gaga-1
14.07.13, 12:13
Witam!
Od kilku dni studiuję Wasze forum. Głowa mnie już boli. I jestem przerażona. Tzn., że nasza służba zdrowia jest na niskim poziomie (poza kilkoma wyjątkami) to wiem od dawna, ale... włos się jeży na głowie.
Trochę osobie. Mam 47 lat. Z 30 lat temu zdiagnozowano u mnie chorobę tarczycy. Jaką? A ja to wiem! Wole po byku. Leczono jakimiś tabletkami. Wole sobie rosło nikogo za bardzo to jednak nie obchodziło. Dużo by pisać, ale żeby nie przeciągać: jedna operacja w 1990 r, potem letrox. Mimo "leczenia" wole znowu odrosło i druga operacja w 2001 r. Całkowite usunięcie tarczycy z powody guzków i "lepiej usunąć teraz bo potem pani będzie starsza i trudniej będzie przeprowadzić zbieg. Poza tym po co co chwilę robić biobsję? Martwić się czy nie zrobił się jakiś nowotwór?" Ponieważ i tak i tak byłam skazana na branie leków do końca życia zgodziłam się na zabieg. I tak zostałam pozbawiona gruczołu.
Potem oczywiście ustalenie dawki leków. I tu zaczął się problem. Właściwie nie pamiętam już czy kiedykolwiek czułam się dobrze... Na każde moje skargi o złym samopoczuciu zawsze słyszałam jakieś wytłumaczenie. Najciekawsze chyba to: mam ciągłe uczucie zimna, marzną mi ręce i stopy - tsh w normie widocznie taka pani "uroda" !!!
I tak od wielu lat zwiększam i zmniejszam dawkę euthyroksu, a samopoczucie do d.... Większości objawów nawet nie kojarzyłam! A o skarżeniu się na nie to już nawet bym nie wpadła. Większość objawów usprawiedliwiałam wiekiem. No cóż starzeję się to bolą mnie stawy, wypadają włosy, rozdwajają paznokcie, mam kłopoty z koncentracją, zapamiętywaniem. Depresja? A przecież mam problemy rodzinne. Przesuszona skóra? A cierpię na "rybią łuskę. Nie sypiam po nocach? To objawy menopauzy. Tyję i nie skutkują już żadne diety? Za mało się pewnie ruszam i ten mój wiek. Tylko czemu nawet latem bywa mi tak zimno? Och zapomniałam "taka moja uroda". Poza tym przy takim niskim ciśnieniu... Wiecznie zmęczona? Zapewne to moje lenistwo, a nie zmęczenie.
To tak pokrótce.
Stan na dzisiaj: czuję się jak 70 letnia kobita. Bez sił, bez energii, Obolała (to przez te stawy). Zrezygnowana.
Wasze forum zrobiło mi wielką nadzieję. Jutro z rana jadę na badania krwi. Zacznę od "świętej trójcy". Przyznam się, że badań nie robiłam już od dwóch lat. Zrezygnowałam też z wizyt u mojego endo, bo stwierdziłam, że szkoda czasu i energii. Tak jak piszecie, jeden specjalista zwala "winę"na drugiego. Endo każe iść do ginekologa, ginekolog do endo. Koło się zamyka. Lek dawkuje sobie sama w zależności od samopoczucia. Przestałam w ogóle wierzyć, że mogę czuć się lepiej. Żyję tak, żeby jakoś przetrwać kolejny dzień. W związku z takim samopoczuciem już zetknęłam się nawet z psychiatrą...
Mam nadzieję, że u Was znajdę pomoc i zrozumienie. Na razie wstąpiła we mnie nadzieja, że to nie wiek i lenistwo. Może jestem po prostu chora i da się to wyleczyć?
Zgłoszę się, gdy będę miała jakieś wyniki. Czy jeszcze coś na początek powinnam zbadać? Myślę, że na razie muszę w ogóle od czegoś zacząć i trójca wystarczy.
Jestem ze Śląska. Może ktoś podpowie jakiegoś dobrego lekarza? Nie doczytałam jeszcze kogo z tych okolic polecacie.
Ps: w teście uzbierałam 40 pkt. To chyba mogę podejrzewać, że coś jest nie tak?
Pozdrawiam z nową nadzieją... Gaga.