yoma
08.11.11, 12:56
stoi o szóstej rano pod sklepem z wywieszonym ozorem modląc się, żeby szybko otworzyli.
Agroholik stoi o dziewiątej rano pod sklepem... :D
Misterny plan był taki, żeby zawieźć mnie i Dorkaszowy pakiet na Wieś, po drodze kupić ziemię, bo wyszła, a wszystko tak, żeby chłop zdążył na dziesiątą do ościennego miasta po całkiem drugiej stronie. Co się też i stało. Ogrodnika z ziemią otwierają o dziewiątej...
Ale na tym nie koniec, albowiem nie byliśmy jedynymi agroholikami pod sklepem. Stała sobie pani w ożywionej dyskusji z pracownikiem i jak zaczęliśmy żebrać u pracownika, żeby nam sprzedał trochę ziemi przed otwarciem, pani pyta grzecznie, czy ja się znam na ogrodach. No tyle o ile. Co się okazało: pani z rodziną wynajęła dom w sąsiedztwie i wynajęto jej pod warunkiem, że będzie dbać o ogród, który jest. Pani obowiązkowa i bardzo chętna, ale ja się nie znam na ogrodach, powiada, ja się znam na doniczkowych [zastrzygłam uszami], ale tutaj nic nie wiem, co okrywać, jak, co przycinać, co nawozić i w ogóle co robić przed zimą. Zdjęcia porobiła i przyjechała do największego sklepu w okolicy zasięgnąć języka...
Stanęło na tym, żeśmy się wymieniły telefonami i pewnie ją odwiedzę w ramach sąsiedzkiej przysługi. To może być początek pięknej przyjaźni :)