sss9
30.05.09, 13:17
Jacek Madeja: Tu każde miasto siedzi okopane w swoim grajdołku
Po tramwajach w Gliwicach zostaną tylko tory. Ale nawet ich przyszłość jest
niejasna.
Wyszło jakoś niezręcznie. W kilka dni po tym, jak zapadła klamka w sprawie
likwidacji gliwickich tramwajów, rusza program modernizacji torowisk i wagonów
na niespotykaną wcześniej skalę. Tramwaje Śląskie chwalą się, że do 2012 roku
zostanie na to wydanych aż 580 mln zł.
Gliwice już się na te pieniądze nie załapią. Za kilka miesięcy jedynym śladem
po tramwajach w tym mieście będą tory. Osierocone przez tramwaje i niechciane
przez miasto szyny będą straszyć przez kolejne lata.
Tory biegną od granicy z Zabrzem aż do Wójtowej Wsi. Głównie środkiem ulicy,
choć w niektórych miejscach specjalnie wydzielonym pasem. Są w gorszym i
lepszym stanie. Na głównej ulicy - Zwycięstwa - wyglądają wyjątkowo solidnie,
osadzone są między betonowymi płytami.
Wkrótce nie będą potrzebne, bo tramwaje zastąpią autobusy. Gliwiccy urzędnicy
zapomnieli, jak rok temu zarzekali się, że tramwajów nikt nie zamierza
likwidować. Ale nagle okazało się, że 2-3 mln zł oszczędności (kwota tak
naprawdę niewielka dla budżetu miasta) są wystarczającym argumentem. Jak na
komendę znalazły się też autobusy z gliwickiego PKM-u gotowe zastąpić
tramwaje. Nowe zlecenie na pewno podreperuje finanse miejskiej spółki, która
narzekała ostatnio, że jej się nie przelewa, bo straciła niektóre połączenia.
Po płytach, w których są zatopione szyny, zaczną jeździć autobusy. Ale tory
nie znikną. Już teraz prezydent Zygmunt Frankiewicz bezradnie rozkłada ręce i
tłumaczy, że szyny są własnością Tramwajów Śląskich. Tramwajowa spółka tam,
gdzie tory biegną środkiem jezdni, też ich nie usunie. To zbyt kosztowne.
Wystarczy kilka lat. Asfalt dookoła będzie pękał, a kierowcy zaczną
przeklinać, na czym świat stoi. Prezydent Gliwic liczy na to, że jakoś się z
Tramwajami dogada. Ale chyba zapomniał już, jak wyglądały rozmowy ze spółką
dotyczące remontu dziur wzdłuż torów na skrzyżowaniu Zwycięstwa i
Wyszyńskiego. Obydwie strony uzbrojone w prawne paragrafy przerzucały się
odpowiedzialnością przez kilka lat. Teraz, kiedy miasto podziękowało
tramwajom, lepiej raczej nie będzie.
W Gliwicach mają inny problem. Zastanawiają się, czy autobusy, które zastąpią
tramwaje, powinny dojeżdżać tylko do granic miasta, czy może dalej, do Zabrza.
Miejmy nadzieję, że zwycięży to drugie rozwiązanie. Inaczej za kilka lat okaże
się, że w Tychach będziemy jeździć tylko trolejbusami, w Katowicach
tramwajami, a w Gliwicach autobusami. Będziemy się przesiadać na granicach miast.
Gliwickie tory i tramwaje to dobry przykład tego, co było i co nas czeka.
Czyli podejścia, że każde miasto siedzi głęboko okopane w swoim grajdołku. Nos
wyściubia niechętnie, bo wystarczy chwila nieuwagi i sąsiad niepostrzeżenie
wsypie piasek do jego dziury. Miasta aglomeracji, Komunikacyjny Związek
Komunalny GOP i Tramwaje Śląskie od kilkunastu lat dryfują w nieznanym
kierunku, zamiast budować spójny i szybki system komunikacji. I - o zgrozo,
dla nas pasażerów - nic nie wskazuje na to, że sytuacja się zmieni.
Schizofrenia pogłębia się, kiedy uświadomimy sobie, że wszystkie wymienione
wcześniej podmioty odpowiedzialne za transport kontrolują ci sami ludzie -
prezydenci naszych miast.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,6667260,Tu_kazde_miasto_siedzi_okopane_w_swoim_grajdolku.html
Jacek Madeja jeszcze nie bierze pod uwagę ukrywanego przed mieszkańcami
prawdziwego powodu likwidacji T, którym są planowane liczne zjazdy z DTŚ do
gliwickich centrów handlowych, ale w końcu i to wypłynie. tramwaj poległ nie w
interesie gliwiczan, ale w interesie hipermarketów.