Dodaj do ulubionych

Ballest przeczytaj uwaznie

IP: *.aleksandrow.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 10:44
www.niniwa2.cad.pl/BIKONT.HTMZaraz po ukazaniu się filmu Lanzmanna
pojawiły się na świecie setki artykułów,
urządzano seminaria akademickie i telewizyjne debaty. Dyskusja na
temat "Polska
i Holocaust" była w tych recenzjach tematem ubocznym, często w ogóle nie
podnoszonym. Najostrzej postawił sprawę francuski dziennik "Liberation",
dając
tytuł: "La Pologne sur les bancs des accusees" ("Polska na ławie
oskarżonych").
Toteż ten właśnie artykuł był przywoływany w całej polskiej prasie.

Z Franzem Suchomelem, SS Untersturmfurhererem Treblinki, widziałem się
wcześniej wiele razy - opowiada mi Lanzmann. - Powiedziałem mu: "Panie
Suchomel, my Żydzi, mamy taki problem: nie wiemy, jak uczyć historii
Holocaustu
nasze dzieci, jak im wytłumaczyć, że miliony Żydów bez walki szło do gazu. Ja
nie jestem prokuratorem, potrzebuję szczegółów technicznych, które by to
pomogły zrozumieć". Cała jego rodzina była przeciw, zięć groził, że
rozwiedzie
się z jego córką. Raz ten zięć chciał mnie uderzyć, on mnie obronił. Ze mną
był
w komitywie przeciwko swojej rodzinie! Zastrzegł sobie, że pozostanie
anonimowy. Nie miałem żadnych oporów, żeby go oszukać. Jak napisał potem
jeden
z recenzentów, nie było powodu, bym respektował zasady gry w krykieta
obowiązujące w Eton. Słono mu płaciłem. To Franz Suchomel sam zaproponował,
byśmy się spotkali w hotelu w Braunau na granicy niemiecko-austriackiej, w
miejscu urodzenia Hitlera. Mapę Treblinki, którą dostałem od niemieckiego
prokuratora, powiększyłem wielokrotnie i zawiesiłem w pokoju hotelowym.
Kupiłem
wędkę i przepołowiłem, przerabiając ją na linijkę, jaką posługiwali się
dawniej
nauczyciele. Suchomel, kiedy zobaczył mapę, cofnął się. Ale podałem mu
linijkę,
mówiąc: "Pan jest moim nauczycielem, ja uczniem". Wszedł od razu w rolę. To
przecież był najlepszy czas w całym jego życiu, był młody, aktywny. Miał znów
okazję, by jeszcze raz to przeżyć. To widać, jak śpiewa niemiecką pieśń
pochwalną Treblinki, którą musieli śpiewać Żydzi: "Patrząc na świat prosto i
daleko/zawsze dzielne i radosne/maszerują do pracy komanda./ Dzisiaj jest dla
nas tylko Treblinka,/Ona jest naszym przeznaczeniem" - jego twarz robi się
spięta, oczy ciemnieją. On tam wrócił. Mówi z dumą: "Jest pan zadowolony?
To "oryginał". Żaden Żyd już tego nie zna!". W przerwie był wystawny obiad,
kaczka, bita śmietana, mój operator, którego ojciec zginął w Auschwitz,
zrobił
mi awanturę, nie był w stanie tego znieść. Suchomel był bardzo zadowolony,
proponował, żebyśmy się jeszcze raz spotkali. Ale nie miałem tyle
pieniędzySimone de Beauvoir opisuje jego "niewzruszoną wiarę w
marksizm": "Obiektywna konieczność była dla niego jedynym ratunkiem w
świecie,
który mu się zawalił", "W przeciwnikach musiał widzieć zło absolutne, obóz
dobra musiał mu się jawić bez jednej skazy".

- Niedługo po skończeniu wojny pojechałem do Berlina, prowadziłem wykłady na
uniwersytecie - opowiada Lanzmann. - Byłem zafascynowany Leibnizem, uważałem,
że Niemcy mają najlepszą filozofię. Rektor uniwersytetu był nazistą, ktoś
odkrył poemat, który pisał na cześć żony Goeringa, jaka wdzięczna jest linia
jej szyi, gdy schyla się, by podać herbatę. Nie wyciągnięto z tego żadnych
konsekwencji. W Berlinie wschodnim odbywały się wielkie festyny młodzieży.
Próbowałem dostać przepustkę do radzieckiej strefy okupacyjnej, ale mi
odmówiono. Nie było jeszcze wtedy muru, udało mi się odbyć nielegalną podróż
pod opieką pastorów. Serię artykułów Lanzmanna wychwalających życie w NRD
opublikował wówczas francuski "Le Monde".

Po śmierci Sartre'a w 1980 roku Lanzmann został dyrektorem "Les Temps
Modernes", jest nim do dzisiaj. W 1982 roku redakcja skonfliktowała się w
sprawie stosunku do stanu wojennego w Polsce. W jednym numerze ukazały się
dwa
wstępniaki, jeden (jego sygnatariusze mieli zaraz potem odejść z pisma),
że "zdławienie 'Solidarności' oznacza tragiczną i ciężką dla nas do przyjęcia
oczywistość - pogrzebanie socjalizmu", i drugi, nie zawierający potępienia
stanu wojennego, napisany ogólnikową nowomową ("To nie socjalizm gwarantuje
wolność, ale dopiero gwarancje wolności mogą prowadzić do socjalizmu"),
podpisany m.in. przez Simone de Beauvoir i Claude'a Lanzmanna.
- Wydawało mi się i wydaje do tej pory, że generał Jaruzelski jest polskim
patriotą i nie chciał dopuścić do przelewu krwi - mówi Lanzmann.

To zaufanie do generała Jaruzelskiego kazało mu kilka lat później wyrazić
zgodę
na pokazanie w polskiej telewizji skróconej i przemontowanej wersji filmu.

Gdy w Związku Radzieckim w 1989 roku zorganizowano mu pokaz filmu, Lanzmann
mówił o Michaile Gorbaczowie w wywiadzie dla "Moskowskich Nowosti": "Wierzę
Mu.
Wasz przywódca uważa, że prawda to wielka siła polityczna".

Swój prosowietyzm pielęgnuje do dziś. Nieprzypadkowo pewnie akcja jego filmu
mieści się w obecnych granicach Polski. Gdy pytam, dlaczego nie pojechał do
podkijowskiego Babiego Jaru,, Lanzmann uważa, że się czepiam. Zawsze
kategorycznie protestuje przeciwko porównywaniu totalitaryzmu sowieckiego i
niemieckiego. W tym roku odmówił udziału w seminarium na Sorbonie, który
wspólną klamrą łączył obozy koncentracyjne, łagry, ludobójstwo w Bośni i
Ruandzie. Oświadczył, że łączenie czegokolwiek z "Shoah" to "akademicka
niegodziwość".

Gdy mówię mu, że w czasie wojny Polska była właśnie dokładnie wtłoczona
między
dwa totalitaryzmy, Lanzmann denerwuje się:

- Okropności stalinizmu to zupełnie co innego. Nie można wszystkiego mieszać.
Wiem, wiem, wy mieliście Katyń. Ale to zbyt łatwo mówić: totalitaryzmy. To
był
horror mniejszy niż hitlerowski. Nikt tam dzieci nie prowadził do gazu.

Lanzmann stał się najwybitniejszym specjalistą od swego własnego filmu i od
lat
żyje w jego cieniu. "W Oksfordzie analizował, tłumaczył i oklaskiwał "Shoah"
z
obsesyjnym artystycznym egocentryzmem, przypominającym Wagnera czy Joyce'a" -
pisał o nim Timothy Garton Ash. Jednocześnie z furią zwalcza wszystkie inne
filmy, które dotyczą Czasu Zagłady. O amerykańskim głośnym
serialu "Holocaust"
mówił: "To było świństwo z każdego punktu widzenia". O "Europie, Europie"
Agnieszki Holland: "To film prowokujący do wymiotów". W dyskusji wokół "Listy
Schindlera": "Sam pomysł robienia filmu fabularnego z Holocaustu jest
obsceniczną nieprzyzwoitością".

W sprawie "Korczaka" Andrzeja Wajdy był autorem skandalu, który zablokował
wejście filmu do francuskich kin. Przed projektowaną premierą Claude Lanzmann
tak głośno krzyczał o antysemityzmie filmu, że żona ówczesnego premiera
Dauphine Rocard urządziła specjalny pokaz dla kilku osób w rządowej
rezydencji.
Lanzmann wstał po projekcji, zwrócił się do producenta: "To ty to zrobiłeś?
Nie
ma czego gratulować", do pani Rocard: "Nie zdaje pani sobie sprawy, do
jakiego
stopnia to jest szkodliwe" - i wyszedł z sali. Pani Rocard, nie nawykła do
takiego zachowania, rozpłakała się, a premierę odwołano.

- I naprawdę - pyta mnie Lanzmann - nie widzi pani, że "Korczak", a
także "Ziemia obiecana" to filmy antysemickie?

- Naprawdę. Rozmawiałam o tym, przygotowując się do spotkania z panem z moimi
znajomymi, polskimi Żydami. Stanisław Krajewski, współprzewodniczący Polskiej
Rady Chrześcijan i Żydów, mówił, że ostatniej sceny w "Korczaku" nie uważa za
szczególnie udaną, ale też nie ma w niej nic niestosownego.

Spotkajmy się jeszcze raz. Przekonam panią. Do czego to prowadzi? Czy
następny
film Polacy zrobią z Adamem Czerniakowem w roli głównej?

- Pan uważa za niestosowny sam fakt, że Polak robi film o Zagładzie?

- Nie chcę tego rozstrzygać, ale ja nigdy nie zdobyłbym się na taką
bezczelność, by zrobić film o Palestyńczykach.


Obserwuj wątek
    • Gość: Niklot Re: Ballest przeczytaj uwaznie IP: *.aleksandrow.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 10:46
      Polski widz zauważy też, że w całym filmie nie ma ani jednego Polaka
      zaangażowanego w pomoc Żydom, ani jednego Polaka walczącego z okupantem. Chłopi
      spokojnie uprawiają pola, spokój panuje w Warszawie.

      Rozmawiam z polską tłumaczką Lanzmanna Barbarą Janicką.

      - Lanzmann dostał mój numer telefonu przypadkiem, przez wspólną znajomą
      dentystkę w Paryżu. Zadzwonił. Zgodziłam się z nim współpracować pod warunkiem,
      że film nie będzie miał wymowy antypolskiej. Potem prowadził ze mną takie
      rozmowy:

      - Mówi Claude Lanzmann. Czy pani wie, kto ja jestem?

      - Nie, a powinnam wiedzieć?

      - Tak.

      Albo:

      - Ja nie pracuję z gojami, tylko z Żydami. Czy pani jest Żydówką?

      - Nie.

      - To nie. Mam tłumaczkę pół-Żydówkę. Zacznę od niej.

      Ale jego pierwsza tłumaczka długo z nim nie wytrzymała i Lanzmann zadzwonił do
      Janickiej w histerii z Lublina, żeby natychmiast przyjeżdżała. Mówił, że "ta
      pół-Żydówka boi się na ulicy zagadywać ludzi".
      - Czasami, rzeczywiście, łagodziłam wypowiedzi, ale dotyczyło to przede
      wszystkim słów samego Lanzmanna - mówi Janicka. - On był bardzo agresywny.
      Pamiętam, jak kazał mi zadać pytanie, które w końcu nie znalazło się w
      filmie: "A te złote zęby żydowskie, co wam przynosili, to były jeszcze
      zakrwawione?". Pogardzał swoimi rozmówcami. I obiecywał im, że zaprosi ich na
      premierę do Paryża. Choleryk, był w stanie zrobić awanturę słońcu, że nie tak
      zachodzi. Ale jednocześnie mam dla niego dużo szacunku za tę pracę. I mogę
      zapewnić, że żadna scena, żadna wypowiedź nie została przez niego
      zmanipulowana.

      Francuski tygodnik "L'Evenement" zapytał Lanzmanna, dlaczego nie opowiada o
      tym, jak przeżyli jego bohaterowie, kto im pomógł. Reżyser odpowiadał: "To mnie
      nie interesowało. "Szoah" jest filmem o śmierci. Żywi są tam obecni tylko jako
      rzecznicy umarłych".

      - To nie jest film o stosunkach polsko-żydowskich - przekonuje mnie reżyser. -
      Polska jest tylko tłem. Tematem jest Shoah, to hebrajskie słowo oznaczające
      zagładę.

      Cytuję Lanzmannowi "Dziennik pisany nocą" Herlinga-Grudzińskiego: "Prawdziwym
      tematem "Shoah" w kilkadziesiąt lat po całopaleniu powinna być obojętność
      świata. Powinna, lecz nie jest. A raczej jest w sposób świadomy zredukowana do
      obojętności Polaków". Pytam, dlaczego w filmie nie znalazła się np. relacja
      Karskiego o jego spotkaniu z Rooseveltem.
      Gdy na seminarium poświeconym "Shoah", zorganizowanym w 1985 roku przez
      Instytut Studiów Polsko-Żydowskich w Oksfordzie, pytano Lanzmanna, dlaczego w
      filmie nie ma słowa o akcji pomocy Żydom pod kryptonimem "Żegota", dlaczego
      zabrakło Władysława Bartoszewskiego, odpowiedział, że widział się z
      Bartoszewskim, ale ten okazał się "nie dość filmowy", a kryteria artystyczne
      były dla niego podstawowe. Wtedy wstał syn Bartoszewskiego, obecny tam,
      oświadczając, że Lanzmann kilkakrotnie przekładał spotkanie z ojcem i w końcu z
      nim nie rozmawiał.
      - Prawda, że widziałem się z Lanzmannem, i prawda, że z nim nie rozmawiałem -
      mówi profesor Władysław Bartoszewski. - Lanzmann pojawił się raz w moim domu,
      zapytał: "Czy był pan obecny przy egzekucji Żydów?". Odpowiedziałem, że
      nie. "To nie mamy o czym rozmawiać" - stwierdził i wyszedł. Nie wypowiadałem
      się nigdy w Polsce na temat "Shoah" ze względu na oszołomstwo niektórych
      Polaków, nie chciałbym zyskać ich poklasku. Ale rozmawiałem dużo z moimi
      żydowskimi przyjaciółmi, historykami w Izraelu, i oni słabo oceniają
      historyczną wartość "Shoah". Film jest wstrząsającym dokumentem o mechanizmie
      Zagłady, ale już to, co dotyczy Polski, to pokazywanie tylko ludzi bardzo
      prymitywnych, żadnej złożoności obrazu. Co by szkodziło, gdyby w filmie była
      jedna osoba z technicznym średnim wykształceniem czy jeden z pięciu tysięcy
      Polaków wyróżnionych medalem "Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata"? Kardynał
      Lustiger opowiadał mi o swojej matce i siostrze, aresztowanych przez Francuzów,
      które zginęły w Oświęcimiu. Dlaczego francuski Żyd nie wprowadza do filmu wątku
      Zagłady francuskich Żydów wydanych przez kolaboracyjny rząd Vichy? Nasuwa się
      podejrzenie, że z przyczyn koniunkturalnych. Prezydent Mitterrand nie
      przyszedłby wtedy na premierę. Ja tego nie lubię.

      Inny uczestnik oksfordzkiej dyskusji Timothy Garton Ash w eseju w "New York
      Review of Books" poświęconym "Shoah" pisał że dla nacjonalisty polskiego nie do
      przyjęcia jest zdanie: "W Polsce w czasie drugiej wojny światowej był silny i
      szeroko rozpowszechniony antysemityzm", a dla nacjonalisty żydowskiego
      zdanie: "Warunki okupacji niemieckiej były najgorsze dla Polaków wśród
      wszystkich innych narodowości, wyłączywszy Żydów", gdy tymczasem oba zdania dla
      postronnego obserwatora są w sposób oczywisty prawdziwe.

      Dla wielu Polaków film "Shoah" pokazujący polski antysemityzm czasu wojny jest
      nie do przyjęcia. Dla wielu Żydów, w tym dla Lanzmanna, jest nie do przyjęcia
      stwierdzenie, że Polacy w czasie wojny ginęli masowo w egzekucjach ulicznych, w
      więzieniach, w obozach, zatem można mówić o pewnej wspólnocie losu Polaków i
      Żydów. Trudno wyobrazić sobie tu jakikolwiek dialog.
      "Film Lanzmanna jest dziełem wielkim - pisał Jerzy Turowicz w "Tygodniku
      Powszechnym" w 1985 roku, po powrocie z Oksfordu (był wówczas jedną z niewielu
      osób wśród zabierających głos w dyskusji, które film widziały). - Zdaniem
      Turowicza film jest jednak podporządkowany tezie, że eksterminacja Żydów była
      ostateczną kulminacją antysemityzmu chrześcijan, a dla reżysera z samego faktu,
      że Polacy są katolikami, wynika, że muszą być antysemitami. "Niestety, jeżeli
      chodzi o sprawę polską - pisał Turowicz - film jest zdecydowanie nieobiektywny,
      tendencyjny i w ostatecznej wymowie - antypolski".


          • Gość: Niklot Re: Ballest przeczytaj uwaznie IP: *.aleksandrow.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 13:13
            Gość portalu: ... napisał(a):

            > Gość portalu: ballest napisał(a):
            >
            > > "Polski widz zauważy też, że w całym filmie nie ma ani jednego Polaka
            > > zaangażowanego w pomoc Żydom"
            > >
            > > Ja caly film widzialem, :-))))
            > >
            > > pyrsk
            > > ballest
            >
            > i ... ???
            > Gość portalu: ballest napisał(a):

            > Widzial ktos z Was ten Film???
            > to jest dokumentacja !!
            > lanzmann stawia pytania a Polacy mu odpowiadaja, ich wypowiedzi na TEMAT
            ZYDOW
            > byly szokujace (podobno , w Polsce nie pokazano calego filmu)
            > Jak ale przyjechal bogaty Zyd ich odwiedzic i ktorego wszyscy osobiscie
            znali,
            > to mu sie wszyscy bez mydelka do pupci pchali .To byly ale te same osoby , co
            > wczesniej na ZYDOW tylko bluznili.
            > TEGO ZROZUMIEC NIE POTRAFILEM i nigdy nie zrozumiem , wlasnie to zaszokowalo
            > ludzi na Zachodzie i napewno cenzure w POLSCE.
            > Jesli wiecej takich ludzi w Polsce mieszka i to ich cecha narodowa jest, to
            > DOBRANOC POLONIA !!!
            >
            > Pyrsk
            > ballest
            Ballest poogladaj sobie te zdjecie .I p owiedz co onich myslisz?
            www.vivapalestyna.host.sk/postcards/index.php
        • Gość: ballest Re:Polska obluda !!!? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.01.03, 00:07
          Wszystko w jakiejs mierze tendencyjne jest i nie ma wypowiedzi neutralnych, ale
          ludzie ktorzy sie w tym filmie wypowiadaja to nie sa dyplomaci , co wszystko w
          bawelne obwijaja, to jest zwykly polski lud, ktory do dzisiaj te tereny
          zamieszkuje a to wlasnie szokujace jest.
          Ja bym to tak podsumowal, jesli te osoby Polske reprezentuja (a w tym reportazu
          to robia) to POLAKOM wierzyc nie mozna !!!
          Jesli prawda inna jest, to nie wiem dlaczego zydzi Polakow nienawidza?

          Pyrsk
          ballest
          • Gość: Niklot Re:Polska obluda !!!? IP: *.aleksandrow.sdi.tpnet.pl 27.01.03, 09:44
            Gość portalu: ballest napisał(a):

            > Wszystko w jakiejs mierze tendencyjne jest i nie ma wypowiedzi neutralnych,
            ale
            >
            > ludzie ktorzy sie w tym filmie wypowiadaja to nie sa dyplomaci , co wszystko
            w
            > bawelne obwijaja, to jest zwykly polski lud, ktory do dzisiaj te tereny
            > zamieszkuje a to wlasnie szokujace jest.
            > Ja bym to tak podsumowal, jesli te osoby Polske reprezentuja (a w tym
            reportazu
            >
            > to robia) to POLAKOM wierzyc nie mozna !!!
            > Jesli prawda inna jest, to nie wiem dlaczego zydzi Polakow nienawidza?
            >
            > Pyrsk
            > ballest
            Zydzi Palakow nienawidza dziwne ,bo nic o tym nie wiem to prawda Zydzi i Polacy
            w Usa nie przepadaaj za soba ,ale ,zeby sie nienawidziec na przyklad Zydowi
            izraelskiemu ,ktory nie pochodzi z Polski nazwy Polin czy Palani niewiele mowia
            wie o POlsce tyle co przecietny Polak o Kambodzy
          • Gość: ... Re:Polska obluda !!!? IP: 212.106.152.* 27.01.03, 11:57
            Gość portalu: ballest napisał(a):

            > Ja bym to tak podsumowal, jesli te osoby Polske reprezentuja (a w tym
            > reportazu to robia) to POLAKOM wierzyc nie mozna !!!

            przeczytaj jeszcze raz powyzej :
            grupa ta nie jest w zaden sposob reprezentatywna i choc niewatpliwie
            wypowiedzi osob wystepujacych w filmie nie zostaly zaklamane,
            rezyser postapil tendencyjnie, nie umieszczajac zadnych przykladow pozytywnych
            - a o te mogl sie zwrocic chocby do Yad Vashem
            • Gość: ballest Re:Polska obluda !!!? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.01.03, 14:57
              No wlasnie, o tym pisze, albo nie znalazl wypowiedzi pozytywnych na temat
              zydow, albo jak byly do filmu nie wlozyl.
              W tej chwili mozna mu zawsze cos zarzucac.

              Faktem jest ta "zastanawiajaca" zmiana pogladow mieszkancow tej miejscowosci ,
              gdy PAN STASIU z USA na odwiedziny przyjechal.
              Warto zobaczyc, naprawde !!!
              Pyrsk
              ballest

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka