yoma
30.07.11, 20:34
że byłam na ziemi, mojej ziemi po sześciu dniach nieobecności; rozpacz w ciapki; pomidory gniją na krzakach, zielsko hula, kabaczki z cukiniami próbują dzielnie, ale co one mogą, Renfri kwitnie - jesień panie... tfu, Renhy chciałam powiedzieć, hortensja bukietowa w sensie; nie można usiąść i astrów rozplanować, bo leje się na łeb, usiąść w ogóle nigdzie nie można, bo komary też hulają, o ślimakach w ogóle n ie mówię, wiadrami się to będzie wynosić - i tylko medinilli się wyraźnie podoba, bo rośnie w siłę i żyje jej się dostatniej, chociaż podobno tropikalna ona. Widocznie dla ślimaków za łykowata. Poza tym przeczytałam właśnie, że jeden koleś wyprowadził wzór na najbardziej prawdopodobny dzień dla popełnienia samobójstwa. Idzie tak: pogoda + długi razy niespełnione noworoczne postanowienia przez cośtamcośtam razy niezaspokojone poczucie obowiązkowości. Czujnie nie robię noworocznych postanowień, a cokolwiek mnożone przez zero daje zero, ale i tak niezwłocznie idę się powiesić, albowiem gniję od środka, a to jest bardzo nieprzyjemne uczucie...