31.10.04, 14:19
Samotnosc jest straszna. Mam dwadziesciapare lat, niewielu znajomych,nie mam
kobiety. Paradoksem jest ze bardzo zle sie czuje wsrod ludzi a jednoczesnie
tak mi ich brakuje. Zycie to dla mnie ciagla walka o akceptacje,lek przed
odrzuceniem.Kazdy kontakt z drugim czlowiekiem jest tym przesycony.Zarowno
kontakt z kims zupelnie obcym (np sprzedawca w sklepie) jaki i z dobrym
kumplem. Chcialbym miec kogos z kim moglbym po prostu byc.
Obserwuj wątek
    • gloom Re: samotnosc 31.10.04, 14:46
      Abyss, nie chce Ci truc, bo to niezdrowe. Ale - jakkolwiek zaszargany to sad o
      czlowieku - trzeba najpierw zaakceptowac siebie. A potem umiec czekac.
      Dwadziescia pare lat (cokolwiek jest to pare) to na osi czasu punkt blizszy
      poczatku niz konca. A samotnosc JEST straszna. Pamietaj, ze na poczatek masz
      zawsze te druga osobe - Siebie. Mnie ta swiadomosc w jasniejszych czasach
      pomaga. W ciemniejszych - trzyma przy zyciu. Pozdrawiam cieplo,
      Michal
      • looserka Re: samotnosc 31.10.04, 15:10
        Właściwie, to nic ująć nic dodać, do tego, co napisał Gloom.
        Najpierw naucz się być sam ze sobą, zaakceptuj to. Wówczas nie będziesz juz tak
        panicznie bał się odrzucenia przez drugiego człowieka.
        Samotność bywa piekłem, bywa wybawieniem. Tak czy inaczej, niemożliwe jest
        wyeliminowanie jej z życia raz na zawsze.
    • nie_chce_sie_logowac Re: samotnosc 31.10.04, 15:13
      Nie mogę Ci pomóc (bo nie mogę i sobie), ale chcę, żebyś wiedział, że nie
      jesteś sam z tym problemem. W zasadzie mógłbym się podpisać pod Twoim postem i
      kłamstwem wtedy byłby tylko wiek (ja mam 32).
    • mskaiq Re: samotnosc 31.10.04, 15:42
      Mysle ze bez ludzi nie mozna zyc. Boisz sie odrzucenia a to bardzo silny lek,
      nie mniej musisz probowac go przelamac. Nie trzeba wiele aby zyskac akceptacje,
      czesto wystarczy usmiech i znajdziesz wiele osob ktore odpowiedza na niego.
      Znajdziesz wielu ktorzy go zignoruja. Ci ktorzy ignoruja maja rowniez problem,
      czasem jest to zly dzien, czasem boia sie usmiechnac tak jak Ty a czasem
      uwazaja ze tak nie wypada.
      Tylko Ty mozesz to zmienic, musisz odwazyc sie najpierw na usmiech a pozniej
      zaczac mowic. Znajdziesz kogos latwiej niz myslisz. Inni ludzie maja podobny
      problem, tez szukaja kogos.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • aneta10ta Re: samotnosc 31.10.04, 19:43
        Uśmiech najlepiej przykleić lub namalować zawodową pomadką. Jestem
        wielozawodowcem. Kiedyś bez pudła rozpoznawałam akwizytorów po uśmiechu, gdy
        tylko przekroczyli próg mojej siedziby. Nie było takiej mocy, któraby mogła
        mnie zmusić do kupna towaru od _hamerykanina_. Natomiast na rzeczowe informacje
        o oferowanym artykule reagowałam bardzo pozytywnie. Im akwizytor był
        kompetentniejszy, tym bardziej lubiłam z nim współpracować. Kiedyś wydałam
        trochę kasy na zakup całkowicie zbędnych mi przedmiotów, odpowiadając na prośbę
        studenta-wypłocha: muszę TO sprzedać, bo nie zbiorę punktów na zaliczenie. Moja
        aktualna psychia z rzadka wykonuje grymas pod tytułem <uśmiech>. Jest
        człowiekiem, z zawodu lekarzem-psychiatrą. Najlepsza spośród tego, co dotąd
        zaliczyłam. A było to i rozszczebiotane i uśmiechnięte i siempatyczne, że ...
        Daje do myślenia?
        Pozdrawiam
        Aneta
    • diana50 Re: samotnosc 31.10.04, 16:06
      Abyss, ja też uważałam podobnie jak Ty. Zaakceptowałam moją samotność, nawet
      przyzwyczaiłam się do myśli, że już samotna pozostanę do końca. Wcale nie było
      mi źle z tą świadomością. Cisza, spokój, zajmowanie się własnym hobby - to nie
      jest beznadziejna perspektywa. Planowałam spędzać długie godziny w pracy (
      obojętnie jaka by ona nie była). I choć mam 25 lat, przestałam nawet szukać
      kogokolwiek. A wiesz, co się stało? Jakaś osoba burzy mi obecnie całą moją
      koncepcję życia :) Może to tylko moje złudzenie, lecz niezwykle przyjemne,
      trzeba przyznać.
      Ty także możesz zupełnie niespodziewanie dostrzec drugiego człowieka na swoim
      horyzoncie, czego Ci życzę z całego serca.
    • gniadykon Musisz włożyć w siebie troche wysiłku, to, o czym 31.10.04, 17:08
      piszesz, to nie jest nieuniknione przekleństwo. Musisz iść na terapię grupową, zgłos się do psychologa. Myślę, że Twój problem da się rozwiązac w ten sposób. Trzymaj się.
      • krz44 Re: Musisz włożyć w siebie troche wysiłku, to, o 31.10.04, 18:26
        To wszystko prawda, to co napisano wyżej. Musisz najpierw zaakceptowac siebie.
        Najczęściej lęk przed ludźmi to lęk przed oceną. Tymczasem tak naprawdę to Ty
        sam siebie nieustannie oceniasz i te oceny przerzucasz na innych. A przecież
        wcale nie wiesz, jak jestes oceniany. Tak więc zacznij od odrzucenia niechęci
        wobec siebie. Stań przed lustrem, spójrz na włąsne fotografie, przesłuchaj
        nagrania swojego głosu i powiedz sobie: taki jestem, jak każdy inny facet,
        przecież jako kumpel zaakceptowałbym kogoś takiego, bo dlaczego by nie?
        Równocześnie wychodź w stronę ludzi. Nie bój sie rozmów. Tylko nie myśl o tym,
        jak oni Cie oceniają. Bądź sobą. Jeśli ktoś Cię zignoruje, zignoruj go i Ty,
        ale na pewno spotkasz ludzi życzliwych, a może nawet przyjaciół, a nawet -
        czego Ci życzę - dziewczynę.
        • aneta10ta Re: Musisz włożyć w siebie troche wysiłku, to, o 31.10.04, 19:46
          Jak to łatwo powiedzieć...
      • aneta10ta Re: Musisz włożyć w siebie troche wysiłku, to, o 31.10.04, 19:45
        Zgadzam się. Warto posiadać swobodę bycia.
    • zebraczka Re: samotnosc 31.10.04, 19:09
      abyss0 napisał:

      > Samotnosc jest straszna. Mam dwadziesciapare lat, niewielu znajomych,nie mam
      > kobiety.

      i zakończył

      >Chcialbym miec kogos z kim moglbym po prostu byc.


      wiesz abyss

      przypuszczam, ze twoim problemem jest po prostu najpierw mieć aby potem dopiero
      być
      pewnie myślisz, że już jesteś?
      a jak jesteś to masz potrzebę mieć
      przede wszystkim mieć kobietę
      wiesz co?
      wydaje mi się, że wszyscy o tym marzą
      a jak już mają, to...i tak nadal bywają samotni
      może tylko nie przez 24 godziny na dobę
      ale jak tu nie chcieć mieć?
      przecież nie chcieć mieć to wbrew naturze człowieka
      i jak się nie chce już nic mieć, nawet kobiety, to się popada w depresję i
      trafia na to forum
      głowa do góry Abyss0
      jesli jeszcze chcesz mieć, to jeszcze nie jest z toba tak źle
    • mskaiq Re: samotnosc 01.11.04, 06:40
      Mozna uzywac usmiechu jako maske i grymas ale to nie jest usmiech. Mowie o
      usmiechu ktory przechodzi bez wymuszenia a z sympati. Bardzo czesto wymieniam
      usmiechy za nic ot tak nie znajac nawet drugiej osoby. Przynosi wiare w ludzi,
      w bezinteresowna radosc i sympatie ktora ktos sie chce dzielic.

      Moge patrzec na to inaczej, moge wzruszyc ramionami i powiedziec ze ktos suszy
      zeby bez zadnego powodu. Tak to widzialem wiekszosc mojego zycia.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • sylwek07 Re: samotnosc 01.11.04, 09:52
      Czy majac ludzi,osoby kolo siebie jestem samotny czy nie?nie jestem ale ta moja
      samotnosc ma podloze emocjonalne ,chcialbym byc przytulony,zebym mogl
      powiedziec komus cala prawde a nie tylko na psychoterapii..a jak wasza
      samotnosc?
    • mikajanka samotnosc jest dobra 02.11.04, 21:08
      moja samotnosc jest dobra. Chroni mnie, i nie pozwala nikomu wiecej mnie
      skrzywdzic.Jestem dla siebie, dla moich bliskich, dla przyjaciol.Jestem sama w
      tlumie.Juz nikt wiecej nie nakarmi mnie klamstwami. czlowiek kocha dotad,
      dopoki mu sie to oplaca, dopoki nie zmieni sie uklad, dopoki nie pojawi sie nic
      ciekawszego na horyzoncie. Pamiec jest krotka, szybko zapomina o tym,co zrobil
      dla niego przyjaciel,idzie tam,gdzie mu lepiej.Samotnosc nie zdradza.Nie
      wykorzystuje. Mam bardzo dobry kontakt z ludzmi w pracy, ale tych na studiach
      trzymam na dystans. Mam przyjaciol. Uwielbiam patrzec na zakochane pary, na
      szczesliwych ludzi, ciesze sie za nich.I wierze, ze milosc istnieje. Nie ma jej
      tylko dla mnie.Czy dobrze mi z moja samotnoscia?nie, ale ona jedyna jest mi
      wierna,milosc mnie zdradzila. Nie chce z nikim po prostu byc,chce byc dla
      kogos, tak mocno, jak ten ktos dla mnie.
      m.

      • wedrowiec0 Re: samotnosc jest.....lepsza od.... 02.11.04, 21:23
        mikajanka napisała:

        > moja samotnosc jest dobra. Chroni mnie, i nie pozwala nikomu wiecej mnie
        > skrzywdzic.

        Twoja samotność jest po prostu lepsza od ewentualnego bólu, który mógłby
        ponownie Ciebie dotknąć. Ale samotność nie jest dobra dla samej siebie-
        czyli...samotności
        • aneta10ta Re: samotnosc jest.....lepsza od.... 02.11.04, 23:52
          Samotność jako ucieczka przed bólem do wycofanie się z życia.
      • sylwek07 Re: samotnosc jest dobra 02.11.04, 21:49
        rozumiem Cie doskonale ale widze ze masz milosc bo jednak te ostatnie slowa
        pokazuja ze jak ktos bedzie to wezmiesz ta milosc i nie bedziesz samotna ,,tego
        Ci zycze :))
        • aneta10ta Re: samotnosc jest dobra 02.11.04, 23:53
          Nie można czepić się miłości jak topielec deski.
      • barbara04 Re: samotnosc jest dobra 02.11.04, 22:05
        Droga Mikajanka
        Bycie samotnym nie jest najgorszym rozwiązaniem. Lecz jeśli wciąż nosisz w
        sobie żal, nie znajdziesz wewnętrznego spokoju. Nie wierzę, że z radością
        patrzysz na zakochane pary, skrzywdzeni nigdy tak nie patrzą.
        Do własnej samotności trzeba się przyzwyczaić, trzeba ją zaakceptować, a nawet
        polubić.
        A powiedzenie, że czas leczy rany nie jest całkowicie pozbawione sensu.
        Napisałaś, że samotność nie zdradza. Owszem, ale jest też bezpieczną kryjówką
        przed światem. "Jak będę sama/sam i silna/silny, to nikt mnie nie zrani". To
        częste myślenie u ludzi zagubionych, skrzywdzonych. Zasadza się ono na pojęciu
        obronnej omnipotencji ( "nie potrzebuję niczyjej pomocy" ). Niestety jest to
        pozorne wyjście, prowadzi do odsuwania się od innych, od ogółu społeczeństwa. A
        maskowane pozytywnymi uczuciami wzrasta jedynie w siłę.
        Uczucie bólu trzeba przeżyć, aby się od niego uwolnić i nigdy nie zamykać się w
        swojej samotni na innych ludzi.
        Pozdrawiam Cię serdecznie,
        b.
        • aneta10ta Re: samotnosc jest dobra 03.11.04, 00:00
          barbara04 napisała:

          > nigdy nie [należy] zamykać się w
          >
          > swojej samotni na innych ludzi.
          Muszę zaprzeczyć. Samotność stanowi często świadomy wybór sposobu życia
          niezwiązany zupełnie z poczuciem krzywdy doznanej od innych ludzi i
          nieumiejętnością jego zniwelowania. Samotny nie stanowi synonimu nieszczęśliwi.
          Nie wszyscy chcą żyć na łonie społeczeństwa. Mają po temu różniste, swoje
          powody.
          Aneta
          > b.
      • aneta10ta Re: samotnosc jest dobra 02.11.04, 23:50
        Rób tak dalej, a za parę lat będziesz jak stara wyschnięta i pożółkła cytryna.
        Nie przeżyłaś nic pozytywnego, co warto by zabrać ze sobą na życie? Sporząź
        taki rachunek, ale nie ulegając pokusie robienia za ofiarę.
        Aneta
        • mikajanka Hej, witam wszystkich!! 03.11.04, 08:31
          Ale nabroiłam, nie sądziłam, że swoim postem narobię takiego
          zamieszania.Postaram się teraz na wszystklo odpowiedzieć.
          Przede wszystkim dziękuję za odzew, brakowało mi tego, powaznie:)
          Wędrowiec,
          tak, moja samotność jest rodzajem ucieczki, może fałszywą/ złudną ochroną, ale
          ma też dobre strony, jeśli nauczę się z nią żyć, życie dla kogoś będzie troszkę
          łatwiejsze.
          Aneto,
          tak, uciekam, ale z życia się nie wycofuję. Żyję nim w miarę możliwości -
          kształtuję swoje życie zawodowe bardzo intensywnie, uczestniczę w żyuciu
          towarzyskim [fakt, tylko i wyłacznie wśród swoich przyjaciół lub starych
          znajomych, z nikim nowyum, czy obcym], próbuje rozwijac swoje hobby.Ja po
          prostu unikam tej prywatnej części swojego życia, ale nie sądzę, żeby to od
          razu oznaczało wycofanie sie całkowite.
          Sylwku,
          Mam wielkie serce, które potrafi bardzo mocno kochać, ono ma tylko problemy z
          otworzeniem się na to kochanie.Jest zmęczone, ile razy można próbować?po co?
          jeśli z góry wiem, jak to bedzie wyglądac?
          Pewnie, że wezmę,a przynajmniej mam nadzieję.
          Barbaro,
          Uwierz, patrze na zakochane pary i cieszę się ich szczęściem.Dlaczego? bo ja
          też miałam swoje pięć minut, poznałam uczucie, poznałąm miłość i przyjaźń i
          wiem, jaki to skarb, dlatego ciesze się, że ten ktoś też to poznał. Poza ym
          daje mi to wiarę, że mimo iż moje pięc minut się skończyło, to uczucie,
          jakiekolwiek by nie było, wciąż istnieje, po prostu trafiło do kogoś innego.
          Przyjemnie jest stracić głowe, prawda? Dlatego staram się polubić swoją
          samotność.Okazała się silniejsza ode mnie i nie potrafię jej zwalczyć, dlatego
          postanowiłam urzyć innej broni, zamiast ją niszczyć, polubię ją. Przez to
          polubię siebie. Jesli mi się to uda i nauczę się z nią żyć, spędzać zimowe
          wieczory, zabierać z sobą na jesienne spacery, wtedy tylko o krok do pełnego
          uwolnienia się od niej.Taki mam plan i nadzieję, być może błędne, ale jakoś
          musze sobie radzić.Mam absorbującą pracę, żyję w szybkim tempie i w dużym
          napięciu, ale są momenty, kiedy zwalniam, a wtedy dociera do mnie, że kiedy
          wracam późno do domu nie ma nikogo, kto czekałby z kubkiem ciepłej kawy i
          porozmawiał ze mną. Czeka tylko pluszowy miś i stary pies, który kiedyś był
          przybłędą. Na zamykanie się na społeczeństwo - nie potrafię znaleźć sensownej
          odpowiedzi.Nie wiem, może nie chcę tego zauwazyć,moze nie chcę tak nazwać,
          pewnie masz rację.Nie zamykam się, ja tylko nie pozwalam się nikomu za blisko
          podejść.
          Aneto,
          Własnie o to chodzi, nie chcę być starą i pożółkłą cytryną, do tego kwasną.
          Stara będę kiedyś na pewno, ale chciałabym w tą starość wnieść ze sobą trochę
          słodyczy.I tak, zachowałam tą słodycz z przeszłości, wiele dobrych, pięknych
          wspomnień, niestety okazałam się miernotą w temnacie życia prywatnego. O niebo
          łatwiej wywalczyć kontrakt niż uwierzyć i zaufać słowom, które stracą na
          wazności jak temu komuś przestanie się opłacać mnie "kochać".

          Uff,ale się rozpisałam, ale nie chciałam zostawić nikogo bez odpowiedzi.
          Może obrałam złą taktykę, ale dopóki coś robię, walczę.Gdy przestanę
          walczyć,wtedy dopiero bedzie koniec.

          Pozdrawiam was wszystkich, ciepło.
          Miłego dnia.
          m.

          • ty.ja Re: Hej, witam wszystkich!! 03.11.04, 09:41
            mikajanka napisała:

            > Uwierz, patrze na zakochane pary i cieszę się ich szczęściem.Dlaczego? bo ja
            > też miałam swoje pięć minut, poznałam uczucie, poznałąm miłość i przyjaźń i
            > wiem, jaki to skarb, dlatego ciesze się, że ten ktoś też to poznał. Poza ym
            > daje mi to wiarę, że mimo iż moje pięc minut się skończyło, to uczucie,
            > jakiekolwiek by nie było, wciąż istnieje, po prostu trafiło do kogoś innego.
            > Przyjemnie jest stracić głowe, prawda? Dlatego staram się polubić swoją
            > samotność.Okazała się silniejsza ode mnie i nie potrafię jej zwalczyć,
            dlatego
            > postanowiłam urzyć innej broni, zamiast ją niszczyć, polubię ją. Przez to
            > polubię siebie. Jesli mi się to uda i nauczę się z nią żyć, spędzać zimowe
            > wieczory, zabierać z sobą na jesienne spacery, wtedy tylko o krok do pełnego
            > uwolnienia się od niej.Taki mam plan i nadzieję, być może błędne, ale jakoś
            > musze sobie radzić.

            to nie jest MOIM zdaniem błędne założenie
            ja w swojej samotności odnalazłam drogę do siebie i...do ciebie :)))
            stąd mój obecny nick

            > Pozdrawiam was wszystkich, ciepło.
            > Miłego dnia.
            > m.
            >

            i ja również
            • mikajanka Re: Hej, witam wszystkich!! 03.11.04, 11:22
              > to nie jest MOIM zdaniem błędne założenie
              > ja w swojej samotności odnalazłam drogę do siebie i...do ciebie :)))
              > stąd mój obecny nick
              >
              > > Pozdrawiam was wszystkich, ciepło.
              > > Miłego dnia.
              > > m.
              > >
              >
              > i ja również

              Ty.ja...
              Jeśli znalazłaś drogę do siebie...rozglądaj się uważnie i słuchaj siebie. Jeśli
              odgadniesz swoje potrzeby, nakreślisz to, co chciałabyś ossiągnąć, mieć,
              odniesiesz sukces. Myślę, że wyposażona w te wszystkie informacje łatwiej
              będzie pogodzić się z "tym kimś" kogo niesie dla Ciebie przyszłość.

              M.
              ps. A jaki był poprzedni nick? ze spytam z ciekawości:)



              • ty.ja Re: Hej, witam wszystkich!! 03.11.04, 12:11
                mikajanka napisała:

                > ps. A jaki był poprzedni nick? ze spytam z ciekawości:)
                >
                >
                >

                to nieważne jaki
                tak samo jak nieważne "co(kogo) mi jutro przyniesie"
                ważne zeby to jutro nie odebrało mi siebie :)

                czyli
                ja.ty
                ty.ja
                • mikajanka Re: Hej, witam wszystkich!! 03.11.04, 16:47
                  ty.ja napisała:
                  > to nieważne jaki
                  > tak samo jak nieważne "co(kogo) mi jutro przyniesie"
                  > ważne zeby to jutro nie odebrało mi siebie :)
                  >
                  > czyli
                  > ja.ty
                  > ty.ja

                  Dla mnie bomba!
                  Tak trzymaj!

                  Pozdrawiam
                  M.
    • sylwek07 Re: samotnosc 03.11.04, 09:42
      Sylwku,
      Mam wielkie serce, które potrafi bardzo mocno kochać, ono ma tylko problemy z
      otworzeniem się na to kochanie.Jest zmęczone, ile razy można próbować?po co?
      jeśli z góry wiem, jak to bedzie wyglądac?
      Pewnie, że wezmę,a przynajmniej mam nadzieję.
      ------------------------------------------------------------------------------
      a dziekuje za odpowiedz i widze ze podbnie myslisz i odczuwasz tak jak ja,ja
      tez podbnie mysle i mowie :((..no ale pozostaje nadzieja i wiara ze przyjdzie
      ten dzien wspanialy :)))
      • mikajanka Re: samotnosc 03.11.04, 11:38
        sylwek07 napisał:

        > a dziekuje za odpowiedz i widze ze podbnie myslisz i odczuwasz tak jak ja,ja
        > tez podbnie mysle i mowie :((..no ale pozostaje nadzieja i wiara ze przyjdzie
        > ten dzien wspanialy :)))

        Sylwku, to nie tylko nadzieja. Zawsze przychodzi, właśnie wtedy, kiedy się jej
        nie spodziewasz, kiedy przestajesz czekać.Niech nie będzie głównym celem w
        życiu, a jego cudownym urozmaiceniem.Celem bądź Ty a ona dodatkiem do Ciebie.

        Wiem, wiem, łatwo jest gadać i dawać rady innym, a samemu perzyć się jak czarny
        kot.

        M.
    • mskaiq Re: samotnosc 03.11.04, 16:00
      Zbudowalas swiat ktory nazywasz samotnoscia, tyle ze to nie jest samotnosc.
      Kiedy jestes w pracy, nie jestes samotna, wokol Ciebie sa ludzie, kiedy jestes
      z ludzmi ktorym ufasz nie jestes samotna.
      Mysle ze piszesz o tym ze nie ma w Twoim zyciu kogos z kim moglabys je spedzic.
      Tutaj zamknelas sie szczelnie. To bardzo normalne, wiele osob szuka partnera w
      taki sposob aby z nim byc ale nie kochac bo milosc moze zranic.
      To nie milosc rani, to pochodzi od tego co przyczepia sie do niej, zwykle to
      strach. Milosci nie mozna sie bac, nigdy nie jest przeciwko nam. Zwroc uwage ze
      te 5 minut o ktorym piszesz to byla milosc, cos pieknego i niezwyklego. Reszta
      nie ma nic wspolnego z miloscia, jest wiele negatywnych odczuc ktore
      zablokowaly wiare w to ze mozna wierzyc ludziom.
      Serdeczne pozdrowienia.

      moja samotnosc jest dobra. Chroni mnie, i nie pozwala nikomu wiecej mnie
      skrzywdzic.Jestem dla siebie, dla moich bliskich, dla przyjaciol.Jestem sama w
      tlumie.Juz nikt wiecej nie nakarmi mnie klamstwami. czlowiek kocha dotad,
      dopoki mu sie to oplaca, dopoki nie zmieni sie uklad, dopoki nie pojawi sie nic
      ciekawszego na horyzoncie. Pamiec jest krotka, szybko zapomina o tym,co zrobil
      dla niego przyjaciel,idzie tam,gdzie mu lepiej.Samotnosc nie zdradza.Nie
      wykorzystuje. Mam bardzo dobry kontakt z ludzmi w pracy, ale tych na studiach
      trzymam na dystans. Mam przyjaciol. Uwielbiam patrzec na zakochane pary, na
      szczesliwych ludzi, ciesze sie za nich.I wierze, ze milosc istnieje. Nie ma jej
      tylko dla mnie.Czy dobrze mi z moja samotnoscia?nie, ale ona jedyna jest mi
      wierna,milosc mnie zdradzila. Nie chce z nikim po prostu byc,chce byc dla
      kogos, tak mocno, jak ten ktos dla mnie.
      m.
      • mikajanka Mskaiq.... 03.11.04, 16:46
        mskaiq napisał:

        > Zbudowalas swiat ktory nazywasz samotnoscia, tyle ze to nie jest samotnosc.
        > Kiedy jestes w pracy, nie jestes samotna, wokol Ciebie sa ludzie, kiedy
        jestes
        > z ludzmi ktorym ufasz nie jestes samotna.
        > Mysle ze piszesz o tym ze nie ma w Twoim zyciu kogos z kim moglabys je
        spedzic.
        >
        > Tutaj zamknelas sie szczelnie. To bardzo normalne, wiele osob szuka partnera
        w
        > taki sposob aby z nim byc ale nie kochac bo milosc moze zranic.
        > To nie milosc rani, to pochodzi od tego co przyczepia sie do niej, zwykle to
        > strach. Milosci nie mozna sie bac, nigdy nie jest przeciwko nam. Zwroc uwage
        ze
        >
        > te 5 minut o ktorym piszesz to byla milosc, cos pieknego i niezwyklego.
        Reszta
        > nie ma nic wspolnego z miloscia, jest wiele negatywnych odczuc ktore
        > zablokowaly wiare w to ze mozna wierzyc ludziom.
        > Serdeczne pozdrowienia.
        >
        Nie, milosc mnie nie zranila, zrobil to czlowiek, ktoremu ja ofiarowalam,
        siebie, przyjazn,pomoc.Ciesze sie,ze jej doswiadczylam i chetnie znowu ja
        przyjme, ale jest to jednoznaczne z przyjeciem drugiego czlowieka. Mam zasypiac
        ze swiadomoscia, ze jestem dla niego wazna dotad, dopoki mu sie nie odmieni?
        nie wiem. To tchorzostwo z mojej strony. Ale w pracy im tez nie ufam, ale wiem,
        ze nie sa w stanie zrobic mi krzywdy, bo jak?dlatego tam jestem bezpieczna.
        Wsrod moich przyjaciol tez. robi sie ze mnie potwor tyllko dla nieznajomych.
        Tak, czasem, gdy zwalniam tempo robi sie smutno, kiedy dociera do mnie, ze po
        calym zwariowanym dniu nikt nie czeka, taki tylko moj, taki tylko dla mnie. Ale
        z drugiej strony to moj swiadomy wybor. Tak bezpieczniej.

        Pozdrawiam
        m.
    • jeremiad Re: samotnosc 03.11.04, 20:22
      po prostu byc, ech czasami jest tak straszliwie trudno po prostu byc, jesli nie
      mozna podzielic saie z kims mna kim ci zalewzy wlasnym bolem, bo slowa nie moga
      przejsc ci przez gardlo...

      abyss0 napisał:

      > Samotnosc jest straszna. Mam dwadziesciapare lat, niewielu znajomych,nie mam
      > kobiety. Paradoksem jest ze bardzo zle sie czuje wsrod ludzi a jednoczesnie
      > tak mi ich brakuje. Zycie to dla mnie ciagla walka o akceptacje,lek przed
      > odrzuceniem.Kazdy kontakt z drugim czlowiekiem jest tym przesycony.Zarowno
      > kontakt z kims zupelnie obcym (np sprzedawca w sklepie) jaki i z dobrym
      > kumplem. Chcialbym miec kogos z kim moglbym po prostu byc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka