Dodaj do ulubionych

List wyborcy do Platformy

23.07.14, 07:29
Wojciech Orliński

Jak Platforma Obywatelska mogłaby zawalczyć o lewicowych wyborców

Droga Platformo - to list od potencjalnego wyborcy na nadchodzący, gorący polityczny sezon 2014/15. Głosowałem na Was kilkakrotnie, w tym raz w wyborach parlamentarnych w 2011 r., bo ze względu na swoje zamiłowanie do infrastruktury drogowej uznałem, że mój głos należy się partii odpowiedzialnej za wybudowanie sieci dróg ekspresowych i autostrad. Tyle się śmiali z prezydenta Komorowskiego za zapowiedź tysiąca kilometrów, a przecież PO zbudowała dwa razy tyle z okładem!

Jestem dla Was wyborcą kłopotliwym. Należę nie tyle do pozytywnego elektoratu PO, co negatywnego elektoratu przeciwników PO. Nie zależy mi na wygranej Tuska, zależy mi na porażce Kaczyńskiego. Nie zależy mi na wygranej Hanny Gronkiewicz-Waltz, zależy mi na przegranej Piotra Guziała i tak dalej.

Popieram Was głównie z powodu braku sensownej lewicowej alternatywy. Wyborców takich jak ja nie ma zapewne zbyt wielu - w końcu te pustki na lewicy nie biorą się z niczego. Ale to my możemy stanowić to kluczowe parę procent, których Waszym kandydatom zabraknie w wyborach na prezydenta jakiegoś dużego miasta. A może i kraju.

W ostatnich wyborach wyprzedziliście PiS o mniej niż pół procent. W tej sytuacji warto się schylić po głosy lewicy, tym bardziej że tylko w tym kierunku jeszcze w ogóle możliwa jest ekspansja.

Na lewo patrz

Na początku XIX wieku Amerykanie, wtedy wciąż jeszcze skupieni głównie w miastach na wschodnim wybrzeżu, spojrzeli na zachód i zobaczyli bezpańskie pustkowia ciągnące się aż do oceanu. Uznali, że "oczywistym przeznaczeniem" (manifest destiny) jest podbój tych ziem. Gdybym był Donaldem Tuskiem, to samo widziałbym, patrząc na lewo od Platformy. Prerie, bagna, pustynie, skaliste góry. Pustkowia czekające na podbój.

Tu i tam wprawdzie siedzą w wigwamach jacyś wodzowie, ale tak są zajęci wysyłaniem sobie nawzajem obelg sygnałami dymnymi, że nawet nie zauważą, jak kawaleria zamknie ich w rezerwatach. Sami się już zresztą zamykają.

Na prawo Platforma ma groźnych rywali, a na lewo tak słabych, że ogranie ich wydaje się aż niesportowe. Chyba nie tylko ja to dostrzegam, bo ostatnie dziesięć lat Platformy to dziesięć lat powolnego przesuwania się w lewo.

Przypomina to sytuację portugalskiej partii socjaldemokratycznej, która razem z PO należy do frakcji chadeckiej w europarlamencie. Po rewolucji goździków w 1973 r. w Portugalii nikt nie chciał być "prawicowcem" czy "konserwatystą", więc scenę polityczną podzielili między siebie głównie socjaliści i socjaldemokraci. Mniejsze partie czasem najwyżej wchodzą do koalicji, ale do dzisiaj Portugalia nie miała premiera niezwiązanego albo z socjalistami, albo z socjaldemokratami. W rezultacie portugalscy socjaldemokraci wypełnili swoje "oczywiste przeznaczenie", jakim było zagospodarowanie prawej części spektrum. Stali się portugalską chadecją.

Nie namawiam Was aż do stania się "polską socjaldemokracją", ale faktem jest, że lewicowi liderzy zostawili Wam pustą bramkę. Zmarnowanie takiej okazji to grzech!

Jacek Żalek, Jarosław Gowin, Zyta Gilowska, Jan Maria Rokita - wszystkich tych ludzi już w Platformie nie ma. Kiedy w niej byli, nie było oczywiście mowy o szukaniu otwarcia na lewo. Ale jakie teraz zostały przeszkody?

Jako osoba spoza partii nie powinienem Wam oczywiście dyktować programu i nie zamierzam tego robić. Opiszę po prostu w kilku punktach sposób, w jaki Platforma Obywatelska mogłaby zawalczyć o lewicowych wyborców. Czy spróbuje, to już nie moja decyzja.

Sprawy światopoglądowe

Po pierwsze, kwestie światopoglądowe. Nazwisko dr. Chazana będzie zapewne należało do najczęściej wymienianych w nadchodzącej kampanii wyborczej poza nazwiskami samych kandydatów.

Słuszna decyzja prezydent Warszawy to tylko plasterek na coraz bardziej ropiejącej ranie, jaką stały się wielkie światopoglądowe kompromisy lat 90. Obawiam się, że nie da się w nieskończoność grać na dwa fronty i zasłaniać się kompromisem. Druga strona już od dawna nie chce nawet udawać, że go przestrzega. Fundamentalizm Kościoła katolickiego jest wprost proporcjonalny do odpływu wiernych - im mniejsze będą mieli realne poparcie społeczne, tym agresywniejsza będzie retoryka hierarchów.

Nie namawiam Platformy do jarmarcznego antyklerykalizmu a la Armand Ryfiński, ale wydaje mi się, że czas pokazać determinację w obronie świeckości państwa. Chyba nie trzeba być jakimś bardzo lewicowym wyborcą, żeby czuć zaniepokojenie, gdy biskupi układają program festiwalu teatralnego. Jeśli nie pokażecie nam, że możemy liczyć na obronę państwa świeckiego w Waszym wykonaniu, zostaniemy w domu albo oddamy głosy protestu na partie bez szans na zwycięstwo. Zabraknie Wam naszych kilku procent poparcia.

Wybór wydaje mi się o tyle oczywisty, że tylko walka o nasze poparcie może coś przynieść. Cokolwiek zrobicie, biskupi i tak was wyklną od ostatnich i będą ostentacyjnie popierać PiS. Z tamtej strony nic nie ugracie.

Zmiany w podatkach

Po drugie, podatki. Pechowo należę do bodajże jedynej grupy zawodowej w kraju, której ostatnio znacząco podniesiono podatki. I nie narzekam, bo uważam, że dziennikarz przekraczający próg, od którego ograniczenie kosztu uzyskania przychodu zaczyna być odczuwalne, nie ma już prawa narzekać. Ale nie rozumiem, dlaczego zarabiający kilka czy kilkadziesiąt razy więcej ode mnie prezesi spółek giełdowych mają płacić liniowe 19 procent. Mniej niż ja!

Platforma kiedyś proponowała liniowy podatek dla wszystkich według formuły 3x15. To był moim zdaniem głupi pomysł. Na taką Platformę nigdy bym w życiu nie zagłosował. Ale już nie ma polityków forsujących takie pomysły. A PIT w Polsce nadal jest praktycznie liniowy, w dużym stopniu dzięki Zycie Gilowskiej. To znaczy, że nieproporcjonalnie surowo opodatkowani są najubożsi, ku pożytkowi "tłustych misiów" (minister Sienkiewicz od razu zyskał w moich oczach za wylansowanie tego bon motu).



Prosta propozycja: podnieście podatki "tłustym misiom" i obniżcie najuboższym (zwiększając kwotę wolną od podatku albo obniżając stopę, albo waloryzując progi - albo wszystko naraz). W cywilizowanych krajach kapitalistycznych podatki dochodowe są ostro progresywne: najubożsi płacą mało (albo i wcale), a "tłuste misie" dużo. Jestem pewien, że da się to tak wyważyć, żeby realną poprawę odczuły miliony najuboższych, a najwyżej kilku "tłustych misiów" odłożyło na później zakup maserati. Ich jest mało, nie ma co zabiegać o ich głosy. A jak im się nie podoba, niech sobie wyjeżdżają do Rosji jak Depardieu, nie będę po nich płakać. Bonne journée!

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: List wyborcy do Platformy 23.07.14, 07:30
      Dowartościować pracę

      Po trzecie, cześć pracy. To hasło było żartem za PRL, bo wbrew oficjalnej propagandzie ten ustrój nie cenił sobie pracy. Wszyscy byliśmy w nim tanią siłą roboczą, bo lepsze warunki pracy i płacy odkładano na mityczne zakończenie "budowy socjalizmu". Póki to nie nastąpi, mieliśmy pracować jak "Inżynierowie z Petrobudowy" z piosenki Staszewskiego: "Szatkuj dwie zmiany zimą i latem, wyśpisz się w piachu pod kombinatem".

      W roku 1989 usłyszeliśmy, że inne będą wprawdzie kombinaty, ale zasada zostaje ta sama. Mamy być tanią siłą roboczą, dopóki nie zbudujemy kapitalizmu. Dlatego ceny mają być zachodnie, a płace wschodnie. Profesor Leszek Balcerowicz powiedziałby, że wartość ludzkiej pracy powinna być oceniana wyłącznie przez rynek. Ale już jakiś czas temu Wasze ścieżki się rozeszły z profesorem Leszkiem Balcerowiczem. I całe szczęście, bo gdyby się nie rozeszły, nie rozważałbym możliwości głosowania na Was.

      Ludzie zarabiają w Niemczech więcej niż w Polsce nie tylko dlatego, że tam jest lepsza gospodarka, ale także dlatego, że tam mają bardziej propracowniczą legislację zwiększającą siłę negocjacyjną ludzi pracy (a więc: wartość pracy). Nie mówię, żeby od razu zrównać nas z Niemcami, ale jestem pewien, że w Polsce ciągle jeszcze mamy duże pole manewru, jeśli chodzi o podnoszenie płacy minimalnej i uszczelnianie rynku pracy (walkę z umowami śmieciowymi). W połączeniu z zaostrzeniem progresji podatkowej, a więc obniżaniem podatków najuboższym i podnoszeniem "tłustym misiom", może to dać setki tysięcy głosów ludzi, którym zostanie w portfelu więcej pod koniec miesiąca.

      Dobrobyt i bezpieczeństwo

      Po czwarte, kraj rozwinięty to nie taki, w którym nawet najbiedniejsi mają samochody. To taki, w którym nawet najbogatsi jeżdżą komunikacją zbiorową - powiedział kilkanaście lat temu burmistrz Bogoty. Osiągnęliśmy poziom rozwoju, w którym nawet osobę pracującą na czarno za tysiąc pięćset od biedy może być stać na "malucha" tak starego jak polski kapitalizm. Ten kierunek rozwoju nie ma nam już nic do zaoferowania.

      Nie chcę Polski, w której przyzwoity poziom życia jest osiągalny tylko dla mieszkańców strzeżonych osiedli zawożących dzieci do płatnych szkół SUV-em izolującym od ulicznej biedy. I naprawdę nie piszę tego dlatego, że mnie nie stać na SUV-a, czesne czy mieszkanie w dobrej dzielnicy. Piszę tak dlatego, że dużo podróżuję po świecie i nabrałem przekonania, że ubogi Austriak i tak jest bogatszy od zamożnego Egipcjanina. Bo przepyszną wodę mineralną ma po prostu w kranie. Bo może spokojnie się przespacerować ulicą swojego miasta. Bo samochodem może sobie pojechać, owszem, na weekendową przejażdżkę, ale w codziennych dojazdach do pracy może sobie siedzieć i czytać książkę na iPadzie (i nie boi się, że za samo pokazanie współpasażerom iPada naraża się na atak nożownika w pierwszym mrocznym zaułku).

      Dobrobyt i bezpieczeństwo albo są dostępne powszechnie, albo wcale. Nie mogę się czuć bezpiecznie, jeśli mój sąsiad nie ma na jedzenie. Nie mogę się cieszyć dobrobytem, jeśli boję się o swoje dzieci, a moje dzieci nie będą bezpieczne, jeśli bezpieczne nie będą także inne dzieci - i tak dalej.

      Młodzi ludzie protestujący w Krakowie przeciwko igrzyskom zimowym skrzyknęli się wobec zagrożenia likwidacji szkół publicznych. Tamten protest samorządowcy zlekceważyli - i nawet nie zauważyli, skąd wyszło środowisko, które pokonało niezatapialny z pozoru układ złożony z prezydenta Majchrowskiego, sportowców, celebrytów i Mateusza Zmyślonego. To powinno Wam dać do myślenia. Pamiętajcie, że te środowiska w wyborach samorządowych mogą Wam odebrać sporo głosów, jeśli w swojej ofercie zaniedbacie to, co dotyczy usług publicznych.

      Autostrady i obwodnice - super, ale co z transportem zbiorowym? Płatne szkoły niech sobie istnieją, ale co z edukacją publiczną? Prywatne przychodnie - nie mam nic przeciwko, ale co z powszechnym dostępem do służby zdrowia? Od dobrych odpowiedzi na te pytania może zależeć wynik walki o lewicowe kilka procent głosów.

      Sprawne państwo

      Po piąte, "kamieni kupa". Ciężki los felietonisty w kraju, w którym ministrowie rządu wymyślają tak błyskotliwe grepsy na określenie sedna problemu. Ale, jak już pisałem, minister Sienkiewicz ogólnie zyskał w moich oczach za to, co mówi na tych nagraniach.

      Ma rację: polskie państwo nie potrafi działać jak spójny organizm. Aferzyści wykorzystują luki w kompetencjach poszczególnych instytucji (bo prokuratura jedno, skarbówka drugie, a Komisja Nadzoru Finansowego trzecie itd.). I wszystko razem prowadzi do sytuacji, w której bezkarnie działają oszuści duzi i mali - od parabanków po restauratora, który nie płaci długów, bo formalnie nic nie ma, a jednak ciągle otwiera kolejne knajpy i bryluje w mediach.

      Dodałbym do tego, nawiązując do powyższego punktu, także inne instytucje kontrolne: sanepid, NIK, Państwową Inspekcję Pracy. Bezzębność tych instytucji układa się w spójne przesłanie, które państwo wysyła obywatelom: nie opłaca się być uczciwym. Po co, skoro w najgorszym wypadku nałożą tysiąc złotych kary.

      Państwo powinno zapewnić obywatelowi bezpieczeństwo nie tylko przez ściganie bandytów czy ochronę granic. Państwo powinno mnie też chronić, by majątek mojego życia nie przepadł razem z bankructwem dewelopera. Chronić powinno też przed pracodawcą, który zechce oszukać mnie na wypłacie.

      Domyślam się, że nie da się tego problemu rozwiązać jednym śmiałym rozwiązaniem. Pamiętam chaos IV RP, ministrów podsłuchujących innych ministrów, trzyliterowe agencje na tropie innych trzyliterowych agencji, prokuratorów mocnych tylko w gębie na konferencji prasowej.

      Wiem więc, że nie tędy droga. Ale którędy? Oczekuję, że przed wyborami Platforma pokaże pakiet rozwiązań pozwalających wyjść z bezradności. Wymieniam to jako ostatni punkt, ale ponieważ tak naprawdę wszystkie powyższe jakoś są z nim powiązane, to mógłby być dla mnie, jak mawiają w marketingu, selling point.

      Wojciech Orliński - autor kilku książek, ostatnia to "Internet, czas się bać" (wyd. Agora 2013), prowadzi bloga "Ekskursje w dyskursie".

      Powyższy tekst został opublikowany na stronie Instytutu Obywatelskiego, think tanku związanego z Platformą Obywatelską.

      wyborcza.pl/politykaekstra/1,139834,16364248,List_wyborcy_do_Platformy.html
      • gaika Re: List wyborcy do Platformy 24.07.14, 22:01
        Czyżby Tusku posłuchał Orlińskiego?-tu projekt ustawy o iv, tu prof. Fuszara…prognozy muszą być rzeczywiście złe.
        • gaika Powiew 24.07.14, 22:36
          Nowa pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania w najbliższy piątek, na specjalnie zwołanej konferencji, przedstawi swoje cele i plan działania. W konferencji weźmie udział premier Donald Tusk. – Moim zdaniem jest to świetna kandydatka, przygotowana do tego bardzo dobrze. Właściwie całe swoje życie zawodowe zajmowała się badaniem spraw równego statusu, przeciwdziałania wykluczeniu, dyskryminacji – powiedziała rzeczniczka rządu. Prof. Fuszara oficjalnie przejmie obowiązki 1 sierpnia.
          Małgorzata Fuszara po studiach prawniczych podjęła pracę naukową w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji. – Nie wyszłam za mąż, nie mam dzieci, ale jestem osobą bardzo rodzinną – opowiadała przed czterema laty dziennikarce POLITYKI Joannie Cieśli. Mówiła, że jej najlepszą przyjaciółką jest siostra. – Te więzi sprawiały, że nawet gdy w Polsce było szczególnie ciężko, nigdy nie rozważałam emigracji.
          Do doktoratu z socjologii prawa analizowała sprawy o zniesławienie i rzuciło jej się w oczy, że gdy ktoś chce obrazić kobietę, odwołuje się do jej seksualności, insynuuje złe prowadzenie się. Mężczyzn traktuje się inaczej. Te podwójne standardy dostrzegła znowu przy pracy nad habilitacją o sądach rodzinnych: – W sprawach rozwodowych mężczyznom zadaje się zwykle pytania, czy pili i bili, kobietom, czy gotowały, prały, sprzątały.
          Fuszara przeżyła szok, gdy w 1989 r. przeczytała pierwszy projekt ustawy antyaborcyjnej – przypominała Joannie Cieśli. Projekt ten nie przewidywał możliwości usunięcia ciąży, nawet jeśli zagrażała życiu kobiety. – Nakładanie na kobiety obowiązku utraty życia, zwłaszcza że umiera wtedy i płód, i matka, wydawało mi się absurdalne. Napisała „Spisek feministek”, ironiczny tekst z tezą, że ten projekt powstał chyba po to, by w Polsce narodził się feminizm. Redaktorki łapały artykuł i biegły drukować. A po chwili dzwoniły z przeprosinami, bo zapadała decyzja, że jednak nie. – Zrozumiałam, że to jest temat tabu. I że to coś bardzo złego – mówi prof. Fuszara. Ostatecznie tekst opublikowała „Res Publica”.
          Współzałożycielka studiów genderowych
          Na zamówienie Parlamentarnej Grupy Kobiet w Sejmie II kadencji Małgorzata Fuszara wraz z prof. Eleonorą Zielińską napisała projekt ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn. Przepadł w pierwszym czytaniu. Prominentni posłowie szeptali prof. Fuszarze: nie możemy poprzeć, bo skorzysta lewica. Jak mówiła dziennikarce POLITYKI, dotarło do niej, że sprawa kobieca jest też tematem politycznym.
          Od lat 90. Zaczęła wprowadzać feminizm na uczelnię. Razem z prof. Eleonorą Zielińską rozkręcała zajęcia z feministycznego prawoznawstwa. Na początku w małej salce: kilkanaście studentek, trzech studentów i wykładowczynie. Studenci bez przerwy zadawali pytania, podważali z prawicowej perspektywy sens feminizmu. – Zwykle po dwóch miesiącach takich przepychanek reszta grupy zaczynała ich uciszać. Dziś coś takiego już się prawie nie zdarza – mówiła Małgorzata Fuszara.
          Pomysł na tamte zajęcia przywiozła ze stypendium na Harvardzie. Założyła też w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych ośrodek badań społeczno-prawnych nad sytuacją kobiet. W 1996 r. z prof. Bożeną Chołuj otworzyła w ISNS gender studies, gdzie analizuje się i obala przesądy na temat stereotypów płci. W ciągu kilkunastu lat przez zajęcia przewinęło się grubo ponad tysiąc osób, a dyplom z „dżenderów” staje się czymś na kształt certyfikatu przynależności do elity intelektualnej.
          Prof. Fuszara działa w Kongresie Kobiet i jest członkinią rady programowej Kongresu. W gabinecie cieni tej organizacji jest ministrem ds. równości płci i przeciwdziałania dyskryminacji.
          Krytyczka wiceministra Królikowskiego
          Ostatnio prof. Małgorzata Fuszara ostro skrytykowała wiceministra Michała Królikowskiego, który powiedział, że pojęcie godności w polskiej konstytucji należy rozumieć zgodnie z tradycją chrześcijańską. Zdaniem prof. Fuszary ta wypowiedź świadczy o brakach w edukacji prawniczej wiceministra.
          – Dla niego punktem zaczepienia był problem zwalczania stereotypów związanych z płcią. Wiceminister musi wiedzieć, że to wszystko już w polskim prawie jest, bo ratyfikowaliśmy konwencję o eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet. To wszystko już tam jest. Więc jeśli nie wypowiadamy tej konwencji, to takie stwierdzenie jest orzeczeniem niezgodnym z polskim stanem prawnym. Jeszcze rozumiem, że taki przekaz ideologiczny może powiedzieć minister Gowin, który nie jest prawnikiem, ale prawnik? – stwierdziła prof. Fuszara.
          Jej nominacja to wyraźny sygnał ze strony premiera, że poglądy prof. Małgorzaty Fuszary są mu bliższe niż przekonania wiceministra sprawiedliwości. Jeszcze zanim oficjalnie ogłoszono jej nominację, prawicowi politycy obwieścili, że taki wybór to „promocja genderyzmu”.
          Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania jest zobowiązany „realizować politykę Rady Ministrów w zakresie równego trak¬towania, w tym przeciwdziałania dyskryminacji w szcze¬gólności ze względu na płeć, rasę, pocho¬dzenie etniczne, narodowość, religię lub wyznanie, poglądy polityczne, wiek, niepełnosprawność, orientację sek¬sual¬ną, stan cywilny oraz rodzinny”.



          www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1587001,1,prof-fuszara-nowym-pelnomocnikiem-rzadu-ds-rownego-traktowania.read

          P.S. Minister Królikowski twierdzi też, że państwo nasze nie jest świeckie.

          Nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby szykować nową ideologiczna jatkę. Czy już nie czas na pana Królikowskiego, aby oddalił się do innych, użytecznych dla części tylko społeczeństwa, zajęć?
          • oby.watel Re: Powiew 25.07.14, 01:22
            Profesor w rządzie Tuska? I na dodatek z takimi poglądami? To ewidentny ukłon w stronę kobiet, a zwłaszcza feministek. Prof. Środa już dostała orgazmu i zapewne poprze PO w wyborach całym sercem.

            Pani profesor może sobie myśleć co chce, i może mówić co chce. Premier. Żeby jej nie przyszło do głowy pleść bzdur pan premier będzie obok i będzie tłumaczył co nowa minister chciała powiedzieć i jak należy rozumieć jej słowa.

            Jak się zachowuje szef rządu w sytuacji gdy ktoś mówi nie to, co chciałby usłyszeć widać doskonale tutaj. Miał szczęście Sikorski, że mu pryncypał portek nie przetrzepał...
          • diabollo Re: Powiew 25.07.14, 07:54
            Na razie cieszmy się z powiewów.
            Innych powodów do radości jako Cywilizacja Śmierci nie mamy.

            Kłaniam się nisko.
            • podjadek57 Re: Powiew 25.07.14, 13:26
              A mi moja babska intuicja podpowiada, że chleba z tego miszmaszu nie będzie.
              Moim skromnym zdaniem ponad podziałami można jedynie dach załatać albo wyremontować chodnik.
              • diabollo Re: Powiew 25.07.14, 15:59
                podjadek57 napisał:

                > A mi moja babska intuicja podpowiada, że chleba z tego miszmaszu nie będzie.
                > Moim skromnym zdaniem ponad podziałami można jedynie dach załatać albo wyremont
                > ować chodnik.

                Czcigodny Podjadku,
                naprawienie dachu tudzież wyremontowanie chodnika to wspaniałe i niedoścignione (w Ojczyźnie Naszej) Maximum współpracy ponad podziałami.
                Cały dowcip polega na tym, żeby to było w ogóle możliwe.

                Gorąco polecam arcyciekawą analizę pana Nowaka:

                forum.gazeta.pl/forum/w,95165,152244177,152244177,Glodowe_igrzyska_kawiorowej_prawicy.html
                Kłaniam się nisko.
              • grzespelc Re: Powiew 25.07.14, 20:52
                > Moim skromnym zdaniem ponad podziałami można jedynie dach załatać albo wyremont
                > ować chodnik.

                Zależy czyj ten dach i do kogo chodnik...
    • grzespelc Naiwne to 26.07.14, 12:19
      To jak gadanie rozczarowanej żony do męża pt. nie rozwiodę się z tobą, tylko przestań pić, zajmij się wreszcie dzieckiem, zacznij mi pomagać w domu, przestań mnie obrażać, no i znajdź wreszcie jakąś pracę. A tak naprawdę to wystarczy, jak mi to obiecasz, bo podobno mąż jednej takiej koleżanki mojej koleżanki obiecał, ze się poprawi, i się poprawi.

      Strasznie naiwne chcieć od prawicy, żeby stała się lewicą.
      • oby.watel Żałosne to 26.07.14, 12:51
        Moim zdaniem nie tyle naiwne, co żałosne. Pani minister ostro krytykowała fanatyków religijnych, którzy kierują ministerstwem sprawiedliwości chrześcijańskiej. Rząd z ministrami od Sasa do lasa nic nie zdziała. I wyraźnie widać, że o to chodzi. Opus Dei w jednym ministerstwie ma zapewnić głosy rozmodlonych, działaczka feministyczna w innym ma zapewnić głosy feministek.

        Z drugiej strony to dobrze świadczy o feministkach, że kto by im nie zaproponować posadki natychmiast ją obejmą. Wandzia Nowicka pokazała jak feministki skutecznie walczą o swoje pazurami trzymając się stołków i jak PSL-owi po drodze im ze wszystkimi — od SLD przez PO, TR po PiS.
        • gumpel Taktyka to 29.07.14, 10:12
          Pięć lat temu w wyborach do PE Tusk wrzucił na listy PO m.in. Hubner i Krzaklewskiego, potem w rządzie był tandem Arłukowicz - Gowin, no to teraz mamy z jednej strony rządową posadę dla Fuszary, a z drugiej otwarcie na Dutkiewicza. Cały Tusk.


          G.
          • grzespelc Re: Taktyka to 30.07.14, 23:29
            Kamińskiego niedawno wziął, za chwilę dojdzie Dorn, już ja widzę te lewicowe postulaty.
            • gumpel Re: Taktyka to 31.07.14, 00:29
              Ależ będą, będą. Lewica w rozsypce, warto spróbować.


              G.
              • grzespelc Re: Taktyka to 31.07.14, 14:11
                Hasła może będą. Do wyborów. Po wygranej koniec. Dlatego uważam tekst Orlińskiego za naiwny.
    • diabollo No, to zjefajna polityczka z TR 26.07.14, 21:28
      www.krytykapolityczna.pl/artykuly/rozmowa-dnia/20140726/nowacka-nadchodzi-czas-lewicy
      • podjadek57 Re: No, to zjefajna polityczka z TR 26.07.14, 23:17
        Postać znana z blogów Tok FM. Szału nie ma.
        • grzespelc Re: No, to zjefajna polityczka z TR 27.07.14, 13:01
          Tobie to pewnie nie wystarczyliby nawet Daszyński, Palme i Brandt razem wzięci...
          • podjadek57 Re: No, to zjefajna polityczka z TR 27.07.14, 20:27
            Przepraszam pomyliłem panie Agatę i Barbarę.
      • gaika Re: No, to zjefajna polityczka z TR 30.07.14, 23:07
        No bardzo, tyle że do wiosny daleko.
    • herbarium-1 Re: List wyborcy do Platformy 31.07.14, 14:11
      Żałosne to i naiwne.
      Witam na forum po latachsmile
      • grzespelc Re: List wyborcy do Platformy 31.07.14, 14:38
        O, witamy, witamy smile
      • diabollo Re: List wyborcy do Platformy 31.07.14, 23:45
        herbarium-1 napisała:

        > Żałosne to i naiwne.
        > Witam na forum po latachsmile

        Witaj czcigodna Herbarium po latach!

        Kłaniam się nisko
    • diabollo List do Wojtka Orlińskiego w odpowiedzi... 01.08.14, 07:43

      List do Wojtka Orlińskiego w odpowiedzi na jego list do Platformy
      Robert Walenciak

      - Wojtku, znamy się ponad 20 lat, nadzwyczaj cenię Twoją ciekawość świata, erudycję i lekkość pióra, więc chyba rozumiesz, że osłupiałem, czytając Twój list do Platformy. To Ty czy nie Ty? - pisze Robert Walenciak.


      W swoim liście do PO proponujesz tej partii kontrakt - zagłosuję na was, ja i licząca się grupa wyborców o poglądach lewicowych, jeśli zrobicie pewne ruchy, pewne lewicowe gesty. Dodajesz przy tym: "Platformo, jestem dla was wyborcą kłopotliwym, bo głosuję na was nie z miłości do Tuska, tylko ze względu na niechęć do Kaczyńskiego. Żeby Kaczyński przegrał".

      Odhaczeni przez PO

      Wojtku, spójrzmy prawdzie w oczy - nie jesteś dla PO wyborcą kłopotliwym, jesteś dość typowym wyborcą PO. I żadnego kontraktu Platforma nie musi z Tobą ani Twoimi politycznymi alter ego podpisywać, gdyż i tak na nią głosujecie i głosować będziecie. Bo chyba nie sądzisz, że Jarosław Kaczyński wycofa się z polityki i nie będzie startował w wyborach? A jeżeli będzie, Twój dylemat - każdy, byle nie Kaczor, i każdy, byle nie partia lewicowa (bo mała) - i tak pcha Cię w objęcia PO.

      Więc tak naprawdę oni nie muszą starać się o Twój głos. Oni go mają i już dawno go sobie odhaczyli. Mimo to optymistycznie podsuwasz im kilka punktów, które powinni zrealizować, żeby lewicowcy, tacy jak ty, zagłosowali na PO, choć i tak głosują Przeczytałem je - podpisuję się pod wszystkimi, nie są jakąś nowością, na lewicy mówi się o tym od lat, choć dziwi mnie, że ustawę antyaborcyjną z lat 90. nazywasz kompromisem. Sorry, dla lewicy to żaden kompromis, jeżeli już - to był to kompromis między Unią Demokratyczną a ZChN.

      Znów pokażą pakiety

      Ale nie na tym chciałbym się skupić, tylko na zdaniu bodajże politycznie najważniejszym, które napisałeś. Chodzi mi o słowa "oczekuję, że przed wyborami Platforma pokaże pakiet rozwiązań pozwalających wyjść z bezradności"

      Wojtku, masz jakieś wątpliwości? Oczywiście, że przed wyborami Platforma pokaże pakiet! Ba! Nawet dwa albo i trzy! Mało tego było wcześniej? Pokażą pakiet, pokażą jednego albo i dwóch znanych polityków lewicy, którzy właśnie przeszli do PO, będzie piękny event, komentatorzy będą mówili o tym przez trzy dni. I na tym sprawa się zakończy.

      Zrozum, im nie są potrzebne Twoje propozycje programowe, im potrzebne są triki i grepsiki. Że trzeba kastrować pedofilów, że być może 1 września dzieci nie pójdą do szkoły, że szpieg z Krainy Deszczowców hasa po wałach, że premier nie będzie padał na kolana przed biskupami itd., itp. A co dalej? To się zobaczy, poza tym za chwilę i tak ludzie zapomną.

      Tak wygląda dziś polska polityka. A jeśli nie wierzysz, to przypominam Ci Twojego ulubionego ministra Bartłomieja Sienkiewicza, który o programie "Polskie inwestycje", który z wielkim przytupem był ogłaszany (któż to dziś pamięta?), mówił z politowaniem, że to ch , d i kamieni kupa.

      Polityka więc to same błyskotki i eventy? Nic idei? Tak nie twierdzę, ale w tym kierunku to zmierza.

      Katolik na katolika? To nie działa

      A teraz pogadajmy strategicznie.

      Otóż razi mnie, gdy rysujesz mapę politycznych wpływów, kalkulujesz, że jak tu się przesuniemy (jakimś gestem), to tyle weźmiemy i tak dalej. Bo to fałszywa mapa. Polacy nie kierują się w wyborczych kalkulacjach maksymą biskupa Michalika - "niech chrześcijanin głosuje na chrześcijanina, a komunista na komunistę". Jeżeli tak by było, Aleksander Kwaśniewski nigdy nie zostałby prezydentem, a Leszek Miller nigdy nie zdobyłby 41 proc. głosów. A tyle w roku 2001 miał.

      Przypominam też, że w prawicowym Rzeszowie wygrywa Tadeusz Ferenc, człowiek PZPR i SLD, w Krakowie - Jacek Majchrowski, a w Łomży - Mieczysław Czerniawski. Oni czerwoni, a miasta - bastiony prawicy. Dla odmiany zaś w Elblągu, mieście Platformy i SLD, prezydentem jest Jerzy Wilk z PiS-u.

      Widać więc, że wyborcy nie kierują się odruchem typu lewicowiec na lewicę, ale patrzą, czy dany kandydat "się nadaje". Platforma wygrywała dotąd, bo "się nadawała". Potrafiła wbić się w mainstream społecznych oczekiwań.

      Teraz jej notowania spadają, bo coraz więcej osób uważa, że Platforma i jej lider rządzą źle. Że bardziej interesują ich konfitury władzy niż obowiązki z jej sprawowaniem związane.

      Nie rozpieszczać Platformy

      Nie ma tu miejsca na to, by opisywać dzisiejszą kondycję PO, spierać się o nią, choć myślę, że trafną ilustracją jej obecnego ducha jest scena z nagrań kelnerów, gdy Sikorski z Rostowskim wołają: "Niech nam panuje Donald Tusk!", popijając wino z apelacji Pomerol i umawiając się, kto kogo, na jakie stanowisko pchnie.

      Tak więc z ręką na sercu, Wojtku, szkoda Twojego talentu, by takiego towarzystwa bronić. Tym bardziej że oni na to właśnie liczą. Że strasząc Kaczyńskim i Macierewiczem, zapewnią sobie kolejne lata ciepłych posad.

      Po drugie, patrząc już zupełnie na zimno, plan zaproszenia PO na prerie lewicy niewiele Platformie daje.

      Spójrz na ostatnie sondaże - PiS ma w nich 12 pkt przewagi nad PO. SLD i Twój Ruch mają wspólnie po zsumowaniu również 12 proc. poparcia. Nawet jeśli więc wszyscy wyborcy partii lewicowych oddaliby swoje głosy na PO, to i tak byłoby za mało. I tak PiS albo sam, albo razem z Nową Prawicą będzie miał większość. Wiara, że mocna Platforma pożywi się na słabej lewicy i tak wzmocniona pokona PiS, to polityczny autokanibalizm. Abstrahując od tego, że PO nigdy nie weźmie całego elektoratu lewicy. Tam są takie obszary wyborców związanych z narracją Polski Ludowej, wyborców z małych i średnich miejscowości czy też radykalnych miejskich lewicowców, których ta syta i antykomunistyczna przecież partia nigdy nie pozyska.

      Tak więc, Wojtku, Twój pomysł na zatrzymanie PiS PiS-u nie zatrzyma. W tej walce nie słaba, lecz silna lewica jest bardziej potrzebna.

      Nie ma co więc rozpieszczać Platformy. Ona sama musi wziąć się w garść, a nie kalkulować, że jakiś zwrot jej pomoże. Nie jest też sensowne posyłanie na terytoria osłabionej lewicy oddziałów pacyfikacyjnych. Mądrzej zainwestować w plany rozwoju, żeby to towarzystwo się ogarnęło, obudziło swych wyborców, żeby w zbliżającej się walce mieć silnego sojusznika, a nie zgraję maruderów. Puszczając wodze fantazji - silnego programowo, z liczącym się poparciem społecznym, wiernego zasadom etycznym. Czego sobie i Tobie życzę.

      Robert Walenciak - publicysta związany w przeszłości z tygodnikiem "Przegląd" i dziennikiem "Trybuna"

      wyborcza.pl/1,75968,16409133,List_do_Wojtka_Orlinskiego_w_odpowiedzi_na_jego_list.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka