Dodaj do ulubionych

Poloki w obozach pracy

24.08.05, 06:48
Zmuszeni do pracy we Włoszech



ZOBACZ TAKŻE

• Włoskie obozy pracy dla Polaków (24-08-05, 00:00)
• Włoski obóz pracy: Polacy zaczynają zeznawać (24-08-05, 00:00)
• Obozy pracy dla Polaków we Włoszech (22-08-05, 00:00)


Zobacz powiększenie
Gdzie pracowali Polacy




SERWISY

¤ Praca za granicą


Aneta Borowiec 23-08-2005, ostatnia aktualizacja 23-08-2005 12:21

Wczoraj do Polaków uwolnionych z obozu pracy pod Orta Nova przyjechała konsul
RP. Przez cały dzień nakłaniała ich do złożenia zeznań na włoskiej policji.
Bez tego śledztwo przeciwko organizatorom obozów pracy we Włoszech nie ruszy
do przodu.

Włoskie obozy pracy dla Polaków opisaliśmy we wczorajszej "Gazecie". Polacy,
którzy zostali zatrudnieni do zbierania pomidorów, mieszkali w tragicznych
warunkach - w barakach bez drzwi i okien, które kiedyś służyły za obory, ich
teren ogrodzony był drutem kolczastym, pilnowali ich uzbrojeni strażnicy.

W piątek karabinierzy uwolnili z obozu 105 osób, w tym 90 Polaków. Teraz biorą
oni udział w największym włoskim śledztwie z udziałem Polaków. To dopiero
początek. Zdaniem polskiego konsula honorowego w Puglii Domenico Centrone na
południu Włoch w podobnych warunkach żyje i pracuje około 20 tys. osób, 7 tys.
spośród nich to Polacy.

Przez trzy dni włoskiej policji nie udało się jednak nakłonić polskich
robotników do zeznań. O tym, jak tam trafili i w jakich warunkach pracowali,
opowiedzieli "Gazecie".

Jak trafił Pan do obozu?

Pan Wojtek, 26 lat, magister gastronomii i hotelarstwa, uciekł z obozu pod
Orta Nova i zaalarmował o panującej tam sytuacji: Od kolegi szwagra
dowiedziałem się, że jest praca we Włoszech przy zbieraniu pomidorów. Miałem
dostawać 6-7 euro za kontener, czyli 200 kg. Dostałem kontakt do pani Grażyny
z Torunia i ona już się wszystkim zajęła.

Co obiecała?

- Te 6-7 euro za kontener, pracę od godz. 6 do 11, potem przerwę do godz. 16 i
drugą zmianę do godz. 21. Za pośrednictwo mieliśmy zapłacić jej po 200 zł od
osoby, do tego bilet do Włoch - 450 zł. Powiedziała, że na miejscu są domki,
ale możemy też wziąć swój namiot i wtedy zapłacimy tylko 15 euro za tydzień.
Na miejscu miała być ciepła woda. Mówiła, że będziemy ciężko pracować, a
komfortu to tam raczej nie będzie. Gdyby tylko o to chodziło, to pracowałbym
tak dalej.

A jak było?

- Warunki tragiczne! Pole namiotowe zasyfione, żadnych domków. Jedynie jakieś
baraki bez drzwi i okien, brudne łazienki. Za wszystko musieliśmy płacić - za
gaz, prąd i światło, chociaż z tego nie korzystaliśmy, bo spaliśmy w namiocie.
Nawet za wodę, chociaż nie było ciepłej. Do tego okazało się, że płacimy po 15
euro za tydzień od osoby, a nie od namiotu.

Po podróży chcieliśmy iść spać, ale wysłali nas na pole. Powiedzieli, że na
dwie godziny, ale pracowaliśmy od godz. 11 do 21. To była sobota. Wieczorem
przyszedł nasz opiekun i powiedział, że niedziela jest wolna. Byliśmy w szoku,
gdy następnego dnia o 7 rano usłyszeliśmy: "Wypier... skur...syny z namiotu!
Macie 10 minut i na pole!".

I poszli państwo?

- Poszliśmy, bo się baliśmy. Ci opiekunowie to byli jacyś bandyci, wytatuowani
wszędzie, nawet na twarzy. Było ich dwóch - Janusz i Mariusz, chyba ze Śląska.
Do tego trzech kierowców, którzy wozili nas na pole. Na pierwszy rzut oka
widać było, że mamy do czynienia z kryminalistami, nawet tego nie ukrywali.

Jak wyglądało życie w obozie?

- Wstawaliśmy rano, zawozili nas na pole. Za przewóz trzeba było zapłacić 1,5
euro. Pracowaliśmy bez przerwy do godz. 21. Jak ktoś chciał wziąć dzień wolny,
to musiał płacić karę 20-25 euro. Raz na tydzień zawozili nas do supermarketu.
Po trzech dniach wypłacili zaliczkę - 25 euro, by starczyło na zakupy w sklepie.

Można było wyjść z obozu?

- Był zamykany o godz. 22 i wtedy nie można było wychodzić. Raz jedna para nie
poszła do pracy, to ich wyrzucili. Zostali sami, bez pieniędzy, w szczerym polu.

Pan uciekł, a inni?

- Niektórzy zostali, bo nie mieli za co wrócić do Polski i ciągle mieli
nadzieję, że jednak dostaną pieniądze.
Obserwuj wątek
    • szwager_ze_laband Re: Poloki w obozach pracy 24.08.05, 06:56
      Ceny włoskich pomidorów spadają, cierpią na tym pracownicy



      ZOBACZ TAKŻE

      • Włoski obóz pracy: Polacy zaczynają zeznawać (24-08-05, 00:00)


      Magdalena Szymków 24-08-2005, ostatnia aktualizacja 23-08-2005 20:21



      Pola pomidorów na nizinach wokół Foggi to jedne z najważniejszych plantacji w
      Europie. Według organizacji rolniczych na zbiór w tym sezonie czeka 28 mln
      kwintali. Prawie połowa będzie zniszczona, bo włoskim rolnikom nie opłaca się
      ich sprzedawać do przetwórni. Zdesperowani producenci zablokowali w poniedziałek
      szosę w okolicach miasta i obrzucali auta pomidorami.

      - Za kilogram powinniśmy dostać 5 centów, a płacą nam 0,062 centa - skarżą się
      właściciele plantacji. Przetwórnie obwiniają rząd i Unię Europejską, że nie
      przeciwdziała konkurencji na rynku. Tanie chińskie pomidory zaczynają zalewać
      włoskie stragany.

      Na plantacjach, które legalnie zatrudniają pracowników sezonowych do zbiorów, za
      skrzynkę zebranych owoców można zarobić około 5 euro. Na zarządzanych przez
      międzynarodowe struktury mafijne, jak te w Orta Nova, rzadko kto dostaje
      wynagrodzenie. - Pośrednicy obiecywali 6 euro za skrzynkę - opowiadają "Gazecie"
      mężczyźni z obozu, który został zamknięty przez karabinierów w ostatni piątek. -
      Na miejscu mówiło się o 3 euro. Jeszcze w zeszłym roku, kiedy tu pracowałem,
      można było wydobyć zarobione pieniądze - mówi jeden z nich. - W tym roku, od
      wiosny z każdym tygodniem robiło się coraz ciężej.



      Magdalena Szymków: Czy pomidorowy kryzys to przyczyna straszliwego wyzysku w
      obozach pracy?

      Nicola Pepe, dziennikarz ponadregionalnego dziennika „La Gazzeta del
      Mezzogiorno”: Polacy znaleźli się w centrum batalii między włoskimi i
      azjatyckimi producentami. Włoscy przetwórcy skupują teraz tanie chińskie owoce i
      warzywa. Plantatorzy zarabiają mniej, więc i pośrednicy mniej, dla robotników
      sezonowych zostają tylko okruchy. Nie tłumaczy to jednak w żadnym wypadku tego
      procederu, który zrównał ludzi pracujących na plantacjach ze zwierzętami.

      Dlaczego włoskie władze nie reagują na to, co dzieje się w obozach?

      - To zjawisko istnieje od lat, choć nie w takiej skali. Najpierw wykorzystywani
      byli Marokańczycy, Algierczycy, później Albańczycy. Teraz Polacy i imigranci ze
      Wschodniej Europy. Prefekt Foggi przyznaje, że wie o zjawisku, ale nie jest w
      stanie go kontrolować. Związki zawodowe alarmowały władze wiele razy o
      nadużyciach. Ocenia się, że w tym rejonie pracuje sezonowo około 20 tys.
      imigrantów. Potrzebne byłoby wojsko, aby nad tym zapanować. Pojedyncze akcje nic
      nie zmienią. Polacy, którzy zostali wyciągnięci z obozu w Orta Nova, nie wracają
      do domu. Szukają pracy i wcześniej czy później trafią do tych samych ludzi.
      Trzeba dotrzeć do korzeni tego procederu. Policja włoska i polska muszą zacząć
      współpracować. Mam nadzieje, że w najbliższym czasie do tego dojdzie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka