edziakrys
28.08.13, 21:16
Tu nie będzie o ogródkach, ale śmiesznie może, choć chwilami nie dla mnie.
Od początku zacznę;
zaproszona zostałam przez moją najlepszą przyjaciółkę na pokaz kolagenu. Sceptyczna jestem, ale potrzebowała sztuk na pokazie, a ja potrzebowałam wyjść z domu, więc się zgrało. Pani opowiadała, zachwalała, jak to zwykle bywa i jako atrakcję zrobiła nam zabieg kolagenowy na dłonie, mówiąc, że oczywiście i na twarz można. I ja durna za owczym pędem pomacałam się po twarzy... To był piątek...
W sobotę letko poczerwieniałam, ale gorąco było, biegałam, jeździłam autem bez klimy... uznałam za normę.
w niedzielę pojawiły się podskórne krosteczki- jak kaszka pod skórą. W poniedziałek zaczerwienienie i pieczenie jak po oparzeniu słonecznym. Nawet do doktórki się wybrałam!!! Tak źle! Dziś środa a mnie wciąż pali i mam kaszkę pod skórą :(
Ot, głowa siwieje, doopa szaleje! Zachciała mi się kolagenu!!! Dobrze że nie kupiłam paskudztwa za parę setek, bo bym dopiero sobie w brodę pluła!