Ostatnio spotkałam się z opinią, pochodzącą od ponoć świetnej endo (ale nie mojej ulubionej), że poranną dawkę tyroksyny należy popić
całą szklanką wody aby tyroksyna nie została w żołądku, ale poszła dalej do jelit.
Od lat popijam tyroksynę kilkoma łyczkami wody (około 1/3-1/2 szklanki wody). A synek rano wypija maksymalnie dwa łyki wody do popicia E.
W ulotce E piszą, aby popić
niewielką ilością wody, np. połową szklanki wody.
No i ostatnio zastanawiam się, czy rzeczywiście tyle wody trzeba do popicia E? Oczywiście synek jest mniejszy, więc całej szklanki bym mu nie pchała rano do żołądka, ale...
Czy zauważyłyście związek między ilością wody używaną do popicia E a ilością wchłoniętej dawki? Jak u Was wygląda poranne popijanie?