmy
      TSKN na Śląsku Opolskim.
      – Nie szkodzili mniejszości niemieckiej jako grupie narodowej.

      Argumenty Lenorta
      – Krytyka TSKN-u wyrządziła szkodę organizacji.
      – Beier wystartował w wyborach z listy RAŚ.
      – Czym innym jest przynależność do TSKN, a czym innym przynależność do grupy
      narodowej.
      www.wochenblatt.pl/php/index.php3?id_art=221
    • laband Re: nowinki 13.06.05, 09:41
      Odmowa rejestracji Związku Ludności Narodowości Śląskiej nieważna
      2005-05-31 15:28 (akt. 18:43)


      Sąd Okręgowy w Katowicach uchylił we wtorek postanowienie Sądu Rejonowego w
      Katowicach, który odmówił w lutym rejestracji Związku Ludności Narodowości
      Śląskiej ze statutem zmienionym w stosunku do pierwotnej wersji. Skierował
      sprawę do ponownego rozpatrzenia przez sąd pierwszej instancji.
      Obecni na sali sympatycy ruchu przyjęli to postanowienie oklaskami i okrzykami:
      "Bardzo dobrze", "Przynajmniej tyle"; później rozpostarli śląską flagę.
      Przedstawiciele komitetu założycielskiego zapowiedzieli złożenie kolejnego
      wniosku o rejestrację.

      "Niemcy uważali nas za Polaków, a Polacy - za Niemców, a ja żech jest Ślązaczka.
      Chcemy po prostu odzyskać swoją tożsamość, chcemy godać pełnym głosem. Jesteśmy
      w Europie, mamy prawo do demokracji. Nie jesteśmy żadnym związkiem
      separatystycznym, chcemy być w Polsce, ale chcemy też czuć, że jesteśmy inni i
      żeby ktoś zaakceptował, że jesteśmy inni" - powiedziała dziennikarzom Eugenia
      Maleszewska-Gamoń.

      W pierwszej wersji statutu napisano, że związek jest stowarzyszeniem mniejszości
      narodowości śląskiej. Po zmianie związek miał być "organizacją osób
      deklarujących przynależność do narodowości śląskiej". Sąd pierwszej instancji
      odmówił rejestracji uznając, że do statutu wprowadzono jedynie nieznaczne,
      prawie stylistyczne poprawki, które praktycznie nie zmieniły treści statutu z
      1996 r.

      Komitet założycielski nie zgodził się z tym, uznając zmiany w statucie za "dość
      zasadnicze". Ten pogląd podzielił też Sąd Okręgowy. Inicjatorzy powołania
      związku nie zmienili jego nazwy. Sąd Okręgowy wytknął we wtorek, że sąd
      pierwszej instancji nie ocenił jej jednak w ogóle pod kątem tego, czy jest
      niezgodna z prawem lub czy nie jest myląca. Zasugerował też wnioskodawcom
      przemyślenie jej zmiany przed kolejną próbą rejestracji, na co wskazywał już
      wcześniej jeden z rozpatrujących tę sprawę organów sądowych.

      Uchylając postanowienie sądu pierwszej instancji, Sąd Okręgowy uznał m.in., że
      nie przeprowadzono postępowania wyjaśniającego, umożliwiającego osobom, chcącym
      założyć stowarzyszenie, wniesienie ewentualnych zmian lub korekt do statutu.

      äNie zostały do końca wyczerpane procedury związane z rejestracją
      stowarzyszenia. Jeżeli istnieją wątpliwości co do treści statutu, czy wniosku,
      to sąd może przeprowadzić postępowanie wyjaśniające. Tymczasem Sąd Rejonowy
      uniemożliwił wnioskodawcom zawarcie swojej interpretacji, wprowadzenia zmian, a
      wnioskodawcy mieli prawo swoje stanowisko co do brzmienia statutu wyjaśnićö -
      powiedziała przewodnicząca składu Maria Kozubska-Maciąga.

      Dodała, że Sąd Rejonowy nie uwzględnił też zmian stanu prawnego od czasu
      pierwszej próby rejestracji związku w 1996 r. Tymczasem inny był krąg
      założycieli, inna treść statutu, data, stan prawny.

      Sąd Okręgowy uznał też, że sąd pierwszej instancji przyjął za aktualne poglądy
      sądów: apelacyjnego i najwyższego co do nieistnienia narodu śląskiego, a co za
      tym idzie - również narodowości śląskiej. Skwitował zmiany statutu jako
      äkosmetyczneö i uznał go za niezgodny z prawem.

      Sąd Okręgowy tej oceny nie podzielił. äTo sprawa odrębna, to nie zwalniało Sądu
      Rejonowego od oceny statutu w pełnym zakresie, zgodnie z przepisami prawa.
      Przywołanie motywów ze sprawy sprzed 8 czy 9 lat nie znajduje uzasadnieniaö -
      mówiła Kozubska-Maciąga.

      Wskazała też, że Sąd Rejonowy uznając, że dany paragraf statutu jest niezgodny z
      prawem, nie wskazywał jednocześnie, z jakimi konkretnymi przepisami jest on
      sprzeczny.

      äJesteśmy bardzo zadowoleni z takiego rozstrzygnięcia. Gdyby taki był sposób
      prowadzenia sprawy na poziomie Sądu Rejonowego, nie spotkalibyśmy się tutaj, bo
      byśmy sobie wiele spraw wyjaśniliö - powiedział Andrzej Roczniok z komitetu
      założycielskiego.

      Grupa działaczy Ruchu Autonomii Śląska od 1996 r. próbowała zarejestrować
      stowarzyszenie o nazwie Związek Ludności Narodowości Śląskiej. Polskie sądy
      uznały, że rejestracja takiej organizacji wiązałaby się z uznaniem śląskiej
      mniejszości narodowej i związku nie zarejestrowano. Sąd Najwyższy odrzucił
      ostatecznie kasację wniesioną przez członków-założycieli, uznając, że narodowość
      śląska nie istnieje.

      Pod koniec 2001 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł, że
      polskie sądy nie złamały prawa, odmawiając rejestracji Związku. Wielka Izba
      Trybunału, która rozpatrywała odwołanie od tej decyzji, w lutym 2004 r. oddaliła
      skargę grupy działaczy RAŚ.

      Trybunał ostatecznie uznał, że polskie sądy słusznie odmówiły rejestracji
      stowarzyszenia. Gdyby stało się inaczej, przysługiwałyby mu przywileje wyborcze.
      Aby zdobyć mandat posła, przedstawiciele mniejszości narodowych nie muszą bowiem
      przekroczyć 5-procentowego progu wyborczego w skali kraju, a tylko w okręgu.
      Członkowie założyciele deklarują, że zdobycie takich uprawnień nie jest ich
      celem, a za swoje najważniejsze zadanie uznają dążenie do uzyskania przez Śląsk
      autonomii.

      Po ostatnim spisie powszechnym przedstawiciele komitetu założycielskiego
      liczyli, że pomoże im nowy argument. Wyniki tego spisu wykazały, że 173 tys.
      osób zadeklarowało narodowość śląską. Dlatego są rozżaleni, że Ślązacy nie
      znaleźli się na liście mniejszości w przyjętej niedawno ustawie o mniejszościach
      narodowych i etnicznych
    • laband Re: nowinki 13.06.05, 09:42
      Obywatel honorowy Raciborza H. Hupka o "narastającym polskim nacjonalizmie"
      "FAZ", 30.05.br., Herbert Hupka: "Otwarte kwestie" (list czytelnika). Do
      artykułu Reinharda Vesera pt. "Niemiecko - polskie napięcia" (FAZ z 2 maja br.)
      można zacytować, jako uzupełnienie lub potwierdzenie tez, trzy zdania z wykładu
      przewodniczącego Bundestagu W. Thierse (31 marca br.): "Stosunki niemiecko -
      polskie, nie potrzebują 60 lat po zakończeniu wojny - tak uważam - więcej formuł
      i wielkich gestów. Zajmijmy się szczegółami! Czym dokładniejsze będzie nasze
      spojrzenie, tym lepiej będziemy chronieni przed niewłaściwymi uogólnieniami".
      Oczywiście przewodniczący Bundestagu nie powiedział jakie to szczegóły. W
      niemiecko - polskim dialogu, który ma być nie tylko propagowany, ale również
      prowadzony nie potrzebne są - w obliczu rozpętania II wojny światowej i
      późniejszych okropności z Niemcami jako sprawcami - kwestie, które należałoby
      jeszcze wyjaśniać. Ale jak wygląda sprawa z historycznym faktem wypędzeń?
      Pojęcie wypędzenie jak i samo wydarzenie są nadal usuwane z polskiej
      świadomości. Inne otwarte kwestie między nami sąsiadami to: wciąż
      nacjonalistycznie zaakcentowana historia np. historia Śląska, sytuacja
      niemieckiej mniejszości, przede wszystkim na Górnym Śląsku ("jest tolerowana,
      ale nie jest uznawana", słowa biskupa Nossola), troska o pomniki niemieckiej
      kultury w ramach wspólnej odpowiedzialności, tzw. zrabowane dzieła sztuki. Nie
      brakuje więc tematów i otwartych kwestii. Do tego jeszcze dochodzą rosnące obawy
      z powodu coraz śmielej występującego nacjonalizmu w codziennym życiu
      politycznym, o którym informuje ciągle warszawski korespondent "FAZ".
      Rzeczywistość nie jest jednak taka zła, ale nie jest wolna od chmur i
      niepewności. Powinniśmy traktować się w szczery sposób, jak sojusznicy w NATO i
      w UE.
      Subskrypcja z serwisu MSZ. 2005-05-31
      www.msz.gov.pl
      • sss9 Re: cieszymy się z tobą laband : ))) 13.06.05, 09:47
        wreszcie będzie Ślązak miał możliwość udowodnić jaki jest uczciwy i pracowity ,
        jak legendy gadajom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka