markiz_de_c-c
02.01.08, 23:16
Już nie pamiętam kiedy poprzedni raz piłem Chianti, ale na pewno
wieki temu. W tamtych czasach opleciona w koszyczek pękata butelka
była dla mnie zwiastunem lepszego świata - ponętny wygląd jak
silikonowy biust na krótko oczarował ale nie na tyle by uznać to
wino za warte kolejnych grzechów. A potem "tak się jakoś złożyło..",
że kieliszek prowadził mnie po zupełnie innych partiach Włoch. Nie
bez znaczenia były tu pewnie nieciekawe wspomnienia octowego kwacha
o aromatach cokolwiek poślednich, bo tak zawartość tej cudownej
butelki zapamiętałem.
W końcu jednak postanowiłem po raz kolejny zmierzyć się z tym wciąż
chyba najbardziej znanym w Polsce winem. Los ( a właściwie mój brat
Wojtek -dzięki) dał doskonały pretekst i świąteczno-noworoczną
przestrzeń wypełniła mi rywalizacja dwóch butelek. Rywalizacja nie
do końca uczciwa bo w tak zwanym międzyczasie (pomiędzy tamtym
Chianti a obecnymi) snobizm i zamiłowanie do informacji spowodowały,
że do nazw Fattoria di Felsina i Castello di Fonterutoli zaczeły
wpasowywać się zasłyszane przymiotniki: staroświecki i nowoczesny -
już więc na wstępie los pojedynku wydawał mi się ciut przesądzony
tym bardziej, że póki co, porównanie dotyczyło CC Riserva od Felsiny
i podstawowego CC Fonterutoli.
Tym nie mniej wrażenia zaraz po otwarciu butelek były całkiem
odmienne: Fonterutoli uwodził kwiatkami a Felsina pozostawała niema.
Już po kilku chwialch nie było wątpliwości, że Fonterutaoli to wino
śliczne: mocne, zdecydowane nie pozostawiające miejsca na pustkę
nawet przy lekkim katarze, wiśniowo-pestkowy nos dałby sobie radę z
większością potraw więc duszony schab od cioci Basi poddał się bez
walki. Pierwszego dnia było więc 1:0 i to odwrotnie niż
przypuszczałem.
Napoczęte butelki zostały na noc by tak jak ja spróbować się
przespać... i nie wiem czy to dlatego, że głupio się poczułem, gdy
nowoczesność wygrała z moim kochanym ciemnogrodem, czy z innego
powodu ale następnego dnia rolę całkiem się odwróciły. Połówka
Fonterutoli nadal zachwycała swoją siłą i ekspresją.. ale czegoś
jakby brakowało. Za to Felsina rozpoczęła istny taniec brzucha,
który chcąc nie chcąc musiał skończyć się uwielbieniem. Powab,
delikatność i te babskie niedomówienia spowodowały, że zwyciężca
pierwszego dnia pomimo wyraźnej wielkości, zaczął raczej przypominać
osiłka niż mędrca.
Skończyło się więc na remisie z istotnym wskazaniem na Fesine. Choć
do wyrazistych potraw Fonterutoli będzie na pewno dużo
bezpieczniejszym rozwiązaniem.
A ja już się cieszę na drugą część pojedynku - wszak zostały jeszcze
Fontalloro, Castello di Fonterutoli i Tenuta Belguardo