Dodaj do ulubionych

Katolickie pogrzeby ofiar katastrofy

22.04.10, 13:14
Taka obserwacja, zauważyłem, więc dzielę się zdziwieniem ...

Wygląda na to, że wszystkie "lewicowe" ofiary katastrofy smoleńskiej zostały pochowane w obrządku katolickim.
Na pewno marszałek Szmajdziński:
wyborcza.pl/1,75248,7793112,Pogrzeb_Jerzego_Szmajdzinskiego.html
Na pewno pani poseł Jaruga-Nowacka:
wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Uroczystosci-pogrzebowe-Izabeli-Jarugi-Nowackiej,wid,12197791,wiadomosc.html?ticaid=1a08c
Nie mam tylko pewności co do pani MInister Szymanek-Deresz:
www.fakt.pl/Ostatnia-droga-Jolanty-Szymanek-Deresz,artykuly,69681,1.html
ale bez wątpienia na jej trumnie widnieje krzyż (z Chrystusem):
wyborcza.pl/51,75248,7790397.html?i=4
Decyzje pewnie podejmowały rodziny, więc nie wiadomo czy zmarli życzyliby sobie katolickiego pochówku. Trudno więc wyciągać z tego faktu jakieś wnioski co do kondycji antyklerykalizmu w naszym kraju. Niemniej, czuję się zaskoczony bo myślałem, że to zjawisko mimo wszystko jakoś zakorzenione, że dotyczy też rodzin. A tu proszę.


G.
Obserwuj wątek
    • hawela Re: Katolickie pogrzeby ofiar katastrofy 22.04.10, 14:46
      Tylko o czym to świadczy? Że jednak niektórzy chcą mieć nadzieję?
      • diabollo Re: Katolickie pogrzeby ofiar katastrofy 22.04.10, 17:43
        hawela napisała:

        > Tylko o czym to świadczy? Że jednak niektórzy chcą mieć nadzieję?

        Nie, czcigodna Hawelo, to świadczy o tym, że ich bliscy delikatnie mówiąc nie są
        specjalnie konsekwentni w szacunku dla Ich pamięci.

        Kłaniam się nisko.
        • hawela Re: Katolickie pogrzeby ofiar katastrofy 22.04.10, 19:16
          czyli wszystkie te niewierzące osoby mają wierzące rodziny?
          • diabollo Re: Katolickie pogrzeby ofiar katastrofy 22.04.10, 20:31
            hawela napisała:

            > czyli wszystkie te niewierzące osoby mają wierzące rodziny?

            A jak to inaczej wytłumaczyć? Ewentualnie konformizmem rodziny?
            No, bo chyba nie ateizmem np. śp. pani Jarugi-Nowackiej?

            A z resztą przecież to ciągle ten sam problem: jak w przypadku śp. pana prezydenta.
            Cokolwiek złego byśmy nie mówili o jego prezydenturze (a można wszak prawie
            tylko o niej źle), to nawet przeciwnicy polityczni zmarłego, którzy go znali
            twierdzą, że prywatnie to był miły człowiek i z całą pewnością nie kabotyn,
            który życzyłby sobie spocząć na wieki w sarkofagu na Wawelu obok sarkofagu śp.
            pana Piłsudskiego...

            W obliczu śmierci ludzie często głupieją. (Ciągle chcę wierzyć, że to czysta i
            nieskalana głupota, a nie kalkulacja polityczna pana Jarosława).

            Kłaniam się nisko.
            • witold17 Re: Katolickie pogrzeby ofiar katastrofy 22.04.10, 22:19
              diabollo napisał:

              > W obliczu śmierci ludzie często głupieją. (Ciągle chcę wierzyć, że
              to czysta i
              > nieskalana głupota, a nie kalkulacja polityczna pana Jarosława).

              Oj, Czcigodny Diabollo, dobrze napisałeś: "chcę wierzyć"... Ale nie
              wierzysz, prawda? I na pocieszenie Ci powiem- nie jesteś w tym
              odosobniony smile
              • diabollo Re: Katolickie pogrzeby ofiar katastrofy 23.04.10, 23:13
                witold17 napisał:

                > diabollo napisał:
                >
                > > W obliczu śmierci ludzie często głupieją. (Ciągle chcę wierzyć, że
                > to czysta i
                > > nieskalana głupota, a nie kalkulacja polityczna pana Jarosława).
                >
                > Oj, Czcigodny Diabollo, dobrze napisałeś: "chcę wierzyć"... Ale nie
                > wierzysz, prawda? I na pocieszenie Ci powiem- nie jesteś w tym
                > odosobniony smile

                Czcigodny Witoldzie,

                Cóż, ateiści nie mają za dużo w co mogliby wierzyć...
                Osobiście pozostaje mi wiara w człowieka (wiara bardzo trudna, narażająca na
                wiele rozczarowań, no ale na tym chyba polega cały "urok" wiary).

                Kłaniam się nisko.
            • hawela ciekawe 24.04.10, 09:33
              Ciekawe, że dzieje się więc coś, co i Ty - jako ateista, i ja - jako
              katoliczka, oceniamy negatywnie
              • diabollo Re: ciekawe 24.04.10, 10:21
                hawela napisała:

                > Ciekawe, że dzieje się więc coś, co i Ty - jako ateista, i ja - jako
                > katoliczka, oceniamy negatywnie

                Czcigodna Hawelo, a dlaczegóż to katoliczka z ateistą musieliby się tylko nie
                zgadzać?

                Kłaniam się nisko.
                • kora3 Re: ciekawe 24.04.10, 10:44
                  diabollo napisał:
                  >
                  > Czcigodna Hawelo, a dlaczegóż to katoliczka z ateistą musieliby
                  się tylko nie
                  > zgadzać?
                  >
                  no właśnie smile dziwi mnie takie spojrzenie jak Haweli. Dosc czesto
                  zdarza mi się w moim srodowisku zawodowym, a akze towarzyskim, ze ja
                  niekatoliczka, ale wierzaca osoba, ateisci i katolicy z otoczenia
                  mówimy jak to sie ujmuje jednym głosem w wielu sprawach. Nic w tym
                  dziwnego! Poza oszołomami i fanatykami ze stron roznych całkiem
                  sporo ludzi mysli i wyciaga wnioski, samodzielniesmile
                • hawela Re: ciekawe 24.04.10, 16:11
                  Nie chodziło mi o niezgadzanie się na jakimkolwiek polu (osobiście
                  bardzo nie lubię polaryzowania opinii według żadnego kryterium), ale
                  raczej o ocenę tej konkretnej sprawy - która jednak ma tylko dwa
                  końce (z jednego końca nieboszczyk ateista, z drugiego końca
                  katolicka rodzina), i my - będący właśnie z obu tych końców
                  jednogłośnie oceniamy to negatywnie. Czyli wychodzi na to, że
                  ogólnie sytuacja bez sensu.
                  • kora3 Sytuacja jest bez sensu 24.04.10, 16:27
                    gdy rodzina znając wole zmarłego co do sposobu jego pochówku woli
                    tej nie wypelnia, a działa jak sama chce i uwaza. To nie tyle bez
                    sensu, co po prosyu haniebne, bo ostatnia wola zmarlego jest w
                    takich sprawach swieta.
                    Ale bywa tak, ze rodzina nie ma dokladnie wytyczonych zasad
                    pochówku. Zmarły, zwłaszcza tragicznie, do tego niestary, byc mzoe
                    takich dyrektyw nie zostawił jasnych rodzinie. I ta postepuje podług
                    swej woli, bo zmarłego wszak juz nie zapyta czego by chcial w tym
                    zakresie.
                    Ale postepowac tak moze w przypadku pochówku katolickiego tylko, jak
                    mi się zdaje za zgodą duchownych. Nie zdarza sie to czesto, ale się
                    zdarza, ze ksiądz odmawia pochówku po katolicku kogoś, kto jako zywy
                    nie utozsamiał się z katolickimi zasadami zycia. Nie znam dokładnie
                    zasad, na jakich sie to dzieje, ale z tego co moglam zaobserwowac
                    jest tu pewna dosolnosc, w jakims zakresie zalezy to od wlasnej
                    oceny danego ksiedza. Podobnie spawa ma sie z chrztami dzieci
                    zrodzonych w zw. cywilnych, czy konkubinatach. Jeden ksiadz chrzci
                    bez problemu, inny nie chce.
                    nie wiem na ile ksiądz sam podejmuje taką decyzję i na ile musi sie
                    z niej tłumaczyć np. biskupowi w razie np. skargi na niego.
    • diabollo Re: Katolickie pogrzeby ofiar katastrofy 22.04.10, 17:40
      Cóż można powiedzieć, czcigodny Gumpelu, chyba tylko, że ateiści nie mają w
      Polsce łatwo, nawet po śmierci...

      Osobiście opłakuję wielką ateistkę, wspaniałego człowieka i polityczkę, śp.
      panią Jarugę-Nowacką.
      ...którą szczerze kochałem (coś jak wielu Rodaków kochało śp. pana papieża
      Wojtyłę; przyznacie, że obiekt mojej miłości jednak był piękniejszy).

      Kłaniam się nisko.
      • diabollo Szczuka: Nasza Jaruga 22.04.10, 17:52
        Nasza Jaruga
        Kazimiera Szczuka

        „Ciągle myślę o Jarudze-Nowackiej. Była najbardziej przeze mnie cenioną
        polityczką. Bardzo, bardzo ją podziwiałam, szanowałam, lubiłam. Nie mogę się
        pogodzić z jej odejściem” – mówi profesor Maria Janion.

        Jak każda niezwykła osoba, Iza łączyła w sobie rozmaite sprzeczności. „Krucha i
        niezłomna”, waleczna i wykwintna, lojalna i niesterowalna. Jaruga – tak na nią
        mówiły feministki - nie narzucała żadnego dystansu, ale nieodmiennie wzbudzała
        szacunek. W trakcie swojej kariery była pełnomocniczką do spraw równego statusu
        kobiet w rządzie Leszka Millera, wicepremierem w rządzie Marka Belki, posłanką
        kilku kadencji. Nigdy nie była ani chłopakiem z partyjnej ferajny, ani szyją,
        która kręci męską głową. Dla niezależnych, obywatelskich środowisk
        feministycznych i LGBT na pewno była bardziej nasza niż „ich” – rządu i sejmu.

        Trudno to pojąć, ale ta osoba niezdolna do przemocy czy poniżenia kogokolwiek,
        wzbudzała szczerą agresję politycznych wrogów. Pamiętne to słowa, w których
        lubiany przez inteligenckie środowiska biskup nazwał pełnomocniczkę rządu
        feministycznym betonem, na który nie pomoże nawet kwas solny! Dlaczego? Bo
        mówiła o potrzebie złagodzenia antyaborcyjnego prawa. Zawarty ponad głowami
        kobiet układ między ówczesnym lewicowym rządem a episkopatem polegać miał na
        milczeniu o aborcji w zamian za poparcie hierarchów dla unijnej akcesji. Janion,
        poruszona i hipokryzją tych tajnych ustaleń i - przede wszystkim - skalą
        symbolicznej przemocy zawartej w słowach biskupa, napisała protest, znany
        wkrótce jako List stu kobiet. Opublikowany w „Gazecie Wyborczej” 7 marca 2002
        roku wyrażał sprzeciw wobec „handlowania prawami kobiet” i znieważania Izabeli
        Jarugi-Nowackiej. List podpisały zasłużone dla życia publicznego autorytety,
        począwszy od noblistki Wisławy Szymborskiej, Agnieszki Holland, Olgi Tokarczuk,
        Magdaleny Abakanowicz a skończywszy na młodych działaczkach ruchów
        alternatywnych, takich jak Sylwia Chutnik czy Claudia Snochowska-Gonzalez. Sto
        nazwisk. Był to jeden z rzadkich momentów połączenia odległych – jeszcze wówczas
        - środowisk. Helena Łuczywo napisała wtedy w „Gazecie” krótki i nieoczekiwanie
        śmiały komentarz. Jej słowa - „więcej feminizmu, mniej kwasu solnego!” -
        znalazły się natychmiast na manifowych tiszertach. Z perspektywy czasu trudno
        nie zdumiewać się, jak łatwo stara lewica uległa pół-jawnemu szantażowi, którego
        kościelna hierarchia nie miała prawa stosować. Izabela Jaruga-Nowacka była bodaj
        jedyną polityczką, która widziała bardzo jasno płynące z tego zagrożenia.

        Liderki Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych wspominają
        Izę kochającą i kochaną. „Była z nami od lat” – mówi Dorota Gardias. Nawet kiedy
        w kodeksie pracy nie był jeszcze zapisów zakazujących lobbingu i molestowania,
        Iza pomagała pielęgniarkom bronić się przed tym. „Kiedy rozpoczął się protest
        przed kancelarią premiera, Białe Miasteczko, pierwszy telefon, jaki udało mi się
        odebrać wewnątrz budynku, był właśnie od niej, od Izy” – mówi Gardias. Jaruga
        zawsze pojawiała się, żeby pomóc. Żeby wesprzeć. Żeby załatwić ważne sprawy.
        Janina Zaraś z OZZPiP wspomina – nie wstydźmy się uczuć! - jak często Iza mówiła
        „kochanie, kochana, kocham was, kocham cię”. „Ja też cię kocham” – brzmiała
        jedyna odpowiedź. Która z nas nie kochała Izy? Głos miała piękny, lekko
        schrypnięty, wibrujący, podobnie jak śmiech, którym łatwo wybuchała.

        „Była dobra” – tak mówi się o każdej zmarłej kobiecie. Ale Iza Jaruga była
        naprawdę dobra. Niektórzy sądzili, że aż za bardzo, bo pewien poziom cynizmu to
        konieczny element kariery. Iza nie znała cynizmu. Zawsze miałyśmy ją po swojej
        stronie. Przychodziła na wiece, pikiety, marsze. Marznąc pod sejmem, a to w
        sprawie legalności In vitro, a to 14-latki w ciąży, mogłyśmy być pewne, że
        wkrótce się pojawi. Że roztoczy swoje jarugowe światło, które – jak się teraz
        okazało - dostrzegał nawet premier Tusk. Na manifach po prostu była, szła sobie
        jako zupełnie zwyczajna uczestniczka, nie szukała kamer ani mikrofonów. To
        organizatorki wołały ją na platformę i wyciągały przed tłum. A manifowy tłum
        jest wierny i wierność ceni. Czy wiedziała, że stoimy za nią murem, że jest tak
        ważna dla tak wielu? Czasami na pewno. Czasami dawałyśmy jej poczucie, że warto
        użerać się z sejmowym patriarchatem, że warto walczyć od lat o te same
        oczywistości i przegrywać. Nie widać było po niej goryczy. Może czasem zmęczenie.

        Zapytana w „Pytaniu na śniadanie”, już w czasie żałoby, czy Izabela Jaruga-
        Nowacka była moją przyjaciółką ochoczo odpowiedziałam: „Tak!”. Potem dopiero
        poczułam się zakłopotana. Czy można określić mianem przyjaciółki kogoś, u kogo
        nie było się w domu, czyjego męża się nie zna, o kim wiadomo, że kocha córki i
        wnuka, ale nigdy się o nich dłużej nie rozmawiało? Gdyby jednak przyjaźń liczona
        była w gorących uściskach, padaniu sobie w objęcia, mówieniu „Jesteś boska ” i
        radości wypełniającej nas na czyjś widok - Jaruga należała do najcudowniejszych
        przyjaciółek.

        Nie wiem, kim była dla kolegów z sejmu. Na pewno stawała się powoli klasykiem
        polskiego parlamentu. Nienaganna, nieugięta, pełna coraz szlachetniejszego
        blasku. Dla feministek była czymś więcej niż koleżanką. I może czymś więcej niż
        przyjaciółką. Była naszą sister.

        Wielki jest po niej płacz wśród gejów, lesbijek, działaczek i działaczy choćby
        najmniejszych lokalnych organizacji, o których ja nawet nie słyszałam, ale ona
        tak. Wielkie jest nasze współczucie dla jej najbliższych. Wielka nadzieja, że
        praca Izy pod koniec dnia jednak nie pójdzie na marne.

        Pogrzeb o 10.00 we czwartek, 22 kwietnia, w Boromeuszu na Powązkach. Przybywajcie!

        www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Szczuka-Nasza-Jaruga/menu-id-1.html
        • hawela Re: Szczuka: Nasza Jaruga 23.04.10, 12:32
          Co to jest Boromeusz? Nie potrafi prawidłowo nazwać?
          • diabollo Re: Szczuka: Nasza Jaruga 23.04.10, 23:32
            hawela napisała:

            > Co to jest Boromeusz? Nie potrafi prawidłowo nazwać?

            Właśnie, czcigodna Hawelo, kto by tam wiedział?
            Jak to zatem poprawnie w slangu katolickim idzie, ten "Boromeusz"?

            Kłaniam się nisko.
            • hawela Re: Szczuka: Nasza Jaruga 24.04.10, 09:34
              W żadnym slangu, myślę, że wystarczy spojrzeć na plan miasta i
              przeczytać opis. Prawdopodobnie będzie tam kościół pw św. Karola
              Boromeusza
    • grzespelc Re: Katolickie pogrzeby ofiar katastrofy 22.04.10, 20:55
      > Nie mam tylko pewności co do pani MInister Szymanek-Deresz:

      Na 100% pogrzeb był całkowicie świecki. NAtomiast śp. p.Szmajdziński p.
      Jaruga-Nowacka widocznie byli katolikami, no nie jest rzadkie na lewicy i
      wlaściwie może tylko zaskakiwać kogoś, komu nie mieści się w głowie, że mozna
      sprzeciwiać sie narzucaniu innym własnych poglądów.

      rudno więc wyciągać z tego faktu jakieś wnioski co do
      > kondycji antyklerykalizmu w naszym kraju.

      Nie każdy na lewicy to antyklerylał, z kolei świecki pogrzeb świadczy o
      ateiźmie, a nie o antykerykaliźmie.
    • kora3 o ile mnie wiafomo, pan poseł J. Smajdziński 23.04.10, 07:13
      był zdeklarowanym katolikiem Gumplu. pynajmniej kiedyś, jakies 3
      lata temu, a wiem to, bo mój przyjaciel zrobił z nim dosc długi
      wywiad w którym m.in. pytał o religije preferencje.
      To, ze ktoś nie jest za tym, zeby Kosciół decydował o prawie swiecki
      w zakresie całego społeczeństwa i dotyczacych tej całosci spraw nie
      oznacza, ze jest ateista tylko, ze jest demokratą Gumplu.

      A katolicki pogrzeb pana posła Gosiewskiego cię nie zaskoczył? Z
      ydziałem o. Rydzyka i jego byłej i aktualnej żony? Co to za katolik,
      który ma dwie zony? No wasnie, a jednak rodzina i Kosciół (jako i w
      przypadku innych) uznali, ze jednak dobry katolik godzień takiego
      pochówku, wiec....
      • hawela Re: o ile mnie wiafomo, pan poseł J. Smajdziński 23.04.10, 10:11
        Rydzyk ma dwie żony?wink
        • kora3 Re: o ile mnie wiafomo, pan poseł J. Smajdziński 23.04.10, 11:35
          hawela napisała:

          > Rydzyk ma dwie żony?wink

          nie, śp. goswieski był powtórnie żonaty po rozwodzie. smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka