anio.l33
03.09.14, 06:26
Dobrze mówią ze „nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”. Gdyby nie to, że nie mam „ni kola ni dwora”, to nie poznałabym takich wspaniałych, dobrych, czułych i serdecznych ludzi-pracowników MOPS z teatralnego 24 w Krakowie, których poznałam będąc w ogrzewalnia św. Stanisława 12.W tej chwili jestem bezdomna. W 1996r. przyjechałam do polski, swoją ciężką pracą dorobiłam się 2-óch mieszkań, firmy handlowej, samochodu, działki. Sama wychowałam dwoje dzieci, które zawsze były zadbane, miały co jeść i w co się ubrać. Córka skończyła Uniwersytet Jagielloński na kierunku Filologia Jagielońska. Niestety w pewnym momencie ciężko zachorowałam, nie mając nikogo z bliskiej rodziny w Polsce, kto mógłby mnie wesprzeć, straciłam cały swój dorobek. Jest jednak w Krakowie takie miejsce i w nim osoby, które kontynuują z oddaniem i poświęceniem piękne dzieło pomocy tym najbardziej potrzebującym, dzieło to rozpoczął św. Brat Albert wiele lat temu. A teraz chcę, wiem że to jest bardzo mało, ale przynajmniej słowami wyrazić wdzięczność tym ludziom, przy których jeżeli człowiek chce One pomagają stanąć na nogi, One nie dają spaść w przepaść, One podają swoje dwie ręce żeby wyciągnąć potrzebującego z dna. One ubiorą rozebranego, napoją spragnionego, nakarmią głodnego, dadzą dach nad głową bezdomnemu. To dla mnie najlepsi ludzie na świecie- to Nasze Ukochane siostry Albertynki z Przytuliska dla bezdomnych kobiet św. Brata Alberta w Krakowie na ul. Malborskiej 64B
- Siostra przełożona Zofia
- Siostra Joanna
- Siostra Angelina
- Siostra Michaela
- Siostra Bronisława
- Siostra Maria
- Siostra Gerarda
- Siostra Antonia
- Siostra Łucja
Ja piszę to co u mnie na sercu i pisze to z czystego serca, to co dla nas ponad 60 kobiet (teraz w lecie bo w zimie jest dużo więcej) siostry robią, to nie można przeliczyć ni w zlocie, ni w srebrze ani w żadnych pieniądzach- to święte dzieło. One służą Bogu i nam nie na słowach, nie tylko na modlitwach i obietnicach i obietnicach ale służą działaniem. Pomagają; starym i młodym, zdrowym i chorym, kobietom w ciąży, kobietom które maja rodzinne mieszkaniowe i finansowe kłopoty, kobietom szukającym pracy, kobietom uzależnionym od alkoholu i narkotyków, kobietom, które chcą zacząć życie od nowa. Jest 9 naszych ukochanych sióstr, 9 ratowniczek ludzkiej duszy, 9 najserdeczniejszych, najładniejszych, najbardziej pomocnych i zawsze uśmiechniętych sióstr. Każda z sióstr ma swoje obowiązki w domku, chce swoimi słowami opowiedzieć troszkę o każdej z nich.
Patrząc na siostrę przełożona Zofię widzisz malutka kobietkę ale z wielkim sercem pełnym miłości, dobroci, szczerości, sercem chętnym w każdej chwili do pomocy potrzebującym ludziom. Siostra u której zawsze na buzi miły, ciepły i serdeczny uśmiech. Jej Oczki jak haberki w pszenicy. Kiedy ja opowiadałam jej swoja ciężka sytuacje Ja płakałam, to ja widziałam u siostry łzy współczucia i czułam się mocno przytulona do jej serca jak malutkie dziecko do mamusi. Kiedy siostra przełożona wchodzi do kaplicy, to na jeden ułamek sekundy zatrzymuje się w drzwiach i swoimi jasnymi niebieściutkimi oczkami spojrzy po całej kaplicy, czy wszystkie jej kurczątka są na miejscach. A kiedy widzi ze wszystko jest w porządku promiennie uśmiecha się dopóki nie usiądzie na swoim miejscu. Jest dla mieszkanek jak najlepsza Matka cierpliwa, wyrozumiała i kochająca. To aż nie do uwierzenia, że ma tak dużo na głowie, zakupy, załatwienia w urzędach, troski dnia codziennego. Jeżeli finanse domku na to pozwalają, organizuje nam w miarę możliwości wiele atrakcji w domu ale też i zabiera na pielgrzymki, które są zawsze przyjemne, wiele nas uczą i zdecydowanie za szybko się kończą.
Siostra Joanna dla mnie jest nauczycielka nauk ścisłych. Jest zastępcą siostry przełożonej, jest stanowcza, wymagająca, ale wyrozumiała, pilnuje dotrzymywania regulaminu i porządku w domku. Zawsze po katechezie jej słowa zachodzą daleko w głąb mojego serca. Uczy nas religii opowiada o Bogu, o obrzędach w kościele, odpowiada na trudne, ciekawe a czasem dziwne pytania. Bardzo chciałabym postępować tak jak Ona nas tego uczy i postępuje. Jest psychologiem domu, każda mieszkanka, która ma problem może zawsze się do niej zwrócić i siostra Joanna zawsze postara się pomóc. Chętnie wysłuchuje, doradza, przygotowuje do terapii. Odpowiada też za magazyn odzieżowy i chemiczny więc mieszkanki jeśli chcą mają śliczne ubrania i środki czystości które są regularnie wydawane.
W domku jest pod jej opieką też biblioteka i dużo osób z niej korzysta, siostra potrafi tak dobrać książkę do danej osoby że nie można się oderwać do końca czytania. Ja to widzę w wyobraźni siostrę Joannę w skórzanym ubraniu, okularach pędzącą na harleju.
Kolejna to siostra Bronisława. Ja ją nazywam „Broniuszka- smiechotuszka”. Zawsze wesoła, roześmiana, idąc do kaplicy ma ten ciepły uśmiech pod noskiem. Bardzo stara się i dba żebyśmy były pojedzone i niczego nam nie brakowało i naprawdę jest szczęśliwa kiedy nikt z nas nie jest głodny. Święta nam takie urządza ze nie jeden nie ma w domu na stole co my mamy. Będąc tu w Święta Wielkanocne poczułam się jak u siebie w domu z najbliższą rodziną. Kiedy przychodzi nowa mieszkanka, albo gość, to od razu słyszy się jej głos „ pokarmcie”. Tu jest takie miejsce gdzie nie możliwe jest wyrzucać jedzenie i tego nas uczy siostra Bronia. W każdy poniedziałek i piątek jest wydawanie chleba dla bezdomnych i potrzebujących i siostra zawsze stara się (jeżeli jest co) dodać tym ludziom do chleba. Wymaga czystości na kuchni i w magazynie. Szkoda ze nie wszystkie mieszkanki potrafią docenić jej starania dla nas. Chciałabym, żeby siostra Bronia zawsze była taka wesoła, roześmiana i miała jak teraz dobre oczy i gorące serce.
Są w domku dwie siostry pielęgniarki siostra Michaela i siostra Angelina. Zawsze kiedy któraś z mieszkanek jest chora albo źle się czuje, One są gotowe do pomocy. Każdej chwili są podane leki a jeżeli choroba jest poważniejsza to siostry zapisują do lekarza. Do nas przychodzi już od wielu lat pani doktor Jadwiga Rogalska. Pani doktor posługuje u nas charytatywnie i jest z siostrami od początku założenia tego domu. Bardzo angażuje się udzielając chorym całościowej pomocy, jeśli jest potrzeba zleca dokładniejsze badania i bardzo dba o nas żebyśmy były zdrowe na ciele i na duchu.
Kiedy Ja byłam chora siostra Michaela osobiście przyniosła mi leki i herbatę do pokoju, poleciła dziewczynom przynieść mi kolacje i nakazała ze okno ma być zamknięte. Była bardzo troskliwa i opiekuńcza. Bardzo lubi pracę w ogródku, co widać po tym jak pięknie ozdobiła i obsadziła ogródek dookoła Matki Boskiej, ale i po tym, jak bardzo dba o porządek koło domku.
Siostra Angelina jest najmłodsza ze wszystkich sióstr i fruwa po domku jak motylek z kwiatka na kwiatek. Pomaga ozdabiać kaplicę kwiatami, nie można ująć słowami jak pięknie wygląda ołtarz i na co dzień i od święta. Mi najbardziej się podobało jak był ozdobiony białymi, żółtymi i niebieskimi kwiatami na beatyfikację Jana Pawła II. Kiedy siostra Angelina śpiewa na mszy św. Jej głos rozchodzi się po całym domu a serce każdego raduje.
Nad finansami domku czuwa siostra Maria. Nie wiem o niej zbyt dużo dlatego że ona przeważnie jest w swoim gabinecie gdzie czuwa i pilnuje żeby żaden grosik się nie zmarnował. Co rano dba o to żeby ksiądz co rano po skończonej mszy św. zjadł pyszne i ładnie podane śniadanie. Siostra Maria to skromny, prawy i pokorny człowiek, ma jednak poczucie humoru i jest wiernym kibicem polskiej reprezentacji. Nie lubi kiedy Ją się chwali, ale my chwalimy bo jest za co.
W domku są trzy anioły stróże, pierwszy stróż to w kaplicy siostra Gerarda. Kiedy idziemy na mszę św. albo inna modlitwę, kaplica jest zawsze, wywietrzona, czyściutka, pachnąca, ławki i podłoga aż lśnią. Rano kiedy my odmawiamy pacierz, to siostra krząta się i przygotowuje ołtarz do mszy św. a kiedy zapala świece to wiadomo