chudymisio
24.09.06, 19:07
Byłem ostatnio uczestnikiem nieprzyjemnego zajścia. Poszedłem sobie pograć w
piłkę do parku. Kiedy wszyscy trenowali ;) przed grą i kopali piłeczkę, zjawił
się murzyn. Uśmiechnięty i wesoły. Żeśmy raczej słabo się jako zespół
prezentowali, chętnie wzięliśmy go do drużyny. Od razu widać było, że ten
sympatyczny gość wzmocni naszą siłę rażenia.
Niestety, w trakcie gry okazało się, że w drużynie przeciwnej znalazł się
rasista :( Początkowo było spokojnie, jednak od sytuacji do sytuacji,
stopniowo zaczęły się poszturchiwania. Poszturchiwał głównie raczej krótko
ogolony młodzieniec w koszulce z nazwą jednego z polskich klubów.
Jednak okazało się, że i nasz ciemnoskóry kolega, w końcu, stracił
cierpliwość. Widać było, że nie zależało mu na przepychankach. Widać to było w
grze. Grał z zaangażowaniem, ale kulturalnie. Bez podcinania, czy celowych
kopnięć i popychania. Jednak nie rezygnował z gry, a w krytycznych momentach
był raczej gotowy do wymiany ciosów "nie piłkarskich". W końcu jednak doszło
przepychanki pomiędzy murzynem i kibicem.
Na szczęście nie zdążyli jeszcze wymienić skutecznych ciosów. Powiedzmy, że
machnęli tylko parę razy pięściami. Zaproponowałem, wcześniej, by nie grali
koło siebie potem, by zagrali w jednej drużynie. Jednak po tym jak już
"zaczęli", a jednak udało się ich rozdzielić, zaproponowałem, tym razem już
wszystkim, by zakończyć grę.
Teraz jednak jest mi trochę wstyd, głównie za tego kibica. W końcu reszta
Polaków nie miała problemu, by grać z czarnoskórym zawodnikiem. Nasi gracze
wyglądali na zażenowanych. Jeden stwierdził nawet, że choć sam jest spokojny,
to jeden z jego kolegów, który jest "fanatycznie uczciwy" szybko by się
rozprawił z domorosłym rasistą.
Jednak finał był taki, że zakończyliśmy przedwcześnie naszą niedzielną zabawę.
Gra w takiej atmosferze to nic przyjemnego. Zadaję sobie teraz pytanie, jak
taki murzyn może żyć w Polsce. Bo choć takie incydenty prowokują pojedyncze
osoby, to przecież musi to być bardzo uciążliwe.
Szkoda mi głównie tego murzyna, bo wygladał na sympatycznego. A w tamtym
rejonie jest w pobliżu akademik dla obcokrajowców. Samo się więc nasuwa, że
prawdopodobnie ten murzyn to jakiś ambitny student. Ambitny, zwłaszcza, że
dość dobrze mówił po Polsku.
Co wy o tym sądzicie?