diabollo
23.07.14, 07:29
Wojciech Orliński
Jak Platforma Obywatelska mogłaby zawalczyć o lewicowych wyborców
Droga Platformo - to list od potencjalnego wyborcy na nadchodzący, gorący polityczny sezon 2014/15. Głosowałem na Was kilkakrotnie, w tym raz w wyborach parlamentarnych w 2011 r., bo ze względu na swoje zamiłowanie do infrastruktury drogowej uznałem, że mój głos należy się partii odpowiedzialnej za wybudowanie sieci dróg ekspresowych i autostrad. Tyle się śmiali z prezydenta Komorowskiego za zapowiedź tysiąca kilometrów, a przecież PO zbudowała dwa razy tyle z okładem!
Jestem dla Was wyborcą kłopotliwym. Należę nie tyle do pozytywnego elektoratu PO, co negatywnego elektoratu przeciwników PO. Nie zależy mi na wygranej Tuska, zależy mi na porażce Kaczyńskiego. Nie zależy mi na wygranej Hanny Gronkiewicz-Waltz, zależy mi na przegranej Piotra Guziała i tak dalej.
Popieram Was głównie z powodu braku sensownej lewicowej alternatywy. Wyborców takich jak ja nie ma zapewne zbyt wielu - w końcu te pustki na lewicy nie biorą się z niczego. Ale to my możemy stanowić to kluczowe parę procent, których Waszym kandydatom zabraknie w wyborach na prezydenta jakiegoś dużego miasta. A może i kraju.
W ostatnich wyborach wyprzedziliście PiS o mniej niż pół procent. W tej sytuacji warto się schylić po głosy lewicy, tym bardziej że tylko w tym kierunku jeszcze w ogóle możliwa jest ekspansja.
Na lewo patrz
Na początku XIX wieku Amerykanie, wtedy wciąż jeszcze skupieni głównie w miastach na wschodnim wybrzeżu, spojrzeli na zachód i zobaczyli bezpańskie pustkowia ciągnące się aż do oceanu. Uznali, że "oczywistym przeznaczeniem" (manifest destiny) jest podbój tych ziem. Gdybym był Donaldem Tuskiem, to samo widziałbym, patrząc na lewo od Platformy. Prerie, bagna, pustynie, skaliste góry. Pustkowia czekające na podbój.
Tu i tam wprawdzie siedzą w wigwamach jacyś wodzowie, ale tak są zajęci wysyłaniem sobie nawzajem obelg sygnałami dymnymi, że nawet nie zauważą, jak kawaleria zamknie ich w rezerwatach. Sami się już zresztą zamykają.
Na prawo Platforma ma groźnych rywali, a na lewo tak słabych, że ogranie ich wydaje się aż niesportowe. Chyba nie tylko ja to dostrzegam, bo ostatnie dziesięć lat Platformy to dziesięć lat powolnego przesuwania się w lewo.
Przypomina to sytuację portugalskiej partii socjaldemokratycznej, która razem z PO należy do frakcji chadeckiej w europarlamencie. Po rewolucji goździków w 1973 r. w Portugalii nikt nie chciał być "prawicowcem" czy "konserwatystą", więc scenę polityczną podzielili między siebie głównie socjaliści i socjaldemokraci. Mniejsze partie czasem najwyżej wchodzą do koalicji, ale do dzisiaj Portugalia nie miała premiera niezwiązanego albo z socjalistami, albo z socjaldemokratami. W rezultacie portugalscy socjaldemokraci wypełnili swoje "oczywiste przeznaczenie", jakim było zagospodarowanie prawej części spektrum. Stali się portugalską chadecją.
Nie namawiam Was aż do stania się "polską socjaldemokracją", ale faktem jest, że lewicowi liderzy zostawili Wam pustą bramkę. Zmarnowanie takiej okazji to grzech!
Jacek Żalek, Jarosław Gowin, Zyta Gilowska, Jan Maria Rokita - wszystkich tych ludzi już w Platformie nie ma. Kiedy w niej byli, nie było oczywiście mowy o szukaniu otwarcia na lewo. Ale jakie teraz zostały przeszkody?
Jako osoba spoza partii nie powinienem Wam oczywiście dyktować programu i nie zamierzam tego robić. Opiszę po prostu w kilku punktach sposób, w jaki Platforma Obywatelska mogłaby zawalczyć o lewicowych wyborców. Czy spróbuje, to już nie moja decyzja.
Sprawy światopoglądowe
Po pierwsze, kwestie światopoglądowe. Nazwisko dr. Chazana będzie zapewne należało do najczęściej wymienianych w nadchodzącej kampanii wyborczej poza nazwiskami samych kandydatów.
Słuszna decyzja prezydent Warszawy to tylko plasterek na coraz bardziej ropiejącej ranie, jaką stały się wielkie światopoglądowe kompromisy lat 90. Obawiam się, że nie da się w nieskończoność grać na dwa fronty i zasłaniać się kompromisem. Druga strona już od dawna nie chce nawet udawać, że go przestrzega. Fundamentalizm Kościoła katolickiego jest wprost proporcjonalny do odpływu wiernych - im mniejsze będą mieli realne poparcie społeczne, tym agresywniejsza będzie retoryka hierarchów.
Nie namawiam Platformy do jarmarcznego antyklerykalizmu a la Armand Ryfiński, ale wydaje mi się, że czas pokazać determinację w obronie świeckości państwa. Chyba nie trzeba być jakimś bardzo lewicowym wyborcą, żeby czuć zaniepokojenie, gdy biskupi układają program festiwalu teatralnego. Jeśli nie pokażecie nam, że możemy liczyć na obronę państwa świeckiego w Waszym wykonaniu, zostaniemy w domu albo oddamy głosy protestu na partie bez szans na zwycięstwo. Zabraknie Wam naszych kilku procent poparcia.
Wybór wydaje mi się o tyle oczywisty, że tylko walka o nasze poparcie może coś przynieść. Cokolwiek zrobicie, biskupi i tak was wyklną od ostatnich i będą ostentacyjnie popierać PiS. Z tamtej strony nic nie ugracie.
Zmiany w podatkach
Po drugie, podatki. Pechowo należę do bodajże jedynej grupy zawodowej w kraju, której ostatnio znacząco podniesiono podatki. I nie narzekam, bo uważam, że dziennikarz przekraczający próg, od którego ograniczenie kosztu uzyskania przychodu zaczyna być odczuwalne, nie ma już prawa narzekać. Ale nie rozumiem, dlaczego zarabiający kilka czy kilkadziesiąt razy więcej ode mnie prezesi spółek giełdowych mają płacić liniowe 19 procent. Mniej niż ja!
Platforma kiedyś proponowała liniowy podatek dla wszystkich według formuły 3x15. To był moim zdaniem głupi pomysł. Na taką Platformę nigdy bym w życiu nie zagłosował. Ale już nie ma polityków forsujących takie pomysły. A PIT w Polsce nadal jest praktycznie liniowy, w dużym stopniu dzięki Zycie Gilowskiej. To znaczy, że nieproporcjonalnie surowo opodatkowani są najubożsi, ku pożytkowi "tłustych misiów" (minister Sienkiewicz od razu zyskał w moich oczach za wylansowanie tego bon motu).
Prosta propozycja: podnieście podatki "tłustym misiom" i obniżcie najuboższym (zwiększając kwotę wolną od podatku albo obniżając stopę, albo waloryzując progi - albo wszystko naraz). W cywilizowanych krajach kapitalistycznych podatki dochodowe są ostro progresywne: najubożsi płacą mało (albo i wcale), a "tłuste misie" dużo. Jestem pewien, że da się to tak wyważyć, żeby realną poprawę odczuły miliony najuboższych, a najwyżej kilku "tłustych misiów" odłożyło na później zakup maserati. Ich jest mało, nie ma co zabiegać o ich głosy. A jak im się nie podoba, niech sobie wyjeżdżają do Rosji jak Depardieu, nie będę po nich płakać. Bonne journée!
CDN...