tomkrt
04.09.06, 10:54
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_060904/warszawa_a_10.html
Azbestowe płyty, potłuczone szkło, wraki samochodów i stare lodówki - taki widok z okien mają mieszkańcy nowych bloków w Ząbkach. - Wysypisko zagraża zdrowiu i życiu - twierdzą eksperci.
Hektarowa działka, na której leżą śmieci, znajduje się tuż przy wjeździe do Ząbek. Było tam już kilka kontroli, m.in. Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i sanepidu. Inspektorat już dwukrotnie nakazał wywiezienie odpadów. Nikt jednak tego nie zrobił. Ostatnia kontrola oglądała wysypisko w lipcu.
Pośrodku działki stoi niszczejący pustostan. Z budynku rozkradziono już część okien, w futrynach nie ma też drzwi. Wokół ścieżki, która ciągnie się wzdłuż nieruchomości, piętrzą się góry śmieci - zardzewiałe karoserie samochodów, zużyte opony, popsute lodówki i potłuczone szkło. Niedaleko bramy wjazdowej straszą połamane kanapy.
Mieszkańcy okolicznych bloków skarżą się także na unoszący się nad działką smród oraz szczury, które zalęgły się w śmieciach.
- Gryzonie podchodzą pod nasz dom - opowiada czytelnik "Rz".
Największe przerażenie wzbudziły u kontrolerów połamane płyty eternitu, które zawierają azbest.
- To ekologiczna bomba - ocenia rzecznik prasowy sanepidu Wiesław Rozbicki. - Azbest jest niebezpiecznym materiałem, który należy utylizować, a nie wyrzucać na działkę. Podobnie jak stare lodówki, w których są pojemniki z freonem.
W imieniu spadkobierców nieruchomością zarządza Stefan Majewski. Twierdzi on, że nie może uprzątnąć śmietniska, bo nie ma jak do niego dojechać - by się tam dostać, musi skorzystać z drogi, która przechodzi przez sąsiednią działkę należącą do Gazomontażu.
- A Gazomontaż zabrania nam dojazdu do działki -mówi Majewski.
Zarzut ten odpierają przedstawiciele firmy. -W celu wywiezienia śmieci z drogi można w każdej chwili skorzystać - mówi radca prawny firmy Justyna Szymanowska. Gazomontaż nie chce jednak zgodzić się na wpisanie drogi do księgi wieczystej działki, na której jest zwałka śmieci.
Spór o drogę to efekt wyroku sądowego z 1983 roku. Sąd zdecydował wówczas, że przez działkę Gazomontażu będzie przechodzić droga do dużego zakładu krawieckiego, który stał na dzisiejszym wysypisku śmieci. Przedstawiciele Gazomontażu twierdzą, że prawo do drogi zapisane jest na ówczesnych właścicieli działki, ale już nie na ich spadkobierców.
Majewski jest nie tylko zarządcą działki, ale także prezesem firmy Ferno Development. Chce on budować domy tuż obok powstającego osiedla Gazomontażu.
- Bez możliwości dojazdu do działki nikt nie wyda mi pozwolenia na budowę. Gazomontaż obawia się konkurencji z mojej strony -mówi prezes Ferno Development.
Gazomontaż nie chce komentować zarzutu. - Nasze osiedle zostanie wykończone w ciągu kilku miesięcy, a pan Majewski nie ma nawet wszystkich pozwoleń - twierdzi Szymanowska.
Rozmowy o drodze trwają. Jeśli firmy zawrą porozumienie, śmieci znikną w ciągu kilku dni.
Agnieszka Sijka