yoma
16.11.11, 12:31
obskubałam z suchelców i nic nie zostało, ani liść się nie uratował. O pąkach nie mówię, bo już je opłakałam. Pędy obcięłam do żywego, oblałam zajzajerem z czosnku pilnie bacząc, czy dozorczyni nie ma na horyzoncie, bo smród nie z tej ziemi; jeśli się jeszcze uchowało jakie robactwo, to od samego smrodu ucieknie. Czosnku wetknęłam w korzenie, zapewniłam jaśmn solennie, że będzie żył i mam nadzieję. On ma taką wolę życia, że może co z tego będzie...
Zrobiłam parę sadzonek na wsiakij pażarnyj, a nuż...