oby.watel
18.01.15, 18:02
W eseju napisanym z okazji Magdaleny Ogórek przez redaktora Piotra Mieśnika noszącym tytuł Katoliczka, matka, Ślązaczka i kandydatka SLD na prezydenta. Kim jest Magdalena Ogórek? znalazłem mrożącą krew w żyłach informację, jakoby zniknął z sieci felieton Magdaleny Ogórek dotyczący Chazana pod tytułem prof. Chazan i feministyczna inkwizycja. Ponieważ ten felieton jest stale dostępny na przykład tutaj,[url=http://web.archive.org/web/20140625083218/magdalenaogorek.natemat.pl/106565,prof-chazan-i-feministyczna-inkwizycja]na portalu Na Temat[/url], więc postanowiłem uratować go dla potomności i zachować w całości na wypadek, gdyby faktycznie postanowił zniknąć.
prof. Chazan i feministyczna inkwizycja
Magdalena Ogórek
Polski feminizm w wykonaniu jego niektórych przedstawicielek jest zjawiskiem jedynym w swoim rodzaju - woła bowiem donośnie tylko wtedy, gdy na w publicznej debacie pojawia się sprawa czyjejś kontrowersyjnej ciąży. Dla mnie feminizm jest pojęciem dużo bardziej pojemnym i zakłada przede wszystkim pomoc kobiecie w samorealizacji, samostanowieniu, podkreślając jej atuty w torowaniu sobie drogi do zarządów wielkich spółek, do polityki, do wypracowania pozycji zawodowej, do tytułów naukowych itd. Feminizm szuka rozwiązań systemowych dla kobiet, które nie chcą porzucać doktoratu tylko dlatego, że mają w domu dwójkę dzieci i żyją w ustawicznym rozdarciu między miłością do potomstwa i chęcią kontynuowania kariery.
Feminizm nie woła jedynie o prawo do aborcji, czy o małżeństwa gejów i lesbijek. To wszystko są tematy szalenie istotne i ważne, niemniej feminizm nie może sprowadzać się li tylko do tego.
Na Zachodzie feminizm rozumiany jest w sposób bardzo szeroki. Kobiety codziennie pokazują tam, iż nie potrzebują suwaka czy parytetów, bo własnymi kompetencjami są w stanie zagwarantować sobie wysoką pozycję zawodową. Kobiety te potrzebują od państwa tylko wsparcia w postaci żłobków, przedszkoli , a w domu wsparcia od mężów, czy partnerów.
Polskie feministki nie mogą też zawężać problemów tylko do perspektywy warszawskiej, co często dziś robią. Czy żona alkoholika, żyjąca na wsi lub w małym mieście, wie, gdzie i jak ma się zwrócić o pomoc? Jaką szansę ma taka kobieta na normalne funkcjonowanie?
Czy funkcjonuje w praktyce równy dostęp do edukacji, do służby zdrowia - czy jest taki sam na wsi jak w dużym mieście? To na takie pytania odpowiada sobie najczęściej kobieta-matka, bo to na niej spoczywa w dużej mierze wychowanie dziecka. Na takie pytania próbuje odpowiadać feminizm na Zachodzie.
Postawy feministyczne są wartościowe tylko wówczas, gdy nie zawężają się do ogranych już nieco kilku haseł, lecz prowokują zmiany mentalności, usuwają rutynę, czy obalają stereotypy. Tak jak robią to Sheryl Sandberg, Amal Alamuddin, Mamata Benerje, Meryl Streep, czy Angelina Jolie.
Z interpretacją feminizmu idzie nam w Polsce jak po grudzie. Felieton pani profesor Magdaleny Środy w nowym „Wprost” jest tego dobrym przykładem.
Na przykład dokonane przez panią profesor porównanie lekarzy do dominikańskich inkwizytorów to po prostu strzał kulą w płot. Przyczyny narodzin prawodawstwa inkwizycyjnego to materiał na obszerną dysertację, niemniej nie należy w jednym zdaniu zestawiać z sobą dwóch materii, których żadną miarą zestawić z sobą nie można, gdyż kontekst polityczny, społeczny, czy wreszcie historyczny jest zgoła odmienny.
Nie rozumiem, dlaczego pani prof. Środa powołuje się na "Malleus Melificarum", jakby nagle zabrakło innych bibliograficznych odniesień. Czasy podręczników dla łowców czarownic, dowodzących, że magia rzeczywiście istnieje, a kobiety noszą znamię Szatana, są już na szczęście dawno za nami.
Prof. Chazan, bohater felietonu we „Wprost”, nie jest też na szczęście reprezentantem żadnego systemu śledczo-sądowniczego mającego nawracać siłą i karać matki, które nie chcą rodzić. Nie żyjemy też w czasach, gdy władza kontroluje nasze sumienia i poglądy. Minister zdrowia wyraźnie przecież powiedział, powołując się na przepisy, iż lekarz musi wskazać kobiecie innego lekarza lub inny szpital, gdy sam chce zasłonić się klauzulą sumienia.
To, czy zgadzamy się z takim postępowaniem dyrektora szpitala pod wezw. Św. Rodziny, to kwestia całkowicie odrębna. Nie zgadzam się z drwinami pani profesor, że oto nagle w polskich lekarzach obudziło się sumienie. Ja wolę wierzyć, że ono było, ale przy podejmowaniu decyzji medycznych lekarze od zawsze kierowali się dobrem pacjenta.
Odmawiać im jednak prawa do posiadania sumienia nie wolno. Mają przecież to prawo zagwarantowane. Kpiąc z powoływania się nań krytycy klauzuli sumienia nie różnią się od tych, którzy w przywołanych przez p. Środę strasznych czasach ustalali granicę pomiędzy prawdą objawioną i herezją.
Nie rozumiem, dlaczego autorka felietonu we „Wprost”, zadeklarowana ateistka, ocenia prof. Chazana jako chrześcijanina. Niech ocenia go jako lekarza, jako dyrektora szpitala. I tu jest pełne pole do popisu.
Ja sama, choć jestem osobą wierzącą, nie oddałabym go w opiekę szpitala pod wezw. Św. Rodziny. Bo jest to szpital, który odesłał mnie kiedyś z pięcioletnią córką złamaną wpół bólem brzucha na ostry dyżur na drugi koniec miasta mimo że na korytarzu nie było ani jednego pacjenta. I ten efekt zarządzania pana dyrektora można oceniać, a nie jego moralne przekonania.
Obchodziliśmy właśnie 25. rocznicę pierwszych wolnych wyborów. Cieszymy się wolnością sumienia i przekonań. Taką wolność ma również prof. Chazan. Oczywiście pod warunkiem, że z tej wolności korzysta bez przekraczania granic prawa. Granic, na jakie umówiliśmy się jako społeczeństwo.
Pani profesor wraz z innymi uczestniczkami Kongresu Kobiet powołała kobiecy gabinet cieni. Jako katoliczka i feministka proszę ów kobiecy gabinet, by pomógł kobietom takim jak ja w realizacji ich ambicji zawodowych i godzeniem tych ambicji z prowadzeniem domu, bo ja pragnę obu tych rzeczy równie mocno.
Proszę ów gabinet cieni, by wymagał od państwa rozwiązań systemowych, które pozwolą mi nie wybierać między karierą i domem. Inicjujcie dyskusje, zmieniajcie świadomość społeczną w kwestii równouprawnienia, a oceny czyjejś wiary, poglądów i przekonań zostawcie, by nie zbliżać się do inkwizycyjnych zachowań, które pani profesor Środa tak chętnie przytacza. Niech ateista nie ocenia chrześcijanina, a chrześcijanin ateisty.
W swym felietonie pani profesor pisze: „Katolicka wiedza o sumieniu nie upoważnia do sądów." Czy do wydawania takich sądów upoważnia jednak wiedza ateisty? Żonglując zręcznie teonomią, p. Środa pyta prof. Chazana, co wie o miłosiernym Bogu. Ale co o nim wie pani profesor? Czy zadając takie pytania nie zbliżamy się do granic tego, co paręset lat temu inkwizycja określała mianem herezji?
Zostawmy oceny, kto jest dobrym chrześcijaninem, sumieniom samych chrześcijan. Skupmy się na dyskusji o tym, gdzie państwo popełniło błąd doprowadzając do sytuacji, w której kobieta nie może dokonać legalnej aborcji, zagwarantowanej jej prawem.
Nie ustawiajmy się w roli strażników sumień, bo wtedy będziemy brzmieć jak Konrad z Marburga. Swój tekst we „Wprost” p. Magdalena Środa zaczyna od słów: "Niepotrzebnie krytykowałam...". I tu pełna zgoda.
Żeby zachować należyte proporcje tutaj znajduje się felieton p. prof. Magdaleny Środy pod tytułem Cuda, bóg i prof. Chazan, z którym polemizuje dr Magdalena Ogórek nie racząc nawet doń podlinkować.