Witam,
Hashi mam zdiagnozowane 10 lat temu, szukałam lekarza, który zechce
mnie leczyć-bezskutecznie. Bo "wszystko w normie poza
przeciwciałami".Czułam się raz lepiej, raz gorzej, wyniki a/TPO
miałam spore, a/TG zazwyczaj w normie. Teraz jest odwrotnie, bardzo
dużo anty TG, a TPO w normie. Zaczełam tyć...żadna dieta nie
skutkuje (nigdy nie miałam takich problemów), mam zaparcia,
jestem "półnienormalna"-tzn.spadek intelektualny. No i jakieś lęki,
kołatanie serca,objawy deprechy...
Zrobiłam badania:
TSH 1.02 (0.27-4.20)
FT3 53,16%
Ft4 71,79%
Troszke wzrosło TSH, zazwyczaj mam ponizej jednego...
ALe że dostałam kilkanaście razy opieprz na sąsiednim forum, ze nie
biore hormonów (lekarz nie widział wskazań do przepisania), to
postanowiłam...na własną rękę. Wyłudziłam od koleżankki i sama
zażywam "mikrodawkę". Z wrodzoną sobie ostrożnością biorę połówkę
najmniejszej dawki...Na razie nic się nie zmieniło. Ale mam do Was
pytanie. Czy dobrze robię? FT 3 i 4 są na oko ok.( to znaczy, chyba
trochę zła przemiana skoro Ft4 jest większe?) TSH też. A objawy
niedoczynności jak wół. Czy to przez zmianę przeciwciał z TPO na TG?
Czy to że minimalnie wzrosło TSH? I czy dobrze robię, że sama sobie
zaordynowałam hormon? Może wystarczy brać żelazo i selen (przyznaję,
ze zarzuciłam branie bo łeb mnie nieludzko bolał i miałam boleści,
oraz rozstrój żołądka po żelazie). MOże zacząc brac "normalną" dawkę
0, 25 a nie bawić sie w niemowlaczka? I zobaczyć co będzie? Sama nie
wiem co robić...Wiem i czuję kiedy mam rzut choroby (stawy mi
wykręca, czuję się jak przy grypie, też deprecha ale umiem
przeczekać). Teraz jest koszmarnie pod względem
psychicznym...uniemożliwia mi pracę zawodową (muszę zostawać w domu
bo nie jestem w staniem wyjśc do pracy). Stąd moja desperacja i
tytułowa "samowolka". A moze jednak...psychiatra? Czy cierpliwie
poczekać az hormon zacznie działać? Trochę się boję że sobie
zaszkodzę...Mam tahykardię i jak przesadzę z tyroksyną, to może mi
serducho bardziej wariować. Ale jest też opcja (moja teoria, no i
nauka z forum

) że serducho paradoksalnie się "uspokoi" bo
psychika po hormonie wróci do normy i serce przestanie nerwicowo
brykać...Proszę, napiszcie co sądzicie o moim "samoleczeniu"?