Witam wszystkich forumowiczów
Leczę Hashimoto od 18 lat, chociaż z pewnością choroba rozwijała się w ukryciu już wcześniej. Kiedy zaatakowała, to z dnia na dzień, z silnymi objawami. Jednym z najgorszych był ostry ból stawów szczękowo-żuchwowych, połączony z drżeniem, a nawet szczękaniem zębami. Koszmar trwał ok. 3 miesiące, praktycznie non-stop, dzień i noc. Dopiero po takim czasie udało mi się trafić na panią doktor, która mnie zdiagnozowała.
Po rozpoczęciu leczenia objawy fizyczne stopniowo mijały. Później ból "szczęk" pojawiał się sporadycznie, zwykle w silnym stresie. Niestety, ostatnio miałam bardzo ciężki okres i ból znowu się pojawił. Trwa od 1,5 miesiąca. Nie jest silny, ale dokuczliwy. Wiem, że muszę unikać stresu, aby dojść do siebie po ciężkich przejściach, ale to trudne, kiedy czuje się ból. A ból się utrwala z powodu stresu. I kółko się zamyka.
Ratuję się lekami przeciwbólowymi (ale staram się nie przesadzać) i Validolem, na "wyciszenie", ale efekty są mizerne. Moja pani doktor sugerowała lek antydepresyjny, ale szczerze mówiąc nie chcę do nich wracać (brałam antydepresanty kilka lat).
Co do leczenia: od dawna biorę stałą dawkę 100 Letroxu. Dostałam teraz, jak co roku, serię 10 zastrzyków wit. B12
Moje aktualne wyniki:
TSH: 0,217 (0,55 - 4,78) -zawsze mam poniżej normy
FT3: 3,39 (2,30 - 4,20)
FT4: 1,59 (0,89 - 1,76)
Chyba nie ma się do czego przyczepić. Zwłaszcza, że fizycznie czuję się b.dobrze, nie mam praktycznie żadnych objawów, oprócz tego nieszczęsnego bólu, który został z pewnością wywołany przez silny stres.
Czy ktoś z Was ma podobny problem? Z pewnością jest to związane z Hashimoto, bo przed chorobą to się nie zdarzało. Co można z tym zrobić?